Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśn. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 listopada 2024

Röki - wrażenia z demo uroczej skandynawskiej baśni

Röki - wrażenia z demo uroczej skandynawskiej baśni

Zapraszam do przeczytania moich wrażeń z przygodówki "wskaż i kliknij" będącej skandynawską baśnią z zagadkami, która swoją premierę w pełnej wersji miała w lipcu 2020 tego. 

Festiwal gier - The Games Awards 2019 był dla wielu graczy okazją do sprawdzenia oczekiwanych przez nich tytułów. Tak też było w moim przypadku. Zapowiedziana na rok 2020 gra Röki, była tak naprawdę dla mnie zagadką, która choć bardzo mnie ciekawiła, żeby nie powiedzieć intrygowała, budziła także niepokój, gdyż wydawała mi się być gatunkową mieszaniną, którą ja, zwolenniczka przygodowej klasyczności, nie za bardzo lubię. Ale nadarzyła się okazja sprawdzenia, jak to z nią właściwie jest, więc swojego czasu nie omieszkałam skorzystać z okazji  i wykorzystując dwudniowy czas dostępności wersji demonstracyjnej na platformie Steam, sprawdzić ów tytuł. I już tu....w tym miejscu....mogę Was zapewnić, że przynajmniej demo to klasyczny point and click, bez elementów zręcznościowych z łamigłówkami przedmiotowymi i prześliczną grafiką. Ale po kolei.

 Inne moje wrażenia z przygodówek to:

Röki, demo, którego przejście, (ja oczywiście skupiałam się na wszystkich interaktywnych punktach), zajęło mi około 40 minut rozgrywki to historia dziewczynki o imieniu Tove. W wersji demonstracyjnej zostałam wrzucona wprost do przepięknej zimowej lokacji, zaczynając swoją podróż w drzewie, magicznym i nieco strasznym. Celem Tove, czyli także moim, było przemierzanie tejże inspirowanej folklorem skandynawskim krainy, by pomóc, a nawet uratować rodzinę. 

Wędrowałam zatem po przecudnych, lśniących w słońcu i skrzących się śniegiem miejscówkach, po drodze spotykając i pomagając bardzo dziwnym istotom. Udzieliłam pomocy trollowi, w którego ramieniu tkwił sztylet, próbowałam uratować trochę straszne zwierzątko zamknięte w klatce. Przede wszystkim jednak skupiałam się na eksploracji, która jest podstawą tej gry, przynajmniej tak wynika z wersji demo. 

Wędrówka wiązała się z klasycznymi rozwiązaniami przygodowymi, gdyż twórcy, niezależne studio Polygon Treehouse stworzyło tradycyjną grę adventure, w której eksplorujemy, zbieramy przedmioty, rozwiązujemy związane z nią zagadki, ratujemy i sami staramy się być ratowani. Wszystko jednak przebiega w swoim, powolnym, nie nachalnym baśniowym rytmie, któremu nie brakuje pewnej nutki mroczności. 

Röki to bowiem współczesna, podszyta dozą tajemnicy i nutką straszności, skandynawska baśń, w której rzeczywistość przeplata się z mitami, legendami i opowieściami o magicznych stworach, które grając mamy okazję poznać osobiście. Klimat tejże opowieści w wersji demonstracyjnej był niezwykle dobrze wyczuwalny. Wynikał nie tylko z zachowania Tove, z tego o czym rozmawiała z magicznymi istotami, które miała okazję spotkać, ale i z tego jakie miejsca napotykała. Wiele z nich snuło smutną, melancholijną i intrygującą opowieść, utkaną z wspomnień, umieszczoną w przeuroczej, malowanej lokacji.

Trzeba przyznać, że opisywany przeze mnie krótki fragment zaprezentował mi grę niezwykle piękną graficznie, urokliwą pod wieloma względami, nie tylko dzięki rysowanym tłom, ale i całej malowanej, śnieżnej otoczce. Grając w tę cudną przygodówkę, w krótkiej wersji demo, tak bardzo brakowało mi śniegu, śnieżnego klimatu, o którym, przynajmniej ja, mogę na chwilę zapomnieć. Dlatego też, często przystawałam, by razem z Tove podziwiać przysypany czapami śniegu dach kościoła, oświetlony skandynawskim słońcem. Stawałam i zachwycona patrzyłam na ośnieżone góry, gdzieś tam w oddali. Patrzyłam jak zaczarowana na migoczący biały puch, przypominający mi dzieciństwo i mój nim zachwyt, gdyż ten w mroźny zimowy dzień lśnił jak miliony malusieńkich diamentów. Muszę przyznać, gra umiała doskonale te poczucie oddać. 

Podobnie więc zachowywałam się w ogrywanej przeze mnie wersji demonstracyjnej, ale podziwianie i zwiedzanie to przecież nie wszystko. Röki to też cała growa otoczka, w tym sterowanie, które tu nie skupia się na komputerowej myszce, a klawiszach WSAD i wielu innych przyciskach na klawiaturze. Za pomocą "I" aktywujemy na przykład ekwipunek, który stanowi jego klasyczną formę. Zlokalizowany na górze ekranu gromadził wszystkie zebrane do tej pory przeze mnie przedmioty, które twórcy słownie oznaczyli. 

Miałam jednak pewien problem z używaniem zebranych przeze mnie przedmiotów. Niezależne studio Polygon Treehouse zdecydowało się na dość niekonwencjonalny sposób wykorzystywania zebranych przez gracza rzeczy. Otóż, przyznam się trochę przypadkiem (być może później do pełnej wersji zostanie wbudowana forma podpowiedzi), wpadłam na rozwiązanie w jaki sposób ową rzecz wyciąga się z inwentarza i używa na danym miejscu, postaci i tym podobnych, interaktywnych lokacjach. Otóż trzymając klawisz "enter", który w grze stanowi odpowiednik działania, przedmiot w ekwipunku jakby się rozdwajał. Wtedy to, dalej trzymając "enter", za pomocą przycisków "A" lub "D" przesuwamy go i odpowiednio wykorzystujemy. Hmm.....oczywiście można się do takiego manewrowania rzeczami z czasem się przyzwyczaić, ale ten rodzaj udziwniania, myślę nie jest potrzebny. Lepsza byłaby jednak intuicyjna praca myszką. 

Poza tą dziwną obsługą przedmiotową, cała reszta interfejsu to już tak zwana klasyczność, choć dalej nie przy pomocy komputerowego gryzonia. W grze, w wersji demo, miałam przyjemność zapoznać się z pierwszymi wpisami w notatniku, którego aktywowałam za pomocą klawisza "J". Twórcy wbudowali także system podpowiedzi, w postaci podświetlania interaktywnych miejsc w lokacjach, które oprócz tego, że błyszczą, wydają także charakterystyczny dźwięk. Hot-spoty aktywowałam za pomocą "H".

Pozostając przy dźwiękach, muszą zaznaczyć, że Tove to osóbka, która nie mówi, a jedynie, okazjonalnie wydaje z siebie jakieś nieartykułowane szepty, coś mruczy pod nosem i po swojemu dopowiada. Czasami jednak z tych nieokreślonych dźwięków mogłam wyłuszczyć znane, angielskie słowo. Mimo tego, że Tove i reszta postaci pozbawiona jest aktorstwa głosowego, co nie jest niczym dziwnym w grach niezależnych, to doskonale potrafiłam wyczuć jej nastrój, w którym jak na szalkach wagi huśtała się wesołość i smutek.

Nastrój bajkowości świetnie budowała w wersji demonstracyjnej także niezwykle klimatyczna ścieżka dźwiękowa, która idealnie podkreślała to co podkreślić i wypunktować, czy też zaznaczyć w grze powinna. Ta jej mroczna "uroczość" sprawiała, że miewałam ciarki na ciele, ale przede wszystkim czułam się tak, jakbym na chwilę znalazła się tam, gdzie właśnie jest Tove. Jakbym na moment wkroczyła w jej ciało, za co twórcom dziękuję, bo to nie często zdarza mi się odczuć w ogrywanych przeze mnie demach. 

Podsumowując wersję demonstracyjną Röki, muszę przyznać, że jej największą zaletą jest przede wszystkim jej nastrój, klimat i fabularna, choć dalej zagadkowa otoczka. Atmosfera przesiąknięta nostalgią, wieloma znakami zapytania i tą właśnie cudną nutką baśniowości, której w życiu codziennym wielu z nam brakuje, to coś co mnie w demie zaintrygowało. Dodatkowo ogrywany fragment pozbawił mnie wątpliwości i już wiem, że będę miała okazję zagrać w klasyczną przygodówkę, a nie gatunkowy mikser, co bardzo mnie cieszy. Klasyczne łamigłówki przedmiotowe, mam nadzieję ubarwione zostaną tymi bardziej złożonymi, a intrygująca fabuła rozwinie się i nada grze jeszcze większej podniosłości, tchnąc baśń w serca niejednego gracza. Ojej! Już nie mogę się doczekać! 

Gra dostępna jest na na PC - Steam, GOG, na PlayStation 4, Xbox Series X|S i Nintendo Switch. 

Karta Steam

Karta GOG

wtorek, 22 października 2024

Kształt Wody - recenzja. Wzruszająca baśń dla dorosłych

Kształt Wody - recenzja. Wzruszająca baśń dla dorosłych

Kształt Wody, wzruszająca baśń dla dorosłych, oscarowa opowieść, z doskonałym aktorstwem, pięknymi zdjęciami i absurdalną fabułą. Zapraszam do kolejnej mojej recenzji! 

Trzynaście nominacji do Oskara, między innymi dla najlepszego filmu, pierwszo i drugoplanowej aktorki, reżysera, za scenariusz, zdjęcia i tak dalej, tak dalej.…, wszystko to dla bardzo wyjątkowego filmu, rzekłabym nietypowego, bo ani nie prezentującego spektakularnego widowiska pełnego akcji, ani zadziwiających efektów wizualnych, a będącego klasyczną, acz współczesną baśnią, dotykającą absurdu, bo opowiadającą wyjątkowo niewiarygodną historię. Kształt Wody, bo tym dziele mowa, to kolejna w mojej recenzyjnej kolekcji, po La La Land produkcja, którą ciężko mi było jednoznacznie ocenić patrząc na nią jako produkcję na miano Oskara.

Warto przeczytać:

Przenosimy się w lata 60-te ubiegłego wieku, do Baltimore w Stanach Zjednoczonych, w czasy zimnej wojny między USA, a Związkiem Radzieckim. Poznajemy historię młodej kobiety, Elizy Esposito, sieroty, która odtąd jako dziecko została okaleczona, nie mówi. Eliza wiedzie spokojne, żeby nie powiedzieć nudne życie, które toczy się z dnia na dzień w mieszkanku nad kinem. Codzienne takie same czynności urozmaicają jej rozmowy z równie samotnym jak ona przyjacielem, wspólne oglądania starych filmów, czy dyskusje o życiu oraz praca. Panna Esposito część dnia spędza bowiem w rządowym laboratorium w Bostonie, w którym jest sprzątaczką. Do placówki tej, w której dokonuje się eksperymentów mających kluczowe znaczenie dla państwa, przewieziona zostaje pewnego dnia tajemnicza istota, pół człowiek, pół ryba, która przez pewien afrykański lud czczona była jako bóstwo. Cicha, odrzucona przez społeczeństwo, samotna, ale niezwykle czuła i empatyczna dziewczyna, stopniowo zbliża się do dziwnego, wodnego stworzenia. Wkrótce między nią, a ową istotą, różną, a zarazem bardzo jej podobną, rodzi się niezwykła więź, której zagraża nie tylko ludzkie niezrozumienie, ale i człowiecza nienawiść i zło.

Kształt Wody, to bardzo nietypowa produkcja filmowa, w której znajdziemy niemal wszystko co chcemy. To swoista mieszanina baśni, przywodząca na myśl Piękną i Bestię melodramatu, filmu fantasy, kryminału, a nawet musicalu. Ten przedziwny zlepek gatunkowy, opowiadający historię miłości między zupełnie innymi gatunkowo istotami, to z pewnością nie jest film dla wszystkich, a dzieło, które zyskać sobie może tyleż samo zwolenników, co przeciwników. Dla wielu może być najcudowniejszą, bardzo wzruszającą, nietypową produkcją, którą rewelacyjnie się ogląda, a dla innych będzie wyssaną z palca, śmieszną, a nawet głupią opowiastką o niczym, o związku nie istniejącym, bo nie możliwym.

Reżyser, Guillermo del Toro, sprytnie przemycił do Kształtu Wody wszystko to, co już kiedyś u niego widzieliśmy i wcale nie zamierzał tego ukrywać. Niczym w Labiryncie Fauna mamy znajomy baśniowy klimacik fantasy, rodem z Hellboya, który będzie miał kontynuację w filmie Hellboy: Wzgórza nawiedzonych, zaś niewiarygodną, nieludzką kreaturę, która pała uczuciem do człowieka. I choć pomysł nie jest nowy, a jest rodzajem odgrzewanego kotleta, to tak naprawdę sprawdza się w stu procentach, budując ulotny, romantyczny i zupełnie wyjątkowy klimat produkcji.

Kształt Wody to nie tylko historia o nie mającym szans przetrwania uczuciu, to przede wszystkim opowieść o ludzkiej odmienności, o niezrozumieniu, odrzuceniu, braku tolerancji, inności, niespełnieniu, nienawiści, chęci władzy, ukrytym w człowieku dobru i złu, ukazanym na przykładzie bardzo dobrze rozpisanych postaci, od tych pierwszo-, po drugo- i trzecioplanowe.

Jak w rasowej baśni przystało, tak i tutaj mamy do czynienia z osobami wyraźnie pozytywnymi, jak i negatywnymi. Walka dobra ze złem toczy się na naszych oczach nie tylko poprzez sposób poprowadzenia akcji, która od bardzo powolnej i melancholijnej, przechodzi w niezwykle wartką i dramatyczną, ale i na przykładzie głównych w filmie postaci, które są bardzo charakterystyczne.

Eliza, w tej roli rewelacyjna Sally Hawkins, samotna, spragniona miłości młoda kobieta, która w życiu miała jedynie pod górkę, dotknięta kalectwem, ale jednocześnie potrafiąca wydobyć z życia te najpiękniejsze chwile i cieszyć się nimi równie mocno jak dziecko. Zelda Fuller (Octavia Spencer) charyzmatyczna, narzekająca na męża leniucha przyjaciółka Elizy, kobieta o ciętym języku i nieprzeciętnym poczuciu humoru. Giles (Richard Jenkins) nie mogący się pogodzić ze starością, niespełniony uczuciowo i zawodowo artysta gej. Dr Robert Hoffstetler (Michael Stuhlbarg) szukający swojej życiowej, zawodowej drogi życia, marzyciel i naukowiec, nie mogący się pogodzić z niesprawiedliwością świata. Pozytywne postaci Kształtu Wody, zmącone są czarnymi charakterami, począwszy od rządnych władzy Rosjan, po tyrana, despotę i psychopatę owładniętego chęcią dominacji nad światem i wszelakim stworzeniem, Richarda Stricklanda, w którego wcielił się Michael Shannon.

Zaletą filmowego dzieła oprócz tego, że jest baśnią dla dorosłych, bardzo wzruszającą i mimo dramatyzmu niosącą pozytywne przesłanie jest rewelacyjna gra aktorska, iście mistrzowska. Sally Hawkins jako Eliza Esposito (z hiszpańskiego sierota) udowodniła, że role będące dla niej wyzwaniem, jak choćby w dramacie Maudie, który miałam okazję dla opisać, czy w Kształcie Wody, nie są wyzwaniem dla jej talentu. W filmie oprócz posługiwania się językiem migowym, którego się musiała nauczyć, niebywale gra mimiką, sposobem bycia, grymasem na twarzy, wzburzeniem widocznym w ruchu ciała, w geście, czy cichutkim westchnięciu, namiętności w błysku oka i wielu innych. Nie tylko ona wznosi się na wyżyny aktorskiego kunsztu. Wielką naturalnością, lekkością i swobodą popisuje się Octavia Spencer, która jako Zelda Fuller dodaje do dramatu rozgrywającego się na ekranie nutkę wesołości, czyniąc go nieco lżejszym. Rewelacyjny jest jako czarny charakter Michael Shannon. Aktor robi wszystko, by postać, w którą się wciela, czyli Richard Strickland była tak wredna, tak obrzydliwa i tak odrzucająca jak to tylko możliwe i czyni to doskonale.

Całość tego nietypowego, ckliwego, bogatego w emocje obrazu spajają niezwykle pięknie zrealizowane zdjęcia, doskonałe kadry, wyważone ujęcia i przede wszystkim doskonała muzyka, która podkręca emocjonalną otoczkę tej produkcji.

Czy Kształt Wody to dla mnie Oskarowy film? Chyba nie do końca, choć być może nie mam racji. Jedno jest pewne, jest to produkcja, który wzbudza w widzach wiele emocji i to nie tylko tych pozytywnych, a przecież chodzi o to, żeby film był zapamiętany, by był powodem do dyskusji i licznych polemik. Kształt Wody to piękna, melancholijna, dobrze opowiedziana bajka, której największą zaletą jest to, że się ją naprawdę dobrze ogląda. 

Moja ocena to 8/10.

Kształt wody można obejrzeć w ramach subskrypcji na Disney+. 

wtorek, 17 września 2024

One-Eyed Likho, mroczna słowiańska baśń w wersji demo

One-Eyed Likho, mroczna słowiańska baśń w wersji demo

 


Mroczny horror psychologiczny, rozgrywający się w świecie inspirowanym bardzo starą, i zapomnianą słowiańską baśnią, gra  tytule One-Eyed Likho dostępny jest do  sprawdzenia w wersji demo, na Steam.

Demo przygodowego horroru rozgrywającego się w XIX-wiecznej Rosji, gry zrealizowanej w czaro-białym stylu, inspirowanej słowiańską baśnią o "jednookim Lichu", z mechaniką skupioną na łamigłówkach opartych na wykorzystaniu płomieni dostępne na Steam. Gra One-Eyed Likho od studia Morteshka już do sprawdzenia. 

Sprawdź także:

One-Eyed Likho to gra w klikacie grozy, w której udajemy się na poszukiwanie tytułowego Licha. Ma to pomóc nam uchronić się przed czekającym nas, strasznym losem. Gracz będzie wędrował przez złowrogą krainę, osadzoną w XIX wieku, rozwiązywał łamigłówki, odkrywał stare sekrety i mierzył się z prawdę. 


Rozgrywka skupiona jest na fabule, a także na mechanice wykorzystywania światła, w tym przypadku blasku płomieni i oświetlaniu sobie drogi zapałkami. Historia bazuje na bardzo starej, zapomnianej słowiańskiej baśni, która opowiada o jednookim Lichu, które jest wcieleniem zła i nieszczęścia, przedstawianym jako stara, niezwykle chuda, jednooka kobieta ubrana w czerń. 


Data premiery gry, która zadebiutować ma na Steam, na PC nie została jeszcze ogłoszona. Gra nie oferuje polskich napisów, a jedynie angielskie, i język rosyjski. 

Karta gry - pobierz demo