Warto przeczytać również:
Recenzje, poradniki, newsy ze świata przygodówek, filmów i seriali
Warto przeczytać również:
Cykl "zapomniane, porzucone?" nie oznacza, że gra została przez twórców przekreślona. Świadectwem tego są dwie polskie gry, wspomniane dziś Brassheart, która to gra zyskała właśnie nowy zwiastun oraz Tormentum II, o której nowe wieści pojawiły się jakieś miesiąc temu, i wskazują na zbliżającą się premierę. Przyglądając się dwóm oczekiwanym przeze mnie projektom, nie sposób nie zauważać gier, o których przestało się mówić. Takim projektem jest Coven od studia Haunted Lantern Games, o której to grze, i pracach nad nią trudno szukać w sieci. Strona oficjalna gry nie istnieje, a śladem po grze jest profil w serwisie X , w którym od kilku lat nic się nie dzieje oraz jej karta na platformie Steam.
Warto przeczytać również:
Coven to mroczne dark-fantasy, opowieść rozgrywająca się w czasach polowania na czarownice, gra o której informacje pojawiły się kilka lat temu, a która w 2021 roku udostępniona była w wersji demo.
Jest to historia, która przenosi gracza w trudny wiek ciemnoty i skorumpowanej teokracji, załamania porządku prawa, w Anglii, w jej najmroczniejszych czasach. Okolice przemierzają łowcy czarownic, których zadaniem jest odkrywanie i ściganie kobiet podejrzewanych o czary.

W grze wcielamy się w młodą kobietę, sierotę obdarzoną wyjątkowym darem, okultystyczną mocą, którą ukrywała przez całe swoje życie. Zostaje schwytana i fałszywie oskarżona o czary i skazana na śmierć. Niespodziewanie udaje się jej opuścić więzienie, ale jej życie jakie znała do tej pory ulega całkowitej zmianie. Ścigają ją poplecznicy króla, a ona, by ratować swoje życie musi ruszyć w podróż, by okiełznać swoje nadprzyrodzone moce i odkrywając okultystyczne tajemnice odkryć przyszłość.
Coven to gra stworzona w rysunkowym, retro stylu 2D, z rozdzielczością grafiki 640×360,w klimacie dark-fantysy z motywami horroru, w pełnej angielskiej wersji językowej, z oryginalną ścieżką muzyczną, z wieloma lokacjami do odkrycia.
Gra nie ma swojej daty premiery. Ma za to kartę na platformie Steam.
Jengo to kolejna klasyczna, rysunkowa gra przygodowa, o której pierwsze informacje w sieci pojawiły się mniej więcej w roku 2017. W kwietniu następnego roku projekt miał swoją kampanię na Fig. Twórcy, a jest nim studio Robot Wizard i wydawca Plug In Digital planowali wydanie gry w roku 2019. Nic z tego nie wyszło, i gra, choć minęło już kilka ładnych lat, wciąż nie doczekała się swego debiutu. Można ją jednak sprawdzić w wersji demo, która do pobrania na Steam.
Warto przeczytać również:
Silent Night to kolejna gra przygodowa, która znalazła się w moim cyklu "zapomniane, porzucone?". Czy gra została ostatecznie porzucona? Być może nie. Ale niewątpliwie jest to przygodowy tytuł, na który czekamy zdecydowanie za długo, i nie ma widoków, byśmy się jej w niedalekiej przyszłości doczekali.
Mój przygodowy cykl o porzuconych, bądź zapomnianych, ale odłożonych na półkę grach stale się rozrasta. I choć Silent Night miała w 2022 miało już wstępną datę premiery, przewidzianą na rok 2023, debiutuje jej się nie doczekaliśmy, a twórcy premiery w najbliższym czasie nie potwierdzają. I tak gra od Darkling Room, mającego na swoim koncie choćby dobrze przyjęte The Lost Crown: A Ghosthunting Adventure, wciąż tkwi w premierowym zawieszeniu.
Warto przeczytać również:
Silent Night jest grą utrzymaną w klimacie tegoż studia, przygodówką "wskaż i kliknij" ze zjawiskami paranormalnymi, przygodowym horrorem, o polowaniu na duchy, której akcja rozgrywa się w pewnym położonym na odludziu kościele, w wigilijną noc. Przenosimy się w niej na prowincję Anglii, gdzie burza śnieżna zakłóciła spokój duchów Northfield.
W grze ponownie wcielamy się w Nigela Danversa, znanego ze wspomnianej wyżej The Lost Crown: A Ghosthunting Adventure, ale także z takich przygodówek jak: The Last Crown: Haunting of Hallowed Isle, The Last Crown: Midnight Horror, The First Crown czy The Last Crown: Blackenrock, która podobnie jak opisywana gra, także wciąż nie ma ogłoszonej daty premiery.
W Silent Night nasz bohater spotyka duchy z przeróżnych okresów historycznych, od wielkiej zarazy zwanej Czarną Śmiercią, po niedaleką przeszłość. Ponownie wyposażony zostaje w gadżety przydatne do kontaktu z duchami, by dowiedzieć się, że duchy, podobnie jak i on znalazły się w pętli czasowej, pewnej Wigilii. Przed Nigelem trudne zadanie. Może bowiem odesłać tylko jednego ducha.
Silent Night nie ma swojej daty premiery. Ma natomiast kartę na Steam.
Zapraszam do przeczytania moich wrażeń z demo klasycznej przygodówki o duchach, w wiktoriańskim stylu, gry która po pewnych perturbacjach i zniknięciu demo ze Steam, powróciła w wersji demonstracyjnej, i wciąż można ją sprawdzać 😁
Obiecywałam sobie jakiś czas temu, że będę szerokim łukiem omijać wersje demonstracyjne gier, nie ze względu na to, że nie chce poznawać nowych przygodówek (bo o tym gatunku mówię), ale z powodu braku czasu. Większość wersji demo jest wprawdzie króciutkie i niezbyt wymagające, a i gier, na które warto zwrócić uwagę, przynajmniej przygodowych, nie jest za wiele. Ale na szczęście istnieją odstępstwa od reguły.
Warto przeczytać:
Klasyczna przygodówka point-and-click, o tytule Rose Cottage, stworzona przez Hollow Lane Games. Odkąd znalazłam ją w morzu banalnych i nieciekawych produkcji z przyszłą premierą na Steam, czekałam na zapowiadane przez twórców demo. Gdy to się pojawiło, nie mogłam przepuścić okazji, by pobrać demko i zagrać w tę nader intrygującą mnie przygodę, a przynajmniej w jej fragment. I wiecie co? Przeczucie, że jest to gra godna mojej uwagi, znowu mnie nie zawiodło. Jestem nią zachwycona, urzeczona, oczarowana i czekam na pełną wersję. Gra ma wszystko to co powinna mieć dobra przygodówka, i to pod wieloma względami.
Historia, której fragment, i to wcale nie taki krótki, bo obejmujący około godziny rozgrywki, a może i nawet nieco dłużej, toczy się w dość wyjątkowym, i raczej niecodziennym miejscu, jak na przygodówki. Akcja rozgrywa się bowiem w domu pogrzebowym, a raczej w olbrzymiej posiadłości, w której prowadzona jest właśnie taka działalność. Pewnego dnia, dokładnie 11 listopada 1910 roku detektyw Edward Barrington, odbiera od swojej żony telefon, która informuje go, że jego teść Thomas Gray potrzebuje pomocy. W jego zakładzie pogrzebowym doszło do tajemniczych zniknięć, a on sam wyczuwa w tym miejscu działanie sił z nie z tego świata.
Niewiele myśląc udaje się do posiadłości, która, zgodnie z tym co mówił Thomas jest zamknięta, a on sam wrócić wieczorem nie będzie mógł, by go do niej wpuścić. Ale z pewnością uda się wejść od piwnicy. Detektyw znajduje wejście, wchodzi do domu, który okazuje się być pusty. Tak przynajmniej wydaje się mu na początku. Wkrótce przekonuje się, że miejsce to kryje tajemnicę, a zniknięcia kilku osób to tylko część większej, nieco dziwniejszej całości.
Muszę przyznać, że pomysł na fabułę rozgrywającą się w zakładzie pogrzebowym idealnie wpisuje się w klimat wiktoriańskiej opowieści jaką jest Rose Cottage. Gra przenosi nas bowiem do XIX wieku, do domu z tak wieloma pokojami, i w tak cudownie mrocznym klimacie, że chce się go eksplorować. Tym bardziej, że zdecydowanie jest co. Lokacji w grze jest naprawdę dużo, drzwi do przejścia i pokoi do zwiedzenia cała masa.
Nie wszystko przed nami od razu zostało odsłonięte. W tej klimatycznej opowieści o duchach, która nie zamierza nas straszyć w sposób dosłowny, a jedynie atmosferą, mroczną, wręcz nawiedzającą jak duchy ścieżką dźwiękową, pomału odkrywamy sekrety tego miejsca. W czasie naszej eksploracji, która płynie w intrygujący, ale jednocześnie relaksujący sposób, znajdujemy kolejne klucze, które otwierają niektóre z zamkniętych do tej chwili drzwi. W ten sposób odsłaniamy nowe skrzydła tej olbrzymiej posiadłości, która finalnie w pełnej wersji, nie mającej jeszcze daty premiery, liczyć ma sobie aż czterdzieści lokacji.
W wędrówce, w tej klasycznej przygodówce z uproszczonym interfejsem, jedynie z dwoma przyciskami i możliwością podświetlania interaktywnych miejsc, pomaga nam mapa, którą znajdujemy na początku naszej opowieści. W niej, gdy tylko trafimy w odpowiednie miejsce, odsłaniają się kolejne pomieszczenia wielkiego domostwa, i terenu go otaczającego, w tym cmentarza, kostnicy, kaplicy i tym podobnych. Na mapce nasza postać, czyli detektyw jest oczywiście oznaczony, co ułatwia orientacje. A wierzcie mi, można się pogubić.
Wypełniona ciekawym, gęstym klimatem, ale i nutką humoru Rose Cottage została stworzona w stylu typowego „wskaż i kliknij”, w ręcznie rysowanym 2D, ale w nieco trójwymiarowym stylu. Gra wygląda klimatycznie, a na dodatek graficznie cudnie operuje światłem, które rozbłyskuje dzięki blaskowi lamp, księżyca wpadający przez okna, czy świateł oświetlających wiktoriańskie wnętrze domu. Muszę przyznać, że wygląda to niezwykle klimatycznie.
Co ciekawe, twórcy zdecydowali się na zupełnie inny graficznie rodzaj przeplatających rozgrywkę animacji. W ogrywanej przeze mnie wersji demo, miałam przyjemność poznać przedsmak takiej animowanej cut-scenki, która wygląda jak baśniowa animacja. W tym wypadku autorzy skupili się na klasycznym rysunku, który nadaje opowieści zupełnie innego, filmowego uroku. Ślicznie to wygląda, nie powiem.
Już opisywana przeze mnie wersja demonstracyjna posiada pełny angielski dubbing, który również spisuje się na medal. W grze, a przynajmniej w wersji demonstracyjnej miałam okazję posłuchać głosu protagonisty gry, czyli detektywa Edwarda Barringtona, jego żony, z którą rozmawiał na początku, teścia Thomasa, który do niego dzwonił i Elizabeth, która odeszła, a której list w pewnym momencie czytamy. Każda, powiadam każda z tych postaci jest ciekawa, a i w każdą, aktorzy głosowi, wkładają serce i emocje. Szczególnie mocno widać to w emocjonalnych chwilach rozgrywki, w których, o dziwo....., nie brakuje także humoru.
Gra, która opowiada zarówno smutną, jak i nie pozbawioną uroczego luzu i dawki mroku opowieść, oprócz wyżej wymienionych elementów, jest oczywiście przygodówką, z całym jej interfejsowym bagażem. Jak już wspomniałam zabawa jest pod względem sterowania prosta. Używamy myszy i dwóch kliknięć. Ekwipunek, do którego trafiają zebrane podczas rozrywki przedmioty znajduje się na górze ekranu. Przedmioty można oglądać, łączyć i używać w odpowiednich miejscach.
Rose Cottage posiada także coś, za co kocham przygodówki, czyli notatnik. Jako rasowy detektyw, tak i nasz bohater nie może obejść się przez notatnika i pióra. Uroczo wygląda styl prowadzenia tegoż dziennika, w którym pojawiają się nie tylko ważne notatki, ale i rysunki. Wpisy w notatniku są jednocześnie podpowiedzią do zagadek, które w grze także znajdziemy.
W czasie godzinnego demka pojawiło się kilka kluczowych zadań, nie tylko przedmiotowych, ale i mini-gier logicznych. A zdecydowanie będzie ich więcej. W grze znajdzie się także coś dla miłośników zjawisk paranormalnych, ezoteryki, tarota czy sensów spirytystycznych, w tych czasach jakże popularnych, i nader często praktykowanych.
Podsumowując, muszą jasno powiedzieć, że wersja demonstracyjna przygodówki Rose Cottage uświadomiła mnie, że ja tę grę chce. Chce ograć pełną wersję i zobaczyć jak rozwinie się opowieść, i jaka tajemnica kryje się za zagadkowymi zaginięciami. Świetna fabuła, cudowny klimat, niesamowite miejsce akcji, epoka w jakiej rozgrywa się ta przygodówka, sama postać detektywa Edwarda i ilość rzeczy do zbadania, oraz tajemnic do odkrycia, to coś co nie mogę przegapić. Niestety nie wiem, kiedy i czy w ogóle gierka zadebiutuje na Steam, ale już dodałam ją do swojej listy życzeń i mam cichą nadzieję, że jednak się jej doczekam. Będę oczywiście trzymać rękę na pulsie.
Rose Cottage nie ma daty premiery. Demo wciąż jest dostępne na Steam.
Rose Cottage, klasyczna przygodówka point-and-click, ze zjawiskami nadprzyrodzonymi od studia Hollow Lane Games i Go Left First, której recenzję wersji demo napisałam dla lubiegrac.pl, a której poradnik/solucję również wersji demo znajdziecie na blogu, przestaje być tworzona? Coś złego dzieje się z grą, na której premierę mocno liczyłam.
Przeczytaj również:
Gra nie ma swojej daty premiery. Na ten moment nie wiadomo nawet czy jest dalej tworzona. Niewątpliwie będą się jej przyglądać.
