Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotyk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2026

The Crimson Maid - recenzja. Przygodowa mieszanina zalet i wad

The Crimson Maid - recenzja. Przygodowa mieszanina zalet i wad

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji kolejnej przygodówki, połączenia romansu, opowieści narracyjnej i kryminału. Oto co myślę o grze The Crimson Maid. Miłej lektury!

The Crimson Maid miała swoją premierę w połowie lipca tego roku, czyli już kilka miesięcy temu. Kolejna gra GrimTalin, Darkania Works, której wydaniem zajęło się Wales Interactive, obiecywała wiele dobrego, spełniając owe obietnice mniej więcej w połowie. Otrzymaliśmy zapowiadany romans z kryminalnym sznytem i dozą tajemnic, w ładnej, acz stworzonej sztucznie oprawie, z bardzo nierówną rozgrywką i pewnym oszustwem. Grę miałam okazję sprawdzić dzięki GOG, za co serdecznie w tym miejscu dziękuję. 

Inne recenzje na moim blogu znajdziesz w dziale: Recenzje i wrażenia z przygodówek

Historia opowiedziana w grze rozgrywa się na przełomie XX wieku, pozwalając graczom wcielić się w Mariusa, młodego mężczyznę, który pobiera nauki w seminarium, w przyszłości planując zostać księdzem. Po latach przebywania z daleka od domu, przerywa na jakiś czas naukę, by powrócić do rodzinnej posiadłości. Powodem zmiany edukacyjnych planów, jest stale pogarszający się stan zdrowia jego ojca, który traci wzrok. 

W domu czeka na niego surowa, apodyktyczna matka, zdegustowany i zazdrosny młodszy brat oraz ojciec, który wymaga stałej opieki. Zarówno brat, jak i rodzicielka mają dość prowadzenia rodzinnego biznesu, czują się nim przytłoczeni, a ich uczucie względem Mariusa trudno nazwać rodzinną miłością. W posiadłości nasz bohater spotyka jeszcze kogoś, piękną i tajemniczą służącą o imieniu Irina. Kobieta szybko oczarowuje Mariusa, choć ten stara się za wszelką cenę stłumić w sobie rodzące się względem niej uczucia i pożądanie, w końcu poddając się władzy jaką ma nad nim ta dziewczyna. 

Gdy pewnego dnia dochodzi do strasznego morderstwa, świat Mariusa wywraca się do góry nogami. Na jaw zaczynają wychodzić liczne rodzinne sekrety i dano skrywane kłamstwa. Atmosfera gęstnieje, wlewając mrok w serce naszego bohatera. 

Pozwolicie, że fabularnie zatrzymam się w tym właśnie miejscu, nie zdradzając więcej szczegółów, gdyż to właśnie ten aspekt gry jest jej najmocniejszą stroną. Fabuła potrafi zaintrygować, pobudzić emocje, zachęcić, zahaczając nawet o zjawiska natury paranormalnej. Gra skutecznie trzyma nas w napięciu, ciekawie łącząc klasyczne gotycki romans, za którym osobiście nie przepadam, z nutą kryminału, a nawet pewnej mroczności. Zaletą tej podzielonej na kilkanaście rozdziałów gry jest jej klimat, stale gęstniejąca atmosfera oraz to, że powolnie rozwijająca się opowieść finalnie serwuje nam zaskakujące zwroty akcji. 

The Crimson Maid to produkcja na wzór wizualnej powieści, stawiająca na dość powolną, przynajmniej na początku, eksplorację. To tytuł narracyjny, ubarwiony mnóstwem gadaniny. Linii dialogowych jest tu naprawdę dużo. Niektóre z nich wnoszą do opowieści ciekawe wątki, inne są typowym trajkotaniem zafascynowanych sobą osób. Wspomniałam, że nie jestem fankom romansów, w żadnej postaci, czy to książkowej, filmowej czy growej, więc dla mnie te linie dialogowe były prawdę powiedziawszy pewną niedogodnością. Na szczęście przesadzone, a nawet melodramatyczne rozmowy, można przyspieszać, skupiając się na tych bardziej intrygujących, tych, przynajmniej dla mnie, ciekawszych. 

Główny trzon rozgrywki stanowi w recenzowanym przeze mnie tytule eksploracja. Gracz ma pewną swobodę w eksploracji posiadłości i jej okolic, mając jednak po drodze do wykonana przeróżne zadania, a także pewne przygodowe wyzwania, od zagadek po minigry. Trudno nie odnieść wrażenia, że zadania owe, o których napiszę niebawem, mają na celu nieco wydłużyć rozgrywkę, mam wrażenie, że nawet nieco sztucznie. 

Istotą rozgrywki, co mocno wpisuje się w styl visual novel, jest także wybór dialogowy. Ścieżki rozmów, dość rozgałęzione, prowadzą do odkrycia większej ilości faktów, do rozbudowania świata przedstawionego. Są również motorem napędowym wielu zakończeń tejże opowieści. 

Pod względem sterowania grę, która nie jest typowym point-and-clickiem, obsługujemy za pomocą klawiszy WSAD oraz myszą. Do dyspozycji interfejsowo mamy klasyczne ikony, a gracz wzbogacony jest również o typowy dla przygodówek notatnik. Dziennik Mariusa aktywujemy za pomocą klawisza "Tab". Muszę przyznać, że notatnik ów stanowi urokliwy dodatek do growej całości, choć w jego stworzenie wkład ma niestety sztuczna inteligencja. Stworzony został w rysunkowym stylu, łącząc czarno-biały tekst i rysunkowi z kolorowymi wstawkami, niczym kolorowe, acz również malowane zdjecia. Dziennik ów rozbudowywany jest stopniowo, w zależności od tego jak dokładnie eksplorujemy okolicę, co udaje się nam znaleźć, i jakie zadanie wykonać. 

Oprócz czystej eksploracji, w której podziwiać możemy uroki ogromnej posiadłości, ale nie tylko, przyjdzie nam odnajdywać przedmioty, używane później automatycznie, poszukiwać wskazówek, zagubionych dokumentów, które przybliżają nam rodzinną przeszłość, ale przedmiotów kolekcjonerskich. 

W grze natkniemy się również na wszelakie przygodowe zadania, także te opcjonalne. Takimi są puzzlowe układanki, które przedstawiają głównie zwierzęta, z którymi możemy się mierzyć, ale wcale nie musimy. Choć gra niby stawia na proste zagadki, i w większości na takie są tu natkniemy, to rozgrywka pod tym względem jest zdecydowanie nie równa. Większość zadań skupia się bowiem na prostych czynnościach wyznaczanych protagoniście przez najbliższych. Prostota i lekkość nie jest jednak w grze taka oczywista. Jest tu bowiem zagadka z otwarciem drzwi do kaplicy, która jest zwyczajnie przesadzona, zbyt nudna i zdecydowanie za bardzo czasochłonna. Powiem szczerze, że jest to zadanie z puli tych irytujących i jak dla mnie twórcy powinni dorzucić do niej opcję jej pominięcia.  Sztuczne wydłużanie gry i irytowanie graczy, nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem. 

Pewną nierówność, przesadę, ale i świadectwo niezależności gry odczuć można również w warstwie muzycznej i dźwiękowej tegoż projektu. O ile dźwięki otoczenia brzmią tu bardzo wiarogodnie, szczególnie klimatycznie na cmentarzu, o tyle muzyka staje się dzięki swojej powtarzalności walców, nużąca. Stale powtarzające się motywy muzyczne, mocno wybijające się w grze, która tak naprawdę głosowo jest prawie zupełnie cicha, nie są przyjemne dla ucha. Prawdę powiedziawszy z czasem przyciszyłam muzykę, woląc delektować się jedynie dźwiękami otoczenia. 

Wielkim minusem, a nawet formą growego oszustwa jest umieszczenie w wersjach językowych - pełnej angielskiej wersji, której tak naprawdę nie ma. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po włączeniu The Crimson Maid, okazało się, że jedynym głosem jaki usłyszałam jest ten należący do narratorki opowieści, towarzyszący nam między rozdziałami, tu zwanymi aktami. Poza przyjemną głosem owej kobiety, żadna z postaci nie jest dubbingowana. Bardzo stateczne i osadzone praktycznie w jednym miejscu postaci, które ożywają jedynie w dodanych do gry animacjach, są całkowicie nieme. Ta forma oszustwa, pewnego zakłamania faktów nie jest według mnie dopuszczalna. 

Gra posiada kilka wersji językowych w formie napisów, ale w językowym zestawie brakuje polskiego tłumaczenia. Brak angielskiego dubbingu, który moim skromnym zdaniem znacznie poprawiłby grywalność tego projektu, i brak wersji PL, w morzu tekstu, potrafi skutecznie odstraszyć, a nawet zniechęcić do poznania tegoż projektu. 

Również pod względem graficznym mamy pewną formę oszustwa. Gra oczywiście prezentuje się niezwykle urokliwie, bardzo szczegółowo, romantycznie, gotycko, często nawet mrocznie. Problem w tym, że przy tworzeniu tego co widzimy na ekranie, niektórych grafik, interfejsu, dziennika oraz tekstur wykorzystano sztuczną inteligencję. To, że tytułów ów został wygenerowany dzięki AI, jest w wielu jej momentach bardzo mocno widoczne i należy wziąć to pod uwagę, zachwycając się oprawą graficzną, teksturą i tłami. 

The Crimson Maid to gra, która niestety mnie zawiodła, i to pod wieloma względami. Prawdę powiedziawszy nie tego się po niej spodziewałam. Po pierwszym szoku spowodowanym brakiem obiecanej pełnej wersji głosowej w języku angielskim, przyszło kolejne rozczarowanie. Miałam nadzieję na lekką, pełną tajemnic i nieco mroczności opowieść z lekkimi zagadkami. A co otrzymałam? Bardzo nierówną rozgrywkę, z irytującym, wkurzającym i zniechęcającym zadaniem z układanką na drzwiach kaplicy. Zadanie dla cierpliwych, sztucznie wydłużyło moją rozgrywkę, i zbudowało frustrację, której w grze wpisującej się bardziej w styl wizualnej powieści, się nie spodziewałam.

Gdyby nie całkiem ciekawa fabuła, która choć wolno, zdecydowanie podkręciła klimat, zahaczając nie tylko o gotycki mrok, kryminał, ale i zjawiska nadprzyrodzone, gra miałaby u mnie bardzo niską ocenę, głównie za marketingowe kłamstwa i pójście twórców na łatwiznę. 

Tę niestety widać w oprawie graficznej, która i owszem, może się bardzo podobać, ale tak naprawdę stworzona została za pomocą sztucznej inteligencji, co zdecydowanie nie można przypisać grze jako jej plus. Dodatkowo moja wersja na GOG-a nie dała możliwości robienie zrzutów z ekranu bezpośrednio na platformie. 

Zastanawiałam się jaką ocenę finalnie mam dać tej ciekawej fabularnie, ale i irytującej grze przygodowej? Nie może być za nisko, bo finalnie potrafiła mnie zaciekawić. Nie może zbyt wysoko, bo jedno z zadań mówiąc kolokwialnie wyprowadziło mnie z nerwów. 

Moja ocena zatem to 6/10. 

Bardzo dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji. 

Grałam w wersję na komputery PC na GOG. 

Zalety:

  • Ciekawa fabuła;
  • Klimatyczna historia;
  • Połączenie romansu, kryminału i zjawisk nadprzyrodzonych;
  • Stale gęstniejąca atmosfera;
  • Zwroty akcji;

Wady: 

  • Brak pełnej angielskiej wersji;
  • Ładna, acz stworzona sztucznie grafika;
  • Zbyt melodramatyczne dialogi;
  • Brak ręcznego zapisu;
  • Brak polskiej wersji językowej


sobota, 12 września 2026

Saint Kotar: The Yellow Mask wkrótce za darmo, i to na zawsze

Saint Kotar: The Yellow Mask wkrótce za darmo, i to na zawsze

Już za kilka dni Saint Kotar: The Yellow Mask, około trzygodzinny prolog do Saint Kotar stanie się ponownie grą darmową, i to na zawsze. Twórcy zapowiadają że nie wrócą do wersji płatnej. 

Saint Kotar: The Yellow Mask, prolog do ręcznie rysowanej przygodówki "wskaż i kliknij" Saint Kotar, której recenzję i poradnik/solucję, a także wrażenia z prologu znajdziecie w dziale "Moja twórczość", gra przewidziana na około trzy godziny, wkrótce, bo już 18 września ponownie stanie się darmowa, i to już na zawsze. Twórcy, a jest to studio The-Mark Entertainment, wcześniej znane jako Red Martyr Entertainment wprowadzają zmianę w dystrybucji gry.  

Przeczytaj również: 

Saint Kotar: The Yellow Mask to klasyczna przygodówka point-and-click wydana w czerwcu 2020 roku w darmowej wersji, równolegle z kampanią Kickstarter Saint Kotar. Miała stać się formą prezentacji pełnej wersji z możliwością oceny pełnego projektu, którego zbiórka finansowa zakończyła się sukcesem pięć dni przed jej zakończeniem,. W 2021 roku prolog został wycofany z dystrybucji. Pracując nad pełną wersją gry twórcy napisali wstęp opowieści na nowo, dodano usprawnia techniczne, grę przeprojektowano. W 2023 roku ponownie pojawiła się na growym rynku, tym razem jako projekt płatny, za opłatą w niewielkiej sumie. Jednak przychody z gry nie były za duże, a płatny tytuł, nawet za niewielką sumę, zniechęcał do jej zakupu. Dlatego też jej autorzy zdecydowali się na udostępnienie gry za darmo.

Saint Kotar: The Yellow Mask to jak wspomniałam gra przewidziana na około 3 godziny rozgrywki, z dwiema grywalnymi postaciami. Są nimi Benedek Dohnany i Nikolay Kalyakin. Gra oferuje rozbudowaną fabułę, z dialogami wpływającymi na przebieg wydarzeń. Jest to przygodówka stworzona w ręcznie rysowanej grafice, z pełną angielską wersją językową, także z polskimi napisami. Dodatkowo gra oferuje bezpłatny dodatek DLC Saint Kotar: Supporter Pack.

Wraz z tą zmianą studio wycofuje z oferty pakiet „Kickstarter Special Edition”. Skoro dodatek The Yellow Mask stanie się dostępny za darmo, pakiet ten stracił rację bytu. Saint Kotar: The Crawling Man, czyli interaktywny komiks wchodzący w skład tego zestawu pozostaje dostępny jako samodzielna pozycja.

Twórcy, czyli wspomniane studio The-Mark Entertainment, którzy mają w swoim dorobku również grę Log Away, nie będącą przygodówką, a relaksacyjnym symulatorem z budowaniem, nie zamykają się jednocześnie na kontynuację Saint Kotar, wspominając, że mają nadzieję, że kiedyś wrócą do gry w formie sequela czy prequela. 

Saint Kotar: The Yellow Mask to pierwotna wizja gry, zanim została ona zmieniona w pełną wersję - Saint Kotar. Jest to przygodówka która rozgrywa się w niewielkiej osadzie Sveti Kotar. Historia w niej opowiedziana rozpoczyna się po serii morderstw, podobno związanych z czarami i kultem diabła. W grze wcielamy się w dwóch bohaterów - Benedeka Dohnany i Nikolaia Kalyakina, z którymi zagłębimy się w tę mroczną opowieść w formie psychologicznego horroru. 

Gra będzie dostępna za darmo od 18 września 2026 roku.

Karta Steam 








sobota, 16 sierpnia 2025

Victorian Dread, gotycka przygodówka o pewnej prawniczce

Victorian Dread, gotycka przygodówka o pewnej prawniczce

 


Swoje miejsce na platformie Steam ma klasyczna przygodówka point-and-click, w gotyckim stylu, inspirowana klasyką literatury, ale i współczesnością. Gra nosi tytuł Victorian Dread ma wstępną datę premiery oraz zwiastun. 

Do wiktoriańskiego Londynu XIX wieku przeniesiemy się w przygodowej grze "wskaż i kliknij", w gotyckim, mrocznym stylu, grze zatytułowanej Victorian Dread, stworzonej i wydanej przez studio Grimcat Games. Ta klasyczna, ręcznie malowana gra, w której wcielimy się w jedną z pierwszym prawniczek ma wstępną datę premiery, planowaną na przyszły rok, a jej twórcy niedawno zaprezentowali jej pierwszy materiał wideo.

Przeczytaj również:

Jak już wspominałam Victorian Dread pozwoli graczom przejąć kontrolę nad jedną z pierwszych kobiecych prawniczek, i przenieść się do wiktoriańskiego Londynu wieku XIX. Bohaterką opowieści w klasycznym stylu "wskaż i kliknij", dla której inspiracją stał się klasyk literatury, czyli "Dracula" Brama Stokera, książka, która stała się inspiracją dla twórców przygodówek Dracula: Zmartwychwstanie i Drakula: Ostatnie Sanktuarium, a także serialu Netflix Drakula i wielu innych dzieł growych i ze świata filmu, a także współczesny Hellboy, jest Eleanor Rosewood. Kobiecie przyjdzie zmierzyć się ze starożytnym złem, zbierać dowody, które pozwolą jej uratować jej klienta przed szubienicą. Pomocni jej okażą się być mieszkańcy Londynu, ludzie w różnych środowisk, mający swoje życie, i swoje sekrety.

Gra została stworzona w ręcznie rysowanym stylu, jest klasykiem przygodowym, w mrocznym stylu. Wcielając się w młodą prawniczkę gracz będzie stawiać czoła wyrzutkom na jakich natknie się w Londynie, przekopywać groby, próbować zachować zdrowy rozsądek odwiedzając przytułki, ścigać złodziei ciał, a także poznawać tajemnice związane ze starożytnym kultem. Pomocą będę jej mieszkańcy Londynu, w tym również pewne mądra wiedźma. 


Gra posiadać będzie pełną angielską wersję językową, przewidzianą dla każdej postaci. Nie zagramy w nią po polsku. Rozgrywka opiera się w niej na klasycznych rozwiązaniach przygodowych. Istotnym elementem jest dziennik Eleonor, w którym będzie robić notatki, po czym porównywać je z dokumentami Scotland Yardu lub przewodnikami miejskimi. To owocować będzie nowymi wskazówkami. Przygodówka poprowadzona jest w szybkim stylu. Twórcy jednak zapowiadają, że gracz nie odczuje w niej poczucia zagubienia.

Premiera Victorian Dread na PC - Steam oraz Mac przewidziana jest w 2026 roku. Dokładna data nie została ogłoszona. 

Karta Steam




poniedziałek, 14 października 2024

Eight for Silver, recenzja klimatycznego, gotyckiego horroru

Eight for Silver, recenzja klimatycznego, gotyckiego horroru

Eight for Silver, recenzja klimatycznego, ujmującego zdjęciami gotyckiego horroru. Zapraszam do kolejnej recenzji na moim blogu!

Eight for Silver to gotycki horror, o niesamowitym klimacie i atmosferze, która przypadnie do gustu miłośnikom mrocznych, i klasycznych filmów grozy. Produkcja miała swoją premierę w roku 2021, podczas festiwalu Sundance, a znana jest także pod zupełnie innym tytułem – The Cursed.

Warto również przeczytać:

Ten brytyjski horror jakiś czas temu zasilił bibliotekę platformy SkyShowtime (już nie jest tam dostępny), co ja, zwolenniczka takiego właśnie gotyckiego klasyka, przyjęłam z wielkim entuzjazmem. Obejrzałam, oceniłam! Oto jego recenzja! Już od piątku film zostanie udostępniony na platformie Netflix. 

Eight for Silver – fabuła, która nie wnosi do kina nic nowego, ale potrafi wciągnąć

Akcja Eight for Silver rozpoczyna się we Francji, w północnej jej części, obrazując przerażające sceny, jakie rozegrały się podczas bitwy nad Sommą, największej z bitew I wojny światowej. Na wstępie widzimy scenę z żołnierzami w maskach gazowych, duszonych gazem musztardowym, a następnie dojmujące, przerażające chwile w szpitalu polowym. Tam przy dźwiękach jęków rannych i umierających żołnierzy, którym na żywca amputowane są nogi, a wnętrzności leżą na zewnątrz, umiera ranny kapitan Edward Laurent. Z jego ciała lekarz wyjmuje kule, wśród nich jedną, srebrną, która nie jest, jak twierdzi „kulą niemiecką”. Pocisk ten jest bowiem przerażającym świadkiem minionych lat.

To właśnie do nich wracamy we właściwiej części filmu, która dzieje się trzydzieści pięć lat wcześniej, w pewnej francuskiej prowincji. Tam swoją posiadłość ma gburowaty i okrutny wobec innych Seamus Laurent, właściciel ziemski, który żyje tu z żoną Isabelle, synem Edwardem i dorastającą córką Charolette. Pewnego dnia miejscowi Cyganie zaczynają domagać się od niego należnej im ziemi, czego bogacz i bezwględnik nie zamierza spełnić. W nocy pali ich obóz, brutalnie wielu Cygan zabija, a jedną z nich zakopuje żywcem. Przed śmiercią Cyganka rzuca klątwę na Laurenta i jego rodzinę. Gdy jakiś czas później z ziemi wykopane zostają dziwne, srebrne zęby, ofiarą przekleństwa staje się najpierw pewien miejscowy chłopak, a później dziesięcioletni syn Seamusa Laurenta, Edward. 

Niedługo później w okolicach posiadłości zaczyna grasować mordercza bestia, której pochodzenie trudno lokalnym służbom prawa rozpoznać. Ratunkiem ma być John McBride, patolog, który przybywa do posiadłości państwa Laurent z Gévaudan, gdzie jakiś czas temu także doszło to podobnych zdarzeń. To on ma być ratunkiem dla mieszkańców, rodziny Seamusa, a klątwa rodzinna dla niego stać się ma rozrachunkiem z tragiczną przeszłością. 

Eight for Silver – świetny klimat, uwielbiamy przeze mnie gotyk, otoczka i świetna oprawa wizualna

Opisywana przeze mnie produkcja, o tytule Eight for Silver, albo The Cused, bo z takim tytułem, jak już wspominałam, też możecie się spotkać to klasyczne kino grozy, film produkcji brytyjskiej, w reżyserii Seana Ellisa, który ma na swoim koncie kilka mniej popularnych w naszym kraju filmowych dzieł, jak choćby Skręt w lewo czy Casback. Tym razem twórca tegoż horroru postawił na jakość, klimat i atmosferę, która niemal na każdym kroku, w niemal każdym ujęciu mocno się rysuje, wywołując dreszczyk emocji, a w kolejnych ujęciach potęgując grozę. 

Nie stawia ona jednak na klasyczne przerażenie, a przynajmniej nie poprzez jump scare’y, z których słyną filmowe straszydła. Mamy tu bowiem do czynienia z gotyckim horrorem, takim jak choćby The Manor, Kobieta w czerni czy Inni. Klimat mroku, tajemnicy i sekretów, powiązany jest z klątwą, cygańskim przekleństwem i brakiem wiary w nadprzyrodzone. I choć film podejmuje się poprowadzenia tematu starego jak świat, i dość ogranego w filmach grozy, czyli wilkołaków i ogólnie przyjętych bestii o ogromnej sile i pradawnej mocy, pochodzącej z wierzeń i mitów ludowych, to patrzy na niego przez pryzmat zagadkowości, mocno zagłębiając się w likantropiczną mitologię.

Klimat i ciekawie poprowadzona fabuła, bazująca na stworach zamieniających ludzi w bestie, to nie wszystko. To, czym ten film ujmuje za serce, to czym do siebie mocno i skutecznie przyciąga, pozwalając delektować się każdą minutą prawie dwugodzinnego seansu, jest oprawa wizualna. Co tu dużo mówić, ten film może poszczyć się doskonałymi zdjęcia, rewelacyjnymi ujęciami i pracą kamery i niesamowitością scen kręconych po ciemku, w których mrok nie przesłania nam obrazu. Wszystko jest wyraźne i widoczne przez umiejętną operację światłem, magię świec i pochodni. Naprawdę wygląda to pięknie, powodując, że w mig będziemy filmowym dziełem oczarowani. Jeśli tylko jesteśmy zwolennikami kina grozy. 

Eight for Silver – aktorka obsada, której nic nie brakuje

Eight for Silver to nie jest opowieść, która fabularnie gna do przodu. To kino powolne i wysmakowane, także pod względem aktorskim, które poprowadzone zostało niespiesznie, w brytyjskim poważnym i klimatycznym stylu. To na klimacie, przemyślanych, ujmujących atmosferę grozy zdjęciach i naprawdę dobrej obsadzie aktorskiej skupia się ta filmowa opowieść. 

W roli charyzmatycznego, ponurego, trzymającego dom i rodzinę twardą ręką właściciela ziemskiego, Seamusa Laurenta wystąpił Alister Patrie, aktor znany z roli dyrektora liceum z serialu Sex Education, ale także z miniseriali Funny Woman, Dlaczego nie Evans? czy Terror. W roli jego żony, Isabelle Laurent wystąpiła Kelly Reilly. Aktorkę możemy kojarzyć z serialu Yellowstone, a zobaczyliśmy ją także w filmie Duchy w Wenecji. W roli patologa, Johna McBride’a Boyd Holbrook, którego zapewne kojarzymy z serialem Sandman, Narcos czy filmem Indiana Jones i artefakt przeznaczenia.

Ważną rolę w filmie odkrywają także młodzi aktorzy, którzy wcielili się w postaci dzieci państwa Laurent. W roli dziesięcioletniego Edwarda zobaczyliśmy Maxa Mackintosha, którego możemy kojarzyć z filmu Uśpieni, Kingsman: Złoty Krąg czy Rocketman. Jego siostrę, Charlotte zagrała zaś Amelia Crouch, którą możemy oglądać w takich produkcjach jak: Alicja po drugiej stronie lustra, Anioł śmierci czy Łowca i Królowa Lodu.

Eight for Silver – podsumowanie recenzji

Przyznam się, że gdy tylko przeczytałam, iż w Eight for Silver zagości w serwisie SkyShowtime, czekałam na niego z niecierpliwością, czytając wcześniej sporo dobrego o tej, moim zdaniem nieco niedocenionej produkcji. Po jego obejrzeniu, jestem oczarowana klimatem, ciągle trzyma mnie przy nim niesamowita atmosfera gotyckiego horroru, i wciąż jestem pod wrażeniem niesamowitej oprawy wizualnej, pięknych ujęć, doskonałej zabawy światłem.

Nie mogę narzekać na fabułę, która choć niczego świeżego do świata kina nie wnosi, zagłębiając się w opowieść o „wilkołaczej” bestii i pewnej klątwie i skupiając na temacie zaczerpniętym z mitów i legend ludowych, patrzy jednak na niego w nieco inny, bardziej dosadny, szczegółowy i nie pozbawiony brutalności sposób. To nie jest film przerażający na tyle, żeby zakrywać twarz poduszką, czy skakać na krześle, ale to tytuł grozy, który nie żałuje wiarygodnych, pełnych krwi i przerażania scen. 

Nie polecałabym Eight for Silver osobom o słabych nerwach, ani widzom, którzy nie lubią w filmach brutalności, nie tylko tej, w wykonaniu wilkołaka. Jest to bowiem także film o brutalnych ludzkim zachowaniu, które niesie z sobą równie brutalne, i dla wielu nieoczekiwanie konsekwencje, rodzaj karmy, klątwy czy przeznaczenia. Jak zwał, tak zwał, to dobre kino, na które zdecydowanie warto poświęcić chwilę naszego czasu. Serdecznie Wam go polecam, życząc udanego seansu!

Moja ocena 8,5/10.

Film od piątku, 18 października obejrzycie na Netflix. 




wtorek, 27 sierpnia 2024

Castle Dornstein, gotycka przygodówka retro rozgrywająca się w XIX-wiecznych Czechach

Castle Dornstein, gotycka przygodówka retro rozgrywająca się w XIX-wiecznych Czechach

 


Trochę Draculi, nieco słowiańskiego folkloru, sporo emocji i wiele tajemnic szykuje dla miłośników retro przygodówek, ale nie tylko studio Digital Mosaic Games, w swoim nadchodzącym projekcie point-and-click o tytule Castle Dornstein.

Castle Dornstein, gotycka przygodówka retro rozgrywająca się w XIX-wiecznych Czechach, klasyczna przygodówka "wskaż i kliknij", stworzona w retro pikselowej grafice ma nie tylko swoje miejsce na platformie Steam, ale także można ją sprawdzać w wersji demo 😀

Może zainteresuje Cię także:

Castle Dornstein to historia, jak już wspominałam rozgrywająca się w Czechach, w XIX wieku. Poznajemy w niej Hemlocka. Jest to młody uczony, który został zatrudniony do przetłumaczenia tajemniczej średniowiecznej księgi znanej jako Dziennik Diabła.

Księga ta została napisana przez mnicha imieniu Gregorovitz. Mężczyzna oszalał i wyrzekł się swojej wiary, zaś księga zaginęła, i nikt nie mógł jej znaleźć przez wieki. Udało się tego dokonać lordowi Fiodorowi Dornsteinowi. Zaprosił on Hemlocka, eksperta od średniowiecznej łaciny na wieś, gdzie miał zamieszkać w podupadającym Zamku Dornstein, by tam spokojnie ją tłumaczyć. Problem w tym, że księga w niewyjaśnionych okolicznosciach znika już pierwszej nocy. Wszyscy stają się podejrzani. Zadaniem Hemlocka jest zbadanie zamku, i poznanie mrocznej jego tajemnicy.

Castle Dornstein to klasyczna przygodówka, z eksploracją, zagadkami, poszukiwaniem wskazówek, a także ze zwiedzaniem pobliskiej wioski Krkanov, i poznawaniu plotek, które przybliżają stopniowo mroczną przeszłość zamczyska. 

Gra dostępna jest obecnie w wersji demo. Będzie w nią można zagrać w pełnej angielskiej wersji językowej. 

Gra zadebiutuje na platformie Steam. Dokładna data nie jest znana. 

Karta Steam - pobierz demo