Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 maja 2025

Wielki Mur - recenzja. Mieszanina fantasy, przygody i baśni

Wielki Mur - recenzja. Mieszanina fantasy, przygody i baśni

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji filmu, który można obejrzeć na Netflix, fantasy przygodowej baśni Wielki mur. Miłej lektury! 

Zdarzyło się Wam obejrzeć film i nie bardzo wiedzieć jak go ocenić, ba… nie mieć nawet pojęcia do jakiego gatunku go zakwalifikować i tak naprawdę dumać nad tym, czy dzieło mi się podoba czy nie? Może tak, może nie….., ja czasami tak miewam i to emocjonalne rozdarcie towarzyszyło mi po obejrzeniu Wielkiego Muru w reżyserii Yimou Zhanga. Film zakwalifikowany jako produkcja fantasy i przygodowa jednocześnie, lawiruje jednak między baśniowością a mistycyzmem, pewną dawką komedii a filmem akcji, lekkim romansem i typowymi filmami azjatyckimi, w których na ekranie rozgrywają się spektakularne iście gimnastyczne potyczki i zrealizowane z rozmachem elementy walki. I choć ten specyficzny miszmasz nie bardzo mi odpowiada, to mimo wszystko nie sposób się na nim nudzić.

Może zainteresuje Cię także:

Rzecz jak łatwo można wywnioskować z tytułu dzieje się w Chinach, w których to przyjdzie nam towarzyszyć dwójce walecznych acz nie pozbawionych zadziorności mężczyzn z Zachodu, którym marzy się szybkie wzbogacenie się dzięki zasobom czarnego prochu, który skrywa to miejsce. Napadnięci przez przedziwną i krwiożercą istotę, pozbawiwszy jej dłoni, trafiają na wspomniany mur, do pewnej elitarnej jednostki wojskowej, której celem jest obrona kraju, a nawet świata przez stworami, które co 60 lat atakują ludzi, zjadając jednego za drugim. Ponieważ nasza dwójka posiada nieprzeciętne umiejętności posługiwania się, jeden łukiem, a drugi toporem, jak się domyślacie. niemal natychmiast zostają aktywnymi uczestnikami tego, co się wokół nich dzieje.

Fabuła rzekłabym banalna i oklepana mimo wszystko potrafi wciągnąć. Wielki Mur to produkcja, w której Yimou Zhang postawił na sprawdzone elementy, pozwalając widzowi po prostu obejrzeć film, dzieło proste, nie wymagające przemyśleń, ot prawie dwie godziny czegoś z czym można zapoznać się zajadając chipsy i popijając herbatkę. Proste zasady rządzące w owej produkcji, to walka dobra ze złem, czyli grupy chińskich żołnierzy, posiadających niesamowite umiejętności z istotami tak okrutnymi i krwiożerczymi, że aż niewiarygodnymi. Co tu dużo mówić, przyjdzie nam oglądać ludzi ratujących świat (filmowa norma) a ratunek ten upstrzony jest licznymi, choć nie największych lotów, ale mimo wszystko widowiskowymi bitwami. Żołnierze będą łazić po murach, skakać w dół zawieszeni na linach, robić gimnastyczne fikołki i salta. Nie zabraknie też wybuchów, ognia i wszelkiego typu fajerwerków.

Nie tylko elitarna drużyna zaprezentuje w Wielkim Murze pokaz swoich umiejętności. Zdolności rodem z bajek wzięte pokażą nam także William, grany przez Matta Damon’a i Tovar, w którego wcielił się Pedro Pascal. Pierwszy z nich posługuje się łukiem lepiej niźli Wilhelm Tell, drugi zaś rzuca toporami tak celnie jak zapewne nikt nigdy. Oprócz niebywałych umiejętności walecznych, postaci te miały być zapewne pokazane w nieco humorystyczny sposób. Reżyser, co widać próbował przemycić do swego filmu nieco humoru, z tym że ten jest on naciągany i płytki. Ani jednemu ani drugiemu z aktorów wcielających się w słodkich zabijaków, nie udało się być jednocześnie szorstkim i zabawnym, choć mniemam takie było założenie twórcy. Reszta osób jest taka jaka być powinna. Waleczna, prawa, patetyczna i zrównoważona pani Komandor Lin Mae, w tej roli piękna Tian Jing, czy stanowczy i pewny siebie Strateg Wang, czyli Andy Lau.

Wielki Mur jest tytułem bardzo mylącym. Można by było pomyśleć, że czeka nas tu wiele odniesień do przeszłości i wzmianek historycznych. Nic bardziej mylnego. To klasyczny film fantasy przepleciony elementami akcji i baśni. Tu nawet muru nie ma za wiele. Widzimy tylko jego fragment, podczas kolejnych ataków bestii. Cieszyć nasze oczy będą za to liczne wynalazki technologiczne, w postaci przemyślnych balonów, dział oblężniczych i tym podobnych. Wspomniany przeze mnie film to także żywe świadectwo kooperacji chińsko – amerykańskiej. Z ekranu nie raz, nie dwa wylewa się patos, a dialogi między bohaterami są ich pełne.

Duża zaletą filmu są kostiumy, nie tylko niesamowite pod względem wykonania, ale także niezwykle kolorowe. Barwy i mistycyzm, to zdaje się główne przesłania tej projekcji, która choć nie jest w stanie dorównać dwóm poprzednim filmom Zhanga: „Domu latających sztyletów” i „Hero”, to poprzez swoją bajkowość i prostotę może się podobać.

Wielki Mur zapewne nie jest dziełem powalającym na kolana, takim co to ogląda się z zapartym tchem, takim, o którym po projekcji dyskutuje się przez kolejne godziny. To bardzo przeciętny film, wypełniony wartką akcją. Kinowy średniak przyciągnąć jednak może sprytnym wyeksponowaniem tego co w kinie azjatyckim jest już niemal tradycją. Włożenie do filmu nieco Hollywoodu nadało mu jednocześnie nieco ostrości i świeżego powiewu, choć nie jest to wietrzysko, a jedynie lichy zefirek. 

Cóż, pozostało mi go jedynie ocenić, co oczywiście czynię, dając Wielkiemu Murowi 6/10.

Wielki Mur można obejrzeć w ramach subskrypcji na platformie Netflix.

środa, 23 października 2024

Piękna i Bestia - recenzja. Baśniowy świat i mnóstwo muzyki

Piękna i Bestia  - recenzja. Baśniowy świat i mnóstwo muzyki

Baśniowy świat i mnóstwo muzyki, czyli recenzja filmu Piękna i Bestia. zapraszam do kolejnej recenzji mojego autorstwa. Miłej lektury! 

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam animacje i wszelakie bajki i baśnie, bo pokazują mi zwykle uroczą, mądrą, czasami wesołą lub nieco smutną, ale zawsze dobrze kończącą się historię. Na mojej liście ulubionych bajek znalazł się film z 1991 roku, zrealizowany na podstawie francuskiej baśni ludowej, zatytułowany: Piękna i Bestia. Urocza opowieść, którą do tej pory przypominam sobie, szczególnie w okresie około bożonarodzeniowym, powróciła w odświeżonej wersji. Tym razem nie jako jedna z najpiękniejszych rysunkowych historii Disneya, a jako pełnometrażowy, ponad dwugodzinny film, o tym samym tytule,  i tego samego studia.

Przeczytaj również:

Jak zapewne się domyślacie (jeśli oczywiście nie oglądaliście wspomnianej wyżej animacji) pierwszą postacią opowieści jest Bestia, czyli młody książę, który nie udzieliwszy pomocy i gościny pewnej starszej kobiecie i nie przejąwszy od niej prezentu w postaci jednej róży, zostaje srodze ukarany. Nieznajoma okazuje się być czarodziejką, która przepełnionego pychą i brakiem szacunku do ludzi księcia, zamienia w owłosionego i budzącego grozę zwierzaka. Razem z nim zamianie ulegają wszystkie osoby mieszkające i pracujące w zamczysku, jak i sam pałac oraz jego otoczenie. Jedynym ratunkiem, by odczynić klątwę jest miłość. Ktoś, kto szczerze pokocha stwora, zdoła przerwać zaklęcie, którego moc odmierzają spadające płatki czerwonej róży, pozostawionej przez czarodziejkę. Drugą osobą jest oczywiście Piękna, czyli Bella, dziewczyna mieszkająca w małej, francuskiej wiosce, uważana skądinąd za dziwaczkę. Jej tata, wynalazca i kupiec, podczas jednej ze swoich wypraw, trafia przypadkiem na wyżej wspomniany zamek. Tam wpada w ręce Bestii. Do domu wraca jedynie jego koń. Zrozpaczona Bella natychmiast rusza do zamku, by zamiast ojca, zostać zakładniczką pana tej ośnieżonej posiadłości. Wkrótce między Bestią a Bellą rodzi się uczucie.

Filmowa Piękna i Bestia to dzieło w reżyserii Billa Condona i jednocześnie odświeżony i nieco wydłużony odpowiednik animacji z początku lat dziewięćdziesiątych. Miłośnicy wersji rysunkowej z pewnością się nie zawiodą, mogąc powtórzyć sobie znajome już sceny, przy okazji poznając nieco więcej szczegółów, choćby na temat rodziców księcia czy ojca Belli, który w bajce potraktowany został nieco po macoszemu. Twórca zdecydował się także na przybliżenie nam wydarzeń związanych ze śmiercią matki Pięknej. Dołożono kilka scen i piosenek, których w filmie jest sporo. Pięknie odwzorowano wygląd przepastnego zamczyska i jego owładniętych klątwą mieszkańców. Całość jest dość spójna, przez co film przyjemnie się ogląda.

Mocną stronę tego dzieła jest zdecydowanie aktorska obsada. Emma Watson w roli Belli, dziewczęcie miłe, dobre, rozsądne i nad wyraz słodkie, to strzał w dziesiątkę, nie tylko ze względu na urodę młodej aktorki ale i na pewną jej delikatność. Świetnie wypada także Ewan McGregor jako Płomyk i Ian McKellen w roli Trybika, czy świetna (jak zwykle) Emma Thompson jako Pani Imbryk. Nieźle, choć nie bez zgrzytów swoją rolę odgrywa odtwórca roli Bestii, czyli Dan Stevens. Bardzo podobał mi się również Kevin Kline, jako Maurycy, tata Belli. Aktor nadał swojej postaci osobowości, tchnął nieco życia i prawdy w postać niedocenianego wynalazcy. Wszystkich jednak przyćmiewa doskonały w swej roli zapatrzonego w siebie, egoistycznego, bezwzględnego i pięknego Gastona, Luke Evans. Postać zagrana genialnie, charyzmatycznie, iście brawurowo. Uroku Gastonowi dodaje jego (tu chylę czoła) urokliwy a zarazem pocieszny kompan i przyjaciel Le Fou, w tej roli Josh Gad.

Piękna i Bestia, to film, wbrew pozorom przeznaczony nie tylko dla młodszych widzów, bowiem znajdziemy w nim dość odważne teksty i pewne skojarzenia sytuacyjne i dialogowe. Ale jest to także produkcja, łącząca w sobie film fabularny z animacją, bowiem aktorom towarzyszą animowane postacie, jak choćby: zegar, kandelabr, imbryk, filiżanka, a przede wszystkim Bestia. Muszę przyznać, że przyjemnie mi było patrzeć na ożywione przedmioty, których animację wykonano doskonale. Każdy najmniejszy ruch, gest, czy czynność nie odbiegała niczym od ruchów aktorów, wypadając bardzo naturalnie i tworząc niebywałą radość, szczególnie jak oglądało się pierwowzór. Szkoda tylko, że Bestia nie jest wcale taka straszna i nie budzi odpowiedniego pasującego do filmu przerażenia. Rzecz jasna w bajce straszyć nie powinna, bo oglądają ją maluchy, ale do kina chodzą już mniemam nieco starsze pokolenia (chyba że się mylę). Osobiście na seansie byłam dość późno i sporo po premierze, to też sala kinowa była raczej pusta.

Opisywana przeze mnie produkcja, to także musical, więc nie mogło zabraknąć w nim piosenek. W tym miejscu muszę nieco ponarzekać. Wprawdzie nie mogę się przyczepić do umiejętności wokalnych aktorów, ale do jakości utworów muzycznych, które zwyczajnie mnie nie zachwyciły, już tak. Nie są ani wpadające w ucho ani zapadające w pamięć i jest ich za dużo. Ot wysłuchałam, zapomniałam.

Piękna i Bestia to także akcja, nie taka rodem z filmów tego gatunku, choć chwilami brawurowa. To także emocjonalna a czasami zabawna opowieść z odpowiednim, baśniowym przesłaniem. Znajdziemy w niej sporą pewną dawka wzruszenia (mnie udało się uronić łezkę), humor i oczywiście pięknie opowiedzianą historię.

Swoją najnowszą produkcją, Condon udowodnił, że można w ciekawy i wartościowy sposób po raz kolejny zobrazować widzom piękną, wzruszającą, baśniową historię, robiąc tym samym ukłon w stronę cudownej bajki z przed lat. Ja bawiłam się świetnie z sentymentem wspominając animację Disneya. Jeśli lubicie baśniowe klimaty i rysunkowe opowieści, nie będziecie zawiedzeni. 

Moja ocena filmu, to 8/10.

Film Piękna i Bestia można obejrzeć na Disney+.