Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rcenzja serialu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rcenzja serialu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2024

Lockwood i spółka - recenzja. Fantasy-horroru w alternatywnym Londynie

Lockwood i spółka - recenzja. Fantasy-horroru w alternatywnym Londynie

Zdjęcie: Netflix

Lockwood i spółka, recenzja zadziwiająco dobrego fantasy-horroru dla nastolatków dostępnego na Netfliksie. Oto co sądzimy o kolejnej produkcji Netflix. 

Przyznam się, że do kolejnego fantasy horroru na Netfliksie podchodziłam z pewną rezerwą. Powodem była, tak mi się przynajmniej zdawało, dość sztampowa opowieść o poskramiaczach duchów, a także kolejna taśmowa produkcja z przeznaczeniem dla młodzieży, w jakiej amerykańska platforma streamingowa się lubuje.

Warto także przeczytać:

Na szczęście moje obawy, że zostanę po raz kolejny wpuszczona w butelkę przez giganta streamingu, i znudzona opowieścią o duchach, w wersji dla nastolatków, rozwiały się dość szybko, a przynajmniej po jednym, no góra dwóch odcinkach serialu o tytule Lockwood i spółka

Netflix i jego ekranizacje książek 

Wszyscy dobrze wiemy, że platforma Netflix, która wciąż jest gigantem streamingu lubuje się i namiętnie ekranizuje książki, powieści, opowiadania czy komiksy. Wśród premier miesiąca, a zwykle nieco ich jest, większa część to produkcje bazujące na literaturze. Są ekranizacje przeciętne, są doskonałe, i są banalne, a nawet beznadziejne, o czym z bólem przekonali się miłośnicy prozy Andrzeja Sapkowskiego, oglądając netflikowskiego Wiedźmina

Na szczęście Lockwood i spółka nie należy do tej trzeciej kategorii, bowiem serwuje nam jedną z najlepszych adaptacji książek. A jest to proza autorstwa Jonathana Strouda, który w pierwszym tomie wydanym w roku 2021, czyli całkiem niedawno, o tytule "Krzyczące schody" zechciał opowiedzieć historię trójki młodych bohaterów, żyjących w alternatywnym świecie, w którym władze w nocy przejęły duchy, z którymi kontakt to niestety śmierć, albo stan ową śmierć przypominający. 

Lockwood i spółka – fabuła

Fabuła opisywanego przeze mnie serialu oddaje treść książki w sposobie poprowadzenia tej trzymającej w napięciu fantasy-grozy, którą spokojnie możemy nazwać teen dramą, świetnie kreującą zgrabnie skonstruowaną historię, sekretami, tajemnicami i nutą zagadkowości. Brzmi dobrze! Nie sądzicie?

A ta rozgrywa się w Londynie. Pięćdziesiąt lat temu na świecie wydarzyły się trudne do wytłumaczenia zdarzenia, które doprowadziły, że ludzka rzeczywistość nie była już taka sama. Władzę nad nocą przejęły bowiem duchy, demony i siły nadprzyrodzone, pozbawiając życia wielu ludzi, a u innych powodujące stan odrętwienia, coś na kształt letargu. Niedługo potem władze zorientowały się, że jedynymi osobami, jakie mogą zapanować nad istotami z tamtego świata, są dzieci i młodzież o zdolnościach paranormalnych. I tak wielkie korporacje zaczęły zatrudniać w tym kierunku uzdolnioną młodzież, szkolić ich, dawać broń do ręki i nakazywać walczyć z siłami nadprzyrodzonymi, czy chcą tego, czy nie. 

Po wspomnianych pięćdziesięciu latach w Londynie działają dwie duże korporacje zwalczające istoty astralne, i jedna niewielka i niezależna, zwana Lockwood i spółka. Tworzą ją Anthony Lockwood, młodzieniec z bogatego domu, posiadający rodzinną tajemnicę oraz jego pomocny, zbuntowany i niegdyś wyrzucony ze szkoły, nieco ekscentryczny George. Do tego zacnego grona dołącza niebawem dziewczyna o bardzo wyjątkowych i złożonych umiejętnościach paranormalnych, takich, jakie ma bardzo niewielu.

Lucy Carlyle to dziewczyna, która nie ma w życiu łatwo. Niekochana przez surową i apodyktyczną matkę zostaje wysłana, wbrew swojej woli do szkoły i szkolona na pogromcę duchów. Po stracie przyjaciółki, dziewczyna postanawia opuścić placówkę, w której mimo wszystko osiąga dobre wyniki, i zgodnie z tym, co planowała, wyjeżdża do Londynu. Tam wkrótce zostanie zatrudniona u Lockwooda. Tam też znajduje dom. 

Wkrótce cała trójka staje do walki z demonami, pozbywając się ich z mieszkań, domów i posiadłości. Ale pewnego dnia natrafiają na sekret, z którym wiąże się bardzo wielka tajemnica, a w nią wplątani zdają się wpływowi mieszkańcy Londynu. Odkrycie, jakie dokonują nasi bohaterowie może prowadzić do poważnych zmian i równie poważnych konsekwencji. 

Ciekawie zbudowany świat i trzymająca w napięciu historia

Zaletą tejże opowieści, którą zamknięto w ośmiu odcinkach po około 50 minut jest nie tylko fabuła, która szybko potrafi nas pochłonąć, bo to podobno jedna z najlepszych, i najwierniejszych ekranizacji książek (niestety nie czytałam), ale przede wszystkim świetnie wykreowanym światem.

Jak wiecie, przenosimy się w niej do Londynu, który z pozoru wygląda jak każde inne współczesne i znane nam miasto. Ale noc skrywa tajemnice, mrok i przerażenie. Niczym epidemia, zaraza czy też paranormalna choroba, duchy niszczą, zabijają i zmieniają świat i ludzi. Nic nie jest takie samo jak kiedyś, a młodzi nawet nie wiedzą, jak to było kiedyś, przed panoszeniem się duchów na Ziemi. Nie są to istoty łagodne, a przynajmniej nie wszystkie, a kontakt z nimi nie mają jedynie wybrani, a wszyscy. Z tym wyjątkiem, że ci „normalni” nie potrafią z nimi walczyć, umierają, albo zapadają w dziwny letarg, z którego już się raczej nie wybudzą.

Londyn na wzór lat 80-tych, ale w alternatywnym stylu, z przerażającymi nocami, godziną policyjną, nie wzbudza strachu jako takiego, nie jest przepełniony grozą. Nie będziemy skakać czy zakrywać twarz poduszką, bo twórca, a jest nim Joe Cornish nie zarzuca widza  jumpscare’ami, a napięcie i klimacik buduje poprzez atmosferę, muzykę, lokacje i styl serialu. Nie jest to płaska opowieść o niczym, nie przeraża w dosłowny sposób, a zaciekawia, pokazuje miejsca i sytuacje, w które jesteśmy w stanie uwierzyć. 

Przeżywamy to, co bohaterowie tej opowieści, żyjemy z nimi, walczymy, stawiając czoła nieznanemu, trudnemu i brutalnemu wrogowi. Nasi bohaterowie mają w sobie wrogów nie tylko ze świata pozagrobowego, ale i w doczesnej rzeczywistości. Mają także tajemnice, które przed innymi i samym sobą ukrywają. To, że jest sekrecik, że nie wiemy wszystkiego od razu, jest motorem popychającym nas w stronę poznania tej opowieści, przez co chętnie i dobrze się serial ogląda. 

Charakterne postacie i dobre aktorstwo

A ogląda się go przyzwoicie ze względu na dość szybkie poprowadzenie akcji, która gwałtownie może się zmienić, ale także ze względu na charakterne postaci. I tu na plan pierwszy wysuwa się postać Lucy, w którą brawurowo wcieliła się Ruby Stokes, którą mogliśmy oglądać już w jednej produkcji grozy, w filmie Naznaczona. Podczas kolejnych odcinków śledzimy jej rozwój, nie tylko psychiczny, ale także paranormalny. Widzimy, jak staje się silniejsza i jak swoją osobą spaja i wynosi do góry spółkę, w której pracuje. 

Nie umniejszają jej wcale jej ekranowi koledzy, czyli Cameron Chapman, który wcielił się w postać Anthonyego Lockwooda oraz Ali Hadji-Heshmati jako George Karim. Jeden jest wyniosłym, inteligentnym i dystyngowanym młodzieńcem, który ma tajemnice, schowane w pokoju na górze, zamkniętym na klucz, drugi naukowcem i ekscentrykiem, który wychodząc przed szereg, został wydalony ze szkoły.

Każde z nich jest zupełnie inne, ma odmienne charaktery, sposób bycia, ma marzenia i cele. Ale czego by o nich nie mówić, między trójką bohaterów jest chemia, której trudno nie zauważyć. To ona sprawia, że serial Lockwood i spółka ogląda się z nieskrywaną przyjemnością. 

Kolejna teen drama w dobrym wydaniu – podsumowanie serialu Lockwood i spółka

I oto za sobą mam kolejną serialową opowieść, z przeznaczeniem dla nastolatków, która, mimo tego, że wiek nastoletni dawno mam już za sobą, bardzo mi się spodobała. Złożyło się na to wiele czynników, które sprawiły, że zagrała we mnie, na pozytywną nutę, sympatia do zjawisk paranormalnych, historii z dreszczykiem, a także opowieść o przyjaźni i zaufaniu. Alternatywny świat, w którym panują duchy, mimo nierealności stał się bardzo realny. Wartko tocząca się opowieść minęła szybko i ani na chwilę nie nudziła, ba…..zostawiła niedosyt, gdyż skończyła się w takim momencie, w którym musi powinna być kontynuowana w kolejnym sezonie, ale wiemy, że nie będzie. Nie mniej jednak Lockwood i spółka to miniserial, która naprawdę warto zobaczyć. 

Moja ocena 8/10.

Serial miał premierę na Netflix 27 stycznia 2023 roku. 

niedziela, 8 grudnia 2024

Lekkie jak piórko, przedziwny serialowy miks stacji Hulu – recenzja serialu

Lekkie jak piórko, przedziwny serialowy miks stacji Hulu – recenzja serialu

Zapraszam do recenzji serialu Lekkie jak piórko, połączenia dramatu, horroru i fantasy opowieści od platformy Hulu. Miłej lektury! 

Płynąc z nurtem filmowych straszydeł udało mi się obejrzeć i zrecenzować już pełen duchów Nawiedzony Dom na Wzgórzu, Chilling Adventures of Sabrina i Paranormalne doświadczenia (Haunted) na Netflixie, opisać nawiązujący do twórczości Kinga serial stacji Hulu, dostępny na HBO, Castle Rock. Dziś przyszła pora na kolejny serialowy produkt wspomnianej stacji, który niegdyś obejrzeć można było na platformie na HBO GO, zatytułowany Lekkie jak piórko (Light as a Feather), opowieść opartą na książce Zoe Aarsen o tym samym tytule, swoisty i bardzo nietypowy kogel – mogel wielu wspomnianych wyżej filmowych gatunków.

Warto przeczytać również:

Jakiż to przedziwny filmowo – serialowy miks czyli nieco o fabule 

Około halloweenowy okres,  w jakim to czasie oglądałam niegdyś serial, to jak się domyślacie idealny czas na filmowe i serialowe straszydła, te mniej lub bardziej przerażające. Co powiecie tym razem na połączenie horroru, dramatu, opowieści obyczajowej o młodzieży, okraszonej domieszką science – fiction i fantasy? Taki jest bowiem serial Lekkie jak piórko, do którego recenzji serdecznie zapraszam.

Opowieść zaczyna się w pewien wieczór, w którym grupka dorastających panienek, uczennic liceum, urządza sobie na cmentarzu halloweenową imprezę. Nowa, trzymająca się na uboczu uczennica, proponuje zabawę w „sztywna jak deska, lekka jak piórko”, nieco makabryczną grę, w której jedna z dziewcząt kładzie się na ziemi, zaś druga trzymając ręce na jej głowie, stara się unieść jej ciało do góry. Pomocna w lewitacji delikwentki ma być przerażająca wizja przyszłości, w której leżącej przepowiadana jest potworna i rychła śmierć. 

Jak się później okazuje, tegoroczne świętowanie dnia duchów nie zostaje przez dziewczyny zapomniane, bowiem w dzień swoich osiemnastych urodzin, jedna z uczestniczek cmentarnego przyjęcia, Olivia grana przez Peyton List, znaną z serialu School Spririts (Licealne duchy), ginie w wypadku tak, jak jej to przepowiedziała prowadząca zabawę Violet (Haley Ramm). Pozostałe przyjaciółki muszą zrobić wszystko by nie tylko zapobiec kolejnym śmiercią, ale i dowiedzieć się kim jest tajemnicza, posądzana o nadprzyrodzone i niezwykle niebezpieczne zdolności Violet.

Co mi to przypomina? Czy ja to już gdzieś widziałam?

Muszę przyznać, że czytając zapowiedź serialu czułam się bardzo zaintrygowana, liczyłam na trzymającą w napięciu fabułę, może nie typowy horror, ale przynajmniej na angażujący thriller. Szybko przekonałam się, że Lekkie jak piórko jest produkcją bardzo niekonsekwentną, która nie zmierza do żadnego, wytyczonego i założonego przez siebie celu, choć potrafi zaciekawić między innymi poszukiwaczy filmowych smaczków i nawiązań.

Otóż w dziesięcioodcinkowej produkcji R. Lee Fleminga Jr. znajdziemy nawiązania do wielu produkcji. Grupa nastoletnich przyjaciółek skrywających sekrety, ubarwione lekko paranormalnymi elementami, przywodzi na myśl Słodkie kłamstewka (Pretty Little Liars). Walka z przepowiedzianym i nieuchronnym losem kojarzy się zaś jednoznacznie z serią filmów: Oszukać Przeznaczenie. Zagłębiając się coraz bardziej w opowieść zdołamy wyodrębnić jeszcze nawiązania do produkcji bliskich gatunkowi science – fiction, pojawiające się jump scare’y, przybliżą filmowe projekty z pogranicza horrorów, a rodzinny dramat jednej z bohaterek odbije się psychologicznym echem.

Niestety nie jestem horrorem, oj nie!

Mimo dziwności tej produkcji, którą trudno zakwalifikować do klasycznego filmowego gatunku, Lekkie jak piórko ogląda się bardzo dobrze. Produkcję, która mnie zaintrygowała a nie wystraszyła, pochłaniałam odcinek za odcinkiem, pewnie dlatego, że żaden z nich nie przekroczył 25 minut. Choć dziesięcioodcinkowy seans, ktory ma kontynuację w sezonie drugim, próbuje nas przerazić strasznymi momentami, choćby dzięki pojawiającej się znienacka postaci zmarłej siostry bliźniaczki czy wychodzącego z kanapki robactwa, to jądrem serialu jest psychologiczna opowieść o nieuchronności śmierci i przeznaczenia.

Na pozór nieskładna serialowa opowiastka, o dziwo nie irytuje pokręconą, pełną sprzeczności fabułą, która w serialu przeskakuje od wątku do wątku, nie starając się widzom wyjaśnić wielu zagadkowych sytuacji, albo robiąc to bardzo pobieżnie, co oczywiście sugerowało otwarcie sobie furtki do kolejnego sezonu.

Dobrze dobrani aktorzy to podstawa

Najmocniejszą stroną serialu stacji Hulu są jego postaci i aktorska obsada, w której na plan pierwszy wysuwa się bardzo intrygująca, nieco diaboliczna Violet grana przez Haley Ramm. Przyzwoicie wypada w swojej roli zmagająca się nie tylko z przeznaczeniem, ale z tragiczną przeszłości, McKenny Liana Liberato, którą zapewne kojarzycie z dramatu Zostań, jeśli kochasz czy z filmu Netflixa Aż do kości. Na uwagę zasługują także Brianne Tju jako Alex, Ajiona Alexus w roli Candace czy Jordan Rodrigues jako Trey.

Lekkie jak piórko – podsumowanie. Czy warto obejrzeć serial?

Trudno wyrażać się o serialu w samym superlatywach, bo nie oferuje nic zaskakującego, odkrywczego, czegoś co moglibyśmy określić powiewem świeżości na przeładowanym serialowym rynku. Lekkie jak piórko (Light as a Feather) potrafi jednak zaintrygować i skupić naszą uwagę w miarę płynną i wartką, choć pokręconą akcją i przyzwoitą pracą aktorską, sprawiającą, że w opowieść wciągamy się zadziwiająco szybko, nie zauważając upływającego czasu. 

Moja ocena 7/10.