piątek, 25 września 2026

The Mystery of Doomsday Valley - wrażenia z wersji demonstracyjnej

The Mystery of Doomsday Valley  - wrażenia z wersji demonstracyjnej

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z wersji demonstracyjnej nadchodzącej na ten rok przygodówki od studia True Ascension, zatytułowanej The Mystery of Doomsday Valley. Miłej lektury Wam życzę! 

Na czwarty kwartał tego roku, czyli już w najbliższych miesiącach przewidziana jest data premiery kolejnej przygodówki szwedzkiego, dwuosobowego studia True Ascension. Ów deweloper ma na swoim koncie  recenzowaną przeze mnie i opisaną w poradniku/solucji przygodówkę Champy the Useless Vampire, a owe teksty znajdziecie w dziale "Moja twórczość". Na blogu zaś szukajcie poradnika 100% osiągnięć z  Champy the Useless Vampire. Ich kolejna gra, która nosi tytuł The Mystery of Doomsday Valley i opowiada o miejscu, z którym związane jest wiele nadprzyrodzonych wydarzeń, zbliża się do swojej premiery, ale obecnie można ją sprawdzić w nowej wersji demonstracyjnej, na platformie Steam. 

Inne wrażenia z wersji demo znajdziecie w dziale: Recenzje i wrażenia z przygodówek

Mniej więcej półgodzinne, może nawet nieco dłuższe demo, wrzuca nas po krótkim, acz intensywnym przerywniku filmowym, w którym widzimy dwie postaci z gry, do wspomnianego miasteczka Doomsday Valley. Jak należy sądzić po jego nazwie, wyróżnia się ono wieloma nadnaturalnymi wydarzeniami. W zaprezentowanym fragmencie gry poznajemy, jak już wspomniałam, jedną z postaci gry, protagonistę będącą młodą dziennikarką gazety Bizzare Biuletin. 

Mai Harper, bo tak nazywa się szukająca tematu na doskonały artykuł żurnalistka, pojawia się w na pozór spokojnej dolinie z konkretnych powodów. Jej "wielki temat" dotyczyć ma pogłosek o pojawieniu się w Doomsday Valley UFO, które podobno porwało jednego z jej mieszkańców. Interesuje ją również spotkanie z profesorem Nebuliusem, specjalistą w dziedzinie astrofizyki i matematyki, prowadzącym badania, które mogą irytować działające w tym miasteczku złe i nadprzyrodzone siły. 

Zdeterminowana i gotowa uwierzyć w dziejące się w dolinie dziwności Maia, musi najpierw jakoś je potwierdzić. Pierwszą osobą, z którą koniecznie chce porozmawiać, i robimy to w wersji demonstracyjnej, jest Cletus. Mężczyzna doświadczył niedawno przykrego doświadczenia z Obcymi, wpadając przez to w depresję i zapijając smutki w alkoholu. W demo musimy zrobić wszystko, by nie tylko postawić go jakoś na nogi po ciężkiej nocy, porozmawiać z nim na temat jego przykrego doświadczenia, ale i wyciągnąć informacje na temat poszukiwanego profesora. 

Jak już nadmieniłam demo obejmuje pewien wycinek z rozgrywki, w którym mamy okazję nie tylko poznać system działania gry, jej interfejs, składowe elementy, także graficzną jej prezentację, ale poznać także kilka postaci mieszkających w tym dziwnym miasteczku. Ponieważ The Mystery of Doomsday Valley jest komedią, a jej mieszkańcy żyją w miejscu po którym spodziewać się można niemal wszystkiego, dlatego też są one bardzo charakterystyczne i mają swoje fobię. 

Poza Rosie, wydającą się na najbardziej normalną właścicielką baru Rosie's Diner, znającą mieszkańców Doomsday Valley bardzo dobrze, poznajemy również wspomnianego rolnika Cletusa oraz dość ekscentrycznego Dave'a. Dotknięty tajemniczą chorobą (przynajmniej tak twierdzi), z powodu kontaktu z dziwną substancją, ukrywa się teraz w swoim kamperze. Zajmujący się niegdyś instalacją kamer monitoringu, teraz nie wychodząc ze swego bezpiecznego lokum, prowadzi telefoniczny start-up związany z branżą spożywczą. 

W demo eksplorować będziemy trzy lokacje, przemieszczając się między placem przed barem, samym barem Rosie i kampingiem Dave'a, mając okazję nie tylko z nimi porozmawiać, ale również poznać psa Cletusa. Oprócz tego będziemy poszukiwać przedmioty, zbierać je, używać w odpowiednich miejscach, ale i dzwonić za pomocą telefonu. Wszystko wskazuje bowiem na to, że telefon stanie się w grze ważnym narzędziem komunikacji. 

Pod względem sterowania The Mystery of Doomsday Valley, już w ogrywanym przeze mnie fragmencie bardzo przypomina poprzedni tytuł tegoż studia. Jest to bowiem klasyczna przygodówka "wskaż i kliknij", obsługiwana za pomocą myszy, jednym kliknięciem. Wspomniane przeze mnie przedmioty trafiają do znajdującego się na górze ekwipunku, gdzie można je obejrzeć, a także połączyć. 

Ważnym elementem rozgrywki jest notatnik Mai, w którym pojawiają się cele jakie mamy w grze wykonać. Zrealizowane zadanie są od razu odhaczane. Dziennik to również notatki i artykuły z gazet, wskazujące naszej bohaterce (postaci z demo) istotne miejsca, osoby czy wydarzenia. W zapiskach w notatniku pojawiają się również numeru telefonów, które w najbliższym czasie z pewnością się nam przydadzą.

Już zaprezentowane demo pozwala graczom na podświetlanie interaktywnych miejsc w lokacjach za pomocą "spacji". Twórcy wbudowali w rozgrywkę także system szybkiej podróży, aktywowany podwójnym kliknięciem myszki. Choć pełna wersja The Mystery of Doomsday Valley posiadać będzie ręczny zapis, i takowy w demo także istnieje, to opcja wczytywania go, nie jest w demówce dostępna. 

Demo, które twórcy wciąż traktują jako projekt będący w fazie produkcji, daje wgląd w sterowanie, pozwala poznać niektóre z postaci, z jednoczesnym wczuciem się w komediowy, ale i tajemniczy, nadprzyrodzony klimat tejże produkcji. Jego świadectwem jest nie tylko co wydarzyło się Cletusowi, co spotkało Dave'a, ale również sam początek gry oraz podejrzane ślady na pewnym drzewie. 

Opisywana przeze mnie gra jest przygodówką stworzoną w ręcznie rysowanym stylu 2D, z grafiką HD i animacjami poklatkowymi. Graficznie również bardzo przypomina poprzedni tytuł tegoż studia. Lokacje, choć w demo nie odwiedzimy ich wiele, są niezwykle kolorowe, szczegółowe i bardzo przyjemna dla oka, idealnie wpisujące się w nieco leniwą, sielską rzeczywistość niewielkiego miasteczka. 

Zadaniowa część wersji demonstracyjnej opiera się jedynie na zagadkach przedmiotowych, czyli szukaniu odpowiedniej rzeczy, połączeniu jej z innym, albo natychmiastowym jej użyciu w odpowiednim miejscu, bądź na osobie, postaci. Będziemy również tworzyć pewien energetyczny napój, do którego składniki w jakiś sposób musimy zdobyć. 

Liniowa rozgrywka, w której nie zdobędziemy danej rzeczy bez wcześniejszego działania, rozmowy, obejrzenia lub połączenia, jest jednak dość logiczna. Gra stworzona została bowiem tak, by odpowiadała graczom początkującym w tym gatunku, ale i obeznanym z przygodówkami point-and-click. 

Wersja demonstracyjna pozwoli również na poznanie próbki dość klimatycznej ścieżki dźwiękowej, mającej na celu podbicie atmosfery tajemniczości tej komediowej, acz nadprzyrodzonej rozgrywki, dla której inspiracją stały się klasyczne przygodówki z lat 90.


Gra, już w demo dostępna jest w pełnej angielskiej wersji językowej, z dialogami mówionymi dla każdej dostępnej postaci. Pełna wersja dostępna ma być także z napisami po niemiecku. W przeciwieństwie do Champy the Useless Vampire, która to gra dostępna jest z polskimi napisami, nic na tem moment nie wskazuje na to, by również The Mystery of Doomsday Valley posiadała rodzime tłumaczenie. 

Tak czy siak, z polską wersją czy też nie, The Mystery of Doomsday Valley zapowiada się na klasyczną, typową przygodówkę, w której sporo się będzie działo. Demo będące jedynie wstępem do dłuższej, i wypełnionej tajemnicami pełnej wersji, napawa nadzieją, a może nawet pewnością, że klimatu i pomysłowości tej grze nie zabraknie. 

Klasyczna rozgrywka, typowe zagadki przedmiotowe, miła dla oka oprawa, ciekawy klimat i klimatyczna ścieżka dźwiękowa zachęcają do oczekiwania ogłoszenia daty premiery tegoż przygodowego projektu. 

Póki co premiera na Steam, w wersji na PC, Mac i Linux przewidziana jest na 4 kwartał 2026 roku. Demo dostępne na Steam.

Karta Steam - pobierz demo 

czwartek, 24 września 2026

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one - recenzja rodzimej przygodówki

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one - recenzja rodzimej przygodówki

 


Serdecznie zapraszam do lektury kolejnej recenzji mojego autorstwa. Tym razem opisuje polską przygodówkę w stylu wizualnej powieści, w śledczym klimacie, zatytułowaną CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one. Miłej lektury!

O CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one usłyszałam wiele lat temu, będąc na swojej twórczo -recenzenckiej drodze w zupełnie innym miejscu niż jestem teraz. Wtedy miałam okazję przetestować grę, która dopiero powstawała, przygodówkę wciąż tworzoną, realizowaną we wczesnym jej dostępie. Byłam, można tak powiedzieć, jednym z agentów FBI zdających relację z rozwoju gry, z postępów w dochodzeniu. Po latach tworzenia tego projektu, a nawet ciszy ze strony jej twórców, a jest to dzieło polskiego, niezależnego LivinThing Studio, dzięki ich uprzejmości, mogłam w końcu zanurzyć się w pełną wersję tegoż projektu, obejmującego, jak z tytułu wynika, pierwszy dzień śledztwa. Efektem tego jest recenzja, którą właśnie czytacie. 

Inne recenzje mojego autorstwa znajdziecie w dziale: Recenzja i wrażenia z przygodówek

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to gra, w której wcielamy się w młodą kobietę o nazwisku Sara Young. Jest agentką specjalną FBI mieszkającą i pracującą w Nowym Jorku. Przed Sarah trudne, i bardzo ważne zadanie. Musi, przy pomocy swoich kolegów, a przede wszystkim przy udziale gracza, poprowadzić śledztwo, którego celem jest schwytanie groźnego terrorysty, którego przestępcze działania mogą zagrozić całemu miastu. 

Szybko okazuje się, że schwytanie zamachowca próbującego zastraszyć i zapanować nad Nowym Jorkiem, za pomocą terrorystycznych ataków bombowych, wcale nie jest taka proste, a bardziej złożone niźli Sarah sądziła. Nad agentką ciąży bowiem presja czasu. Ma jedynie krótkie trzy dni na by złapać terrorystę, by ocalić Nowy Jork, a może i nawet większy kawałek świata. Mylone tropy, zacierane ślady i rozpraszanie uwagi jest jedynie początkiem przeszkód jakich agentka Young musi się spodziewać. 

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to gra o której po raz pierwszy usłyszałam w roku 2017, czyli prawie dziesięć lat temu, jeszcze w czasie kiedy na Steam istniało głosowanie Greenlight, które gra polskiego studia przeszła pomyślnie, wkrótce trafiając na Steam we Wczesnym Dostępie. Przez te lata o mówiło i pisało się o niej mniej lub więcej. I choć były obawy, że wyjście z fazy produkcji może jednak się nie wydarzyć, gra finalnie opuściła Wczesny Dostęp, zabierając graczy w pierwszy dzień śledztwa. 

Recenzowana przeze mnie opowieść jest bowiem przygodówką point-and-click, obsługiwaną za pomocą nieodzownego narzędzia, jakim jest myszka. Obsługa gry komputerowym gryzoniem pozwala na typowe dla tego gatunku sterowanie, z interfejsem określonym odpowiednimi ikonami. 

Ważnym elementem interfejsowym jest chmurka dialogowa, która pozwala na poprowadzenie dialogu, ale również wskazuje na rozmyślania naszej bohaterki. Dialogi mają tu jednak swoje drugie dno, swoje rozwinięcie. Kolory, które się pojawiają, zielony, czerwony lub niebieski, dają graczowi formę podpowiedzi. Wiemy, że możemy czegoś ważnego się dowiedzieć, że gra nas ostrzega a także że pojawia się nowa lokacja. 

Wszystkie ważne przedmioty trafiają, jak to w klasycznej przygodówce bywa, do ekwipunku. W tym przypadku tym miejscem jest plecak, zlokalizowany w górnym, lewym rogu. Kluczowym elementem interfejsowej, a jednocześnie pomagającym nam, że tak powiem "ogarnąć" gierkę, jest notatnik. To w nim Sarah zapisuje ważne dla rozgrywki informacje, także swoje przemyślenia. 

Choć wspomniana gra jest, jak wspominają sami jej twórcy, przygodowym klasykiem, znajdziemy w niej także aspekty nieco ją wśród takich gier wyróżniające. Tym najważniejszym są punkty rankingu, które sterując naszą agentką zbieramy. Zdobywane podczas prowadzenia śledztwa pozwalają uplasować się na liście rankingu graczy. Hmm.... osobiście nie przepadam za szufladkowaniem mnie gdziekolwiek. Nie jestem zwolennikiem rywalizacji i ulepszania przygodówek o takie dziwne elementy. Domyślam się jednak, że gra stworzona została nie tylko dla tych, którzy kochają przygodową klasykę, ale i dla fanów nieco bardziej urozmaiconej rozgrywki. Dlatego też w typowej przygodówce "wskaż i kliknij", wrzucono również elementy zręcznościowo-czasowe. Choć związane są bardzo, bardzo jasno z pracą naszej agentki, która musi czasami kogoś ścigać, czy używać broni, niestety mnie do gustu nie przepadły. Zdecydowanie wolę lżejszą i spokojniejszą część tej gry, której tu nie brakuje. 

Znajdziemy w tym projekcie pewne aspekty, oprócz dozy akcji, wykraczające ponad klasykę przygodową, i skierowane bardziej stronę symulacji, ale i również RPG. Mam na myśli pieniądze, w które zaopatrzona jest nasza agentka. Źle wykorzystana forsa wkrótce znika, a portfel zaczyna świecić pustką. A choć mówi się, "pieniądze szczęścia nie dają", to w przypadku growej protagonistki mogą okazać się bardzo przydatne. Sarah posiada bowiem pasek energii życiowej. Jego spadek, związany na przykład z brakiem pieniędzy na posiłek, może owocować spadkiem sił, od powolnego chodzenia, aż do omdlenia. Twórcy wbudowali do swojej gry także "wskaźnik upojenia", czyli wypitego alkoholu, który również powinniśmy kontrolować. Wprawdzie rozumiem, że praca specjalnej agentki FBI, odpowiedzialność i presja czasu, są stresujące, ale jako przeciwniczka topienia nerwów w alkoholu czy tłumienia ich za pomocą papierosów, jestem przeciw. 

Jak już nadmieniłam recenzowany przeze mnie tytuł jest przygodówką stawiającą na klasyczne "wskaż i kliknij", z dialogami, a pora nadmienić, że tych jest ogromna ilość, zbieraniem i używaniem przedmiotów i różnymi zadaniami, w tym, niestety, zręcznościowymi. Choć gra do najtrudniejszych pozycji nie należy, i myślę, że w jej  rozgrywce odnajdzie się nawet początkujący w tym gatunku gracz, to nawet jeśli utniemy (co każdemu zdarzyć się może), znajdziemy w grze podpowiedź. Wystarczy wtedy kliknąć na znak zapytania znajdujący się na samym dole, z prawej strony. Pojawi się wtedy okno notesu, w którym kliknąwszy na podpowiedź, otrzymamy wskazówkę co robić dalej. 

Wspomniałam już, że opisywany przeze tytuł oprócz typowych elementów przygodowych, uważanych za klasyczne, ma w sobie nutkę produkcji oscylującej na granicy symulatora i gier z gatunku RPG. Musimy dbać o poziom zdrowia naszej protagonistki, pilnować żeby się nie upiła, ale również dbać o to, by do pewnych miejsc wchodziła należycie odziana. Musimy pamiętać, że bywają miejsca, w których Sarah może spacerować w nieformalnym stroju, ale również takie, w których potrzeba jest tak zwanego dress code'u, czyli formalnej, służbowej marynarki i spódnicy. Będziemy także starać się prowadzić przepisowo, bez nadmiernej prędkości i na trzeźwo. 

Twórcy postarali się również wprowadzić do swojej gry dozą wiarygodności, by gracz mógł poczuć się jak prawdziwy agent służb specjalnych. Nie zabrakło zatem typowych czynności śledczych, spotkań, konferencji i poszukiwania punktu zaczepiania w dochodzeniu. Ale pojawiają się również zwykłe rozmowy agentów, w których nie brakuje wulgaryzmów. Należy zatem pamiętać, że gra choć stworzona w ręcznie rysowanej grafice, o której wspomnę niebawem, zdecydowanie nie jest tytułem dla młodszego gracza, a raczej dla dorosłego. Przekleństwa, choć coraz mocniej widoczne w klasycznych przygodówkach, często zbytecznie, w tym wypadku, podobno jak w Still Life, które mam nadzieję kiedyś sobie przypomnieć, mają tu swoje uzasadnienie. 

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one nie jest grą zbyt długą. Przejście tego tytułu mieści się w ramach kilku godzin, mniej więcej sześciu. Ale to jednocześnie projekt wpisujący się w styl produkcji znanych jako wizualne powieści, więc oferujący graczom liczne mniej czy bardziej ważne decyzje. Podczas poznawania fabuły będziemy mierzyć się z wyborami, także tymi natury moralnej, które finalnie zaprowadzą nas do wielu jej zakończeń. 

I tu niestety pojawia się kolejny jej minus, a właściwie wada większości gier z gatunku visual novel, czyli brak ręcznego zapisywania rozgrywki. Dodanie do owej przygodówki jedynie automatycznego zapisu sprawia, że nie jesteśmy w stanie, podczas jednego przejścia gry, wrócić do momentu growego wyboru, zmieniać go, mając tym samym wgląd w alternatywne ścieżki fabularne. Tyczy się to również dostępnych na Steam osiągnięć. Nie sposób zatem zebrać wszystkich nich podczas jednej rozgrywki. Nie dane jest nam poznać pełnej fabuły dnia pierwszego, i możliwości jakie wbudowali w grę twórcy, podczas jednego jej ogrania. To co jest zarówno minusem, może być także plusem recenzowanego przeze mnie tytułu. Otóż konieczność przechodzenia gry więcej niż jeden raz, jeśli tylko chcemy zobaczyć wszystkie możliwe jej zakończenia, przynosi w efekcie znaczne wydłużenie jej czasu. 

Poziom zagadek czysto przygodowych, które w większości bazują na tych przedmiotowych, ale i dialogowych, przeplatając je z minigrami, jest na dość wyrównanym poziomie. W grze znajdziemy połączenie klasycznej przygodówki z elementami hidden-object, symulacyjną rozgrywką z elementami RPG, ale i typowym śledzwem, z przeszukiwaniem danych w komputerze. Zadania nie są ani za trudne, ani także zbyt łatwe. I jak wspomniałam, możemy posługiwać się podczas rozgrywki, wbudowaną w nią podpowiedzią. Recenzowany przeze mnie tytuł może pochwalić się także możliwością wyboru poziomu trudności, dopasowując się do gracza, pasując rozgrywką zarówno do początkującego w tym gatunku, jak i bardziej zaawansowanego. 

Graficznie, jak wspomniałam powyżej, CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to przygodówka stworzona w ręcznie rysowanym, spokojnych, raczej stonowanym stylu. To prosta, rysowana historia, pasująca klimatem do gier fabularnych, narracyjnych i graficznych. Muszę w tym miejscu wspomnieć, że CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one jest pierwszym rozdziałem gry, niejako wprowadzającym nas, było nie było, w dość klimatyczną i zagadkową historię. 

Fabularnej opowieści towarzyszą przerywniki filmowe, które odnoszą się zarówno do snów protagonistki, jak i do jej wspomnień. Rozgrywce towarzyszy również autorstwa ścieżka muzyczna. Nie jest ona mocno się wybijająca, choć w intro brzmi całkiem klimatycznie. Pod względem dźwięków otoczenia omawiany przeze mnie tytuł stoi na przeciętnym, dość wiarygodnym dźwiękowo poziomie. Otaczające nas dźwięki są poprawne. Gra nie posiada mówionych dialogów, a jedynie napisy, w tym także w języku polskim. 

Podsumowując, CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to przygodówka, w której zmieszano kilka gatunków, także tych z pogranicza przygodowego. W grze przechodzącej od klasyki przygodowego point-and-clicka, po elementy zręcznościowe, symulacyjne i RPG, upchnięto również aspekty rozgrywkowe gier HOPA, czyli poszukiwanie ukrytych obiektów. 

Najmocniejszą stronę tegoż tytułu zdaje się być jego warstwa fabularna, która może nie jest w stanie nas zachwycić, ale niewątpliwie zainteresuje, zaciekawi, a nawet wprowadzi w rozgrywkę nutę niepewności, tajemnicy i sekretów. Klimat zbudowany jest również dzięki ścieżce muzycznej i ciekawym, filmowym przerywnikom.

Choć CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one jest finalnie grą raczej krótką, przez dokonywane w niej wybory i decyzje, pozwalającą na jej ponowne przejście, na zbadanie innych ścieżek fabularnych, zebranie dodatkowych osiągnięć, poznanie fabuły w inny sposób. Cieszy dostępność polskiej wersji językowej, w formie napisów, co nie zawsze jest w przypadku polskiej gry, takie oczywiste. Smucą, szczególnie mnie elementy zręcznościowe w postaci minigier oraz brak możliwości zapisania rozgrywki w dowolnym jej momencie. 

Trudno jednoznacznie ocenić grę, które z założenia, choć nie wiemy czy doczeka się swojej kontynuacji, jest pierwszym jej rozdziałem, dniem pierwszym. Niemniej jednak przygoda, pomijając drobne niegodności, potrafi wciągnąć i zaciekawić. Jeśli lubicie klimat wizualnych powieści z dozą produkcji kryminalno-śledczej, to w tej grze poczujecie się na swoim miejscu.

Moja ocena 7/10. 

Serdecznie dziękuję LivinThing Studio za udostępnie gry do recenzji. 

Grałam w wersję na komputery osobiste, PC - Steam.


Zalety:

  • Fabuła które może zaciekawić;
  • Mroczny klimat powieści wizualnych;
  • Połączenie visual novel i gry śledczej;
  • Dobra ścieżka muzyczna;
  • Miła dla oka grafika;
  • Polska wersja językowa;
  • Wybory i decyzje;

Wady:

  • Elementy zręcznościowe (nie przepadam);
  • Minigry, czasami zbyt wymagajace;
  • Momentami zbyt przegadana;
  • Poziom "upojenia" - według mnie niepotrzebny;
  • Brak możliwości ręcznego zapisu

środa, 23 września 2026

Grill'd: The Vanishing, królewski śledczy w akcji. Demo dostępne

Grill'd: The Vanishing, królewski śledczy w akcji. Demo dostępne

 

W rolę królewskiego śledczego uwięzionego w rezydencji zubożałego arystokraty wcielimy się w przygodowej grze detektywistycznej zatytułowanej Grill'd: The Vanishing. Przygodówka ma swoje miejsce na Steam i wstępną datę. 

Na przyszły rok, na razie dokładnie nie wiadomo jeszcze w jakim miesiącu, przewidziana jest data premiery przygodowej gry detektywistycznej, w której znajdziemy się jako śledczy na pewnym przyjęciu. Gra, której tytuł brzmi Grill'd: The Vanishing jest dziełem studia The Yellow Room i ma nie tylko swoje miejsce na Steam, ale można ją również sprawdzić w dostępnym na owej platformie demo. 

Przeczytaj również:

W grze Grill'd: The Vanishing, będącej przygodówką detektywistyczną wcielamy się w królewskiego śledczego, który został uwięziony w posiadłości zhańbionego arystokraty. Gdy wszystkie wyjścia zostają zablokowane, wkrótce uświadamia sobie, że każdego dnia jeden z gości znika bez śladu. 

Gra, której akcja rozgrywa się każdego wieczora, którego przyjdzie zasiąść do kolacji. Przy stole gromadzą się wszyscy goście. Jemy, rozmawiamy i wzajemnie rzucamy na siebie podejrzenia. Naszym zadaniem jest uważna obserwacja każdego gościa, gdyż podczas kolacji granica między kłamstwem, a prawdą zacznie się zacierać. 

Wcielamy się w śledczego, któremu ów tytuł nadała królowa. W posiadłości nie ma policji, ani sędziów. To my jesteśmy tym, kto ma władzę osądzania. Aby móc znaleźć winnego, musimy wychwytywać sprzeczności w zeznaniach, drążyć kłamstwa, aż do momentu gdy oszustwo zostanie ujawnione. Gdy odkryjemy wszystkie sekrety, będziemy mogli bezpiecznie opuścić dom. 

W grze podążać będziemy tropem zaginionych przedmiotów, odkrywając prawdę o posiadłości. Odszukamy wskazówki, analizować będziemy zależności i łączyć fakty. Każde powiązanie ujawni nowe dowody, przyblizy nas do rozwiązania tajemnicy. 

Gra dostępna będzie bez pełnej głosowej wersji, a jedynie z napisami w języku angielskim. Nie zagramy w nią po polsku. 

Premiera Grill'd: The Vanishing przewidziana jest na Steam, na PC w roku 2027. Dokładna data nie została jeszcze ogłoszona. Demo jest dostępne na Steam.

Karta Steam - pobierz demo









wtorek, 22 września 2026

The Crimson Maid - recenzja. Przygodowa mieszanina zalet i wad

The Crimson Maid - recenzja. Przygodowa mieszanina zalet i wad

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji kolejnej przygodówki, połączenia romansu, opowieści narracyjnej i kryminału. Oto co myślę o grze The Crimson Maid. Miłej lektury!

The Crimson Maid miała swoją premierę w połowie lipca tego roku, czyli już kilka miesięcy temu. Kolejna gra GrimTalin, Darkania Works, której wydaniem zajęło się Wales Interactive, obiecywała wiele dobrego, spełniając owe obietnice mniej więcej w połowie. Otrzymaliśmy zapowiadany romans z kryminalnym sznytem i dozą tajemnic, w ładnej, acz stworzonej sztucznie oprawie, z bardzo nierówną rozgrywką i pewnym oszustwem. Grę miałam okazję sprawdzić dzięki GOG, za co serdecznie w tym miejscu dziękuję. 

Inne recenzje na moim blogu znajdziesz w dziale: Recenzje i wrażenia z przygodówek

Historia opowiedziana w grze rozgrywa się na przełomie XX wieku, pozwalając graczom wcielić się w Mariusa, młodego mężczyznę, który pobiera nauki w seminarium, w przyszłości planując zostać księdzem. Po latach przebywania z daleka od domu, przerywa na jakiś czas naukę, by powrócić do rodzinnej posiadłości. Powodem zmiany edukacyjnych planów, jest stale pogarszający się stan zdrowia jego ojca, który traci wzrok. 

W domu czeka na niego surowa, apodyktyczna matka, zdegustowany i zazdrosny młodszy brat oraz ojciec, który wymaga stałej opieki. Zarówno brat, jak i rodzicielka mają dość prowadzenia rodzinnego biznesu, czują się nim przytłoczeni, a ich uczucie względem Mariusa trudno nazwać rodzinną miłością. W posiadłości nasz bohater spotyka jeszcze kogoś, piękną i tajemniczą służącą o imieniu Irina. Kobieta szybko oczarowuje Mariusa, choć ten stara się za wszelką cenę stłumić w sobie rodzące się względem niej uczucia i pożądanie, w końcu poddając się władzy jaką ma nad nim ta dziewczyna. 

Gdy pewnego dnia dochodzi do strasznego morderstwa, świat Mariusa wywraca się do góry nogami. Na jaw zaczynają wychodzić liczne rodzinne sekrety i dano skrywane kłamstwa. Atmosfera gęstnieje, wlewając mrok w serce naszego bohatera. 

Pozwolicie, że fabularnie zatrzymam się w tym właśnie miejscu, nie zdradzając więcej szczegółów, gdyż to właśnie ten aspekt gry jest jej najmocniejszą stroną. Fabuła potrafi zaintrygować, pobudzić emocje, zachęcić, zahaczając nawet o zjawiska natury paranormalnej. Gra skutecznie trzyma nas w napięciu, ciekawie łącząc klasyczne gotycki romans, za którym osobiście nie przepadam, z nutą kryminału, a nawet pewnej mroczności. Zaletą tej podzielonej na kilkanaście rozdziałów gry jest jej klimat, stale gęstniejąca atmosfera oraz to, że powolnie rozwijająca się opowieść finalnie serwuje nam zaskakujące zwroty akcji. 

The Crimson Maid to produkcja na wzór wizualnej powieści, stawiająca na dość powolną, przynajmniej na początku, eksplorację. To tytuł narracyjny, ubarwiony mnóstwem gadaniny. Linii dialogowych jest tu naprawdę dużo. Niektóre z nich wnoszą do opowieści ciekawe wątki, inne są typowym trajkotaniem zafascynowanych sobą osób. Wspomniałam, że nie jestem fankom romansów, w żadnej postaci, czy to książkowej, filmowej czy growej, więc dla mnie te linie dialogowe były prawdę powiedziawszy pewną niedogodnością. Na szczęście przesadzone, a nawet melodramatyczne rozmowy, można przyspieszać, skupiając się na tych bardziej intrygujących, tych, przynajmniej dla mnie, ciekawszych. 

Główny trzon rozgrywki stanowi w recenzowanym przeze mnie tytule eksploracja. Gracz ma pewną swobodę w eksploracji posiadłości i jej okolic, mając jednak po drodze do wykonana przeróżne zadania, a także pewne przygodowe wyzwania, od zagadek po minigry. Trudno nie odnieść wrażenia, że zadania owe, o których napiszę niebawem, mają na celu nieco wydłużyć rozgrywkę, mam wrażenie, że nawet nieco sztucznie. 

Istotą rozgrywki, co mocno wpisuje się w styl visual novel, jest także wybór dialogowy. Ścieżki rozmów, dość rozgałęzione, prowadzą do odkrycia większej ilości faktów, do rozbudowania świata przedstawionego. Są również motorem napędowym wielu zakończeń tejże opowieści. 

Pod względem sterowania grę, która nie jest typowym point-and-clickiem, obsługujemy za pomocą klawiszy WSAD oraz myszą. Do dyspozycji interfejsowo mamy klasyczne ikony, a gracz wzbogacony jest również o typowy dla przygodówek notatnik. Dziennik Mariusa aktywujemy za pomocą klawisza "Tab". Muszę przyznać, że notatnik ów stanowi urokliwy dodatek do growej całości, choć w jego stworzenie wkład ma niestety sztuczna inteligencja. Stworzony został w rysunkowym stylu, łącząc czarno-biały tekst i rysunkowi z kolorowymi wstawkami, niczym kolorowe, acz również malowane zdjecia. Dziennik ów rozbudowywany jest stopniowo, w zależności od tego jak dokładnie eksplorujemy okolicę, co udaje się nam znaleźć, i jakie zadanie wykonać. 

Oprócz czystej eksploracji, w której podziwiać możemy uroki ogromnej posiadłości, ale nie tylko, przyjdzie nam odnajdywać przedmioty, używane później automatycznie, poszukiwać wskazówek, zagubionych dokumentów, które przybliżają nam rodzinną przeszłość, ale przedmiotów kolekcjonerskich. 

W grze natkniemy się również na wszelakie przygodowe zadania, także te opcjonalne. Takimi są puzzlowe układanki, które przedstawiają głównie zwierzęta, z którymi możemy się mierzyć, ale wcale nie musimy. Choć gra niby stawia na proste zagadki, i w większości na takie są tu natkniemy, to rozgrywka pod tym względem jest zdecydowanie nie równa. Większość zadań skupia się bowiem na prostych czynnościach wyznaczanych protagoniście przez najbliższych. Prostota i lekkość nie jest jednak w grze taka oczywista. Jest tu bowiem zagadka z otwarciem drzwi do kaplicy, która jest zwyczajnie przesadzona, zbyt nudna i zdecydowanie za bardzo czasochłonna. Powiem szczerze, że jest to zadanie z puli tych irytujących i jak dla mnie twórcy powinni dorzucić do niej opcję jej pominięcia.  Sztuczne wydłużanie gry i irytowanie graczy, nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem. 

Pewną nierówność, przesadę, ale i świadectwo niezależności gry odczuć można również w warstwie muzycznej i dźwiękowej tegoż projektu. O ile dźwięki otoczenia brzmią tu bardzo wiarogodnie, szczególnie klimatycznie na cmentarzu, o tyle muzyka staje się dzięki swojej powtarzalności walców, nużąca. Stale powtarzające się motywy muzyczne, mocno wybijające się w grze, która tak naprawdę głosowo jest prawie zupełnie cicha, nie są przyjemne dla ucha. Prawdę powiedziawszy z czasem przyciszyłam muzykę, woląc delektować się jedynie dźwiękami otoczenia. 

Wielkim minusem, a nawet formą growego oszustwa jest umieszczenie w wersjach językowych - pełnej angielskiej wersji, której tak naprawdę nie ma. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po włączeniu The Crimson Maid, okazało się, że jedynym głosem jaki usłyszałam jest ten należący do narratorki opowieści, towarzyszący nam między rozdziałami, tu zwanymi aktami. Poza przyjemną głosem owej kobiety, żadna z postaci nie jest dubbingowana. Bardzo stateczne i osadzone praktycznie w jednym miejscu postaci, które ożywają jedynie w dodanych do gry animacjach, są całkowicie nieme. Ta forma oszustwa, pewnego zakłamania faktów nie jest według mnie dopuszczalna. 

Gra posiada kilka wersji językowych w formie napisów, ale w językowym zestawie brakuje polskiego tłumaczenia. Brak angielskiego dubbingu, który moim skromnym zdaniem znacznie poprawiłby grywalność tego projektu, i brak wersji PL, w morzu tekstu, potrafi skutecznie odstraszyć, a nawet zniechęcić do poznania tegoż projektu. 

Również pod względem graficznym mamy pewną formę oszustwa. Gra oczywiście prezentuje się niezwykle urokliwie, bardzo szczegółowo, romantycznie, gotycko, często nawet mrocznie. Problem w tym, że przy tworzeniu tego co widzimy na ekranie, niektórych grafik, interfejsu, dziennika oraz tekstur wykorzystano sztuczną inteligencję. To, że tytułów ów został wygenerowany dzięki AI, jest w wielu jej momentach bardzo mocno widoczne i należy wziąć to pod uwagę, zachwycając się oprawą graficzną, teksturą i tłami. 

The Crimson Maid to gra, która niestety mnie zawiodła, i to pod wieloma względami. Prawdę powiedziawszy nie tego się po niej spodziewałam. Po pierwszym szoku spowodowanym brakiem obiecanej pełnej wersji głosowej w języku angielskim, przyszło kolejne rozczarowanie. Miałam nadzieję na lekką, pełną tajemnic i nieco mroczności opowieść z lekkimi zagadkami. A co otrzymałam? Bardzo nierówną rozgrywkę, z irytującym, wkurzającym i zniechęcającym zadaniem z układanką na drzwiach kaplicy. Zadanie dla cierpliwych, sztucznie wydłużyło moją rozgrywkę, i zbudowało frustrację, której w grze wpisującej się bardziej w styl wizualnej powieści, się nie spodziewałam.

Gdyby nie całkiem ciekawa fabuła, która choć wolno, zdecydowanie podkręciła klimat, zahaczając nie tylko o gotycki mrok, kryminał, ale i zjawiska nadprzyrodzone, gra miałaby u mnie bardzo niską ocenę, głównie za marketingowe kłamstwa i pójście twórców na łatwiznę. 

Tę niestety widać w oprawie graficznej, która i owszem, może się bardzo podobać, ale tak naprawdę stworzona została za pomocą sztucznej inteligencji, co zdecydowanie nie można przypisać grze jako jej plus. Dodatkowo moja wersja na GOG-a nie dała możliwości robienie zrzutów z ekranu bezpośrednio na platformie. 

Zastanawiałam się jaką ocenę finalnie mam dać tej ciekawej fabularnie, ale i irytującej grze przygodowej? Nie może być za nisko, bo finalnie potrafiła mnie zaciekawić. Nie może zbyt wysoko, bo jedno z zadań mówiąc kolokwialnie wyprowadziło mnie z nerwów. 

Moja ocena zatem to 6/10. 

Bardzo dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji. 

Grałam w wersję na komputery PC na GOG. 

Zalety:

  • Ciekawa fabuła;
  • Klimatyczna historia;
  • Połączenie romansu, kryminału i zjawisk nadprzyrodzonych;
  • Stale gęstniejąca atmosfera;
  • Zwroty akcji;

Wady: 

  • Brak pełnej angielskiej wersji;
  • Ładna, acz stworzona sztucznie grafika;
  • Zbyt melodramatyczne dialogi;
  • Brak ręcznego zapisu;
  • Brak polskiej wersji językowej


poniedziałek, 21 września 2026

Echoes of Mora - recenzja. Przeszłość, na którą można wpłynąć

Echoes of Mora - recenzja. Przeszłość, na którą można wpłynąć

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji narracyjno-eksploracyjnej, emocjonalnej opowieści niewielkiego, niezależnego studia, zatytułowanej Echoes of Mora. Miłej lektury!

Dziś swoją steamową premierę, także w wersji na wirtualną rzeczywistość ma przygodowa gra wpisująca się idealnie w klimat narracyjnych, emocjonalnych i przede wszystkim eksploracyjnych gier, z psychologicznym, nieco filozoficznym zarysem. Przygodówka Echoes of Mora, gra trzech kobiet z Berlina, znanych jako studio Selkies Interactive, którą miałam okazję sprawdzić dzięki ich uprzejmości, za co bardzo dziękuję, właśnie zadebiutowała. Pora zatem podzielić się z Wami jej recenzją. Serdecznie zapraszam do lektury!

Inne recenzje przygodówek znajdziecie w dziale: Recenzje i wrażenia z przygodówek 

Mówi się, że wszystko co nas czeka jest gdzieś tam zapisane, z góry ustalone, przeznaczone i właściwie nie da się tego uniknąć, a przynajmniej w jakiś sposób nieuchronnemu przeciwdziałać. Ale z drugiej strony mamy wolną wolę, my kształtujemy naszą rzeczywistość, uczynkami, wolą walki, siłą przetrwania i dokonanymi wyborami. Wielu z nas pewnie chciałoby cofnąć czas, by zapobiec złemu, by podjąć te właściwe wybory, aby z mocą pozyskanych doświadczeń i wiedzy, móc inaczej przeżyć życie, a nawet zmienić los. Wiemy, że w rzeczywistym życiu nie jest to możliwe, ale w grach możemy niemal wszystko. I właśnie o zmianie losu, o mocy wpływania na wydarzenie, o umiejętności zaglądania w przeszłość, by budować przyszłość, opowiada poruszająca, tajemnicza przygodówka Echoes of Mora, gra niewielkiego, trzyosobowego, kobiecego studia. 

Wraz z nią przenosimy się do niewielkiej, sennej wioski Valgoda. Miejsce to leży nad okrzykniętym złą sławą fioletowym jeziorem, które uznaje się za przeklęte. Mieszkańcy wspominają o tajemniczej Topielicy, i ludziach, którzy giną pod wodą. Nikt tak naprawdę nie wie gdzie przepadli. W tajemniczym miejscu, w którym mieszkańcy starają się żyć jedynie swoim życiem, i właśnie szykują się do corocznego festiwalu, żyje również Mora. Jest nastolatką próbującą trzymać się blisko grupki młodych ludzi i własnego brata o imieniu Dario.

Gdy pewnego dnia dziewczynka wchodzi na pomost, prawie z niego spadając, Dario natychmiast rusza jej na pomoc, wpadając do wody. Niedługo potem znika w odmętach przeklętego, filetowego jeziora. Przerażona Mora biegnie do rodziców, którzy o dziwo twierdzą, że chłopak wczoraj wyjechał, a to co mówi Mora jest jedynie jej urojeniem. Niewiele myśląc nastolatka postanawia poszukać go na swoją rękę, dowiedzieć się co właściwie się z nim stało, odkrywając moc cofania się w czasie, w przeszłość, którą postanawia zmienić. A przeszłość owa związana jest nie tylko z tajemnicą zniknięcia Dario, ale i z powodzią, które zatopiło Valgodę. Los chłopca i miejsca w którym żyje Mora leży zatem w jej rękach, w specjalnej mocy i woli zmian. 

Echoes of Mora to jedna z takich gier, takich przygodówek, w którą fabularnie nie należy się w recenzji zbyt głęboko zapuszczać, by nie zdradzić za wiele. Jest to bowiem tytuł, którego fragmenty opowieści poznajemy łącząc teraźniejszość z przeszłością, przechodząc od tego co jest, w to co było. 

Właściwa część rozgrywki, w której eksplorujemy, a także mierzymy się z drobnymi zadaniami, rozgrywa się w miasteczku zalanym przez wodę. Jesteśmy osobą, mającą nieograniczoną swobodę poruszania się pod wodą, którą w podwodny świat i system jego działania, wprowadza tajemniczy, eteryczny, kobiecy byt. Owa istota wyjaśnia działanie portali zwanych Echami, które dzięki przedmiotowi, bądź przedmiotom przenoszą nas w przeszłość, do świata Mory, do Valgody sprzed powodzi. 

Z początku trudno nam pojąć kim właściwie jesteśmy, jak tu trafiliśmy, gdyż gra enigmatycznie wrzuca nas w podwodną rzeczywistość, dając jedynie wskazówki w formie samouczka, niosąc ze sobą posmak poetyczności, nieco filozofii, i sporo intrygującej tajemniczości. Ma swój własny, dość charakterystyczny styl i klimat, wyróżniający ją na tle innych narracyjnych, eksploracyjnych gier, które można w jakiś sposób określić mianem symulatorów chodzenia. Ale wprawne oko fana narracyjnych opowieści odnajdzie w niej coś z takich tytułów jaki What Remains of Edith Finch, The Vanishing of Ethan Carter której poradnik/solucję znajdziecie w dziale "Moja twórczość" czy Life is Strange, z poradnikiem dostępnym na blogu. 

Porównanie do wyżej wymienionych tytułów nie jest przypadkowe, gdyż projekt ten oferuje wiele tajemnic, które charakteryzuje stopniowe ich odkrywanie. Nie ma tu nachalności, nie ma gwałtowności, nie ma presji czasu. Jest tajemnica w której stajemy się kimś w rodzaju detektywa odkrywającego przeszłość. Są motywy filozoficzne, egzystencjalne, i psychologiczne. Stajemy twarzą twarz z wyborami i decyzjami wpływającymi na zakończenie gry. Jest to bowiem tytuł, który finalnie przynosi więcej niż jedno zakończenie. Autorki tej niezależnej przygodowej opowieści nie stronią również od tematów określanych jako trudne, poruszając w swojej historii nastoletni bunt, problem relacji ojciec-córka czy bierne poddanie się woli przeznaczenia, godzenia się z losem. 

Opisywany przeze mnie przygodowy projekt nie jest grą lekką. To poruszająca historia o niegodzeniu się z przeszłością. To obraz walki nie tylko o życie ukochanej osoby, ale i stawiania czoła trudnej przeszłości. Tak naprawdę fabułę, która opowiada o zbliżającej się powodzi, nieuchronnym zniszczeniu, każdy z nas może przenieść do własnego życia, które niesie zarówno miłe, jak i trudne momenty, na które nie zawsze nie mamy wpływu. 

Echoes of Mora to również gra o supermocy, o umiejętności odnajdywania ech przeszłości, spoglądania dzięki nim w to co już się wydarzyło, odkrywania w nich sekretów, i tym samym kreowania przeszłości w zupełnie inny sposób. Stajemy się wraz z rozwojem gry kreatorem nowej rzeczywistości, która pozwoli odmienić los. 

Rozgrywka w opisywanym przeze mnie tytule toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, jednocześnie w pewien sposób ze sobą się łączących. Jak już wspominałam podróż po grze rozpoczynamy pod wodą, w całkowicie zatopionej osadzie, w której odkrywamy ślady dawnego życia, i naszą bohaterkę - Morę. Towarzyszymy jej w poznawaniu prawdy na temat wydarzeń w Valgodzie, pomagamy odnaleźć brata, a z czasem stajemy się powiernikiem, a nawet przyjacielem. To kim tak naprawdę jesteśmy nie mamy pojęcia niemal do końca rozgrywki, choć Mora nadaje nam imię i uważa za kogoś w postaci ducha. 

Fabularną podróż odbywamy w klasyczny sposób na komputerach PC, bądź na VR. Ja miałam przyjemność poznać grę w klasycznej, komputerowej formie, używając do sterowania naszą tajemniczą postacią za pomocą klawiszy WSAD, choć grę obsługiwać można również używając kontrolera. Oprócz sterowania, które pod wodą jest zwyczajnie pływaniem, w dowolnym kierunku, bez ograniczeń zamkniętych w ramach, także z możliwością wypłynięcia na powierzchnię, mamy również w grze pewne wyzwania. 

Zalana wioska nie należy do obszarów najmniejszych, i łatwo się w niej pogubić, nie bardzo wiedząc co dalej robić. Nie zostajemy jednak pozostawieni samym sobie, gdyż kierunek naszej podróży, i czynności, które po kolei musimy wykonywać, przynajmniej w większej części rozgrywki, wskazuje nam ławica połyskujących ryb. Wciskając "Q" na klawiaturze zobaczymy je płynące w danym kierunku. W ten sposób wiemy, że właśnie tam mamy się teraz udać.

Wskazanie owe dotyczyć może zarówno portali, tak zwanego Echa, które aktywowane za pomocą przedmiotu, bądź kilku rzeczy, pozwala nam odkryć część przeszłości, poznając fragment historii Mory i mieszkańców Valgody. Rybki mogą nam wskazać także poszukiwaną przez nas rzecz, często ukrytą w jakieś jamie, w koszu, bądź w innym miejscu. W grze, z małymi wyjątkami, nie jesteśmy jednak sami. Towarzyszy nam tajemnicza narratorka z teraźniejszości, ale i Mora z przeszłości. 

Choć Echoes of Mora jest grą narracyjną, którą klasyczną przygodówką "wskaż i kliknij" trudną nazwać, to mimo wszystko znajdziemy w niej typowy ekwipunek, aktywowany za pomocą klawisza "Tab", przycisku "E" oraz kółka myszy. Echa, czyli portale, które z pewnością nie przegapimy, bo połyskują filetowym światłem, musimy, jak już wspominałam, aktywować. Aby móc wkroczyć w przeszłość, musimy odnaleźć znajdującą się nad portalem rzecz. Jej zarys wskazuje wyraźnie czego mamy poszukać. Zwykle poszukiwany przez nas element leży gdzieś blisko Echa - portalu, ale bywa, również, że jest ukryty, a do jego uzyskania przyjdzie nam wykonać jakieś drobne zadanie, jak choćby ułożenie rozbitego popiersia, umieszczenie odważników na wadze czy odnalezienie kilku przedmiotów, i umieszczenie ich w odpowiednich miejscach. 

Nie jest to rozgrywka stawiająca na wielkie umysłowe wyzwania. Zadania jakie postawiono przed nami mają być dodatkiem do opowieści, elementem większej narracyjnej układanki, która koncentruje się na emocjach, psychologii, ale i na moralnych wyborach. To intrygująca, i prawdę powiedziawszy do końca bardzo zagadkowa gra, zachęcająca do odkrycia jej na nowo, z nowym, innym jej zakończeniem.

Echoes of Mora również pod względem graficznym zdecydowanie się wyróżnia, oferując grającym obrazy znacząco się od siebie różniące. W rzeczywistości widzimy świat w pełnym 3D, mając przed sobą obraz dłoni protagonisty, który pływając eksploruje zalaną wioskę. Odwiedzany teren jest rozległy, z zatopionymi drzewami, domami do których przez okna możemy zaglądać, pozostawionymi przedmiotami, a nawet zalanym targiem. Jak już nadmieniłam eksploracja w niczym nas nie ogranicza, no może poza tym, że wypłynąwszy poza taflę wody, do brzegu raczej nie dopłyniemy. Nie mniej jednak zalana Valgoda ma swój wodny urok, swoją smutną, melancholijną przeszłość, ubarwioną błyszczącymi portalami, połyskującymi w wodzie rybami, czy tam i ówdzie palącymi się latarniami. 

Zgoła inaczej graficznie prezentuje się przeszłość, w którą wnikamy poprzez portale. Tu widzimy świat jakby mnie trójwymiarowy, bardziej malowany, niewyraźny, niedokończony. Również niewyraźne, niczym echa, eteryczne są postaci, które podczas rozgrywki spotykamy. Wszystkie, łącznie z Morą, stworzone są z wielu połyskujących kropek, jedynie z zarysem kształtu, bez wyraźnych rysów twarzy, sylwetki. Są jak niewyraźna przeszłość, która rozmywa się z czasem w naszych wspomnieniach, staje się niewyraźna, jak sny, w których słyszymy, ale nie widzimy, wiemy, ale zbudować obrazu śnionej postaci nie jesteśmy w stanie. 

Połączenie graficznej formy, każda w zupełnie różnym stylu, daje ciekawy efekt, świetnie wpisujący się czasami mroczny, nieco surrealistyczny, ale przede wszystkim tajemniczy klimat, jakim przesiąknięta jest ta historia. 

Klimatu zagadkowości, i pewnej surowości, dodaje również całkiem klimatyczna ścieżka dźwiękowa, które niesie opowieść dźwiękami otoczenia, zarówno tego podwodnego, jak i tego sprzed powodzi. Kreowana jest również przez urokliwą ścieżkę muzyczną, której towarzyszą dźwięki skrzypiec, nastrojowe, intrygujące, przejmujące, czasami wywołujące pewien dreszczyk emocji. 

Echoes of Mora choć jest grą pełną skupienia, często stawiającą na rodzaj samotności i nostalgii, jest również, mimo jej niezależności, tytułem dostępnym w pełnej angielskiej wersji językowej, która jest w grze zdecydowanie na wysokim poziomie. Choć postać w którą się tak naprawdę wcielamy jest cicha, to wokół nas cicho zdecydowanie nie jest. Na pierwszy plan narracyjny jeśli chodzi o grową gadaninę wysuwa się oczywiście Mora. Aktorka, która wcieliła się głosowo w jej postać, doskonale zbudowała buntowniczy charakter dziewczynki. Jej tembr głosu, wyrażane podczas dialogów emocje i przyjemna barwa głosu, pozwalają dośc szybko poczuć z tym poszukującym prawdy dzieckiem, swoistą więź.

Nie tylko Mora brzmi dobrze pod względem językowej, angielskiej lokalizacji. Tak naprawdę każda mniej czy bardziej ważna postać odegrana jest w należyty, przemyślany, i bardzo ludzki sposób. 

Ale gra ma jeszcze jedną, szczególnie ważną dla Polaków zaletę. Dostępna jest z polskimi napisami. Choć w kilku miejscach pojawiają się drobne błędy, cieszy niezmiernie że niewielkie, przypominam składające się z trzech osób studio, zdecydowało się na wprowadzenie do swojej gry także polskiej lokalizacji językowej. Za to oczywiście stawiam wielkiego plusa. 

Grając w Echoes of Mora można wyłapać również drobne niedociągnięcia, pewne rozgrywkowe niegodności. Są one zwykle związane z używaniem przedmiotów, które nie zawsze chcą z nami współpracować. Zdarzyło się również w mojej wersji gry wyłapać zbyt szybko znikających dialogowy tekst. 

Podsumowując, Echoes of Mora to niezależna, stworzona przez trzyosobowy, kobiecy zespół, narracyjna przygodówka, w której czas i pośpiech nie jest istotny, a której nadrzędnym elementem i tym co popycha opowieść do przodu, jest eksploracja i z wolna, stopniowo odkrywana fabuła. To ciekawe połączenie teraźniejszości z przeszłością, w równie intrygującej oprawie graficznej. 

To przygodowy projekt dla tych graczy, którzy lubują się w eksploracji, nie obce są im psychologiczne przygodówki, z sekretami, dozą zabawy w detektywa, z jednoczesnym filozoficznym klimatem. Nie znajdziemy tu akcji, ni pośpiechu. Nie będziemy mierzyć się z wymagającymi zagadkami, nie poćwiczymy szarych komórek w umysłowych zadaniach. Pchani prostymi zagadkami mającymi na celu odkrywanie kolejnych fragmentów fabularnej łamigłówki, staniemy się częścią przejmującej opowieści o pozornie nieuniknionym.

Echoes of Mora to historia o życiu, przemijaniu, tęsknocie, o przeszłości i przyszłości. To melancholijna historia walki o lepsze jutro, dążenia do zmian, budowanie nowego, lepszego jutra, pokonywania trudności. To gra, która poprzez dokonane wybory doprowadzi nas do więcej niż jednego jej zakończenia, zachęcająca do poznania tej dość krótkiej historii po raz kolejny. 

Recenzowana przygodówka może pochwalić się również bardzo dobrą angielską wersją głosową, i równie dobrą ścieżką muzyczną. Tym co mnie osobiście najbardziej cieszy, i myślę, że także moich Rodaków, jest to, iż ten niewielki przygodowy tytuł, posiada również polską wersją językową, w formie napisów. 

Gra nie uniknęła drobnych niedociągnięć, szczególnie interfejsowych, najczęściej dotyczących używania przedmiotów, i drobnych potknięć technicznych, z którymi twórczynie z pewnością sobie poradzą. Nie mniej jednak Echoes of Mora jest według mnie przygodówką godną polecenia, szczególnie jeśli lubicie klimat narracyjnych i eksploracyjnych symulatorów chodzenia, w których istotą nie są wyzwania przygodowe, a przejmująca, zagadkowa....., aż do końca, fabuła. 

Moja ocena 7.5/10

Serdecznie dziękuję Selkies Interactive za udostępnienie gry do recenzji.

Grałam w wersję na komputery PC - Steam.

Zalety:

  • Wciągająca fabuła;
  • Klimat przygodówki;
  • Połączenie teraźniejszości z przeszłością;
  • Narracyjny styl opowieści;
  • Psychologiczne przesłania;
  • Więcej niż jedno zakończenie;
  • Dobra angielska wersja językowa;
  • Polskie napisy;
  • Miła dla ucha ścieżka dźwiękowa;
  • Ciekawa grafika

Wady:

  • Mimo wszystko dość krótka;
  • Problemy z używaniem przedmiotów;
  • Dla niektórych może być zbyt łatwa

piątek, 18 września 2026

Princess of the Water Lilies, w wersji Definitive Edition z premierą na PS5

Princess of the Water Lilies, w wersji Definitive Edition z premierą na PS5

 

Princess of the Water Lilies, przygodowa gra logiczna w rozgrywce platformowej wczoraj miała swoją premierę na nowej platformie, na Playstation 5 w ulepszonej wersji Definitive Edition. Premiera potwierdza jej zwiastun. 

Przygodowa gra logiczna z platformową rozgrywką Princess of the Water Lilies, której recenzję wersji na komputery PC znajdziecie na blogu, trafiła wczoraj w ulepszonej wersji Definitive Edition na konsole PlayStation 5. Niezależny deweloper Why Knot Studio i wydawca Red Dunes Games prezentują premierowy, konsolowy jej zwiastun. 

Przeczytaj również:


Po dobrze przyjętej w 2025 roku premierze Princess of the Water Lilies na komputerach, na Steam, debiutanckie dzieło wspomnianego wyżej, niezależnego studia, dzięki licznym prośbom społeczności,  zdecydowali się na rozpoczęcie prac nad wersją konsolową gry. Ich prace zaowocowały ulepszoną wersją Definitive Edition, z dopracowaną rozgrywką, szeregiem kluczowych funkcji i nowych elementów rozgrywki. Poprawiono grafikę, ulepszeniu uległa główna obsada i dźwięk. 

W grze, o której na blogu już wspominałam, wchodzimy do pięknego, ręcznie rysowanego świata, w którym przechodzimy czarującą podróż, której towarzyszy ogryginalna muzyka orkiestrowa. Gra pozbawiona dialogów, opowiedziana z wdziękiem, przeznaczona jest dla graczy w każdym wieku, na całym świecie. Princess of the Water Lilies: Definitive Edition nie jest prostą przygodówką platformówą. Będziemy w niej nie tylko eksplorować, ale także walczyć, unikać i stale się w grze rozwijać. Pełno w niej niespodzianek, sympatycznej obsady, pięknie wykonanych scenografii i wyzwań. Zaczyna się łatwo, a z czasem robi się coraz bardziej trudno.



Princess of the Water Lilies to historia kotki wychowanej przez żaby, kotki o magicznym mruczeniu, które leczy wszystko dookoła, sprawia, że rośliny kwitną. Może mruczeniem aktywować maszyny, wznosić mosty i budować ścieżki. Gracz będzie rozwiązywał zagadki, przemierzał nieznany świat, pełen sekretów i ukrytych skarbów. Zamiast pokonywać bossów przemocą, wykorzysta swoje zdolności lecznicze, aby oczyścić ich z korupcji i uwolnić, nadając grze pokojowe i pełne współczucia podejście do przygody.

W wersji na PlayStation 5 dodano zupełnie nową galerię z piękną, ręcznie malowaną grafiką powitalną odblokowującą się w miarę postępów w grze. Ponownie przeanalizowano i udoskonalono również spotkania z bossami, charakteryzujące się bardziej rygorystycznymi wzorcami ataków, bardziej dynamicznymi fazami i lepszą równowagą we wszystkich ustawieniach trudności. Fabuła została wzbogacona o bardziej kinowe przerywniki filmowe, aby stworzyć głębsze, bardziej wciągające wrażenia, podczas gdy zaktualizowane i dopracowane efekty wizualne zapewniają większy wpływ i wyraźniejsze informacje zwrotne podczas rozgrywki. Nowe efekty dźwiękowe dodatkowo wzbogacają wrażenia dźwiękowe, a wybrane zasoby w grze zostały przemalowane, aby zapewnić większą spójność wizualną. Udoskonalono także tryby trudności, zapewniając bardziej przystępne wprowadzenie do trudniejszych wyzwań i spotkań z bossami.

Princess of the Water Lilies: Definitive Edition trafiło na PlayStation 5 17 września 2026 roku.


Źródło: Informacja prasowa