Elio, najnowsza animacja ze studia Disney i Pixar zmierza do swojej premiery, która przewidziana jest na niemal początek wakacji. Familijna przygodowa opowieść sci-fi została pokazana na nowym zwiastunie.
Elio, kolorowa przygodowa, animowana opowieść od studia Disney i Pixar mające na swoim koncie między innymi W głowie się nie mieści i W głowie się nie mieści 2, swoją premierę będzie mieć w kinach tuż przed wakacjami. Disney Polska podzieliło się jakiś czas temu kolejnym zwiastunem filmu, dostępny z polskim dubbingiem.
Elio to animacja, w której poznajemy tytułowego bohatera, marzyciela i miłośnika kosmosu, który niespodziewanie dla wszystkich, a przede wszystkim dla samego siebie, zostaje przydzielony do międzygalaktycznej organizacji, której członkami są przedstawiciele najdalszych zakątków wszechświata. Wkrótce, zupełnie przez przypadek, zostaje wybrany liderem Ziemi, zmieniając swoje życie całkowicie, i stając przed lada wyzwaniem, jakim jest międzyplanetarny kryzys.
W oryginalnej głosowej obsadzie animacji znaleźli się: Yonas Kibreab jako Elio, Jameela Jamil jako Questa, Brad Garrett jako Lord Grigon, Zoe Saldaña jako Olga Solis, Remy Edgerly jako Glordon oraz Shirley Henderson jako Ooooo. W polskich kinach film dostępny będzie z polskim dubbingiem.
Reżyserami animacji są Adrian Molina, mający na swoim koncie nagradzają animację Coco i Madeline Sharafian. Za scenariusz odpowiedzialny jest Adrian Molina.
Kinowa premiera animacji Elio przewidziana jest na 19 czerwca 2025 roku.
Zapraszam serdecznie do recenzji filmu animowanego Co w duszy gra, uroczej animacji Pixar i Disney, filmu z przesłaniem. Miłej lektury!
Film, a właściwie animacja Co w duszy gra pojawiła się w kinach, w czasie ich otarcia po pandemii, trafiając do kin ze sporym opóźnieniem, jak większa część filmów w tym właśnie, trudnym dla kina czasie. Obecnie animację można obejrzeć na streamingu. Ja pierwszy raz oglądałam ją właśnie w kinie. Z chęcią wybrałam się z córką na dzieło stworzone przez Pixar i Disney, mające na swoim koncie najwyższe wyróżnienie filmowe.
Co w duszy gra to jak wspomniałam film animowany, którego twórcą/reżyserem jest Pete Docter, mający na swoim filmowym koncie inne nagradzane animacje, jak choćby rewelacyjne W głowie się nie mieści, niezwykle wzruszający Odlot czy wciągającą animację Potwory i spółka. Wszystkie jego produkcje mają jedną wspólną cechę, jest nią chęć niesienia widzom nie tylko radości, ale przede wszystkim przesłania, swojego rodzaju morału. Wszystkie one, albo przynajmniej większość naprawdę potrafią wzruszać.
Nie inaczej jest z Co w duszy gra, filmem animowanym, w którego finale nie powstrzymałam łez, a fabuła skłoniła mnie do zastanowienia się nad sensem mojego życia, a nawet nad znaczeniem życia każdego z nas. Nie jest to prosta, banalna bajka dla najmłodszych, choć i Ci znajdą w niej coś dla siebie, ale mądra opowieść, która dotyczy każdego z nas, i każdy człowiek znajdzie w niej coś dla siebie. Jest tylko mały problem….., w porównaniu z rewelacyjnym filmem W głowie się nie mieści, opisywana tu filmowa animowana produkcja jest jakby mniej angażująca. Przyczyna tego leży w braku spójności w podążaniu w jednym fabularnym kierunku, i skręcaniu w raz w jedną, a raz w drugą stronę. Nie owijając w bawełną, choć niewątpliwie Co w duszy gra jest animacją świetną, mnie nie porwała aż tak, jak to od niej oczekiwałam, szczególnie po fabularnych zwiastunowych zapowiedziach.
Historia koncentruje się na nauczycielu muzyki w miejscowym gimnazjum. Joe Gardner wiedzie spokojne, acz nudne życie, ucząc dzieci gry na instrumentach. Próbuje założyć w szkole orkiestrę, problem w tym, że uczniowie ani nie mają do tego drygu, ani nawet się im nie chce. Muzyczna grupa to jednak nie jest szczyt marzeń Gardnera. Muzyk, od lat zakochany w jazzie, pragnie poświęcić się właśnie temu muzycznemu gatunkowi i kiedyś zrobić karierę jako pianista jazzowy.
Taka okazja spada na niego jak grom z jasnego nieba, gdy znana i ceniona Dorothea Williams, legenda jazzu, próbuje skompletować nowy zespół i potrzebuje pianisty. Ku zaskoczeniu Joego, dostaje tę pracę. Ma być członkiem grupy pani Williams i grać jazz. Problem w tym, że rozradowany wiadomością, wpada do kanału i umiera. Cudem udaje mu się uciec z miejsca gdzie dusza wędrują na wieczny odpoczynek i trafia do krainy zwanej Przedświatem. Zostaje tam nauczycielem – mentorem, który ma pokazać nowej duszy, dlaczego warto żyć, tknąć w nią iskierkę życia, by mogła…., by chciała się urodzić. Problem w tym, ze zdeterminowanego na powrót na ziemię, do swego ciała Joe’mu, trafia się najbardziej przekorna, najmniej chętna do urodzenia się, Dusza 22. Muzyk Gardner będzie musiał pokazać jej, co znaczy być człowiekiem.
I tu na plan pierwszy wychodzi istota animacji Co w duszy gra. Jest nią człowieczeństwo i przesłania twórcy tejże animacji. Otóż film niesie ze sobą bardzo jasny przekaz. Niemal krzyczy pytając „co w duszy gra?”, czego najbardziej chcemy od życia i czym tak naprawdę to życie dla nas jest. Co jest tą naszą iskierką dla której chcemy żyć, chcemy być człowiekiem i co tak właściwie znaczy być człowiekiem. Pytania zdają się na pozór nie pasować do animacji, więc tak właściwie produkcji przeznaczonej dla najmłodszego widza. Ale Co w duszy gra nie jest do końca filmem jedynie dla dzieci.
Otóż filozoficzne, a nawet egzystencjalne pytanie, jakie stawia animacja, każe sądzić, że jest to tytuł dla widzów nieco starszych niż najmłodsze pokolenie. Zapewne każdy z nas zastanawiał się czy robi w życiu to co chce i czy potrafi znaleźć w sobie radość z życia.
Wzruszenie i mądrość, przemyślenia i znaki zapytania, wszystko to łączy się w tej uroczej animacji. Problem w tym, że ta lawiruje między powagą, nie do końca pasującą do filmu dla dzieci, a komediową formą. Ta momentami pojawia się by nieco uratować sytuację i by film nie stał się klasycznym dramatem, a jednak komediową, familijną opowieścią. Dlatego też znajdziemy w filmie nie tylko wzruszenie i nawoływanie do zastanawiania się nad sensem życia, ale wiele zabawnych sytuacji. Te związane są głównie z postacią Duszy 22, który broni się przed życiem na wszelkie sposoby, ale zaznając człowieczeństwa, zaczyna rozumieć co jej w duszy gra.
Co w duszy gra to nie tylko fabuła i mądre przesłanie, ale także urokliwa grafika, do której Pixar zdążyło już nas przyzwyczaić. Skąpane w barwach jesieni miasto Nowy Jork, kontrastuje z surrealistycznym, ulotnym i tajemniczym Przedświatem. Połączenie tych dwóch odmiennych rzeczywistości, które sprytnie i płynnie się przeplatają, daje poczucie ładu i spójności i niezwykle cieszy oczy, bo grafika jest po prostu przepiękna.
Całość spina w wielką szczelną klamrę świetna muzyka jazzowa, która jest motorem napędowym tejże opowieści. Film jest bowiem laureatem gali Złotych Globów w dwóch kategoriach: Najlepszy film animowany i Najlepsza muzyka. Zainspirowany twórczością angielskiego artysty i satyryka Ronalda Searle, wypełniony jest muzyką, która powstawała w wielogodzinnych nagraniach, na fortepianie, saksofonie, kontrabasie i perkusji. Za oprawę muzyczną w filmie Co w duszy gra odpowiadają Trent Reznor i Atticus Ross z Nine Inch Nails. Mamy także polski akcent w postaci piosenki „Miłość", którą śpiewa Igor Herbut. Za to na napisach końcowych możemy usłyszeć piosenkę „Liczy się tylko to", Kuby Badacha i Aleksandry Kwaśniewskiej.
Podsumowując, Co w duszy gra to wzruszająca, mądra i dająca do myślenia animacja, w której doszukają się czegoś dla siebie nie tylko najmłodsi widzowie, ale i ci już sporo starsi. Mam wrażenie, że dorośli odnajdą w niej także samego siebie. Wychodząc z kina zapewne zastanawialiście się co tak właściwie było ta „iskierką” dla Duszy 22? Co dla nas jest tym czymś dlaczego chciała żyć? Co pozwoliło jej poczuć, że warto żyć?
Wiele pytań, i wiele na nie odpowiedzi, na które sami musimy sobie odpowiedzieć. Co w duszy gra to ciekawe połączenie animacji nieco filozoficznej i egzystencjalnej, z klasyczną komedią, w której sens życia dla każdego z nas przyjmuje zupełnie inną postać. Czy zatem warto film obejrzeć? Tak, zdecydowanie warto!
Zapraszam do recenzji oscarowej animacji Pixara, która zachwyciła świata, i do której jakże chętnie, i jakże często wracam. Miłej lektury!
Coco niesamowita animacja ze studia Pixar uświadomiła mi dwa istotne fakty. Do tej pory opisałam w recenzjach tylko dwa tytuły, które zostały przez nich stworzone, wspomniane już cudowne Coco, i równie urocze i wartościowe Co w duszy gra, a obejrzałam tego naprawdę sporo. Tym mocniej zachęcam Was do lektury tego tekstu, w którym spróbuje zmierzyć się wysokobudżetową animacją wynoszącą świat animowany na wyższy poziom, któremu trudno dorównać. Czy Oskar dla Coco jest zasłużony? Odpowiem Wam od razu. Tak! Zdecydowanie TAK!
Coco to opowieść o meksykańskiej rodzinie, ale przede wszystkim o dwunastoletnim utalentowanym muzycznie chłopcu imieniem Miguel, który miał pecha urodzić się w familii nienawidzącej wszystkiego tego, co związane jest z muzyką. Ta dziwna przypadłość miała swój początek w przeszłości, gdy to jego pra pra babcia została porzucona przez męża grajka, który zamiast jej i rodziny, wybrał estradową karierę. Przedsiębiorcza kobieta zakasała więc rękawy i…..nauczyła się szyć buty, wymazując raz na zawsze z pamięci to, co choćby w niewielkim stopniu przypominało jej o zdradzieckim małżonku. Profesję, którą opanowała do perfekcji przekazała swojej córce, potem zięciowi, a oni swoim dzieciom i tak dalej… Z czasem cholewki, fleki, kopyta i inne tego typu elementy obuwia, stały się podstawą bytowania rodziny Rivera, w której każdy robił to samo, szył buty.
Jedynie Miguel marzył o zupełnie innym życiu. Chciał jak jego idol, Ernesto de la Cruz spełniać się w roli muzyka, problem w tym, że musiał się z tymi marzeniami kryć. Swój plan bycia kimś zamierzał zrealizować w święto zmarłych. Pozbawiony gitary, którą jego babcia zniszczyła, Miguel wpada na szalony pomysł. Z miejscowego muzeum poświęconego tragicznie zmarłemu artyście, kradnie jego gitarę przenosząc się tym samym do krainy zmarłych. Żeby nie pozostać tam już na wieki musi odnaleźć swojego przodka i przez niego pobłogosławiony, wrócić do domu, co jak się domyślacie, nie będzie wcale takie proste.
Nie bez powodu napisałam o wyżynach, na jakie wzniósł się świat animacji, w którym Pixar niewątpliwie wiedzie prym, pozwalając widzom przenieść się na chwilę w cudowną, magiczną krainę, czy to osadzoną w głowie pewnego dzieciaka, w filmie „W głowie się nie mieści”, który ma swoją kontynuację, i będzie miał również serial, czy też rozgrywającą się w rzeczywistości zabawek, znanej z serii „Toy Story” lub w pewnym akwarium i ocenie w produkcji „Gdzie jest Nemo” i w wielu, wielu innym tytułach owego studia.
I choć wszystkie te filmy niewątpliwie wpisały się, zapewne już na zawsze, w kanony kina familijnego, to recenzowane przeze mnie animacja tego studia podniosła poprzeczkę tak wysoko, że przeskoczyć będzie ją niezwykle trudno. W Coco, w reżyserii Lee Unkricha i Adriana Moliny wszystko, dosłownie wszystko jest ważne, przemyślane, właściwie opowiedziane i przede wszystkim dopowiedziane, począwszy od niesamowitej animacji, po fabułę, świetne napisane dialogi, niesamowicie charyzmatyczne postacie, cudowną muzykę, po przepiękne zakończenie i wzruszenie z nim związane. Tyle dobra na raz, że zwyczajnie nie sposób wszystkiego opisać w tak krótkim tekście, jakim jest recenzja.
Pozwólcie, że zacznę zatem nietypowo, bo od końca, skupiając się najpierw na wyglądzie tej niesamowitej animacji i jej otoczki wizualnej, bo co tu kryć, ta jest urocza, przepiękna, wielobarwna, zwyczajnie zapierająca dech w piersiach i co najciekawsze ma na celu nie tylko dawać widzom przyjemność z oglądania produkcji, ale i obrazować klimat i przesłanieCoco.
Film ten oprócz cieszenia oka, nie tylko wyglądem samych postaci, których mimika twarzy niczym się nie różni od grymasów niejednego, ludzkiego bohatera filmu fabularnego, zachwyca także zaprojektowaniem miasteczka, w którym mieszka nastoletni Miguel, by nagle eksplodować kolorami w Krainie Zmarłych. Ma tu swój sens, w tym wypadku kulturowy, związany z przywiązaniem Meksykanów do tradycji, w której święto zmarłych nie jest dniem smutku i zadumy, jak w naszym kraju, ale czasem oczekiwanym, który czci się równie mocno jak inne, ważne święta. Dlatego też świat umarłych nie jest w Coco miejscem ponurym, ale niezwykle barwnym, że użyję kolokwializmu” bijącym po oczach” gamą barw, od pomarańczowego mostu prowadzącego ze świata nieżyjących, do żywych, po wielką posiadłość króla estrady, kończąc na tęczowych zwierzęcych przewodnikach. Aż nie chce się wierzyć, że ludzkie oko może wychwycić aż tyle kolorów, a chciałoby się rzecz zwykła bajka, może być tak w nie bogata.
To jak wygląda otoczenie, pietyzm jego wykonania, dopieszczony jest skrajnie prezentującymi się postaciami animacji, gdyż po jednej stronie mamy żyjących, ludzi z krwi i kości z ich wadami, zaletami i charakterystycznym wyglądem, a z drugiej bohaterów, którzy zakończyli swe żywota na tym padole łez. Ci swojego ciała już nie posiadają. Po ulicach, rynku, urzędach i tym podobnych spacerują szkielety, którym nie raz odpadnie, ta, czy inna część kościstego ciałka, co niejednokrotnie nadaje produkcji komicznego wyrazu. Nie są one jednak odrażające, ale niemal natychmiast, poprzez pomysłową ich animację i nadanie im cech bardziej ludzkich, czy też odzianie takowych istot w doczesne ubrania, sprawia, że bardzo szybko zyskują naszą przychylność i nim się zorientujemy już je lubimy. A przekrój charakterologiczny mamy w Coco niesamowity, co udowadnia, że obecne animację są już filmami nie tylko dla dzieci, ale każdego, bez względu na wiek, czy to starego, czy też młodego.
Głową rodziny Rivera jest babunia Abuelita, która trzyma dom i jego domowników twardą ręką, jednocześnie otaczając ich miłością, nie dopuszczając, by przez muzykę zeszli na manowce. I to ona, prócz naszego głównego bohatera jest nadrzędną postacią wśród żywych, ale są przecież Ci umarli i tu przekrój osobowości jest bardziej złożony i oprócz przemyślanie napisanych i nakreślonych ról, osoby te niosą ze sobą główne przesłanie tej mądrej animacji, jakim jest rodzinna więź, miłość, wspólne wspieranie się i zrozumienie. Bo jak mówi w pewnym momencie Miguel: „Rodzina jest najważniejsza”.
Taką istotną postacią jest to Hector, młody człowiek, czy raczej szkielet, który bezskutecznie próbuje dostać się na pomarańczowy most, by móc w dzień wszystkich świętych odwiedzić swoja żyjącą rodzinę, a który staje się w tym nieznanym Miguelowi miejscu, przewodnikiem i pomocnikiem. Problem w tym, że nikt nie wystawia na czas, na stosownym ołtarzyku, pozwalającym zmarłym na chwilę wrócić do świata żywych, jego zdjęcia. Hector jest stopniowo zapominany, a tylko pamięć może zachować go w jego świecie. Gdy jej nie będzie, na zawsze zniknie.
Jak widzicie film Coco porusza nie tylko problem śmierci i szacunku dla zmarłych i wiary, że są, czuwają nad nami, wspierają nas, ale i przypomina jak ważna jest pamięć o naszych bliskich, którzy odeszli. Żyją dopóki o nich pamiętamy, póki mamy ich zdjęcia, dopóty zachowujemy pamięć o nich w naszych sercach, dopóki jakaś ich cząstka z nami jest. Animacja odwołuje się do naszych emocji, wzruszając i pozwalając przystanąć myślami na chwilę i zastanowić co tak naprawdę warte jest życie. Pokazując dążenie Miguela do realizacji marzeń, jednocześnie daje wyraźny sygnał, że nie należy spełniać naszych zachcianek kosztem innych, że owszem marzenia są ważne, ale rodzina najważniejsza.
Coco to także wielowątkową, bardzo złożona fabuła, która choć z początku może wydawać się nieco niespójna, szybko pięknie się zazębią, jednocześnie nie mieszając widzowi w głowie. Całość wcale nie tak krótkiego filmu, bo prawie dwugodzinnego ogląda się niemal na jednym wdechu, ani przez chwilę nie myśląc, kiedy się to już skończy, a finał wyciska łzę z największego twardziela.
No i są jeszcze oczywiście piosenki, których nie mogło zabraknąć w kinie familijnym, tym bardziej takim, które odwołuje się do muzyki, do chęci bycia artystą, do uczestniczenia i tworzenia świata dźwięków. Oprawa muzyczna, podobnie jak całość produkcji skupia się na szeroko pojętym folklorze meksykańskim, który oprócz oczywistego dbania o tradycję, (mowa o wspomnianym dniu zmarłym), duży nacisk kładzie na ludowe pieśni i piosenki związane z tym krajem. Dlatego też tylko takie utwory w Coco usłyszymy, z zapadającą w pamięć, niezwykle emocjonalną, nagrodzoną: piosenką „Remember Me”.
Na koniec pragnę wspomnieć oczywiście o polskim dubbingu Coco, który jak zwykle jest rewelacyjny. Nie wiem dlaczego tak jest i czy też to zauważyliście, ale dubbing w animacjach mamy doskonały, czego nie można absolutnie powiedzieć o filmach fabularnych, które w pełnej polskiej wersji brzmią komicznie, nawet jak komedią nie są.
Coco to oczywiście świetna polska wersja, w której usłyszeliśmy między innymi Michała Rosińskigo jak Migueala, Macieja Stuhra w roli Hectora, Ewę Szykulską jako babunię Abuelite, Agatę Kuleszę w roli Mamy Imeldy, Bartosza Opanie jako Ernesto de la Cruz, czy też Mariana Dziędziela, który wcielił się w niewielką, ale jakże istotną rolę Chicarrona. Każda z tych postaci odegrana jest rewelacyjnie, z odpowiednią tonacją i modulacją głosu, z właściwym pokładem emocji przypisanych danej chwili, a wierzcie mi, jest ich dużo.
Coco to niewątpliwie animowana produkcja na miano Oskara, zasłużonego zresztą. Dawno nie oglądałam tak wciągającej, mądrej, barwnej, cudownej animacji i dawno tak się na żadnej nie wzruszyłam. Pixar po raz kolejny udowodniło, że potrafi zachwycić nie tylko poprowadzeniem złożonej historii z przesłaniem, ale i niezwykłym wyglądem filmu, który zostanie w mej pamięci już chyba na zawsze. Serdecznie Wam go polecam!
Najlepiej zarabiająca produkcja animowana Pixara, na którą widzowie niezwykle liczne udali się do kin, dostępna obecnie na streamingu w opcji zakupu, już niebawem udostępniona zostanie w ramach subskrypcji abonamentowej. Film zmierza na Disney+, i to już we wrześniu.
Dla wszystkich, którym nie udało się wybrać do kina, a mieli wielką ochotę na poznanie dalszych losów Riley i sympatycznych emocji w jej umyśli, mam świetną wiadomość. Już za nieco ponad dwa tygodnie na Disney+ udostępniona zostanie animacja w Głowie się nie mieści 2. Znana jest konkretna data.
W głowie się nie mieści 2 to kontynuacja historii Ridley, teraz już nastolatki, zaczynającej zupełnie nowy etap życia, naukę w szkole średniej. Z tego powodu dziewczyna boryka się z zupełnie innymi emocjami. Zmiany także w centrali umysłu Riley, gdzie trwa generalny remont. Radość, Smutek, Złość, Strach oraz Odraza, emocje dobrze nam znane z pierwszej części animowanej opowieści, będą, oprócz remontu, musiały przywitać do swojego grona nowych lokatorów: Obawę, Wstyd, Zazdrość i Nudę. Będzie to jedynie początkiem zmian i kłopotów w centrali.
W głowie się nie mieści 2 to doceniana za humor, ale także niezwykle mądre pokazanie ludzkich emocji animacja, którą pokochali widzowie, nie tylko najmłodsi, ale niemal w każdym wieku. Film zarobił w kinach na całym świecie przeszło 1,6 miliona dolarów. Już niebawem będzie go można zobaczyć na Disney+.
Premiera na Disney+ ma nastąpić 25 września 2024 roku.
W głowie się nie mieści będzie miał spin-off, którego akcja rozgrywać się ma między pierwszą, a drugą części animowanego hitu Disneya. Wiemy jaki tytuł będzie nosić nowa produkcja Disney i Pixar, pojawiła się także zapowiedź w serwisie X.
Nowa produkcja od wspomnianego Disney i Pixar nosi tytuł Dream Productions i nie będzie filmem, a serialem animowanym, który skupi się na tej samej bohaterce, ale opowieść skoncentruje na jej snach. Serial jest spin-offem W głowie się nie mieści oraz w Głowie się nie mieści 2. Informacje o tytule, oraz pierwszą grafikę poznaliśmy przy okazji wydarzenia D23, jakie odbyło się po wielkim sukcesie W głowie się nie mieści 2, animacji, która stała się wielkim hitem, z miliardowymi dochodami.
Historia toczyć się ponownie wokół Riley, a akcja toczyć się ma między pierwszy, a drugim filmem, i ma rozgrywać się w studiu, gdzie w nocy tworzone są sny bohaterki. Mają one realizowane być odpowiednio, w odpowiednim czasie i w należytym budżecie.
Animowany serial nie jeszcze zwiastuna, ani żadnej filmowej zapowiedzi, choć pierwsze wideo pojawiło się na wspomnianym wydarzeniu. W zamian zachęcam do przypomnienia sobie zwiastunów W głowie się nie mieści oraz W głowie się nie mieści 2, którą wciąż możemy oglądać w kinach.