Niezależna, narracyjna i eksploracyjna przygodówka Forever Ago ma wstępną datę premiery. Twórcy planują jej wydanie jesienią tego roku. Tymczasem prezentując jej zwiastun.
Forever Ago, przygodówka która stworzona została przez studio Third Shift, a jej wydaniem zajęło się Annapurna Interactive ma wstępną datę premiery. W narracyjno-ekspoloracyjną przygodówkę o staruszku, który po tragicznym wydarzeniu w jego życiu rusza w podróż, zagramy tej jesieni. Tymczasem gra, w którą będziemy mieli okazję zagrać również z polskimi napisami, zyskała zwiastun.
Forever Ago, gra o której przez ostatnie lata było dość cicho powróciła do żywych. Tytuł stworzony przez dwóch przyjaciół zyskał ostatnio, pierwszy od sześciu lat zwiastun, zapowiedź gry o marzeniach, wielkiej stracie i równie wiekim żalu, ale także o nadziei i wielkiej przyjaźni.
W grze wcielamy się w staruszka o imieniu Alfred, który po nieoczekiwanej życiowej tragedii postawnaia ruszyć w podróż kamperem, by na północy poszukać odkupienia. Wraz z nim udamy się śladami jego wspomień, uchwyconych za pomoca aparatu, poznamy ciekawe postaci i nowych przyjaciół.
Gra posiada pełną angielską wersję językową - polskie napisy, pozwala na robienie zdjęć za pomocą aparatu Alfreda. Gracz natknie się w niej na zagadki środowiskowe. Rozgrywce towarzyszy oryginalna ścieżka dźwiękowa autorstwa Clarka Abouda (Slay the Spire).
Forever Agobędzie miała swoją premierę jesienią tego roku, na Steam, w wersji na PC, Nintendo Switch 2, PlayStation 5, Xbox Series X|S i Epic Games Store. Dokładniejsza data nie została ogłoszona.
The End of the Sun, rodzima, słowiańska przygodówka w narracyjnym stylu, już wkrótce zadebiutuje na nowej platformie. Znamy datę premiery gry na konsoli PlayStation 5. Debiut już za miesiąc.
Polskie, niezależne studio The End of the Sun Team, odpowiedzialne za przygodową grę eksploracyjną, z łamigłówkami, inspirowaną mitologią słowiańską, grę zatytułowaną The End of the Sun podjęło współpracę z wydawcą konsolowym IMGN.PRO, jednocześnie autorami przygodowego horroru Kholat. Efektem tego będzie wydanie gry, której recenzję oraz poradnik/solucję znajdziecie na blogu, na konsoli PlayStation 5. Autorzy gry podzielili się zwiastunem oraz datą premiery ich projektu na wspomnianej, konsolowej platformie. Ta przewidziana jest na kwiecień. Przy okazji trwającej Wiosnennej Wyprzedaży Steam oraz Wyprzedaży Wiosennej GOG grę można kupić w cenie obniżonej o 40%.
The End of the Sun to przygodówka, o której wielokrotnie pisałam już na blogu, więc wspomnę tylko, że gra która dostępna jest w pełnej polskiej wersji językowej, w rozgrywce "wskaż i kliknij", pozwoli się graczom wcielić się w żercę, który wędrując po pewnej wiosce, i rozpalając ogniska, może podróżować w czasie. Wraz z nim poznajemy historię miłości, magii i mistycznego stworzenia.
The End of the Sun swoja premierę na PlayStation 5 będzie mieć premierę 21 kwietnia 2026 roku. Gra dostępna jest na Steam, GOG, Epic Games Store.
Narracyjna przygodówka, pierwszy rozdział sagi, fabularnej opowieści, która obejmuje równoległe światy, gra zatytułowana Telluria: Forebodings ma swoje miejsce na platformie Steam.
Narracyjna, fabularna opowieść, wchodząca w skład większej sagi, skupiona na opowieści przygodówka "wskaż i kliknij", rozgrywająca się w dwóch różnych rzeczywistościach, to gra, której autorem jest Paolo Roncaglia. Wydaniem gry zatytułowanej Telluria: Forebodings, której wersja demonstracyjna jest dostępna na Steam zajęło się studio Altocorno. Gra nie ma jeszcze daty premiery.
Telluria: Forebodings to przygodówka w pierwszym rozdziale, pierwszy rozdział Sagi Telluria, z dwiema bohaterkami - Annelise z Pierwszego Wieku i Annelise z Trzeciego Wieku. Kobiety połączone są Talizmanem Pirytu, reliktem boskiej mocy, dzięki któremu przekraczać można granicę czasu i przestrzeni. Choć bohaterki dzieli ponad tysiąc lat, ich losy się splatają. Razem walczą, by zapobiec nadejściu Czterech Plag. Ich historię splata starożytna przepowiednia, wciąż czekająca na jej rozwikłanie, na jej poznanie. Dotyczy ona awatara starożytnej Bogini, która sprzeciwi się przepowiedni, doprowadzając świat do zagłady.
W pierwszym rozdziale wkraczamy do równoległych światów, wędrujemy po Pierwszej Erze, poznajemy świat mitów i mocy. Poznajemy również Trzecią Erę, w której żyje społeczeństwo sterowane przez maszyny i otępiałe przez amnezję. Gracz będzie mógł przełączać się między tymi dwoma światami. Odkryjemy również moc Talizmanu Pirytu, który splata rzeczywistość, pozwala na zdalne widzenie w czasie i leczy duchowe blizny. Zmierzymy się z cieniem związanymi z przeczuciami, ciemnością i starożytnymi wrogami i wiele więcej.
Przygodówka nie posiada dialogów mówionych. Dostępna jest w wersji angielskiej i włoskiej, z napisami. Nie zagramy w nią po polsku.
Premiera Telluria: Forebodings ma nastąpić na platformie Steam, na PC. Data debiutu nie została ogłoszona. Jej demo, w formie prologu dostępne jest na platformie Steam.
Mixtape, narracyjna, muzyczna przygodówka o ostatniej nocy szkoły średniej ma oficjalną, majową datę premiery, które potwierdzona została premierowym zwiastunem.
Przygodowa, narracyjna opowieść, w której muzyka, a dokładnie lista nagrań na kasecie jest istotą rozgrywki, zatytułowana Mixtape zyskała oficjalną datę premiery. W tytuł stworzony przez studio Beethoven and Dinosaur, którego wydaniem zajęło się Annapurna Interactive, mające w swym portfolio wiele ciekawych przygodówek, zagramy w pierwszym tygodniu maja. Jednocześnie wydawca podzielił się nowym, premierowym jej zwiastunem.
Mixtapeto gra o której na blogu już wspominałam, pozwalająca przenieść się graczom w czasy kiedy nie było dostępu do szybkiego Internetu i streamingu, a młodzież spędzała czas przy muzyce nagranej na kasecie magnetofonowej. W grze wcielamy się w grupkę przyjaciół, spędzających ostatnią noc szkoły średniej. Wraz z nimi posłuchamy świetnie dobranych kawałków muzycznych z tamtej epoki, które pozwolą przenieść się we wspomnienia.
Bohaterami gry jest trójka przyjaciół, którzy w drodze na ostatnią wspólną imprezę, dzięki perfekcyjnie dobranej playliście zostają wciągnieci w oniryczne rekonstrukcje ich uformowanych wspomnień. Wraz z nimi będziemy przeżywać różnorodne narracyjne miniseriale, eksplorować kluczowe momenty, które ich ukształtowały. Gracze zanurzą się w krainę nastolatków jażdżąc na deskorolce, robiąc zdjęcia, włócząc się godzinami po opuszczonym parku rozrywki, odbijając piłki baseballowe, czy uczestnicząc w pokazie fajerwerków z tylnego siedzenia samochodu.
Gra stworzona została przez studio odpowiedzialne za nagrodzoną nagrodą BAFTA grę The Artful Escape. Ich nowy tytuł czerpie inspirację z klasycznych filmów o dorastaniu, łącząc w sobie nostalgiczną bezcelowość, psoty, muzykę, wzloty i upadki okresu dojrzewania oraz słodko-gorzkie uczucia, które towarzyszą dorastaniu i związanym z nim przemianom.
W grze wykorzystano muzykę takich artystów jak DEVO, Roxy Music, Lush, The Smashing Pumpkins, Iggy Pop, Siouxsie and the Banshees, Joy Division, the Cure i wielu innych.
Mixtape będzie miała swoją premierę na Steam, na PC, Epic Games Store, PlayStation 5 i Xbox Series X|S 7 maja 2026 roku, w pełnej angielskiej wersji językowej, z polskimi napisami.
W tym tygodniu Epic Games Store rozdaje dwie gry i każda z nich to gra przygodowa, choć w zupełnie innym klimacie. Do odebrania przez siedem dni Nobody Wants to Die i The Darkside Detective A Fumble in the Dark.
Nowy tydzień i nowe rozdawania w Epic Games Store. Tym razem do odebrania dwie gry, i to dwie przygodówki. Do przyszłego czwartku możliwe jest dodanie do swojej biblioteki na owej platformie growej narracyjnej gry przygodowej w formie symulatora chodzenia, w cyberpunkowym stylu, zatytułowanej Nobody Wants to Die oraz komediowej przygodówki The Darkside Detective: A Fumble in the Dark, będącej kontynuacją The Darkside Detective, którą mogliśmy odbierać, także za darmo, również za pośrednictwem Epica, jakiś czas temu. Gra będzie miała także część trzecią, która nosi tytuł The Darkside Detective: Backside of the Moon.
Nobody Wants to Die to przygodówka w cybepunkowym stylu noir, w rozgrywce stawiającej na narrację i rozgrywkę w stylu symulatora, gra z przeznaczeniem dla dorosłych graczy, w której przenosimy się w odległą przyszłość. Wkraczamy do Nowego Jorku roku 2329, gdzie nieśmiertelność nie jest już niczym dziwnym, ale ma swoją cenę. W grze wcielamy się w detektywa Jamesa Karrę, który ściga seryjnego mordercę, który morduje ludzi z elit.
Gra jest tytułem stworzonym przez polskie studio Critical Hit Games. Jej wydaniem zajęło się studio PLAION i jest to tytuł dostępny w pełnej angielskiej wersji językowej, z polskimi napisami.
The Darkside Detective A Fumble in the Dark to jak wspominałam kontynuacja dobrze przyjętej, retro pikselowej przygodówki detektywistycznej w komediowym stylu. Jest to gra "wskaż i kliknij", której akacji rozgrywa się zaraz po wydarzeniach z The Darkside Detective. Przenosimy się w niej do miasteczka Twin Lakes, nawiedzonego przez zjawiska paranormalne, by jako detektyw Francis McQueen oraz jego asystent, Patrick Dooley z Dywizji Darkside, specjalnego departamentu policji zmierzyć się z nieznanym. W tej części będziemy ratować ratować towarzysza, wciągniętego do innego wymiaru. Do zbadania będzie sześć paranormalnych spraw.
Gra stworzona jest przez niezależne studio Spooky Doorway, nie posiada dialogów głosowych i nie jest dostępna z polskimi napisami.
Obydwie gry dodawać można do swojej biblioteki od czwartku, 12 do czwartku 19 lutego 2026 roku, do godziny 17-tej.
Przygodowa gra eksploracyjna, w narracyjnym stylu, stworzona z kukiełek, metariału i tektury, gra zrealizowana w animacji poklatkowej, zatytułowana Harold Halibut to kolejny darmowy tytuł w Amazon Luna.
W styczniowym zestawia darmowych tytulów w Amazon Lunaznalazła się również przygodówka. Grą, którą mogą pobrać za darmo i dodawać do biblioteki GOG posiadacze subskrypcji Prime Video, która niedawno zmieniła cenę, jest przygodówka "wskaż i kliknij" w narracyjno-eksploracyjnym stylu, zatytułowana Harold Halibut. Gra swoją premierę mialoa w kwietniu 2024 roku i jest grą stworzoną i wydaną dzięki studiu Slow Bros.
Harold Halibut to gra stworzona ręcznie, w lalkowym stylu, która przenosi graczy na statek kosmiczny, który już 250 lat temu oddalił się od Ziemi, planety stojącej na progu zimnej wojny. Ludzkość szuka zatem nowego miejsca na innej, bezpiecznej planecie, nowego domu do osiedlenia i przetrwania. Statek w łukowatym kształcie, na którym rozgrywa się akcja tej gry zatrzymał się i zanużył pod wodę i za nic nie można go ruszyć.
W grze wcielamy się w tytułowego Harolda Halibuta, laboratoryjnego asystenta głównej naukowczyni statku FEDORA, niejakiej Jeanne Mareaux. Przebywający pod wodą statek kosmiczny stoi w miejscu, i choć większość mieszkańców czuje się pogodzona ze swym losem, niestrudzona naukowczyni stara się coś z tym zrobić. Niedługo później spotkanie jakie doświadcza Harold staje się kluczem do urzeczywistnienia planów ruszenia FEDORY.
Przygodówka Harold Halibut jest klasycznym tytułem point-and-click, dostępnym w pełnej angielskiej wersji językowej, bez polskich napisów.
Gra jest darmowa w Amazon Luna, klucz aktywowany na GOG.
Na Steam udostępniona została wersja demonstracyjna klimatycznej przygodówki "wskaż i kliknij", zatytułowanej The Tragedy at Deer Creek, przedstawiającej smutną historię pewnej rodziny drwali.
Na platformie Steam można pobrać już i sprawdzić demo nastawionej na emocje, przygodowej, tajemniczej opowieści, w której pewna fotografka odkrywa smutną historię rodziny drwali. Gra zatytułowana The Tragedy at Deer Creek, stworzona i wydana dzięki studiu Sparrowland, swoją premierę ma mieć jeszcze w tym roku. Jest to debiutanckie dzieło dwóch braci. Zanim gra otrzyma dokładną datę premiery i będzie możliwa do zagrania w całości, można ją dodawać do swojej listy życzeń, i przetestować we fragmencie z rozgrywki.
W grze The Tragedy at Deer Creek, o której miałam przyjemność wspominać już na blogu, wcielamy się w fotografkę Charlotte Gray, która na Alesce, w odległym i opuszczonym obozie drwali próbuje dokończyć swój najnowszy projekt, pod tytułem "Forgotten Frontiers". Spodziewając się odnaleźć dotknięte czasem pozostałości po amerykańskich rodzinach, odnajduje miejsce, dziwnie zamrożone w czasie, skrywające liczne tajemnice i tragedię która dotknęła Deer Creej i jego mieszkańców.
Premiera gry planowana jest na pierwsze miesiące 2026 roku. Twórcy planują wstępną datę na marzec.
Serdecznie zapraszam do lektury kolejnej mojej recenzji, która właśnie zagościła na blogu. Tym razem przygodowa, narracyjna, psychologiczna i detektywistyczna gra w stylu noir, zatytułowana The Last Case of John Morley. Miłej lektury!
Wszyscy, którzy choć troszkę mnie znają wiedzą, że gry detektywistyczne, szczególnie te nastawione na dogłębniejsze, często powolne poznawanie fabuły, na odkrywanie szczątków tajemnicy, oparte na szukaniu poszlak i łączeniu faktów, są przeze mnie bardzo mile widziane. Cenię sobie niezwykle serię Sherlock Holmes od Frogwares. Mam w swoim growym dorobku sporo gier z serii Agatha Christie. Dlatego też gdy tylko w zapowiedziach pojawił się tytuł, który utrzymano w podobnym klimacie, a klimat owej przygodówki wydawał się stawiać na narrację i rodzinne sekrety, gra pod tytułem The Last Case of John Morley, wydała mi się godna dogłębiejszego, pełnego jej poznania.
Co powiecie zatem na przygodówkę narracyjną, opowieść w eksploracyjnym, tajemniczym stylu, utrzymaną w klimatach detektywistycznym w stylu noir? Grę do której całościowego miksu gatunkowego dodano nieco atmosfery psychologicznego thrillera, uwięzienia w matni swego własnego umysłu, który kreować może wszystko to co istnieje, ale istnieć wcale nie musi? Jeśli połączymy wszystkie te mniej czy bardziej subtelne składniki to wyjdzie nam przygodówka, która stawi na klimat, na poznawanie, odkrywanie i styl znany już graczom z innych produkcji tegoż studia.The Last Case of John Morley to bowiem gra niewielkiego Indigo Studios - Interactive Stories, które ma na swoim koncie kilka innych gier, w których twórcy postawili głównie na opowieść, nie ma elementy akcji, odrobili też pewne lekcje. Ale po kolei....
Historia, którą twórcy, wraz z wydawcą, a jest nim studio JanduSoft opowiedzieli, przenosi gracza w lata czterdzieste ubiegłego wieku, pozwalając wcielić się w tytułowego detektywa Johna Morleya, mężczyznę którego dręczy przeszłość i koszmary, a kolejne dochodzenie sprowadza na niego cierpienie i konieczność długiego pobytu w szpitalu.
Poznajemy go jak budzi się w sali szpitalnej, w dniu swojego z niego wypisu, z potwornego koszmaru, w którym ucieka lasem przed domniemanym potworem. Szybko dowiadujemy się, że jego sekretarka, do której żywił uczucia odeszła, nie tylko z pracy, ale i z jego życiowych planów, a jego agencja detektywistyczna nie stoi najlepiej. Okazuje się jednak, że jest szansa na podreperowanie finansów i tak zwane wyjście na prostą.
Tą okazją jest przyjęcie zadania, jakie zleca detektywowi angielska hrabina Lady Fordside. Chce by Morley zajął się nierozwiązaną do tej pory sprawą zabójstwa jej córki, Elody. Mordu dokonano w rodzinnej posiadłości, dwadzieścia lat temu. Policja schwytała, jak sądzi hrabina, niesłusznie oskarżonych o tę zbrodnię włamywaczy, sądząc jednocześnie, że zabójca wciąż jest na wolności. Przyjrzenie się starej sprawie sprzed lat staje się dla spłukanego Johna wielką okazją, zważywszy, że matka zamordowanej oferuje za wyjaśnienie zagadki mordu ukochanej córki, wyjątkową wysoką zapłatę.
Przyjmując zdawałaby kolejną typową sprawę, choć zamkniętą w czasie, Morley staje twarzą w twarz z przeszłością, która jak się wkrótce przekona, dotyczy nie tylko rodziny Fordside. Na wierzch wychodzą bolesne prawdy, które miałaby być na wieczność schowane w przeszłości.
Zaczynając eksplorację w posiadłości, opowieść wydaje się być bardzo sztampowa, bardzo zwykła i bardzo w klimacie wielu dobrze graczom znanych gier przygodowych. Ot mamy detektywa z pewnymi problemami, który jakieś osiągnięcia w swojej pracy ma, i który zwyczajnie stara się dobrze wykonać swoje zadanie, i otrzymać za nie zapłatę. Ale historia, która może momentami, szczególnie w pierwszej części, tej we wspomnianej rezydencji, w której wszystko jest na miejscu, takie jak w dniu zabójstwa, dwadzieścia lat temu, wydawać się absurdalna, ma drugie dno.
Autorzy zechcieli bowiem postawić w swoim projekcie, trochę w nawiązaniu do ich poprzedniego projektu Portrait of a Torn, z którego wrażenia z demo znajdziecie na blogu, nie tylko na aspekt detektywistyczny, moralny i ludzki, ale i na elementy psychologiczne. Znalazło się tu również miejsce dla ezoteryki, w tym Tarota. Gra porusza tematykę chorób psychicznych i uwięzienia we własnym umyśle, który może zniewalać, ale i kreować. Dla wielu z nas zaskakujący koniec opowieści, powoduje, że historia i wszystkie jej abursy i absurdziki nabierają większego sensu, wydając się bardziej logiczne i bardziej celowe.
The Last Case of John Morley to jak już wspomniałam czwarty projekt tego niewielkiego studia, które z każdym kolejnym tytułem, a nie wydaje się, by ta gra miała być ostatnią, czuje się w przygodowym gatunku coraz lepiej, i poprawia to co poprawienia wymaga. Choć recenzowana przeze mnie przygodówka nie obyła się bez pewnych niedociągnięć, w tym błędów w polskim tłumaczeniu, zmian w barwie głosu hrabiny i protagonisty, czy nie pojawiającego się tekstu na ekranie, całościowo jest wyraźnie lepiej.
Rozgrywkowo tytuł ów stawia na eksplorację, którą można, no może poza kilkoma momentami, prowadzić we własnym, dość spokojnym i wyraźnie narracyjnym stylu. Narracja w grze jest mocno widoczna, i ma ona na celu podkreślenie klimatu noir, którym ów tytuł przesiąknął. Kolejne rozdziały przygodowego śledztwa rozpoczynają się od kwiecistych tekstów, opisujących nie tylko kolejny etap śledztwa, ale i stan emocjonalny naszego protagonisty. On sam komentuje swoje położenie i to co widzi, na co trafia, w dość wymowny sposób, wyrzucając z siebie potok słów, tym samym mocno nawiązując do kryminałów lat czterdziestych.
The Last Case of John Morley to gra obsługiwana za pomocą klawiszów WSAD, z automatycznym zapisem, którego ja w przygodówkach nie pochwalam. Należy zatem pilnować by wyjść z gry po jej wcześniejszym zapisaniu. W pzreciwnym razie czeka nas powtórzenie jej fragmentu.
W grze wbudowano rodzaj dziennika, który mimo wszystko stanowi jedynie sposób informacji, a nie pomocy. Znajdziemy w nim postaci, na jakie natkniemy się w rozgrywce oraz kwestie dotyczące samej sprawy. Notatnik ów pozwala na przejrzenie kluczowych wskazówek sprawy jaką prowadzimy, ale nie daje możliwości wejrzenia z notatki. W grze, w której musimy odnajdywać kolejne szyfry do kłódek, często nieco oddalonych od miejsc znalezienia podpowiedzi, niemożność taka sprawia, że musimy prowadzić własne, zeszytowe notatki, albo posługiwać się zrzutami z ekranu. Myślę, że w detektywistycznej przygodówce, skoro już jakiś dziennik się tu znajduje, taki element byłby bardzo pożądany, wręcz wskazany.
The Last Case of John Morley to tytuł postaciowo, dialogowo dość ubogi. Tak właściwie rozgrywkę prowadzimy tylko naszym protagonistą, a jedynymi rozmówcami są hrabina Lady Margaret Fordside i pielęgniarka Beth Kelley. Dialogi z jakimi mamy do czynienia w dalszej części rozgrywki zamknięte są we wspomnieniach i odkryciach śledczych oraz nagraniach. Stanowią one element zadaniowej części gry i choć nie są zbyt skomplikowane, bo koncentrują się jedynie na klikaniu podświetlanych na zielono miejsc, nadają grze klimatu, i zagadkowości, i moim zdaniem prezentują się całkiem klimatycznie.
Choć wymienione przeze mnie dochodzenia, nie można nazwać zagadkami, bo nie wymagają one wytężania szarych komórek, a jedynie obserwacji i eksploracji, czyli growej uwagi, zadań typowo przydowych znajdziemy tu trochę. Nie brakuje zagadek przedmiotowych, czyli odnajdywania, podnoszenia i używania zebranych rzeczy, które nie trafiają do ekwipunku, bo takowego tu nie ma, a używane są automatycznie. Są i pewne mini-gry, w których odpowiednio ustawiamy popiersia, czy obrazy. Naszym zadaniem jest również odnajdywanie szyfrów do kłódek, a następnie otwieranie sobie przejść do nowych obszarów.
Spora część rozgrywki to eksploracja, odnajdywanie listów, dzienników, książek i nagrań, i to przede wszystkim w nocy. Do dyspozycji jest, ale jedynie w posiadłości, lampa, którą uruchamiamy za pomocą klawisza "F", bądź kółka myszy. Wspomniane źródło światła dostępne jest tylko w posiadłości, na kolejnym etapie w zakładzie psychiatrycznym już niestety nie, co dla mnie nie jest do końca zrozumiałe. Wiele pomieszczeń, właśnie w szpitalu jest na tyle ciemnych, że kompletnie nic w nich nie widać.
Wizualnie recenzowany przeze mnie projekt przedstawia się całkiem porządnie. Posiadłość z wielkim, oświetlonym drzewem, pokojami w którym wiszą moczne obrazy Elody. Pomieszczenia ubarwiane dochodzeniami, czyli wizualiami w błyszczącym zielonym kolorze, są bardzo przyjemne dla oka. Na nieco inny obraz, bardziej mroczny i bardziej dołujący natkniemy się w szpitalu psychiatrycznym, w szczególności w piwnicach z celami. Mroczne miejsca, z momentami lekkiego przestrachu, związanymi z tajemniczą, brodatą postacią z nożem, nadają rozgrywce atmosfery tajemnicy, ale nie typowej dla grozy.
The Last Case of John Morley nie jest bowiem horrorem, nie jest grą w której, poza jednym momentem, w którym musimy się schować, należy czegoś się obawiać, co mnie osobiście bardzo zadawala, i niezmiernie cieszy. Jedynym co może wprawiać gracza w lekki niepokój, i wprawiało mnie osobiście w momenty przestrachu, są dźwięki otoczenia. Do naszych uszu dochodzić będą bardzo niepokojące brzmienia stukotu, działającej gdzieś w pustym przecież szpitalu windy, dziwnych pisków i tym podobnych.
Tym co może się w opisywanym przeze mnie tytule podobać, poza narracją, która potrafi zaciekawić i miłą dla oka, klimatyczną grafiką, jest ścieżka muzyczna. Ta przywodzi na myśl stare kryminały i styl opowieści detektywistycznym w ich najczystszej, klimatycznej postaci. Muzyka potrafi dodać grze klimatu, potrafi także zatrzymać na nieco dłuższy moment, kazać przystanąć w grze i wsłuchać się w przyjemną dla ucha, melancholijną nutę.
Cieszy również polska wersja językowa w postaci napisów. Indigo Studios - Interactive Stories to niewielkie studio, które stara się trafiać swoimi grami do większej ilości graczy wydając je w wielu wersjach językowych. Wśród nich jest także polska lokalizacja.
Wspominałam, że twórcy odrobili lekcję i w swoich projektach postarali się coś naprawić. W The Last Case of John Morley zdecydowanie, względem wspomnianego już Portrait of a Torn, w którą to grę po polsku zwyczajnie nie dało się grać, z powodu niedopasowania tekstu do faktycznych dialogów, poprawiono polskie tłumaczenia. Choć gra nie uniknęła błędów w postaci literówek, niewłaściwej formy budowania zdań, błędów stylistycznych i małych braków w tłumaczeniu, to ojczysta lokalizacja, gry w pełnej, i muszę tu zaznaczyć całkiem dobrej angielskiej wersji głosowej, jest na tyle poprawna, by swobodnie poruszać się po opowieści, rozumiejąc jej sens.
Podsumowując, The Last Case of John Morley, kolejne przygodowe dzieło niewielkiego studia, które jak widać nie zamierza się poddawać, i wciąż tworzy swoje projekty, stale je ulepszając i wyciągając lekcje z niedociągnięć, to całkiem ciekawa przygodówka, która może być doskonałą odskocznią od dużych i wyczekiwanych tytułów.
Krótki czas rozgrywki, który przewidziano na około 3-4 godziny, proste zagadki, klimat i eksploracyjno-narracyjna rozgrywka w liniowej formie mogą być dobrym powodem do sprawdzenia owego tytułu także przez graczy, którzy z przygodówkami, szczególnie o tematyce detektywistycznej, nie są "za pan brat". Recenzowany przeze mnie tytuł nie wymaga od grającego zbytniego wysilania umysłu, a i potrafi również w jakiś sposób poprowadzić za rączkę, no i nie jest grą drogą.
Na plus również miła dla oka, i podkręcająca klimat grafika, świetna ścieżka muzyczna, którą przyjemnie się słucha, często zatrzymując na dłuższą chwilę, by się nię podelektować, a także całkiem udany angielski dubbing.
Cieszy również polska wersja językowa, która choć nie uniknęła błędów i niedoróbek, jest o niebo lepsza niż w poprzedniej grze tegoż studia, w której coś wyraźnie poszło nie tak.
Trochę smuci brak ręcznego sposobu zapisywania rozgrywki, który ułatwiłaby wracanie do pewnych momentów zabawy. W grę powinien być również wbudowany klasyczny notatnik, bądź dziennik. Jak zwał, tak zwał, ale notatki ułatwiłyby wgląd w szyfry, które należy w grze zbierać. Mógłby również nadać temu dziełu jeszcze więcej klimatu kryminałów z starym stylu.