Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2026

Pamiętniki wampirów, wszystkie sezony serialu trafiły na Netflix

Pamiętniki wampirów, wszystkie sezony serialu trafiły na Netflix

 

Źródło zdjęcia: Netflix

Pamiętniki wampirów, niegdyś bardzo popularny, lubiany i dobrze oceniany serial, produkcja, która doczekała się ośmiu sezonów, niedawno trafiła na platformę Netflix. W serwisie obejrzeć można wszystkie dostępne sezony.

Pamiętniki wampirów, serial, który dał początek kilku innym produkcjom w tym uniwersum, serial fantasy o wampirach, z pewną dawką grozy i romansu, właśnie stał się dostępny na kolejnej platformie streamingowej. Serial, który dostępny jest obecnie na Prime Video, które podniosło cenę, na HBO Max, a teraz również na platformie Netflix, platformę która kupiła Warner Bros. Discovery, nabywając prawa do serwisu od HBO. 

Warto również przeczytać:

Pamiętniki wampirów to amerykański serial fantasy, horror i romans, produkcja stworzona w oparciu o serię powieści L. J. Smith, pod tym samym tytułem, produkcja opowiadająca o dwóch braciach Salvadore, będących wampirami. 

Po ponad wieku do amerykańskiego swego rodzinnego miasteczka Mystic Falls wraca Stefan Salvadore, gdzie poznaje Elenę, młodą uczennicę liceum, niezwykle podobną do pewnej wampirzycy, w której kiedyś wraz z bratem byli zakochani. Między parą rodzi się uczucie. Spokój Stefana Salvadore burzy pojawienie się w miasteczku brata, Damona, który wprowadza w życie plan, za którym idą ofiary, ale budzą się również demony przeszłości i uczucie do tej samej kobiety.

Serial swój początek, w pierwszym sezonie miał w 2009 roku i doczekał się aż ośmiu sezonów. Ostatni sezon zadebiutował w roku 2017. Produkcja ma na swoim koncie kilka zdobyt nagród i wiele nominacji. 

W obsadzie, w glównych rolach: Paul WCandice Kingesley (Star Trek: Nieznane nowe światy, Opowiedz mi bajkę) jako Stefan Salvatore, Ian Somerhalder (V-Wars, Anomalia, Zagubieni) jako Damon Salvatore, Nina Dobrev (Reunion, Miłosna pułapka) jako Elena Gilbert i Katherine Pierce. 

A także: Kat Graham jako Bonnie Bennett, Candice King jako Caroline Forbes, Zach Roerig jako Matt Donovan, Steven R. McQueen jako Jeremy Gilbert, Michael Trevino jako Tyler Lockwood, Joseph Morgan jako Niklaus "Klaus" Mikaelson, Matthew Davis jako Alaric "Ric" Saltzman, Marguerite MacIntyre jako szeryf Elizabeth Forbes i inni. 

Produkcja we wszystkich sezonach dostępna jest na wspomnianym Netflix, gdzie ma się całkiem dobrze, i obecnie znajduje się w TOP 10 serwisu, a także na Prime Video oraz na HBO Max. 

Healer&Phoenix, powieść wizualna o mitycznej uzdrowicielce

Healer&Phoenix, powieść wizualna o mitycznej uzdrowicielce

 

Powieść wizualna z minigrą o uzdrawianiu zwierząt, ręcznie malowana gra przygodowa z wyborami i wieloma zakończeniami, zatytułowana Healer&Phoenix ma swoje miejsce na platformie Steam.

Na Steam swoje miejsce ma przygodowa gra w stylu wizualnej powieści, przygodówka inspirowana Hiszpanią, z wieloma zakończeniami i minigrą, w której zajmujemy się uleczaniem chorych, mitycznych zwierząt. Healer&Phoenix to tytuł stworzony i wydany przez Hyper Studio. Gra nie ma jeszcze swojej daty premiery, choć tworzona jest już od kilku lat.

Przeczytaj także:

Healer&Phoenix to tworzona od kilku lat wizualna powieść, w której wcielamy się w młodą uzdrowicielkę zwierząt, o imieniu Catalina, kobietę prowadzącą własną klinikię, wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką i asystentką Valencią. Znana w okolicy lecznica ma wiele klientów, ale także mnóstwo wyzwań. Pewnego dnia pojawia się w niej drwal opowiadając Catalinie o płonącym ptaku, którego wraz z przyjaciółmi znaleźli w lesie. badając go uzdrowicielka odkrywa, że zwierzę cierpi na tajemniczą, magiczną chorobę. Niebawem okazuje się, że ta przypadłość dotknęła także niektórych ludzi.

Gra jest klasyczną wizualną powieścią o magicznej weterynarce, miłości do świata i ratowaniu życia. W grze pojawia się także wątek romantyczny, który rozwija się poprzez wybór spośród trzech kandydatów, własnego rywala ze studiów Diedriecha, tajemniczego właściciela niedźwiedzicy Gracielli, Maximiano, ale i samego feniksa, Edmunda. 


Przygodówka skupiona jest na wyborach i decyzjach zmieniających fabułę i prowadzących do możliwych aż 10 zakończeń. Gra posiada pełną angielską wersję językową i polskie napisy, wiele animacji i oryginalną ścieżkę dźwiękową. 

Gra nie ma jeszcze swojej daty premiery. Ma zadebiutować na Steam, w wersji na PC.

Karta Steam




piątek, 1 sierpnia 2025

Outlander: Krew z krwi będzie miała premierę na HBO Max, nie na Netflix

Outlander: Krew z krwi będzie miała premierę na HBO Max, nie na Netflix

 

Zdjęcie: Kard ze zwiastuna w serwisie HBO Max

Outlander: Blood of My Blood czyli Krew z krwi, spin-off niezwykle popularnego serialu STARZ dostępnego na Netflix, na owej platformie nie zadebiutuje. Prawa do dystrybucji serialu w świecie Outlandera zyskała platforma HBO Max. Jest data premiery. 

Jesteśmy już po premierze najnowszej części filmu grozy Oszukać przeznaczenie: Więzy krwi, który to film można oglądać już na HBO Max. Tymczasem platforma przygotowała również gratkę dla fanów Outlandera. Spin-off serialu, którego polski tytuł brzmi Outlander: Krew z krwi nie będzie miał, jak można było sądzić po oryginalnej produkcji STARZ dystrybuowanej przez Netflix w tym serwisie, a właśnie na HBO Max i to już dzień po amerykańskiej premierze, czyli 9 sierpnia. W serwisie można już obejrzeć polski zwiastun tegoż serialu.

Przeczytaj również:

Outlander: Krew z krwi to historia rozgrywająca na różnych płaszczyznach czasowych, podczas I wojny światowej i w XVIII-wiecznej Szkocji. Jej bohaterami są rodzice Jamiego i Claire. Serial jest dramatem i romansem zarazem, historią dwóch par - Julii Moriston i Henry’ego Beauchampa oraz Ellen MacKenzie i Briana Frasera.

W obsadzie znaleźli się:  Hermione Corfield (Elita złodziei, Milion dni) jako Julia Moriston, Jeremy Irvine (Dwie minuty do piekła, Return to Silent Hill) jako Henry Beauchamp oraz Harriet Slater (Horoskop, Indiana Jones i artefakt przeznaczenia) jako Ellen MacKenzie i Jamie Roy (Gniazdo kondora, Zwiadowca) jako Brian Fraser. A także: Seamus McLean Ross, Ailsa Davidson, Tony Curran, Conor MacNeil, Sally Messham, John Lumsden, Rory Alexander, Sara Vickers i inni. 

Reżyserami serialu są Jamie Payne, Azhur Saleem, Emer Conroy oraz Matthew Moore, zaś showrunnerem Matthew B. Roberts.

Premiera na HBO Max przewidziana jest na 9 sierpnia 2025 roku. 


piątek, 17 stycznia 2025

Nasze Noce - recenzja. Niezwykle ciepły i uroczy film Netflixa

Nasze Noce - recenzja. Niezwykle ciepły i uroczy film Netflixa

 

Serdecznie zapraszam na recenzję niezwykle ciepłego, pogodnego i optymistycznego filmu Nasze noce, który można oglądać na Netflix. 

Miłość, uczucie, które nie zna ograniczeń. Nie przeszkadza jej odległość, różnice wyznaniowe, klasowe, ani nawet wiek. Ona po prostu się zdarza, nawet w jesieni naszego życia i można ją pokazać w zaskakująco piękny, subtelny i słodki sposób, co udało się Netflixowi, które zdecydował się zekranizować powieść Kenta Harufa, romans z dwójką staruszków w roli głównej. Film w reżyserii Ritesha Batra, skradł moje serce.

Warto przeczytać również:

Nasze Noce (Our Souls at Night), to urokliwa, czarująca i nostalgiczna opowieść o życiu i samotności, która zbliża dwójkę staruszków, żyjących od lat obok siebie. Poznajemy wdowca Louisa, który po śmierci żony wiedzie spokojne, monotonne i samotne życie. Codzienne leniwe czynności przeplata spotkaniami w kawiarni, gdzie z kolegami popija swoją ulubioną kawkę, po za tym czyta gazety, porządkuje podwórko, żyjąc nieco na uboczu. Sytuacja zmienia się, gdy pewnego wieczoru odwiedza go sąsiadka, Addie, żyjąca równie samotnie w wielkim domu. Kobieta proponuje mężczyźnie pewien układ. Chce by ten przychodził do niej nocami, by z nią sypiać, ale nie w sposób fizyczny lecz by zwyczajnie być z kimś w nocy, porozmawiać, wyżalić się, opowiedzieć to, co wydarzyło się w ciągu dnia. Zdziwiony, zaciekawiony, ale i znudzony swoim życiem Louis zgadza się na taki układ.

Z czasem między dwójką doświadczonych życiowo osób rodzi się uczucie, które z przyjemnością ogląda się na ekranie, między innymi za ciepło, które płynie z tego filmu, jak i dzięki doskonałym kreacjom dwójki znanych i cenionych aktorów, którzy na ekranie spotkali się już nie raz, czyli Roberta Redforda i Jane Fondy.

Nasze Noce to film, który biegnie swoim powolnym, acz radosnym rytmem, którego tak brak na Netflixie. I choć fabuła skupia się na relacjach międzyludzkich, rozmowach i wspomnieniach, które towarzyszą naszym bohaterom podczas nocnych rozmów, to film w żądnym razie nie jest nudny, monotonny, czy też przegadany. Wiele scen przywoływało u mnie uśmiech na twarzy, mnóstwo dało do myślenie, a kilka nawet zaskoczyło.

Nasze Nocy, to dzieło o radości życia, o czerpania go garściami i nie zważania na ludzkie osądy, czy też plotki. Wyjątkowość tej produkcji leży w jego prostocie, w braku złożoności. Ot dwójka staruszków uświadamia sobie, że z każdym dniem jest im ze sobą coraz lepiej. Razem spędzane noce stopniowo przeradzają się w dnie, wspólne wędrówki, a nawet randki. Po latach samotności, uświadamiają się, że miłość jest cudowna i nie należy się jej wstydzić. A pokazana jest ona w tak uroczy, niewinny i nieśmiały sposób, że aż słodko i lekko robi się na sercu.

Romans tych dwojga jest nadrzędnym elementem tego filmu, ale nie tylko. W jego cieniu toczy się ich prywatne życie, problemy, które kiedyś ich dotknęły i które towarzyszą im w dniu dzisiejszym, z którymi przyjdzie się im rozliczyć, a które niestety mogą zaważyć na ich przyszłości. Zaletą tej produkcji jest wypływająca z niej mądrość życiowa, doświadczenie i opanowanie, którego niestety często brakuje młodym wiekiem parom.

Nasze Noce nie byłyby zapewne tak dobrą ekranizacją, gdyby w jej obsadzie nie znaleźli się tak doskonali aktorzy. Rewelacyjny w swojej nieśmiałości, młodzieńczej mimo wieku niepewności, małomówności i prostocie, emerytowany nauczyciel Louis, w tej roli Robert Redford. Na przestrzeni filmu z lubością śledziłam jak się otwiera, jak rozliczenie z burzliwym niegdyś życiem i wpływ Addie zmienia tego dojrzałego, wycofanego mężczyznę w czułego, pełnego wiary w miłość mężczyznę. Radość życia, optymizm, gadatliwość i otwartość Addie, cudownie oddana przez Jane Fonde, sprawiła mi niebywałą radość, powodując, że z ochotą obejrzałam film po raz drugi.

Nasze Noce to po prostu lekki, barwny, emocjonalny i życiowy film, pokazujący, że szczęście jest zawsze na wyciągnięcie dłoni. Ten ciepły, pogodny i dojrzały romans, to produkcja przeznaczona dla każdego rodzaju widza, bo pokazująca jak cudowny jest człowiek i jak pięknie potrafi kochać. Oby więcej takich uroczych filmów na Netflixie, bo ogląda się je z wielką przyjemnością. 

Moja ocena 8/10.

Nasze noce można obejrzeć na platformie Netflix.

sobota, 4 stycznia 2025

Mamma Mia: Here We Go Again! - recenzja musicalu. Wracamy na malowniczą grecką wyspę

Mamma Mia: Here We Go Again! - recenzja musicalu. Wracamy na malowniczą grecką wyspę

Na blogu pojawiła się recenzja filmu, na którym byłam niegdyś w kinie, a który w zimowy czas może zabrać nas w czas cieplutkich, beztroskich wakacji. Oto recenzja Mamma Mia: Here We Go Again!

Sezon letni równa się sezon ogórkowy, czyli czas, w którym do kin trafiają filmy lekkie, wpisujące się w klimat wakacyjnego lenistwa. Taki też jest muzyczny hit lata 2018, kontynuacja musicalu Mamma Mia z roku 2008, produkcji wypełnionej piosenkami szwedzkiego zespołu ABBA. 

Warto przeczytać także:

Mamma Mia: Here We Go Again! konwencją od swej poprzedniczki nie odbiega, realizując te same zamierzenia bawienia i wzruszania widzów, bez nadmiernego skupiania się na fabule, która dawkowana jest nam bardzo oszczędnie. Zalewa nas natomiast muzyka, oczy cieszy wielobarwność owej produkcji (strasznie kolorowy film), zadowala niezła praca aktorska, wzruszenie wywołuje sentymentalna podróż w przeszłość Donny czyli sprytnie wpleciona w film retrospekcja. Szczelną klamrą spina wszystko jak zwykle rewelacyjna Cher o anielskim głosie. Mamma Mia: Here We Go Again w reżyserii Ola Parkera to produkcja filmowa, która śmieszy i wyciska łzę. Jeśli jesteście gotowi na taki rodzaj rozrywki, to pora wybrać się do kina.

Fabuła filmu toczy się jednocześnie na dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie i w przeszłości, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Obserwujemy zatem zmagania Sophie, córki nieżyjącej już Donny w przywrócenie świetności greckiemu hotelowi i jednocześnie realizację marzeń zmarłej mamy, co jakiś czas cofając się wstecz, by wgłębić się w historię Donny, jej początków na malowniczej greckiej wyspie i romansu z trzema przystojniakami, potencjalnymi ojcami Sophie.

Reżyserowi udało się zgrabnie wpleść w fabułę obydwa odrębne wątki, które jak się okazuje mają ze sobą dużo wspólnego. W Mamma Mia: Here We Go Again! historia zatacza koło, a to co zdawało się niemożliwe przychodzi zadziwiająco lekko. Cóż, to mimo nutki smutku i wzruszenia niezwykle optymistyczny film, bajeczka, w której wszystko, nawet złe ma swój pozytywny finał.

Troszkę zdziwieni, a może nawet rozczarowani mogą być jednak kinomaniacy, szczególnie miłośnicy poprzedniego filmu liczący na rozbudowaną i wyjaśniającą wszystko fabułę. Wprawdzie rąbek tajemnicy, jaki skrywała Donna jest nam odsłaniany, bowiem poznajemy młodego Billa (Josh Dylan), Harrego (Hugh Skinner) i Sama (Jeremy Irvine) lecz jest on potraktowany jedynie pobieżnie, ogólnikowo, słowem z grubsza. Podobnie sprawa ma się z samą młodą Donną zagraną przez Lily James, znaną z recenzowanego przeze mnie dramatu Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek, czy z jej równie młodymi przyjaciółkami Rosie (Alexa Davies) i Tanyą (Jessica Keenan Wynn).

Reżyser pozwolił zaistnieć w scenariuszu nie występującej od lat na wielkim ekranie, Cher, która w Mamma Mia: Here We Go Again! wcieliła się w rolę babci Sophie. Rólka wprawdzie nie duża, ale potwierdzająca możliwości głosowe tej niezwykłej, wiekowej (czego nie widać) wokalistki i aktorki.

Wadę filmowych kontynuacji jest to iż w większości przypadków należy znać pierwszą część, by zrozumieć kolejną. W przypadku drugiej odsłony Mamma Mia nie jest to konieczne. Ci z Was, którzy jakimś cudem jeszcze filmu z 2008 roku nie widzieli, a chcą obejrzeć dalszą historię Sophie zachęcam oczywiście do obejrzenia musicalu Mamma Mia, jednocześnie informuje, że nie jest to konieczne. Spokojnie wszystko zrozumiecie, nie pogubicie się, a bawić będziecie się przednio, bo…..

Na plan pierwszy wysuwa się tu bezsprzecznie muzyka i oczywiście piosenki ABBY, do tekstów których przypisane zostały filmowe dialogi i na których zbudowano scenariusz, a ten, nie da się tego nie zauważyć, jest w tym wypadku kwestią drugorzędną.

Choć sala kinowa nie jest miejsce idealnym do tańca i szeroko pojętej zabawy, to większości nam znane i bardzo popularne melodie szwedzkiego zespołu sprawiają, iż trudno usiedzieć na miejscu. Mnie samej zdarzało się tupać nogą, czy też kiwać się na kinowym fotelu z cicha wyśpiewując znane mi doskonale teksty.

Przyjemność w ich odbiorze potęgowana jest dobrze dobranymi aktorami, którzy wokalnie radzą się doskonale. O ile w pierwszej części torturowano bardziej wprawnych słuchowo widzów średnimi umiejętnościami wokalnymi Pierce’a Brosnana i paru innych aktorów, tak w nowej odsłonie skupiono się jedynie na utalentowanych w tej kwestii, młodych aktorach. Dzięki temu widzowie mogę podziewać nie tylko urok osobisty, ale i talent muzyczny Lily James jako młodej Donny i po raz kolejny posłuchać aksamitnego wokalu Amandy Seyfried, filmowej Sophie i choć przez chwilę podziwiać umiejętności głosowe, wszechstronnej, utalentowanej aktorki, Meryl Streep, jako Donny.

Mamma Mia: Here We Go Again! to typowy przedstawiciel filmowego gatunku muzycznego, nastawiona na muzykę, zabawę, letni klimat, przesiąknięta greckimi, pięknymi widokami bajkowa opowieść, wypełniona utworami ABBY, która jednocześnie bawi i wzrusza. Pogodna, familijna historia, idealna na wakacje, albo po to, by sobie je przypomnieć. Polecam!

Moja ocena 7/10.

Film do 6 stycznia dostępny jest na platformie Netflix. 


niedziela, 24 listopada 2024

Pick My Heart 1 & 2 na Steam i Switch już w grudniu

Pick My Heart  1 & 2 na Steam i Switch już w grudniu

 

Przygodowa wizualna powieść, w której boginie postanawiają zabawić się sercem śmiertelnika, zatytułowana Pick My Heart, częśc pierwsza oraz druga będzie miała swoją premierę na komputerach i konsolach Nintendo Switch już w grudniu. 

Miłośnicy powieści wizualnych w romantycznym stylu, będą mogli już z początkiem zbliżającego się miesiąca grudnia, zanurzyć się w opowieść w świecie boskich romansów i mitologii greckiej w dwóch rozdziałach wizualnej opowieści Pick My Heart. Gra studia Bikini Games, wydana dzięki RedDeer.Games, które niedawno zadebiutowało z dwoma kolejnymi tytułami, Magic Cats Pots, której recenzję znajdziecie na blogu, a także z Cook For Love, którą to grę opiszę niebawem. Kolejny tytuł w portfolio rodzimego studia ma datę premiery, ma również zwiastun. 

Warto przeczytać:

Seria Pick My Heart rozpoczyna się od konkursu piękności na tajemniczej wyspie. Tam o względy śmiertelnika walczą cztery potężne kobiety. Mężczyzna wkrótce odkrywa, że znalazł się w centrum boskich romansów i nadprzyrodzonych intryg. Wcielając się w bohatera gry staniemy przed kluczowym pytaniem: która z kobiet jest najpiękniejsza? To okaże się jednak bardzo trudnym wyzwaniem. 


Na swej drodze w grze dostępnej w dwóch rozdziałach spotkamy wyjątkowe postaci, dumną, ale zawistną Emiko; inteligentną i wymagającą Tomoe; troskliwą i stoicką Haru, a także żartobliwą i pełną miłości Aimi. Jest i przyjaciółka głównego bohatera, Yina, o bardzo silnym charakterze, gotowa konkurować z boginiami. 


Pierwszy rozdział skupia się na miłosnych dylematach, drugi to konfrontacja z własnymi demonami… i złamanym sercem. Tylko ci, którzy wykażą się silną wolą, pokonają wszystkie przeszkody i dotrą na sam Olimp. 

Pick My Heart trafi na Nintendo Switch i Steam już 5 grudnia. 

Karta Steam - rozdział 1

Źródło: Informacja prasowa RedDeer.Games


piątek, 25 października 2024

Maudie - recenzja. Wyjątkowe, kameralne kino dla wymagającego widza

Maudie - recenzja. Wyjątkowe, kameralne kino dla wymagającego widza

Maudie, wyjątkowe, kameralne kino dla wymagającego widza , z fenomenalnymi rolami Sally Hawkins i Ethan Hawke'a. Zachęcam do lektury!

Kino to magiczne miejsce, pozwalające choć na chwilę przenieść się w zupełnie inny świat, pełen akcji, strachu, humoru, czy kolorowych bajek. Wśród szeregu mniej lub bardziej reklamowanych produkcji filmowych czasami trafi się coś niezwykłego, mała, kameralna perełka, która wprawdzie nie wypełni sal kinowych, ale tych, którzy skusili się na takowy seans, szybko sobie zjedna.

Może zainteresujesz się również:

Takim tytułem jest Maudie, irlandzko – kanadyjski film, który do kin w naszym kraju trafił 29 września 2016 roku, a który zdołał zachwycić uczestników 11. edycji Festiwalu Filmowego Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, na którym został wyróżniony Nagrodą Publiczności. Maudie to obraz niezwykły, słodko gorzki, wypełniony bólem bohaterki i radością życia i niesiony niezwykłą kreacją aktorską Sally Hawkins, która typowano na pewną kandydatkę do Oskara.

Historia skupia się wokół Maud Lewis, lokalnej kanadyjskiej malarki, której proste, dziecinne, ale niezwykle kolorowe rysunki były odskocznią od bólu, który towarzyszył jej przez całe życie. Artystka zmagała się bowiem z reumatoidalnym zapaleniem stawów, jej palce powyginane artretyzmem z czasem nie pozwalały jej opanować pędzla, ale chęć tworzenia i wrodzona radość życia pchały ją ku sztuce na tyle mocno, że stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych malarek kanadyjskich.

Opowieść zaczerpnięta z biografii Maud Lewis, nieco przez reżyserkę Aisling Walsh ubarwiona i złagodzona, przenosi nas do Nowej Szkocji, rozgrywając się na przestrzeni lat 20 i 70-tych ubiegłego wieku. Młoda Maud mieszkająca z nadopiekuńczą, ale zarazem niezwykle szorstką ciotką, znajdując w sklepie ogłoszenie miejscowego rybaka Everetta Lewisa o poszukiwaniach gosposi, postanawia skorzystać z okazji, by końcu stać się niezależną. Pakuje zatem niewiele swoich rzeczy i rusza w drogę. Wyśmiewana przez miejscowe dzieciaki, a nawet obrzucona przez nie kamieniami, zgarbiona, utykająca na jedną nogę, w końcu dociera do niewielkiej, zapuszczonej chaty rybaka i sprzedawcy drewna, który okazuje się być niezwykle szorstkim, małomównym i brutalnym człowiekiem. Maud jest jednak kobietą widzącą we wszystkim jasną stronę i choć nie godzi się na złe traktowanie, to w głębi serce wie, że jej pracodawca jest tak naprawdę dobrym człowiekiem, tak samo jak ona skrzywdzonym przez życie. Odskocznią od bólu towarzyszącego chorobie i brutalności mężczyzny, któremu sprząta, pierze, gotuje a także dzieli łoże, jest malowanie. Swoimi prostymi, ale niezwykle kolorowymi dziełami pokrywa niemal wszystko, zaczynając od ścian domu, po okna i drzwi, na tabliczkach, kawałkach drewna i pocztówkach kończąc. Pogarda, szorstkość, a nawet brutalność Everetta stopniowo łagodnieje, dając miejsce więzi, która doprowadza do ślubu. Z czasem rysunki artystki stają się sławne, pojawia się telewizja, wywiady i oczywiście pieniądze.

Maudie to film bardzo emocjonalny, niezwykle wzruszający, a zarazem trudny, bowiem opowiada o niemal niemożliwym związku, o miłości, która nie miała prawa zaistnieć, o uczuciu do kogoś, kto na nie w ogóle nie zasługiwał. Okrutny dla Maud Everett, świetny w swej roli Ethan Hawke (Czarny telefon, Zostaw świat za sobą) potrafiący śmiać się z jej kalectwa, wyszydzający jej ułomność, traktujący swoją gosposię gorzej niż swoje psy: „Najpierw jestem ja, potem psy, kury, a ty na końcu”, jest w oczach tej niezwykle ciepłej kobiety tylko zagubionym, potrzebującym drugiej osoby człowiekiem. Maudie w cudowny sposób pokazuje, że każdy zasługuje na miłość, że nikt z nas nie jest tak do końca zły, bo słowo niemożliwe, nie istnieje.

Maudie to także film o miłości do malowania, sztuki, której nie trzeba się uczyć, bo wypływa z wnętrza, bo rodzi się ze wspomnień, wzruszeń, z pamięci. Bohaterka nigdy nie uczyła się rysunku, to co wychodziło z pod pędzla tej kruchej, przygarbionej i powykręcanej chorobą istoty, wydobywało się z serca i z tego jak ona postrzegała świat i ile radości czerpanej z życia mogła z siebie wykrzesać.

Jest to także dzieło o wierze i nadziei, która góry przenosi i zmienia to, w co nikt nie wierzył. Na naszych oczach dokonuje się przemiana Everetta, który sam nie do końca wierząc, że tak się dzieje, staje się dla Maud oparciem, dostrzegając w niej nie tylko źródło dochodu, ale przede wszystkim kobietę.

Klimat produkcji budują nie tylko piękna i wzruszająca historia i sama postać kanadyjskiej malarki, ale i aktorzy oraz ich wyżyny artystycznego kunsztu, na jaki się wznieśli. Sally Hawkins (Kształt wody, Wonka) wcielając się w Maud Lewis dokonała niemal cudu, sprawiając, że jej postać nabrała niezwykłego wyrazu, tak realnego, że byłam niemal pewna iż patrzę na kogoś chorego i kogoś kto maluje od dziecka. Modulacja głosu, śmiech, sposób chodzenia, trzymania pędzli, sposób bycia, to coś czego nawet nie można opisać słowami, to coś co koniecznie trzeba zobaczyć. Równie rewelacyjny jest także Ethan Hawke. Aktor znany z ról człowieka łagodnego, tu wcielić musiał się w gbura i brutala, który sam ze sobą żyje w sprzeczności i broni się przez uczuciami, wiedząc, że sama sobie wyrządza tym krzywdę i robi to rewelacyjnie.

Maudie gwarantuje niezwykłą filmową rozrywkę ubarwioną pięknymi krajobrazami skąpanymi w barwach jesieni i zimy, ale i dopieszcza nas cudowną muzyką, równie prostą, wesołą i wielobarwną jak życie Maud Lewis.

Zasiadając w sali kinowej nie byłam pewna czy wybrałam dobry film i troszkę się obawiałam, że to kameralne kino nie spełni moich oczekiwań. Wystarczyło kilka minut bym zmieniła zdanie, kilka słów wypowiedzianych przez Maud, kilka jej rysunków, jej uśmiech i radość życia, bym była pewne, że zostanę zauroczona, a zachwyt będzie w cudowny sposób mieszał się ze wzruszeniem. I choć mam świadomość, że Maudie nie jest filmem dla każdego, to jestem przekonana, że wielu z Was zauroczy tak samo jak mnie, bo nie mam nic piękniejszego niż miłość i radość z tego czerpana. 

Moja ocena 9/10.