Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie filmy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2025

W jak morderstwo, recenzja. Kryminał, którego nie ma, komedia, której brakuje

W jak morderstwo, recenzja. Kryminał, którego nie ma, komedia, której brakuje

W jak morderstwo, recenzja kryminalno-komediowej opowieści opartej na książce Katarzyny Gacek, o takim samym tytule. Co możemy spodziewać się po filmie?

W jak morderstwo, komediowa produkcja kryminalna, oparta na powieści Katarzyny Gacek, pod takim samym tytułem, zasiliła, jak wiele filmów dystrybuowanych przez NEXT Film bibliotekę Netfliksa. Skorzystałam z okazji i zanurzyłam się w tę opowieść, którą porównywano klimatem i fabułą do powieści Agathy Christie. Wprawdzie film znajdował się w TOP10 wspomnianej platformy i kiedyś cieszył się spora popularnością na polskim Netflksie, to z twórczością sławnej pisarki ma wspólnego niewiele….no może prócz morderstwa, które miało być meritum tejże opowieści, ale nim wcale nie jest. 

Warto przeczytać również:

W jak morderstwo – o czym jest film?

Pytanie może się Wam wydawać dość banalne, ale ma w opisywanym przeze mnie filmie swoje uzasadnienie. Kryminalna komedia, której reżyserią zajął się Piotr Malaruk, którego najbardziej znanym dziełem jest całkiem udany, sensacyjny dramat Yuna, w swojej najnowszej produkcji, opartej na powieści "W jak morderstwo", miał nawiązać do kryminałów Agathy Christie, miał zaciekawiać, sypać dowcipnymi dialogami i serwować zwroty akcji. Nic z tym elementów filmowych się nie pojawiło, i tym samym W jak morderstwo stało się kolejną płytką polską produkcją, którą można obejrzeć…..ale nie trzeba.

Opowieść koncentruje się na dwóch bohaterach, gospodyni domowej, nie pracującej zawodowo i miejscowym komisarzu policji. Magda to tak zwana „kura domowa”, czyli pani domu utrzymująca zadufanego w sobie, chętnie skaczącego w bok mężusia, który uważa, że miejsce kobiety…..jest przy dzieciach i garach, oczywiście. Nasza bohaterka, choć stereotypowa pani domu, ma pasje. Otóż kocha czytać kryminały, szczególnie te od wspomnianej już Agathy Christie. Świetnie kojarzy fakty i jest, choć zahukana przez męża, wyjątkowo wygadana i rezolutna. Pewnego dnia, a raczej wieczoru, idąc z psem do parku, w swojej rodzinnej Podkowie Leśnej, w której mieszka, znajduje ciało młodej kobiety. Na miejscu, niemal natychmiast pojawia się wezwana przez nią policja, której przewodzi komisarz Jacek Sikora, kolega ze szkolnych lat Magdy, można powiedzieć, nawet jej przyjaciel. Sprawa wydaje się być klasycznym mordem, problem w tym, że na szyi denatki Magda zauważa wisiorek z literą „W”.

Taki sam nosi także ona i taki właśnie nosiła jej zaginiona przyjaciółka. Wiedziona przeczuciem, i instynktem detektywistycznym, wyrobionym podczas czytania kryminałów, Magda włącza się do śledztwa, jednocześnie stając się dla dość nieporadnego detektywa głosem rozsądku, doradcą, a w pewnym momencie nawet osobą, która przejmuje śledztwo. Te prowadzi dość nietypową parę do wpływowych kręgów społecznych w Podkowie Leśnej, z miejscowym politykiem i guru ezoteryki i jasnowidztwa, na czele.  

W jak morderstwo – kryminał, którego nie ma, komedia, której brakuje

I wszystko byłoby super fajnie, gdyby nie to, że fabuła filmu jest płyciutka jak wysychająca rzeka. Nic nas nie porywa, ze wspomnianych „mrugnięć okiem” zostaje niewiele, a akcja rozwija się z wolna i jakby od niechcenia. Na dodatek W jak morderstwo miesza gatunki, że nie sposób się połapać czym tak właściwie jest owa produkcja. Powinna być kryminałem. I powiecie, że przecież, że jest mord, jest dochodzenie, są podejrzani i osoba, która owych podejrzanych wnikliwie bada i oddaje w ręce sprawiedliwości. Niby tak, ale problem w tym, że wartka kryminalna intryga staje się jasna już mniej więcej w połowie filmu, a może nawet wcześniej, podejrzanych i same śledztwo komisarz Jacek traktuje po łebkach, tak naprawdę składając obowiązki na barki Magdy, a w wątek kryminalny z czasem wplecione zostają zupełnie inne filmowe gatunki.

Licho jest także z komediową formą tejże produkcji. Jeśli liczyliście na salwy śmiechu, to muszę Was rozczarować, bo tego tu nie uświadczycie. Być może zabawna miała być nieporadność detektywa Jacka, który sam sobie jest postacią dość sympatyczną, ale zdecydowanie nie zabawną. Jest zapewne dość charakterystyczny, bowiem paraduje w prochowcu, porusza się na kolorowym skuterze, a jego brak „detektywistycznego nosa” i nieporadność, może wydawać się intrygująca. 

Niestety reszta bohaterów, kryminalnej opowieści, która powinna kipieć wyrazistymi postaciami, taka zwyczajnie nie jest. Mamy nijakiego polityka, i jego wpływową, zazdrosną żonę, równie mało znaczącego, choć przekolorowanego guru/jasnowidza, słodkiego weterynarza czy miejscowego bogacza na stanowisku. Nic ich jakoś nie wyróżnia z tłumu, nic w nich nie intryguje, nie jest nawet tajemnicze, bo zwyczajnie po chwili wiemy kim może być morderca….ba….wiemy nawet dlaczego. 

Na dokładkę z czasem kryminał staje się romansem przechodzącym płynnie w dramat o utraconej przyjaźni. W całość wmieszana jest zdrada, chęć władzy i miłość, która staje się niezwykle zgubna i niepożądana. I choć film ogląda się lekko, łatwo i przyjemnie, to nie ma w nim nic odkrywczego, czego w polskim kinie już byśmy nie wiedzieli. 

W jak morderstwo – Anna Smołowik, kropla jakości w morzu nijakości

Troszkę pozytywu wnosi, na szczęście, do tej nijakiej kryminalno-komediowej produkcji Anna Smołowik, czyli Magda. To tak właściwie na niej, no i może nieco na Rafale Królikowskim, wcielającym się w postać polityka, zbudowana jest opowieść. Ale to właśnie Magda jest wisienką na torcie nijakiego ciasta, jakim jest recenzowany przeze film. Aktorce udało się wykrzesać z roli wszystko co w postaci Magdy być powinno. Jest jednocześnie wyrazista, jak i cicha i spokojna. Udaje się jej być autentyczną nie tylko w momentach komediowych, a jest ich w filmie, przynajmniej tych prawdziwie komediowych, nie dużo, ale także w tych dramatycznych, które wydają się aktorce wychodzić perfekcyjnie. Śmiem twierdzić, że to jedna z lepszych ról, w jakich zobaczyliśmy  Anna Smołowik, którą możemy jeszcze oglądać w takich filmowych produkcjach jak: Podatek od miłości, Juliusz czy Czarna owca.

W śledztwie, które właściwie ciągnie Magda, towarzyszy jej wspomniany Jacek, w tej roli Paweł Domagała. Wspominałam, że sama w sobie jego postać jest sympatyczna, kreowana nieco na niezdarnego komisarza, którą zapewne wielu z Was skojarzy z filmem Różowa Pantera. Sam Domagała wciela się w postać w typowym dla siebie stylu, niczego nie upiększając, niczego nie zmieniając, nie wychodząc przed szereg ról, z których dobrze go znamy, w takich produkcjach jak seria Wkręceni czy Serce nie sługa

Poza tym na ekranie zobaczymy jeszcze: Piotra Adamczyka, Dorotę Segdę, Szymona Bobrowskiego, Olgę Sarzyńską, Przemysława Bluszcza, Przemysława Stippa, Jacka Knapa, Emmę Giegżno, Sandrę Herbich oraz Jowitę Budnik.

W jak morderstwo – podsumowanie

Przyznam się, że miałam spore oczekiwania względem tego filmu, choć z polskimi filmami mam nieco na bakier. W jak morderstwo jawiło mi się jako świetna kryminalna opowieść z intrygującą fabułą. Tymczasem, zgodnie z zasadą „nie wierz zwiastunom”, obejrzałam kolejną płytką, banalną opowiastkę, w której mord jest tylko jednym z wielu wątków, a każdy z nich w żaden sposób nie jest wyraziście zarysowany. Jeśli jednak nie nastawiacie się na nic spektakularnego, jeśli zamierzacie spędzić czas przy prostej, lekko płynącej opowieści filmowej, to bardzo proszę. Film nie zachwyca, ale jednocześnie niczym nie odrzuca. Ot lekka….typowa dla polskiej kinematografii historyjka, która zdecydowanie nie wykorzystała swojego potencjału. 

No cóż….jak dla mnie 5/10. 

Film można obejrzeć na platformie Netflix. 

sobota, 7 grudnia 2024

Kleks i wynalazek Filipa Golarza na zwiastunie

Kleks i wynalazek Filipa Golarza na zwiastunie

 

Netxt Film dzieli się pierwszym zwiastunem filmu Kleks i wynalazek Filipa Golarza, jednej z najbardziej wyczekiwanych premier nadchodzącego roku. Zwiastun prezentuje  nowe postaci, wielkie nazwiska świata muzyki i mnóstwo przygód.

Wczoraj ruszyła sprzedaż biletów na przedpremierowe pokazy, w wybranych kinach filmu Kleks i wynalazek Filipa Golarza, który będziemy mogli oglądać w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Zanim jednak wybierzemy się do kina Next Film dzieli się z nami pierwszym jego zwiastunem.

Warto przeczytać również:

W drugiej części losy Akademii Pana Kleksa, zatytułowanej Kleks i wynalazek Filipa Golarza profesor Kleks opuszcza magiczny świat, by zmierzyć się z rzeczywistością, a jego miejsce w Akademii zajmuje ptak Mateusz. Tymczasem wynalazek Filipa Golarza staje się zagrożeniem dla świata dziecięcej wyobraźni. 

W swojej pierwszej dużej roli, na wielkim ekranie pojawia się Katarzyna Nosowska. W rolach głównych także: Antonina Litwiniak, Konrad Repiński, Tomasz Kot, Janusz Chabior, Piotr Fronczewski, Sebastian Stankiewicz, Agnieszka Grochowska.

Reżyserem filmu jest Maciej Kawulski, zaś autorami scenariusza Krzysztof Gureczny i Agnieszka Kruk.

Premiera filmu przewidziana jest na 10 stycznia 2025. Pokazy przedpremierowe od 25 grudnia 2024.

poniedziałek, 4 listopada 2024

Kler - recenzja. Trudna tematyka, duża oglądalność

Kler - recenzja. Trudna tematyka, duża oglądalność

Wojciech Smarzowski, reżyser znany z filmów poruszających tematy kontrowersyjne, rzekłabym mało popularne. W swoich produkcjach wytyka ludzkie wady i ułomności, odwołuje się do przykrych momentów w historii naszego kraju, bezpardonowo wywala na wierzch to co często inni starają się ukryć.

Kler to jedna z jego filmowych produkcji przyciągnęła do kin tłumy widzów, osiągając spektakularny sukces kinowy. Film, który zadebiutował na wielkim ekranie 28 września 2018 roku obejrzało miliona Polaków, co jest jego dużym osiągnięciem. Z pewnością motorem napędowym tej produkcji stał się żywy i bolesny i do niedawna, nie tylko w naszym kraju ukrywany temat tabu, Kościół i jego grzechy. Czy Kler jest atakiem na duchowną instytucję czy po prostu pokazaniem ukrywanej rzeczywistości? Nie jest to film łatwy, ale nie można i nie powinno się oceniać jego treści bez zmierzenia się z nim osobiście, do czego oczywiście zachęcam, jednocześnie zapraszając do lektury niniejszej recenzji.

Przeczytaj również:

Jak już zapewne wiecie Smarzowski w opisywanym przeze mnie filmie swoją opowieść snuje w środowisku kościelnym, przedstawiając historię trzech duchownych, z zupełnie różnych parafii i kościelno – społecznych hierarchii. Trójkę łączy przyjacielska znajomość, która świętowana jest w rocznicę cudownego ocalenia z pożaru, alkoholowymi libacjami. Już na wstępie zostajemy wrzuceni na jedną z takich zakrapianych imprez, ale nie wątek pijaństwa jest w filmie wiodący, zdawałoby się płytka, nieco komiczna opowiastka, nabiera z czasem innego, bardziej złożonego, dramatycznego wyrazu, a napędzają ją świetnie wykreowane postaci, które coś w widzach poruszają.

Ksiądz Andrzej Kukuła (Arkadiusz Jakubik), człowiek mocnej wiary, prowadzący parafię w, której nie brakuje problemów – przemoc, alkoholizm, mocno zaangażowany w swoją kapłańską posługę, mierzy się z oskarżeniem o pedofilię i demonami własnej przeszłości, które chwieją podwalinami jego wiary. Ksiądz Leszek Lisowski (Jacek Braciak), pracownik kurii, żyjący dostatnio, przedsiębiorczy intrygant, marzący o wyjeździe do Watykanu. Niestety przeszkodą w rozwoju księdza Leszka jest arcybiskup Mordowicz (Janusz Gajos) kościelny zwierzchnik nie stroniący od przepychu, luksusowego życia, trzymający w ręku cały polityczny polski światek, który ma mu umożliwić zbudowanie najokazalszego sanktuarium w Polsce. Ksiądz Tadeusz Trybus (Robert Więckiewicz), rozdarty między miłością do Boga, a uczuciem do kobiety, borykający się z problemem alkoholizmu, samotnością i pewnym odizolowaniem.

Wszystkie te osoby łączy nie tylko wypadek losowy, z którego cudem uszli z życiem, ale i bolesna przeszłość. Każdy z nich ma coś za uszami, każdy boryka się z minionymi i obecnymi problemami i każdy próbuje sobie z nimi poradzić na swój własny, czasami pokrętny sposób.

Kler nie boi się otwarcie pokazywać zła, które zakorzeniło się w kościele, wprost mówi o molestowaniu nieletnich i pedofilii, pokazując pewną butę kleryków i hierarchów kościelnych, przedstawiając rzeczywistość zarówno od strony ofiar, borykających się z bezsilnością, jak i ludzi w te czyny związanych. Nie jest to jednak film li tylko o złych duchownych. Ten, kto tak myśli, nie ma racji, bowiem to opowieść przede wszystkim o ludziach, o tragedii, z którą się mierzyli i mierzą dalej, o ignorancji i zadufaniu, ale i o wyrzutach sumienia, przebaczaniu i wyborach i przede wszystkim o grzechu.

Trudny, kontrowersyjny i dzielący społeczeństwo temat filmu, który jedni chwalą, drudzy od razu potępiają, obrazowany jest przez rewelacyjną obsadę aktorską, sprawdzoną u Wojtka Smarzowskiego.

Przede wszystkim rewelacyjny w swej roli, Arkadiusz Jakubik jako ksiądz Andrzej. Postać tak autentyczna, ludzka i rzeczywista, wypełniona skrajnymi emocjami, smagana oskarżeniami, szarpana okrutną przeszłością, targana wątpliwościami i zwątpieniem w sens swojej posługi. Zupełnie inną, ale równie doskonałą kreację aktorską funduje widzom Jacek Braciak grający człowieka z równie dramatyczną przeszłością, księdza Leszka, pragnącego kariery, umiejętnego intryganta, z jednej strony pomagającego innym, z drugim raniącego. Jest i niezły w swej roli Robert Więckiewicz, jako ksiądz Tadeusz, którego samotność pcha w ramiona alkoholizmu a czułe ręce kobiety, nie dają prostych odpowiedzi, stawiając przed jego życiową, duchową drogą duży znak zapytania. Nie można także zapomnieć o doskonałej roli Janusza Gajosa, który wcielił się w postać arcybiskupa Mordowicza. Jest on niczym Ojciec Chrzestny liderem swojej zamkniętej kościelnej grupy, umiejętnie pociągającym za polityczne sznurki, mającym nie mało grzeszków na sumieniu.

Kler to kolejny film Wojciecha Smarzowskiego, który budzi wiele zarówno pozytywnych, jak i negatywnych emocji. Ale czy coś o czym nie mówimy przestanie istnieć? Nie, nie przestanie, więc może warto się nad problemem pochylić. Zrobił to Kler pokazując dramatyzm sytuacji panującej w Kościele z różnej perspektywy, dając widzom sporo wolności w interpretowaniu i zrozumieniu jej powagi. 

Produkcja warta obejrzenia, której daję mocne 7/10.

wtorek, 29 października 2024

Teściowie 3, zdjęcia do kontynuacji popularnej polskiej komedii zakończone

Teściowie 3, zdjęcia do kontynuacji popularnej polskiej komedii zakończone

 

Fotografia: Adrian Chmielewski

Next Film ogłasza zakończenie zdjęć do trzeciej już części polskiej, niezwykle popularnej, uwielbianej przez widzów komedii „Teściowie”. Tym razem rodziny spotykają się nie z powodu ślubu, a innej rodzinnej uroczystości.

Na wrzesień przyszłego roku planowana jest premiera filmu Teściowe 3, czyli trzeciej części polskiej komedii, do której zdjęcia właśnie się zakończyły. Na planie ponownie spotkali się Maja Ostaszewska, Izabela Kuna, Adam Woronowicz oraz Marcin Dorociński. Pierwsze zdjęcia z planu pozwalają poczuć klimat komedii pełnej ironii, rywalizacji i nieprzewidzianych zwrotów akcji. 

Może zainteresuje Cię także:

W trzeciej części komediowego hitu „Teściowie” znów spotykamy się ze znaną nam rodziną. Tym razem zjeżdża się do spokojnego ośrodka na prowincji na chrzciny. Wanda i Tadeusz organizują uroczystość. Zapraszają na nią Małgorzatę wraz z przyjaciółką, psychoterapeutką Grażyną. Na spotkaniu pojawia się również były mąż Małgorzaty, Andrzej, który przylatuje specjalnie z Australii. Okazuje się, że nie jest sam. Atmosfera spotkania szybko wymyka się spod kontroli, a dawne konflikty i nowe romanse prowadzą do nieoczekiwanych konsekwencji. Bierze w nich udział tym razem, lokalna policja.

Fotografia: Adrian Chmielewski

Fotografia: Adrian Chmielewski

To film, który znów pokaże, że w rodzinnych relacjach nic nie jest oczywiste, a każda uroczystość może w ułamku sekundy przerodzić się w bezwzględną i często absurdalną wojnę. W tej części zdejmuję z bohaterów kolejne maski, dzięki czemu widzowie poznają ich od nowej strony. Ponownie staramy się nie oceniać a zrozumieć. Wbijane wzajemnie szpilki są ostrzejsze, bo nasi bohaterowie mają teraz jeszcze więcej do stracenia – i więcej do zyskania! A to wszystko mam nadzieję, przyniesie widzom jeszcze więcej wzruszeń i śmiechu – mówi reżyser Kuba Michalczuk.

 

Fotografia: Adrian Chmielewski

Fotografia: Adrian Chmielewski

W obsadzie: Izabela Kuna jako Wanda, Adam Woronowicz jako Tadeusz, Maja Ostaszewska jako Małgorzata. Powraca Marcin Dorociński jako Andrzej. Do głównej czwórki dołączają Magdalena Popławska jako Grażyna – przyjaciółka i psychoterapeutka Małgorzaty, Wojciech Mecwaldowski jako Marek – lokalny przedsiębiorca z własnymi ambicjami oraz Joachim Lamża jako ojciec Wandy.

Fotografia: Adrian Chmielewski

Fotografia: Adrian Chmielewski

Reżyserem filmu, podobnie jak części pierwszej jest Kuba Michalczuk. Autorem scenariusza ponownie Marek Modzelewski, odpowiedzialny również za dwie pierwsze części. Producentem filmu jest Akson Studio („1670”, „Filip”, „Atak paniki”), koproducentem TVN Warner Bros. Discovery. 

Premiera filmu w kinach przewidziana jest na wrzesień 2025 roku. 

Źródło: Informacja prasowa Next Film

poniedziałek, 30 września 2024

Pan Samochodzik i Templariusze - recenzja. Kolejny polski koszmarek Netfliksa

Pan Samochodzik i Templariusze - recenzja. Kolejny polski koszmarek Netfliksa

Pan Samochodzik i Templariusze - recenzja kolejnego polskiego koszmarka od Netfliksa, kolejnej nieudanej adaptacji filmowej. Co sądzę o filmie? Zapraszam do recenzji! 

Pan Samochodzik i Templariusze, film Netfliksa, który obejrzałam z ciekawości, choć przyznam się, że z początku nie miałam w planach seansu, podejrzewając, że Netflix zrobi z książek Nienackiego kolejnego potworka, i prawdę powiedziawszy, mogę się wkurzyć. No ale koniec z końców, ciekawość wzięła górę. Obejrzałam, a raczej zmęczyłam film, który….., od razu nadmienię z książkami Zbigniewa Nienackiego ma niewiele wspólnego, no może imię/pseudonim bohatera opowieści, imiona bohaterów, i mniej więcej czasy w jakich opowieść się rozgrywa, choć te nie zostały określone.

Warto także przeczytać:

Reszta to netfliksowski koszmarek, nieudolnie naśladujący Indianę Jonesa i trochę Bonda. Już na wstępie zaznaczę, że jeśli jesteście miłośnikami prozy Nienackiego, i pragniecie poczuć ducha jego książek w tym czymś od wspomnianej platformy, to seans sobie darujcie, poświęcając czas na coś sensowniejszego, coś, co nie przyprawi Was o nerwową palpitację serca, jak niestety mnie. 

Pan Samochodzik i Templariusze – fabuła

Fabuła filmu Pan Samochodzik i Templariusze rozgrywa się w bliżej nie określonym czasie, w umownych, sądząc po strojach latach 70-tych. Bohaterem opowieści jest Tomasz (Mateusz Janicki), historyk i poszukiwacz skarbów, który za kolejny cel obrał sobie skarb Templariuszy, który ma podobno wielką moc. Przedmiotem, który może do niego doprowadzić jest krzyż Templariuszy, który najprawdopodobniej był własnością Jakuba de Molay. 

Tomasz nie waha się i rusza w Polskę, na miejsce gdzie organizowany jest wyścig po skarb, swoiste zawody rozumu, sprytu i szybkości. Na poszukiwania rusza także pewna dziennikarka Anka (Sandra Drzymalska), trójka harcerzy – Sokole Oko (Olgierd Blecharz), Wiewióra (Kalina Kowalczyk) i Mentorek (Piotr Sega), którzy uciekają z obozu oraz córka przyjaciela Tomasza, niejaka Karen (Maria Dębska). Cała piątka jednoczy się, z początku w niezbyt zgrany zespół, co później się zmienia, a przeszkadza im Hiszpan, niejaki Adios (Jacek Beler), który jako pierwszy pragnie dotrzeć do skarbu, nie wahając się nawet użyć siły. 

Pan Samochodzik i Templariusze – film, któremu daleko do klimatu książek Nienackiego

Hmm…… wszyscy dobrze wiemy, że platforma Netflix opisując swoje filmowe i serialowe dzieła jako ekranizacje książek, czy też nimi inspiracje, robi krok w kierunku marketingowym, wcale nie zamierzając sztywno trzymać się książkowego pierwowzoru, a wręcz zmieniając opowieść na swoją modłę. Tak stało się z Wiedźminem, bazującym, w bardzo….., ale to bardzo luźny sposób na książkach Andrzeja Sapkowskiego. Wkurzeni fani serii, wkurzony aktor wcielający się w postać Geralta w trzech sezonach, i spadająca oglądalność, wcale nie sprawiły, że przedstawiciele Netfliksa zrezygnowali z własnej interpretacji, czy nadinterpretacji prozy Sapkowskiego. 

Na platformę zmierzają kolejne produkcje bazujące na znanych powieściach, albo nowe wersje już znanych produkcji, jak choćby Znachor czy Janosik. Tymczasem można tam oglądać nowy twór Netfliksa, który podobno nie miał być ani ekranizacją książek Zbigniewa Nienackiego, ani remake’em, ani niczym w tym stylu. Skoro nie miał, to platforma powinna darować sobie w opisie gatunkowym filmu umieszczanie hasła „adaptacje filmowe”. 

Muszę bowiem z całym przekonaniem, z pełną świadomością ogłosić, ich Pan Samochodzik i Templariusze to własna, i to dość nieudolna wersja przygód pana Tomasza, i jego towarzyszy, którzy znani są z kart powieści, ale nie są i nigdy nie będą żadną adaptacją. Jak dla mnie Netflix powinien odnotować w swoim serwisie, że jest to luźna wersja znanej książkowej i serialowej opowieści, nie związana z prozę pisarza, jeśli chodzi o fabułę, ani trochę. 

W filmie nie znajdziemy nic wspólnego z serialem Samochodzik i Templariusze, w którym w głównej roli, jako Pan Samochodzik, wystąpił Stanisław Mikulski, ani z książkami. Jest to luźna, i niestety płytka, pozbawiona polotu, i bardzo sztuczna interpretacja owych dzieł, napisana przez Bartosza Sztybora, scenarzystę filmu. Produkcja, która wkurzyła Polaków, szczególnie znających zarówno książki, jak i serial, jest kolejnym tytułem, który wcale nie ma trafiać w gusta Polaków, a spróbować dotrzeć do widza na całym świecie. Jest to bowiem film, który jest dostępny na platformie Netflix, nie tylko w naszym kraju. 

Jeśli jesteście fanami książek Nienackiego, albo kochacie rewelacyjny serial, to serio mówię, darujcie sobie oglądania, bo raz nie znajdziecie tam nic z tych wzorów, dwa historia nie będzie maiła nic wspólnego z serialem, a trzy z każdą kolejną minutą opowieści będziecie mieli wrażenie, że ktoś zwyczajnie nabił was w butelkę.

Pan Samochodzik i Templariusze – sztuczna opowieść, która męczy, nie tylko widza, ale i aktorów 

Będąc fanem prozy pisarza, i miłośniczką wspomnianego wyżej serialu czułam, że film Pan Samochodzik i Templariusze od Netfliksa coraz bardziej mnie męczy. Czytając komentarze wkurzonych Polaków, którzy kończyli seans po dosłownie kilku minutach, mogę być z siebie dumna, bo wytrzymałam do końca, blisko dwugodzinnej produkcji, która prawdę powiedziawszy mocno mnie zmęczyła. Co najciekawsze, nie tylko mnie, bo wydaje się, że aktorów i twórców, również. 

Oglądając film ma się wrażenie, że wkroczyło się w opowieść stworzoną przez grupę niezależnych fanów, których budżet był na tyle znikomy, że nie mogli sprostać wyzwaniom skupionym na efektach specjalnych. Nie podołali z momentami walk, które mają, w sposób nieudolny nawiązać do serii Indiana Jones, a nawet Bonda, i to takiego po przejściach. Amatorszczyznę potwierdza także fatalna wręcz, sztuczna gra aktorska, która szczególnie mocno widoczna jest na samym początku filmu, nie tylko u młodych, dziecięcych aktorów, ale i u całej reszty. 

Męczące stają się momenty akcji, których banalność i tandeta aż bije po oczach. Nudna jest także warstwa fabularna, która wcale nie sprawie, że jesteśmy w opowieść wciągnięci, tak jak w serialu z lat 70-tych, czy oczywiście w książkach. W sumie to nawet nie wiemy kiedy rozgrywa się opowieść, której twórcy nie zamknęli w czasowych ramach. Możemy, z racji stylu ubierania domyślać się, że są to lata 70-te, ale to co widzimy, nie potwierdza to co słyszymy.

Fala sprzeczności i absurdu wylewa się bowiem z dialogów, które starają się zachować znaną z Netfliksa poprawność polityczną. I tak harcerka znana jako Wiewióra wspomina o męskim szowiniźmie i o czwartej fali feminizmu. Banalność wylewa się niemal na każdym rogu. Jednocześnie film stara się sięgać w przeszłość, budując coś na wzór czasów współczesnych. Tylko po co? Tego nie wie nikt. 

Na pewne rzeczy, pewne problematyczne dialogi, których naprawdę jest sporo, można byłoby przymknąć oko, gdyby aktorstwo było tu na poziomie choć przyzwoitym. Niestety tak nie jest. Dzieciaki grają tak sztucznie, jakby właśnie znalazły się po raz pierwszy na scenie, a reżyser, a jest nim debiutant w produkcji fabularnej, Antoni Nykowski, zapomniał zrobić kolejnej dogrywki, kolejnego powtórzenia. Nie wiele lepiej swoje pozbawione emocji role odkrywają inni aktorzy, w tym tajemniczy Hiszpan, który raz mówi z akcentem hiszpańskim, innym razem posługuje się czystą polszczyzną.

Pan Samochodzik i Templariusze – co może uratować ten film? 

Pan Samochodzik i Templariusze to film, który zdenerwował i zdenerwuje pewnie jeszcze wielu Polaków. Pomijając fakt zupełnego braku podobieństwa do oryginału, z którym wiąże go tylko kilka kwestii, produkcja ma za zadanie nieść przygodową opowieść z ładnymi widoczkami. 

I w pewnym sensie oddaje klimat, zarówno wspomnianych, bliżej nie określonych, ale wyraźnie nawiązujących do lat 70-tych, barwnych czasów. Oko cieszyć mogą miejscówki. Niektórzy z sentymentem mogę wspominać dawne czasy, patrząc na stroje i styl kostiumów. Całkiem nieźle wypadają także zdjęcia, z solidnymi ujęciami, ciekawą grą świateł, które mogą się podobać. Klimacik tworzą nawiązania do wspomnianych czasów, letnich obozów, harcerstwa, czy przygód z poszukiwaniem skarbów. 

Pan Samochodzik i Templariusze – podsumowanie recenzji

Płytkie, pozbawione logiki rozmowy, nędzne aktorstwo, banalna historia. Opowieść, która nie stała nawet obok zarówno wersji książkowej, jak i serialu. Przemożne wrażenia bycia po seansie kolejnego polskiego filmu, oszukanym. To wszystko co przychodzi na myśl obejrzeniu filmu.

Pan Samochodzik i Templariusze to płytki scenariusz, który nie jest w stanie zaangażować widza, (mnie się nie udało), sprawiający, że potwierdza się teza o tym, iż polskie produkcje Netfliksa należy traktować zupełnie niepoważnie, a być może nawet z przymrużeniem oka.

Pan Samochodzik i Templariusze to film, który wkurzył niejednego miłośnika prozy Zbigniewa Nienackiego, wywołał palpitacje serca u zwolenników serialu Samochodzik i Templariusze z roku 1972 i po raz kolejny rozczarował Rodaków. Ale jak już wspomniałam, nie jest to do końca produkcja z przeznaczeniem dla widza polskiego. Owszem, to projekt rodzimy, ale stworzony dla szerszego, światowego grona odbiorców. Stąd w filmu elementy akcji, pościgi, bijatyki, i rodzaj klimatu rodem z produkcji o Indianie Jonesie. 

Zamykając moją recenzję, powtórzę po raz kolejny, że jeśli jesteście fanami książek pisarza, jeśli kochacie serial, i chcecie znaleźć to wszystko w produkcji od Netfliksa, to darujcie sobie seans, bo nic takiego Was tam nie czeka. Jeśli natomiast nie znacie książek, albo ich na pamiętacie, i nie widzieliście serialu, a chcecie obejrzeć coś prostego, banalnego, typowego na wakacje, coś dla zabicia czasu, to możecie film obejrzeć. Możecie, ale nie musicie. 

Pan Samochodzik i Templariusze jest dostępny na platformie Netflix. 


wtorek, 13 sierpnia 2024

SkyShowtime powiększa swoją bibliotekę o polskie produkcje Kino Świat

SkyShowtime powiększa swoją bibliotekę o polskie produkcje Kino Świat

 


Biblioteka platformy SkyShowtime powiększy się o wiele nowych filmowych produkcji, tym razem filmów polskich, którego kinową dystrybucją zajmowało się Kino Świat. Katalog SkyShowtime powiększy się o kilkadziesiąt tytułów.

SkyShowtime rozrasta się coraz bardziej. Już wkrótce, bowiem 16 sierpnia biblioteka platformy, do której trafił niedawno serial Paramount+ School Spirits oraz Alienista, który zniknął z Netfliksa, trafi kilkadziesiąt kinowych przebojów. Po ogłoszeniu dwóch nowych produkcji oryginalnych SkyShowtime – seriali Śleboda oraz Langer, jest to kolejny krok serwisu w stronę polskiej publiczności.

Warto przeczytać również:


SkyShowtime powiększa bibliotekę o polskie tytuły

Już za trzy dni biblioteka SkyShowtime powiększy się o  kilkadziesiąt tytułów, wśród których będą filmy obyczajowe, sensacyjne, historyczne czy rodzinne. Na platformę trafi pierwsza część sporek filmowej kolekcji, kolejna będzie dostępna we wrześniu, którego listę tytułów już poznaliśmy. 



Wśród nich znajdą się filmy najpopularniejszych polskich reżyserów z gwiazdorską obsadą, w tym między innymi: Jack Strong Władysława Pasikowskiego z Marcinem Dorocińskim, Kler Wojtka Smarzowskiego z Arkadiuszem Jakubikiem, Jackiem Braciakiem i Januszem Gajosem, Kobiety Mafii z Aleksandrą Popławską, Katarzyną Warnke i Agnieszką Dygant, czy filmy z popularnej serii Pitbull.




SkyShowtime - produkcje animowane w sierpniu i wrześniu 

Nie zabraknie lubianych tytułów familijnych, w tym animowanych, choćby adaptacji książki "Mały Książę", z dubbingiem takich znanych aktorów jak: Małgorzata Kożuchowska, Andrzej Seweryn, Anna Cieślak czy Maciej Musiał a także animacji Książę Czaruś z dubbingiem Eweliny Lisowskiej czy Honoraty Skarbek. We wrześniu na SkyShowtime pojawi się także Wyprawa Magellana, produkcja zrealizowana na 500-lecie pierwszej wyprawy dookoła świata.




SkyShowtime - pełna lista tytułów dostępna od 16 sierpnia:

  • 303. Bitwa o Anglię (reż. David Blair, 2019)  
  • Diablo. Wyścig O Wszystko (reż. Michał Otłowski, Daniel Markowicz, 2018)  
  • Jack Strong  (reż. Władysław Pasikowski, 2014)  
  • Kler (reż. Wojciech Smarzowski, 2018)  
  • Książe Czaruś (reż. Ross Venokur, 2017)  
  • Kurier (reż. Władysław Pasikowski, 2019)  
  • Mały Książe (reż. Mark Osborne, 2015)  
  • Miasto 44 (reż. Jan Komasa, 2014)  


Filmy dostępne w SkyShowtime już we wrześniu:  

  • Biały Kieł (reż. Alexandre Espigares, 2018)  
  • Kobiety Mafii (reż. Patryk Vega, 2018)  
  • Kobiety Mafii 2 (reż. Patryk Vega, 2018)  
  • Pitbull. Niebezpieczne Kobiety (reż. Patryk Vega, 2016)  
  • Pitbull. Nowe Porządki (reż. Patryk Vega, 2016)  
  • Pitbull. Ostatni Pies (reż. Władysław Pasikowski, 2018)  
  • Służby Specjalne (reż. Patryk Vega, 2014)  
  • Volta (reż. Juliusz Machulski, 2017)  
  • Wyprawa Magellana (reż. Ángel Alonso, 2019)  


Kolejne polskie produkcje będą dodawane w najbliższych miesiącach.

Źródło: Informacja prasowa SkyShowtime