Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elementy platformowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elementy platformowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 kwietnia 2026

Creepy Tale: Snow Child, ostatnia część sagi z majową premierą

Creepy Tale: Snow Child, ostatnia część sagi z majową premierą

 

Creepy Tale: Snow Child, najnowszy tytuł z uniwersum Creepy Tale ma konkretna datę premiery. To kolejny tytuł, który zasili listę majowych przygodowych premier. 

Na maj przewidziana jest data premiery przygodowej gry akcji z elementami platformowymi, mrocznej baśni, i zarazem kolejnego rozdziału z serii Creepy Tale. Gra stworzona i wydana przez studio Creepy Btothers, mroczna opowieść z łamigłówkami i elementami akcji, zatytułowana Creepy Tale: Snow Child, której demo sprawdzaliśmy podczas Steam Next Festiwal na dokładną datę premiery na platformie Steam. 

Przeczytaj również:

Creepy Tale: Snow Child to ostatnia część przygodowej, platformowej i łamigłówkowej sagi, stworzonej w ręcznie rysowanym, baśniowym, ale i bardzo mrocznym stylu, dostępnej z polskimi napisami. 

W tej grze wcielamy się w małego chłopca o imieniu Blizzy, pragnącego niebezpiecznych przygód, bohaterowania, ratowania królestwa. Wkrótce przyjdzie mu odbyć podróż do piekła, podczas której może w końcu udowodnić kim tak naprawdę jest. W wędrówce w tym piekielnym miejscu towarzyszyć mu będzie Molek, mały skrzat, uwielbiający cukierki oraz dzieci. Od niego, jeśli tylko się postara otrzyma wiele przydatnych rad.

Gra swoją premierę na platformie Steam, w wersji na komputery PC będzie mieć 14 maja 2026 roku. 

Karta Steam 

piątek, 10 kwietnia 2026

Long Gone, twórcy pokazują fragment rozgrywki. Jest i wstępna data

Long Gone, twórcy pokazują fragment rozgrywki. Jest i wstępna data

 


Zombie przygodówka w retro pikselowym stylu, zatytułowana Long Gone ma wstępną datę premiery. Debiutu gry należy spodziewać się w przyszłym roku. Tymczasem ta postapokaliptyczna opowieść point-and-click, zyskała nowy zwiastun, prezentujący rozgrywkę. 

Już wiemy, że w zombie przygodówkę rozgrywającą się w postapokaliptycznym świecie, w grę Long Gone autorstwa Hillfort Games, wydaną wspólnie ze studiem Outersloth zagramy w przyszłym roku. Dokładnej daty jej debiutu na Steam jeszcze nie znamy, ale już teraz możemy sprawdzić jak ta pikselowa, niezależna, stworzona przez dwie osoby przygodówka prezentuje się na nowym zwiastunie. Ten prezentuje fragment rozgrywki. 

Warto przeczytać również:

W Long Gone, fabularnej grze przygodowej, eksplorujemy zarośnięte podmiejskie dzielnice, dekady po tym jak ludzkość upadła po strasznej epidemii, poruszając się męskim bohaterem po dwóch przestrzeniach. Na zewnątrz gracz będzie skupiał się na bardziej platformowych elementach, przemierzając ulice pełne zombie w 2.5D oraz zarośnięte konstrukcje. Będziemy poznawać okolicę w zdecydowanie szybszym tempie rozgrywki. 

W domach eksploracja spowolni, pozwalając na pełną nawigację po pomieszczeniach w 3D, grzebanie w szufladach, szafkach i pudełkach, aby odkryć to, co pozostawili dawniej mieszkający tu ludzie. Za pomocą listów, przedmiotów i zapomnianych pamiątek, będziemy składać w całość życie ludzi, którzy kiedyś tu mieszkali, jednocześnie pomagając błąkającym się ocalałym znaleźć nową przyszłość.

W Long Gone nie ma walki. Każda przeszkoda to zagadka, koncentrująca się na poruszanie się po otoczeniu, znalezieniu odpowiedniego przedmiotu, czy spojrzenie na coś z innej perspektywy. Twórcy wspominają również, że nie wszystko w grze jest mroczne. Będziemy również uczestnikami lekkiej atmosfery, poruszającej i emocjonalnej, związanej z odkryciami, opowieścią o stracie i przyjaźni. 



Bohaterowie w grze towarzyszy kotka imieniem Mavis, widoczna w właśnie zaprezentowanym zwiastunie. Czasami pomaga ona w znalezieniu miejsc do których można wejść, jest również naszym ostrzeżeniem. Mavis jest pomocna, daje wskazówki, nigdy nie przeszkadza i można ją głaskać. 

W nowym zwiastunie usłyszeć można próbkę muzyki skomponowanej przez Fridę Johansson, kompozytorkę ścieżek dźwiękowych do gier Unravel i Unravel Two, muzyki mającej spokojny, emocjonalny charakter, który pasuje do klimatu Long Gone. Autorzy liczą na współpracę z artystką także przy pełnej wersji gry. 

W grę stworzoną w pikselarcie zagramy z pełnym angielskim dubbingiem, z napisami w wielu językach. Niestety pośród nich nie znajdziemy polskiego. 

Long Gone ma mieć swoją premierę w 2027 roku, na Steam, na PC oraz Mac. 

Karta Steam 







czwartek, 9 kwietnia 2026

Origament: A Paper Adventure - recenzja. List origami w drodze do odbiorcy

Origament: A Paper Adventure - recenzja. List origami w drodze do odbiorcy

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji przygodowo-logiczno-zręcznościowej, ale i eksploracyjnej gry, podróży pewnego listu. Oto co myślę o przygodówce Origament: A Paper Adventure! Czy warta jest poznania?

Raz na jakiś czas grywam w tytuły, które w pewnym sensie wychodzą poza moją strefę rozgrywkowego komfortu, mając w zanadrzu elementy, które wymagają ode mnie zręczności, która wciąż nie jest moją najmocniejszą stroną w grach wideo. Jednym z takich projektów jest Origament: A Paper Adventure, zupełnie nie klasyczna przygodówka, a połączenie eksploracji, gry logicznej i momentami zręcznościowej, choć nie do końca typowo platformowej. Recenzowana przeze mnie gierka jest ciekawym połączeniem wielu growych gatunków, i dość świeżym spojrzeniem na rozgrywkę, która może się podobać wielu graczom. Czy podobała się i mnie? O tym w mojej recenzji, do której serdecznie zapraszam 👇

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

Origament: A Paper Adventure to gra, która swoją premierę miała dwa dni temu, na platformie Steam, tytuł stworzony przez Space Sauce Studio, którego wydaniem zajęło się Beverlor i Assemble Entertainment, mające na swoim koncie kilka znanych mi przygodówek w jakie niegdyś grałam i jakie opisywałam w recenzjach i poradnikach. I ich portfolio są dwie części nowych przygód Larry'ego -Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don't Dry i Leisure Suit Larry: Wet Dreams Dry Twice czy przygodówka ENCODYA, których linki do tekstów znajdziecie w dziale "Moja twórczość".

Recenzowana przeze mnie w tym teście growa produkcja jest zupełnie innym rodzajem rozgrywki, nie do końca typową, powolną i eksploracyjnie, łamigłówkowo i statecznie prowadzoną wideo zabawą. To bowiem przygodówka bardziej w klimacie logiczno-platformowym, w której kierujemy poczynaniami raczej nietypowego protagonisty.... papierowego listu. 

Prawdę powiedziawszy ciężko mi przypisać ten projekt do jakiegoś zamkniętego w szczelnych ramach gatunku, bo ten po trosze zawiera wiele przeróżnych. Wraz z ową grą odkryjemy podróż przez epoki, czas i przestrzeń, w typowo eksploracyjnym stylu, mając okazję podziwiać naprawdę urokliwe lokacje. Dzięki tej podróży odkryjemy moc elementów zręcznościowo-platformowych, w których poprzez zmianę wyglądu naszego listu, który może przyjmować przeróżne formy, przyjdzie nam skakać, pływać, latach, a nawet kręcić się, uważając jednocześnie by nie trafić na mordercze owady, kłujące krzaki czy przeróżne pułapki. Próbując popchnąć dość szybko toczącą się opowieść, w niezbyt długiej, możliwej do przejście w niecałe dwie godziny grze, zmierzymy się również z wyzwaniami logicznymi, w ciekawie skonstruowanych łamigłówkach. 

Origament: A Paper Adventure to zdecydowanie tytuł stawiający na różnorodność, zupełnie nie klasyczny przygodówkowo, wymagający, ale i potrafiący wciągnąć. Zagłębiając się w kolejne lokacje uświadamiamy sobie, że z wielką chęcią, i jeszcze większą ciekawością sprawdzimy co się kryje dalej. Poznamy jakie zagadki, jakie pułapki, jakie przeszkody i w końcu jakie widoki twórcy przed nami ukryli. Bez dwóch zdań gra spodoba się fanom ruchu, akcji i ciągłych zmian, ale nie będzie chyba zadawalać zwolenników lekkiej i spokojnej rozgrywki. A to dlatego, że z racji na liczne przeszkody i na stale zwiększającą się trudność rozgrywki, i momentami małą intuicyjność, gracz nie obeznany w platformowych rozgrywkach, może ginąć, i to bardzo, bardzo dużo razy. 

Tych śmierci doświadczyłam w grze sporo, i prawdę powiedziawszy co jakiś czas musiałam nieco od gry odpocząć, by nabrać do niej dystansu. Jak wspomniałam na początku mojego tekstu, wciąż w elementach zręcznościowo-platformowych jestem laikiem, i choc gram od lat wielu, jeśli chodzi o ten przygodowy podgatunek, wciąż go poznaje, wciąż się go uczę. Oddechu pomagały mi nabrać momenty medytacyjne i orientalne, którymi ów tytuł jest wypełniony, chwile spokoju i fabularnej lekkości, w opowieści, która historię opowiada dość szczątkowo. 

Origament: A Paper Adventure to jedna z takich gier, o której fabule trudno się za wiele rozpisywać, bo nie jest ona jakoś mocno widoczna, ale nie oznacza to, że nie intrygująca i innowacyjna. Otóż w grze wcielamy się w zupełnie nie ludzkiego protagonistę, mając za towarzysza podróży, i rozmowy, bez mówionego dialogi, również nie człowieka.

W grze sterujemy bowiem listem, który niegdyś napisany został przez dziecko, ale nigdy nie dotarł do nadawcy. Mimo wszystko jego marzeniem, i jego celem jest wypełnienie swojej misji, swojego przeznaczenia. Pokonując epoki, czas i świat, mierząc się z siłami powietrza, logiki, poznając sekrety, list który ma moc origami, czyli może zmieniać swoje kształty, powoli realizuje plan, gotowy do wypełnianie swojej roli. 

W podróży, która wymagać będzie od niego wiele wysiłku, ale przyniesie również zadowolenie, pozytywne wrażenia, między innymi z poznawania świata, czasami nie tylko fizycznego, towarzyszy mu uroczy, niewielki kotek. To z nim nasz list będzie się komunikował, za nim podążał. Choć razem stanowią zespół, i mogą sobie wzajemnie pomagać, to kawałek zapisanego papieru jest tak naprawdę naszym growym protagonistą.

To musicie przyznać dość innowacyjne potraktowanie bohatera przygodówki. W swojej recenzenckiej i growej karierze nie pamiętam by kiedyś przyszło mi grać listem, i to szczególnym, bo mogącym formować swoje kształty, celem pokonywanie ścieżek i wszelakich przeszkód oraz trudności. 

Rozgrywkowo, jak już nieco w tym teście nadmieniłam, twórcy postawili na elementy zbliżone do gier platformowych, z eksploracyjnym sznitem i klimatem narracji. Platformowość widać po elementach zręcznościowych, których w grze będziemy sporo doświadczać, starając się dość płynnie przechodzić między różnymi formami naszego listowego origami. Ów list może bowiem przyjmować kilka form. Może być zwykłą okrągłą kulką, toczącą się swobodnie na płaskim terenie. Może zmieniając się w papierowy statek sunąć po wodzie, by natychmiast wzlecieć w powietrze stając się samolocikiem. Dzięki umiejętności przemiany w kręcącą się gwiazdę, może również stać się taranem likwidującym przeszkody w postaci, choćby ogrodzeń, bądź przepędzać krążące nad nim mordercze owady. 

Śmierć, która cofa gracza do pewnego momentu, często nakazując przejść dany fragment jeszcze raz, bywa częsta, bywała dla też irytująca. Mam jednak świadomość, że ta irytacja może dotyczyć jedynie mnie, osoby która w platformówkach jest słaba, a zgony w grach są jej raczej obce.


Mimo tych niedogodności rozgrywka jest raczej płynna, zmiany formy, które spokojnie możemy nazwać transformacjami listu, są intuicyjne i gdy tylko wczujemy się w rozgrywkę, okaże się, że lekkość eksploracji przychodzi sama. Origament: A Paper Adventure ma jeszcze jedną, dość ważną zaletę, małą, a właściwie znikomą powtarzalność działań. To, że z czasem gra staje się intensywniejsza, to że lokacje i czynności w nich do wykonana ciągle się zmieniają, sprawia, że zabawa się nie nudzi, nie staje się monotonna i przewidywalna.

Przewidywalności zdecydowanie w tym intrygującym projekcie, w którym kolekcjonujemy żółte żetony jak w klasycznych platformówkach, czy łapiemy wiatr, by wzlecieć wyżej i dalej, zbieramy listy, a nawet zatrzymujemy się by porozmawiać z naszym kocim towarzyszem, zdecydowanie nam nie grozi. Nie spodziewajmy się jej w grze choć krótkiej, to intensywnie wypełnionej zmieniajacymi się zadaniami, w tym ciekawie skonstruowanymi zagadkami logicznymi. Te skupiają się na manipulacji środowiskiem, zmianie formatu listu, ale i współpracy kot-list. 

Urokliwy jest to graficznie świat, pełen zmian i klimatu. Choć na początku gramy zwykłym, białym listem, to z czasem, wraz z odwiedzaniem nowych miejscówek, nawiązujących klimatem do różnych epok i różnych państw, i nasz liścik nieco się zmienia. Potrafi stać się świecąco złoty, mieć na sobie barwne wzorki i ciekawy kolor. 


Wędrując przez przeróżne miejsca, zmieniające nie tylko system rozgrywki, ale wprowadzające konieczność mierzenia się z różnymi wyzwaniami, także z licznymi przeszkodami, możemy jednocześnie podziwiać zmieniające się widoki. Będzie czasami lekko, melancholijnie, nastrojowo i orientalnie. Będzie nieco mrocznie, zagadkowo, a nawet westernowo. Wraz z naszą zmieniającą kształty listową, bardzo zmienną osobowością przywędrujemy na szachowe pole, zmierzymy się w czasowym labiryntem, pojedziemy wózkiem w kopalni i tym podobne.

Różnorodność lokacji może zachwycić, może przyciągać uwagę i może nadawać grze zmienności, satysfakcjonującego dreszczyku emocji. Nigdy bowiem, przynajmniej za pierwszym przejściem tej gry, nie wiemy co nas dalej czeka. 

Kolorostycznie Origament: A Paper Adventure utrzymane jest raczej w stonowanych, pastelowych barwach, które od czasu do czasu wybuchają większą intensywnością barw, jak choćby poprzez różowe krzaczyska czy jaskrawo oświetlone miejsca. 

To czym gra oprócz intensywności rozgrywkowej może do siebie przyciągać, jest również ścieżka dźwiękowa, i mam na myśli tę muzyczną, nie dialogową. Recenzowana przeze mnie growa opowieść jest bowiem tytułem pozbawionym dialogów mówionych. Ma to swój plus, gdyż pozwala w ów tytuł zagrać osobom, które nie znają języka, ale ma również minus. Otóż rozmowy listu z kotem byłyby bardziej wdzięczne, bardziej intensywne, gdyby wprowadzić do nich nieco ludzkiej gadaniny, albo jakiś dźwięków. Tych zwyczajnie wcale nie ma.

Na plus natomiast ścieżka muzyczna, która jest tak barwna i tak ciekawe, intrygująco zmienna, że podobnie jak lokacje, zwyczajnie nie może nudzić. Widać, że autorzy tego projektu włożyli mnóstwo pracy w to, by bezgłosowa opowieść opowiadała historię nie tylko obrazem, co oczywiście robi, ale również dźwiękiem. 

Podsumowując, Origament: A Paper Adventure to piękna, intrygująca, mocno angażująca, ale i wymagająca gra, która mocno miesza w gatunkowym kotle. Trudno bowiem recenzowany przeze mnie growy tytuł zamknąć w określone ramy. To raczej growe doświadczenia, w którym spotkała się eksploracyjna przygoda, platformowa wędrówka, narracyjna opowieść o celowości życia i mnóstwo logicznym zagadek. 

Możliwość kombinowania jak, kiedy i po co zmienić kształt listu, którego kierujemy do adresata, sprawia wielką przyjemność, ale i niejednokrotnie jest wielkim wyzwaniem. Jeśli, tak jak ja, raczej nie grywacie w gry z elementami platformowymi, a growe czynności zręcznościowe, nie są tym co lubicie, opisywany tytuł może budzić w was pewną dozę frustracji, szczególnie gdy często się w grze ginie.

Jednak dla osób dobrze odnajdujących się w takiej płynnej, platformowo-logicznej rozgrywce, zabawa listem, jego podróż w towarzystwie uroczego kota i jednocześnie pomocnika, może być niezwykle przyjemna i innowacyjna. 

Przyjemna dla oka grafika, która zmienia się w zależności od odwiedzanej lokacji, przepiękna i budująca klimat ścieżka dźwiękowa, i zmienność rozgrywki, stawiającej na ciągłe wyzwania, sprawia, że gra jest nie tylko ciekawa, ale i nie wieje nudą i powtarzalnością. A ta przecież w takim growym gatunku, nie jest niczym dziwnym.

Myślę, że Origament: A Paper Adventure sprawdzić warto, szczególnie jeśli lubi się miks przygody, zręczności i logiki, bo satysfakcja z przejścia kolejnych poziomów, w dość krótkiej, ale niezwykle treściwej grze, jest murowana. Serdecznie ją polecam! 

Moja ocena 8/10

Serdecznie dziękuję Space Sauce Studio u Beverlor, Assemble Entertainment za udostępnienie gry do recenzji.

Grałam w wersji na komputery osobiste PC, na Steam


Zalety:

  • Intrygująca rozgrywka;
  • Ciekawy protagonista;
  • Zmienność rozgrywki;
  • Kompletny brak powtarzalności;
  • Dobra ścieżka muzyczna;
  • Przyjemna dla oka grafika;
  • Krótka, ale treściwa rozgrywka

Wady:

  • Brak ręcznych zapisów;
  • Momentami zbyt wymagająca

wtorek, 3 marca 2026

Bye Sweet Carole - recenzja. Byłaby urocza gdyby była typową przygodówką

Bye Sweet Carole - recenzja. Byłaby urocza gdyby była typową przygodówką

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji przygodowej gry z elementami platformowymi, horroru w iście bajkowym, animowanym stylu, zatytułowanego Bye Sweet Carole. Oto co myślę o tej grze! 

Bye Sweet Carole swoją premierę na Steam miała w październiku zeszłego roku i była jedną z takich produkcji, której przyglądałam się od jej pierwszych zapowiedzi. Z jednej strony pociągała mnie baśniowym, tajemniczym, mrocznym klimatem i przepiękną oprawą graficzną, z drugiej przerażała elementami zręcznościowymi i czasowymi, za którymi.... no cóż.... w grach nie przepadam. Szczerze powiedziawszy długo wahałam się czy mam w nią zagrać. Ale gdy tytuł, zresztą nie tak dawno, zagościł również na GOG, postanowiłam sprawdzić czy moje obawy były zasadne, czy też strach w moim przypadku miał jedynie wielkie oczy. I tak dzięki uprzejmości polskiej platformy growej, za co bardzo dziękuję, miałam okazję przekonać się czy Bye Sweet Carole jest grą dla mnie, czy niestety nie? Na to pytanie odpowiem oczywiście w poniższej recenzji, do której przeczytania serdecznie Was zapraszam 😀

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

Fabuła - mroczna baśń w narracyjnym stylu 

Bye Sweet Carole to opowieść przenosząca gracza w przeszłość, na początek ubiegłego wieku, kiedy to edukacja dziewcząt koncentrowała się na nauce bycia dobrą żoną i matką, a świat kobiet wyglądał zupełnie inaczej niż wygląda obecnie (przynajmniej w większości krajów na świecie). Ta skierowana ku kobietom, ale wcale nie typowo kobieca przygodówka w stylu survival horroru dedykowana jest przez jej autora, Chrisa Darrila zmarłej matce. 

Akcja gry przenosi nas bowiem na początek XX wieku, rozgrywając się w niewielkiej brytyjskiej społeczności, w której ruch feministyczny coraz bardziej daje o sobie znać, zmieniając zdominowaną przez mężczyzn rzeczywistość. Poznajemy młodą Lanę Benton, która próbuje odkryć prawdę o zaginięciu swojej najlepszej przyjaciółki Carole Simmons, wychowanki nieprzyjaznego, pełnego tajemnic i mroku, niczym z horroru, sierocińca Bunny Hall. Dzięki tajemniczemu listowi Carole z niejakim "Francuzem" Lana jest przekonana, że jej przyjaciółka wcale nie uciekła, a jej zaginięcie ma drugie, przerażające dno.

Nazwana przez okoliczne ptaszki księżniczką tajemniczej krainy Corolla, panna Benton balansuje między życiem, a śmiercią, prowadząc śledztwo sięgające zjawisk natury paranormalnej i fantasy, w której rzeczywistość miesza się z magią. Przechodzi od codzienności sierocińca Bunny Hill do tajemniczej krainy fantasy, Corolli, rządzonej przez okrutnego tyrana Pana Kyna, któremu towarzyszy złowroga sowa o czerwonych oczach znana jako Velenia i wiele innych, poddanych mu istot.

Potrafiąca zmieniać postać od dziewczęcej po króliczą, pewna siebie, ale i nieustraszona Lana Benton, przekonana o słuszności swojego działania, bada, sprawdza, prowadzi dochodzenie, ale także ucieka, chowa się oraz staje do walki, będąc się ratunkiem dla innych, i dla samej siebie. 

Bye Sweet Carole to zdecydowanie przejmująca, wciągająca i bardzo tajemniczna opowieść, dawkowana graczowi czasami w powolny, a czasami w dynamiczny sposób. Skanianie między zupełnie innymi rzeczywistościami i innym wyglądem, w tym umiejętnościami Lany, przeplatane jest baśniową opowieścią narratora, która zamyka i otwiera kolejny rozdział gry. Fabuła jest tu mocno nastawiona właśnie na narrację, nie zapominając jednocześnie, że nie jest to tylko słodka, animowana historia rodem z animacji Disneya, choć do takich tej grze jest bardzo po drodze. 

Interfejs i sterowanie - poprowadź Lanę przez pełną akcji przygodę 

Recenzowany przeze mnie tytuł to tak naprawdę malowany horror, a w dużej mierze również survival horror, w którym walczymy Laną Benton o przetrwanie, stawiając czoła licznym postaciom. I nie są to tylko źli bohaterowie dręczonej krainy, ale również pracownicy sierocińca, którzy nagle zmieniają się w gotowe na mord bestie. 

Gra autorstwa wspomnianego już przeze mnie Chrisa Simmonsa, mającego na swoim koncie serię horrorów o przetrwaniu zatytułowaną Remothered, jest w pewnym sensie klonem tych gier. Im dalej w rozgrywkę, tym Lana doświadcza coraz więcej przemocy. Akcja coraz bardziej koncentruje się na przetrwaniu, chowaniu się, uciekaniu i kombinowaniu co dalej. Popędzani przez gnające do przodu zagrożenie, choćby ze strony brutalnej kucharki z tasakiem, gubimy narracyjną jakość, stając się trybikiem w klasycznym horrorze, w typowej przygodowej grze akcji w survivalowym stylu, co moim skromnym zdaniem nie wychodzi grze na dobre. Ten pęd sprawia, że opowieść traci na znaczeniu, na narracji, stając się zbyt brutalną, i na dodatek mającą problem z płynnością rozgrywki. 

Bye Sweet Carole to gra, w której historię poznajemy i próbujemy przetrwać sterując Laną, która jak już nadmieniłam wkracza w świat fantasy nie tylko w swojej naturalnej postaci, ale i w roli króliczki, mającej zupełnie inne umiejętności, i inną perspektywę. Postacią dowodzimy za pomocą klawiatury i przypisanych przez grę przycisków interakcji, albo kontrolera, który jest przez grę zalecany. Rozgrywka do najłatwiejszych, szczególnie dla mnie, osoby kochającej spokojną klasykę przygodową, nie należy do najłatwiejszych. Kierowanie Laną za pomocą pada, w growej zabawie pełnej akcji, w typowym survival horrorze, który połączono z oldschoolowymi elementami platformowymi, jest zwyczajnie łatwiejsze, choć wcale nie gwarantuje sukcesu. Śmierć bohaterki nie jest w tym przypadku niczym dziwnym, podobnie jak wracanie do trudnych momentów po wielekroć razy, zważywszy, że gierka nie oferuje ręcznego zapisu, a jedynie automatyczny.

W zależności jaką obsługę gry wybierzemy, czy będzie to klawiatura, czy też kontroler, do dyspozycji będziemy mieli sporą ilość przypisanych grze przycisków. Część ich dotyczy typowych interakcji, czyli poruszania się, podnoszenia i używania przedmiotów, rozmów czy działań z przedmiotami i obiektami. Są również takie, które pozwalają zmienić naszą bohaterkę w króliczkę, pozwalając jej biegać, i skakać, co jest w tym growym projekcie niezmiernie istotne, a także otworzyć ekwipunek, który jest w swej formie zbliżony do typowych przygodówek. Klasycznie wypada również system zadań, konkretnych celów, które wyraźnie, jeśli tylko dotkniemy odpowiedniego przedmiotu i miejsca, zostaną przez grę wypunktowane. 

Wszelkich interakcji w pędzącej do przodu, dość brutalnej i pełnej przeciwników grze, która jednocześnie stawia na przeróżne wyzwania natury logicznej, i nakazuje często powroty do miejsc już odwiedzanych, musimy się zwyczajnie nauczyć. Opanowanie ich w sposób przynajmniej dobry zmniejszy poziom frustracji z nieudanych momentów, w których śmierć, bo nie wiemy co dalej, bo zabrakło nam czasu, bo nie udał się nam skok, przychodzi nazbyt często. 

Zagadki i zadania - wiele się dzieje, niekoniecznie dobrego 

No cóż, Bye Sweet Carole bywa tytułem nader denerwującym, i niech nie zmyli Was urokliwa oprawa graficzna i klimat animacji Disneya. I choć opowieść, która pozwala nam poznać nie tylko historię Lany, ale i w retrospekcjach również losy Carole, potrafi zaciekawić, skupić uwagę graczy, intrygować, a nawet wzruszać, to elementy zręcznościowe, rozgrywka platformowa, przeciwnicy i przesadzone utrudnianie rozgrywki, może zirytować, i to nie raz. 

Dziwnym pomysłem jest w grze konieczność wykonywania następujących po sobie poleceń, wracania do pomieszczeń, w których niejednokrotnie czyha przeciwnik, by wykonać zlecone przez grę zadanie. Wracanie się do lokacji by przekręcić zawór, przesunąć drabinę czy zabrać przedmiot, jest raz niepotrzebnym sianiem chaosu i gubieniem płynności, dwa dodatkowym stresem, trzy sztucznym wydłużaniem rozgrywki, która raczej tego nie potrzebuje. 

Twórca recenzowanej przeze mnie przygodowej gry akcji, z zdecydowanie za częstymi (jak dla mnie) elementami survivalu, postarał się poprzez zagadki zbliżyć swój projekt do typowej przygodówki, w której gracz stale przeszukuje lokacje, wraca by coś zdobyć, bądź udaje się do odwiedzanego już miejsca ponownie, aby zrealizować cel. Zabieg ów miałby sens, gdyby w takich momentach gierka zwalniała, akcja grozy schodziłaby na plan dalszy, albo w ogóle zamierała. Ale tak się niestety nie dzieje. 

Gnani przez akcję, zestresowani zbliżającym się wrogiem, który nie daje nam spokoju i zaraz pozbawi Lanę życia, gubimy rytm i zaczynamy gubić także możliwość logicznego myślenia. Nagle nie wiadomo co trzeba zrobić, choć czynność, którą zleca nam gra, jest banalna. Szybkość i strach w przypadku zagadek logicznych zdecydowanie nie jest sprzymierzeńcem gracza.

Problemem są również, wraz z postępami gry, coraz liczniejsi wrogowie. W ich przypadku szczególnie mocno widoczne jest to, że gra nie bardzo wie czym chce być i jaki kierunek zamierza obrać. Z jednej strony mamy przeciwników, którzy reagują na najmniejszy dźwięk, jaki jesteśmy w stanie wywołać. Hałas sprawia, że pojawiają się niemal natychmiast, i nie są przyjaźnie nastawieni. Ale pojawia się także ich dziwna losowość, która sprawia, że do końca nie wiemy jak działają wrogowie, co robimy źle, i czy aby ich pojawianie się w danych miejscach nie jest losowe. Dziwny zabieg, mega irytujący, i mocno utrudniający i zniechęcający do rozgrywki. Mnie samej zdarzało się w takich chwilach odpuszczać granie, by wrócić do historii gdy przeszedł mi przysłowiowy "nerw". 

Źródłem frustracji są zagadki i zadania polegające na ciągłym wracaniu, wkurzający przeciwnicy, którzy nie bardzo wiadomo jak działają, ale i elementy skradankowe, których ja zwyczajnie w grach nie cierpię. Ciężko mi się do nich przekonać również w tak urokliwej graficznie opowieści, jaką niewątpliwie jest opisywana przeze mnie gra.

Graficzne cudo - animowany horror w disneyowskim stylu 

Nikt nie może bowiem zaprzeczyć, że Bye Sweet Carole nie jest tytułem przepięknym graficznie, takim, którym można zachwycać się, nawet jeśli za tobą lata kucharka z tłuczkiem czy wściekła, diaboliczna sowa z czerwonymi oczami. 

Gra jest przepiękną, ręcznie malowaną przygodówką, w baśniowym, animowanym stylu, rodem z produkcji Disneya. Malowane, urokliwe pod każdym względem tła, z malowanymi postaciami i mnóstwem szczegółów i szczególików, ożywają na naszych oczach w kolejnych, dostępnych w wielu rozdziałach lokacjach. Dopracowane graficznie miejscówki, z równie dopracowanym wyglądem zbieranych przedmiotów, wpisującym się w baśniowy styl, podbijającym nasze pozytywne z niej wrażenia.

Nic jednak nie buduje tak klimatu rodem z produkcji animowanych, jak przeurocze, filmowe animacje, które, czego twórcy wcale nie kryją, inspirowane są najbardziej znanymi, najbardziej lubianymi, wybitnymi filmami animowanymi.  

Gra prezentuje się zwyczajnie przepięknie. I to piękno przyciąga zapewne wielu potencjalnych graczy. Nie jest to jednak urocza gra w lekkim stylu. Jej graficzne, animowane, fantasy - baśniowe piękno jest także mroczne. I choć mrok jest to również ręcznie rysowany i kunsztownie animowany, to wylewa się z niego horror z potworami, które mogą, a nawet chcą przerażać. I oczywiście to robią, nawet jeśli są iście bajkowe. 

Ścieżka muzyczna i udźwiękowienie - zdecydowanie nie ma co narzekać 

Klimat grozy ze świata baśni i animacji, atmosferę opowieści skupionej na fabule, opowiadanej przez narratora, podbijanej przeuroczą stroną wizualną, i monetami akcji, z grozę w tle, podkręca również doskonała ścieżka dźwiękowa i muzyczna. 

Główny motyw muzyczny w Bye Sweet Carole przewija się przez sporą część rozgrywki, i stanowi ważny składnik przygodówki, dla której inspiracją stały się najznamienitsze filmy animowane. Nie da się nie zauważyć, że melodia główna czerpie z tegoż filmowego gatunku garściami, przenosząc graczy w baśniową opowieść, która złudnie może wydawać się lekką i bezproblemową.

Nie jest jednak taką, gdyż oprócz słodkich momentów, na graczy czekają także te zdecydowanie trudniejsze, brutalniejsze i mroczne. Ścieżka dźwiękowa o tym jednak nie zapomina, wlewając nam w uszy dźwięki mroku, zagrożenia i tajemnicy, robiąc to w najlepszy sposób w jaki potrafi. 

Omawiana przeze mnie gra to tytuł w pełnej angielskiej wersji językowej, z doskonałym dubbingiem, z profesjonalnymi aktorami, którzy w postaci owej gry, włącznie z czołowymi, jak i pobocznymi, wcielają się w doskonały sposób. Bohaterowie, zarówno pozytywni, jak i negatywni, a tych nie brakuje, są autentyczni, ciekawi, mają charakter i duszę, co wyraźnie udziela się aktorom głosowym, którzy do swych ról przyłożyli się w należyty, perfekcyjny sposób. 

Niestety to kolejna gierka na długiej liście tych, w które po polsku niestety nie zagramy. Choć profesjonalny angielski dubbing (można grać również w pełni po włosku), niewątpliwie cieszy, to chciałoby się móc poznać opowieść także z napisami w ojczystym języku. Niestety nie jest to możliwe, i nic nie wskazuje, by kiedyś było. 

Bye Sweet Carole podsumowanie recenzji - urocza, przepiękna, ale jednak nie dla mnie 

Podsumowując, Bye Sweet Carole to bez dwóch zdań urocza graficznie, przepiękna, malowana i niesamowicie zanimowana opowieść, którą świetnie się ogląda, ale niestety gorzej się w nią gra. Wizualnie przygodówka przyciąga. Jej graficzne piękno może być bardzo zgubne, przyciągać graczy, choćby takich jak ja, którzy kochają rysowane przygodówki, ale nie bardzo elementy akcji. 

Recenzowany tytuł zaciekawia fabularnie, napędza opowieść graficznym pięknem i doskonałą ścieżką muzyczną i dźwiękową, ale zniechęca większością rozgrywki. Gra nie bardzo wie kim chce być. Jest trochę przygodówką, stawiającą na zbytnie utrudnianie zagadek i sztuczne rozciąganie rozgrywki, a trochę platformówką z typowymi dla tego gatunku rozwiązaniami. Stara się być baśnią, przemycającą do fabuły feministyczne tematy, ale i klasycznym surival horrorem z przeciwnikami, których trudno okiełznać, bo nie bardzo wiadomo jak działają. 

Hmm..... przepiękna to gra, ciekawa fabularnie, urocza, ale zdecydowanie nie dla mnie. To raczej tytuł dla zwolenników szybkości, akcji i growego miszmaszu, który w takim wydaniu mnie zwyczajnie nie pasuje. Bye Sweet Carole byłaby świetną grą, gdyby była klasyczną przygodówką. Ale niestety nie jest. 

Moja ocena 6/10. 

Serdecznie dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji!

Grałam w wersję na komputery PC, oczywiście na GOG



Zalety:

  • Przepiękna grafika;
  • Fabularna opowieść, która może się podobać;
  • Urokliwa ścieżka dźwiękowa i muzyczna;
  • Ciekawe, charakterne postaci;
  • Bardzo dobry dubbing;
  • Baśniowy klimat;
  • Disneyowski styl, który mi się podoba

Wady: 
  • Zbyt trudne elementy zręcznościowe;
  • Wrogowie, których działania nie rozumiem;
  • Zbytnie utrudnianie zagadek;
  • Brak ręcznych zapisów rozgrywki;
  • Sztuczne rozciąganie rozgrywki;
  • Brak polskiej wersji językowej

środa, 31 grudnia 2025

Whispers Among the Poppies, opowieść widziana oczami dziecka

Whispers Among the Poppies, opowieść widziana oczami dziecka

 

Przygodówka o chłopcu, uciekającym przez pustką i zniszczeniem, stworzona bez dialogów, narracyjna historia o wspomnianiach, zatytułowana Whispers Among the Poppies jest dostępna w wersji demo na platformie Steam. 

Na Steam sprawdzić można wersję demonstracyjną wykonanej w ręcznie malowanym, pozbawionej dialogów, ale przekazującej emocjonalną historię dziecka uciekającego przed zniszczeniem, przygodówki o tytule Whispers Among the Poppies. Gra została stworzona i zostanie wydana przez studio Rapid Snail. Nie ma jeszcze swojej daty premiery, a jest dostępna, jak wspomniałam w wersji demo.

Przeczytaj także: 

Whispers Among the Poppies to kolejna gra wspomnianego wyżej studia, mającego na swoim między innymi dwie gry przygodowe z serii Shapik - Shapik the Moon Quest oraz Shapik the Quest. Ich nowy projekt, podobnie jak poprzednie tytuły pozbawiony jest dialogów, wykonany został w przyjemnym dla oka, rysunkowym stylu, skupiając się na emocjonalnej historii, czasami nieco naiwnej, która w takiej formie przedstawia obraz wojnennych zniszczeń widzianych oczami małego dziecka. Dialogi w tej krótkiej, ale bardzo emocjonalnej opowieści obrazowane są przez pełne myśli dymki, a historia inspirowana autentycznymi doświadczeniami związanymi z wojną. 



Historia rozgrywa się podczas pełnoskalowej napaści zbrojnej, kiedy to mały chłopies uciekając przed zniszczeniem trafia do lasu, po którym się teraz błąka. Samotny, a jednak słyszący głosy tych którzy odeszli, wsłuchuje się w ich myśli unoszące się w powietrzu. 

Whispers Among the Poppies nie ma swojej daty premiery. Gra zadebiutuje na Steam, na komputerach PC. Demo dostępne. 

Karta Steam - pobierz demo 









poniedziałek, 15 grudnia 2025

The House of Hikmah, wyobrażanie Domu Mądrości

The House of Hikmah, wyobrażanie Domu Mądrości


Narracyjna przygodówka z łamigłówkami platformowymi, z historyjkami Złotego Wieku Islamu i urokliwym wyobrażeniem Domu Mądrości. Wszystko w grze zatytułowanej The House of Hikmah, która ma swoje miejsce na platformie Steam. 

Lunacy Studios jest twórcą oraz wydawcą przygodowej gry z łamiglówkami platformowymi i bogatą fabułą, stawiającej na podróżowanie śladami ojcowskiej spścizny w Domu Mądrości. Gra, której tytuł brzmi The House of Hikmah, ma swoje miejsce na platformie Steam, gdzie można dodawać ją do listy życzeń. Wciąż nie ma jeszcze daty premiery.

Przeczytaj również:

The House of Hikmah to histota czternastoletniej dziewczyny o imieniu Maya, która po śmierci swojego ojca wkracza do onirycznej świątyni, wypełnionej wielowiekową wiedzą, znanej jako Dom Mądrości. Wyposażona w tajemnicze urządzenie, które ma zdolność przemieniania żywiołów, Maya rozwiązuje zagadki, by móc wędrować po krainach historycznych uczonych. Otwierając kolejne drzwi odsłania nowe sekrety, poznając wszystko to, co po sobie pozostawił jej ojciec, odkrywając także cienie za nimi schowane, które ciężko będzie młodej dziewczynie zwalczyć. 

W grze, która stawia na narrację, eksplorację, ale i łamigłówki w platformowym stylu, odkrywać będziemy dziewięć odrębnych tematycznie światów, które inspirowane są największymi odkryciami i mądrością uczonych Złotego Wieku Islamu. 



Zagadki, z którymi przyjdzie się graczom mierzyć, opierają się na fizyce, a pomocne do ich wykonania jest urządzenie pozostawionone przez ojca. Dzięki niemu przemierzać będziemy pętle kanałów wiatru, ważyć metalową transmutację, przechodzić przez ściany jako eteryczna materia, zaginać światło poprzez szkło i wiele innych.

The House of Hikmah to gra w pełni udźwiękowiona po angielsku i arabsku, z naukowymi, filozoficznymi, ale i zabawnymi dialogami. Nie zagramy w nią w języku polskim. 

Przygodówka nie ma jeszcze daty premiery. Swój debiut będzie miała na PC, na Steam. 

Karta Steam




czwartek, 12 września 2024

The Merlies, przygoda w mikroskopijnym świecie

The Merlies, przygoda w mikroskopijnym świecie

 

Uroczą rodzinkę ptaków prowadzić będziemy w przygodowo-platformowej grze The Merlies, grze, której akcja rozgrywa się w mikroskopijnym, kolorowym, ale także poetyckim i postapokaliptycznym świecie. Gra swoją premierę ma mieć w przyszłym roku.  

Na przyszły rok przewidziana jest premiera przygodowki nastawionej na rozgrywkę platformową, w przepięknym, mikroskopijnym wszechświecie, w której prowadzimy rodzinkę maleńkich ptaków. Gra została stworzona przez studio Darjeeling, ARTE France, wydana właśnie przez ARTE France, powstała na podstawie pomysłu Cosmografika, twórcy Type:Rider i Vandals.

The Merlies to historia rodziny niewielkich ptaków, które są w podróży, której celem jest zbudowanie własnego społeczeństwa, ale i znalezienie równowagi w świecie, w którym niegdyś istniała dawna, ludzka cywilizacja. Nasi bohaterowie, oczywiście przy udziale graczy, będą budować wioskę, robiąc to w bardzo pomysłowy sposób, eksplorować świat i odkrywać sekrety.


Akcja gry rozgrywa się w postapokaliptycznym, ale uroczym świecie zostawionym po ludzkiej cywilizacji. Rozgrywka, bez dialogów opiera się na eksploracji i budowaniu, często w bardzo pomysłowy sposób. Wędrując po lokacjach odnajdywać będziemy resztki zostawione przez dawną cywilizację. Z nich składać będziemy konstrukcję budowli, domostwa Merlies.


Ważnym elementem jest tu współpraca i solidarność. Pozwala to niejednokrotnie na odblokowanie nowych umiejętności. Przygodowa gra platformowa została stworzona w ręcznie rysowanym stylu.

Jej premiera, na komputery PC - Steam przewidziana jest na rok 2025. Dokłada data nie jest znana. Twórcy nie udostępnili także wersji demo do sprawdzenia. 

Karta Steam