piątek, 11 października 2024

The Night of the Rabbit - recenzja. Magiczna przygoda, która nigdy się nie zestarzeje

The Night of the Rabbit - recenzja. Magiczna przygoda, która nigdy się nie zestarzeje

Bardzo serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji przygodówki w klasycznym stylu "wskaż i kliknij", o magicznym klimacie i w pięknej oprawie graficznej. Miłej lektury! 

Gier o czarodziejach, dzieciach, istotach czy dorosłych, którzy zechcieli być magami, czy już nimi byli, na rynku gier przygodowych jest cała masa. Mieliśmy już Wilbura - gnoma, którego marzeniem było zostać magiem, Szymka Czarodzieja, który nim był, Gerona, który magiczne moce posiadał, a także Samantha’e, która z magią, a raczej iluzją magiczną miała wiele wspólnego. Co więc może graczom gier przygodowych zaoferować pozycja, która temat ten odgrzewa jak wczorajszy obiad? Jeśli pomyślicie, że niewiele, to z całym szacunkiem dla Was gracze, będziecie w błędzie.

Warto również zapoznać się z:

Historia opowiedziana w grze noszącej tytuł „The Night of the Rabbit” jest zarazem wesoła jak i wzruszająca, magiczna, a jednocześnie zwykła, ludzka. Potrafi wciągnąć i zachwycić, dając przekonanie, że dobro zawsze zwycięża. Wspomniany przeze mnie tytuł jest dziełem niemieckiego studia Daedalic Entertainment znanego z wielu gier przygodowych point&click. 

Przygoda Jeremiasza Orzecha, bo tak nazywa się nasz bohater, rozpoczyna się w przedostatnim dniu wakacji. Był piękny ciepły dzień. Właśnie wtedy Jerzyk został wysłany przez mamę do lasu, celem uzbierania pełnego kosza jeżyn. Rodzicielka planowała upiec pyszny placek jeżynowy, którego wielki, pierwszy kawałek miał przypaść w udziale Jerzykowi. Gdy nasz dwunastolatek wraca po udanych zbiorach, znikąd, niczym w Hogwarcie ląduje w jego kieszeni tajemniczy list, który, choć Jerzyk jeszcze tego nie wie, ma być spełnieniem jego marzeń bycia czarodziejem. 

Chłopiec otwiera list, w którym znajduje przepis na „Marchewkowy Płomień”. Postanawia go wypróbować. Łączy więc wszystkie składniki postępując wedle przepisu, usypuje krąg z proszku, po czym zapala go i chwilę później na polanie pojawia się wielka skrzynia. W niej nasz bohater znajduje ukrytą pod plakatem Zaroffa Wielkiego różdżkę oraz cylinder. Ponieważ owe nakrycie głowy nie zamierza opuścić skrzyni, chłopak używa na nim różdżki. Z kapelusza wyskakuje królik, który kilka sekund później rośnie i staje przez Jerzykiem. 

Nienaturalnych rozmiarów zwierzak, przedstawia się Orzechowi jako Markiz de Hoto, czarodziej i obecnie nauczyciel naszego bohatera. Twierdzi, że otworzy przed nim drzewny portal, zabierając go do innego świata, gdzie chłopak będzie brał lekcje magii. Pomoże mu w tym dziurawa moneta, którą chłopiec trzyma w plecaku. Świat widziany przez nią, ukaże przed nim to, co nie widać gołym okiem. Jerzyk godzi się na szkolenia, zapewniony przez swego mentora, że wróci do domu przed obiadem. Oboje przenikają przez portal w drzewie, trafiając do miasteczka zwanego Mysiborem.

Tak zaczyna się przygoda Jeremiasza, którą śledzić będziemy przez kilkanaście godzin rozgrywki, łącząc rzeczywistość z magią. Pomoże nam w tym magiczna moneta, a także czary, które podczas wędrówki przez drzewoportale Jerzyk sobie przyswoi. Wraz z chłopcem, nauczymy się odnajdywać drogi poprzez zaklęcie Wskazówkowicza, rozmawiać ze skałami, używając w tym celu zaklęcie Skałoszept, tworzyć deszcz i wzrost roślin poprzez zaklęcie Zielowzrost, czy też wykorzystywać spryt dzięki czarowi zwanemu Lisi Spryt. Wszystko to ubarwimy dodatkowo możliwością zmiany pory dnia. Wystarczy, że otworzymy książkę, którą Jerzyk otrzymuje podczas rozgrywki  i zerkniemy na nią, a dzień stanie się nocą, a noc dniem.

Umiejętność posługiwania się owymi czarami i zmianą pory dnia, niejednokrotnie pomoże graczowi w posunięciu fabuły do przodu, przy okazji ubarwiając  grową zabawę. Choć nie znajdziemy tu praktycznie żadnych zadań logicznych, typowych dla przygodówek, pomijając ostatnie, finałowe zadanie, zresztą dość proste, to nudzić się z pewnością nie będziemy, bo twórcy, zafundowali miłośnikom gier adventure, masę zagadek przedmiotowych, które łączyć nam przyjdzie z czarami i wykorzystywać w odpowiedniej sytuacji oraz porze dnia. Wszystkie zadania są bardzo logiczne, dzięki temu pozycja może śmiało otrzymać miano bardzo grywalnej.

 „The Night of the Rabbit” jest przygodówką point&cick, więc sterowanie w niej nie wymaga od nas specjalnych umiejętności, szczególnie zręcznościowych, co mnie osobiście bardzo cieszy. Wszystko odbywa się za pomocą niezawodnego „gryzonia”. Mysz służyć nam będzie do rozmów, zabierania i oglądania przedmiotów, czy też używania ich w odpowiednim miejscu. Wszystkie zebrane przez nas przedmioty, trafiać będą do ekwipunku, którym w tym wypadku jest plecaczek Jerzyka. Wystarczy, że przesuniemy kółkiem myszy w górę, a zawartość ekwipunku wyświetli się nam na ekranie.

W lewym, dolnym rogu dymku przedstawiającego inwentarz, znajdziemy również inne ikony, takie jak dziennik Jerzyka, w który zapisywane są istotne dla fabuły informacje, które możemy przeglądać jeśli tylko mamy na to ochotę, a także kolekcje dodatków, o której napiszę nieco później oraz menu gry.

 Z prawej strony inwentarza twórcy przewidzieli miejsce na różdżkę oraz na symbole czarów, które Jerzyk pozna w czasie nauki magii. Dodatkowo, tak jak już wcześniej wspominałam pojawia się w menu gry kolekcja dodatków, w której znajdziemy między innymi, audiobook, w którym gdy tylko zbierzemy od Ducha Lasu opowieści, tam je możemy wysłuchać; naklejki, które możemy, ale nie musimy odnajdywać podczas gry, osiągnięcie, którymi szczycić się będziemy gdy wykonamy pewne czynności, np. zagramy z mieszkańcami w karty, czy uratujemy i dostarczymy wujkowi jego siostrzenicę i tym podobne, czwórki, czyli karty, które zbierzemy oraz filmy z rozgrywki.

Zbieranie kropel rosy, czy naklejek oraz kolekcjonowanie osiągnięć, czy też gra z mieszkańcami w karty zwana kwartekiem, jest w grze zadaniem nieobowiązkowym, ale uatrakcyjnia rozgrywkę i pozwala dłużej przyglądać się lokacjom, które są tak przepiękne, że aż dech zapiera. Graficznie gra jest dla mnie doskonała. Każdy szczegół  dopracowany i szczegółowy, piękny kolorystycznie i dopieszczony. Świetnie wypadają animacje postaci, których twarze wyrażają aktualny stan emocjonalny, brawo Panowie twórcy. W doskonałą całość  spaja wszystko  muzyka, która zmienia się w zależności od lokacji i sytuacji, nadając grze wiarygodnego charakteru.

Pozycja w naszym kraju została wydana w języku polskim – polskie napisy, które firma Daedalic Entertainment, wbudowała w grę. Niestety nie uniknięto drobnych błędów językowych i czasami dość dziwnego tłumaczenia tekstu, nie mniej jednak jestem wdzięczna twórcom, że mogłam zagrać w tą przepiękną i mądrą grę w języku ojczystym . 

"The Night of the Rabbit", to niezwykła opowieść, która zachwyca fabułą, piękną grafiką i cudną oprawą dźwiękową i myślę, że powinna  zagościć na komputerze niejednego fana przygodówek. I aż szkoda, że póki co, nie znajdzie ona miejsca na mojej półce, w pięknej pudełkowej wersji, tak jak wiele już zebranych przeze mnie jej podobnych gier. 

Moja ocena 9/10.


Zalety:

  • Mądra, baśniowa fabuła
  • Przepiękna grafika
  • Ciekawe zagadki;
  • Klimat gry;
  • Długość rozgrywki;
  • Możliwość zagranie w języku polskim;

Wady:

  • Drobne błędy w polskim tłumaczeniu gry

"Bezsenny październik" na Max. Co z grozy warto obejrzeć w serwisie?

"Bezsenny październik" na Max. Co z grozy warto obejrzeć w serwisie?

 

Zdjęcie: Max

W październiku, miesiącu, który przeznaczony jest na grozę wszelakiego rodzaju, horror filmowy i serialowy mocno się zaznacza, także na platformach streamingowych, które oferują tematyczne działy, w których znajdziemy właśnie taką tematykę. Dziś o propozycjach platformy Max. 

"Bezsenny październik" taki dział proponuje platforma Max, która w październiku, podobnie jak serwisu od Disneya zachęca miłośników wszelakich produkcji o tematyce grozy, czy to filmowej, czy serialowej do seansu w takim właśnie stylu. Co zatem Max ma nam do zaproponowania w październiku, miesiącu Halloween? Co warto obejrzeć? 

Może zainteresuje Cię także:
Bezsenny październik na Max - co warto obejrzeć? 

Wspominałam już na blogu o tym, że Max w październiku produkcjami grozy stoi. Pojawiły się nowości, wcześniej zapowiadane, ale są i filmy i seriale, które w serwisie znajdują się już od jakiegoś czasu, a z pewnością warto je obejrzeć. Co zatem ciekawego znalazło się na Max w kolekcji "Bezsenny październik"?


Filmowa nowość na Max, produkcja będąca połączeniem thrillera z horrorem. Akcja filmu rozrywa się w niewielkim miasteczku, w którym pewnego dnia znika, w niewyjaśnionych okolicznościach ośmioletnia dziewczynka. To wydarzenia pociąga ze sobą szereg nieprzewidzianych wydarzeń. 



Film w klikacie grozy, kolejna już ekranizacja jednej z najbardziej rozpoznawalnych powieści Stephena Kinga. Historia skupia się wokół młodego pisarza o imieniu Ben, który wraca do swojego rodzinnego miasteczka, by poszukać inspiracji do swojej kolejnej książki. Szybko okazuje się, że miasteczko Jeruzalem opanowane jest przez wampira, który gotów jest ostatecznie przemienić to miejsce. 



Czarownica: bajka ludowa w nowej Anglii

Horror z roku 2015, w którym w głównej roli  Anyia Taylor-Joy, która możemy oglądać również serialu Netfliksa Gambit królowej. W filmie Czarownica: bajka z Nowej Anglii wciela się ona w dziewczynę, która w Nowej Anglii, w roku 1630 przeprowadza się ze swoją rodziną do dziczy. Wkrótce w niewyjaśnionych okoliczność znika najmłodszy członek tejże rodziny. 



Martwe zło: Przebudzenie

Najnowsza odsłona serii grozy, o wspólnym tytule "Martwe zło". Tym razem akcja tegoż horroru nie rozgrywa się w Los Angeles i skupia wokół dwóch sióstr, które od dawna nie utrzymywały ze sobą kontaktu. Gdy młodsza odwiedza starszą, samotnie wychowującą trójkę dzieci, i gdy one odkrywają tajemniczą księgę, której wersety śmierci odczytują, martwe zło zostaje obudzone, opętując Ellie, wspomnianą już matkę. 


Zakonnica

Seria filmów grozy, którą można obejrzeć na Max, której drugą część, czyli film Zakonnica 2 został opisany przeze mnie w recenzji, a które należą do innej znanej serii, cyklu "Obecność". W pierwszym filmie nowicjuszka Irena, wraz z księdzem przybywają do Rumunii by zbadać śmierć zakonnicy, która podobno się zabiła. W drugim filmie Irena ponownie mierzy się z demoniczna siłą, duchem złem zakonnicy.




Horror z Dakotą Fanning, znaną także z doskonałego serialu Alienista. Historia 28-letniej pisarki, której podróż przerywa awaria samochodu. I tak kobieta trafia do chatki w lesie, w której wraz z nią ukrywa się także kilkoro innych ludzi, których co noc od długiego już czasu obserwują przerażające, tajemnicze istoty, znane jako Obserwatorzy.



Serial grozy, którego kontynuacja, w trzecim już sezonie właśnie trwa na platformie Max. Za nami już trzy trzy odcinki sezonu trzeciego, bezpośredniej kontynuacji sezonu pierwszego oraz drugiego, którego recenzję znajdziecie na blogu. Jest to serial, który skupia się na ludziach, którzy w różnych odstępach czasu przybyli do nieznanego im miasteczka, z którego nie da się wydostać, w w którym nocą grasują bestie przypominające ludzi. 




Kolejna serialowa opowieść, łącząca thriller, z horrorem, ale i dramatem, dostępna na platformie Max w dwóch sezonach, bazująca na prozie Kinga. W pierwszym sezonie sledzimy wydarzenie skupione wokół tajemniczego mężczyzny siedzącego od wielu lat w klatce, w drugim zaś poznajemy Annie Wilkes, młodą kobietę, postać z powieści Stephena Kinga "Misery".




Kraina Lovecrafta

Serial HBO oparty na powieści Matta Ruffa o tym samym tytule. Historia, która porusza tematykę znaną z grozy tytułowego Lovecrafta zabiera widza w podróż przez Amerykę lat 50-tych, i skupia się na trójce wędrowców. 



Hausen

Kolejny serial grozy, którego polski tytuł to Domownicy. Jest to klasyczny horror, który opowiada o niedawno owdowiałym ojcu, który wraz ze swoimi dziećmi przeprowadza się w nowe miejsce. W budynku, w którym mieszka przejmuje stanowisko zarządcy. Okazuje się, że miejsce to karmi się żalem i bólem jego mieszkańców. Mieszka tam tajemnicza, demoniczna siła, która żyje dzięki złym emocjom. 



Outsider

Niezwykle wciągający serial ze zjawiskami paranormalnymi, kolejna produkcja oparta na powieści Kinga. Jest to połączenie kryminału, thrillera i horroru. Jego bohaterem jest błyskotliwy detektyw. Przydzielone zostaje mu nowa sprawa, tym razem makabrycznego morderstwa chłopca oraz tajemniczych okoliczności tej nietypowej sprawy. 



To ponownie tylko niewielka część propozycji w klimacie grozy, które ma do zaoferowania platforma Max. Jeśli macie jakieś inne, ciekawsze tytuły, które warto obejrzeć, zachęcam do pisania ich w komentarzu. Tymczasem życzę miłego oglądania! 



Dagon: Complete Edition, w specjalnej edycji z dodatkami dostępna na konsolach

Dagon: Complete Edition, w specjalnej edycji z dodatkami dostępna na konsolach

 

Dagon: Complete Edition, w specjalnej edycji z trzema dostępnymi dodatkami dostępna jest już teraz na konsolach. Wydawca przygodowego horroru inspirowanego twórczością Lovecrafta, a jest nim Feardemic Games podzielił się zwiastunem ogłaszającym premierę.

Październik to doskonały miesiąc na premiery wszelakich produkcji grozy, także w nowych odsłonach. Takim tytułem jest Dagon: Complete Edition, czyli podstawowa wersja, darmowej na komputery gry Dagon, plus trzy dostępne do tej pory dodatki. 

Przeczytaj również:

Dagon: Complete Edition to interaktywna opowieść, w klimacie grozy, w której gracz ma okazję poznać wyjątkowe dzieła H.P. Lovecrafta. Wszystko zostało przedstawione w niezwykłej kolekcji, które czyhają pod falami, ropieją w umysłach i nie tylko. 

W skład tej ciekawej kolekcji wchodzi podstawowa wersja gry, czyli Dagon, autorstwa HP Lovecrafta, w której wcielamy się w postać byłego oficera okrętu z czasów I wojny światowej. Poznajemy w niej historię, która zniszczyła jego zdrowie psychiczne.

Dagon: Complete Edition to także aż trzy dodatki:

  • DLC „The Railway Horror” – zanurz się w umyśle pisarza i odkryj, co nawiedzało jego sny (na podstawie prawdziwego koszmaru Lovecrafta)
  • DLC „Mała szklana butelka” – przeżyj historię poszukiwania skarbu, którą autor napisał, gdy miał zaledwie 7 lat
  • DLC What The Moon Brings - zupełnie nowy dodatek, dostępny wyłącznie na konsolę – przenieś się do świata przypominającego sen i zanurz się w kosmicznym horrorze za ścianą snu

Dagon: Complete Edition to niezwykła kolekcja, której kluczowe funkcje to:
  • 100% wierne adaptacje dzieł Lovecrafta, ożywione dzięki nastrojowemu dubbingowi
  • ukryte notatki zawierające rzadkie ciekawostki o życiu Lovecrafta i jego wpływie na kulturę
  • zupełnie nowy, dostępny wyłącznie na konsolę dodatek DLC – What The Moon Brings
  • kompaktowe historie , każda odpowiednia na jedną sesję gry
Przygodowy horror Dagon: Complete Edition jest już dostępny jest na Nintendo Switch, PlayStation 4 i 5 oraz Xbox One i Xbox Series X|S.




Źródło: Informacja prasowa Feardemic Games

Puppet House, horror psychologiczny z debiutem w październiku

Puppet House, horror psychologiczny z debiutem w październiku

 

Przygodowa gra logiczna z elementami horroru i escape roomu, o tytule Puppet House, rozgrywająca się w tajemniczej posiadłości pewnego brzuchomówcy będzie miała swoją premierę jeszcze w październiku. Twórcy podzielili się dokładną datą.

Puppet House, gra która zaserwuje nam atmosferę napięcia, grozę, ale pozwoli także zmierzyć się z zagadkami, których w grze nie będzie brakować. Przygodowy horror psychologiczny od Vecube Studio, Spirit Games Studio, wydana dzięki Gaming Factory zadebiutuje za niecałe dwa tygodnie. Tymczasem poznaliśmy jego premierowy zwiastun. 

Warto również przeczytać:


Puppet House wcielamy się w  rolę detektywa Ricka, który otrzymuje zadanie zbadania tajemniczych zniknięć okolicznych mieszkańców miasta Field Town. Tropy prowadzą go do posiadłości brzuchomówcy Petera Hilla. I tak nasz bohater trafia do domu zmarłego już brzuchomówcy, który zostawił tu demoniczną lalkę, narodzoną w wyniku pewnego rytuału. Zabija ona każdego śmiałka, który odważy się wejść do owej posiadłości. Zadaniem detektywa będzie poznanie sekretu tego miejsca, zanim zło pozbawi go życia.



Rozgrywka w Puppet House skupia się nie tylko na grozie, ale także na rozwiązywaniu zagadek, podejmowaniu wyzwań, które opierają się na sprycie, ale także logicznym myśleniu. Każda błędna decyzja wiązać się będzie z tragicznymi konsekwencjami. 



Gracz przemierzając korytarze tej mrocznej, i niebezpiecznej posiadłości, w której teraźniejszość miesza się z przeszłością, poczujemy się jak w prawdziwym escape roomie. Przyglądając się pamiątkom, odkryjemy klucze pozwalających dotrzeć do innych pokoi, i finalnie poznaniu tajemnicy tego miejsca. 



Puppet House będzie miała swoją premierę na komputerach PC, w polskiej wersji językowej, w formie napisów.

Gra zadebiutuje na PC - Steam, GOG, Epic Games Store dnia 24 października 2024 roku. 

Karta Steam

Karta GOG

Karta Epic Games Store

czwartek, 10 października 2024

Hellbound: sezon 2, zwiastun z datą premiery kontynuacji hitu Netfliksa

Hellbound: sezon 2, zwiastun z datą premiery kontynuacji hitu Netfliksa

 

Zdjęcie: oficjalny plakat Netflix 

Południowokoreański serialowy hit powraca na platformę Netflix w długo wyczekiwanym, drugim sezonie, który zyskał oficjalną datę. Serwis zaprezentował także filmową, pełną zapowiedź nadchodzących odcinków.

Hellbound, którego recenzję pierwszego sezonu znajdziecie na stronie, powraca w kontynuacji, na którą czekaliśmy prawie trzy lata. Nowe odcinki pojawią się w serwisie Netflix jeszcze w tym miesiącu, za nieco ponad dwa tygodnie. 

Przeczytaj również:

Hellbound, serial bazujący na internetowej kreskówce, serial łączymy dramat, kryminał i horror, wielki hit Netfliksa powraca w nowym sezonie, która będzie kontynuacją pierwszej serii. 

W drugim sezonie egzekucje, w których po śmiertelników przychodzą istoty, wysłannicy Niebios, by ich zabić i zabrać do piekła, są już niemal czymś naturalnym, codziennością. Nowa Prawda wciąż istnieje, choć utrzymanie kościoła nie jest łatwe gdy nie wiadomo gdzie znajduje się guru kościoła. Sekta Grot staje się coraz bardziej brutalna. Rząd wyznacza zatem Nowej Prawdzie zadanie wprowadzenia nowego ładu, w którym pomóc ma wskrzeszenie osób, z którymi pożegnaliśmy się w sezonie pierwszym. Panujący chaos zmusza prawniczkę Min Hyejin, The New Truth i Arrowheads w sprawę nagłych zmartwychwstań wcześniej skazanych grzeszników.

Premiera Hellbound: sezon 2 przewidziana jest na Netflix 25 października 2024 roku. 

Recenzja Hellbound: sezon 1, południowokoreański hit Netfliksa, połączenie grozy, dramatu i fantasy

Recenzja Hellbound: sezon 1, południowokoreański hit Netfliksa, połączenie grozy, dramatu i fantasy

Południowokoreański hit Netfliksa, połączenie grozy, dramatu i fantasy w pierwszym sezonie. Zapraszam do recenzji serialu. 

Południowokoreańskie filmy i seriale, w szczególności seriale, podbijają Netfliksa na całym świecie. Przez wiele tygodni bezkonkurencyjnym liderem było Squid Game, który to serial przeniósł się z platformy streamingowej do życia codziennego. Tak było aż do mniej więcej końcówki listopada 2021 roku, kiedy to spora część widzów zechciała obejrzeć dość dobrze reklamowany w filmowych zwiastunach, Hellbound.

Warto również przeczytać:

Kolejna produkcja z Korei Południowej, opowiadająca zupełnie inną historię, szturmem podbiła największą platformę VOD, zapewniając sobie miejsce w TOP 10, a nawet podobno, w ciągu dwudziestu czterech godzin zrzucając z piedestału popularności, z pierwszego miejsca wspomniane już Squid Games. Wprawdzie ta produkcja znajduje się jeszcze na mojej „kupce wstydu – kiedyś obejrzę”, ale Hellbound, nie mogłam sobie odpuścić. Jaka rasowa maniaczka produkcji grozy, przenigdy bym serialu nie odpuściła. Tylko czy to jest produkcja grozy?

Hellbound – wciągająca opowieść

Serial, który w pierwszym sezonie, czekamy na kontynuację, składający się jedynie z sześciu odcinków to historia rozgrywająca się we współczesnym Seulu. Tam z dnia na dzień zaczynają zdarzać się niepokojące, trudne do wyjaśnienia, wiele sądzi, że zmyślone wydarzenia. „Wybranym” osobom, tak zwanym grzesznikom, w dowolnym momencie ich życia i dowolnym miejscu, objawia się wielka gadająca głowa, zwana aniołem, która oznajmia im dokładną datę ich śmierci. W wyznaczonym czasie po nieszczęśnika przychodzą trzy monstrualnych rozmiarów czarne istoty, które najpierw brutalnie go biją, po czym używając swych piekielnym mocy, spopielają, zabierając jego duszę, zgodnie z przepowiednią, wprost w czeluści piekielne. 

Wokół wydarzeń, jak się okazuje trwających już znacznie dłużej, tworzy się grupa religijna, sekta zwana Nową Prawdą. Guru organizacji, człowiek małomówny, acz przyciągający uwagę i niemal uwielbiany przez swoich wyznawców, twierdzi, że gadająca głowa to Anioł, a przepowiednia i późniejsze pojawienie się Aniołów Śmierci, w postaci trzech bestii, to kara za grzechy jakie popełniło się w życiu, a wykonanie wyroku na skazańcu, to wola Niebios. Jeong Jin-soo nawołuje do zmian swojego postępowania, sam ukrywając wiele grzeszków na sumieniu. 

Nowa Prawda to niestety nie jedyna organizacja jaka działa w mieście. Znacznie większym problemem jest ta zwana „Grot”, której jeden z wyznawców prowadzi kanał, a przedstawiciele, czyli nastolatkowie zaopatrzeni w kije i inne narzędzia, wymierzają ludziom kary na własną rękę, brutalnie ich bijąc. Stosowanie przemocy ma być dosadnym przekonaniem winnego do zmiany postępowania. Zmiany w ludziach wydają się zachodzić od chwili, gdy sceptyczna część społeczeństwa staje się świadkami manifestacji osobiście, na pokazach telewizyjnych, w których po śmiertelnika, by go zabrać do piekła, przychodzą wysłannicy Niebios. 

W sprawę, jakby na to nie patrzeć wielkiej niesprawiedliwości, i działań przestępczych angażuje się młoda prawniczka oraz detektyw. Oboje są zdeterminowani by dowiedzieć się co kryje się za tymi czynami, choć każdy z nich działa w zupełnie inny sposób, na zupełnie innych płaszczyznach i z zupełnie innych pobudek. Łączy ich za to nie tylko dramat ludzi skazanych na śmierć, ale także swoje własne demony, życiowy ciężar, jaki noszą. 

Hellbound – mieszanina gatunków

Opisywana przeze mnie produkcja serialowa, choć jest określana przez wielu jako horror, tudzież thriller, tak naprawdę zagłębia się dużo mocniej nie tylko w mieszaninę gatunkową, ale w istotę bycia człowiekiem. Żeby móc przyjrzeć się serialowi na płaszczyźnie przynależności, trzeba by zacząć od początku. Hellbound to serial, który wyreżyserował i napisał do niego scenariusz Yeon Sang-ho, twórca Zombie express. Jednocześnie produkcja jest adaptacją webtoona, czyli internetowego komiksu, tego samego autora. 

Opowieść stworzona zatem niemal od podstaw przez jednego, uzdolnione filmowca, skupiająca się na mroku, grozie i trzymającej w napięciu historii, nie jest jedynie horrorem. I choć grozę zawiera tu i ówdzie, szczególnie w momentach tak zwanych „manifestacji” to istotą serialu, jest dramat. Tak….to jest dramatyczna opowieść o istocie człowieczeństwa. Autorowi w Hellbound udało się w niemal genialny sposób zatrzymać widza przed ekranem pokazując w jaką stronę może iść fanatyzm i ile złego w życiu każdego z nas, bez względu na religię, wyzwania, przekonania i sposób postępowania, może to wprowadzić. To nie jest lekka opowieść o niczym. Choć opiera na na iście komiksowych elementach, zamkniętych w fantasy stworach i niezbyt urokliwej głowie anioła, to u jej podstaw leży dramaturgia i przerażająca, nieludzka absurdalność. Ta skazuje na śmierć osoby, które na nią nie zasłużyły, bowiem nagrzeszyć nie miały jak i kiedy. Pojawia się zatem pytanie. Czy kolejna manifestacja jest jedynie pomyłką Niebios? Czy da się oszukać śmierć? Czy można się z nią pogodzić? 

Trudne pytania, jakże dobrze jak znane, jakże uniwersalne. One często pojawiają się właśnie w tym serialu, przeplatając się z wielkim okrucieństwem i brutalnością Hellbound. To nie jest serial obok którego przejdziemy obojętnie. Nie jest to także produkcja dla każdego, a już z pewnością nie dla najmłodszych. Jest mrocznie, nie tylko za sprawą samej fabuły i ogólnie panującego klimatu. Jest dramatycznie, bo narratorami opowieści są ludzi i ich dramaty oraz grzechy, mniej lub bardziej ludzkie, ale znane każdego z nas. 

Hellboung – serial ciekawy, choć nie bez wad

Serial Hellbound, jak już wspominałam potrafi skupić uwagę. Ja właściwie wchłonęłam sześć odcinków w jeden wieczór, co nie zdarza mi się zbyt często. I choć sama opowieść jest naprawdę intrygująca, świetnie łącząc brutalny mroczny ludzki świat ze zjawiskami paranormalnymi, jakimi są owe manifestacje, to nie brakuje w niej niedoróbek.  

Jeśli bowiem nastawialiście się na na klasyczną grozę to nie, jej tu do końca nie znajdziecie. Jeśli liczyliście na powalające efekty specjalne, to także muszę Was zmartwić. Tych także tu nie będzie. Prawdę powiedziawszy to jak zostały pokazane manifestacje staje się najmniej mrocznym elementem serialu. Karykaturalna głowa anioła, wyjęta żywcem z prostego komiksu i wielkie stwory z piekła  przypominające połączenie Yeti z gorylami. Serial zdecydowanie nie stoi efektami specjalnymi i w tej kwestii zupełnie Was nie zaskoczy, a  wielu może zniesmaczyć, albo przynajmniej rozczarować. Duża brutalność i przygnębiająca atmosfera jest z lekka niweczona przez słabe efekty specjalne, które zmniejszają poczucie napięcia, a nawet strach.

Wielu z Was może się wydawać, że fabuła zbyt wolno się rozwija, że jest przeciągana i zbyt rozciągnięta w czasie. Niby tak jest, ale trzeba na serial spojrzeć w kategorii dramatu, a nie horroru, bo nie jest to jednak klasyczna opowieść grozy. Przerażanie w przypadku tegoż serialu budowane jest nie poprzez klasyczne straszenie potworami, bowiem owe monstra, choć brutalne, strasznie nie są. Tu u podstaw leży raczej brak tolerancji, przemoc, bezwzględność, "czytaj" - organizacja Grot, która nie zna litości i przed niczym się nie cofnie. Wymierzają swoją sprawiedliwość, wypełniają powierzone im zadania skupione na biciu, bez względu kto jest na ich liście. 

Twórca zbudował zatem w serialu określanym jako horror, tudzież thriller, doskonały obraz tego co dzieje się ze społeczeństwem, które staje się fanatyczne, hołdujące zasadom narzuconym z góry, wpajające je siłą i przemocą starające je z człowieka wyplenić. Ten motyw jest prawdziwą grozą, to przerażanie, bezsilność i niemoc. To wielka niesprawiedliwość i brak szacunku, nawet wobec choroby i nowego życia, staje się horrorem, na który nie możemy patrzeć, a jednocześnie chłoniemy go wraz z kolejnymi odcinkami. To jest właśnie mocną stroną tegoż serialu. 

Hellbound – moje podsumowanie

Serial Hellbound to kolejna południowokoreańska serialowa produkcja, która zawładnęła użytkownikami Netfliksa na całym świecie. Zapytacie mnie zatem, czy warto go obejrzeć? A ja odpowiem….tak, warto. I nie ze względu na grozę, bo nie ona jest jądrem tej opowieści. I nie z powodu twórcy tejże produkcji, który jest wielu z Was dobrze znany. Także nie na porównanie z poprzednią hitową produkcją z Korei Południowej, jaka podbiła Netflix. Nie, to zupełnie inna opowieść, w zupełnie innym klimacie. Ona zadaje pytanie, na które trudno sobie odpowiedzieć. Kolejny sezon już za pasem. Tymczasem serdecznie polecam sprawdzić serial osobiście. 

Z mojej strony w jego stronę mocne 8/10, bo naprawdę mnie wciągnął, co nie jest takie łatwe. Polecam! 

Serial można oglądać na platformie Netflix. 

Gambit Królowej - recenzja doskonałego mini serialu Netflixa

Gambit Królowej - recenzja doskonałego mini serialu  Netflixa

Recenzja mini serialu Gambit Królowej Netflixa, wciągająca historia młodej kobiety w szachowym, zdominowanym przez mężczyzn świecie. Niezwykła opowieść!

Lista, głównie serialowych produkcji, które chciałabym opisać w recenzjach stale rośnie i być może kiedyś doczeka się publikacji. Są jednak takie tytuły, choćby od Netflixa, które nie mogą być odkładane na potem, które same się proszą o wyrażenie wszystkiego tego, co ciśnie się na usta, a w tym przypadku na papier, bądź bloga, zaraz po ich obejrzeniu. Tak jest w przypadku Gambit Królowej, mini – serialu od wspomnianej platformy, który pochłonęłam jednym tchem. A oto jego recenzja! 

 Może zainteresuje Cię także:

Gambit Królowej to serial składający się z siedmiu odcinków, który swoją premierę na Netflix miał w październiku 202 roku i szybko stał się wielkim wydarzeniem. Zadziało się tak z kilku zasadniczych przyczyn. W momencie premiery produkcja stała się jedną najbardziej popularnych na platformie. Drugą jest, można już to tak określić, fenomen jego popularności, który pociągnął za sobą zainteresowanie szachami, co widoczne było między innymi w wynikach wyszukiwarki internetowej. Jest jeszcze jedna, myślę, że chyba najistotniejsza zaleta tegoż tytułu, postać bohaterki, Elizabeth Harmon, w którą wcieliła się rewelacyjna w swej roli, niesamowita i posiadająca nieprzeciętną, delikatna urodę Anyi Taylor-Joy, którą wielu z nas może kojarzyć z horroru Czarownica: Bajka ludowe z Nowej Anglii, filmu Morgan, czy Tajemnic Marrowbone. W roli Beth aktorska jest ponad przeciętna a jej sposób wyrażania emocji, które targają dziewczyną od najmłodszych lat (trudne dzieciństwo) to istny emocjonalny miód na serce, aktorski majstersztyk, choć wyrażany bardzo skromnymi gestami, jedynie mimiką, wyrazem twarzy i sposobem bycia. Ale po kolei...

Na początek pora przyjrzeć się bliżej o czym serial opowiada, choć już wiecie, że o szachach, co oczywiście można domyśleć się z tytułu. Gambit Królowej, serial oparty na powieści Waltera Tevisa z 1983 pod tym samym tytułem, który wraz z Scottem Frankiem są jego twórcami, to oprócz historii skupiającej się na królewskiej, dystyngowanej grze dla inteligentnych ludzi, najczęściej mężczyzn, opowieść kręcąca się wokół walki o życie, trudnej i mozolnej bitwie się o samą siebie. To pozbawiona patosu i przesady, w której słyną ostatnie serialowe tytuły, pozytywna współczesna bajka, która kręci się wokół wiary i chęci bycia kimś ważnym, docenianym i sławnym na swój sposób indywidualny, niepowtarzalny sposób. Co tu dużo mówić, wkroczywszy w świat wykreowany przez wspomnianych panów, obudowany wokół niezwykłej postaci, zagranej genialnie, zostajemy pochłonięci i szybko orientujemy się, że nie sposób się od niego oderwać. 

A wkraczamy wraz z Gambit Królowej w amerykańską rzeczywistość lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. W rzeczywistość pełną stereotypów męskich i żeńskich. Podziałów na to co wypada kobietom, a co powinno być przypisane tylko męskiej części społeczeństwa i mowa tu głównie o szachach.

W takim oto świecie żyje młoda, dziewięcioletnia Elizabeth Harmon, która zostaje sierotą. Nieznany ojciec, matka z problemami nie radząca sobie z własnym życiem i trauma wypadku, odciska na dziewczynce piętno życia, którego resztę ma spędzić w sierocińcu. Szprycowana, jak i cała reszta dzieciaków lekami na uspokojenie, szybko się od nich uzależnia. Pewnego dnia Beth odkrywa w sobie talent i swoje przeznaczenie, jakim są szachy. Gry uczy się od woźnego, który choć chłodny i stanowczy, szybko zostaje zauroczony wyjątkowością panny Harmon. I tak od sierocińca i grania w szachy w piwnicy, Elizabeth przechodzi krok dalej, do miejscowego liceum, gdzie istnieje klub szachowy. Zachwycające, dla niektórych zupełnie niewyobrażalne umiejętności młodej dziewczyny pchają ją do parcia po swoje. Późniejsza adopcja i matka zastępcza (Marielle Heller) bardzo w jej tym pomaga Beth, będąc dla nastolatki wsparciem. Ale w jej życiu nic nie jest takie oczywiste, nic nie przychodzi łatwo, a wiele dobrego nagle znika, przepada. Strata pcha Harmon w objęcia nie tylko leków, ale i alkoholu. Demony dzieciństwa, powracają. 

Gambit Królowej to można powiedzieć studium ludzkich zachowań, bardzo klarowny obraz cichego buntu, braku zrozumienia, samotności, smutku, ale i umiejętności zawalczenia o siebie. Beth śmiało sięga po to co chce dostać, i choć życie ją nie oszczędza, ona sama jest w środkach przekazu, bardzo oszczędna. Czytałam gdzieś opinię, iż angaż Anyi Taylor-Joy do roli Bath Harmon, nie uważany był za, jakby to ująć….udane posunięcie. Ktokolwiek tak kiedyś pomyślał, teraz pewnie czuje się co najmniej głupio. 

Uważam, ba… śmiem sądzić, że to najlepsza Beth jaką mogliśmy sobie wymarzyć. Anyi Taylor-Joy gra swoją postać właściwie bez wyrażania sobie całej, bez nadmiernych gestów, górnolotnych przesadzonych reakcji, a mimo wszystko udaje się jej zbudować napięcie jakiego w serialu potrzeba, jaki on od fabuły zwyczajnie wymaga. Co jest zatem kluczem aktorskiej wymowy Anyi, zapytacie? Jej oczy, przede wszystkim oczy. To one wyrażają dokładnie każdą, nawet najmniejszą emocję, która targa tym kruchym, dziewczęcym ciałem. To, że szybko, niemal natychmiast utożsamiamy się z bohaterką, od razu zaczynamy jej kibicować, a wierzcie mi, mamy czemu, to zasługa świetnie wykreowanej postaci oraz umiejętności pokazania jej zalet przez zarówno twórców, operatorów, czy kamerzystów. Oj te zbliżenia na oczy….Oj te ujęcia kamery….Oj te kolory, nastrój, klimat. Tak właściwie nie ma tu nic do czego mogłabym się choć na chwilę przyczepić, nie ma nic co bym mogła skrytykować. Wszystko….powtarzam wszystko strasznie mi się podoba. 

Rys postaciowy, ukierunkowany na postać Beth Harmon, historia podziałów, walki o byt to zaledwie jedna strona tego co twórcy chcieli w Gambit Królowej przekazać. Głównym wątkiem jest oczywiście sport, w tym wypadku szachy, dyscyplina, zdominowana przez mężczyzn. Wśród nich tkwi panna Harmon próbująca się w tym męskim świecie odnaleźć i wbrew pozorom, mimo życiowych zawirowań, robiąca na to swój sposób, doskonale. 

Rywalizacja  powiązana jest nie tylko ze sportowym napięciem, ale także z samymi szachistami, od tych przeciętnych, po tych ekscentrycznych jak choćby Matta (Matthew Dennis Lewis) i Mike'a (Russell Dennis Lewis), Benny'ego Wattsa, granego przez Thomasa Brodie'ego-Sangster'a, Harry'ego Beltika granego przez Harry'ego Mellinga czy D.L. Townes, w którego wcielił się Jacob Fortune-Lloyd. Każdy z nich jest zarówno rywalem, jak i przyjacielem, będącym pod wrażeniem talentu i dziewczęcego uroku Harmon.  

Pochłonięci obserwowaniem sportowej rywalizacji, ukazanej w bardzo ciekawy, nieco retrospekcyjny, narracyjny sposób, skupieni na śledzenie losów Beth, jei dorastaniu, dojrzewaniu, stawaniu się nie tylko kobietą, ale i mistrzynią szachową, dodatkowo, trochę poza fabułą, nieco z boku, otrzymujemy dawkę historii miłosnej. Nie stanowi ona jednak centrum opowieści, nie staje się częścią wiodącą, a jedynie fabularnym dodatkiem. 

Mamy też w Gambit Królowej polski akcent. Jest nim Marcin Dorociński, który wcielił się w radzieckiego arcymistrza szachowego, Vasilya Borgova, na którego pokonaniu, oczywiście szachowym, tak skupiona jest serialowa bohaterka. Niestety ten w porównaniu do Anyi Taylor-Joy, która tak naprawdę panuje i rządzi na ekranie, wypada dość blado. Stara się być wyniosły, dystyngowany, nieco pyszałkowaty i to niewątpliwie dobrze mu wychodzi. Problem w tym że Anyi przyćmiewa w serialu każdą zagraną przez kogokolwiek postać. 

Gambit Królowej to jedna z lepszych serialowych produkcji, jakie ostatnimi czasy pojawiły się na Netflix. Ciekawy, niejednoznaczny, pozbawiony przesady serial. Pokazujący życie w jego jasnych i ciemnych stronach. Dający nadzieję, że po marzenia, jeśli tylko tego chcemy, jeśli mamy pasje, hobby, miłość do czegoś, należy sięgać. Świetna rola Anyi Taylor-Joy i równie dobra realizacja oraz piękne zdjęcia, i niczym nie ustępująca muzyka, tylko dodają serialowi animuszu i tak zwanej płynności. Nie ma mowy o nudzie, nie  ma sztucznego przeciągania, nie ma patosu i próżności. Jest za to kilka godzin świetnej zabawy w jaką serdecznie poleca Wam wniknąć osobiście. Bawcie się dobrze! 

A ode mnie 9/10! 

Gambit królowej jest dostępny na platformie Netflix.

Chilling Adventures of Sabrina: sezon 1 - recenzja. Nowa, mroczniejsza odsłona przygód nastoletniej czarownicy

Chilling Adventures of Sabrina: sezon 1 - recenzja. Nowa, mroczniejsza odsłona przygód nastoletniej czarownicy

Chilling Adventures of Sabrina: sezon 1, recenzja nowej, mroczniejszej odsłony przygód nastoletniej czarownicy, serialu od platformy Netflix.

Pamiętacie komediowy serial Sabrina, nastoletnia czarownica? Ta zabawna, nieco infantylna opowiastka dla nastolatek cieszyła się  sporą popularnością w latach 1996 -2003, prezentując pełne humoru perypetie młodej wiedźmy. 

Warto także przeczytać:

Po latach komiksowe przygody Sabriny Spellman na ekrany postanowił przenieść Netflix, prezentując swoim subskrybentom dziesięć odcinków Chilling Adventures of Sabrina pierwszego sezonu, rozciągając jednocześnie opowieść do sezonów czterech. Tym razem  jednak postawiono na mroczniejsze klimaty, typowe dla filmów grozy. Wspominana produkcja to zupełnie inna opowieść, rozgrywająca się w znanym widzom komiksowym środowisku, ale przeznaczona już nie dla nastolatek, a poważniejszego widza, niezaprzeczalna gratka dla wszystkich fanów horroru.

Bohaterką serialu jest Sabrina Spellman, pół – czarownica, pół – śmiertelna, mieszkająca wraz z wychowującymi ją cioteczkami, Zeldą i Hildą Spellman oraz kuzynem Ambrose w miasteczku Greendale, w którym Halloween zdaje się trwać cały rok. Sabrina w swoje szesnaste urodziny, przypadające nomen omen w święto duchów i upiorów,  przyjąć ma piekielny chrzest. W dniu tym czeka ją najpoważniejsza decyzja w jej młodym życiu, musi bowiem wybrać, do którego świata chce należeć. Wpisując swoje nazwisko do Księgi Bestii nie tylko stanie się kobietą, ale i zyska pełnie wiedźmowej mocy, jednocześnie na zawsze utraci swoje dotychczasowe życie, w tym przyjaciół i szkołę do której uczęszcza.

Chilling Adventures of Sabrina to nie jest serial lekki, nie znajdziemy tu nic z komedii, a scen, które wywołają na naszych twarzach uśmiech znajdziemy  niewiele. Twórcy odwołują się natomiast do znanych filmów grozy, w tym: Egzorcysty oraz Dziecka Rosmery, jednocześnie prezentując wielowątkową historię o ludzkich wyborach, złożoności natury, rodzinnej więzi i poszanowaniu tradycji, jakakolwiek ona by nie była.

Podczas dziesięciu godzin seansu pierwszego sezonu śledzić będziemy nie tylko wewnętrzną walkę Sabriny, młodej, pewnej siebie buntowniczki, która nie do końca rozumie dlaczego z dnia na dzień pozostawić ma swoje dotychczasowe życie, w tym chłopka i przyjaciół, ale i problemy i dylematy jej ciotek i skazanego przed laty na areszt domowy, kuzyna Ambrose. Wielowątkowość serialu pozwoli nam przyjrzeć się bliżej nie tylko rodzinie Spellman, ale i całemu sabatowi, z ojcem Blackwoodem (Richard Coyle) na czele. Równolegle z historią Sabriny poznajemy losy jej przyjaciół, którzy wcale nie są tacy zwykli, jakimi na pierwszy rzut oka mogą się zdawać. Wyjątkowość miejsca, w którym przyszło im żyć, niesie ze sobą swoje dalekosiężne konsekwencje. Piętno przeszłości sięga mrocznych czasów, w których ludzie zgotowali piekło trzynastu niewinnym czarownicom, które w serialu odgrywają bardzo istotną rolę.

Chilling Adventures of Sabrina to zdecydowanie propozycja dla widzów lubiących się bać, ale i tych preferujących bardziej delikatny rodzaj horroru. Choć scen typowych dla tego gatunku jest tu co niemiara, a i niektóre teksty, choćby ciotek, mogę zdawać się upiorne, to przerażające treści przekazywane są w serialu w bardzo ułagodzony i malowniczy sposób, poprzez odpowiednie światło, styl narracji czy muzykę. W ten sposób produkcja nastawiona na grozę staje się akceptowalna nawet dla widza, który horrorów raczej unika.

Choć serial skupia się na głównie na wątkach dotyczących świata czarodziejów, z wszystkimi dziwami z tym związanych, to mimo wszystko kręci się wokół zwykłych ludzi, tych dopiero wchodzących w dorosłość, jak i tych bardziej doświadczonych. W fabułę wpleciono bowiem wątki przybliżające problemy współczesnej, nie magicznej i dorastającej młodzieży, w tym nietolerancję, odrzucenie czy szkolne dokuczanie, jednocześnie pokazując życiowe bolączki z jakimi zmaga się rodzina Sabriny.

Niewiele łączy netflixowską wersję przygód Sabriny Spellman z komediowym serialem lat dziewięćdziesiątych. Poza postacią tytułową, pannami Spellman, chłopakiem Sabriny, Harvey’em Kinkle, w którego wcielił się Ross Lynch oraz wiernym towarzyszem, czarnym kotek o umieniu Salem, nie znajdziemy innych podobieństw.

Uwspółcześniona wersja komiksowej Sabriny jest nie tylko horrorem, ale i produkcją obyczajową na pograniczu dramatu, w której pierwsze skrzypce oprócz bardzo ciekawie poprowadzonej opowieści grają świetnie wykreowane postaci, pośród których na plan pierwszy wysuwają się siostry Spellman.

Urocza, dobrotliwa, acz zdominowana przez swoją straszą siostrę Hildegarda, w tej roli świetna Lucy Davis, jest dobrym duchem czarodziejskiego domostwa, trzymającym pieczę nad zakładem pogrzebowym, który prowadzą oraz ostoją dla Sabriny i Ambrose’a. Jej przeciwieństwo, wymagająca, nieco zgryźliwa i despotyczna Zelda, w którą wcieliła się Miranda Otto to kobieta sukcesu, a jednocześnie nerwowa gnębicielka zabijająca swoją siostrę przy najbliższej okazji, raz za razem. Jest i Ambrose Spellman, zagrany w serialu przez Chance Perdomo, który pełni rolę duchowego powiernika Sabriny, ratującego krnąbrne dziewczę z niejednej opresji, choć sam skazany na areszt domowy, tkwi w domu Spellmanów od lat. Najistotniejszą postacią serialu jest jednak Sabrina Spellman, drobna blondyneczka z opaską na włosach, w którą w perfekcyjny sposób wcieliła się początkująca aktorka młodego pokolenia, Kiernan Shipka. Świetne wygrane role, dobrze napisane dialogi i tak zwana chemia między postaciami,  nadają serialowi polotu, czyniąc go intrygującym i godnym uwagi.

Chilling Adventures of Sabrina to produkcja pełna akcji, w której widz nie będzie narzekać na nudę. Nie brakuje w niej krwawych scen, gore jest na porządku dziennych, a paranormalne zjawiska z demonami i samym szatanem na czele są tu normą. Ale o dziwo, mimo natłoku wydarzeń, widz odczuwa pewien niedosyt, który sugeruje mu, że to dopiero początek opowieści. Wartko poprowadzona, ale nie dopowiedziana historia daje przeświadczenie, że to co najważniejsze dopiero na niego czeka.

Pora zatem na obejrzeć kolejne odcinki nowej odsłony Sabriny, które mam nadzieję przyniosą wiele niecodziennych, bardziej magicznych, być może straszniejszych wydarzeń. Jednocześnie serdecznie namawiam wszystkich, którzy choć troszkę gustują w mroczniejszych, ale i ciekawych historiach grozy, do zapoznania się z pierwszym sezonem Chilling Adventures of Sabrina, który bardzo umiejętnie łączy komiksową formę z horrorem i opowieścią obyczajową.

Moja ocena 8/10.

Serial Chilling Adventures of Sabrina dostępny jest na Netflix w czterech sezonach.

Bielmo - recenzja kryminalnego thrillera Netfliksa z poetyckim klimatem

Bielmo - recenzja kryminalnego thrillera Netfliksa z poetyckim klimatem

Bielmo - recenzja kryminalnego thrillera Netfliksa z poetyckim klimatem, i aktorstwem na wysokim poziomie. Oto moje podsumowanie kolejnego filmy Netflix.

Ekranizacje książek, tych mniej czy tych bardziej znanych to sposób platformy Netflix na potencjalny sukces. A jeśli do tego dochodzi intrygująca fabuła, plus naprawdę przyzwoita obsada aktorska i kostiumowy styl opowieści, wydaje się, że nic nie może pójść nie tak. A jednak książka to nie wszystko, ba… nawet kunszt reżyserski i doskonała aktorska praca nie zapewnią filmowemu dziełu mistrzowskiego sznytu. Bielmo, potencjalny hit nowego roku na Netfliksie ma wszystkie wyżej wymienione cechy, a jednak mimo całej otoczki i dobrej reżyserskiej roboty, nie można go określić mianem doskonałego. Czemu tak jest? O tym w naszej recenzji. 

Warto również przeczytać:

Opowieść przenosi nas w przeszłość, do wieku XIX, rozgrywając się w roku 1830, kiedy to w elitarnej akademii wojskowej, w West Point znalezione zostaje ciało młodego kadeta, który podobno się powiesił. Problem w tym, że po przetransportowaniu ciała do kostnicy okazuje się, że ktoś z wyciągnął z niego serce. Tragedia okazuje się zatem nikczemną zbrodnią, która może zaważyć na opinii i dobrym imieniu znanej wojskowej uczelni. Dowódcy zwracają się zatem o pomoc do  niegdyś popularnego i cenionego policjanta, a teraz emerytowanego detektywa Augustusa Landora. Mężczyzna mieszka na uboczu, borykając się z żalem po śmierci ukochanej żony i smutkiem po zaginięciu córki.

Mimo wszystko przyjmuje zadanie, a że słynie z dokładności, precyzji i dociekliwości, zamierza do śledztwa porządnie się przyłożyć. Problem w tym, że na drodze rozwiązania tej morderczej zagadki stoi nie tylko władza Akademii West Point, jak i sami kadeci, i powiązane z nimi osoby. Tajemnice, choć widoczne i mocno się narzucające, nie mogą być potwierdzone, a sam detektyw potrzebuje pomocnika. Nieoczekiwanie zostaje nim jeden z kadetów, mocno różniący się od reszty. Wykluczany z grupy, kochający poezję i nie godzący się z zasadami szkoły Edgar Allan Poe, znamy nam pisarz i poety makabreski i grozy, staje się pomocnikiem Landora, a z czasem kimś więcej…

Jak już nadmieniłam we wstępie film bazuje na książce. Jest nią dzieło Louisa Bayarda zatytułowane "Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe". Reżyserem ekranizacji jest natomiast Scott Cooper, który ma na swoim koncie kilka filmowych dzieł, które bazują na stworzonym już wcześniej scenariuszu. Znany jest jednak chyba najbardziej z kinowego horroru ekologicznego, zatytułowanego Poroże. Klimat jego nowej opowieści pozwala twórcy na zabawę nie tylko kryminałem, ale i treścią nieco paranormalną, w tym wypadku okultystyczną, ubierając wszystko w klimat filmu kostiumowego, w zimowej, mroźnej i surowej otoczce. 


Tworzy to atmosferę pasującą do historii kryminalnej, jednocześnie nakreślając klimat późniejszej twórczości pisarza Edgara Allana Poe, który uznawany jest za prekursora powieści kryminalnych. Problem w tym, że film określany jako kryminał thriller jest wprawdzie opowieścią poprowadzoną poprawnie, iście rzemieślniczo i bardzo precyzyjnie, ale dreszczyk emocji albo waha się w jedną lub w drugą stronę, ale zostaje w ogóle zatracony przez powolnie rozwijającą się akcję. Klasyka, powaga i poprawność kryminalna, jaką serwuje nam reżyser, to jednak nie wszystko, by dzieło stało się czymś naprawdę wartościowym. 

Nie można filmowi Bielmo zarzucić jednak nudy, bo nie jest to produkcja nudna. Ale wszyscy, którzy spodziewali się w niej pędzącej do przodu akcji, muszę wiedzieć, że czegoś takiego tu nie znajdą. Wręcz przeciwnie, kryminał miesza się tu z aspektami psychologicznymi. Te najmocniej widoczne są w budzącej się, dość intymnej relacji między Landorem a Poe. Między dwoma zupełnie różnymi mężczyznami rodzi się nutka przyjaźni, a może nawet nieco ojcowskiego przywiązania, któremu odizolowanemu od reszty kadetowi Poe, tak brakuje. 

Gładko zrealizowana opowieść, która dosłownie odhacza wszystkie elementy jakie powinny znaleźć się w kryminale, czyli wodzi widzów za nos, miesza wątki, nie podaje na tacy podejrzanych, a w finale zaskakuje… nie koniecznie pozytywnie (a przynajmniej ja tak uważam), broni się przede wszystkim zdjęciami, zimowym klimatem i kostiumami. Nie można filmowi Bielmo odmówić, że nie jest klimatyczny właśnie pod tym względem. Z przyjemnością ogląda się realnie otworzone kostiumy, wiarygodne wnętrza i ciężkie, ponure, mroźne zimowe okolice. To, że akcja opisywanego przeze mnie dzieła rozgrywa się właśnie podczas zimy, wychodzi dziełu na plus. 

To co przyciąga do wspomnianej opowieści to zdecydowanie aktorska obsada. Co by nie powiedzieć o fabule, która właściwie niczym nie zaskakuje, na ekranie aktorów, wcielających się, przede wszystkim w główne role, ogląda się rewelacyjnie. Niezawodny Christian Bale (Thor: Miłość i grom, Terminator: Ocalenie) jako Augustus Landor, ogarnięty, stanowczy i zagadkowy detektyw z problemami osobistymi, które mocno go obciążają, to osobowość tak wiarygodna i tak dobrze zagrana, że niesie postać detektywa nawet wtedy, gdy scenariusz niekoniecznie na to pozwala. Nie umniejsza mu w niczym Harry Melling (seria Harry Potter, Diabeł wcielony, Gambit królowej), który wcielił się w kadeta Edgara Allana Poe. Ta bardzo charakterystyczna postać młodzieńca, który zamiast wojowania kocha poezję, ale jest jednocześnie mężczyzną słynącym z inteligencji i logicznego myślenia. Ten bohater nadaje filmowi wyjątkowej nutki poetyckości. 

Nieco płycej i bardziej pobieżnie naszkicowane są pozostałe postaci, w których na plan pierwszy wysuwa się Lucy Boynton (Baba Jaga, Apostoł) jako Lea Marquis, Gillian Anderson (The Crown, Z Archiwum X, Sex Education) jako pani Julia Marquis czy Toby Jones (Indiana Jones i artefakt przeznaczenia, Imperium światła) jako doktor Daniel Marquis oraz Simon McBurney (Siberia, Carnival Row, Obecność 2) jako kapitan Hitchcock.

Bielmo, film, który uważano za potencjalny hit nowego roku na platformie Netflix, jest tak naprawdę produkcją poprawną, stworzoną ze wszystkimi klasycznymi elementami, jakie powinna mieć opowieść kryminalna. Świetne aktorstwo, dobre zdjęcie i kostiumy, ciekawy, mroczny i zarazem zimowy klimat rozmyty zostaje przez brak wartkiej akcji i trzymającej w napięciu fabuły. Przyzwoita historia kryminalna, bez dreszczyku emocji, z nieco za bardzo zaskakującym finałem, ubarwiona poetyckim klimatem i postacią Edgara Allana Poe. Tytuł dobry, ale nie ponad przeciętny.

Film Bielmo obejrzeć można na platformie Netflix. 

Lost Horizon - recenzja. Niebezpieczna misja, lata 30-te i naziści

Lost Horizon - recenzja. Niebezpieczna misja, lata 30-te i naziści

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji przygodowej gry "wskaż i kliknij", której akcja rozgrywa się w latach 30-tych ubiegłego wieku. Oto recenzja Lost Horizon! 

Temat ratowania świata przed zagładą, tajemniczych artefaktów i pradawnych stworów wałkowany jest nie od dziś i zapewne znany niejednemu, przeciętnie obeznanemu w przygodówkach graczowi. Wraca o­n jak bumerang w nowym dziele niemieckiego studio Animation Arts, znanego między innymi z cyklu gier Tajne Akta: Tunguska, zatytułowanym Lost Horizon. Czy gra, która porusza tak oklepany temat mnie znudziła, czy wręcz przeciwnie? Na to pytanie odpowiem już za chwilkę, ale zacznijmy od początku.

Warto również przeczytać:

Jest rok 1936. Fenton Paddock, były żołnierz brytyjski, a obecnie człowiek o wątpliwej reputacji, trudniący się przemytem, wiedzie względnie spokojne, jak na okoliczności, życie, mieszkając i „pracując” w Hongkongu. Jego nieciekawy byt, zagrożony przez bandę chińskiej mafii, pewnego dnia diametralnie się zmienia. Cudem, a może i nie tylko, uratowany ze skrzyni wrzuconej do wody, Fenton wraca do bazy, gdzie czeka na niego brytyjski żołnierz z zaproszeniem do posiadłości lorda Westona. Na miejscu Paddock dowiaduje się o zaginięciu swojego przyjaciela, a tym samym syna lorda, Richarda Westona, po którym ślad urywa się gdzieś w górach Tybetu. Bez wahania, bądź co bądź odważny mężczyzna, jakim jest niewątpliwie nasz bohater, rusza w podróż, by ratować zaginionego przyjaciela. Nieświadomie zostaje wplątany w międzynarodowy spisek, na którego czele stoją Naziści. Pewna hrabina, wraz ze swoją świtą, poszukuje artefaktu posiadającego niezwykłą moc i otwierającego drogę do mitycznej krainy nieśmiertelności.

Tak pokrótce przedstawia się fabuła, która jest wielowątkowa i wielowarstwowa, i zapewniam, nie pozwoli się Wam nudzić. Lost Horizon to typowa gra przygodowa point&click, wykonana w dobrym, starym stylu, ulubionym przez fanów przygodówek. Poczynaniami bohaterów, jak i całą resztą, kierujemy za pomocą myszy. Niezawodnym gryzoniem podnosimy przedmiot; zabieramy, by trafił do standardowego ekwipunku, nim również oglądamy rzecz, by ją np. rozłożyć. Każdy oglądany element, po kliknięciu na nim PPM, jest przez naszego bohatera opisany, niejednokrotnie w zabawny sposób. Oprócz przedmiotów, których podczas rozgrywki zbierzemy dużą ilość, twórcy zapewnili także interakcje z postaciami, których w grze jest sporo. Nie licząc już przeze mnie wspomnianego Fentona Paddocka, gracz będzie miał możliwość posługiwania się postacią syna gubernatora, Richardem Westonem oraz młodziutką Chinką, imieniem Kim. Twórcy dzieła zaoferowali przygodomianiakom możliwość przełączania się miedzy bohaterami, grając na zmianę dwoma osobami, jednocześnie mając możliwość podawania sobie nawzajem przedmiotów. Opcja bardzo fajna i znana już między innymi z Tajnych Akt. Pojawi się także wiele postaci drugoplanowych o wyraźnie zarysowanym charakterze, wiele charyzmatycznych, jak choćby niemiecka hrabina, czy też przywódca chińskiej mafii. 

Zabawa ma liniowy charakter, musimy więc pamiętać, by z każdym porozmawiać o wszystkim, a także starać się oglądać każdy przedmiot, w każdej z lokacji. Ale nie obawiajmy się, nie jest aż tak źle. Jeśli tylko zatniemy się gdzieś po drodze, nie widząc możliwości przejścia, wystarczy że użyjemy klawisza spacji, a na ekranie zostaną podświetlone przedmioty lub miejsce aktywne - takie, które przypadkiem przeoczyliśmy. Funkcja przydatna i potrzebna, gdyż rzeczy do zabrania lub obejrzenia sporo, a lokacje rozlegle i bajecznie kolorowe.

Grafika przedstawia się rewelacyjnie, idealnie pasując do klimatu lat trzydziestych ubiegłego wieku. Ręcznie wykonane tła z trójwymiarowymi animowanymi postaciami, to coś, co taki gracz jak ja, chciałby w przygodówkach oglądać jak najczęściej. Bohaterowie poruszają się płynnie, nie powłócząc nogami jak roboty. Troszkę zbrakło mi większej mimiki twarzy, ale ogólne wrażenie jest naprawdę dobre. Zadbano także o szczegóły graficzne, takie jak cień, który powinna rzucać osoba czy przedmiot, o to, by na śniegu pozostawały ślady stóp, czy też rzecz, która leżała na białym puchu, zostawiła na nim wyraźny ślad.

Oprócz grafiki, na pochwałę zasługuje oprawa dźwiękowa pozycji. Do niczego nie można się przyczepić, bowiem muzyka idealnie komponuje się z grą, tworząc jej klimat i zmieniając się w zależności od sytuacji czy też otoczenia. Bardzo wiarygodnie brzmią też dźwięki poboczne czy też dźwięki otoczenia. W zależności od kraju, do którego nasz bohater się uda, a trzeba zaznaczyć, że przemierzamy pół świata, wędrując od Chin, poprzez góry Tybetu, Europę (w tym wypadku Berlin) po egzotyczne Maroko, za każdym razem oprawa muzyczna idealnie współgra z tym, co gracz widzi na ekranie. Twórcy nie zapomnieli także o budowaniu atmosfery niepokoju, związanego z umacnianiem się Nazizmu na świecie, jednocześnie umiejętnie wplatając w rozgrywkę dozę humoru.

Akcja gry obfituje w liczne pościgi czy też ucieczki, jednocześnie pozbawiona jest tak znienawidzonych przed przygodomianiaków zadań zręcznościowych. Na ogół skupiamy się na wszelakich łamigłówkach przedmiotowych, polegających na łączeniu i umiejętnym używaniu zawartości ekwipunku. Nie braknie także zadań typowo przygodowych, które wymagają większego skupienia i użycia logicznego myślenia. Będziemy więc między innymi układać puzzle w kształcie smoka, składać popękaną płytę znanej piosenkarki, czy też odpowiednio wtykać kabelki, by popłynął prąd. Zagadki do niezmiernie trudnych nie należą, ale zręcznie wplecione w fabułę siedmio-rozdziałowej gry, tworzą spójną całość.

Podsumowując, ani przez chwilę, grając w Lost Horizon, nie pomyślałam, że tracę czas, że jestem znudzona i że, co niestety coraz częściej mi się zdarza, mam chęć rzucić grę w kąt. Czułam żal, że to już koniec i niedosyt, że gra nie trwała kolejnych siedem rozdziałów. Polecam ją wszystkim prawdziwym fanom przygodówek. 

Moja ocena 9/10.



Zalety:

  • Fabuła;
  • Wartka akcja;
  • Miła dla oka grafika;
  • Barwność postaci;
  • Różnorodność zagadek;
  • Długość gry;
  • Polska wersja językowa (pudełko)

Wady:

  • Za duża liniowość 

Hellboy: Wzgórza nawiedzonych w kinach na Halloween

Hellboy: Wzgórza nawiedzonych w kinach na Halloween

 

Czwarta filmowa odsłona kultowej opowieści o półdemonie z piekła rodem powraca do kin już w Halloween. Monolit Films, polski dystrybutor Hellboy: Wzgórza nawiedzonych dzieli się oficjalnym zwiastunem, kilkoma zrzutami z ekranu, plakatem i oficjalną datą.

Hellboy powraca w kolejnej odsłonie, w filmie Hellboy: Wzgórza nawiedzonych. Jest to pierwszy film o Hellboyu, do którego scenariusz współtworzył Mike Mignola, pomysłodawca i autor komiksów o piekielnym bohaterze. Horror fantasy w kinach zagości już w październiku. Tym razem przybywa, by rozprawić się z satanistyczną sektą i stojącą za nią mroczną siłą.

Warto również przeczytać: 


W nowej filmowej odsłonie, zatytułowanej Hellboy: Wzgórza nawiedzonych, Hellboy i młoda agentka specjalna Song udają się na misję w górskie tereny, gdzie swoją siedzibę ma społeczność praktykującą kult zła. Ich zadaniem jest odnalezienie niebezpiecznego czarownika, który uciekł z odosobnienia i prawdopodobnie ukrywa się w okolicy. Wkrótce okazuje się, że miejsce do którego przybyli to czyste zło, w którym toczy się starcia dwóch mrocznych potęg, które czerpią siłę nie z tego świata. W misji naszym bohaterom pomaga niewidomy ksiądz, specjalista od czarnej magii oraz zbiegły żołnierz. Zadanie proste nie jest. Grupa ma udaremnić zbliżający się rytuał wskrzeszenia demonicznej istoty o niewyobrażalnej mocy.


W obsadzie filmu znaleźli się: Jack Kesy (Życzenie śmierci, Deadpool 2, Zabójca, Alienista), Jefferson White (Civil War, Yellowstone, Inwazja), Leah McNamara (Dżentelmeni, Normalni ludzie, Wikingowie), Joseph Marcell (O chłopcu, który ujarzmił wiatr, Szpital Holby City). 


Reżyserem filmu jest Brian Taylor (Ghost Rider 2, Adrenalina).

Hellboy: Wzgórza nawiedzonych zadebiutuje w kinach 31 października 2024 roku. 


Źródło: Informacja prasowa Monolit Films