piątek, 4 października 2024

Castle Rock - recenzja. Serialowa inspiracja prozą Kinga

Castle Rock - recenzja. Serialowa inspiracja prozą Kinga
Zdjęcie: Amazon Prime

Serdecznie zapraszam do przeczytania kolejnej recenzji mojego autorstwa, tym razem klimatycznego serialu, który ponownie garściami czerpie z prozy Stephena Kinga. 

Stephen King, nazwisko to znane jest nie tylko fanom książek grozy, ale także filmowych i serialowych produkcji, których nazbierało się do tej pory tak wiele, że trudno je zliczyć. Rewelacyjna, druga już adaptacja książki tego płodnego pisarza, zatytułowana To, przyciągnęła do kin mnóstwo widzów spragnionych ekranowych emocji. Za przenoszenie mrocznych historii na granicy thrillera i horroru zabrała się nie tylko platforma Netflix, na której znajdziemy filmy 1922, Grę Geralda czy kilku odcinkową Mgłę (The Mist), ale i HBO, gdzie zagościł serial stacji Hulu, Castle Rock, w którym znajdziemy nie jedno, ale wiele odwołań do twórczości tego rozpoznawalnego autora. Obecnie serial oglądać możemy na Max. 

Przeczytaj również:

Dziś właśnie skupię się na owej serialowej produkcji, która liczy sobie dwa sezony, bazujące, choć nie bezpośrednio, na twórczości Kinga. Produkcja ta, to niebywały kąsek dla znawców mrocznego klimatu zaczytujących się w książkach pisarza i kochających wyszukiwać w filmach smaczków i licznych nawiązań, których w Castle Rock znajdziemy mnóstwo. To też zgrabnie poprowadzona opowieść, może nie do końca wpisująca się w styl horroru, ale trzymająca dość wysoki, mroczny poziom i wyjątkowy klimat niepokoju, której uroku dodają ciekawe postaci i świetna gra aktorska. Zacznijmy jednak po kolei.

W Castle Rock przenosimy się do wspomnianego w tytule, niewielkiego, sennego miasteczka, które skrywa pewną tajemnicę, a którego newralgicznym miejscem, dającym pracę nie jednemu mieszkańcowi,  jest lokalne więzienie Shawshank. Historia w pierwszym, opisanym tu sezonie, zaczyna się w momencie gdy jego emerytowany naczelnik z niewyjaśnionych przyczyn popełnia samobójstwo. Niedługo potem, w oddalonym, niedostępnym miejscu wspomnianego więzienia zostaje znaleziony młody chłopak, który nie wiedzieć czemu został tam uwięziony i zapomniany. Co ciekawe, siedział w niewielkiej klatce przez wiele lat. Mężczyzna zdaje się mieć luki w pamięci, a jedyne co powtarza to nazwisko, Henry Deaver. Przywoływanym przez więźnia mężczyzną okazuje się być trzydziestoparoletni prawnik, który w Castle Rock spędził swoje pełne niepokojących zdarzeń dzieciństwo, wiążące się z mroczną tajemnicą. W dramatyczne, zazębiające się wydarzenia z przeszłości wplątana jest także jego dziecięca przyjaciółka i sąsiadka, obecnie pracująca jako agentka nieruchomości, Molly  Strand. Razem odkrywają, a przynajmniej starają się odkryć kim lub czym jest ów tajemniczy młody człowiek.

Castle Rock to bardzo specyficzny serial, który nie zamierza straszyć, a raczej intrygować i zaciekawiać stopniując rozwój wypadków i fabułę bardzo powoli i niezwykle zagadkowo. Bazująca na twórczości Kinga fabuła, choć nie czerpie z niej dosłownie i garściami, jak to bywa w innych produkcjach tego typu, to utrzymana jest w stylu znanym Kingowi, w którym możemy znaleźć nawiązania do wielu jego książek.

Fani tematu wychwycą "Mroczną Wieżę", nazwę miasteczka, Castle Rock, która przewijała się w niejednej już książce pisarza, więzienie o znajomej nazwie Shawshank, znane z książek nazwiska, wiele nawiązań w dialogach i nazwach lokacji i mnóstwo mniejszych i większych elementów, które czynią serialowy spektakl, wyjątkowym.


Nie tylko easter-eggi tworzą wyjątkowość tego serialu, a także i przede wszystkim sposób poprowadzenie fabuły, która dawkowana jest widzom poprzez ulubioną przeze mnie retrospekcję w narracyjnym, książkowym, bardzo zagadkowym stylu. Duchy przeszłości przenikają przyszłość i rodzą się w teraźniejszości, łącząc różne okresy czasu i różną rzeczywistość, tym samym podkręcając naszą ciekawość. Zagadkowość miejsc, sytuacji, przeplatana jest z tajemnicą jaką niosą ze sobą główne i poboczne postaci serialu, z których każda ma coś za uszami.

Nie wiemy kim tak naprawdę jest młody więzień, uważany za wcielone zło, wokół którego wydarzać mogę się tylko przykre rzeczy. Nie mamy pojęcia ile prawdy jest w postaci Henry’ego Deavera, co tak naprawdę ukrywa, a co jedynie nie pamięta. Zadajemy sobie pytania jaka jest Molly, kobieta zmagająca się z niezwykłym darem, uznana w miasteczku za wariatkę. Śledzimy losy matki Henry’ego, chorej na Alzheimera Ruth Deaver, staruszki żyjącej na granicy jawy i snu.

Tu każda obecna i przeszła, główna i drugoplanowa postać boryka się z jakąś tajemnicą, nikt nie jest do końca jednoznaczny, nikogo los nie oszczędza, nikomu nie idzie na rękę, niczego nie ułatwia. Śledzenie zawiłości i budowane przez to napięcie jest kluczowym i najbardziej wciągającym elementem tego serialu, który śledzi się z wielkim zaangażowaniem.

To jak potrafimy wciągnąć się w dobrze napisaną opowieść jest także zasługą świetnie napisanych i rewelacyjnie zagranych postaci, w których na pierwszy plan wysuwa się niesamowita w swej roli Ruth Deaver, Sissy Spacek, zagubiona w swej chorobie, krucha, a jakże silna kobieta, matka, żona i kochanka. Na uwagę zasługuję także Molly Strand, w tej roli Melanie Lynskey, którą odkrywa rolę młodej pragnącej sukcesu agentki nieruchomości,  próbującej zabić głosy w głowie i zagłuszyć dziwne szepty narkotykami kupowanymi od lokalnych handlarzy. Atmosferę tajemnicy podsyca Henry Deaver, w którego wcielił się André Holland. Jego nie pozbawione problemów dzieciństwo, oskarżenie o przyczynienie się do śmierci ojca, luki w pamięci i wyparcie,  czynią z niego postać wielowymiarową i intrygującą. Oliwy do ognia rozgrzewającego nas fabularnie dolewa młody więzień, którego perfekcyjnie zagrał Bill Skarsgård, znany z roli Pennywise w nowej odsłonie horrory To.

Castle Rock to serialowa propozycja stacji Hulu, dostępna na Max, która zaintryguje i będzie filmową gratką dla niejednego fana twórczości Kinga i nie tylko. Castle Rock nie wystraszy na śmierć, nie wywoła na naszych twarzach grymasu przerażenia, nie pobudzi usta do krzyku, a zaintryguje i  wciągnie fabularnie, oferując dreszczyk emocji przypisany bardziej thrillerom, niźli horrorom. Drugi sezon również możemy oglądać we wspomniany serwisie. 

Moja ocena 8/10.

Serial w dostępnych dwóch sezonach można oglądać obecnie na Max. 


W The Heirloom nie zagramy w październiku. Twórcy przekładają datę premiery

W The Heirloom nie zagramy w październiku. Twórcy przekładają datę premiery

 

W The Heirloom, w narracyjną, emocjonalną i nastawioną na decyzję przygodówkę, która miała zadebiutować w październiku, raczej w tym miesiącu nie zagramy. Twórcy ogłaszają przesunięcie premiery, nie podając na razie daty. 

The Heirloom to przygodówka, którą z jakiś przyczyn ominęłam w październikowych premierach, i wszystko wskazuje na to, że tak być powinno. Jej autorzy czyli Babubi Games ogłosili z żalem przesunięcia daty premiery. Decyzja związana jest z napotkanymi problemami w rozgrywce. Twórcy gry, która uzyskała wielki sukces na Kickstarterze, wyjaśniają z czym związane jest przesunięcia w mediach społecznościowych.

Może zainteresuje Cię również:

O grze The Heirloom miałam przyjemność pisać już na blogu, więc przypomnę tylko, że w grze poznajmy historię osieroconego rodzeństwa, szesnastoletniej Marli i jej młodszego brata Jacka, którzy trafiają pod opiekę jedynego krewnego, dziadka Morvina, skrywającego jakąś tajemnicę, odludka mieszkającego w starej latarni morskiej na odludziu.

Przygodówka utrzymana jest w klimacie thrillera, dla której inspiracją fabularną stał się szkocki folklor. Gra, której udało się podczas kampanii na Kickstarterze zebrać 224% zakładanej kwoty, nie zadebiutuje w październiku z powodu, jak wspomina CEO i dyrektor kreatywny Babubi Games, Alex Streltsov, kilku problemów związanych z lokalizacją, narracją i animacją przerywników filmowych. A ponieważ są one ze sobą powiązane, rozwiązanie problemu stało się bardziej złożone. 

Pełny tekst opisujący zaistniałą sytuację związaną z koniecznością przesunięcia daty premiery znajdziecie między innymi na profilu studia, na Instragramie. Data debiutu na razie nie została ogłoszona. Twórcy będą o niej informować.

Karta Steam

Halloween w Disney plus, jakie horrory, filmy i seriale warto obejrzeć?

Halloween w Disney plus, jakie horrory, filmy i seriale warto obejrzeć?



Październik to jak wiecie miesiąc grozy, miesiąc Halloween, czas horrorów i ich wysypu zarówno w kinach, jak i na platformach streamingowych, które chętnie nam takowe produkcje polecają. Co zatem warto obejrzeć na Disney+ w ten październikowy, horrorem stojący czas?

Disney+ wychodzi na przeciw miłośnikom grozy, których wcale nie brakuje, wyodrębniając na swojej platformie tematyczny dział "Halloween", w którym znalazła się spora biblioteka wszelakich produkcji grozy, od polecanych dreszczowców, serialowych thrillerów, filmów o nawiedzeniach i potworach, po komediowe horrory i seriale, w tym także te kultowe. Ponieważ sama jestem miłośniczkom kina grozy, i śmiem twierdzić, że wielu z Was także, postanowiłam przyjrzeć się temu co warto obejrzeć na streamingu, zaczynając od Disney+. 

Może zainteresuje Cię także:
FILMY GROZY - HORROR/THRILLER

Zacznę od filmów, czyli pozycji idealnych dla widzów, którzy nie lubią opowieści rozciągniętej na ileś tam odcinków, a wolą skupiać się na pełnej, maksymalnie dwugodzinnej opowieści. Na Disney+ filmów grozy, czyli klasycznych horrorów, ale i typowych thrillerów znajdziemy całkiem sporo. Nie będą ich oczywiście wymieniać tu wszystkich, bo jest to niemożliwe, ale przedstawię Wam kilka tych według mnie najbardziej ciekawych. 

Omen: początek 

Klasyczny horror, produkcja będąca prequelem filmu Omen, który również zobaczycie na Disney+. Fabuła skupia się na młodej kobiecie, Amerykance, która zostaje wysłana do Rzymu, by bożą nieść posługę w jednym z kościołów. Wkrótce odkrywa, że miejsce to skrywa mroczną tajemnicę. Mieszkańcy tego miejsca zamierzają natomiast sprowadzić na ziemię wcielone zło.


Miasteczko Halloween

Kultowa już animowana opowieść z roku 1993, idealnie wpisująca się w klimat Halloween, historia rozgrywająca się w tytułowym miasteczku Halloween, a jej bohaterami są Jacek Szkieleton i Dyniowy Król, który pewnego dnia, dla zabawy postanawia porwać Świętego Mikołaja. 


Wstrzymaj oddech

Nowość na Disney+, oryginalna produkcja STAR, połączenia horroru z thrillerem. Opowieść rozrywa się w Oklahomie w latach 30 -tych XX wielu, a bohaterką jest kobieta i matka, która uważa, że jej rodzinie, w szczególności córce zagraża jakaś nadprzyrodzona, niebezpieczna istota.


Boogeyman

Nowa ekranizacja opowiadania mistrza grozy, Stephena Kinga, o istocie, która żywi się cierpieniem ludzi, żalem i żałobą. Film opowiada historię dwóch sióstr przeżywających śmierć matki i ich ojca, terapeuty, na którego niestety nie mogą liczyć. Pewnego dnia szukający pomocy pacjent, nie otrzymując ją od terapeuty, zostawia pogrążonej w żałobie rodzinie nadprzyrodzoną istotą, wspomnianego Boogyemana.


Nie ocali cię nikt

Bardzo specyficzny rodzaj filmu, także horror z połączeniem thrillera i elementów sci-fi, w którym nie usłyszymy ani jednego zdania. To również produkcja od STAR, której bohaterką jest samotna, odrzucona przez społeczność młoda kobieta, której przyjdzie walczyć z tajemniczymi istotami, z tajemniczymi obcymi. 



Tym razem thriller, klasyczna historia utrzymana w klimacie dreszczowca, rozgrywająca się w zasypanym śniegiem centrum dla zwiedzającym, w którym przed burzą śnieżnym skrywa się Derby, zmagająca się z własnymi demonami młoda kobieta, która zamierza spotkać się z umierającą matką. Wkrótce w tym odciętym od świata miejscu odkrywa, że w zaparkowanym samochodzie należącym do dwóch młodych mężczyzn znajduje się porwana dziewczynka. 


Z piekła rodem

Thriller, który opowiada historię legendarnego mordercy Kuby Rozpruwacza, grasującego w Londynie w XIX wieku, zabijającego kobiety lekkich obyczajów. Film jest ekranizacją komiksowej serii autorstwa Alana Moore'a, a jego bohaterem jest inspektor Frederick Abberline prowadzący śledztwo w tej właśnie sprawie. Tam poznaje londyńską prostytutkę Mary Kelly, w której się zakochuje, a która może być kolejną ofiarą zabójcy. 


HORROR Z HUMOREM

Menu

Czarna komedia w klimacie thrillera, która skupia się na pewnej młodej parze, która pewnego dnia pojawia się na wyspę, gdzie znajduje się ekskluzywna restauracja, z szefem kuchni, charyzmatycznym wizjonerem, Juli Slowikiem. Szef kuchni, jak wkrótce przekonają się Margot i Tyler gotów jest serwować swoim gościom dania, o jakich by nawet nie śnili, i nie chodzi tu jedynie o wyrafinowany ich smak.  


Co robimy w ukryciu

Serial w dokumentalizowanym stylu, dostępny na Disney+ w pięciu sezonach, produkcja mająca na swoim koncie wiele nagród, której bohaterami jest czworo wampirów, dzielących jedno wspólne mieszkania, żyjących we współczesnym świecie. 


Hokus pokus

Komediowa produkcja fantasy z lat 90-tych, której bohaterkami są trzy wiedźmy, siostry z miasteczka Salem, które zostają skazane na śmierć za czary. Przed śmiercią jednak rzucają zaklęcie, która pozwali im wrócić do świata żywych. Siedemnastowiecznie wiedźmy zostają przywrócone do życia, przypadkiem, przez troje dzieci. Na Disney+ zobaczyć można także kontynuację filmu, czyli Hokus Pokus 2, która miała swoja premierę dwa lata temu. 


Nawiedzony dwór

Kolejna opowieść w klikacie komediowego horroru, a także opowieści familijnej, nowa wersja filmu z roku 2001. Historia koncentruje się na opowieści o matce i jej synu, którzy wprowadzają się do wielkiej posiadłości, która okazuje się być nawiedzona. Zatrudniają zatem ekspertów, by ci przepędzili złe moce. 


SERIALE GROZY


Serial będący produkcja Marvela, z bohaterką innej serialowej opowieści. Bohaterką uniwersum Marvela, WandaVision jest wiedźma Agatha Harkness, która pewnego dnia postanawia zebrać wiedźmy, bo otworzyć wraz z nimi Szlak Wiedźm, a w jej podróży towarzyszą jej jeszcze inne wiedźmy oraz tajemniczy młody mężczyzna. Serial dostępny jest na Disney+ obecnie w czterech odcinkach, a jego kolejne epizody pojawiają się w czwartki. 


Gęsia skórka

Kolejny serial, i kolejna nowa wersja znanego filmowego i serialowego hitu. Horror w młodzieżowym stylu, nieco komediowym stylu, którego bohaterami są nastolatkowie, którzy pewnego dnia odkrywają, że koszmar sprzed lat, w którym udział mieli ich rodzice, powraca, a ma z nim wspólnego pewna tajemnicza śmierć i marionetka o imieniu Slappy. Serial inspirowany jest bestsellerową serią książek R.L. Stine'a, "Gęsia skórka". 


Buffy postrach wampirów

Kultowa już serialowa produkcja z lat 90-tych, wtedy miała swój początek, dostępna w siedmiu sezonach, które wszystkie można obejrzeć na Disney+. Historia Buffy Sammers, nastolatki, której przeznaczeniem jest walka z wampirami i innymi bestiami. W tym pomaga jaj pewien bibliotekarz oraz inne nastolatka i przyjaciółka. 


To oczywiście jedynie część propozycji z długiej listy dzieł grozy, wszelakiego rodzaju, dostępnych na Disney+. Jeśli macie jakieś inne, ciekawe propozycje do oglądania w serwisie od Disneya, to piszcie w komentarzach. Chętnie się dowiem. Pozdrawiam i życzę miłego oglądania! 

Unholy Neighbourhood, przygodówka od twórców Lucid Dream

Unholy Neighbourhood, przygodówka od twórców Lucid Dream

 

Wrocławskie niezależne studio Dali Games pracuje nad swoją kolejna grą przygodową, która ponownie zabiera gracza w przygodę w klasycznym stylu, w której tym razem postaramy się ratować zaginioną żonę. Kolejna gra polskiego dewelopera nosi tytuł Unholy Neighbourhood i wciąż nie ma daty premiery.

Polskie studio Dali Games, docenione za przygodówkę Lucid Dream, której recenzję napisałam dla lubiegrac.pl, pracuje nad swoim kolejnym projektem, który zrealizowany jest w podobnym, ręcznie malowym stylu. Tym razem zabawa w Unholy Neighbourhood ma rozgrywać się w nawiedzonym bloku, posiadać wciągającą historię, wiele zwrotów akcji i mnóstwo zagadek. Wciąż nie wiemy także kiedy gra ma mieć swoją premierę. Od jakiegoś czasu jest o niej dość cicho. 

Warto również przeczytać:

Unholy Neighbourhood to opowieść, która rozrywa się w nieznanym nam miasteczku, w którego kierunku pewnego dnia zbliża się strasznie niebezpieczny kataklizm. Wtedy właśnie znika żona bohatera, w którego się wcielamy. Okoliczności jej zniknięcia są bardzo tajemnicze, a jej mąż wie, że finał może nie być dobry. Wyrusza zatem na niezwykle niebezpieczną podróż po piętrach nawiedzonego bloku, by uratować żonę, i przy okazji okryć sekret, to co kryje się za jej tajemniczym zniknięciem.


Podobnie jak w przypadku wspomnianej już Lucid DreamUnholy Neighbourhood jest grą w klasycznym stylu "wskaż i kliknij", stworzoną w rysunkowej grafice, w której oczywiście nie będzie brakować wyzwań logicznych. Po raz kolejny zanurzymy się w angażującą fabułę, w której nie braknie istotnych społecznie tematów, ale także zwrotów akcji. 


W grę, której towarzyszyć będzie autorska oprawa muzyczna zagramy z polskimi napisami. Na razie niestety nie wiemy kiedy.

Gra zadebiutować ma na Steam, w wersji na PC. Data premiery nie została ogłoszona. 

Karta Steam

czwartek, 3 października 2024

Goetia, recenzja gotyckiego przygodowego horroru

Goetia, recenzja gotyckiego przygodowego horroru

 

Serdecznie zapraszam do recenzji przygodowej gry logicznej w klimacie grozy, pierwszej odsłony wyjątkowo klimatycznej przygody od Sushee wydanej przez Forever Entertainment S. A. 

Jeśli lubisz mroczne, ale nie straszne gry, wypełnione ciekawymi, różnorodnymi zagadkami, spokojną, melancholijną, acz świetną muzyką  oraz wciągający klimat, to Goetia, jest właśnie tym, czego szukasz. Swoim projektem studio Sushee, udowodniło, że produkcje niezależne mają się całkiem dobrze, mogąc zaoferować wiele godzin przyzwoitej zabawy.

Zapoznaj się również z:

W projekcie, przenosimy się do posiadłości położonej w małej miejscowości Oakmarsh, miejsca zwanego Blackwood Manor. Dom od jakiegoś czasu, nie wiadomo dlaczego, stoi zupełnie  opuszczony i popada w ruinę. Kiedyś tętnił życiem i był miejscem bytowania rodziny Blackwood, parającej się mistycyzmem i tajemniczymi eksperymentami. Członkiem owej rodzinki jest, a raczej była także dwunastoletnia dziewczyna Abigail Blackwood, która przeszło czterdzieści lat temu uległa tragicznemu wypadkowi i poniosła śmierć. Po prawie półwieczu nastolatka wstaje z grobu i jako duch, powraca do swego rodzinnego domostwa. Nie ma pojęcia co stało się z nią, z jej domownikami i piękną posiadłością. Ktoś jednak jest jej przychylny i postanawia uchylić rąbka tajemnicy, którą wraz z Abigail przyjdzie nam przyjemność poznać.

Tak jak wspomniałam wcielamy się w ducha, a dokładniej w świetlistą kulę, która poruszając się dość szybko, potrafi latać, przenikać przez ściany czy wpadać w wodę. Nie wszędzie jednak powędrujemy tak swobodnie jak się nam zdaje. Docierając do Blackwood Manor, szybko przekonamy się, że dostępu do wielu pokoi bronią kolorowe symbole, tajemnicze runy, które odblokowują się gdy tylko rozwiążemy jedną z licznych zagadek lub pomożemy istotom, które potrafią się z Abigail kontaktować. Nie są to jednak ludzie, bowiem w grze nie zamienimy z żadnym ludzką postacią ani jednego słowa, ba nawet takowej nie spotkamy. Posiadłość, jak i okoliczna wioska i las, są zupełnie opuszczone.  Spotkamy za to przedziwnego ptaka, który obieca wyjawić naszej bohaterce prawdę o niej samej, jej rodzinie i temu miejscu. Jakaż ta prawda jest, oczywiście wyjawić Wam nie mogę, ale zapewniam, że gra pochłonie Was bez reszty, bowiem jest niezmiernie wciągająca i nie tylko dzięki ciekawej fabule, ale i sporej dozie tajemniczości.  Oprócz ogromnej, wiktoriańskiej willi, wypełnionej prawie setką pokoi, zawędrujemy także na okoliczny cmentarz, ponury i stary las i  do kilku domostw miejscowej wioski.

Goetia wykonana jest w grafice 2D, oferując spokojne stonowane kolory. Dom panny Blackwood pełny jest obrazów, starych przedmiotów, zakamarków i schowków. Nie uświadczymy tu wielu kolorów, a jedynie szarość, brąz i nieco bieli. Kolorowym dodatkiem są runy blokujące przejścia do kolejnych pomieszczeń. Goetia, to także połączenie rzeczywistości z fikcją i czymś przypominającym mary senne, albo szczątki wspomnień. Wędrując przez kolejne lokacje, natkniemy się na zdjęcia, w które protagonistka, jako duch może wnikać. Przeniesie się wtedy do alternatywnego świata, zupełnie nierzeczywistego. Miejsca takie przypominają czarno białe fotografie i są w grze pewną formą podpowiedzi. Pomysł całkiem fajny, pokręcony, przedziwny, ale intrygujący.

Goetia, to klasyczna przygodówka, w klimacie horroru, którą obsługujemy za pomocą myszy, jedynie jej jednym przyciskiem. Po kliknięciu lewego klawisza myszki, w aktywnym miejscu lokacji, pojawią się ikonki. Tylko te, które są wyraźnie podświetlone, są w danym momencie użyteczne. Mamy więc ikonkę "oka", dzięki któremu oglądamy przedmioty i miejsca, "lupę z trybikiem", dzięki której użyjemy przedmiot, czy też przeczytamy notatkę lub list, czy też wskazówkę oraz symbol przypominający "literę o z zakrętasem", która posłuży Abigail do wniknięcia w dany przedmiot. 

Ponieważ kierujemy ciałem astralnym i nie posiadamy rąk, jedyną możliwością przenoszenia przedmiotów na większe, pożądane odległości jest ich opętywanie. Taka nawiedzona rzecz, może być przesuwana, czy też transportowana na duże odległości, a potem użyta na kolejnym przedmiocie. Żeby taka opcja w ogóle mogła się pojawić, należy najpierw rzeczony przedmiot dokładnie obejrzeć. 

Oglądać w grze należy wszystko i wszędzie, bowiem produkcji tej z pewnością nie można zarzucić tego, że jest łatwa. Wcale nie jest prosto, ale tam, czy ówdzie, napotkamy stosowną notatkę, czy też wiadomość, która skrywa odpowiednią podpowiedź. Jeśli ją przegapimy, może się okazać, że utkniemy w grze na dłuższą  chwilę. Dzięki wbudowanego w rozgrywkę systemu gromadzenia notatek, nie musimy więc trzymać pod ręką zeszytu, choć jeśli lubicie wszystko sobie zapisywać, to oczywiście róbcie to, ja tak robię. Zakładkę z wiadomościami, które udało się nam uzbierać, uruchomiamy za pomocą klawisza C, zaś naciskając J na klawiaturze aktywujemy dziennik naszej bohaterki. Nie tylko takie ułatwienie, na szczęście zaoferowali nam twórcy.

Mamy także mapę, która z czasem staje się coraz bardziej rozbudowana, bowiem miejsc do zwiedzania jest bardzo, bardzo dużo. Dzięki niej, taka ofiara orientacyjna, jak ja, potrafiła jakoś znaleźć odpowiedni pokój, czy właściwą lokację. Grając w Goetię, właściwie już na początku rozgrywki, przyszło mi na myśl, że jest ona bardzo podobna do pewnej gry, w którą grałam jakiś czas temu, a noszącej tytuł Whispering Willows. Gramy w niej dziewczynką, która potrafi opuszczać swe ciało i jako dusza, podobnie jak w Goetii możemy wędrować przez ściany i miejsca zwykłemu człowiekowi z przyczyn technicznych niedostępne. 

Jest jednak jedna znacząca różnica, między tymi dwoma produkcjami. Whispering Willows wzbogacona jest o elementy czasowe i zręcznościowe, zaś w opisywanej przeze mnie w owym artykule pozycji, nikt na nas nie czyha, nikt nas nie goni, nie robimy niczego na czas, a spokój i cisza tego miejsca powodują, że zatracamy się w grze na długie godziny. Długie, bowiem jak na projekt niezależny, przejście jej, badając wszystkie zakamarki, czytając dostępne notatki i rozwiązując różne zagadki, które jak się okazuje, można wykonać na kilka sposobów, zajmuje nawet ładnych parę godzin.

Zadań mamy sporo, od wpisywania kodów do szafek, właściwego użycia opętanych przedmiotów, po zagadki muzyczne i układanki. Właściwe wykonanie zadania, potwierdzane jest specyficznym dźwiękiem i słownym komentarzem w postaci tekstu. 

Mocną stroną owej produkcji, poza fabułą i mrocznym klimatem, który w przygodówkach bardzo lubię, jest muzyka. Podczas zabawy, towarzyszą nam dźwięki fortepianu. Kawałki muzyczne płyną własnym, spokojnym rytmem, by we właściwym momencie przybrać na sile, potęgując klimat.

Podsumowując, Goetia wystawia na próbę, nie tylko nasze emocje, bowiem było, nie było jest to horror, ale i nasze szare komórki, oferując grę nie tylko narracyjną, ale i rasową przygodówkę z elementami logicznymi. To porządna produkcja, ciekawa, wciągająca i prześliczna graficznie. Czytając jej zapowiedzi, wiedziałam, że kiedyś muszę ją kupić i że z pewnością się na niej nie zawiodę. Nie zawiodłam się, a wręcz przeciwnie. Jestem nią pozytywnie zaskoczona i polecam tę przygodówkę wszystkim miłośnikom tego gatunku i nie tylko. Warto!

Gra dostępna jest na GOG oraz na Steam. 



Moja ocena 8/10.

Zalety:

  • Fabuła
  • Różnorodne zagadki
  • Klimat gotyku;
  • Muzyka;
  • Atmosfera grozy

Wady:

  • Mogłaby być dłuższa;
  • Brak polskiej wersji językowe

Whispering Willows za darmo na GOG. Trwa Jesienna Wyprzedaż

Whispering Willows za darmo na GOG. Trwa Jesienna Wyprzedaż

 

Na GOG trwa Jesienna Wyprzedaż, na której oprócz świetnych okazji na zakup tanich gier, także przygodowych, tytułów w mocno obniżonych cenach, pojawiają się ciekawe okazje. Taką niewątpliwie jest darmowe Whispering Willows.

Jesienna Wyprzedaż na GOG-u trwa w najlepsze. Z tej okazji rodzima platforma ma do zaoferowania pierwszego gratisa, w postaci przygodowej gry w klimacie horroru, zatytułowanej Whispering Willows. Czas na dodanie gry do biblioteki GOG za darmo jest ograniczony czasowo i kończy się za nieco ponad dwa dni.

Może zainteresuje Cię także:

Bohaterką przygodowej gry akcji w klimacie horroru, Whispering Willows, stworzonej przez studio Night Light Interactive, zaś wydanej dzięki Akupara Games jest Elena Elkhorn, młoda kobieta, która udaje się do Willows Mansion, by odszukać swojego zaginionego ojca. Pomocny jest jej, w miejscu, które skrywa sekrety, nawiedzonym przez duchy, jest wyjątkowy amulet, który kiedyś należał do jej ojca. To dzięki niemu może astralnie przenosić się do świata duchów, i kontaktować z duchami, a także pomagać uwięzionym duszom. 


Gra została stworzona w ręcznie malowym, rysunkowym stylu 2D, w rozgrywce, które mocno przypomina przygodową serię Goetia oraz Goetia 2. Gracz znajdzie w niej sekrety, nieco strachu i elementy zręcznościowo-platformowe. Nie zabraknie zagadek. Gra dostępna jest z polskimi napisami. 


Grę można dodawać do swego konta za darmo jeszcze przez 72 godziny. Wystarczy, że wejdziemy na główną stronę gry i klikniemy w baner z darmowym tytułem. 

GOG - pobierz darmową grę


To - recenzja filmu. Straszna, ale i łagodzona humorem ekranizacja

To - recenzja filmu. Straszna, ale i łagodzona humorem ekranizacja

 

Serdecznie zapraszam do kolejnej mojej recenzji, która od teraz dostępna jest również na blogu. Tym razem to pierwszy rozdział filmowej ekranizacji najbardziej rozpoznawalnej powieści Kinga, jaką jest "To". Oto recenzja filmu To! 

Zastanawialiście się czego tak naprawdę się boicie? Co budzi dreszczyk emocji, czego najbardziej się obawiacie i z czym za nic nie chcielibyście spotkać się oko w oko? Takie pytanie zdaje się zadawać Stephen Edwin King w swej chyba najbardziej rozpoznawalnej i obszernej w treści książce, jaką jest "To". Dzieło tego mistrza budowania napięcia i wszechobecnej grozy, przeniesione zostało na duży ekran obecnie dwukrotnie, w postaci mini serialu, który światło dzienne ujrzał w 1990 roku i filmu (jego pierwszej części), który do kin trafił w 2017 roku. Wciąż czekamy także na serial w uniwersum powieści, Welcome to Derry, który ma mieć swoją premierę na Max w przyszłym roku. 

 Warto również przeczytać:

"To" było muszę przyznać najbardziej wyczekiwanym przeze mnie tytułem w kolekcji dzieł X Muzy i horrorów, które jako gatunek filmowy towarzyszą mi już od dawna. Do kina wybrałam się nie tylko ze względu na Kinga, co jest oczywiste, ale i ciekawości, z chęci skonfrontowania ile oryginału książkowego, a ile odwołań do filmu lat dziewięćdziesiątych znalazło się w najnowszej ekranizacji tego bestselerowego dzieła,. Otóż bardzo dużo, ale w żadnym razie nie jest to zarzut, a pochlebstwo, bowiem ukłon w stronę powieści i pierwowzoru filmowego jest głęboki, niezwykle szczery i bardzo miły. Ale po kolei....

Fabuła przenosi nas w lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku (w książce są to lata pięćdziesiąte), do niewielkiego miasteczka Derry, w stanie Maine, gdzie od jakiego czasu giną dzieci. Nikt szczególnie się tymi zaginięciami nie przejmuje, no może poza rodzicami dzieciaków, aż do czasu gdy pewnego dnia znika młodszy brat jednego z bohaterów filmu, Billa Denbrougha, który wraz z grupą wiernych przyjaciół za wszelka cenę, nawet życia, postanawia odszukać braciszka, żywego, czy martwego. Garstka "frajerów" zmierzyć się będzie musiała z przerażającym demonem przybierającym postać klauna o imieniu Pennywise. 

Zadanie łatwe nie będzie, bowiem reżyser Andres Muschietti postanowił, co niezwykle mnie cieszy, oddać treść powieści na tyle rzetelnie, by widzowie zyskali nie tylko dreszczyk emocji, ale zgłębili także problemy dorastającej młodzieży, mierzącej się ze swoimi lękami i zbliżającą się dorosłością, barwiąc mroczność projekcji sporą dawką humoru, co jest jej zaletą, a jednocześnie pewnym dla mnie zgrzytem. 

Tak jak już wcześniej zaznaczyłam wędrujemy w urokliwe, acz ostatnio bardzo modne lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Wprawdzie powieść "To" napisana była zdecydowanie wcześniej niźli debiut ekranowego serialu Strange Things, ale zagłębiając się w film To, nie sposób nie porównywać obu tych produkcji. Czy to, że reżyser zdecydował się na taki manewr jest dobrym czy złym posunięciem? Na to pytanie myślę każdy powinien odpowiedzieć sobie sam, ale jedno jest pewne, tym którzy z jakiś powodów nie czytali książki lub też nie mieli okazji zapoznać się z miniserialem, a oglądali doskonały skądinąd serial Stranger Things, pomysł ten może wydać się trafiony w dziesiątkę. 

To,  nie jest typowym straszydłem, na którym skakać będziemy na fotelu w kinie, a serce walić nam będzie zdecydowanie za szybko. Owszem, natrafimy w nim na sporą ilość jump scare’ów, ale uczucie lęku niemal natychmiast spłycane będzie licznymi zabawnymi scenami. Przysłowiowe buuu..... osładzane jest żartem słownym, zabawną sytuacją, czy odpowiednim komentarzem jednej z postaci. W efekcie zamiast pisku sali kinowej, który oczywiście czasami się pojawia, wnętrze wypełnia się często śmiechem. Troszkę za szybko przechodzimy od "bania" się do rozbawienia, co chyba najmniej mi się podoba, choć nie określam to w żadnym razie jako zarzut, a raczej małą niedogodność. "To", to także kwintesencja tego, co w twórczości Kinga jest najistotniejsze, czyli budowania napięcia psychologicznym aspektem życia człowieka, w tym wypadku bardzo młodego. Lęk ukazany w filmie nie jest oczywisty i jednoznaczny, jest różny dla każdej z siedmiu wyjątkowo dobrze napisanych postaci. Każdy z nich, wspomnianego wyżej demonicznego klauna Pennywise'a, żerującego na bojących się go dzieciakach, widzi zupełnie inaczej i dla każdej przybiera on formę ich osobistych obaw.

Produkcja Andresa Muschietti'ego, to feeria świetnie napisanych postaci, tak samo barwnych i charakterystycznych, jak i rewelacyjnie zagranych. Dawno, oj bardzo dawno nie byłam pod takim wrażeniem aktorskiej gry młodocianych odtwórców ról filmowych. Przekrój charakterystyk tej niezwykłej paczki jest bardzo szeroki i głęboki na tyle, że bardzo szybko się z nimi utożsamiamy, zaczynamy ich lubić i przeżywać razem z nimi ich strach, ale i pierwsze miłości, fascynację urokliwą Beverly Marsh, rewelacyjnie zagraną przez Sophi Lillis, problemy dorastania, nietolerancji, dominacji rodziców i wiele innych. 

W pierwszym rozdziale jakim jest ten film właśnie, poznajemy jedynie młodość grupki przyjaciół (w miniserialu i książce otrzymuje retrospekcję, przechodząc z dorosłości, do wspominek z dzieciństwa), którzy się wzajemnie uzupełniają, bowiem każdy z nich ma jakieś talenty, wnosi do paczki coś nowego, indywidualnego. Bill Denbrough (Jaeden Lieberher) jąkała, którego celem jest odnalezienie ukochanego braciszka, chłopak równie nieśmiały, co waleczny, posiadający artystyczną duszę. Ben Hanscom (Jeremy Ray Taylor) grubasek, który uwielbia czytać, potrafiący wynaleźć każdą najmniejszą tajemnicę, posiadającego bardzo mroczną historię miasteczka. (Zło pojawia się w mieście bowiem co 27 lat). Zabawny okularnik Richie Tozier (Finn Wolfhard), który rzuca sprośne żarty, łagodząc niejedną kłopotliwą i przerażającą sytuację. Eddie Kaspbrak (Jack Grazer), drobniutki chłopczyk obawiający się zakażenia i wszędzie czyhających zarazków, astmatyk Mike Hanlon (Chosen Jacobs), czarnoskóry młodzieniec zdominowany przez środowisko i rodzinę, Stanley Uris (Wyatt Oleff) wchodzący z dorosłość Żyd no i oczywiście jedyna dziewczyna w grupce, rudowłosa, wesoła, odważna, ale walcząca z okrutnym ojcem, Beverly Marsh (Sophia Lillis). Gwarantuje Wam, że z takimi bohaterami nie sposób się nudzić, a ich siłą jest właśnie ich przyjaźń, która pozwala, mimo strachu zmierzyć się z wrogiem, który wyglądając jak klaun, mimo wszystko jest nieokreślonym złem, tytułowym 'tym".   

Klamrę nad wspaniałością tej produkcji zamykają, świetna muzyka z lat osiemdziesiątych, zapadające w pamięć zdjęcia, nieco surrealistyczne sceny grozy, w których Pennywise jest trochę przerysowany. To co widzimy jest zwyczajnie niewiarygodne, ale jednocześnie prawdziwe, bowiem potęgowane wyobraźnią,  bądź co bądź młodego człowieka.

"To", to doskonały przykład na to, że odnowione wersje starych filmów będących ekranizacją książek Kinga mogą stać się horrorowym hitem, jednocześnie strasząc i bawiąc. Andres Muschietti udowodnił, że powrót do korzeni, wymieszanie gatunków, dobrze napisane postaci i klimat lat osiemdziesiątych mogą być kluczem do sukcesu. Wszystkich zachęcam do jego obejrzenia, zaręczam, że warto. 

Moja ocena wynosi 9/10. 

Nosferatu z oficjalnym zwiastunem. Remake coraz bliżej premiery

Nosferatu z oficjalnym zwiastunem. Remake coraz bliżej premiery

Nosferatu, nowa wersja filmu grozy z lat 20-tych ubiegłego wieku jest już coraz bliżej swojej premiery, która planowana jest w pierwszych miesiącach przyszłego roku. Zanim jednak horror o wampirach trafi do kin Focus Features dzieli się kolejnym materiałem filmowym. 

Nosferatu to nowa wersja kultowego horroru Nosferatu symfonia grozy, który swoją premierę miał w 1922 roku, czyli ponad sto lat temu. Film Focus Features, który początkowo miał zadebiutować w grudniu tego roku, finalnie polską kinową premierę będzie maił w lutym roku przyszłego. Poznaliśmy jego oficjalny zwiastun. 

Przeczytaj także:

Nosferatu to gotycki horror, którego akcja rozgrywa się w  XIX wieku, w Niemczech. Jego bohaterką jest młoda kobieta, która czuje niepohamowany pociąg ku pewnemu wampirowi, mając na jego punkcie wręcz obsesję.  Zakochana w księciu nocy, próbując go przywołać, ściąga nie tylko na siebie grozę i śmiertelne niebezpieczeństwo, wielkie i bezwzględne zło. 

W osadzie Nosferatu w roli hrabiego Orloka Bill Skarsgård (To i To; Rodział 2, Castle Rock), Ellen Hutter jako Lily-Rose Depp (Idol, Cicha noc), Nicholas Hoult (Menu) jako Thomas Hutter, Willem Dafoe (Zaułek koszmarów) jako profesor Albin Eberhart Von Franz, Aaron Taylor-Johnson (Tenet)  jako Friedrich Harding, Simon McBurney (Carnival Row, Bielmo) jako Knock, Emma Corrin (Morderstwo na końcu świata, Tre Crown) jako Anna Harding i Ralph Ineson (Gra o tron) jako Dr Wilhelm Sievers. 

Reżyserem filmu jest Robert Eggers, znany z takich produkcji filmowych jak: Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii, Wiking czy Lighthouse.

Nosferatu swoją premierę w polskich kinach będzie mieć 21 lutego 2025 roku. 



Gray Matter - recenzja. Magiczka i wielka tajemnica życia i śmierci

Gray Matter - recenzja. Magiczka i wielka tajemnica życia i śmierci

Zapraszam serdecznie do przeczytania recenzji przygodowej gry Gray Matter, którą wielu graczy kocha za fabułę i klimat. Co ja o niej myślę? Co mam o niej do powiedzenia? 

Fanom gier przygodowych nazwisko Jane Jensen nie jest obce. Wszystkie gry, przy których tworzeniu się ono pojawia, mogą pochwalić się doskonałym scenariuszem i wciągającą fabułą. Dotyczy to również przygodówki ”Gray Matter”. 

Poznaj inne moje recenzje:

Doskonała fabuła to jednak w grach adventure nie wszystko. Na dobrą grę składa się także tak zwana grywalność, dobra grafika i przede wszystkim świetne, przemyślane i logiczne zagadki. Po części opisywana przeze mnie pozycja wszystko to zawiera, ale... brakuje jej tego czegoś, co nie pozwala przestać myśleć o fabule kładąc się spać. Gra jest z pewnością dobra, ale nie doskonała.

Wcielamy się w niej w dwójką bohaterów, kobietę i mężczyznę. Żeńską postacią jest Samantha Everett, młoda Amerykanka podróżująca po Europie. Dziewczyna jest sierotą i początkującym, dobrze zapowiadającym się magikiem. Pewnej nocy mknąc swoim motorem po okolicach Londynu, skręca w złą ulicę i trafia pod drzwi posiadłości znanego neurobiologa Davida Stylesa. Jest on drugą grywalną postacią w grze. Naukowiec jakiś czas temu stracił w wypadku swoją ukochaną żonę. Po owym nieszczęśliwym zdarzeniu oprócz pustki po stracie małżonki, pozostała mu jeszcze spora blizna oparzeniowa na twarzy, którą David skrywa za pomocą maski. Doktor Styles prowadzi eksperymenty, pozwalające udowodnić, że śmierć nie jest końcem życia człowieka. W tym celu zatrudnia asystentkę, którą przypadkiem zostaje wspomniana już wcześniej Sam. 

„Gray Matter” to klasyczna przygodówka, w której wszystko wykonujemy za pomocą myszki. Lewym jej przyciskiem przyglądamy się przedmiotom oraz używamy ich – "ikona lupy" i "dłoni". Wszystkie zebrane podczas rozgrywki przedmioty trafiają do ekwipunku, który pojawia się, gdy najedziemy kursorem myszki na górną część ekranu. Aby użyć przedmiotu klikamy na niego w inwentarzu lewym przyciskiem myszy, a owa rzecz pojawia się na dłoni w prawym, górnym rogu. Przedmiotów zbieranych podczas gry jest mnóstwo, ale nie przegapimy je, bowiem twórcy udostępnili graczom podświetlanie wszystkich interaktywnych miejsc w lokacjach. Wystarczy, że użyjemy klawisza "spacji". Zbierać będziemy również listy i notatki, które możemy przybliżać, klikając na ów dokument prawym przyciskiem myszy i przybliżając go kółkiem myszki. 

Gra oferuje sporo lokacji odległych od siebie spory kawałek drogi. Nie musimy jednak dreptać z miejsca na miejsce, bowiem zarówno Sam jak i David mogę przemieszczać się za pomocą mapy. Mapa ta, daje też pewne wskazówki co do dalszego toku przygód naszych bohaterów. Otwieramy ją za pomocą klawisza "M", po czym klikamy na ikonę kompasu znajdującą się na lewo od okna ekwipunku. W danych lokacjach dostępne są przeróżne zadania. Miejsca zostały oznaczone kolorami, złotym, srebrnym i szarym. Złoty oznacza, że w lokacji znajdziemy przynajmniej jedno zadanie do wykonania, ale nie zawsze będzie je można w danym rozdziale zakończyć. W srebrnej lokacji znajdziemy zadanie premiowe, zaś szare miejsce to lokacja, w której wszystkie zadania zostały już wykonane. 

Gra została podzielona na osiem rozdziałów. W każdym nim gracz musi wykonać określone zadania, za które otrzymuje punkty. Tylko 100% wykonania wszystkich zadań w lokacji pozwoli na zakończenie rozdziału. Niestety przygoda nie uniknęła błędów. W dwóch miejscach pojawił się problem, w którym nawet po wykonaniu wszystkich zadań i otrzymując sto procent wykonanych zadań nie udało mi się zakończyć rozdziału. Musiałam posiłkować się zapisami, które udostępniła mi znajoma. Mocną stroną przygodówki są zagadki, których w grze jest sporo. Różnią się one w zależności kim w danej lokacji kierujemy. Gdy przejmujemy kontrolę nad Sam, gracza czeka układanie rozsypanych łamigłówek i odczytywanie rebusów. Gramy w karty oraz w trzy w kubki, wykonujemy też liczne zadania przedmiotowe, ale przede wszystkim zabawiamy się w magika. Jak już wcześniej wspomniałam Samantha jest magikiem. Takie zdolności dziewczyna wykorzystuje przy werbowaniu ochotników dla doktora Stylesa, a także próbując się dostać do elitarnego Klubu Dedala – klubu na magików.

Dzięki temu gracz rozwiązując typowe przygodówkowe zadania, zmierzy się także z zasadami iluzji. Dzięki książce, którą Sam nosi w ekwipunku uczymy się magicznych sztuczek i wykorzystujemy je na przeróżnych osobach. Na ekranie pojawia się wtedy osobne okno. W oknie tym chowamy przedmioty w rękawie Sam, manipulujemy nim, odwracamy uwagę. Zadania te urozmaicają grę i mogą być ciekawe, oczywiście dla tych, którzy lubią iluzję. Ja niestety do takich osób nie należę i muszę przyznać wykonywałam je trochę z przymusu i z czasem zaczęły mi się nudzić. Inaczej sprawa zagadek przedstawia się, gdy poruszamy się doktorem. W tym wypadku skupiamy się na odnajdywaniu w domu miejsc i sytuacji związanych ze zmarłą żoną. Zbieramy przedmioty z nią związane, próbujemy przypomnieć sobie istotne dla pary miejsca i zdarzenia. Oprócz tego skupiamy się na badaniach i eksperymencie, którym zajmuje się David. 

Oprócz mapy, rzeczy niezbędnej w tej grze i niezwykle przydatnej grający dysponować może pamiętnikiem Sam, w którym zapisywane są wszystkie dialogi oraz to co do tej pory zostało przez nas w grze odkryte. Graficznie gra może się podobać, ale bywa przesadzona. Niewyraźne, przytłumione tła są zbyt kolorowe, a Klub Dedala w ostatnim rozdziale to już gruba przesada.

Animacje postaci wypadają bardzo nierówno. Czasami postacie poruszają się bardzo płynnie, a czasami jak roboty, gestykulując dziwnie rękami i poruszając ustami także wtedy, gdy nic nie mówią. Ciekawie przestawiają się animacje, które wykonane są w formie rysunkowych komiksów. Nadają one fabule odpowiedniego klimatu. Klimatyczna jest również muzyka, która niestety z czasem zaczyna nudzić, bowiem prawie wcale się nie zmienia. 

„Gray Matter” to niezła gra, której przejście zajmuje kilkanaście godzin. Różnorodne zagadki, ciekawa, wciągająca fabuła z pewnością mogą zainteresować niejednego miłośnika przygodówek. Moja ocena jej została obniżona o błędy, których nie uniknęła moja wersja gry oraz o pewną powtarzalność, choćby muzyki i magicznych zagadek.

Moja ocena: 7/10.

Zalety:

  • Ciekawa fabuła;
  • Przyjemna muzyka;
  • Różnorodne zagadki;
  • Długość gry;
  • Przerywniki filmowe;
  • Klimat;
  • Mogąca się podobać grafika (choć bywa przesadzona)

Wady:

  • Błędy w grze;
  • Powtarzalność;
  • Animacje postaci;
  • Sztuczki magika (nie przepadam)

Daymare Town, nowy przygodowo-logiczny projekt Mateusza Skutnika

Daymare Town, nowy przygodowo-logiczny projekt Mateusza Skutnika

 

Mateusz Skutnik, mający na swoim koncie dobrze przyjęte Slice of Sea, wraca ze swoim kolejnym growym projektem, zrealizowanym w podobnym, ręcznie rysowanym stylu, zatytułowanym Daymare Town. Jego przygodowa gra logiczna jest obecnie możliwa do sprawdzenia na platformie Steam, w wersji demo.

Możemy już sprawdzić w demo kolejną grę od Mateusza Skutnika, w której zagłębiamy się w sekretach dziwnego miasta, w koszmarze dnia. Przygodówka Daymare Town, która podobnie jak inne projekty autora została stworzona w ręcznie rysowanym stylu daty premiery jeszcze nie posiada, i w przeciwieństwie do poprzedniej Slice of Sea, wykonana została w czarno-białym rysunku. 

Przeczytaj również:

Daymare Town to opowieść, która jak już wspominałam przenosi nas do dziwnego miasta, które zamieszkują stworzenia zwane Metamorph. Miasteczko posiada wiele sekretów, schowanych gdzieś w jego zakamarkach, wiele zagadek i przedmiotów, które należy zebrać. To wszystko pomoże w ucieczce z koszmaru, nie nocy, ale dnia. 

Podczas podróży po miasteczku spotkamy osobliwych mieszkańców tego miejsca. Niektórzy będą służyć nam pomocą, inni tej pomocy będą potrzebować. Każdy jednak ma własną historię, która i my możemy poznać. 


Jak zwykle w grach dewelopera nie zabraknie zagadek, których będzie tu mnóstwo, a część z nich wymagać będzie, jak czytamy w opicie: "walki z entropią miasta, przywracania sygnału do szumu". Część zadań polegać będzie na pomocy stworzeniom, która staną na naszej drodze. Nie zabraknie także zagadek przedmiotowych. 

Daymare Town jest grą w pełni stworzoną w ręcznie rysowanym stylu, przez samego autora, a rozgrywce towarzyszy muzyka fortepianowa stworzona przez współczesnego kompozytora Alexa Voytenko.


Przygodówka nie ma jeszcze daty premiery. Zadebiutuje na Steam, na komputery PC. Na Steam dostępne jest jej demo.

Karta gry - pobierz demo