środa, 25 września 2024

Stamtąd: sezon 2, recenzja. Tajemnic zamiast ubywać, przybyło

Stamtąd: sezon 2, recenzja. Tajemnic zamiast ubywać, przybyło

 

Stamtąd: sezon 2, recenzja kolejnej dziesięcioodcinkowej serii grozy, w której tajemnic zamiast ubywać, przybyło. Oto moja ocena drugiego sezonu serialu dostępnego na Max. 

Na HBO Max zakończyła się niedawno emisja, podobnie jak w przypadku serii pierwszej, dziesięcioodcinkowego serialu grozy pod tytule Stamtąd, w drugim jego sezonie. Ponieważ obiecywałam recenzję także i tych odcinków, które opisywałam w pierwszej serii, nie mogłam zatem złamać danego Wam słowa.

Przeczytaj również:

Oto zatem recenzja Stamtąd: sezon 2, serialu, który do znanych upiornych sytuacji, dołożył sporo przerażających nowości, niczego po seansie sezonu nie wyjaśnił, a wręcz zakończył się twistem, którego wielu z Was, w tym ja….. zapewne wcale się nie spodziewało. Ponieważ nowy sezon tworzy kontynuacją pierwszych odcinków, pozwolicie, że moja recenzja będzie miała charakter porównawczy, często sięgający do treści zawartej w pierwszej serii, i na niej bazujący. Zapraszam do lektury!

Stamtąd: sezon 2 – co się tu wydarzyło? 

Fabuła drugiego sezonu serialu Stamtąd rozpoczyna się tam, gdzie skończył się sezon pierwszy. Pod nieobecność szeryfa Boyda i Sary, władze w miasteczku przejmują Donna i Kenny, którzy muszą radzić sobie z kolejnym problemem. Otóż w mieście pojawia się autobus z całą nową grupą ludzi, nieświadomych tego gdzie trafili, i co na nich czeka. Tymczasem Tabitha próbuje rozwikłać zagadkę dręczących ją wizji, wspomagając się doświadczeniem Victora, osoby żyjącej w miasteczku najdłużej, i wiedzącej o tym miejscu najwięcej. Podobnie działa Jade, którego dręczy zagadka tajemniczych symboli. 

Wkrótce okazuje się, że na mieszkańców czyha nowe, znacznie niebezpieczniejsze, śmiertelne zagrożenie. Brak jedzenia, więcej osób do wykarmienia, powrót Sary, który nie wszystkim się podoba i niebezpieczne sojusze, to nie wszystko. Na jaw wychodzi bowiem porażająca prawda. Już nie tylko nocne bestie są dla mieszkańców zagrożeniem, teraz sen przynosi śmiertelne żniwo, a przyczynkiem tych makabrycznych śmiertelnych majaków, może być tajemnicza pozytywka, zaś kluczem do rozwiązania zagadki, zdają się być zagadkowe dzieci, które widuje Tabitha. 

Stamtąd: sezon 2 – liczyliście na wyjaśnienia? Twórcy mają inne plany….

Wspominałam, że amerykański serial od stacji Epix, jakim jest horror Stamtąd, w pierwszym sezonie oferował mi wiele chwil trzymających w napięciu, grozę i tajemnicę. Po cichu liczyłam jednak, że nieco sekretów zostanie w kolejnym sezonie odkrytych, i pewne tajemnice, już tajemnicze nie będą. Sądziłam, albo miałam przynajmniej taką nadzieję, że zagadka po zagadce twórcy doprowadzą mnie do kłębka, a przynajmniej jego początku. 

A tymczasem opowieść grozy, w której znajdziemy także pewne elementy science-fiction, stworzona przez Johna Griffina, mającego na swoim koncie serial Strefa mroku czy film Krater, w drugiej serii postanowiła iść fabularnie w zupełnie nowym kierunku. Nic, dosłownie nic nie zostaje widzowi wyjaśnione, a wręcz przeciwnie, atmosfera z każdym kolejnym odcinkiem staje się coraz bardziej gęsta, ciężka, przerażająca i przede wszystkim zagadkowa. I znów stajemy pod ścianą, z wieloma znakami zapytania, na które nie znajdujemy odpowiedzi. Na dodatek finał opowieści serwisuje oglądającym serial twista, który staje się sporym zaskoczeniem, i wywraca niemal całą opowieść do góry nogami. 

Znaki pytania mnożą się jak grzyby po deszczu, i choć chciałoby się poznać prawdę, choć w niewielkiej części, tajemnica staje się czymś, co zwyczajnie nas pociąga i przyciąga do tegoż serialu. Opowieść, która jak na razie nie będzie miała swojego końca, stała się wielkim hitem platformy, i już drugi miesiąc utrzymując się w topowej dziesiątce. 

Stamtąd: sezon 2 – ponownie dobra praca aktorska, i wiarygodny przez to klimacik 

Ponieważ w recenzji pierwszego sezonu miałam już przyjemność opisywać Wam obsadę aktorską, i to, że jest naprawdę na wysokim poziomie, sprawiającym, że ów tytuł, mimo scenariuszowej fikcji, wypada bardzo wiarygodnie, w kolejnym opisie nowego, drugiego sezonu, nie będę się za bardzo w tej kwestii rozpisywać. W obsadzie po raz kolejny znalazły się te same postaci, w których wcielili się ci sami aktorzy. W tym wypadku jednak twórcy postarali się, by czołowe postaci pierwszej serii odegrały nieco większą rolę, nadając seriali nieco bardziej wyrazu i klimaciku, którego może nieco brakło mi w pierwszym sezonie.

Ponownie naczelną rolę gra szeryf miasteczka, Boyd Stevens, w którego wcielił się Harold Perrinea. Nie opowiadając szczegółów fabularnych, jego postać rusza na misję, wraz z Sarą zagraną przez Avery Konrad, by znaleźć sposób na ratowanie mieszkańców, sposób na wydostanie się z miasteczka, jakie, już wiecie, nie da się opuścić. Większą rolę ma także Viktor, grany przez Scotta McCorda, Jade, którego zagrał David Alpay i Tabitha Matthews, w którą wcieliła się Catalina Sandino Moreno. Oboje starają się jakoś powiązać wydarzenia sprzed lat, z tym co dzieje się obecnie. 

Ich związek z fabułą, misja i zagadki, jakie próbują rozwiązać w sezonie drugim, czyli tajemnica przerażającej pozytywki i wpływu na mieszkańców miasteczka, sekret tajemniczych symboli i dziwnych dzieci powtarzające pewne zagadkowe słowo, stają się wstępem do kolejnych tajemnic, kolejnych sezonów, już wiemy że trzeciego, ale może i dalszych. 

Jednocześnie do opowieści dodano zupełnie nowe postaci, które pojawiły się w miasteczku, wraz z autobusem, jakim podróżowały, i jaki zatrzymał się przed znajomym powalonym na środku drogi drzewem. Tu na uwagę, czyli postaciami najbardziej istotnymi dla fabuły stali się: Randall, który kreowany jest na czarny charakter, grany przez A.J. Simmonsa, Elgin, posiadający dar przepowiadania przyszłości młody mężczyzna, w którego wcielił się Nathan D. Simmons i Mariel, dziewczyny lekarki Kristi, borykająca się z uzależnieniem, zagrana przez Kaelen Ohm.

Stamtąd: sezon 2 – podsumowanie sezonu, ale nie opowieści, która wciąż będzie trwać 

Jeśli liczyliście, że jakieś tajemnice spiętrzone w sezonie pierwszym, w kolejnym zostaną wyjaśnione, to już wiecie po recenzji, że nic takiego nie ma tu miejsca. Twórcy postanowili zabawić się z widzem w zapętlenie fabuły, stawiając coraz więcej znaków zapytanie, coraz mocniej strasząc, zaskakując, przy okazji nie szczędząc brutalności, przerażania i krwawych scen. Tym razem jednak to nie tajemnicze potwory stają się tematem rozmów mieszkańców zagadkowego miasteczka, a zupełnie nowe zagrożenie, którego motywem przewodnim jest pewna pozytywka.

Stamtąd w sezonie drugim umie utrzymać napięcie, które niestety, jeśli oglądaliście odcinek za odcinkiem, spowalniały cotygodniowe premiery kolejnego epizodu, jaki się pojawiał na HBO Max, kilka dni po amerykańskiej premierze. Ale ta seria, podobnie jak pierwsza, swoim klimatem, intensywnością wydarzeń i tajemnicami, których z kolejnym odcinkiem wcale nie ubywa, sprawia, że prawie godzinny odcinek pochłania się niezauważalnie, nie dostrzegając upływającego czasu.

W tym sezonie, choć opowieść skupiona jest na tych samych bohaterach, kontynuuje ich historię, to na plan pierwszy wysuwają się jedne z nich, te które przewodzą grupie, i te, która w miejscu do jakiego trafiły, zyskały pewien dar, który starają się zrozumieć. To z nimi wiąże się tajemnica, której na razie nie poznamy, i to ona jest związana z finałem sezonu, który zapewne mocno Was zaskoczył. Są i nowe postaci, które według mnie odegrają w kolejnej serii, ważną rolę. 

Czy twórcy pokuszą się na rozwiązanie zagadki, nie tylko z finału w kolejnym, trzecim sezonie? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że ma być mroczniej, tajemniczo i bardzo porywająco. Ja już nie mogę się doczekać! Wam natomiast namawiam, jeśli lubicie klimat grozy, do sprawdzenia dwóch w tej chwili dostępnych sezonów serialu Stamtąd, bo to opowieść, o której mało się mówiło, mało ją reklamowało, a warta jest poświęcenia jej czasu, którego upływu, podczas seansu, wierzcie mi, nawet nie zauważycie. 

Serial Stamtąd można oglądać na platformie HBO Max.

Stamtąd: sezon 1 - recenzja. Opowieść grozy, którą koniecznie trzeba zobaczyć!

Stamtąd: sezon 1 - recenzja. Opowieść grozy, którą koniecznie trzeba zobaczyć!

 

Stamtąd, recenzja pierwszego sezonu serialu Max. Opowieść grozy, którą koniecznie trzeba zobaczyć! Zapraszam do przeczytania kolejnej mojej recenzji! 

Tajemnicze miasteczko, z którego nie da się wydostać. Sekrety, które piętrzą się z każdym kolejnym odcinkiem. Ciekawie naszkicowane postaci. Mnóstwo chwil trzymających w napięciu i groza związana z dziwnymi, przypominającymi ludzi, acz morderczymi bestiami. To wszystko w serialu od amerykańskiej stacji Epix, który można w naszym kraju oglądać dzięki platformie Max. 

Przeczytaj również: 

Stamtąd – fabuła, która zdaje się być znajoma, a jednak natychmiast wciąga

Historia opowiedziana w serialu Stamtąd rozgrywa się w społeczności ludzi, którzy zupełnie przypadkiem znaleźli się w miasteczku, które nie powinno istnieć, nie ma nazwy i nie bardzo wiadomo gdzie się znajduje. Na dodatek jest to miejsce, z którego nie da się wyjechać, a jak się już  do niego wjedzie, to jeżdżąc pobliską drogą, zawsze trafia się w jedno i to samo miejsce. Koszmar uwięzionych mieszkańców, którzy trafiają tu w różnym czasie, zaczyna się od powalonego na ulicy drzewa i wron, które zachowują się bardzo dziwnie. Trafiwszy do miasteczka, nowi spotykają innych ludzi, którzy niechętnie wskazują im drogą, a tuż przed zmierzchem zmuszają do pozostania na miejscu, twierdząc, że po zmroku miasteczkiem rządzą potwory, które zabijają w okrutny sposób. Jedyną możliwością przetrwania jest zamknięcie się w domu, zasłonięcie okien i powieszenie na drzwiach ochronnego kamienia, rodzaju talizmanu. 

Przez miesiące, a nawet lata mieszkańcy wypracowali sobie system bytowania, tocząc w miarę, na ile to możliwe, normalne życie za dnia, nocą chowając się w swych domach. Część z nich żyje w domach w miasteczku, część zajmuje tak zwany dom kolonialny. W mieście pieczę nad mieszkańcami stanowi szeryf Boyd i jego zastępca Kenny. W domu kolonialnym rządzi natomiast charyzmatyczna Donna.


Pewnego dnia do miasteczka przybywa nowa rodzina, która wybierała się na wakacje, ale z niewyjaśnionych przyczyn trafiła na drogę z leżącym na środku drzewem. I tak próbując je ominąć, trafiają do wspomnianego miasteczka. Z początku zbuntowani, borykający się ze stratą dziecka Matthewsowie, oszołomieni tym, co czeka ich w nowym miejscu, postarają się zrobić wszystko, by pomóc szeryfowi, i mieszkańcom, wydostać się z tego piekła na ziemi. Jak się okazuje, nie będzie to jednak takie proste. 

Stamtąd – dreszczyk emocji to nie wszystko, tu liczy się tajemnica

Stamtąd to jak już wspomniałam amerykański serial od stacji Epix, który jest klasycznym horrorem, ale nie tylko takim, który ma nas straszyć, przerażać i wywoływać uczucie wiecznego niepokoju. Owszem to zadanie opowieść stworzona przez Johna Griffina, mającego na swoim koncie między innymi serial Strefa mroku, spełnia w stu procentach, ale i sprawnie łączy wątki grozy, z tymi jakie znajdziemy w klasycznych, nieco fantasy thrillerach. Grozę twórca obudowuje tajemnicami, które zamiast zostać rozwiewane, pod koniec eksplodują nową falą sekretów, pozostawiając widza w przeświadczeniu, że tak naprawdę nic nie wie. 

Ma to jedną, bardzo mocną zaletę, powoduje, że z niecierpliwością czekamy na kolejny odcinek. Nie jest to łatwe, jeśli ogląda się sezon drugi, zważywszy, że na epizod czekać należy cały długi tydzień. Ale nie przy części drugiej miałam się zatrzymać, a opowiedzieć więcej o dreszczyku emocji sezonu pierwszego. Na brak poczucia napięcia, i przeświadczenia złego, które jasno jest tu określone, i zamknięte w ramach czasowych, nie będziecie w serialu narzekać.

Strach wywołują istoty, które tajemnicze miasteczko bez nazwy, opanowują w nocy. Niby wyglądają jak ludzie, niby wydają się miłe i uśmiechnięte, większość dość złowieszczo, ale spotkanie z nimi zawsze kończy się w jeden i ten sam sposób, bardzo bolesną, przerażającą śmiercią w męczarniach. Istoty te bowiem rozrywają człowieka niemal na strzępy, pozostawiając sterczące na zewnątrz kości żeber. Groza potęgowana jest przeświadczeniem tego, że doskonale wiemy kiedy przychodzi czas ich „żerowania”, mamy świadomość, że czają się gdzieś w mroku, że pukają do drzwi, mówią ludzkim głosem i choć wydają się być takie znajome i ludzkie, są w swej brutalności bezwzględne.

Zadajemy sobie pytanie, skąd są i czym są? Ale nie otrzymujemy na to odpowiedzi, i wydaje się, że nie szybko się niej doczekamy. Serial, zamiast wyjaśniać tajemnice, dokłada sekrety i poczucia grozy, upewniając widza, że w tym miasteczku czai się jeszcze coś bardziej mrocznego. 

Stamtąd – barwnie naszkicowane postacie i historia budowana dialogami oraz ścieżką dźwiękową

Opisywany serial ma jeszcze jedną, dla mnie istotną cechę. Nie stara się łagodzić fabuły, wali, mówiąc kolokwialnie „prosto z mostu” dialogami, w których nie brakuje emocji, a przez to wulgaryzmów. To nie jest ułagodzony serialik, w którym wycięto wszystko, co z założenia nie jest właściwe. To opowieść przepełniona strachem, obawami o życie, złością, a często bezsilnością ludzi zamkniętych w pułapce, z której nie da się wydostać. Takie osoby wylewają swoje emocje na zewnątrz, kierując je na innych, ale i przeklinając.

Stamtąd to także serial pełen dobrze napisach postaci, z których każda ma swój charakter, każda jest osobowością samą w sobie, każda ma jakieś doświadczenia, bagaż emocji, a często pewne zdolności. Okazuje się bowiem, że miejsce, do którego trafili, na niektórych działa w bardzo dziwny sposób, wyzwalając w nich nadprzyrodzone dary. Niektórzy czują się osaczeni, obserwowani, jak w jakimś szalonym eksperymencie. 

Psychodeliczny, mroczny klimacik potęgują dobrze napisane dialogi, w których talentami aktorskimi mogą pochwalić się aktorzy wcielający się w główne postaci tejże opowieści. Z racji, że jest takowych naprawdę dużo, wymienię te najbardziej istotne. W roli szeryfa miasteczka Boyda Stevensa zobaczmy Harolda Perrineau, który znany jest z zagmatwanej historii, jaka została powiedziana w serialu Zagubieni. Towarzyszy mu w roli jego zastępcy Kenny’ego Ricky He, którego możemy oglądać w filmie Netfliksa Poradnik łowczyni potworów. Syna szeryfa Ellisa gra Corteon Moore, znany z Teroor Train, zaś jego dziewczynę Fatimę Pegah Ghafoori

Istotnymi postaciami w serialu jest rodzina Matthews, w której jako Jim Matthews wystąpił Eion Bailey (Bastion, Dawno, dawno temu), Tabithę Matthews zagrała Catalina Sandino Moreno, (Wcielenie, Silent Night), Julie Matthews Hannah Cheramy (The Hollow Child, Monstrum), zaś w Ethana Matthewsa wcielił się Simon Webster (Świąteczny rycerz). Na uwagę zasługuje także Chloe Van Landschoot (Carrie) jako lekarka Kristi, Scott McCord jako Victor (Rekrut), Elizabeth Saunders (To, Grace i Grace) jako szefowa domu kolonialnego Donna, Avery Konrad (Honor Society) jako Sara Myers oraz David Alpay (Dynastia Tudorów) jako Jade. 

Stamtąd: sezon 1 – podsumowanie recenzji

Stamtąd to kolejny serial, po produkcji od Amazon Prime, o tytule Gryf, o którym nie słyszałam, i o którym zrobiło się głośniej po premierze drugiego sezonu, na platformie od HBO, oczywiście. I podobnie jak wspomniane fantasy, to kolejny serial, który mega mnie wciągnął i który bardzo serdecznie polecam wszystkim, nie tylko fanom horrorów. Bo choć jest to produkcja grozy, i o grozie pewnego miasteczka i jego nocnych potworach traktująca, znajdziecie w niej wiele innych, wciągających i satysfakcjonujących elementów.

Po pierwsze trzymająca w napięciu fabuła, która potęgowana jest grozą, dobrze napisanymi postaciami, o charakternych temperamentach. Serial niczego nie łagodzi, nie szczędzi brutalności, nie omija wulgaryzmów, które w tym wypadku tylko potęgują wiarygodność jego odbioru. Dobre kreacje aktorskie, wątki, które zamiast się rozwiązywać, stają się wraz z kolejnym odcinkiem jeszcze bardziej niepokojące i jeszcze mocniej zagmatwane.

Stamtąd to serial dla fanów tajemnic, mrocznych zagadek, strachu i niepewności. To opowieść, którą pochłania się odcinek za odcinkiem nawet nie zauważając upływu czasu. Mocna serialowa propozycja na Max, którą naprawdę warto zobaczyć. 

Serial Stamtąd dostępny na platformie Max. 



Premiera Resident Evil 3: Nemesis i Jesienna Wyprzedaż na GOG

Premiera Resident Evil 3: Nemesis i Jesienna Wyprzedaż na GOG

Oryginalna trylogia jest kompletna. Na GOG zadebiutowała właśnie trzecia część sagi grozy, w survivalowym stylu, Resident Evil™ 3: Nemesis jest już dostępny, wraz z wyprzedażą jesienną GOG.

Na GOG powróciła, już w całości oryginalna trylogia Resident Evil. Po niedawnym wydaniu Residen Evil 2, i wcześniejszym pojawieniu się pierwszej odsłony, do kolekcji dołącza także Resident Evil™ 3: Nemesis. GOG rozpoczyna również jesienną wyprzedaż - GOG Autumn Sale.

GOG - premiera Resident Evil 3: Nemesis

Resident Evil 3: Nemesis, trzecia część serii, która zdefiniowała i zrewolucjonizowała gatunek survival horror; teraz, dzięki wspólnym wysiłkom Capcom i GOG trafiła na platformę GOG. Gracze mogą nabyć gry oddzielnie, w postaci Resident Evil, Resident Evil™ 2 i Resident Evil 3: Nemesis, czy  schludnym pakiecie Resident Evil Bundle.

W Resident Evil 3: Nemesis fabuła przenosi graczy w koszmar Umbrella Corporation i rozpoczyna się zaledwie kilka godzin przed wydarzeniami z Resident Evil 2. Ponownie dołączamy do Jill Valentine, ocalałej z niesławnego incydentu w rezydencji. Jill przygotowuje się teraz do opuszczenia Raccoon City. Uwięziona w mieście pełnym zombie będzie zmuszona polegać na brutalnej sile i sprycie, by uciec, i by przetrwać. 

Podobnie jak w przypadku poprzednich części, w wersji GOG spodziewać można się wielu ulepszeń jakości życia, kompatybilności z nowoczesnymi systemami, pełnego wsparcia dla nowoczesnych kontrolerów i nie tylko.

GOG Jesienna Wyprzedaż - Autumn Sale 


To nie wszystkie atrakcje jakie przygotowała rodzima platforma GOG. W sklepie trwa właśnie kolejna, tym razem Jesienna Wyprzedaż - Autumn Sale, podczas której przecenie uległo 5000 tytułów do 95% zniżki. W ofercie znajdziecie gry ze wszystkich gatunków, także przygodówki. Zajrzyjcie w to miejsce 😊.

Oto kilka ofert:

  • Fallout 4: Game of the Year Edition (-60%)
  • Heroes of Might and Magic® 3: Complete (-50%)
  • The Elder Scrolls V: Skyrim Anniversary Edition (-67%)
  • EVERSPACE™ 2 (-60%)
  • METAL GEAR RISING: REVENGEANCE (-40%)
  • Manor Lords (-25%)  i jeszcze więcej!

Jesienna wyprzedaż GOG kończy się 8 października o 7 rano UTC

Źródło: Informacja prasowa GOG

Lunacy: Saint Rhodes debiut na konsolach

Lunacy: Saint Rhodes debiut na konsolach


Psychologiczny horror Lunacy: Saint Rhodes zmierza na konsole. Premiera na nowych platformach przewidziana jest już w dniu jutrzejszym. Horror, który swój debiut na komputerach miał w lipcu zeszłego roku, będzie można kupić na konsolach Xbox i PlayStation. 

Lunacy: Saint Rhodes to jak już wspomniałam horror, w psychologicznym stylu, gra od twórców przygodowego horroru Conarium, którego recenzję oraz poradnik napisałam dla lubiegrac,pl. Gra stworzona przez Stormling Studios, mające na swoim koncie również serię Darkness Within oraz Darkness Within 2: The Dark Lineage, zaś wydana dzięki Iceberg Interactive, która na platformach Windows zbierała dość mieszane oceny, już od jutra będzie możliwa do sprawdzenia na konsolach. 

Warto także przeczytać:

Lunacy: Saint Rhodes zagłębiamy się w mroczną historię swojej rodziny, w Saint Rhodes, w nawiedzonym miasteczku. W tym celu przemierzamy miasto, gdzie każdy krok przybliża nas do szaleństwa, a nasze ruchy i działania obserwuje złowroga obecność. Prawdziwy los rodziny Rhodes jest to odkrycia, choć przeszkadzać w tym będą chowające się w cieniu zjawy, mściwe duchy i mrok, który wnika do umysłu, niszcząc i zmieniając wszystko co do tej pory było normalnością. 

Gra oferuje niepokojące przeżycia, w intensywną grozę, łamigłówki, która rzucają wyzwanie, możliwość odkrywania mrocznej przeszłości rodzinnej, groźnych wrogów, i dwa zakończenia. 

Gra zadebiutuje na Xbox: 26 września, na PlayStation (SIEA): 26 września i na PlayStation (SIEE): 1 października 2024 roku. 

Karta Steam

Źródło: Informacja prasowa 

W głowie się nie mieści 2, dziś premiera animacji na Disney+

W głowie się nie mieści 2, dziś premiera animacji na Disney+



Na Disney+ zadebiutowała animacja, która stała się ogromnym sukcesem studia Pixar i wielkim hitem, który przyciągnął do kin rzesze widzów. Teraz animację o emocjach i dorastaniu W głowie się nie mieści 2 można już oglądać w opcji subskrypcji w serwisie od Disneya. 

Nie wiem jak Wy, ale ja dziś urządzam sobie seans na platformie Disney+, na której właśnie zadebiutowała niezwykle dobrze przyjęta animacja,  kontynuacja W głowie się nie mieści. Animowana komedia z morałem mówiącym by nie tłamsić własnych emocji, czyli W głowie się nie mieści 2 już do obejrzenia na platformie. 

Warto także przeczytać:

Od 12 czerwca w kinie, a od 25 września na streamingu. Na Disney + możemy oglądać długo wyczekiwaną na platformach, zapowiadaną tam animację, W głowie się nie mieści 2, która, o czym wspominałam na blogu, będzie miała także spin-off o tytule Dream Productions, rozgrywający się między pierwszym, a drugim filmem. 

Serialowy spin-off jeszcze przed nami, a tymczasem na Disney+ dostępne są już dwa filmu, dwie części uwielbianej animacji, w której w kontynuacji ponownie wracamy do Riley, która dorosła i właśnie zaczyna nowy rozdział życia, naukę w szkole średniej. To wywołuje u dziewczyny zupełnie nowe emocje. Pojawia się Obawa, Wstyd, Zazdrość i Nuda. W centrum, w umyśle Riley trwa remont, i to generalny. Wkrótce Radość, Smutek, Złość, Strach oraz Odraza przywitają gości, wspomniane wyżej emocje. Będzie to początkiem kłopotów, ale i kolejnej wielkiej przygody.


Premiera W głowie się nie mieści 2 na Disney+ miała miejsce dzisiaj, 25 września. Pierwszą część, czyli w Głowie się nie mieści również obejrzycie na Disney+. 

wtorek, 24 września 2024

Dama, recenzja filmu Netflix. Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze

Dama, recenzja filmu Netflix. Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze

Zapraszam serdecznie do kolejnej recenzji, tym razem fantasy-przygodowego filmu od platformy Netflix, o tytule Dama, produkcji dostępnej na Netflix. Miłej lektury! 

Spośród sieczki jaką dostajemy na platformie Netflix, serwisie stawiającym ostatnio bardziej na powiększanie swojej biblioteki produkcjami na licencji, trudno wybrać coś co ma szansę przykuć uwagę nieco dłużej. Na swojej liście napoczętych, ale nie dokończonych filmów i seriali mam już naprawdę sporo pozycji, i jakoś szczególnie mocno nie ciągnie mnie, by do nich wrócić. Jeśli zatem w zapowiedziach pojawia się film, na który sądzę, że warto zwrócić uwagę, gdy tylko się pojawi, staram się go w miarę szybko obejrzeć. 

Przeczytaj również: 

Na liście potencjalnych produkcji godnych uwagi mam kilka takowych produkcji. Niektóre z nich są już po swoim debiucie w serwisie, inne zadebiutują tam wkrótce. Filmem, który znalazł się w tej grupie jest Dama, fantasy przygodowa opowieść, w nieco baśniowo-akcji stylu. Premiera produkcji z Millie Bobby Brown, która jako aktorka młodego pokolenia, na dobre zagościła na Netfliksie, miała miejsce 8 marca, czyli w Światowy Dzień Kobiet. Czy dzień premiery nie jest przypadkowy? Czy film zdołał przyciągnąć moją uwagę? O czym dokładnie opowiada? I czy właściwie warty jest spędzenia z nim prawie dwóch godzin? O tym w mojej recenzji. 

Dama – czym i o czym jest ten film? 

Dama to produkcja określana przez Netflix jako film fantasy przygodowy, który poprzez liczne jego zapowiedzi, zwiastuny i jak zwykle mylące zdjęcia, zapowiadał się jako historia stawiająca na akcję. Tymczasem przygody w tejże produkcji jest jak na lekarstwo, a akcji niemalże nie ma. Tak właściwie jest to klasyczna historia fantasy, w baśniowym stylu, w którym piękna księżniczka, w tym wypadku panienka z zubożałej zimnej krainy, zostaje złożona w ofierze na pożarcie bestii, czyli smoka, a dokładnie smoczycy. Kobieta, a właściwie istota żeńska, jest meritum tej opowieści, gdyż mamy zarówno kobiecą postać główną, jak i bestia to także samica. Czy pojawienie się filmu właśnie 8 marca, jakoś łączy się z tymi bohaterkami? Nie ma pewności. Ale przyznacie sami, że jest to dość wymowne. 

A człowieczą bohaterką recenzowanego przeze mnie filmu jest Elodie, która wraz z młodszą siostrą Florią, ojcem lordem Bayfordem i macochą Lady Bayford, mieszka w odległej, surowej klimatycznie krainie, w której poddani zaczynają głodować. Pewnego dnia jej ojciec otrzymuje list od królowej Isabelle z bogatego królestwa, z wieściami, które mogą uratować nie tylko rodzinę Bayfordów, ale i poddanych. Elodie ma zostać żoną księcia Henry’ego, a jej rodzina zyskać nie tylko wpływy, ale i bogactwo. Szczęśliwa rodzina udaje się na miejsce, do pięknego i opływającego w luksusy królestwa, w którym niebawem ma odbyć się ślub, który połączy więzami dwie rodziny, dwie krainy i dwa rody. 

Niestety nasza bohaterka żyje w nieświadomości, że jej wybranek i jego rodzina od lat próbuje spłacić dług dla pewnej smoczycy, która nie zniszczy królestwa tylko wtedy, gdy w ofierze złożona zostanie młoda kobieta z królewskiego rodu, razy trzy. Zwabiona podstępem na tajemniczy rytuał, Elodie zostaje wtrącona do olbrzymiej jaskini, gdzie ma wkrótce skończyć ma w trzewiach smoczej samicy. Ta jednak postara się zawalczyć o życie, przy okazji poznając prawdę, jaką skrywa rodzina królewska. 

Dama – zalety i wady, czyli co się udało, a co poszło nie tak 

Dama to film bardzo, bardzo przeciętny, posiadający więcej wad, niźli zalet. Pozwolę sobie zatem zacząć o tego co w filmie się nie udało, co sprawiło, że coś tu jakby poszło nie tak. Później skupia się na kilku jego zaletach.

Po pierwsze fabularnie niczego odkrywczego nie jest nam w stanie pokazać. Ot dostajemy kolejną opowiastkę o damie w opałach, która stała się ofiarą rodzinnego przeznaczenia, rodzaju klątwy, wynikającego z błędów dokonanych wiele lat wcześniej. Przeznaczona na żer, staje się nie tylko ofiarą, ale i badaczką tajemnicy i niczym w kiepskim survivalu, bez momentów podniosłych i trzymających w pożądanym przez widza napięciu, stara się przetrwać. A głównie chowa się, jęczy i wzdycha. 

Pod drugie historia nie skupia się, jak mogliśmy sądzić po zapowiedziach, na akcji i walce ze smoczycą, a nacisk kładzie raczej na baśniowość. Powiedziałabym, że to klasyczna baśń dla nastolatków, którą ubarwiono, by nie było zbyt nudno, w momenty dramatycznych śmierci z rąk, a raczej szponów i oddechu ognia wydobywającego się z paszczy smoczycy. Opowieść okraszone jeszcze nutką tajemnicy, która czyni z naszą Elosie damę tańczącą ze smokami, niczym w Grze o tron, w zubożałej wersji. 

Wśród wad dopatrzeć się można jeszcze kilku nieścisłości, jak choćby moment upadku z wysokości, wprost na skały, który nie kończy się u naszej bohaterki śmiercią, choć zapewne powinien. Takich mniejszych, bądź większych negatywnych smaczków jest więcej, ale raczej nie ma sensu się nad nimi rozwodzić.

To co może się w filmie podobać to całkiem zgrabna jego realizacja. Są momenty, które poprzez efekty wizualne i specjalne, mogę przypaść widzom do gustu. Jednocześnie produkcja może pochwalić się dobrymi zdjęciami, które świetnie bawią się grą światła i cieni. Jaskinia, mimo tego, że jest mroczna, bywa piękna i jednocześnie mroczna. Wizualnie recenzowana przeze mnie produkcja jest po prostu ładna i potrafi przykuć uwagę. 

Dama to film od 13 roku życia, który jak sporo część produkcji familijno-przygodowych, jest dostępny w pełnej polskiej wersji dubbingowej. Choć większa część dubbingowanych filmów (poza animacjami) nie jest do przeżycia i do oglądania, to ten posiada zaskakująco dobry dubbing, którego, o dziwo, nie chciałam wyłączać. A wierzcie mi, często mi się to zdarza. 

Dama – twórcy i aktorzy. Znane nazwiska to nie wszystko! 

Przez pełną wersję polską nie możemy posłuchać jak głosowo prezentują się postaci, które aktorsko niczym szczególnie się nie wyróżniają. W głównej roli, jako Elodie Bayford wystąpiła Millie Bobby Brown, która po roli Jedenastki, w flagowym serialu Netfliksa Stranger Things, na stałe zadomowiła się na owej platformie. Możemy oglądać ją w głównych rolach także w innych produkcja od streamingowego giganta, czyli w filmach Enola Holmes. W roli zranionej i oszukanej Elodie, która pragnie zawalczyć o siebie, ale w filmie Dama nie może rozwinąć skrzydeł, panna Brown prezentuje się przyzwoicie, jednocześnie pokazując na jak piękną kobietę wyrosła. 

Oprócz niej w obsadzie znaleźli się także: Ray Winstone (Dżentelmeni, Narodziny mistrza, Czarna wdowa) jako Lord Bayford, Angela Bassett (Czarna pantera, Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu, Zabójczy koktajl) jako Lady Bayford, Brooke Carter jako Floria, Robin Wright (House of Cards, Devil’s Peak, Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera) jako królowa Isabelle i Nick Robinson (Piąta fala, Sprzątaczka, Obcy pasażer) jako książę Henry. 

Reżyserem tejże przeciętnej produkcji, która miała aspirować na coś wielkiego na Netfliksie jest Juan Carlos Fresnadillo, który ma na swoim koncie serial Ocaleni, film Intruders i 28 tygodniu później. Za scenariusz tejże produkcji odpowiedzialny jest natomiast Dan Mazeau, który ma w swoim scenariuszowym portfolio Gniew tytanów, Szybcy i wściekli 10 czy film Van Helsing. 

Dama – coś nie „pykło”, czyli czas na podsumowanie 

Dama, w angielskiej wersji Damsel, to raczej bardziej panienka, niż dama. To niezbyt fortunne tłumaczenie tytułu, to jednak świetny odnośnik do tego co myślę o filmie. Nowość Netfliksa dalej jest według mnie jedynie panienką, wcale nie zmieniając się w damę, co niewątpliwie zamierzał osiągnąć gigant streamingu. Film, który aspirował do miana przygodowej produkcji akcji, i wydawał się być, przynajmniej w zapowiedziach, tytułem, w którym dziać się będzie wiele, a waleczna Elodie dzielnie stawiać będzie czoła smokowi, okazał się być mdłą historyjką, w której nacisk położono nie na akcję, a na chowanie się, ucieczkę, jęki i szlochania. 

Do obejrzenia tej, w gruncie rzeczy baśni, bo tak film można w zasadzie określić, skłania jedynie w miarę dobra obsada, znana z hitowych produkcji, zaskakująco dobry polski dubbing, który, co tu kryć, w filmach z reguły nie powala, niezła jego realizacja i całkiem udane zdjęcia. Recenzowana przez mnie produkcja jest po prostu ładna wizualnie, a kilka scen w jaskini, poprzez operację światłem i zabawę efektami specjalnymi, może się podobać, a nawet zachwycić. 

Miałka fabuła, która na filmowy rynek nie wnosi nic odkrywczego, a i bywa, że potrafi przynudzać, niestety niczym nie umie się obronić, stawiając Damę w gronie filmów, które można obejrzeć, z nudy, albo z nadmiaru czasu. Można, ale nie trzeba. W serwisach streamingowych znajdziecie bowiem wiele podobnych historii, a może i nawet nieco bardziej intrygujących. Moja ocena 5.5 na 10. 

Film Dama dostępny jest na platformie Netflix. 


1954: Alcatraz - recenzja

1954: Alcatraz - recenzja

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania kolejnej mojej recenzji, opisu przygodówki typu "wskaż i kliknij", przybliżającej historię pewnej ucieczki 😏. Miłek lektury! 

Alcatraz, to wyspa leżące w zatoce San Francisco. Kiedyś istniało tam, nieczynne już dziś więzienie o zaostrzonym rygorze. Podczas jednej z najbardziej słynnych ucieczek, w czerwcu 1962 roku, udało się uciec z tego miejsca trzem więźniom. Strażnicy i policja była pewna odnalezienia ich ciał, ale to się nigdy nie stało. Przykładową historię jednej z takich ucieczek opowiada gra przygodowa, wspólne dzieło Irresponsible Games i Deadalic Entertainment, noszące wszystko mówiący tytuł 1954: Alcatraz.

Wcielamy się w drobnego przestępcę, imieniem Joe, który za napad i kradzież sporej ilości pieniędzy trafia do więzienia Alcatraz, na całe 40 lat. Nie chcą stracić w zamknięciu najlepszych lat życia, nasz bohater zamierza uciec. Kupuje od starszego kolegi z bloku jego mizernie układany plan i wtajemnicza w to swoją żonę, Christine. Niestety ona na wolności też nie ma lekko. Prześladuje ją wspólnik jej męża, który grożąc śmiercią domaga się od niej schowanego gdzieś przez Joe łupu. Mimo wszystko kobieta godzi się pomóc mężowi. Finalnie nam graczom przyjdzie pomoc im obojgu, grając w tą właśnie pozycję.

Growa pozycja jest klasyczną przygodówką point&click, której obsługa odbywa się za pomocą li tylko wyłącznie myszy. Lewym jej przyciskiem zabieramy przedmioty, używamy i rozmawiamy, zaś prawym oglądamy. Jak to w takich grach bywa, warto wszystko i wszędzie oglądać, bowiem często bywa tak, że nie obejrzany przedmiot, zostanie przez naszą postać uznany za niepotrzebny, a my nie będziemy go mogli wykorzystać. Naciśnięcie klawisza spacji na klawiaturze, owocuje w tym wypadku podświetlaniem aktywnych miejsc i rzeczy w lokacjach. Podczas zabawy, zbierać będziemy wiele przedmiotów, które trafiają do klasycznego ekwipunku, usytuowanego  z lewej strony ekranu. Otwieramy go naciskając klawisz „I” na klawiaturze albo też przesuwając kółko myszy. Dodatkowo w ekwipunku znajdują się dwa zdjęcia. Jedno to fotka Joe, drugie to zdjęcie Christine.

Obrazki te służą do przemieszczania się między postaciami. Twórcy dali nam bowiem możliwość grania dwoma postaciami, które w wielu przypadkach muszą sobie wzajemnie pomagać, wykorzystując w tym inne postacie, przyjaciół ale i obce osoby. 

Ciekawie wygląda kursor myszki, który w tym przypadku przybrał wygląd kajdanek. Przedmiot, który aktualnie jest używamy w ekwipunku, oglądany, bądź zabierany, zostaje podświetlony. Grę rozpoczyna samouczek, który informuje graczy o sterowaniu, a także dodatkowych możliwościach, takich jak przenoszenie się na inną postać. 

Graficznie pozycja wygląda  bardzo dobrze. Połączenie ręcznie rysowanych lokacji z trójwymiarowymi postaciami 3D moim zadaniem spełnia swoją rolę doskonale i pasuje do klimatu gry. Animacja postaci jest niezła, zaś samych cut-scenek  opowiadających coś więcej o fabule znajdziemy w grze niewiele.

 Rozgrywka nie jest liniowa, więc niektóre zadania możemy wykonać w dwojaki sposób, mając tym samym wybór, nie zmieniając oczywiści fabuły. Dodatkowo na koniec, gracz ma możliwość wybrania jednego, bądź drugiego zakończenia, uwarunkowanego odpowiednim wyborem opcji dialogowej. 

Tak jak już wcześniej napisałam zbierać będziemy wiele przedmiotów, które potrzebne nam będę w kolejnych zadaniach przedmiotowych. Podczas rozgrywki, tylko z takimi zagadkami przyjdzie nam, graczom się zmierzyć. Nie uświadczymy żadnego zadania logicznego, czy mini – gry, poza jedną, będącą raczej zręcznościówką, w której mamy za zadanie pokonanie prześladującego Joe’go współwięźnia. Z racji tego, że mierzyć się będziemy jedynie z przedmiotami, które należy odpowiednio i we właściwym miejscu użyć, to gra jest dość prosta i dla niektórych za krótka. Można oczywiście wydłużać rozgrywkę, poprzez klikanie na wszystko i wszędzie oraz zdobywając dodatkowe osiągnięcia. Nie mniej jednak czas potrzebny do jej przejście, to zaledwie 6-7 godzin, czyli jedno popołudnie. 

1954:Alcatraz jest określane jako thriller i jako taki rodzaj zabawy, powinien zawierać zwroty akcji, trzymającą w napięciu fabułę i być nieprzewidywalny. Niestety większości tych określeń nie można użyć w stosunku do tego dzieła. Ja nazwałabym tę grę raczej kryminałem i to raczej lekkim kryminałem, który może przejść początkujący, nie lubiący sterującej rozgrywki gracz. 

Blado wypadają postacie, które napotkamy podczas zabawy. Jest ich dużo, tego nie można grze zarzucić, są to przeróżne osoby, ale większość z nich zostały słabo zarysowane, przez to są nieco bez wyrazu. Twórcy pokusili się o wplecenie w wątek fabularny związku gejowskiego. Poznajemy także transwestytę, odsiadującego wieloletni wyrok w więzieniu, w Alcatraz. 

Niezwykle mocną stroną tego dzieła jest muzyka. Fabuła rozgrywa się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, co widać w strojach naszych bohaterów, też postaciach, ale i w muzyce. Króluje jazz, ale nie tylko. Przecudownie brzmi melodia z początku gry, która przewija się w innej aranżacji w kilku lokacjach. Mój ukochany fragment muzyczny rozbrzmiewa najpiękniej, w lokacji na dachu mieszkania Christine. Melodia niesie ze sobą nutę melancholii, samotności, tęsknotę i miłość. Ten swoisty melanż idealnie pasuje do nastroju i klimatu tych właśnie lat i specyfiki  gier kryminalnych. Cudo! Gra w Polsce dostępna jest z polskimi napisami. 

Podsumowując, dzieło, które tu opisałam jest pozycją słabą jeśli patrzeć na nią pod kątem thrillera, ale całkiem przyzwoitą jako kryminał. Prosto rozgrywka,  i ogólna jej łatwość pozwoli odsapnąć tym, którzy z przygodówkami są za pan brat, a tym, którzy zaczynają, nie pozwoli się zgubić. Zawód mogą poczuć jednak zaprawieni w boju przygodowi "wyjadacze". Zdecydowanie wyróżnia ją klimat lat pięćdziesiątych, przyjemna dla oka grafika i cudowna ścieżka dźwiękowa. Ci z nas, którzy oczekiwali po niej przygodowego zachwytu, pewnie będą się czuć zawiedzeni. Przyznam się, że osobiście więcej wymagałam od tej pozycji, ale sumując moje za i przeciw, finalnie jestem z niej zadowolona. 

Gra dostępna jest w sprzedaży na Steam oraz na GOG.

Moja ocena 7/10.

Zalety:

  • Przyjemna dla oka grafika;
  • Przepiękna muzyka;
  • Sporo lokacji;
  • Różnorodność postaci;
  • Prosty interfejs;
  • Polska wersja językowa

Wady:

  • Zbyt łatwa;
  • Bardzo krótka;

Escape Tales: The Awakening, gra poznańskiego studia zadebiutuje w październiku

Escape Tales: The Awakening, gra poznańskiego studia zadebiutuje w październiku

 

Escape Tales: The Awakening, gra poznańskiego studia Bluekey Games, mającego na swoim koncie przygodówkę escape room w wirtualnej rzeczywistości, zatytułowaną  Rooms of Realities, zyskała datę premiery. W emocjonalną opowieść z przynajmniej pięcioma zakończeniami zagramy już za miesiąc.

Escape Tales: The Awakening to kolejna przygodówka tegoż studia, które porzuciło tworzenie gier na VR, skupiając się na tytułach wydawanych na PC i konsole. Ich kolejny projekt jest grą skupioną na narracji, nie stroniącą od zagadek, stawiającą na emocjonalną rozgrywkę i wiele zakończeń. Poznaliśmy dokładną datę jej premiery, a także zwiastun.

W październiku zagramy jeszcze w:

Escape Tales: The Awakening to historia Sama, mężczyzny, który kilka lat temu stracił żonę, a córka, z nieznanego nikomu powodu, niespodziewanie zapadła w śpiączkę.  Pewnego dnia, za sprawą  tajemniczego człowieka Sam staje się posiadaczem dziwnej księgi. Rozgoryczony, nie mogąc liczyć na lekarzy postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wyleczyć córkę w niekonwencjonalny sposób. I tak odkrywa „Księga Rytuałów", która, jak się wkrótce przekona kryje niewyobrażalne siły.


Escape Tales: The Awakening zabiera graczy w tajemniczy i mroczny świat, porusza przejmującą historię o stracie, odkupieniu i miłości. Gra ma tu możliwość swobodnej eksploracji, mierzy się z zagadkami, a także z dylematami moralnymi. 

Gra nie stroni od decyzji, które bywają trudne, a gracz będzie zmuszone je podejmować. Nie ma jednak związanych z nich ograniczeń czasowych. Escape Tales: The Awakening oferuje wiele zakończeń, rozgrywkę bez dialogów mówionych, ale z polskimi napisami. 



Escape Tales: The Awakening będzie miała swoją premierę 24 października 2024 roku, na PC - Steam. Obecnie można sprawdzić jej wersję demonstracyjną. 


Teacup, serial grozy od Peacock na zwiastunie

Teacup, serial grozy od Peacock na zwiastunie

 

Teacup, serial  grozy od Peacock, zainspirowana bestsellerem New York Timesa, powieścią Roberta McCammona "Stinger" coraz bliżej swojej amerykańskiej premiery. Serial zadebiutuje w Stanach Zjednoczonych już w przyszłym miesiącu. W naszym kraju zobaczymy go nieco później. 

Kolejna produkcja, którą zapewne zainteresują się zwolennicy połączenia klasycznego horroru, thrillera i science-fiction, produkcja bazująca na uznanej powieści "Stringer" to jeden z tytułów jakie tej jesieni będziemy mogli obejrzeć na SkyShowtime. Serial Peacock zatytułowany Teacup został pokazany na oficjalnym zwiastunie.

Przeczytaj również: 

Teacup to jak wspomniałam połączenie horroru, produkcji sci-fi i trzymającej w napięciu opowieści w stylu dreszczowca, której akcja rozgrywa się w małej wiejskiej społeczności Georgii. Pewnego dnia mieszkańcy muszą zjednoczyć siły, by stawić czoła tajemniczemu zagrożeniu, które na nich czyha, by móc przetrwać. 

Reżyserami serialu są: E.L. Katz, John Hyams, Chloe Okuno i Kevin Tancharoen. Twórcami scenariusza zaś: Zoe Cooper i Ian McCulloch, na podstawie powieści Roberta R. McCammona. Jednym z producentów serialu jest James Wan, mający na swoim koncie między innymi serię Obecność.

W obsadzie serialu znaleźli się: Yvonne Strahovski jako Maggie Chenoweth, Scott Speedman jako James Chenoweth, Rob Morgan jako McNab8, Kathy Baker jako Ellen Chenoweth, Chaske Spencer jako Ruben Shanley, Boris McGiver jako Donald Kelly, Emilie Bierre jako Meryl Chenoweth, Luciano Leroux jako Nicholas Shanley, Caleb Dolden jako Arlo Chenoweth i inni. 

Serial zadebiutuje na Peacock 10 października. Kolejne jego odcinki pojawiać się będą co tydzień. 

W naszym kraju zobaczymy go na platformie SkyShowtime 16 listopada 2024 roku.

Park Jurajski: Teoria chaosu, zwiastun kolejnego sezonu serialu Netflix

Park Jurajski: Teoria chaosu, zwiastun kolejnego sezonu serialu Netflix

 

Zdjęcie: Netflix

DreamWorks Animation podzieliło się zwiastunem drugiego sezonu spi-offu serialu Park Jurajski: Obóz kredowy, serialowej animowanej serii dostępnej na Netflix. Park Jurajski: Teoria chaosu, który w pierwszym sezonie zadebiutował w tym roku, będzie miał wkrótce ciąg dalszy.

Zwolennikom przygód "Szóstki z Nublar", bohaterów serialu animowanego od DreamWorks Animation, znanego jako Park Jurajski: Obóz kredowy, zapewne nie trzeba specjalnie przedstawiać kontynuacji opowieści w postaci spi-offu Park Jurajski: Teoria chaosu, który w pierwszym sezonie zadebiutował na Netflix w maju tego roku. Już wkrótce poznamy dalszą historię młodych bohaterów i pewnego spisku z dinozaurami w roli głównej. 

Warto również przeczytać:


Park Jurajski: Teoria chaosu to animowany serial bazująca na powieści, którego akcja rozrywa się sześć lat po wydarzeniach z Park Jurajski: Obóz kredowy. Starsi już bohaterowie, którym udało się uciec z Nublar, próbują żyć w normalnym świecie. Zjednoczeni po tragedii jaka ich dotknęła, muszą po raz kolejny się zjednoczyć, by zmierzyć się ze spiskiem, który zagraża nie tylko im, ale i dinozaurom. 


W obsadzie Park Jurajski: Teoria chaosu znaleźli się: Paul-Mikél Williams jako Darius Bowman, Sean Giambrone jako Kenji Kon, Raini Rodriguez jako Sammy Gutierrez, Peter Arpesella.


Producentami wykonawczymi i shorunnerami serialu są Scott Kreamer i Aaron Hammersley. Park Jurajski: Teoria Chaosu wyprodukowany został przez studio DreamWorks oraz Amblin Entertainment.

Kolejny sezon serialu już w październiku. W ten chwili na Netflix możecie oglądać pierwszy sezon serialu, pięć sezonów serialu Park Jurajski: Obóz kredowy oraz Park Jurajski: Ukryta przygoda, opowieść interaktywną.


Premiera drugiego sezonu Park Jurajski: Teoria chaosu przewidziana jest na 17 października 2024 roku, na Netflix. 

Loco Motive, komediowy retro kryminał

Loco Motive, komediowy retro kryminał

 

Lubiących retro klimaty, uroczą, pikselową grafikę, rozgrywkę point and click i komediowo-kryminalną opowieść zaciekawi zapewne Loco Motive, przygodówka w klasycznym stylu, która swoją premierę ma mieć jeszcze w tym roku.

Loco Motive to przygodowy projekt, który może zapewnić graczom wiele frajdy, szczególnie tym, którzy lubią zarówno klimat starych, retro pikselowych przygodówek, jak i opowieść stawiającą na zagadki, kryminalną historię, humor oraz możliwość grania aż trzema postaciami. Gra została stworzona przez Robust Games, a jej wydawcą jest Chucklefish.

Przeczytaj także:

Loco Motive to przygodówka, której akcja rozgrywa się w latach 30-tych ubiegłego wieku na pokładzie luksusowego parowozu. Tam też w przededniu przełomowego przemówienia bogatej dziedziczki Lady Unterwald dochodzi do jej zabójstwa. Jej prawnik, początkujący kryminalista, który został detektywem, oraz tajny szpieg, czyli Diana, Arthur i Herman, zostają uwikłani w morderstwo, w wielką tajemnicę i sekrety, z którymi w jakiś sposób muszą sobie poradzić. Cała trójka staje się więźniami pociągu, w którym utknęli, wraz z bezwzględnym zabójcą. Muszą zrobić wszystko, by udowodnić swoją niewinność.


Opisywana przygodówka to gra w klasycznym stylu "wskaż i kliknij", w której mamy możliwość grania aż trzema postaciami, w rozgrywce pełnej zwrotów akcji, przy jazzowej muzyce i zabawie z humorem. W grze nie zabraknie dziwacznych postaci, w tym wielu podejrzanych. 


Gracz będzie mierzył się z zagadkami przedmiotowymi. Twórcy pozostawili możliwość wyboru sposoby rozgrywki, która pozwala na bezpośrednią interaktywną kontrolę nad postacią, albo zabawę w klasycznym stylu point-and-click. W grze wbudowano także system pomocy. Możemy zadzwonić po pomoc na infolinię 😊.


Loco Motive to przygodówka stworzona w retro graficznym stylu, w urokliwej, bardzo kolorowej grafice, w pełnej angielskiej wersji językowej. Nie zagramy w nią po polsku. Muzykę do gry stworzył kompozytor Paul Zimmermann (Wildfrost, Space Haven).

Premiera ma nastąpić w 2024 roku, na PC - Steam i GOG, a także na Nintendo Switch. Dokładna data wciąż nie została ogłoszona. 

Karta Steam

Karta GOG