Bye Sweet Carole - recenzja. Byłaby urocza gdyby była typową przygodówką

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji przygodowej gry z elementami platformowymi, horroru w iście bajkowym, animowanym stylu, zatytułowanego Bye Sweet Carole. Oto co myślę o tej grze! 

Bye Sweet Carole swoją premierę na Steam miała w październiku zeszłego roku i była jedną z takich produkcji, której przyglądałam się od jej pierwszych zapowiedzi. Z jednej strony pociągała mnie baśniowym, tajemniczym, mrocznym klimatem i przepiękną oprawą graficzną, z drugiej przerażała elementami zręcznościowymi i czasowymi, za którymi.... no cóż.... w grach nie przepadam. Szczerze powiedziawszy długo wahałam się czy mam w nią zagrać. Ale gdy tytuł, zresztą nie tak dawno, zagościł również na GOG, postanowiłam sprawdzić czy moje obawy były zasadne, czy też strach w moim przypadku miał jedynie wielkie oczy. I tak dzięki uprzejmości polskiej platformy growej, za co bardzo dziękuję, miałam okazję przekonać się czy Bye Sweet Carole jest grą dla mnie, czy niestety nie? Na to pytanie odpowiem oczywiście w poniższej recenzji, do której przeczytania serdecznie Was zapraszam 😀

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

Fabuła - mroczna baśń w narracyjnym stylu 

Bye Sweet Carole to opowieść przenosząca gracza w przeszłość, na początek ubiegłego wieku, kiedy to edukacja dziewcząt koncentrowała się na nauce bycia dobrą żoną i matką, a świat kobiet wyglądał zupełnie inaczej niż wygląda obecnie (przynajmniej w większości krajów na świecie). Ta skierowana ku kobietom, ale wcale nie typowo kobieca przygodówka w stylu survival horroru dedykowana jest przez jej autora, Chrisa Darrila zmarłej matce. 

Akcja gry przenosi nas bowiem na początek XX wieku, rozgrywając się w niewielkiej brytyjskiej społeczności, w której ruch feministyczny coraz bardziej daje o sobie znać, zmieniając zdominowaną przez mężczyzn rzeczywistość. Poznajemy młodą Lanę Benton, która próbuje odkryć prawdę o zaginięciu swojej najlepszej przyjaciółki Carole Simmons, wychowanki nieprzyjaznego, pełnego tajemnic i mroku, niczym z horroru, sierocińca Bunny Hall. Dzięki tajemniczemu listowi Carole z niejakim "Francuzem" Lana jest przekonana, że jej przyjaciółka wcale nie uciekła, a jej zaginięcie ma drugie, przerażające dno.

Nazwana przez okoliczne ptaszki księżniczką tajemniczej krainy Corolla, panna Benton balansuje między życiem, a śmiercią, prowadząc śledztwo sięgające zjawisk natury paranormalnej i fantasy, w której rzeczywistość miesza się z magią. Przechodzi od codzienności sierocińca Bunny Hill do tajemniczej krainy fantasy, Corolli, rządzonej przez okrutnego tyrana Pana Kyna, któremu towarzyszy złowroga sowa o czerwonych oczach znana jako Velenia i wiele innych, poddanych mu istot.

Potrafiąca zmieniać postać od dziewczęcej po króliczą, pewna siebie, ale i nieustraszona Lana Benton, przekonana o słuszności swojego działania, bada, sprawdza, prowadzi dochodzenie, ale także ucieka, chowa się oraz staje do walki, będąc się ratunkiem dla innych, i dla samej siebie. 

Bye Sweet Carole to zdecydowanie przejmująca, wciągająca i bardzo tajemniczna opowieść, dawkowana graczowi czasami w powolny, a czasami w dynamiczny sposób. Skanianie między zupełnie innymi rzeczywistościami i innym wyglądem, w tym umiejętnościami Lany, przeplatane jest baśniową opowieścią narratora, która zamyka i otwiera kolejny rozdział gry. Fabuła jest tu mocno nastawiona właśnie na narrację, nie zapominając jednocześnie, że nie jest to tylko słodka, animowana historia rodem z animacji Disneya, choć do takich tej grze jest bardzo po drodze. 

Interfejs i sterowanie - poprowadź Lanę przez pełną akcji przygodę 

Recenzowany przeze mnie tytuł to tak naprawdę malowany horror, a w dużej mierze również survival horror, w którym walczymy Laną Benton o przetrwanie, stawiając czoła licznym postaciom. I nie są to tylko źli bohaterowie dręczonej krainy, ale również pracownicy sierocińca, którzy nagle zmieniają się w gotowe na mord bestie. 

Gra autorstwa wspomnianego już przeze mnie Chrisa Simmonsa, mającego na swoim koncie serię horrorów o przetrwaniu zatytułowaną Remothered, jest w pewnym sensie klonem tych gier. Im dalej w rozgrywkę, tym Lana doświadcza coraz więcej przemocy. Akcja coraz bardziej koncentruje się na przetrwaniu, chowaniu się, uciekaniu i kombinowaniu co dalej. Popędzani przez gnające do przodu zagrożenie, choćby ze strony brutalnej kucharki z tasakiem, gubimy narracyjną jakość, stając się trybikiem w klasycznym horrorze, w typowej przygodowej grze akcji w survivalowym stylu, co moim skromnym zdaniem nie wychodzi grze na dobre. Ten pęd sprawia, że opowieść traci na znaczeniu, na narracji, stając się zbyt brutalną, i na dodatek mającą problem z płynnością rozgrywki. 

Bye Sweet Carole to gra, w której historię poznajemy i próbujemy przetrwać sterując Laną, która jak już nadmieniłam wkracza w świat fantasy nie tylko w swojej naturalnej postaci, ale i w roli króliczki, mającej zupełnie inne umiejętności, i inną perspektywę. Postacią dowodzimy za pomocą klawiatury i przypisanych przez grę przycisków interakcji, albo kontrolera, który jest przez grę zalecany. Rozgrywka do najłatwiejszych, szczególnie dla mnie, osoby kochającej spokojną klasykę przygodową, nie należy do najłatwiejszych. Kierowanie Laną za pomocą pada, w growej zabawie pełnej akcji, w typowym survival horrorze, który połączono z oldschoolowymi elementami platformowymi, jest zwyczajnie łatwiejsze, choć wcale nie gwarantuje sukcesu. Śmierć bohaterki nie jest w tym przypadku niczym dziwnym, podobnie jak wracanie do trudnych momentów po wielekroć razy, zważywszy, że gierka nie oferuje ręcznego zapisu, a jedynie automatyczny.

W zależności jaką obsługę gry wybierzemy, czy będzie to klawiatura, czy też kontroler, do dyspozycji będziemy mieli sporą ilość przypisanych grze przycisków. Część ich dotyczy typowych interakcji, czyli poruszania się, podnoszenia i używania przedmiotów, rozmów czy działań z przedmiotami i obiektami. Są również takie, które pozwalają zmienić naszą bohaterkę w króliczkę, pozwalając jej biegać, i skakać, co jest w tym growym projekcie niezmiernie istotne, a także otworzyć ekwipunek, który jest w swej formie zbliżony do typowych przygodówek. Klasycznie wypada również system zadań, konkretnych celów, które wyraźnie, jeśli tylko dotkniemy odpowiedniego przedmiotu i miejsca, zostaną przez grę wypunktowane. 

Wszelkich interakcji w pędzącej do przodu, dość brutalnej i pełnej przeciwników grze, która jednocześnie stawia na przeróżne wyzwania natury logicznej, i nakazuje często powroty do miejsc już odwiedzanych, musimy się zwyczajnie nauczyć. Opanowanie ich w sposób przynajmniej dobry zmniejszy poziom frustracji z nieudanych momentów, w których śmierć, bo nie wiemy co dalej, bo zabrakło nam czasu, bo nie udał się nam skok, przychodzi nazbyt często. 

Zagadki i zadania - wiele się dzieje, niekoniecznie dobrego 

No cóż, Bye Sweet Carole bywa tytułem nader denerwującym, i niech nie zmyli Was urokliwa oprawa graficzna i klimat animacji Disneya. I choć opowieść, która pozwala nam poznać nie tylko historię Lany, ale i w retrospekcjach również losy Carole, potrafi zaciekawić, skupić uwagę graczy, intrygować, a nawet wzruszać, to elementy zręcznościowe, rozgrywka platformowa, przeciwnicy i przesadzone utrudnianie rozgrywki, może zirytować, i to nie raz. 

Dziwnym pomysłem jest w grze konieczność wykonywania następujących po sobie poleceń, wracania do pomieszczeń, w których niejednokrotnie czyha przeciwnik, by wykonać zlecone przez grę zadanie. Wracanie się do lokacji by przekręcić zawór, przesunąć drabinę czy zabrać przedmiot, jest raz niepotrzebnym sianiem chaosu i gubieniem płynności, dwa dodatkowym stresem, trzy sztucznym wydłużaniem rozgrywki, która raczej tego nie potrzebuje. 

Twórca recenzowanej przeze mnie przygodowej gry akcji, z zdecydowanie za częstymi (jak dla mnie) elementami survivalu, postarał się poprzez zagadki zbliżyć swój projekt do typowej przygodówki, w której gracz stale przeszukuje lokacje, wraca by coś zdobyć, bądź udaje się do odwiedzanego już miejsca ponownie, aby zrealizować cel. Zabieg ów miałby sens, gdyby w takich momentach gierka zwalniała, akcja grozy schodziłaby na plan dalszy, albo w ogóle zamierała. Ale tak się niestety nie dzieje. 

Gnani przez akcję, zestresowani zbliżającym się wrogiem, który nie daje nam spokoju i zaraz pozbawi Lanę życia, gubimy rytm i zaczynamy gubić także możliwość logicznego myślenia. Nagle nie wiadomo co trzeba zrobić, choć czynność, którą zleca nam gra, jest banalna. Szybkość i strach w przypadku zagadek logicznych zdecydowanie nie jest sprzymierzeńcem gracza.

Problemem są również, wraz z postępami gry, coraz liczniejsi wrogowie. W ich przypadku szczególnie mocno widoczne jest to, że gra nie bardzo wie czym chce być i jaki kierunek zamierza obrać. Z jednej strony mamy przeciwników, którzy reagują na najmniejszy dźwięk, jaki jesteśmy w stanie wywołać. Hałas sprawia, że pojawiają się niemal natychmiast, i nie są przyjaźnie nastawieni. Ale pojawia się także ich dziwna losowość, która sprawia, że do końca nie wiemy jak działają wrogowie, co robimy źle, i czy aby ich pojawianie się w danych miejscach nie jest losowe. Dziwny zabieg, mega irytujący, i mocno utrudniający i zniechęcający do rozgrywki. Mnie samej zdarzało się w takich chwilach odpuszczać granie, by wrócić do historii gdy przeszedł mi przysłowiowy "nerw". 

Źródłem frustracji są zagadki i zadania polegające na ciągłym wracaniu, wkurzający przeciwnicy, którzy nie bardzo wiadomo jak działają, ale i elementy skradankowe, których ja zwyczajnie w grach nie cierpię. Ciężko mi się do nich przekonać również w tak urokliwej graficznie opowieści, jaką niewątpliwie jest opisywana przeze mnie gra.

Graficzne cudo - animowany horror w disneyowskim stylu 

Nikt nie może bowiem zaprzeczyć, że Bye Sweet Carole nie jest tytułem przepięknym graficznie, takim, którym można zachwycać się, nawet jeśli za tobą lata kucharka z tłuczkiem czy wściekła, diaboliczna sowa z czerwonymi oczami. 

Gra jest przepiękną, ręcznie malowaną przygodówką, w baśniowym, animowanym stylu, rodem z produkcji Disneya. Malowane, urokliwe pod każdym względem tła, z malowanymi postaciami i mnóstwem szczegółów i szczególików, ożywają na naszych oczach w kolejnych, dostępnych w wielu rozdziałach lokacjach. Dopracowane graficznie miejscówki, z równie dopracowanym wyglądem zbieranych przedmiotów, wpisującym się w baśniowy styl, podbijającym nasze pozytywne z niej wrażenia.

Nic jednak nie buduje tak klimatu rodem z produkcji animowanych, jak przeurocze, filmowe animacje, które, czego twórcy wcale nie kryją, inspirowane są najbardziej znanymi, najbardziej lubianymi, wybitnymi filmami animowanymi.  

Gra prezentuje się zwyczajnie przepięknie. I to piękno przyciąga zapewne wielu potencjalnych graczy. Nie jest to jednak urocza gra w lekkim stylu. Jej graficzne, animowane, fantasy - baśniowe piękno jest także mroczne. I choć mrok jest to również ręcznie rysowany i kunsztownie animowany, to wylewa się z niego horror z potworami, które mogą, a nawet chcą przerażać. I oczywiście to robią, nawet jeśli są iście bajkowe. 

Ścieżka muzyczna i udźwiękowienie - zdecydowanie nie ma co narzekać 

Klimat grozy ze świata baśni i animacji, atmosferę opowieści skupionej na fabule, opowiadanej przez narratora, podbijanej przeuroczą stroną wizualną, i monetami akcji, z grozę w tle, podkręca również doskonała ścieżka dźwiękowa i muzyczna. 

Główny motyw muzyczny w Bye Sweet Carole przewija się przez sporą część rozgrywki, i stanowi ważny składnik przygodówki, dla której inspiracją stały się najznamienitsze filmy animowane. Nie da się nie zauważyć, że melodia główna czerpie z tegoż filmowego gatunku garściami, przenosząc graczy w baśniową opowieść, która złudnie może wydawać się lekką i bezproblemową.

Nie jest jednak taką, gdyż oprócz słodkich momentów, na graczy czekają także te zdecydowanie trudniejsze, brutalniejsze i mroczne. Ścieżka dźwiękowa o tym jednak nie zapomina, wlewając nam w uszy dźwięki mroku, zagrożenia i tajemnicy, robiąc to w najlepszy sposób w jaki potrafi. 

Omawiana przeze mnie gra to tytuł w pełnej angielskiej wersji językowej, z doskonałym dubbingiem, z profesjonalnymi aktorami, którzy w postaci owej gry, włącznie z czołowymi, jak i pobocznymi, wcielają się w doskonały sposób. Bohaterowie, zarówno pozytywni, jak i negatywni, a tych nie brakuje, są autentyczni, ciekawi, mają charakter i duszę, co wyraźnie udziela się aktorom głosowym, którzy do swych ról przyłożyli się w należyty, perfekcyjny sposób. 

Niestety to kolejna gierka na długiej liście tych, w które po polsku niestety nie zagramy. Choć profesjonalny angielski dubbing (można grać również w pełni po włosku), niewątpliwie cieszy, to chciałoby się móc poznać opowieść także z napisami w ojczystym języku. Niestety nie jest to możliwe, i nic nie wskazuje, by kiedyś było. 

Bye Sweet Carole podsumowanie recenzji - urocza, przepiękna, ale jednak nie dla mnie 

Podsumowując, Bye Sweet Carole to bez dwóch zdań urocza graficznie, przepiękna, malowana i niesamowicie zanimowana opowieść, którą świetnie się ogląda, ale niestety gorzej się w nią gra. Wizualnie przygodówka przyciąga. Jej graficzne piękno może być bardzo zgubne, przyciągać graczy, choćby takich jak ja, którzy kochają rysowane przygodówki, ale nie bardzo elementy akcji. 

Recenzowany tytuł zaciekawia fabularnie, napędza opowieść graficznym pięknem i doskonałą ścieżką muzyczną i dźwiękową, ale zniechęca większością rozgrywki. Gra nie bardzo wie kim chce być. Jest trochę przygodówką, stawiającą na zbytnie utrudnianie zagadek i sztuczne rozciąganie rozgrywki, a trochę platformówką z typowymi dla tego gatunku rozwiązaniami. Stara się być baśnią, przemycającą do fabuły feministyczne tematy, ale i klasycznym surival horrorem z przeciwnikami, których trudno okiełznać, bo nie bardzo wiadomo jak działają. 

Hmm..... przepiękna to gra, ciekawa fabularnie, urocza, ale zdecydowanie nie dla mnie. To raczej tytuł dla zwolenników szybkości, akcji i growego miszmaszu, który w takim wydaniu mnie zwyczajnie nie pasuje. Bye Sweet Carole byłaby świetną grą, gdyby była klasyczną przygodówką. Ale niestety nie jest. 

Moja ocena 6/10. 

Serdecznie dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji!

Grałam w wersję na komputery PC, oczywiście na GOG



Zalety:

  • Przepiękna grafika;
  • Fabularna opowieść, która może się podobać;
  • Urokliwa ścieżka dźwiękowa i muzyczna;
  • Ciekawe, charakterne postaci;
  • Bardzo dobry dubbing;
  • Baśniowy klimat;
  • Disneyowski styl, który mi się podoba

Wady: 
  • Zbyt trudne elementy zręcznościowe;
  • Wrogowie, których działania nie rozumiem;
  • Zbytnie utrudnianie zagadek;
  • Brak ręcznych zapisów rozgrywki;
  • Sztuczne rozciąganie rozgrywki;
  • Brak polskiej wersji językowej

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moja twórczość, recenzje, poradniki, wrażenia - przygodówki, filmy i seriale!

Moje TOP 10 przygodówek roku 2025

Lista recenzji i wrażeń z przygodówek, napisanych na blogu