poniedziałek, 15 czerwca 2026

The Tragedy at Deer Creek - recenzja. Przejmująca opowieść która daje do myślenia

The Tragedy at Deer Creek - recenzja. Przejmująca opowieść która daje do myślenia

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji narracyjnej, przejmującej gry przygodowej, w której przyjdzie nam odkryć mroczną tajemnicę pewnego opuszczonego obozowiska drwali. Oto co myślę o The Tragedy at Deer Creek!

The Tragedy at Deer Creek to jedna z tych gier, która od razu zwróciła moją uwagę, i której rozwój śledziłam z zaangażowaniem, coraz bardziej zaciekawiona tym niezależnym, stworzonym przez niewielkie indie studio przygodowym tytułem. Autorami opowieści ze smutnym, emocjonalnym przekazem, w której natkniemy się również na zjawiska nadprzyrodzone, są dwaj bracia, pochodzące ze Szwecji studio Sparrowland. Grę w pełnej wersji, której wrażenia z demo, wciąż dostępnego na Steam, miałam okazję sprawdzić dzięki uprzejmości twórców, za co serdecznie dziękuję, opisałam w poniższej recenzji, do której przeczytania oczywiście serdecznie Was zapraszam 👇

Inne, przykładowe recenzje na moim blogu:

The Tragedy at Deer Creek to gra, która rozgrywa się tak naprawdę na dwóch płaszczyznach czasowych. W jednej jesteśmy fotografką z XX wieku, w drugiej zanurzamy się w opowieść spisaną na kartach pamiętników, notatek i listów, która rozgrywa się w wieku XIX, w małej położonej na Alasce osadzie. 

Historia rozpoczyna się zimą roku 1997, od fotografki Charlotte Gray, którą poznajemy w chwili rozmowy z ukochanym, przygotowującą się do wyprawy na wspomnianą już Alaskę. Jej celem jest dotarcie do niewielkiej osady drwali w Deer Creek. Kobieta pragnie dokonać tam dokumentacji fotograficznej, robiąc zdjęcia jednego z opuszczonych miasteczek, by skończyć zaczęty jakiś czas temu projekt pod tytułem „Forgotten Frontiers”.

Po dotarciu na miejsce i przygotowaniu się do pracy, wkracza do osady, szybko odkrywając, że czas jakby się tu zatrzymał. Zamiast zrujnowanego i dotkniętego zębem czasu miejsca, czego się spodziewała, trafia do osady, w której życie ludzi, mające początek w zapiskach z roku 1886, choć nie ma tu już jego mieszkańców, wciąż istnieje, i ma do opowiedzenia przejmującą, tragiczną historię. 

Charlotte wiedziona ciekawością, zaczyna koncentrować się nie tyle na swojej pracy, jak na odkrywaniu Deer Creek, które odsłania przed nią coś, czego wcale nie spodziewała się odkryć. Zagłębia się w mroczny sekret, który przybliża ją do poznania prawdy o rodzinie, wielkiej stracie i granicach jakie człowiek jest w stanie złamać, by chronić najbliższych, tych których kochamy. 

The Tragedy at Deer Creek to przygodówka, której fabuła odkrywana jest w fragmentarycznie, ze strzępków tekstów zamkniętych w pamiętnikach, notatkach, dziennikach czy listach. To opowieść biegnąca w swoim własnym, powolnym, narracyjnym tempie, której wątek fabularny budowany jest stopniowo narastającym napięciem, niczym w dobrze napisanym thrillerze, w którym znalazła się nie tylko trzymająca nas w zaciekawieniu emocjonalna opowieść, ale i wątki nadprzyrodzone.

Budowanie klimatu poprzez stopniowanie dawkowanie fabularnej opowieści, i dzięki niedopowiedzeniom, także w jej finale, daje pole do własnej interpretacji tej historii, do zadawania pytań, do zadumy. Smutna opowieść o tragedii jaka wydarzyła się wśród zdawałoby się zżytej społeczności, gdzie każda osoba ma jaką przeszłość, i boryka się z własnymi problemami, w trudnym do życia, surowym miejsce Deer Creek, nie daje jednoznacznej i super precyzyjnej odpowiedzi. Finał gry, historii którą nasza fotografka odkrywa, wywołuje zadumę, kręci łezkę w oko, budzi żal, ale i daje przestrzeń do zastanowienia się nad naturą człowieka, nad moralnością i niemoralnością, sprawiedliwością i niesprawiedliwością, lojalnością i poświęceniem. 

Twórcy bardzo szczerze podeszli to trudnego, dla wielu z nas przykrego tematu, nie podając wszystkich szczegółów fabularnych, fabularnie nagradzając dokładność eksploracji, dokładne czytanie odnajdywanych pamiętników, czytanie litów pozostawionych przez mieszkańców, a nawet sprawdzanie rysunków i notatek. 

Nienachalne, dające przestrzeń do refleksji nad opowieścią zakończenie jest jedną z mocniejszych stron tej niesamowicie wciągającej historii o miłości, stracie i poświęceniu. To co się w grze wydarzyło, to co zdołaliśmy podczas eksploracji The Tragedy at Deer Creek odkryć, ma być nie tyle zwieńczeniem fabuły, a częścią celowego działania twórców. To nie jest gra łatwa, ale nie jest również banalna. To psychologiczny, nadprzyrodzony przygodowy thriller dla wymagających, kochających narracyjne opowieści graczy. Nic co nie jest tu opowiedziane wprost jest jej atutem, jest czymś za co twórców należy pochwalić, doceniając pomysł na opowieść, i intelekt, który oni sami zobaczyli również w graczach przygodowych. Mądrych przygodówek bowiem nigdy nie za wiele. 

Śmiem twierdzić, że nie za wiele jest również miłośnikom tego fabularnego gatunku, w tym i oczywiście mnie, przygodówek w klasycznym stylu point-and-click. Recenzowana przeze mnie gra jest właśnie taką przygodówką, której obsługa koncentruje się na komputerowej myszce, za pomocą jednego kliknięcia. Do dyspozycji mamy ikonę "stóp", która zaprowadzi nas w odpowiednie miejsce; ikonę "oka", która pozwoli na przyjrzenie się miejscu, przedmiotowi czy dokumentowi oraz ikony związane z interfejsowym działaniem, w których skład wchodzi wspomniane już "oko" oraz "dłoń", dzięki której możemy zabrać przedmiot, bądź dokonać czynnościowej interakcji. 

The Tragedy at Deer Creek to gra oferująca typowy ekwipunek, zlokalizowany w plecaku Charlotte, w którym natkniemy się na trzy zakładki. Oprócz rzeczy, które do niego trafiają, przedmiotów które możemy obejrzeć poprzez wybranie opcji "examine", bądź połączyć dzięki "combine", znalazła się również zakładka, do której trafiają zebrane podczas gry dokumenty - pamiętniki, listy, notatki oraz ta, w której swoje miejsce mają znalezione podczas eksploracji gry zdjęcia. Każde z nich można w dowolnej chwili obejrzeć, a dokumenty przeczytać, posługując się nimi także podczas pojawiających się w grze zagadkach, bądź do interpretacji warstwy fabularnej.

Oprócz tego na dole ekranu, w lewym dolnym rogu, obok plecaka, znajdziemy również notatnik naszej protagonistki. W nim umieszczane są informacje na temat sfotografowanych przez Charlotte lokacji, których ikony w formie fotek, trafiają do notatnika. W grze, która charakteryzuje się dość liniową rozgrywką, zwiedzanie i odkrywanie zaczynamy od odblokowania kilku miejscówek, co pozwala na dalsze poznawania historii. Bez ich odblokowania, nie możemy, przynajmniej na początku, zabierać istotnych dla posunięcia do przodu fabuły, przedmiotów. 

Niektórym zabieg ów może wydawać się nieco dziwny i niepotrzebny, ale ma to swój cel. Jest rodzajem samouczka, wprowadzenia do rozgrywki, która w podzielonej na cztery rozdziały opowieści nagradza dokładność, nie spiesząc się z rozgrywką, nikogo w niczym zadaniowo nie popędzając.

Ta dokładność jest ważna, bowiem recenzowany przeze mnie tytuł nie posiada klasycznego podświetlanie miejsc interaktywnych, choć sposób tego jak wyświetlać się będą nam aktywne miejscówki i to co możemy w grze kliknąć, można zmienić w ustawieniach. Wprowadzona zmiana ułatwia nieco odnalezienie istotnego dla gry szczegółu, jednocześnie eliminując możliwość pominięcia przedmiotu, który będzie nam potrzebny. A to, wierzcie mi, może się zdarzyć. 

Wykonane poprawnie zadanie, bądź odnalezienie istotnego elementu nagradzane jest przez grę odpowiednim dźwiękiem, co podkreśla graczom iż posunęli się do przodu, a ich działania są właściwie. 

We wspomnianym już notesie znajdziemy również konkretne zadania, cele przed którymi stoi nasza bohaterka, a co za tym idzie, gracz. Krótki opis tego co właśnie odkryliśmy w nowej lokacji, plus zadanie z jakim musimy się zmierzyć, pozwalają na przygodową precyzję, utrudniając fabularne utknięcie, które może przydarzyć się graczom, nie tylko w zadaniowej, logicznej części owej przygodówki, ale i tej przedmiotowej. Ale o tym za chwilę. 

Pozostając wciąż przy interfejsowej części rozgrywki warto wspomnieć, że The Tragedy at Deer Creek to gra, która posiada ręcznie zapis rozgrywki, choć slotów na zapis jest niestety ograniczona ilość. Grze można to wybaczyć, ponieważ jest to tytuł zbyt długi, przewidziany na około 3 godziny. Mnie osobiście zajął nieco więcej czasu, z racji na bardzo, ale to bardzo dokładne badanie każdego interaktywnego miejsca. 

A zdecydowanie jest w tej grze co robić. Mimo rozgrywki niezbyt długiej, nie oferującej wielu godzin zabawy, gracz zbierze wiele przeróżnych przedmiotów i będzie kombinował gdzie i kiedy ich użyć. To kiedy ma tu znaczenie, bowiem niektóre rzeczy nie będziemy mogli od razu zabrać, sporą ich część będziemy musieli sami stworzyć, z zebranych wcześniej elementów. Są i takie po które sięgniemy dopiero po jakimś czasie, gdy czas i temperatura (jest taki przedmiot), zrobią swoje. Będą i przedmioty, ale i zapiski w pamiętnikach, bądź dziennikach, która wpadną w nasze ręce dopiero wtedy, gdy uda się nam poradzić z zagadką czy minigrą. 

Oprócz licznych zagadek przedmiotowych na grających czekają również zadania czysto logiczne. Te twórcy bardzo zgrabnie wpletli w fabułę, pozostawiając w odwiedzanych przez nas chatach i ich pokojach podpowiedzi. Przyjdzie nam poradzić sobie, między innymi z cylindrem z działaniem matematycznym, ale i z cylindrem muzycznym. Odkryjemy zagadki słowne, ale i natkniemy się na dość proste, ale połączone zgrabnie z fabułą minigry. 

The Tragedy at Deer Creek  nie jest przygodówką nazbyt trudną. Jest grą z zadaniami do których znajdziemy rozsądną i logiczną podpowiedź. Ale nie jest również tytułem banalnie prostym. Twórcom udało się zbilansować zadaniowy ten aspekt gry, sprawiając że gracz nie poczuje podczas eksploracji frustracji związanej z fabularnym zacięciem, a i nudzić się zapewne nie będzie. 

Jeśli miałabym (to jest absolutnie moje osobiste odczucie), do czegoś się nieco przyczepić, to dałabym lekkiego minusa za powtarzalność zadania z labiryntem w lesie, a dokładnie z wędrówką do Wieży. Moim zdaniem raz wykonana czynność z właściwym przejściem, kierując się znalezioną podpowiedzią, nie powinna zmuszać do ponownego pokonywania leśnego labiryntu. Ta czynność winna już działać automatycznie, przenosząc nas bądź do wieży obserwacyjnej, bądź do osady. Ale jak już wspominałam, to moje subiektywne odczucie, osoby, która za wszelakimi labiryntami w przygodówkach nie przepada, mającej spory problem z orientacją w terenie, która w takich zadaniach zwyczajnie się gubi. 

To czym omawiania przeze mnie gra może przyciągać, oprócz absorbującej fabuły z elementami paranormalnymi, które w grach zawsze są przeze mnie mile widziane, jest jej graficzna oprawa i niesamowite, podbijające klimat animacje. 

Już gdzieś w moich tekstach z pewnością czytaliście, a ci którzy mnie znają, wiedzą że fankom pikselowej grafiki nie jestem, choć zaczynam się do niej przekonywać. Jednak gra, którą miałam przyjemność poznać, mimo tego, że stworzona jest w retro grafice, z widocznymi pikselami oferuje pikselozę, która w grach zwyczajnie mi się podoba. Jest to ten rodzaj grafiki, która u mnie budzi skojarzenia starego filmu nagranego na niszczejącej już taśmie, bądź specjalnie postarzałej. Mimo pikseli jest wyraźna, bardzo szczegółowa w różne drobiazgi, ale i oszczędzająca nam nasycenia barwami. 

Nie jest to oczywiście typowo mroczna kolorystyka, typowo czarno-biała, z nutką wpadającego w szarość granatu, bo pojawiające się w niej animacje, nadają grze koloru, ale i niesamowitego klimatu. Miła dla oka grafika, którą z przyjemnością podziwia się w kolejnych odsłanianych nam stopniowo lokacjach, podbijana jest przez niesamowite filmowe animacje. 

Przerywników, tak zwanych cut-scenek znajdziemy w grze naprawdę sporo, a większość z nich, jak i nie wszystkie mają na celu, i robią to świetnie, budować atmosferę tajemnicy i pewnego dreszczyku emocji, który wraz z Charlotte Gray odczuwamy. Twórcom udało się bowiem stworzyć nie tylko płynne, bardzo sugestywne i niezwykle czytelne animacje, które przy okazji nadają grze kolorów, ale i oddać w nich ruch, mimikę, gesty i emocje naszej protagonistki. 

Każdy gest, każda czynność jaką podejmuje się kierowana przez nas fotografka jest spójna z czynnościami jakie wykonujemy w normalnym życiu, jest autentyczna i wiarygodna. Dodatkowo to co widzimy w kolejnych filmowych przerywnikach budzi emocje nie tylko growej protagonistki, ale i nasze. Niejednokrotnie widząc na ekranie wynikającą z fabuły animację, czułam się jak podczas seansu skrojonego na miarę, świetnie poprowadzonego fabularnie dreszczowca. 

The Tragedy at Deer Creek to nie ma co ukrywać, niezwykle klimatyczna przygodówka, która poprzez wspomniane animacje podkreśla kluczowe wydarzenia w grze, ubarwiając je nie tylko kolorem, którego mało nam w zwykłej rozgrywce, ale i poczuciem tajemnicy, odkrywanych sekretów i nadprzyrodzonym stylem tejże opowieści. 

Klimatu dreszczyku, a nie jest to typowa groza, bo opisywana przeze mnie przygodówka w żadnym razie nie jest horrorem, dodaje udźwiękowienie i muzyka. Nie sposób nie wspomnieć, że dźwięki otoczenia są czymś oddanym równie wiarygodnie, jak liczne i klimatyczne animacje. Trzeszczący pod stopami śnieg, dźwięki kroków, skrzypiąca podłoga i wiele innych dochodzących do nad dźwięków otoczenia, sprawiają, że klimat tajemnicy i paranormalności wyraźnie się zagęszcza. 

Na dodatek w tej niewielkiej, niezależnej grze, jak już wspomniałam stworzonej przez dwójkę braci, ścieżka muzyczna jest stworzona bezpośrednio do gry, z wykorzystaniem instrumentów zebranych na przestrzeni aż dwudziestu lat. Oddaje ona nie tylko melancholijny, zadumany i tajemniczy styl opowieści, w której narracja bywa również poetycka, nie tylko wyrazu i atmosfery narracyjnego thrillera, ale i umiejętnie wskazuje czas w jakim rozgrywają się odkrywane przez nas wydarzenia. Główny motyw muzyczny, w którym z przyjemnością się zanurzyłam, przy którym często wczytując grę, zatrzymywałam się na dłuższą chwilę, idealnie oddaje okres amerykańskiej kolonizacji, osadników zaczynających nowe życie, w nowym miejscu. 

Należy również wspomnieć, że recenzowany przeze mnie tytuł to gra w pełnej angielskiej wersji językowej, zarówno protagonistki, jak i postaci z przeszłości, które poznajemy podczas odczytywania znalezionych pamiętników. Głos aktorski wcielającej się w postać Charlotte Gray brzmi naprawdę dobrze, oddając podczas rozgrywki wszystkie emocje jakie nią szarpią. 

Cieszy niezmiernie, że niewielki, bardzo niezależny projekt przygodowy posiada pełny dubbing, co według mnie zawsze podnosi jakość gry i sprawia, że odczucia z poznawania fabuły są pełniejsze, bardziej emocjonalne, bardziej pobudzające emocje. 

Niestety, jak zwykle żałują, że polscy gracze nie mają okazji zagrać w ów tytuł z rodzimymi napisami. Ale w grze, która dostępne jest jedynie po angielsku, wydaje się to mimo wszystko oczywiste. 

Podsumowanie - przejmująca, angażująca, dająca do myślenia 

Przyszedł czas na podsumowanie, które jak już wiecie nie może być dla The Tragedy at Deer Creek negatywne. Nie może, bo opisywane przeze mnie gra jest tytułem zdecydowanie godnym polecenia, szczególnie dla tych graczy, którzy kochają narracyjne opowieści ze stopniowaniem emocji, tajemnicą i nadprzyrodzonym klimatem.

Fabuła potrafi wciągnąć, stopniowo odkrywając przed graczem często szokujący fakty. Możliwość poznawania opowieści na dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie podczas rozgrywki, kierując fotografką Charlotte Gray, i w przeszłości, poznając obozowe życie drwali w XIX wieku, poprzez wszelakie słowo pisane, sprawia wielką frajdę i budzi ciekawość.

Klasyczna rozgrywka "wskaż i kliknij", z prostym interfejsem, dobrze przemyślane zagadki przedmiotowe i wplecione w fabułę zadania logiczne, podbijane są przez niesamowite, filmowe i wywołujące dreszczyk emocji animacje, które oddają nie tylko klimat narracyjnego, psychologicznego thrillera, ale i wiarygodność emocji i działań naszej bohaterki. Growa protagonistka stworzona jest w bardzo ludzkim, bardzo naturalnym stylu.

Atmosfery tajemnicy, z lekkim niedopowiedzeniem w finale, które ma za zadanie dać graczom możliwość własnej interpretacji toczących się w grze wydarzeń, dodaje niesamowita ścieżka dźwiękowa, stworzona za pomocą przeróżnych instrumentów. Docenić należy również dobrą angielską wersję językową.

Pozostaje mi tylko żałować, że gra owa nie posiada polskiej wersji językowej, która zapewne zachęciłaby moich Rodaków do sprawdzenia tegoż tytułu. A zaprawdę powiadam Wam..... warto! 

Moja ocena 8,5/10

Bardzo dziękuję studio Sparrowland za udostępnie gry do recenzji! 

Grałam w wersję na komputery osobiste PC - Steam.

 

Zalety:
  • Wciągająca fabuła;
  • Dwie płaszczyzny czasowe;
  • Trzymająca w napięciu historia;
  • Stopniowe odkrywanie sekretu;
  • Zjawiska nadprzyrodzone, mile widziane;
  • Miła dla oka grafika;
  • Klasyczna przygodowa rozgrywka;
  • Ciekawe zagadki przedmiotowe i logiczne
  • Dobry angielski dubbing;
  • Niesamowicie klimatyczne animacje;
  • Świetna ścieżka dźwiękowa;
  • Podbijająca klimat muzyka;
  • Możliwość ręcznego zapisu rozgrywki

Wady:

  • Mimo wszystko za krótka;
  • Brak polskiej wersji językowej;
  • Trochę mało slotów na zapisy

sobota, 13 czerwca 2026

Oddaj ją, świetnie oceniany horror zadebiutował w HBO Max

Oddaj ją, świetnie oceniany horror zadebiutował w HBO Max

 

Zgodnie z zapowiedziami Warner Bros. Discovery i oczywiście HBO Max, na platformie zadebiutował bardzo dobrze oceniany, mający świetne recenzje horror Oddaj ją, z doskonałą w swej roli Sally Hawkins.

Miłośników filmów grozy i posiadaczy subskrypcji HBO Max zaciekawi zapewne najnowsza premiera na platformie. W dniu wczorajszym serwis wzbogacił swoją ofertę o mający wysokie oceny horror Oddaj ją, film grozy twórców równie docenionego Mów do mnie, które recenzję  znajdziecie na blogu. Nowość HBO Max swoją kinową premierę miała w zeszłym roku. Opowieść, która naprawdę może przerazić, zrealizowana w ciekawym, bardzo wyrazistym stylu, z doskonałą w swej roli Sally Hawkins już dostępna w serwisie.

Może zainteresuje Cię również:

Oddaj ją to historia rodzeństwa, brata i siostry,  mieszkającego wraz z nową rodziną w domu na odludziu. Pewnego dnia odkrywają przerażającą prawdę, mroczne sekrety i rytuały, jakie dokonuje ich zastępcza matka.

W obsadzie: Sally Hawkins (Kształt wody, Maudie, Wonka), Billy Barrat (Kraven Łowca, Inwazja), Sora Wong, Jonah Wren Phillips (Łasuch, The Returned), Sally-Anne Upton i inni. 

Reżyserami filmu są Danny i Michael Philippou (Mów do mnie), zaś autorami scenariusza Bill Hinzman oraz Danny Philippou.

Oddaj ją można oglądać na HBO Max. 



Red Dreams, klimatyczny thriller w retro graficznym stylu

Red Dreams, klimatyczny thriller w retro graficznym stylu

 

Swoje miejsce na platformie Steam, na razie bez daty premiery, ma przygodowy, klimatyczny thriller science-fiction, wykonany w retro pikselowej grafice, zatytułowany Red Dreams, którego akcja rozgrywa się na egzoplanecie Kiwa. 

Kiedy premierę będzie mieć przygodowy point-and-click thriller science-fiction, wykonany w pikselowej grafice, utrzymany w trzymającym napięcie klimacie, zatytułowany Red Dreams, jeszcze nie wiadomo. Wiadome jest za to, że gra w pełni tworzona przez studio Gametopia, mające na swoim koncie streampunkowa przygodówkę Verne: The Shape of Fantasyma swoją kartę na platformie Steam, gdzie można dodawać ją do swojej listy życzeń. Tytuł posiada również pierwszą filmową zapowiedź. 

Warto przeczytać również: 

Red Dreams to przygodówka, która rozgrywa się w dalekiej przyszłości, bowiem w roku 2199, na egzoplanecie zwanej Kiwa, w miejscu gdzie sny stają się rzeczywistością. W tej narracyjnej opowieści, dla której inspiracją stały się przygodowe klasyki, wcielamy się w Mere Turei, astrofizyczkę maoryskiego pochodzenia. Pewnego dnia przybywa ona na stację badawczą Taniwha, by tam spróbować wyjaśnić tajemnicze zniknięcie swojej najlepszej przyjaciółki, dr Emily Dunne. Problem w tym że Kiwa to czerwony ocean, który zniekształca wspomnienia i sny, a czas płynie tu znacznie wolniej.

Mere Turei, która usilnie starać się będzie rozwikłać trudną i wymagającą uwagi zagadkę zaginięcia, w swoim dochodzeniu nie będzie sama. Towarzyszyć jej będzie AFI – sztuczny asystent, będący powiernikiem i najlepszym narzędziem pomagającym wyjaśnić tę sprawę. Więź tych dwojga wkrótce zostanie poddana próbie. 



Red Dreams to przygodówka w klasycznym stylu "wskaż i kliknij", gra łącząca mądrość Maorysów z z futurystyczną technologią. Gracz będzie wykorzystywał drona do analizy wskazówek i rozwiązywania zagadek. Podczas rozmów podejmie wiele decyzji, które kształtować będą los przyjaciółki, choćby to czy uda się ją znaleźć żywą. Gra oferuje klasyczną rozgrywkę z badaniem lokacji, rozwiązywaniem zagadek, z możliwością przełączania się między klasycznym sterowaniem myszką, klawiaturą bądź kontrolerem. 

Przygodówka, będąca psychologicznym thrillerem o traumie i zdrowiu psychicznym, dostępna będzie w pełnej angielskiej wersji językowej, bez polskich napisów, w pikselowej grafice, z oryginalną ścieżką dźwiękową, która łączy starożytne brzmienia z syntetycznymi fakturami.

Gra swoją premierę będzie mieć na platformie Steam, na PC oraz na Mac. Data premiery nie została jeszcze ogłoszona. 













piątek, 12 czerwca 2026

Hearing Voices, psychologiczny horror dźwiękowy, z cyklu "darmowe na Steam"

Hearing Voices, psychologiczny horror dźwiękowy, z cyklu "darmowe na Steam"

 

Darmowych gier nigdy nie za dużo, więc dziś w cyklu "darmowe na Steam", którego trochę już na blogu nie było, taki właśnie tytuł. Jest nią przygodowa gra w klimacie horroru psychologicznego, zatytułowana Hearing Voices.

Dziś w moim blogowym cyklu "darmowe na Steam" ręcznie rysowana gra przygodowa, tytuł z łamigłówkami, w klimacie psychologicznego horroru, autorstwa studia Fuupu. Gra zatytułowana Hearing Voices, krótkometrażowy przygodowy horror trafił na Steam w wersji Free to play kilka dni temu, wystawiając na próbę nasze umiejętności słuchania i dedukcji. 

Przeczytaj także:

Hearing Voices to krótka, ręcznie rysowana, stawiająca na odbiór dźwiękowy, a dokładnie na słuchanie przygodówka, utrzymana w klimacie psychologicznego horroru. Gracz będzie odsłuchiwał taśmę, na której coś może usłyszeć. Wśród szumów usłyszy kogoś lub coś, jakieś głosy, jakąś wiadomość, którą być może ktoś chciał przekazać.

Siedząc przy biurku, z słuchawkami na uszach będzie słuchał, nie dając się wpędzić w paranoję, rozwiązując unikalne zagadki dźwiękowe. Przesłuchując przeróżne nagrania audio, jednocześnie będzie skupiał się na tym co jest ukryte pod tym co słyszy. 


Gra stworzona jest w ręcznie rysowanym stylu, z wersją głosową angielską i rozgrywką polegającą na słuchaniu, odnajdywaniu ukrytych słów i umieszczeniu ich na notatkach. 

Hearing Voices w darmowej wersji trafiła na Steam 8 czerwca 2026 roku. Jest dostępna na komputery PC. 

Karta Steam - pobierz za darmo




Magin: The Rat Project Stories - recenzja. Ładna i ciekawa, z koszmarnymi karcianymi walkami

Magin: The Rat Project Stories - recenzja. Ładna i ciekawa, z koszmarnymi karcianymi walkami

 

Na blogu zagościła właśnie najnowsza recenzja mojego autorstwa, tym razem gry stworzonej przez Polaków, połączenia przygodowej wizualnej powieści RPG z turową, karcianą walką. Gra nosi tytuł Magin: The Rat Project Stories. A oto co nie jej myślę!

Próbowałam, zaprawdę powiadam Wam próbowałam przekonać się do gier będących nie do końca przygodówkami, albo owe przygodówki imitujących. Starałam się poczuć moc i klimat, niewątpliwie urokliwej przygodowo-platformowej Bye Sweet Carole, czy pełnej wyzwań platformowo-zręcznościowej Princess of the Water Lilies, niestety z raczej miernym skutkiem. Dałam sobie szasnę próbując ograć Magin: The Rat Project Stories, niewątpliwie godną uwagi, szczególnie graficznie,  fabularnie i muzycznie, stworzoną przez Polaków przygodową grę z karcianymi walkami. Niestety i w tym wypadku ani się nie zachwyciłam, ani nawet nie udało mi się gry ukończyć. Polegałam w jednej z nużących, niedopracowanych i diabelnie długich karcianych walk. Grę dostałam od GOG, za co bardzo dziękuję. Co właściwie o niej myślę? O tym w mojej jej recenzji. 

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

Magin: The Rat Project Stories to gra, którą tak naprawdę ciężko przypisać do jakiegoś konkretnego gatunku, którą i sami twórcy chyba do końca gatunkowo nie rozumieją. Ów tytuł określany jest przez jej autorów, a jest to polskie studio The Rat Project, jako przygodowa gra niezależna, a także bogata fabularnie karcianka. Tymczasem rodzima opowieść, która swoją premierę miała pod koniec kwietnia tego roku, debiutując na komputerach i konsolach, wydana dzięki niemieckiemu Daedalic Entertaiment określana jest przez graczy i jej recenzentów jako niezależne RPG, w dużej mierze będące wizualną powieścią z elementami karcianymi.  

Myślę, że nie powinniśmy tego tytułu zaliczyć do gier karcianych, bo realizacja tego elementu stoi chyba na najniższym stopniu jakości tego tytułu. Karciane walki, których jest sporo, a ich długość i trudność z czasem szybuje w górę jak oszalała, są raczej dodatkiem do fantasy opowieści RPG, którą zrealizowano jako komiksowe visual novel. Niestety dodatkiem mającym spore problemy, często irytującym. 

Opowieść, może przyciągać uwagę swoim powieściowo-komiksowym stylem, w ręcznie rysowanej stylistyce, rozgrywając się w ponurym, mrocznym świecie, w którym wybory, także te karciane są bardzo, bardzo istotne. 

Magin: The Rat Project Stories to osadzona w malowanym, zdawałoby się dziecinnym stylu, poważna, brutalna i czasami zbyt dosadna gra dla dorosłych. Tytuł, który z racji na to, ze stworzony został przez Rodaków, oferuje polską wersję językową, w formie napisów, nie szczędzi graczom wulgaryzmów i słownej, często zbyt nachalnej, zbyt bezpośredniej i niepotrzebnej dosadności. Rozumiem, że gra, która w bólach powstawała przez naprawdę długi czas, jest projektem graczy, dla graczy, i że w świecie YouTuba i szeroko pojętych Internetów pewne słownictwo i zachowanie jest normą, mnie niestety wulgarność tego tytułu mocno kłuje w uszy, a czasami nawet w oczy. 

Wiemy już, że recenzowana przeze mnie gra jest wizualną powieścią RPG, z elementami rozgrywki karcianej. Ta jej, że wspomnę kolokwialnie "karcianość",, nie jest jednak taka oczywista, a już z pewnością nie jest dopracowana. Gracz ma bowiem toczyć walki ze zbudowanej przez siebie talii, którą na początku dostaje od gry. Zestaw kart jest mu darowany. Z czasem swoją talię musi jednak budować, przejmując karty od przeciwników, podejmując wybory jak ma ów karciany zestaw wyglądać, jaką moc i jaki schemat działania ma z naszej talii wynikać. 

Problem w tym, że wybory dokonywane w grze, te fabularne mniej, te karciane bardziej, nie wybaczają dokonanych błędów, sprawiając, że walki są trudne, niemal niemożliwe do wygrania, a na dodatek przeokropnie długie. Czytając moją recenzję tegoż tytułu, miejcie jednak na uwadze, że pisze ją osoba, która z karciankami ma niewiele do czynienia, a za walkami nie przepada. Nie mniej jednak narzekanie na bitwy karciane nie bierze się w grze znikąd. Zdecydowanie pod tym względem jest trudno, ciężko, nużąco. Jest również problem z bilansem równowagi w tych nastawionych na akcje momentach. 

Dla mnie Magin: The Rat Project Stories, którego finalnie wstyd się przyznać, nie skończyłam, na dodatek nie zrobiłam z niej za wielu zrzutów z ekranu z powodu dziwnych, technicznych problemów, był pod względem karcianych walk istną drogą przez mękę. Z mojego punktu widzenia, osoby kochającej przygodowy gatunek, opisywana gra byłaby świetną przygodówką, gdyby można w niej było pominąć elementy walk, choćby po kilku nieudanych próbach. 

Byłaby, gdyż fabularnie, mimo zbyt dużej dosadności potrafi zaciekawiać, zaintrygować i zdecydowanie przyciągnąć uwagę opowieścią z gatunku fantasy, rozgrywającą się w mrocznym świecie, opowiedzianym w narracyjny sposób. 

Wraz z bohaterem, przenosimy się do świata, w którym magia stała się esencją. A gdy to już się stało owa esencja stała się zarazem pragnieniami i lękami mieszkańców. W grze wchodzimy w buty i umiejętności Magina znanego jako Elester. Jest on dobrze wyszkolonym, zaprawionym w walkach zabójcą, pracującym dla podziemnej mafii. Naszemu protagoniście towarzyszy również kobieta. Chaos i rewolucja wisi w powietrzu, a na magię w postaci esencji wielu ma chrapkę, pragnąc wykorzystać ją dla własnych, niekoniecznie dobrych celów. 

Magin: The Rat Project Stories opiera się na mechanice emocji, związanej ze wspomnianą esencją. Ta dotyczy nie tylko budowania talii, która to czynność według mnie nie należy do najbardziej intuicyjnych i łatwych, ale wykorzystywana jest również podczas zwykłej eksploracji ręcznie rysowanego, przykuwającego uwagę świata. Emocje jakie odczuwa postać którą kierujemy, wpływają na tylko na fabułę, która często podpiera się, tradycyjnie jak w wizualnych powieściach na moralnych wyborach, ale i na różność mechaniki rozgrywki. Gra jest pod tym względem bardzo nieliniowa, pozwalając na pewien rodzaj swobody. Finalnie dokonywane wybory, prowadzić mają do jednego z wielu zakończeń, których ja osobiście raczej nie poznam. Dokonywane decyzje pozwalają również dodawać do swej talii specjalne, dodatkowe karty. 

To co niewątpliwie wyróżnia ten polski, niezależny projekt to niesamowita, ręcznie malowana grafika. Każda lokacja narysowana została ręcznie w urokliwym i przyjemnym, jakże lubianym przeze mnie stylu 2D, w dwuwymiarze. Malowane lokacje, utrzymane w mrocznym klimacie średniowiecznego, magicznego świata, świetnie do niego pasuję, bardzo dobrze podbijając klimat, i budują tajemniczy styl, z magią się utożsamiając.

Rozgrywkę wzbogacają komiksowe wstawki, które w grze mają sprawować rolę przerywników filmowych. Również w takim samym stylu zbudowane, przedstawione zostały karciane potyczki, które z czasem są coraz bardziej złożone, coraz trudniejsze i coraz mniej zbilansowane. Przejście pewnego etapu gry, w moim przypadku, choć bardzo się starałam, było niemożliwe. Problemy sprawiała nierówność walki, zbyt słaby ich balans, ale również pojawiające się podczas nich błędy techniczne. 

Nie mnie jednak komiksowy, ręcznie rysowany styl graficzny musi się podobać, ma prawo się podobać i wielu się podoba, mnie również. To właśnie on zachęcił mnie do zagrania w tę grę, do zmierzenia się z walkami, do wyjścia poza strefę mojego growego komfortu. 

Najbardziej docenionym elementem składającym się na całość rozgrywki, oprócz ręcznie malowanego, przepięknie rysowanego, komiksowego świata, jest strona muzyczna i jej udźwiękowienie. Gra, która jak już wspominałam jest dziełem niezależnego, polskiego studia, i na szczęście jest dostępna z polskimi napisami (co wcale nie jest takie oczywiste), ma do zaoferowania całkiem porządną angielską wersję językową i dobre polskie tłumaczenie, które, jak już Wam nadmieniłam, że nie żałuje graczom słownie brutalnej, często nazbyt wulgarnej dosadności. 

Ale to co dźwiękowo odpowiada mi, i wielu innym graczom recenzującym ten projekt najbardziej, jest ścieżka muzyczna. Recenzowana przeze mnie gra muzycznie brzmi naprawdę cudnie, budując klimat zadumy, tajemnicy, kreując wizję magii i zagrożenia, którego odwiedzany przez nas świat jest pełny, i świadomy. 

Podsumowując, Magin: The Rat Project Stories to ładna, ciekawa i muzycznie przepiękna opowieść w mrocznym świecie magii, ale dla mnie niezwykle męcząca i niemożliwa do ukończenia. Starałam się wierzcie mi wszelkimi siłami stawić czoła wrogom w niestety nie najlepiej zbilansowanych karcianych walkach. Finalnie na pewnym etapie polegałam, padłam i wciąż leżę, nie mając widoków na to by zwlec się z ziemi. 

Cóż, wciągająca opowieść w przepięknej oprawie graficznej i równie cudnej muzycznej, ciekawa, wciągająca, mroczna fabuła w świecie magii, to jednak nie wszystko, by zachęcić mnie do takiego typu gier. Gdyby ów projekt poosiadał możliwość pominięcia walk po kilku nieudanych rundach, gdyby te nieszczęsne karciane bitwy były łatwiejsze, to kto wie, może moja ocena byłaby wyższa. Może też zdołałabym grę ukończyć. A tak mając na uwadze własne zdrowie psychiczne, porzuciłam ją w pewnym momencie, i w takiej jak teraz formie rozgrywki, raczej do niej nie wrócę.

Moja ocena 4/10. 

Bardzo serdecznie dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji! 

Grałam w wersji na kompuert osobiste PC, na GOG


Zalety:

  • Miła dla oka grafika z ciekawymi komiksowymi wstawkami;
  • Mroczna, fantasy fabuła, która potrafi zaciekawić;
  • Ciekawy system wykorzystywania emocji jako mechaniki rozgrywki;
  • Dobra angielska wersja języka;
  • Możliwość zagrania w języku polskim;
  • Świetna ścieżką muzyczna

Wady: 

  • Fatalny balans karcianych walk;
  • Karciane bitwy zbyt trudne, zbyt długie, czasami nudne;
  • Błędy, bugi i inne problemy natury technicznej;
  • Gra której ja nie jestem w stanie ukończyć

The Lost Wild, survival horror, w którym musimy unikać dinozaurów

The Lost Wild, survival horror, w którym musimy unikać dinozaurów

Iście filmowy survival horror ze skradaniem, gra w której spróbujemy unikać dinozaurów,  oparta na unikaniu wrogów, zatytułowana The Lost Wild ma swoje miejsce na platformie Steam, ma zwiastun i wstępną datę. 

Annapurna Interactive miała niedawno kilka ważnych informacji, kilka ogłoszeń dotyczących nadchodzących, wydawanych przez siebie gier. Jedną z nich było podanie dokładnej daty premiery narracyjno-eksploracyjnej, emocjonalnej przygodówki Forever Ago, która jak już wiecie zadebiutuje w październiku. Zupełnie inną tematykę, i inną rozgrywkę zaoferuje kolejna wydana przez tego wydawcą gra, tytuł będący survival horrorem z dinozaurami. Gra stworzona przez studio Great Ape Games zatytułowana The Lost Wild, swoją premierę będzie mieć w przyszłym roku. Dokładnej daty nie znamy, ale możemy już dodawać ów tytuł na listę życzeń na Steam, a także zobaczyć jak prezentuje się na pierwszym zwiastunie. 

Warto przeczytać także:

The Lost Wild, grze zrealizowanej w filmowym stylu, wcielamy się w kobietę o imieniu Saskia, która pewnego dnia budzi się na tajemniczej wyspie, na której żyją prehistoryczne bestie - dinozaury. Będzie miała trudne zadanie przeżycia i rozwikłania tajemnicy tego miejsce i swojej w nim roli. Przyjdzie jej badać tajemniczą wyspę, na której żyją jedne z najbardziej niebezpiecznych i największych gadów żyjących niegdyś na Ziemi. Nasza bohaterka spróbuje poznać ich zachowania, jednocześnie nie zwracając na siebie uwagi. Nie zdoła przetrwać w miejscu, gdzie działają te inteligentne stworzenia bez wykazania się zaradnością, unikania zagrożeń, odwracania uwagi drapieżników, wykorzystując do tego otoczenie. 

W grze nastawionej na badania, ale przede wszystkim na przetrwanie, nie ma możliwości podjęcia walki z wielkimi gadami. Przed wrogiem można jedynie uciec, bądź spróbować się ukryć. Gracz będzie miał tu do czynienia z wspólnie polującymi stadami, ale i z samotnymi drapieżnikami. 


Nie zabraknie również odkrywania porzuconych obiektów badawczych, które położone są w samym środku dziczy. W nich roi się od prehistorycznych stworzeń. Aby zwiększyć możliwość przetrwania, trzeba będzie odnajdywać i tworzyć przydatne przedmioty. 

The Lost Wild posiada pełną angielską wersję językową. Gracze, jak w większości tytułów wydanych przez Annapurna Interactive będą mogli w nią zagrać z polskimi napisami. 

Gra swoją premierę na komputery PC - Steam oraz Epic Games Store oraz na PlayStation 5 będzie mieć w 2027 roku. Dokładna data nie została jeszcze ogłoszona.

Karta Steam 




czwartek, 11 czerwca 2026

Forever Ago zadebiutuje w październiku. Wydawca pokazuje zwiastun z datą

Forever Ago zadebiutuje w październiku. Wydawca pokazuje zwiastun z datą

Forever Ago, przygodowa, narracyjna i eksploracyjna, niezwykle emocjonalna opowieść swoją premierę na komputerach oraz konsolach będzie miała już tej jesieni. Wydawca gry zdradza dokładną datę i prezentuje zwiastun ją potwierdzający. 

Na tegoroczną jesień przewidziana jest premiera narracyjnej, przygodowej gry w eksploracyjnym stylu, przygodówki nastawionej na emocjonalną fabułą, której bohaterem jest staruszek, który po życiowej tragedii rusza w podróż. Gra zatytułowana Forever Ago autorstwa studia Third Shift, której wydaniem zajęło się Annapurna Interactive, które ma na swoim koncie niedawno wydane Mixtape czy innowacyjną rozgrywkowo przygodówkę logiczną Gorogoa, której recenzję i poradnik/solucję znajdziecie w "Moja twórczość" swój debiut na komputerach oraz na konsolach będzie mieć a pierwszych dniach października. Datę debiutu gry potwierdza nowy jej zwiastun. 

Przeczytaj również: 

Forever Ago, zgodnie z planem ma mieć premierę jesienią. Fakt debiutu gry w tym czasie potwierdził niedawno jej wydawca. W emocjonalną podróż, w którą wybierzemy się w grze, która dostępna będzie z polskimi napisami, ruszymy w październiku.

Będziemy w niej mogli poznać staruszka o imieniu Alfred, który po niespodziewanej dla siebie życiowej tragedii pakuje się i rusza w podróż swoim minivanem. W tej jednoosobowej grze z perspektywy trzeciej osoby, emocjonującej opowieść o miłości, stracie i odkupieniu, będziemy tworzyć nowe wspomnienia i wspominać stare, odwiedzając spokojne leśne szlaki, pustynie i góry

Forever Ago ukaże się 8 października 2026 roku na platformach Steam, Epic Games Store, PlayStation 5, XBOX Series X|S, Nintendo Switch 2 i Epic Games Store.

Karta Steam 

Scarlet Deer Inn, "haftowana" przygodówka platformowa zadebiutuje w lipcu

Scarlet Deer Inn, "haftowana" przygodówka platformowa zadebiutuje w lipcu

 

Ręcznie tworzona, a dokładnie wykonana haftem, przygodowa gra platformowa z elementami akcji, gra stworzona przez niewielkie, niezależne studio z Czech, zatytułowana Scarlet Deer Inn ma datę premiery oraz zapowiadający ją zwiastun.

Haftowana, czyli dosłownie wykonana za pomocą haftu, mroczna, średniowieczna opowieść łącząca elementy przygodowe z platformową grą akcji, zatytułowana Scarlet Deer Inn ma dokładną datę premiery. Tytuł stworzony przez Attu Games, niewielkie niezależne studio, małżeński duet z Czech, swój debiut na platformie Steam będzie miał w lipcu. Twórcy podzielili się także najnowszym zwiastunem swego urokliwego graficznie projektu. Wersję na konsole studio zapowiada w najbliższym czasie. 

Przeczytaj również: 

Scarlet Deer Inn to opowieść, której bohaterką jest Elie, młoda kobieta i matka dwójki dzieci, która nie wyróżnia się niczym wielkim, jest po prostu zwykłą rodzicielką. Zbieg okoliczności rzuca ją jednak w niebezpieczną podróż, w której odkrywać będzie niezwykłe, ale i bardzo niebezpiecznie miejsca. 

Gra jest wykonana w ręcznie malowanym stylu, w postaci teł, z animacjami i postaciami stworzonymi fizycznie z haftowanych ramek. Opowieść oferuje niezwykle barwny świat, pełen równie barwnych postaci. Rozgrywka skupia się zarówno na zwykłych, codziennych czynnościach, jak i mierzeniu się z elementami platformowymi, zagadkami, ale i walce. 



Twórcy wbudowali w grę ukryte skróty w ciemnościach, które ułatwiają każde przejście. Rozgrywce towarzyszy muzyka ludowa inspirowana średniowieczem, wykonywana na tradycyjnych instrumentach.

Gra nie posiada dialogów mówionych, a jedynie napisy w kilku językach, w tym po angielsku. Wśród nich nie znalazła się jednak polska wersja. 

Scarlet Deer Inn swoją premierę na Steam, w wersji na PC będzie mieć 21 lipca 2026 roku. Twórcy planują w przyszłości również premierę gry w wersji na konsole. Damo jest wciąż dostępne.

Karta Steam - pobierz demo