Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji przygodowej gry w rozgrywce point-and-click, opowieści o pełnej zwrotów akcji podróży w czasie i przestrzeni. Oto co myślę o grze zatytułowanej Whirlight - No Time To Trip!
Poprzednią grę włoskiego studia imaginarylab, przygodówkę Willy Morgan and the Curse of Bone Town, której wrażenia z demo znajdziecie na blogu, a której recenzję szukajcie w dziale "Moja twórczość", miałam okazję ogrywać w zupełnie innym miejscu w Internecie niźli jestem obecnie. Od premiery Willy'ego Morgana to premiery Whirlight - No Time To Trip, czyli najnowszego przygodowy projektu minęło prawie sześć lat, a ja od prawie dwóch pisuje swoje recenzje i poradniki przygodówek na własnym blogu. Cieszę się bardzo, że dzięki uprzejmości twórców, za co bardzo dziękuję, miałam przyjemność sprawdzić wydaną 14 maja tego roku tę pełną zwrotów akcji, przygodową, i naprawdę długą podróż przez czas i przestrzeń. Wszystko co o niej myślę, znajdziecie w poniższej recenzji, do której przeczytania oczywiście zapraszam!
Inne przykładowe recenzje na moim blogu:
- 3 Minutes to Midnight - A Comedy Graphic Adventure - recenzja
- The Biggleboss Incident - recenzja. Jest zabawnie, jest tajemniczo i jest przygodowo
- Brassheart - recenzja. Kolorowy świat alternatywnych lat dwudziestych XX wieku
Szalona podróż z zabawą czasem - fabuła
Opowieść, którą śledzimy w grze, której przejście zajmuje nawet kilkanaście godzin i przenosi nas w czasie i przestrzeni, z dość sporym czasowym marginesem, zaczynamy pewnym surrealistycznym snem, który jest udziałem mężczyzny w sile wieku, dojrzałego, siwiejącego wynalazcy. Hector May to mieszkaniec niewielkiego, nadmorskiego miasteczka Verice Bay.
Zanim udamy się z nim w pełną przygód podróż, zanim poznamy jego towarzyszkę, staniemy się podróżnikami po jego nocnym majaku, który przenosi nas, jeszcze nie wiemy gdzie i kiedy, do surrealistycznej krainy z wielką żabą jako ważny dodatek i dziwnymi gejzerami. Poradziwszy sobie z wydostaniem się z owej krainy, wracamy do rzeczywistości, czyli wspomnianego miasteczka, do lat 60. ubiegłego wieku. Zainspirowany swoim snem Hector postanawia stworzyć wynalazek, do którego jednak potrzebne mu będzie kilka przedmiotów.
Uporawszy się z problemem ich zdobycia, co jak się domyślacie w przygodówkach jest całym, dość złożonym procesem, w końcu konstruuje Light SqueezerTM, dzięki któremu, jak wkrótce się przekonuje, przenosi się w czasie, trafiając do lat 90., gdzie w niegdyś kościele, swoje lokum ma artystka, rzeźbiarka Margaret Harck. Ta wkrótce zostaje pomocniczką Hectora w rozszyfrowaniu działania i wprowadzeniu w życie jego wynalazku, bazującego na świetle w postaci płynnej.
Klasyka przygodowa z mnóstwem działań po drodze
Tak w wielkim skrócie przedstawia się fabuła tej złożonej, pełnej zwrotów akcji przygodówki, wiele razy dłuższej od poprzedniego tytułu wspomnianego studia. Uroczą, nie tylko fabularnie, ale przede wszystkim graficznie przygodówkę Willy Morgan and the Curse of Bone Town byliśmy w stanie przejść w kilka godzin, oczywiście dobrze się z nią bawiąc. Nie była to jednak produkcja zbyt trudna i wymagająca, czego z pewnością nie można powiedzieć o Whirlight - No Time To Trip, z którą pierwszy kontakt miałam przy okazji kolejnej wersji demonstracyjnej dostępnej podczas Steam Next Festiwal, z której wrażeniami miałam okazję się z Wami podzielić.
Recenzowana gra bowiem, po pierwsze jest kilkakrotnie dłuższa, szacowana średnio na czas około piętnastu godzin (mnie zajęła jednak ponad dwadzieścia). Po drugie rozgrywka w niej jest zdecydowanie bardziej złożona, często dość surrealistyczna, pokręcona i nastawiona na manipulację czasem. Ten odgrywa ważną, jak i nie najważniejszą rolę.
Whirlight - No Time To Trip to produkcja w klasycznym stylu rozgrywki określanej jako point-and-click, skupionej na eksploracji, zbieraniu i używaniu odnalezionych przedmiotów, rozwiązywaniu zagadek i rozmowach z licznymi, często bardzo charakterystycznymi, a nawet szalonymi postaciami, z jakimi gadać byśmy się raczej nie spodziewali.
Typowość przygodową widzimy również w klasycznie skonstruowanym ekwipunku, który zlokalizowano na dole ekranu. Może być on albo widoczny przez całą rozgrywkę, albo schowany i aktywowany podczas gry za pomocą kółka myszy. To właśnie gryzoniem, ale i kontrolerem możemy prowadzić obydwie grywalne postaci.
Opisywany przeze tytuł to bowiem możliwość kierowania dwiema niezależnymi postaciami, pomysłowym, ale i trochę niedopasowanym do swoich czasów, już nie pierwszej młodości wynalazcą o imieniu Hector i pełną wigoru, charyzmatyczną i twórczą rzeźbiarką z przyszłości, dokładnie z roku 1990, niejaką Margaret. W pewnym momencie gry, już nieco bliżej jej końca, a jest to wierzcie mi długa rozgrywka, przyjdzie możliwość przełączania się między postaciami.
W tej rozbudowanej, wypełnionej ogromną ilością lokacji przygodzie, przyjdzie wędrować od miejscówki do miejscówki, zmieniającej się wraz z upływem czasu, ale i zupełnie nam obcej, także czasowo. Do szybkiego przemieszczania, co znacznie ułatwia wędrówkę, posłużą mapy, które jednak podczas zabawy będziemy musieli znaleść, tak jak każdy zebrany przedmiot. Kliknięcie na zaznaczone na mapce miejsce pozwala na szybką podróż, gdzie czeka na nas postać do rozmowy, działania, bądź przedmiot do odnalezienia.
Wszystkie zebrane rzeczy, jak już nadmieniłam trafiają do klasycznie prezentującego się inwentarza, w którym można je obejrzeć, rozłożyć na części, bądź poskładać. O każdym z przedmiotów usłyszymy stosowny komentarz, bez względu na to jaką postacią aktualnie sterujemy.
W grę wbudowano również system podświetlania interaktywnych miejsc w lokacjach, tak zwanych hotspotów. Jest ich dwuklik, czyli szybkie poruszanie się postaci od lokacji do lokacji. Nie zabrakło również możliwości ręcznego zapisywania rozgrywki, choć według mnie slotów na zapis jest zdecydowanie za mało. Znacznie bardziej odpowiadałaby mi dowolna ilość zapisów, jaką doświadczyłam w jakiś czas temu recenzowanej przeze mnie przygodówce Foolish Mortals.
Whirlight - No Time To Trip jest przygodówką zarazem liniową, jak i stawiającą na kreatywność i kombinowanie zarówno przedmiotami, jak i czasową rzeczywistością. Zadań do wykonania jest zdecydowanie wiele, a pomocą w ustaleniu tego co już zrobiliśmy, a na co wciąż musimy swój czas poświęcić, posłuży dziennik, notatnik czy notes. Jak zwał, tak zwał, jest to miejsce stworzone w wyjątkowy sposób.
W notesie znajdziemy bowiem dwie, zupełnie odrębne zakładki. Jedna jest zobrazowana w rysowanym, a dokładniej szkicowanym ołówkiem stylu, a wraz z odkryciami kolejnych miejsc, systematycznie zapełniana. Nie tylko prezentuje się ciekawie i pomysłowo, to również jest formą podpowiedzi czekających na nas wyzwań.
Druga zakładka to natomiast klasyczny, opisowy zestaw celów, które na nas czekają. Zrealizowanie kolejnego zadania sprawia, że zostaje one z notesu wykreślone, a dokładniej oznaczone zielonym "ptaszkiem". Daje nam to pewność, że kolejne czynności, nowe cele zostały przez nas osiągnięte, co wprowadza do gry pełnej wyzwań, pewną klarowność.
Zagadki przedmiotowe największym w niej wyzwaniem
Bo chcemy czy nie, recenzowany przeze mnie tytuł to przygodówka, która wszelakiej maści wyzwaniami stoi. Choć nie jest to gierka zbyt wymagająca pod względem zagadek logicznych, do których sensowne rozwiązanie z pewnością znajdziemy, to zagadki przedmiotowe i ich umiejscowienie w czasie i przestrzeni, może być dla graczy sporym wyzwaniem.
Whirlight - No Time To Trip opiera się na zagadkach przedmiotowych, czyli klasycznym zbieraniu i kombinowaniu gdzie i kiedy ich użyć. To kiedy ma tu jednak większe znaczenie, bowiem gra studia imaginarylab bazuje na zadaniach, które można, a nawet trzeba robić zmieniając czas, uzależniając działania od pory dnia i nocy, ale również od samej podróży w czasie. Wiele czynności wykonany bowiem jedynie wtedy gdy przejdziemy od rana do wieczora, bądź nocy. Tylko o takich porach dnia znajdziemy istotne przedmioty, tylko wtedy natkniemy się na potrzebną nam do popchnięcia fabuły do przodu postać.
Wraz z postępem rozgrywki będziemy mogli bawić się czasem mając możliwość zmieniania pory dnia poprzez odwiedzenie kina w miasteczku Verice Bay. Wchodząc rano wyjdziemy z kina późnym popołudniem. Odwiedzając je wieczorem, opuścimy je nocą. Oprócz tego możemy również posłużyć się komputerem w lokum Margaret, by poświęcając czas na granie, w mieście zmieniła się pora dnia na tę przez nas pożądaną. Każda zmiana może odbywać się wiele razy, dosłownie dowolną ją ilość. Oprócz zmiany dnia na jego kolejne fazy, wraz z postępem rozgrywki odbywać będziemy podróż w czasie, do często mocno surrealistycznych, przedziwnych, ale i pełnych humoru i nawiązań miejsc.
O ile zagadki logiczne, jak już nadmieniłam nie są wyzwaniem trudnym, a logicznym i takim, które gdzieś już w grach widzieliśmy, o tyle wędrówka w czasie, i jej uzależnienie działania z przedmiotami i rozmowami, z pewnością może spowodować pewne trudności i przestoje. Mam również pewne zastrzeżenia do minigry z podartą gazetą, czyli układania puzzli, które nie bardzo chciały ze mną współpracować. Okazało się, że kolejne fragmenty należało ułożyć według mnie z nieco przesadzoną precyzją, tak by ani jeden z elementów nie można było przesunąć.
Warto zatem często zapisywać rozgrywkę i mocno kombinować z czasem, przekonując się niejednokrotnie, że postać która czegoś nie chciała zrobić, bądź powiedzieć rano, wieczorem, w nocy, będzi gotowa jest nam pomóc, bądź na odwrót. Podobnie jest z rzeczami porozrzucanymi w kolejnych lokacjach. Tylko zmiana czasu, sprawi że ten czy inny przedmiot będziemy w stanie odnaleźć.
Trzeba w tym miejscu również zaznaczyć, że zmiany to niemal motto tegoż przygodowego projektu. Widać je nie tylko w porach dniach, nowych przedmiotach i innych dialogach, ale również w postępujących w czasie przeobrażeniach jakie zachodzą w miasteczku. Z początku są to drobne modyfikacje, choćby związane z budowaniem sceny na której za jakiś czas odbyć się ma przemówienie. Z czasem Verice Bay zaczyna wyglądać zupełnie inaczej i miejsca odwiedzane przez Hectora w latach 60, nie są już takie same jak te, które mamy okazję eksplorować Margeret w latach 90. Inne sklepy, nieco inaczej wyglądające ulice i tym podobne. Zupełną zmianę doświadczymy dopiero w dalekiej przyszłości, w której rodzinne miasto naszych protagonistów jest już czymś co nie chcieliby w swojej przyszłości oglądać.
Twórcy, i tu chylę przed nimi czoła, zadbali o najmniejsze szczegóły, które sprawiają, że gra tętni życiem, jest mimo surrealizmu, którym jest przesiąknięta, niezwykle wiarogodna, ale równocześnie pomysłowo i pełna humoru.
Ważnym elementem zadaniowej części Whirlight - No Time To Trip są również dialogi, prowadzone z licznymi postaciami, z których każda ma swoją własną historię, wnosi niepowtarzalny wkład w fabułę, a jednokrotnie jest postacią nieoczywistą i zaskakującą.
Uroczy styl graficzny łączący trójwymiar z rysunkiem
Stale zmieniająca się rzeczywistość, wędrówki w czasie i przestrzeni, po wielu lokacjach przyszłości, ale i przeszłości, po zmieniającym się miasteczku naszych protagonistów, obrazowane są poprzez urokliwą grafikę. Ta łączy w sobie elementy grafiki trójwymiarowej z ręcznie rysowaną. Daje to bardzo ciekawy, niezwykle dynamiczny i miły dla oka efekt.
Ciekawie spędza się czas z grą, która zarówno bawi humorem, często sytuacyjnym, jak i cieszy oczy barwną, często wręcz zwariowaną grafiką, z lokacjami od nieco mroczniejszych, jak choćby cyrk, po te niezwykle kolorowe, jak cukierkowa kraina. Ciężko wymienić wszystkie aspekty tej barwnej przygody, która bawi się z graczem nie tylko czasem, ale zmieniającymi się lokacjami, sugerowanymi nie tylko przez sen, ale i hipnozę.
Wraz z przemieszczaniem się w czasie zmienia się nam nie tylko rodzinne miasto growych protagonistów, w którym śledzimy jakby znane nam miejsca, a jednek zupełnie różne. Lokacji jest tak wiele, a w każdej z nich widoczna jest tak duża szczegółowość, że przyjemność z podziwiania ich na ekranie nie maleje, a jest wręcz potęgowana.
Do tego dochodzą ciekawe postaci, która narysowane są w równie intrygujący, często humorystyczny, może nawet nieco przerysowany sposób. W nich, dialogach i sytuacjach uważny gracz dostrzeże również sporo nawiązań do popkultury, co jest miłym urozmaiceniem rozgrywki.
Dobry dubbing, ścieżka dźwiękowa i niestety brak polskiej wersji
Niczego odmówić nie można również bardzo dobrej angielskiej wersji językowej. Dubbing w grze stoi bowiem na wysokim poziomie i dotyczy on zarówno postaci pierwszo planowych, czyli Hectora i Margaret, jak i pobocznych, a tych w grze nie brakuje.
Dojrzały głos aktora wcielającego się w postać naszego wynalazcy pasuje do postaci w jaką się wciela, czyli nie młodego już wynalazcy, nieco zwariowanego i mającego przedziwne pomysły. Jego chrapliwy, a zarazem ciepły głos idealnie wpisuje się w postać, którą da się lubić. Robotę robi również aktorka wcielająca się w pełną wigoru i weny twórczej artystkę. Miły dla oka, pełen intonacji i modulacji głos sprawia, że słuchanie Margaret jest przyjemnym doznaniem, a względem kobiecych głosów w przygodówkach mam spore wymagania.
Whirlight - No Time To Trip to gra dostępna z napisami w wielu językach. Niestety to kolejny tytuł, w który po polsku nie zagramy. Szkoda to wielka, tym bardziej, że tekstu mówionego w tej naprawdę długiej przygodzie jest sporo. Brak polskiej wersji niestety sporo moich Rodaków zniechęca do jej zakupu, przynajmniej w okolicach premiery.
Whirlight - No Time To Trip - podsumowanie recenzji. To była szalona i długa przygoda
Podsumowując Whirlight - No Time To Trip to gra, którą trudno nie porównywać do poprzedniej przygodówki studia imaginarylab, czyli Willy Morgan and the Curse of Bone Town. Mimo tego, że obydwa te tytuły są zbliżone graficznie, i łączy je bardzo podobny początek, w przypadku pierwszej z nich z papierowym samolocikiem, w przypadku drugiej z ślicznym, niebieskim motylem, przygodówki są zdecydowanie różne.
Recenzowana tu przeze mnie opowieść jest o wiele dłuższa, zdecydowanie bardziej złożona, pełna zaskakujących działań i równie niespodziewanych, wręcz szalonych rozwiązań zamkniętych w manewrowaniu z czasem. Znajdziemy w niej wiele zagadek przedmiotowych, które uzależnione zostały, i to bardzo i często, od zmieniającej się pory dnia, bądź wędrówki w czasie. Nie zabrakło również kilku minigier, która stawiają raczej na tradycję w postaci, między innymi, puzzli czy odpowiedniego ustawiania ornamentów przy biurku. Obojętnie co pod względem zadaniowym w grze robimy, twórcy postawili na naszą kreatywność i logiczne myślenia.
Cieszy klasyka rozgrywki, w której omawianą przygodę obsługiwać można za pomocą myszy i jednego kliknięcia, bądź siedząc wygodnie w fotelu, czy na kanapie, kierując postaciami za pomocą pada. Zadawala możliwość kierowania dwoma, jakże różnymi postaciami, i możliwość przedstawiania się między nimi, a także wbudowanie w grę ręcznego zapisu, co na uznaje zawsze ma plus.
Oko raduje przyjemna grafika i mnogość lokacji, którą ubarwia również przyjemna dla ucha, zmieniająca się ścieżka dźwiękowa, która potrafi zbudować klimat, podbijające atmosferę animację, ale i doskonały dubbing.
Niestety lekkiego minusa muszę dać za nazbyt małą ilość slotów na zapisywanie gry, ale i również nieco przekombinowaną zagadkę z puzzlami, których precyzyjność ułożonia moim zdaniem jest zbyt wygórowana. Muszę również ponarzekać na to, że Whirlight - No Time To Trip jest kolejną przygodówką, w której polskich napisów niestety nie uświadczysz.
Tak czy siak zabawa z tą pokręconą, momentami dziwną, ale i zabawną i pełną zadań, bardzo długą jak na obecne przygodowe standardy grą, była świetnym dla mnie doświadczeniem, do którego wrócę, choćby po to, by zdobyć wszystkie osiągnięcia Steam. A trzeba tu zaznaczyć, że jest ich naprawdę wiele. Zachęcam do zagrania w Whirlight - No Time To Trip, szczególnie jeśli jesteście fanami klasyki, a kombinowanie z growymi przedmiotami, nie jest wam obce.
Moja ocena 8/10.
Serdecznie dziękuję imaginarylab i Vsoo Games za udostępnienie gry do recenzji.
Grałam w Whirlight - No Time To Trip na platformie Steam, w wersji na PC.
Zalety:
- Wciągająca fabuła, która nie nudzi;
- Ciekawa kombinacja czasem;
- Pomysłowe zagadki przedmiotowe;
- Ciekawe postaci;
- Możliwość grania dwiema postaciami;
- Świetny dubbing i ścieżka dźwiękowa;
- Miła dla oka grafika;
- Możliwość ręcznego zapisywania rozgrywki;
- Długość gry
Wady:
- Brak polskiej wersji językowej;
- Trochę przesadzona dokładność w zagadce z puzzlami;
- Mogłoby być więcej miejsc na zapisy;
- Momentami może wydawać się zbyt zagmatwana















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz