Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oparte na faktach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oparte na faktach. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 listopada 2025

The Quiet Things, gra oparta na prawdziwych wpisach z pamiętnika

The Quiet Things, gra oparta na prawdziwych wpisach z pamiętnika

 

Na Steam udostępniona została wersja demonstracyjna klimatycznego symulatora chodzenia, przygodówki narracyjnej opartej na prawdziwych wpisach z pamiętnika, zatytułowanej The Quiet Things.

The Quiet Things to gra oparta na prawdziwych wpisach z pamiętnika, narracyjna przygodówka w typie symulatora chodzenia, stworzona i wydana dzięki studiu Silver Script Games. Gra, której data premiery nie została ogłoszona, jest obecnie dostępna w darmowej wersji demonstracyjnej na Steam. 

Warto również przeczytać:

The Quiet Things to wyjatkowa narracyjna opowieść, której fabuła oparta jest na prawdziwych wpisach z pamiętnika, policyjnych dokumentach i zeznaniach. Gra porusza tematykę przemocy w dzieciństwie, skupiając się na osobach, które nigdy nie zostały wysłuchane. Porusza tematy wstydu przed otwarciem i rozmową. 

W tej trudnej tematycznie, ale jakże ważnej grze przygodowej przenosimy się do roku 2000, w którym naszej bohaterce wydarzyło się coś naprawdę złego. W grze poznajemy historię Alicji, próbującej zrozumieć otaczający ją świat.



Ta skupiana na prawdziwych wydarzeniach, autobiograficzna opowieść z prawdziwymi wpisami z pamiętnika, to nie tylko emocjonalna historia, ale i dobrze zrekonstruowane życie lat 2000. Gra oferuje pełny angielski dubbing, ze znanymi aktorami głosowymi, takimi jak: Emily Burnett, Dave Jones, Iestyn Arwel, Anthony Howell i inni. 

Rozgrywka przewidziana jest w pełnej wersji na 6-8 godzin, a towarzyszy jej nastrojowa ścieżka dźwiękowa, z nowymi aranżacjami piosenek i oryginalną muzyką Alyx Jones.

Gra nie ma jeszcze swojej daty premiery. Zadebiutuje na platformie Steam, na PC, gdzie dostępne jest jej demo. 

Karta Steam - pobierz demo








niedziela, 17 sierpnia 2025

Omen Exitio: Hunger, demo na Steam. Gra bazująca na prawdziwych wydarzeniach

Omen Exitio: Hunger, demo na Steam. Gra bazująca na prawdziwych wydarzeniach

 

Omen Exitio: Hunger, gra przygodowa oparta na prawdziwych wydarzeniach, w ustalonych ramach historycznych, dodatkowo w atmosferze twórczości Lovecrafta ma swoją wersję demonstracyjną na platformie Steam.

Można sprawdzać już wersję demonstracyjną wykonanej w ręcznie rysowanej, czarno-białej grafice, przygodowej gry opartej na prawdziwych wydarzeniach, osadzonych w sztywno określonych ramach historycznych. Gra nosi tytuł Omen Exitio: Hunger i została stworzona i będzie wydana przez Tiny Bull Studios. Data premiery póki co nie została ogłoszona.

Warto przeczytać również:


Omen Exitio: Hunger opowiada historię która rozpoczęła się 11 lutego 1927 roku, kiedy to w niewyjaśnionych okolicznościach znika ze swojego mieszkania w Brooklynie, mały chłopiec Billy Gaffney. Poszukują go w całym mieście nie tylko władze, ale i wolontariusze, lecz bezskutecznie. Po chłopcu nie ma śladów. Osobą, która może rzucić światło na to tajemnicze zaginięcie, jest tylko reporter, który jest protagonistą owej gry.




Przygodówka została zrealizowana w filmowym, wciągającym stylu, a rozgrywka opiera się na wykorzystaniu reporterskich umiejętności, bystrego umysłu oraz na obserwacji. Gracz będzie przesłuchiwał ludzi, zbierał wskazówki i łączył fakty. Będzie również odwiedzał inne światy, interpretował sny, a czasami także słuchał swego kota. W czasie gry podejmowane będą kluczowe dla rozgrywki decyzje, które będą w tym przypadku ograniczone. 





Gra swoją premierę będzie mieć na Steam, bez mówionych dialogów, w wersji angielskiej i włoskiej. Obecnie można ów tytuł sprawdzać na platformie Steam w wersji demo. 

Omen Exitio: Hunger zadebiutuje na Steam, w wersji na komputery osobiste PC oraz Mac. Data premiery nie została ogłoszona. 


poniedziałek, 14 lipca 2025

Eden - zwiastun. Kobiety na granicy przetrwania

Eden - zwiastun. Kobiety na granicy przetrwania

 

Monolit Films podzieliło się kolejnym zwiastunem thrillera Eden, produkcji opartej na prawdziwych wydarzeniach, która swoją premierę w kinach będzie mieć po wakacjach. 

Eden, trzymająca w napięciu opowieść, która bazuje na prawdziwych wydarzeniach, swoją kinową premierę będzie mieć zaraz po wakacjach, bo już na początku września. Tymczasem zanim film zadebiutuje na wielkim ekranie, jego polski dystrybutor, a jest nim Monolit Films dzieli się kolejnym jego zwiastunem, w którym Sydney Sweeney, Ana de Armas i Vanessa Kirby przybliżając swoje bohaterki, które znalazły się  na krawędzi przetrwania.

Przeczytaj również:

Eden przenosi widza do świata, w którym liczy się jedynie instynkt, a walka o przetrwanie wywołuje bardzo skrajne emocje, pokazuje również kobiecą odwagę, bunt u siłę, która pozwala przetrwać w najbardziej ekstremalnych warunkach, czego świadectwem jest najnowszy zwiastun filmu.

W tym trzymającym w napięciu thrillerze o przetrwaniu przenosimy się na odizolowaną wyspę Floreana w archipelagu Galapagos. Pewnego dnia grupa ludzi porzuca cywilizację w poszukiwaniu lepszego życia. Niestety to, co miało być nowym początkiem, szybko zamienia się w przerażającą próbę sił. Muszą walczyć z naturą, z innymi, ale i z samymi sobą. 




W takich trudnych warunkach to właśnie kobiety stają się głosem determinacji, empatii i nieugiętości, a Sydney Sweeney, Ana de Armas i Vanessa Kirby tworzą niezapomniane, skrajnie różne, ale równie elektryzujące portrety kobiet, które muszą walczyć o przetrwanie, a także o siebie.  

Reżyser Ron Howard w wypowiedzi dla Collider, po pokazie na Toronto International Film Festival mówił:

„To opowieść o kobietach, które nie są ofiarami, tylko sprawczyniami. O ich gniewie, pragnieniach i wyborach. I o tym, że w obliczu chaosu kobieca solidarność może być jedynym ratunkiem.”

Film swoją kinową premierę będzie miał 5 września 2025 roku.

Źródło: Informacja prasowa Monolit Films

piątek, 7 marca 2025

When We Disappear, oparta na fabule opowieść o Holokauście

When We Disappear, oparta na fabule opowieść o Holokauście

 

Wizualna powieść i jednocześnie edukacja o Holokauście zawarta jest w przygodowej grze When We Disappear, której pierwszym zwiastunem podzielili się twórcy, a która ma swoje miejsce na platformie Steam.

When We Disappear to gra oparta na historii, fabule i dialogach, wizualna powieść składająca się z opowiedzianej przez twórców historii, jak i materiałów edukacyjnych promujących umiejętności społeczne oraz platformy cyfrowe dla szkół i nauczycieli. Za jej tworzeniem stoi studio Inlusio Interactive, które pracuje nad innym przygodowym projektem, zatytułowanym The Guardian of Nature, która to gra niebawem ruszyć ma z kampanią na Kickstarterze. When We Disappear zyskała właśnie pierwszą filmową zapowiedź. 

Warto przeczytać również:

When We Disappear to gra oparta na prawdziwych wydarzeniach, czerpiąca inspiracje z filmowej narracji, komiksów i teatru, a także klasyki przygodowej. Skupia się i podkreśla rzeczywistość z perspektywy dzieci w czasach wojennych, ich kruchej nadziei, jak i bohaterstwa. 


Bohaterką gry jest Hannah, młoda dziewczyna, która w roku 1943 zostaje oddzielona od swojej rodziny i zabrana do domu dziecka w Amsterdamie. Postanawia uciec i podróżując przez Europę, korzystając z pomocy bojowników z ruchu oporu i rożnych ludzi, którzy są zwyczajnie odważni, wrócić do domu. 

When We Disappear to wizualna powieść w grafice 3D, skupiona na wspomnieniach, które w trakcie gry zbieramy i używaniu przedmiotów, które pomogą nam w rozmowie z postaciami gry. Gra zabierze także graczy do prawdziwych miejsc II wojny światowej, takich jak obóz przejściowy Westerbork, niesławny teatr Schouwburg w Amsterdamie czy tajne kryjówki.


Projekt rozwijany  jest w ścisłej współpracy z historykami, naukowcami i badaczami z Instytutu Edukacji Historycznej i Kultury Pamięci w Lucernie na Uniwersytecie Nauczycielskim w Lucernie i łączy badania naukowe, opowiadanie historii i znaczącą zabawę.

When We Disappear nie ma jeszcze swojej daty premiery. Zadebiutuje na Steam, na PC. 

Karta Steam



czwartek, 6 marca 2025

Famine Way, przygodówka rozgrywająca się w czasach Wielkiego Głodu

Famine Way, przygodówka rozgrywająca się w czasach Wielkiego Głodu

 

Dwuwymiarowa przygodówka rozgrywająca się w Ukrainie w czasach Wielkiego głodu, zatytułowana Famine Way ma swoje miejsce na platformie Steam, choć daty jej premiery niestety nie znamy.

STELLARIUM.gaming, niezależne ukraińskie studio to autorzy przygodowej i klimatycznej gry zatytułowanej Famine Way, której akcja rozgrywa się w czasach Wielkiego Głodu jakiego doświadczało to państwo w latach 1932-1933. Gra w sposób bardzo realistyczny przekazuje te przerażająca wydarzenia. Data premiery owej przygodówki nie została ustalona. 

Warto przeczytać także:

Famine Way to gra w rysunkowym stylu, której podstawą jest przetrwanie bohaterów, pokonanie przeszkód, ucieczka z wioski i znalezienie bliskich. Autorzy określają przygodówkę jako projekt z elementami horroru i thrillera psychologicznego. 


Gra skupiona jest na emocjonalnej narracji. Nie posiada tradycyjnej narracji, ani dialogów, nie znajdziemy w niej także walki. Najważniejszym jej elementem jest eksploracja świata i poznawanie go przez obiekty, ale również dzięki muzyce.


W grze wcielamy się w młodą dziewczynę o imieniu Ołena, która z powodu Wielkiego Głodu została zupełnie sama. Pewnego dnia znajduje rannego bociana i wraz z nim rusza na niebezpieczną podróż. Wraz z nią, jej oczami poznamy ukraińską wioskę i czas Wielkiego Głodu. 

Na ten moment data premiery nie została ogłoszona. Famine Way swoją premierę ma mieć na Steam, na PC.

Karta Steam 



niedziela, 19 stycznia 2025

Oszust z Tindera - recenzja dokumentu Netfliksa. Życie to nie bajka!

Oszust z Tindera - recenzja dokumentu Netfliksa. Życie to nie bajka!
Zdjęcie: Netflix

Oszust z Tindera - recenzja filmu dokumentalnego od Netflix. Okazuje się, że życie to naprawdę nie jest bajka! 

Filmy dokumentalne oglądam dość często, zwłaszcza na Netfliksie, przede wszystkim te z motywem zbrodni, bo uważam, że są godne mojego zainteresowania. Nie często jednak sięgam po nie z myślą ich późniejszego zrecenzowania.

Warto przeczytać także:

Jednak jakiś czas temu na wspomnianą platformę trafił dokument o tytule Oszust z Tindera, o którym szybko zrobiło się niezwykle głośno, co podsycało ochotę na opisanie w recenzji, dlaczego tak właśnie jest. Z jakiego powodu zatem kolejny dokument Netfliksa jest takim hitem? Dlaczego właśnie ten, a nie inny? I o czym opowiada, czy jest przestrogą dla innych? Macie ochotę się przekonać? Zapraszam zatem do mojej recenzji Oszusta z Tindera.

Historia jak z bajki, choć koniec….bolesny

Moja recenzja hitowego filmu dokumentalnego wspomnianej platformy, który szybko znalazła się w TOP 10, nie tylko polskiego Netfliksa, nie będzie długa, ale będzie treściwa, podobnie jak doświadczenia trzech kobiet, które zechciały opowiedzieć swoją jakże przykrą historię. Ich przeżycia udokumentowała, nagrała i zmontowała w całość Felicity Morris, która zaprosiła trzy kobiety, ofiary randkowego oszusta do restauracji, by przy lampce wina….tudzież czegoś mocniejszego, opowiedziały jej swoją historią. A ta zaczyna się jak sen, albo bajka, z tą różnicą, ze ta ich, napisana przez nie samo życie i oszusta, nie ma szczęśliwego końca.

Bohaterkami opowieści są trzy kobiety, które łączy wspólna osoba i portal randkowy, zwany Tinder. Cecilie, Pernilli i Ayleen, jak dziesiątki innych kobiet, są ofiarami niejakiego Shimona Yehuda Hayuta, przedstawiającego się jako Simon Leviev. Na wspomnianym portalu randkowym ich uwagę przykuwa przystojny młody mężczyzna podający się za bogacza, syna potentata diamentowego. Przystojniak ubiera się u sławnych projektantów mody, jeździ drogimi samochodami, a jego zdjęcia na profilach społecznościowych to obraz życia w luksusie, drogich imprez i bajecznych wycieczek. Wszystko wydaje się być szczerą prawdą, bo fakt bogactwa i autentyczności Simona potwierdza także Internet. 

Spotkania z mężczyzną tylko uświadamiają kobietom – przyszłej żonie, dziewczynie i przyjaciółce, że Simon to królewicz z bajki. Jest szarmancki, ma gest, zabiera do drogich klubów, kupuje prezenty, wozi na bajeczne wycieczki. Jest słodki, kochający i namiętny. Często pisze, wysyła słodkie emotki, zapewnia o miłości, przywiązaniu i wielkiej przyjaźni. Z czasem buduje coraz mocniejszą więź z kobietami, które wpadają w jego pajęczynę intryg i kombinowania. Wkrótce każdej z nich zaczyna opowiadać, że on i jego rodzina ma kłopoty, że ktoś próbuje go zabić, nawet pokazuje rannego ochroniarza. Prosi kobiety, które kocha, a ona kochają jego o większe i mniejsze pożyczki, gwarantując że jak tylko zagrożenie minie, natychmiast odda dług. I tak wybranki pogrążają się coraz bardziej w długach, a Simon, pasożytując na nich, od jednej bierze, by drugiej dawać, tworząc swoisty łańcuszek.  

Zorientowane w oszustwie kobiety, nie mają szerokiego pola do popisu i mierzą się z rzeczywistością, która bajkę nie przypomina już w żaden sposób. Ich ukochany czarujący i bogaty kochanek staje się brutalnym straszącym je łajdakiem, na dodatek biednym. Bajka o byciu kochaną pęka. Pozostaje przełknięcie gorzkiej pigułki, no i zaciągnięte w bankach kredyty, które kobiety spłacają do tej pory. 

Współczesny obraz randkowania?

Dokument Oszust z Tindera stał się hitem Netfliksa. Pora zastanowić się zatem dlaczego? Odpowiedź jest w tym wypadku bardzo prosta. Jest to niczym z pozoru nie wyróżniająca się, ale bardzo sprawnie  przez Felicity Morris opowiedziana historia. Ona właściwie opowiada się sama poprzez kobiety, które myślały, że złapały szczęście za rogi i spotkały wymarzonego księcia z bajki. Reżyserka pozwoliła Cecilie, Pernilli i Ayleen ponieść się opowieści o ukochanym, skupić się na miłych chwilach, radościach, nadziei….i rozczarowaniu.

Ale nie tylko prawdziwość tych wydarzeniem jest jądrem sukcesu tej dokumentalnej historii. Choć ta wydaje się absurdalna, choć zdaje się nam sprawą niemal niemożliwą, by tak naiwnie wierzyć w zapewniania kogoś poznanego na portalu randkowym, to współczesny świat wypełniony jest kłamstwami wprost z Internetu. To właśnie obraz randkowania, który z rzeczywistości przeniósł się do sieci jest miarą sukcesu tegoż filmu. Wiemy, że oszustów, także tych matrymonialnych nigdy nie brakowało, ale czy nie wydaje się Wam, że teraz, szczególnie z powodu przeróżnych portali, także społecznościowych, jest ich zdecydowanie więcej? Mamy świadomość, że miłość z netu jest złudna, że na każdym kroku czeka na nas zagrożenia, oszustwo, kłamstwo, szwindel. Jakbyśmy tego nie nazwali, nabieramy się jednak na to nieprawdę….nie raz, nie dwa wpadając w pułapkę, którą ktoś skrzętnie na nas zastawił. I właśnie świadomość tego, i życie, które przeniosło się z realu do sieci, czyni film wiarygodnym i pociągającym. 

Lekcja na przyszłość, czy raczej nauczka?

Pozostaje kwestia tego, czy bolesna lekcja, jaką doświadczyły kobiety, a przynajmniej trzy bohaterki Oszusta z Tindera, czegoś je nauczyła. Wiemy, że Simon został złapany, a kobiety zostawiły na niego pułapkę, przez co nie miał, przynajmniej przez jakiś czas, okazji oszukiwać. Ale ich historia zatacza koło. Siła Internetu i randkowania z sieci jest tak mocna, że niektóre z nich, miło przykrych doświadczeń dalej posiadają Tindera i ponownie przesuwają w lewo lub w prawo, z nadzieją na spotkanie księcia z bajki, czy rycerza na białym koniu. 

Lekcje wyciągnął także Netflix, który po publikacji filmu i umieszczeniu w nim imienia i nazwiska ochroniarza Simona, który okazał się być Polakiem, został przez niego, a właściwie jego adwokata pozwany. Poszkodowany żąda kilkumilionowego odszkodowania. Zaś oszust, który opuścił już więzienie stara się odbudować swoje życie i czerpać z niego garściami. Bardzo prawdopodobne jest to, że wróci do oszustw, w takiej, a nie innej formie…. Przecież nie zna innego życia. Trochę podobnie jak kobiety, które wracają do starych przyzwyczajeń, nie wyciągając do końca wniosków z tego, co je w życiu spotkało. 

Oszust z Tindera – podsumowanie dokumentu 

Historia internetowego oszusta, którą opowiedziały trzy bohaterki dokumentu, sama w sobie jest intrygująca, ciekawa i niemal niewiarygodna. Oglądając i coraz bardziej zanurzając w opowieść, szczególnie od momentów kolejnych zaciąganych kredytów, zaczynamy się zastanawiać, dlaczego? Dlaczego kobiety brnęły w tą historię? Dlaczego dawały sobą manipulować? Dlaczego dopiero po wielu upokorzeniach zaczęły drążyć temat? Odpowiedź wydaje się banalna…..bo kochały i chciały wierzyć w miłość.

Oszust z Tindera to nic innego jak źle kończącą się bajka o miłości, chęci bogactwa i nie spełnionym śnie. Problem w tym, że ten okazał się koszmarem. Sprawnie poprowadzona, choć banalnie prosta historia matrymonialnego oszusta, który w takim postępowaniu widział sposób na życia, na całkiem bogate życie w przepychu, to klucz do sukcesu tej produkcji. Drugim jest jeszcze przeświadczenie, że tak właściwie każda z nas, czy każdy z nas może paść ofiarą oszustwa w sieci. Przez to ów dokument nabiera innych barw i staje się czymś niezwykle wiarygodnym, może lekcją, może nauczką lub chociaż przestrogą. Czy warto go obejrzeć? O tak...warto! 

Polecam, oceniając film na 7/10. Miłego seansu! 

Film do obejrzenia na platformie Netflix. 


niedziela, 12 stycznia 2025

Dirty John i Dirty John: Betty Broderick - recenzja. Dwa sezony serialu Netflix opartego na prawdziwych wydarzeniach

Dirty John i Dirty John: Betty Broderick - recenzja. Dwa sezony serialu Netflix opartego na prawdziwych wydarzeniach

Recenzja Dirty John i Dirty John: Betty Broderick, czyli dwa sezony serialu dostępnego na platformie Netflix, opartego na prawdziwych wydarzeniach.

Wrzesień 2018 był dość ciekawym filmowym miesiącem, szczególnie na Netflixie, na którym zadebiutował serial oparty na prawdziwych wydarzeniach, choć jak jesteśmy informowani podczas seansu, ze zmienionymi nieco postaciami i nieco pokolorowaną fabułą. Mowa tu o dwóch częściach produkcji o tytule Dirty John, który w dwóch sezonach jest dostępny na platformie Netflix.

Warto przeczytać także:

Ponieważ jak dotąd nie miałam okazji recenzować pierwszej części serialu, a obejrzałam właśnie drugą, to mimo tego, że serie nie są ze sobą fabularnie związane, myślę, że winna Wam jestem małe podsumowanie obydwu serialowych seansów. Te choć zupełnie różne, skupiają się i wynikają z sytuacji i wydarzeń, które niosło ze sobą życie. Wszyscy wiemy, że najlepsze, czasem niestety najbardziej okrutne i traumatyczne przeżycia niesie właśnie los. Filmy czy seriale zbudowana na takich właśnie opowieściach, są zwyczajnie pociągające i dają twórcom szerokie pole do popisu. Tak jest w przypadku dwóch sezonów Dirty John.

Pozwolicie zatem, że zacznę od części pierwszej, której tytuł brzmi po prostu Dirty John. Premiera serialu, którego twórcą jest Alexandra Cunningham miała miejsce w 2018 roku. Twórczyni czerpała inspiracje z podcastu o takim samym tytule. Jest to dzieło wyprodukowane przez telewizyjną Bravo, dostępne na platformie Netflix. Podcast, na którym bazuje to trzymająca w napięciu serialowa opowieść będąca jednocześnie dramatem i klimatycznym dreszczowcem, bazuje na serii artykułów autorstwa Christophera Goffarda. Zostały one opublikowane  w Los Angeles Times. 

Historia tytułowego Johna, psychopaty, oszusta i jednocześnie uwodziciela i mordercy obiegła cały świat i jest naprawdę wstrząsająca. Mimo tego, że podcast do tej pory nie został zrealizowany jako filmowy dokument, a serial raczej nie oddaje całości dramatycznej, czasami wręcz przerażającej historii, to mimo wszystko potrafi zaciekawić. Problemem jednak bywa jego realizacyjna, fabularna niespójność a momentami przesada. Ale zacznijmy od początku!

Fabuła przenosi widzów w sam środek biznesowej rzeczywistości Debry Newell (Connie Britton), kobiety osiągającej sukcesy zawodowe, żyjącej w luksusie, ale mającej problemy natury sercowo-uczuciowej. W jej przypadku szczęście w sferze "pracowej", nie idzie w parze ze szczęściem w miłości. Debra to czterokrotna rozwódka, szukająca miłości na przeróżnych portalach randkowych. Po wielu niepowodzeniach, w końcu trafia na mężczyznę idealnego. Ten uroczy, przystojny, wygadany i rozumiejący ją w lot John Meehane (Eric Bana) szybko chwyta naszą bohaterkę za serce i już dwa miesiące później, w tajemnicy przed córkami, Debra po raz kolejny jest szczęśliwą żoną. Niestety, do czasu. Wkrótce okazuje się, że jej wybranek to urodzony kłamca, mający skłonności do agresji, na dodatek narkoman. Te jakże negatywne cechy jej wybranka, choć momentami wprawiają młodą małżonkę w rodzaj dyskomfortu, nie mają jednak wpływu na jej dozgonną miłość. Zaślepiona i szczerze oddana urokliwemu oszustowi, tkwi w przeświadczeniu, że on także ją kocha. Problem w tym, że John chce coraz więcej, bierze coraz więcej i staje się coraz bardziej niebezpieczny. To przekonuje naszą serialową protagonistkę do wycofania się ze związku i ukrycia, ale to nie jest wcale takie proste.

Jak widzicie, historia w Dirty John jest stara jak świat, bo obrazuje klasycznego oszusta matrymonialnego, z tą różnicą, że ten jest znacznie bardziej niebezpieczny i zdecydowanie psychopatycznie inteligentny, co daje mu przewagę i czyni go wiarygodnym. Muszę przyznać, że historia potrafi zaciekawić, momentami trzyma w napięciu, choć wydaje się już dobrze znana i przewidywalna. Atutem jej jest zapewne świadomość, że budowana była na autentycznych wydarzeniach, to bowiem opowieść o prawdziwych ludziach i ich prawdziwym życiu. 

Problem w tym, że mimo tego, że dreszczyk emocji często nam towarzyszy, a to dobrze o serialu świadczy, to reżyserka postanowiła opowieść nieco ułagodzić, spłaszczyć i podciągnąć pod melodramatyczną, obyczajową historię rozgrywającą się w świecie bogaczy. Serial, który składa się z ośmiu odcinków, jest zwyczajnie nie równy. Z jednej strony zaskakuje, denerwuje (w dobrym tego słowa znaczeniu, jak być w thrillerze powinno), a z drugiej trąci myszką i dłużyznami. Jest też kwestia doboru aktorów do granych przez nich postaci i samej niespójności i nierówności w grze aktorskiej. 

Zdecydowanie na pierwszy plan w serialu wysuwa się postać Johna Meehane'a  granego przez Erica Bana, którego możemy oglądać między innymi w horrorze Zbaw nas od złego, również dostępnym na Netflix. Aktor wcielił się w rolę psychopatycznego uwodziciela, chorobliwego kłamcy i mordercy, będącego zarówno słodkim kochankiem, "do rany przyłóż" i agresywnym samcem, doskonale. Grana przez niego postać jest tak autentyczna i taka barwna, że trudno nie rozumieć na pozór bezsensownego zachowanie oszukanej przez niego kochanki, a później żony. 

Sporo widzów miała jakieś "ale" do Connie Britton, która zagrała postać Debry Newell, określając jej aktorską kreację jako mdłą. Nie zgadzam się z tym zdaniem, bowiem choć obrazuje ona zupełnie inny charakter postaci, niźli wspomniany John, to jej infantylność, emocjonalny chaos i rozterki rozum - serce są w serialu bardzo widoczne. Zdarzało mi się wściekać na graną przez nią postać, nie rozumiejąc jej zachowania, ale szczerze jej kibicując i dopingując, by jakoś dobrnęła do szczęśliwego finału.  

Poprzestanę na tych postaciach, na tych rolach aktorskich, bowiem postacie drugoplanowe nie są tymi, które mogą was niczym pozytywnym zaskoczyć. Można zaryzykować stwierdzenie, że będziecie rozczarowani. Z niewyjaśnionych dla mnie pobudek, reżyserka Alexandra Cunningham, postanowiła przedstawić je dość płytko charakterologicznie, baa....momentami nawet je za nadto przerysować. 

Dity John to ciekawa, może nie powalająca, ale intrygująca i trzymająca w napięciu opowieść, zbudowana na dramacie kobiety, która tylko chciała kochać, a która miłości, tej prawdziwej nie znalazła, być może nie mogła znaleźć. Opowieść, choć nie równa, nie skąpi dreszczyku emocji, ubarwiając trzymającą w napięciu treść, świetną pierwszoplanową grą aktorską. 

Cóż...pozostaje ocenić dzieło, które według mojej oceny, zasługuje na mocne 6,5/10. Sprawdźcie, obejrzycie, oceńcie sami! Myślę, że warto!

Pora płynnie przejść do kolejnego sezonu Dirty Johna, który niedawno miał swoją premierę na Netflix. Tym razem jest to historia Betty Broderick i takiż tytuł: Dirty John: Betty Broderick otrzymała kolejna serialowa seria. Podobnie jak część pierwsza jest to opowieść, której dominującą, najważniejszą osobą jest kobieta, ale w tym wypadku, kobieca postać wysuwa się zdecydowanie na plan pierwszy.   

Podobnie jak pierwszy sezon, tak i ten, fabułę opiera na prawdziwych wydarzeniach, tym razem skupiając się na szokującej zbrodni, którą dokonała wzgardzona, oszukane i odtrącona kobieta, tytułowa Betty. No i w tym wypadku jest tak, że serial absolutnie powala, niezwykle mocno wpływa na współodczuwanie, daje do myślenia i stawia pytania, na które żądamy odpowiedzi. 

Jak wspomniałam jest to podobnie jak poprzedni sezon serial składający się z ośmiu odcinków i tak samo jak Dirty John w sezonie pierwszym, wyreżyserowany przez Alexandrę Cunningham, z tą różnicą, że wydarzenia, życiowe losy, na których zbudowana jest ta produkcja potrafią zwalić z nóg.

Określiłabym tą produkcję na bardzo dobrą, a nawet zmierzającą ku doskonałej z rewelacyjną rolą Amanda Peet, która wcieliła się w rolę tytułowej Betty Broderick. Jest to opowieść o rodzinie, właściwie o małżeństwie, które nie mając nic, kocha się na zabój. Po osiągnięciu sukcesu przez męża, na który złożyło się poświęcenie żony, wychowującej dzieci, pracującej dla męża, spełniającej jego zachcianki, nagle wszystko wywraca się do góry nogami. Świat jaki zna Betty, życie, nagrodzone zawodowym sukcesem męża znika bezpowrotnie. Pozostaje wściekłość, ból, bezsilność i brak zrozumienia dlaczego. 

Postaram się Wam nieco przybliżyć warstwę fabularną, ale w taki sposób, by za bardzo nie spojlerować. Otóż w sezonie drugim poznamy historię rodziny Broderick, Betty i jej męża Dana, w którego wcielił się równie doskonały Christian Slater. Jest to opowieść, która zaczyna się wielką miłością, w której to oddana, kochająca żona stara się robić wszystko, by równie mocno kochający ją mąż skończył studia lekarskie i podjął dobrze płatną pracę. Robiąc wszystko, by jego plan się powiódł Betty, pracuje gdzie popadnie, a zachodząc w liczne ciąże, siedzi całymi dniami sama w domu, starając się zapewnić rodzinie miłość i należyty szacunek. Choć w domu jest biednie, ich miłość utrzymuje ich ze sobą razem i daje przetrwać. Aż pewnego dnia Dan postanawia rzucić prace lekarza i zostać prawnikiem. I tak zaciąga kredyt i spełnia swoje marzenia, pozostawiając żonie większość obowiązków przy stale rozrastającej się rodzinie. Gdy już osiąga swój życiowy/zawodowy sukces, a status finansowy rodziny rośnie (już można sobie pozwolić na drogie życie w luksusach), znajduje sobie nową miłość, spychając Betty na plan dalszy, a nawet próbując ją wszystkiego pozbawić. To doprowadza do tragedii, która jest motywem przewodnim tejże serialowej serii.

Bo cokolwiek powiedzielibyśmy o Dirty John: Betty Broderick, to produkcja o wzgardzonej, zdradzonej i opuszczonej żonie. O miłości tak silnej, że niemal dotykającej nienawiści. O braku szacunku, i o tym, że bogactwo zmienia człowieka i jego spojrzenie na to, co kiedyś uznawał za normę

Muszę Wam się do czegoś przyznać. Otóż oglądając ów serial, a zrobiłam to jednym tchem, byłam jednocześnie wściekła, zażenowana i zrozpaczona jak można się zmienić i jaką podłą osobą można się stać i jak dobrze można taką postać zagrać. Targały mną takie mocne uczucia, jakich dawna podczas serialowego seansu nie uświadczyłam, nie odczułam. Działo się tak przede wszystkim z powodu świetnie narysowanej fabuły, opartej na faktach, ale także i chyba przede wszystkim, dzięki świetnej pracy aktorskiej. 

Zacznę może od męskiej postaci. Otóż Christian Slater dokonał prawie cudów wyciągając z postaci lekarza - prawnika Dana Brodericka wszystko co w nim słodkie i wszystko co najgorsze. Jeśli mieliście kiedykolwiek uczucie, że macie chęć krzyknąć do kogoś "co ty do diabła robisz?" to wierzcie mi, oglądając ten serial, nie raz przebiegnie wam taka myśl po głowie. Trudno określić postać Dana, oczywiście na etapie bycia już kimś w prawniczym światku, za miłą i słodką. To po raz kolejny obraz wyrachowanego, pewnego siebie, a nawet zadufanego w sobie mężczyzny, który wprawdzie nie jest, jak w przypadku pierwszej części, psychopatą, ale potrafi sprawić, by kobieta, która tak wiele dla niego poświęciła, stała się nikim. Wszystko w tej postaci gra, przede wszystkim mimika twarzy, a szczególnie nie schodzący z twarzy uśmiech. Rewelacja i zarazem koszmarnie emocjonujące doświadczenie, chyba szczególnie dla kobiet.

Ale królową gry aktorskiej w tym sezonie Dirty John jest zdecydowanie Amanda Peet, jako Betty Broderick. Hmm.....to bardzo zdradziecka postać, która wydaje się nie być klarownie czystą, pozytywną i trudno, przynajmniej na początku określić jej jako ofiarę. I to właśnie jest plus tejże opowieści, bowiem tworzona jest wyrywkowo, kolejne fragmenty rodzinnego scenariusza odkrywane są stopniowo. I oto przekonujemy się jak i dlaczego Betty jest taka nerwowa, czemu działa impulsywnie, czemu jeden czym rodzi agresje, pociągając kolejne traumatyczne wydarzenia i ciąg zdawałoby się bezsensownych jej zachowań. Poznając Betty już wiemy co nią kierowało, strasznie szybko, głównie dzięki świetnej grze Amandy Peet zżywamy się z nią, współczujemy, a nawet kibicujemy w szczęśliwym zakończeniu, choć wiemy, że to łatwe nie będzie.

Zwykle tak jest, że to część druga, kontynuacja jest tą słabszą wersją całości. W przypadku Dirty John: Betty Broderick tak oczywiście nie jest, zdecydowanie nie jest. Choć pierwszy sezon zaciekawiał, dawał dreszczyk emocji i był, że tak powiem, w porządku, to drugi powala na kolana, szczególnie fabularnie i zdecydowanie pod względem pracy aktorskiej i bardzo dobrze dobranych aktorów. To nie jest film jednobarwny, wyraźnie skłaniający się w jedną stronę. To serial o niewyobrażalnej zmianie w życiu, jaką samą sobie zbudowała para osób, która kiedyś tak mocno się kochała. 

To przede wszystkim serialowa produkcja, która w bardzo emocjonalny sposób pokazuje jak blisko miłości do nienawiści, jak cienka granica dzieli te jakże silne emocjonalne stany. Rewelacja! Sprawdźcie serial koniecznie, nawet jeśli nie oglądaliście pierwszej jego odsłony. Pamiętajcie, że fabuły nie są ze sobą w żaden sposób połączone. 

Miłego seansu, a tymczasem wystawiam swoja ocenę, którą jest mocne 8,5/10. Polecam! 

wtorek, 17 grudnia 2024

Warfare, A24 dzieli się zwiastunem dramatu wojennego o wojnie w Iraku

Warfare, A24 dzieli się zwiastunem dramatu wojennego o wojnie w Iraku

 

Zdjęcie: kadr ze zwiastuna A24

A24 podzieliło się zwiastunem zapowiadanego na przyszły rok wstrząsającego dramatu wojennego, którego akcja rozgrywa się w Iraku. Film zatytułowany Warfare, produkcja od twórcy Civil War czy Anihilacji oraz Raya Mendozy zyskał pierwszą wideo zapowiedź.

W przyszłym roku do kin trafi film Warfare, napisany i wyreżyserowany przez weterana wojny w Iraku Raya Mendozę i Alexa Garlanda, mającego na swoim koncie wspomniane wyżej filmy, a także 28 dni później i Ex Machina. Właśnie poznaliśmy jego zwiastun. 

Warto przeczytać również:

Warfare to film, który przedstawia historię plutonu amerykańskich Navy SEALs, zajmujących się obserwacją pewnej rodziny i ich domu w Iraku, i jednocześnie strefy kontrolowanej przez rebeliantów. Film powstał na bazie wspomnień żołnierzy uczestniczących w tych wydarzeniach, podczas amerykańskiej inwazji na Irak w roku 2006. 

W obsadzie: D'Pharaoh Woon-A-Tai, Will Poulter, Cosmo Jarvis, Kit Connor, Finn Bennett, Taylor John Smith, Michael Gandolfini, Adain Bradley, Noah Centineo, Evan Holtzman, Henrique Zaga, Joesph Quinn i Charles Meltone.

Film w kinach w 2025 roku.