Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paradokument. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paradokument. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 października 2024

Paranormalne doświadczenia (Hounted) - recenzja. Historie o duchach inspirowane prawdziwymi wydarzeniami

Paranormalne doświadczenia (Hounted) - recenzja. Historie o duchach inspirowane prawdziwymi wydarzeniami

Paranormalne doświadczenia (Hounted), historie o duchach inspirowane prawdziwymi wydarzeniami – recenzja oryginalnego serialu Netflixa. Zapraszam do lektury! 

Kontynuuję październikowy, przed halloweenowy filmowy cykl,  pozostając w klimacie horrorów, które co corocznie wkraczają na Netflixa. Oferta owej platformy streamingowej w kwestii filmów i seriali grozy wciąż się powiększa, wiele filmów niestety niczym dobrym pochwalić się nie może, choć kilka z nich zdecydowanie można polecić. Są wśród nich dwie ekranizacje prozy Kinga  – 1922 i Gra Geralda, klimatyczne i poetyckie  I Am the Pretty Thing That Lives in the House, a serialową ucztę oferuje niedawna premiera Nawiedzonego Domu na Wzgórzu.

Przeczytaj również: 

Dziś jednak pragnę Wam przedstawić nieco inną produkcję Netflixa, utrzymaną w atmosferze grozy, która z różnym skutkiem stara się połączyć dokument z fabularnym obrazem. Paranormalne doświadczenia (Hounted) zabierają widzów w serialową, sześcioodcinkową podróż po rzekomo prawdziwych wspomnieniach związanych z nawiedzeniami, nadprzyrodzonymi istotami świata duchowego i nie tylko.

Każdy odcinek zaczyna się tak samo. Do olbrzymiego, oświetlonego nikłym światłem lamp i świeć pokoju, wchodzi narrator, który zasiadając w przepastnym, skórzanym fotelu opowiada zebranej tu rodzinie, przyjaciołom lub osobom z historią związanym, przerażającą opowieść z dzieciństwa, w której jawią się prześladowania przez demony, okrucieństwo rodziców a nawet porwanie przez UFO. Skrywane przez lata, dramatyczne wydarzenia okraszane są łzami, zarówno naszych bohaterów, jak i zebranych świadków. Narracyjną opowieść przeplatają fragmenty filmu, w którym aktorzy, w mniej lub bardziej wiarygodny sposób próbują przybliżyć wstrząsające wspomnienia. My jako widzowi tego przedziwnego serialowego spektaklu jesteśmy nieco zmuszani w to, by wierzyć iż historie są tu autentyczne, co jest tu w przypadku każdego odcinka bardzo podkreślane.

Problem w tym, że choć wielu z nas wierzy w życie pozagrobowe czy choćby przyjmuje do wiadomości istnienie bytów z nie z tego świata, to w wiarygodność serialowych opowieści uwierzyć jest niezwykle trudno. A to dlatego, że większość z nich jest tak przesadzona, ubarwiona taką ilością absurdu, brutalności i fantasy, że nie wydaje się być prawdziwa.

Dramatyczne życie dzieci żyjących w domu, w którym psychopatyczny ojciec morderca to nawiedzony przez demona oprawca czy ducha z nagrobka pałającego uczuciem do młodej dziewczyny lub historia kobiety, która jako dziecko została porwana i okrutny sposób badana przez UFO,  wydają się być wyssane z palca.

Oryginalna serialowa produkcja Netflixa próbuje straszyć, powielając wszystkie już widziane w horrorach elementy, od demona kobiety pełzającej po podłodze niczym Samara z The Ring, po klasyczne jump scary, także z dziećmi, bowiem te chyba najbardziej wpływają na mniej odpornego emocjonalnie widza.

Prosta horrorowata konstrukcja, wyolbrzymiona i przesadzona, budowana jest bardzo charakterystycznym dla tego gatunku oświetleniem. Większość scen rozgrywa się w półmroku, w świetle świec wydłużających ludzkie cienie do niewiarygodnych, karykaturalnych obrazów. Klimat buduje także udźwiękowienie i przyzwoita linia melodyczna, która jakby na to nie patrzeć jest istotą produkcji grozy, gdyż umiejętnie ów nastrój podkręca.

Serial Paranormalne doświadczenia (Hounted) usiłuje straszyć nie tylko duchami, zjawami, demonami i tym podobnymi istotami, ale wpływać na nasze emocje poprzez smutne, ba…dramatyczne historie z dzieciństwa, obrazując w dość jednoznaczny i dobitny sposób piekło, jakie przechodzili bohaterowie opowieści. Problem w tym, że mimo ciągłego powtarzania nam, iż wydarzenia są prawdziwe, nie jesteśmy w stanie przyjąć tego do wiadomości. Trudno się utożsamić z choćby z jednym z protagonistów opowieści. Niewidzialna ściana blokuje nasze emocje, a średnie aktorstwo nie pozwala je w odpowiednim momencie wyzwolić.

W tych okolicznościach Paranormalne doświadczenia (Hounted) jawi się jako paradokumentalny cykl wpisujący się w nurt produkcji, które serwuje nam telewizja i zdecydowanie nie jest do dobry kierunek, którym Netflix powinien podążać. Ot typowe historie o duchach, które krążą gdzieś wśród nas rozsiewane pocztą pantoflową, opowiadane zwykle wieczorami dla podkręcenia atmosfery. Zdecydowanie nic, co miałoby Was zachwycić. Jednak jeśli lubicie taki rodzaj filmowej rozrywki to czemu nie.

 Moja ocena 5/10.

Serial Paranormalne doświadczenia dostępny jest na Netflix w trzech sezonach.

poniedziałek, 28 października 2024

28 dni grozy, eksperyment ze zjawiskami paranormalnymi od Netflix. Moja wrażenia z dokumentu

28 dni grozy, eksperyment ze zjawiskami paranormalnymi od Netflix. Moja wrażenia z dokumentu

28 dni grozy, recenzja serialu dokumentalnego o zjawiskach paranormalnych od platformy Netflix. Miało być strasznie, ale niestety nie było! 

Halloween, a przede wszystkim Święto Zmarłych i dni zaduszne to dobry czas na zmierzenie się ze światem, którego nie znamy, a który fascynuje wielu i równie wielu stara się go zbadać. Mowa tu o miejscu poza naszą rzeczywistością, o świecie duchów, które czasami, tak przynajmniej twierdzą niektórzy, materializują się również w naszej, ludzkiej i ziemskiej rzeczywistości. Klimat zjawisk nadprzyrodzonych, paranormalnych fascynuje twórców zarówno filmowych, jaki i growych. Znajdziemy go także na platformie Netflix, która 21 października 2022 udostępniła serial dokumentalny, a właściwie paradokument będący pewnym, z założenia, ciekawym eksperymentem, ale tylko teoretycznie i tylko na papierze. 

Może zainteresuje Cię także:

Serial nosi tytuł 28 dni grozy i jest amerykańskim dokumentem, który skupia się na zadaniu przetrwania tytułowych dwudziestu ośmiu dni w najbardziej nawiedzonych miejscach w Stanach Zjednoczonych. Eksperyment miał na celu potwierdzenie lub odrzucenie teorii Eda i Lorreaine Warrenów, którzy twierdzili, że im dłużej przebywa się w miejscu z nadprzyrodzonymi siłami, tym mocniej i bardziej destruktywnie złe moce i demony działają one na ludzi. Wtedy także otwiera się portal łączący świat duchów z ludzkim. Warrenowi to małżeństwo zajmujące się zjawiskami paranormalnymi, duchami, demonami i opętaniami, para już nieżyjąca, której spuściznę przejął ich zięć, uczestniczący w opisywanym przeze mnie eksperymencie. Wspomniane małżeństwo to także bohaterowie serii Obecność.

W dokumencie 28 dni grozy, który został podzielony na 6 odcinków, każdy po około 30 minut, poznajemy trzy grupy badawcze, które udają się w trzy różne miejsca. Wśród nich znajdują się osoby będące medium, demonolodzy i ludzie fascynujące się zjawiskami nadprzyrodzonymi. Przybywają one do nawiedzonych domów w Connecticut, w Karolinie Północnej i Kolorado. Tam odcięci od telefonów, bez kontaktu z rodzinami i bliskimi, mieszkają przez prawie miesiąc poznając i na własnej skórze doświadczając kontaktów z duchami. Poznajmy ich, i ich historie i spotkania z duchami i innymi siłami w zajeździe Lumber Baron w Denver w Colorado, w sklepie w Madison w Karolinie Północnej oraz zajeździe Kapitana Granta w Preston w Connecticut

Przy okazji widzowie uczestniczą w badaniu i odkrywaniu nierozwiązanej sprawy morderstwa dwóch młodych kobiet, z którymi medium ma kontakt, poznają dziwne zabójstwo całej rodziny w latach dwudziestych ubiegłego wieku, a także pewną tajemnicę. Klimat mają budować urządzenia wykorzystywane przez ekipy badaczy, wykorzystywane przez badaczy zjawisk paranormalnych, a także momenty kręcone w ciemności, przy użyciu kamery noktowizyjnej. Jednak mają…. to dobre słowo, bo i te elementy atmosfery grozy nie budują, ba, nawet jej nie dotykają. Co jakiś czas siedzimy w pełnej ciszy, którą zaburzają jakieś dźwięki, czy szmery (hm...ja jak zwykle niewiele słyszałam). Klimat podkręca także muzyka o odpowiednim wymiarze. Strach mają wzbudzać, ale tego nie robią, momenty łączenia się z duchami przez medium, które twierdzi, że coś złapało je za nogę, stoi obok nich, patrzy się, czy też trzyma za głowę. Może tak jest, z tym, że trudno w to uwierzyć. 

I wszystko byłoby super ciekawie i w klimacie jaki lubię, problem w tym, że coś co miało być naprawdę, co na papierze miało potwierdzać kontakt z duchami, pokazywać wielkie moce jakie drzemią w ludziach, w zdolnościach medium, w owym serialowym dokumencie stało się sztuczne, dziwaczne, a nawet momentami śmieszne. Mamy nieodparte wrażenie, że jesteśmy świadkami kiepskiego aktorstwa, w które nie sposób uwierzyć. A nie są to aktorzy, a ludzie faktycznie zajmujący się zjawiskami nadprzyrodzonymi, łowcy duchów oraz prawdziwe medium. Serial ani na moment nie przeraża, nie wzbudza nawet gęsiej skórki, nie pobudza wyobraźni, nie zadaje pytań i nie przybliża nam świata astralnego, drugiej, nie poznanej jak do tej pory strony. Na dodatek łączenie się z prowadzącymi eksperyment, w tym z zięciem Warrenów, o nazwisku Tony Spera, tę sztuczność inscenizacji, jaką jest 28 dni grozy, jeszcze bardziej podkręca. 

Co z tego, że w kolejnych odcinkach medium doświadcza pierwszej wizji, że inny zespół słyszy jakieś głosy, a zagadkowy tunel i historie zamordowanych kobiet wydają się intrygujące, skoro traktowane są pobieżnie, emocji przy tym nie ma żadnych, a klimat grozy rozwiewa się niemal natychmiast. Kolejne spotkania z duchami, a nawet demonami, które starają się opętać jednego z uczestników eksperymentu, czy z mroczną siłą, która zmuszała do mordów i więzi inne dusze, niczego do opowieści grozy nie wnosi. Oglądamy po prostu zwykłą mroczną bajeczkę dla dzieci, w którą nikt, a szczególnie miłośnicy zjawisk paranormalnych uwierzyć nie mogą, a nawet nie powinni. 

Podsumowując serial został bardzo źle przyjęty nie tylko przeze mnie, ale i przez wiele widzów, którzy podobnie jak i ja, nie potraktowali go poważnie. Widząc zapowiedzi tego dokumentu miałam nadzieję, liczyłam na ciekawą opowieść ze sporym dreszczykiem emocji, a tymczasem dostałam kiepski przedsmak horroru, bez wyrazu, polotu i… bez strachu. Można go obejrzeć z nudów, można zobaczyć z ciekawości, albo przynajmniej z okazji trwającego Halloween, tudzież Zaduszek. Można, ale zdecydowanie nie trzeba.

Moja ocena 5/10. 

Paradokument w formie eksperymentu 28 dni grozy do obejrzenia na Netflix.

Moje spotkanie ze złem, recenzja paradokumentu Netfliksa o opętaniach

Moje spotkanie ze złem, recenzja paradokumentu Netfliksa o opętaniach
Zdjęcie: Netflix

Moje spotkanie ze złem, recenzja przekolorowanego, ubawionego wstawkami filmowymi paradokumentu Netfliksa o opętaniach. Upiorna opowieść z dreszczykiem.

Niezależnie od tego, czy wierzymy lub nie w demony, opętania, siły nieczyste i mroczną stronę, które czają się gdzieś w piekielnych odmętach, zło w takiej formie towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Pisze się o nim, mówi, kręci filmy, opowiada. Opętania były, są, i pewnie będą ważnym elementem naszego życia, choćby we wspomnianych produkcjach filmowych, serialach czy produkcjach dokumentalnych i paradokumentalnych. Jedno z takich dzieł trafiło na platformę Netflix pod koniec października 2022 roku, w formie fabularyzowanego serialu dokumentalnego o tytule Moje spotkanie ze złem. Dziś przybliżę Wam co o tej produkcji myślę i czy warto poświęcić jej chwilę uwagi.

Warto zapoznać się także z:

Paradokument produkcji meksykańskiej Moje spotkanie ze złem to tytuł mieszający dokumentalne relacje bohaterów serialu, jak i ich rodzin, z filmowymi, aktorskimi wstawkami, koncentrujący się na trzech kobietach, i ich historiach. Opowieść zamyka się w czterech odcinkach po około 40 minut, a jego bohaterkami są właśnie kobiety. Wszystkie one twierdzą, że w przeszłości zostały opętane przez demony, o dużej mocy, które nie tylko odbierały im siłę, ale wpływały negatywnie na nie same, ich relacje z najbliższymi i zmieniały ich charakter, często wywołując także dolegliwości bólowe i psychiczne.

Trzy kobiety, w bardzo różnym wieku, z zupełnie innych środowisk, o zupełnie innym prestiżu społecznym łączyło jedno, demon, który zapragnął zawładnąć ich ciałem, a nawet duszą. Opowieści śledzimy z ich osobistej perspektywy, gdyż same opowiadają co się z nimi działo. Borykające się z  nietypowym problemem protagonistki skupiają się na „pikantnych” szczegółach tego jak demony na nie wpływały. Historię śledzimy także z punktu widzenia ich najbliższych, na których wpływ działania i zmiana osobowości najbliższej, opętanej osoby, osobiście wpłynął. Trzy dramatyczne i ubarwione elementami rodem z horrorów opowieści to część życia Sully Urbiny, Florencii Macías i Andreai Viridiany Rostro Olveray

Ich opowieści to jedno, ale jest i druga strona tej serialowej opowieści. W czasie czterech oddzielnych odcinków, które przeplatają opowieści każdej z nich i ich rodzin, jesteśmy świadkami także rekonstrukcji wydarzeń w formie zapisu fabularnego. Podobnie wygląda to w cyklu Netfliksia Paranormalne doświadczenia, które doczekały się trzech sezonów w wersji amerykańskiej, ale i jednej z Ameryki Łacińskiej. Oglądamy zatem na ekranie niezwykle dramatyczne, powiedziałabym przesadzone inscenizacje tego, co dotknęło te, jak twierdzą, nawiedzone demonem, opętane kobiety, które jak się sądzi, są bardziej narażone na wpływ złych mocy. Staje się tak, bowiem płeć piękna rzeczywistość przyjmuje bardziej emocjonalnie. Kobiety są delikatniejsze i bardziej wrażliwe. 

Serial oparty jest na faktach, o czym zostajemy poinformowani na początku seansu. Musimy przyjąć do wiadomości, i zgodzić się z tym, czy też nie, że serial bazuje na wydarzeniach, które podobno rozegrały się w rzeczywistości. Bez względu na to, czy w to wierzymy, czy nie, a zapewne wiele osób nie uwierzy, i potraktuje opowieść jak klasyczne kino grozy, historię ogląda się w miarę dobrze. Sądzę, że nawet lepiej niż 28 dni grozy, które miałam okazję recenzować, i które chwilę znajdowało się w TOP 10 Netfliksa. Lubimy dreszczyk emocji, kochamy się bać, a może staramy się sprawdzić ile prawdy, a ile kłamstwa jest w opowieściach o piekle, demonach, diabłach i szatanach. 

Może serial ogląda się w sposób płynny również dlatego, że odcinki przeplatają losy owych kobiet, przeskakują między zdarzeniami, czasem i wątkami. Jednocześnie dawkują nieco suchych faktów, pokazując prawdziwe egzorcyzmy, osoby zajmujące się zawodowo opętaniami czy wypowiedzi psychologów, tudzież psychiatrów. Wiemy bowiem, i to serial także pragnie nam przedstawić, że rozgraniczyć opętanie od choroby psychicznie jest czasami zwyczajnie niezmiernie trudno. 

Upiorne historyjki z dreszczykiem. Takie skojarzenie przywodzi nam na myśl seans w Moje spotkanie ze złem. Dramat, przesada, a i często niedorzeczność towarzyszy nam bardzo, nawet drastycznie często. Absurdalne sceny rodem z Egzorcysty, brak logicznie wytłumaczonych faktów i niemal natychmiastowe kojarzenie dziwnego zachowania osoby z opętaniem. Z niewiadomych przyczyn, nikt nie stara się zbyt mocno znaleźć innej przyczyny zmiany osobowości, tajemniczych zachowań, ale i przedziwnych skaleczeń, urazów czy siniaków. 

Podsumowując Moje spotkanie ze złem to swoisty odpowiednik 28 dni grozy. Obydwie produkcje bazują na prawdziwych zdarzeniach, obydwie odwołują się do mrocznych sił. Mimo wielu zbieżności, te seriale choć łączy absurdalność i przesada, dzieli jeden istotny fakt. Moje spotkanie ze złem zwyczajnie ogląda się ciekawej. Mimo tego, że wstawki filmowe są w serialu zbyt kolorowe i przesadnie udziwnione, przez to mało wiarygodne, to jednak tę meksykańską produkcję śledzi się o niebo lepiej. Jest to bowiem opowieść po prostu jakaś, nawet jeśli bywa sztuczna i nieprawdziwa i zbyt dramatyczna. 

Moja ocena 6/10. 

Serial paradokumentalny Moje spotkanie ze złem dostępny jest na Netflix.