Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przygodówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przygodówki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 września 2026

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one - recenzja rodzimej przygodówki

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one - recenzja rodzimej przygodówki

 


Serdecznie zapraszam do lektury kolejnej recenzji mojego autorstwa. Tym razem opisuje polską przygodówkę w stylu wizualnej powieści, w śledczym klimacie, zatytułowaną CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one. Miłej lektury!

O CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one usłyszałam wiele lat temu, będąc na swojej twórczo -recenzenckiej drodze w zupełnie innym miejscu niż jestem teraz. Wtedy miałam okazję przetestować grę, która dopiero powstawała, przygodówkę wciąż tworzoną, realizowaną we wczesnym jej dostępie. Byłam, można tak powiedzieć, jednym z agentów FBI zdających relację z rozwoju gry, z postępów w dochodzeniu. Po latach tworzenia tego projektu, a nawet ciszy ze strony jej twórców, a jest to dzieło polskiego, niezależnego LivinThing Studio, dzięki ich uprzejmości, mogłam w końcu zanurzyć się w pełną wersję tegoż projektu, obejmującego, jak z tytułu wynika, pierwszy dzień śledztwa. Efektem tego jest recenzja, którą właśnie czytacie. 

Inne recenzje mojego autorstwa znajdziecie w dziale: Recenzja i wrażenia z przygodówek

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to gra, w której wcielamy się w młodą kobietę o nazwisku Sara Young. Jest agentką specjalną FBI mieszkającą i pracującą w Nowym Jorku. Przed Sarah trudne, i bardzo ważne zadanie. Musi, przy pomocy swoich kolegów, a przede wszystkim przy udziale gracza, poprowadzić śledztwo, którego celem jest schwytanie groźnego terrorysty, którego przestępcze działania mogą zagrozić całemu miastu. 

Szybko okazuje się, że schwytanie zamachowca próbującego zastraszyć i zapanować nad Nowym Jorkiem, za pomocą terrorystycznych ataków bombowych, wcale nie jest taka proste, a bardziej złożone niźli Sarah sądziła. Nad agentką ciąży bowiem presja czasu. Ma jedynie krótkie trzy dni na by złapać terrorystę, by ocalić Nowy Jork, a może i nawet większy kawałek świata. Mylone tropy, zacierane ślady i rozpraszanie uwagi jest jedynie początkiem przeszkód jakich agentka Young musi się spodziewać. 

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to gra o której po raz pierwszy usłyszałam w roku 2017, czyli prawie dziesięć lat temu, jeszcze w czasie kiedy na Steam istniało głosowanie Greenlight, które gra polskiego studia przeszła pomyślnie, wkrótce trafiając na Steam we Wczesnym Dostępie. Przez te lata o mówiło i pisało się o niej mniej lub więcej. I choć były obawy, że wyjście z fazy produkcji może jednak się nie wydarzyć, gra finalnie opuściła Wczesny Dostęp, zabierając graczy w pierwszy dzień śledztwa. 

Recenzowana przeze mnie opowieść jest bowiem przygodówką point-and-click, obsługiwaną za pomocą nieodzownego narzędzia, jakim jest myszka. Obsługa gry komputerowym gryzoniem pozwala na typowe dla tego gatunku sterowanie, z interfejsem określonym odpowiednimi ikonami. 

Ważnym elementem interfejsowym jest chmurka dialogowa, która pozwala na poprowadzenie dialogu, ale również wskazuje na rozmyślania naszej bohaterki. Dialogi mają tu jednak swoje drugie dno, swoje rozwinięcie. Kolory, które się pojawiają, zielony, czerwony lub niebieski, dają graczowi formę podpowiedzi. Wiemy, że możemy czegoś ważnego się dowiedzieć, że gra nas ostrzega a także że pojawia się nowa lokacja. 

Wszystkie ważne przedmioty trafiają, jak to w klasycznej przygodówce bywa, do ekwipunku. W tym przypadku tym miejscem jest plecak, zlokalizowany w górnym, lewym rogu. Kluczowym elementem interfejsowej, a jednocześnie pomagającym nam, że tak powiem "ogarnąć" gierkę, jest notatnik. To w nim Sarah zapisuje ważne dla rozgrywki informacje, także swoje przemyślenia. 

Choć wspomniana gra jest, jak wspominają sami jej twórcy, przygodowym klasykiem, znajdziemy w niej także aspekty nieco ją wśród takich gier wyróżniające. Tym najważniejszym są punkty rankingu, które sterując naszą agentką zbieramy. Zdobywane podczas prowadzenia śledztwa pozwalają uplasować się na liście rankingu graczy. Hmm.... osobiście nie przepadam za szufladkowaniem mnie gdziekolwiek. Nie jestem zwolennikiem rywalizacji i ulepszania przygodówek o takie dziwne elementy. Domyślam się jednak, że gra stworzona została nie tylko dla tych, którzy kochają przygodową klasykę, ale i dla fanów nieco bardziej urozmaiconej rozgrywki. Dlatego też w typowej przygodówce "wskaż i kliknij", wrzucono również elementy zręcznościowo-czasowe. Choć związane są bardzo, bardzo jasno z pracą naszej agentki, która musi czasami kogoś ścigać, czy używać broni, niestety mnie do gustu nie przepadły. Zdecydowanie wolę lżejszą i spokojniejszą część tej gry, której tu nie brakuje. 

Znajdziemy w tym projekcie pewne aspekty, oprócz dozy akcji, wykraczające ponad klasykę przygodową, i skierowane bardziej stronę symulacji, ale i również RPG. Mam na myśli pieniądze, w które zaopatrzona jest nasza agentka. Źle wykorzystana forsa wkrótce znika, a portfel zaczyna świecić pustką. A choć mówi się, "pieniądze szczęścia nie dają", to w przypadku growej protagonistki mogą okazać się bardzo przydatne. Sarah posiada bowiem pasek energii życiowej. Jego spadek, związany na przykład z brakiem pieniędzy na posiłek, może owocować spadkiem sił, od powolnego chodzenia, aż do omdlenia. Twórcy wbudowali do swojej gry także "wskaźnik upojenia", czyli wypitego alkoholu, który również powinniśmy kontrolować. Wprawdzie rozumiem, że praca specjalnej agentki FBI, odpowiedzialność i presja czasu, są stresujące, ale jako przeciwniczka topienia nerwów w alkoholu czy tłumienia ich za pomocą papierosów, jestem przeciw. 

Jak już nadmieniłam recenzowany przeze mnie tytuł jest przygodówką stawiającą na klasyczne "wskaż i kliknij", z dialogami, a pora nadmienić, że tych jest ogromna ilość, zbieraniem i używaniem przedmiotów i różnymi zadaniami, w tym, niestety, zręcznościowymi. Choć gra do najtrudniejszych pozycji nie należy, i myślę, że w jej  rozgrywce odnajdzie się nawet początkujący w tym gatunku gracz, to nawet jeśli utniemy (co każdemu zdarzyć się może), znajdziemy w grze podpowiedź. Wystarczy wtedy kliknąć na znak zapytania znajdujący się na samym dole, z prawej strony. Pojawi się wtedy okno notesu, w którym kliknąwszy na podpowiedź, otrzymamy wskazówkę co robić dalej. 

Wspomniałam już, że opisywany przeze tytuł oprócz typowych elementów przygodowych, uważanych za klasyczne, ma w sobie nutkę produkcji oscylującej na granicy symulatora i gier z gatunku RPG. Musimy dbać o poziom zdrowia naszej protagonistki, pilnować żeby się nie upiła, ale również dbać o to, by do pewnych miejsc wchodziła należycie odziana. Musimy pamiętać, że bywają miejsca, w których Sarah może spacerować w nieformalnym stroju, ale również takie, w których potrzeba jest tak zwanego dress code'u, czyli formalnej, służbowej marynarki i spódnicy. Będziemy także starać się prowadzić przepisowo, bez nadmiernej prędkości i na trzeźwo. 

Twórcy postarali się również wprowadzić do swojej gry dozą wiarygodności, by gracz mógł poczuć się jak prawdziwy agent służb specjalnych. Nie zabrakło zatem typowych czynności śledczych, spotkań, konferencji i poszukiwania punktu zaczepiania w dochodzeniu. Ale pojawiają się również zwykłe rozmowy agentów, w których nie brakuje wulgaryzmów. Należy zatem pamiętać, że gra choć stworzona w ręcznie rysowanej grafice, o której wspomnę niebawem, zdecydowanie nie jest tytułem dla młodszego gracza, a raczej dla dorosłego. Przekleństwa, choć coraz mocniej widoczne w klasycznych przygodówkach, często zbytecznie, w tym wypadku, podobno jak w Still Life, które mam nadzieję kiedyś sobie przypomnieć, mają tu swoje uzasadnienie. 

CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one nie jest grą zbyt długą. Przejście tego tytułu mieści się w ramach kilku godzin, mniej więcej sześciu. Ale to jednocześnie projekt wpisujący się w styl produkcji znanych jako wizualne powieści, więc oferujący graczom liczne mniej czy bardziej ważne decyzje. Podczas poznawania fabuły będziemy mierzyć się z wyborami, także tymi natury moralnej, które finalnie zaprowadzą nas do wielu jej zakończeń. 

I tu niestety pojawia się kolejny jej minus, a właściwie wada większości gier z gatunku visual novel, czyli brak ręcznego zapisywania rozgrywki. Dodanie do owej przygodówki jedynie automatycznego zapisu sprawia, że nie jesteśmy w stanie, podczas jednego przejścia gry, wrócić do momentu growego wyboru, zmieniać go, mając tym samym wgląd w alternatywne ścieżki fabularne. Tyczy się to również dostępnych na Steam osiągnięć. Nie sposób zatem zebrać wszystkich nich podczas jednej rozgrywki. Nie dane jest nam poznać pełnej fabuły dnia pierwszego, i możliwości jakie wbudowali w grę twórcy, podczas jednego jej ogrania. To co jest zarówno minusem, może być także plusem recenzowanego przeze mnie tytułu. Otóż konieczność przechodzenia gry więcej niż jeden raz, jeśli tylko chcemy zobaczyć wszystkie możliwe jej zakończenia, przynosi w efekcie znaczne wydłużenie jej czasu. 

Poziom zagadek czysto przygodowych, które w większości bazują na tych przedmiotowych, ale i dialogowych, przeplatając je z minigrami, jest na dość wyrównanym poziomie. W grze znajdziemy połączenie klasycznej przygodówki z elementami hidden-object, symulacyjną rozgrywką z elementami RPG, ale i typowym śledzwem, z przeszukiwaniem danych w komputerze. Zadania nie są ani za trudne, ani także zbyt łatwe. I jak wspomniałam, możemy posługiwać się podczas rozgrywki, wbudowaną w nią podpowiedzią. Recenzowany przeze mnie tytuł może pochwalić się także możliwością wyboru poziomu trudności, dopasowując się do gracza, pasując rozgrywką zarówno do początkującego w tym gatunku, jak i bardziej zaawansowanego. 

Graficznie, jak wspomniałam powyżej, CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to przygodówka stworzona w ręcznie rysowanym, spokojnych, raczej stonowanym stylu. To prosta, rysowana historia, pasująca klimatem do gier fabularnych, narracyjnych i graficznych. Muszę w tym miejscu wspomnieć, że CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one jest pierwszym rozdziałem gry, niejako wprowadzającym nas, było nie było, w dość klimatyczną i zagadkową historię. 

Fabularnej opowieści towarzyszą przerywniki filmowe, które odnoszą się zarówno do snów protagonistki, jak i do jej wspomnień. Rozgrywce towarzyszy również autorstwa ścieżka muzyczna. Nie jest ona mocno się wybijająca, choć w intro brzmi całkiem klimatycznie. Pod względem dźwięków otoczenia omawiany przeze mnie tytuł stoi na przeciętnym, dość wiarygodnym dźwiękowo poziomie. Otaczające nas dźwięki są poprawne. Gra nie posiada mówionych dialogów, a jedynie napisy, w tym także w języku polskim. 

Podsumowując, CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one to przygodówka, w której zmieszano kilka gatunków, także tych z pogranicza przygodowego. W grze przechodzącej od klasyki przygodowego point-and-clicka, po elementy zręcznościowe, symulacyjne i RPG, upchnięto również aspekty rozgrywkowe gier HOPA, czyli poszukiwanie ukrytych obiektów. 

Najmocniejszą stronę tegoż tytułu zdaje się być jego warstwa fabularna, która może nie jest w stanie nas zachwycić, ale niewątpliwie zainteresuje, zaciekawi, a nawet wprowadzi w rozgrywkę nutę niepewności, tajemnicy i sekretów. Klimat zbudowany jest również dzięki ścieżce muzycznej i ciekawym, filmowym przerywnikom.

Choć CodeRed: Agent Sarah's Story - Day one jest finalnie grą raczej krótką, przez dokonywane w niej wybory i decyzje, pozwalającą na jej ponowne przejście, na zbadanie innych ścieżek fabularnych, zebranie dodatkowych osiągnięć, poznanie fabuły w inny sposób. Cieszy dostępność polskiej wersji językowej, w formie napisów, co nie zawsze jest w przypadku polskiej gry, takie oczywiste. Smucą, szczególnie mnie elementy zręcznościowe w postaci minigier oraz brak możliwości zapisania rozgrywki w dowolnym jej momencie. 

Trudno jednoznacznie ocenić grę, które z założenia, choć nie wiemy czy doczeka się swojej kontynuacji, jest pierwszym jej rozdziałem, dniem pierwszym. Niemniej jednak przygoda, pomijając drobne niegodności, potrafi wciągnąć i zaciekawić. Jeśli lubicie klimat wizualnych powieści z dozą produkcji kryminalno-śledczej, to w tej grze poczujecie się na swoim miejscu.

Moja ocena 7/10. 

Serdecznie dziękuję LivinThing Studio za udostępnie gry do recenzji. 

Grałam w wersję na komputery osobiste, PC - Steam.


Zalety:

  • Fabuła które może zaciekawić;
  • Mroczny klimat powieści wizualnych;
  • Połączenie visual novel i gry śledczej;
  • Dobra ścieżka muzyczna;
  • Miła dla oka grafika;
  • Polska wersja językowa;
  • Wybory i decyzje;

Wady:

  • Elementy zręcznościowe (nie przepadam);
  • Minigry, czasami zbyt wymagajace;
  • Momentami zbyt przegadana;
  • Poziom "upojenia" - według mnie niepotrzebny;
  • Brak możliwości ręcznego zapisu

wtorek, 22 września 2026

The Crimson Maid - recenzja. Przygodowa mieszanina zalet i wad

The Crimson Maid - recenzja. Przygodowa mieszanina zalet i wad

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji kolejnej przygodówki, połączenia romansu, opowieści narracyjnej i kryminału. Oto co myślę o grze The Crimson Maid. Miłej lektury!

The Crimson Maid miała swoją premierę w połowie lipca tego roku, czyli już kilka miesięcy temu. Kolejna gra GrimTalin, Darkania Works, której wydaniem zajęło się Wales Interactive, obiecywała wiele dobrego, spełniając owe obietnice mniej więcej w połowie. Otrzymaliśmy zapowiadany romans z kryminalnym sznytem i dozą tajemnic, w ładnej, acz stworzonej sztucznie oprawie, z bardzo nierówną rozgrywką i pewnym oszustwem. Grę miałam okazję sprawdzić dzięki GOG, za co serdecznie w tym miejscu dziękuję. 

Inne recenzje na moim blogu znajdziesz w dziale: Recenzje i wrażenia z przygodówek

Historia opowiedziana w grze rozgrywa się na przełomie XX wieku, pozwalając graczom wcielić się w Mariusa, młodego mężczyznę, który pobiera nauki w seminarium, w przyszłości planując zostać księdzem. Po latach przebywania z daleka od domu, przerywa na jakiś czas naukę, by powrócić do rodzinnej posiadłości. Powodem zmiany edukacyjnych planów, jest stale pogarszający się stan zdrowia jego ojca, który traci wzrok. 

W domu czeka na niego surowa, apodyktyczna matka, zdegustowany i zazdrosny młodszy brat oraz ojciec, który wymaga stałej opieki. Zarówno brat, jak i rodzicielka mają dość prowadzenia rodzinnego biznesu, czują się nim przytłoczeni, a ich uczucie względem Mariusa trudno nazwać rodzinną miłością. W posiadłości nasz bohater spotyka jeszcze kogoś, piękną i tajemniczą służącą o imieniu Irina. Kobieta szybko oczarowuje Mariusa, choć ten stara się za wszelką cenę stłumić w sobie rodzące się względem niej uczucia i pożądanie, w końcu poddając się władzy jaką ma nad nim ta dziewczyna. 

Gdy pewnego dnia dochodzi do strasznego morderstwa, świat Mariusa wywraca się do góry nogami. Na jaw zaczynają wychodzić liczne rodzinne sekrety i dano skrywane kłamstwa. Atmosfera gęstnieje, wlewając mrok w serce naszego bohatera. 

Pozwolicie, że fabularnie zatrzymam się w tym właśnie miejscu, nie zdradzając więcej szczegółów, gdyż to właśnie ten aspekt gry jest jej najmocniejszą stroną. Fabuła potrafi zaintrygować, pobudzić emocje, zachęcić, zahaczając nawet o zjawiska natury paranormalnej. Gra skutecznie trzyma nas w napięciu, ciekawie łącząc klasyczne gotycki romans, za którym osobiście nie przepadam, z nutą kryminału, a nawet pewnej mroczności. Zaletą tej podzielonej na kilkanaście rozdziałów gry jest jej klimat, stale gęstniejąca atmosfera oraz to, że powolnie rozwijająca się opowieść finalnie serwuje nam zaskakujące zwroty akcji. 

The Crimson Maid to produkcja na wzór wizualnej powieści, stawiająca na dość powolną, przynajmniej na początku, eksplorację. To tytuł narracyjny, ubarwiony mnóstwem gadaniny. Linii dialogowych jest tu naprawdę dużo. Niektóre z nich wnoszą do opowieści ciekawe wątki, inne są typowym trajkotaniem zafascynowanych sobą osób. Wspomniałam, że nie jestem fankom romansów, w żadnej postaci, czy to książkowej, filmowej czy growej, więc dla mnie te linie dialogowe były prawdę powiedziawszy pewną niedogodnością. Na szczęście przesadzone, a nawet melodramatyczne rozmowy, można przyspieszać, skupiając się na tych bardziej intrygujących, tych, przynajmniej dla mnie, ciekawszych. 

Główny trzon rozgrywki stanowi w recenzowanym przeze mnie tytule eksploracja. Gracz ma pewną swobodę w eksploracji posiadłości i jej okolic, mając jednak po drodze do wykonana przeróżne zadania, a także pewne przygodowe wyzwania, od zagadek po minigry. Trudno nie odnieść wrażenia, że zadania owe, o których napiszę niebawem, mają na celu nieco wydłużyć rozgrywkę, mam wrażenie, że nawet nieco sztucznie. 

Istotą rozgrywki, co mocno wpisuje się w styl visual novel, jest także wybór dialogowy. Ścieżki rozmów, dość rozgałęzione, prowadzą do odkrycia większej ilości faktów, do rozbudowania świata przedstawionego. Są również motorem napędowym wielu zakończeń tejże opowieści. 

Pod względem sterowania grę, która nie jest typowym point-and-clickiem, obsługujemy za pomocą klawiszy WSAD oraz myszą. Do dyspozycji interfejsowo mamy klasyczne ikony, a gracz wzbogacony jest również o typowy dla przygodówek notatnik. Dziennik Mariusa aktywujemy za pomocą klawisza "Tab". Muszę przyznać, że notatnik ów stanowi urokliwy dodatek do growej całości, choć w jego stworzenie wkład ma niestety sztuczna inteligencja. Stworzony został w rysunkowym stylu, łącząc czarno-biały tekst i rysunkowi z kolorowymi wstawkami, niczym kolorowe, acz również malowane zdjecia. Dziennik ów rozbudowywany jest stopniowo, w zależności od tego jak dokładnie eksplorujemy okolicę, co udaje się nam znaleźć, i jakie zadanie wykonać. 

Oprócz czystej eksploracji, w której podziwiać możemy uroki ogromnej posiadłości, ale nie tylko, przyjdzie nam odnajdywać przedmioty, używane później automatycznie, poszukiwać wskazówek, zagubionych dokumentów, które przybliżają nam rodzinną przeszłość, ale przedmiotów kolekcjonerskich. 

W grze natkniemy się również na wszelakie przygodowe zadania, także te opcjonalne. Takimi są puzzlowe układanki, które przedstawiają głównie zwierzęta, z którymi możemy się mierzyć, ale wcale nie musimy. Choć gra niby stawia na proste zagadki, i w większości na takie są tu natkniemy, to rozgrywka pod tym względem jest zdecydowanie nie równa. Większość zadań skupia się bowiem na prostych czynnościach wyznaczanych protagoniście przez najbliższych. Prostota i lekkość nie jest jednak w grze taka oczywista. Jest tu bowiem zagadka z otwarciem drzwi do kaplicy, która jest zwyczajnie przesadzona, zbyt nudna i zdecydowanie za bardzo czasochłonna. Powiem szczerze, że jest to zadanie z puli tych irytujących i jak dla mnie twórcy powinni dorzucić do niej opcję jej pominięcia.  Sztuczne wydłużanie gry i irytowanie graczy, nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem. 

Pewną nierówność, przesadę, ale i świadectwo niezależności gry odczuć można również w warstwie muzycznej i dźwiękowej tegoż projektu. O ile dźwięki otoczenia brzmią tu bardzo wiarogodnie, szczególnie klimatycznie na cmentarzu, o tyle muzyka staje się dzięki swojej powtarzalności walców, nużąca. Stale powtarzające się motywy muzyczne, mocno wybijające się w grze, która tak naprawdę głosowo jest prawie zupełnie cicha, nie są przyjemne dla ucha. Prawdę powiedziawszy z czasem przyciszyłam muzykę, woląc delektować się jedynie dźwiękami otoczenia. 

Wielkim minusem, a nawet formą growego oszustwa jest umieszczenie w wersjach językowych - pełnej angielskiej wersji, której tak naprawdę nie ma. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po włączeniu The Crimson Maid, okazało się, że jedynym głosem jaki usłyszałam jest ten należący do narratorki opowieści, towarzyszący nam między rozdziałami, tu zwanymi aktami. Poza przyjemną głosem owej kobiety, żadna z postaci nie jest dubbingowana. Bardzo stateczne i osadzone praktycznie w jednym miejscu postaci, które ożywają jedynie w dodanych do gry animacjach, są całkowicie nieme. Ta forma oszustwa, pewnego zakłamania faktów nie jest według mnie dopuszczalna. 

Gra posiada kilka wersji językowych w formie napisów, ale w językowym zestawie brakuje polskiego tłumaczenia. Brak angielskiego dubbingu, który moim skromnym zdaniem znacznie poprawiłby grywalność tego projektu, i brak wersji PL, w morzu tekstu, potrafi skutecznie odstraszyć, a nawet zniechęcić do poznania tegoż projektu. 

Również pod względem graficznym mamy pewną formę oszustwa. Gra oczywiście prezentuje się niezwykle urokliwie, bardzo szczegółowo, romantycznie, gotycko, często nawet mrocznie. Problem w tym, że przy tworzeniu tego co widzimy na ekranie, niektórych grafik, interfejsu, dziennika oraz tekstur wykorzystano sztuczną inteligencję. To, że tytułów ów został wygenerowany dzięki AI, jest w wielu jej momentach bardzo mocno widoczne i należy wziąć to pod uwagę, zachwycając się oprawą graficzną, teksturą i tłami. 

The Crimson Maid to gra, która niestety mnie zawiodła, i to pod wieloma względami. Prawdę powiedziawszy nie tego się po niej spodziewałam. Po pierwszym szoku spowodowanym brakiem obiecanej pełnej wersji głosowej w języku angielskim, przyszło kolejne rozczarowanie. Miałam nadzieję na lekką, pełną tajemnic i nieco mroczności opowieść z lekkimi zagadkami. A co otrzymałam? Bardzo nierówną rozgrywkę, z irytującym, wkurzającym i zniechęcającym zadaniem z układanką na drzwiach kaplicy. Zadanie dla cierpliwych, sztucznie wydłużyło moją rozgrywkę, i zbudowało frustrację, której w grze wpisującej się bardziej w styl wizualnej powieści, się nie spodziewałam.

Gdyby nie całkiem ciekawa fabuła, która choć wolno, zdecydowanie podkręciła klimat, zahaczając nie tylko o gotycki mrok, kryminał, ale i zjawiska nadprzyrodzone, gra miałaby u mnie bardzo niską ocenę, głównie za marketingowe kłamstwa i pójście twórców na łatwiznę. 

Tę niestety widać w oprawie graficznej, która i owszem, może się bardzo podobać, ale tak naprawdę stworzona została za pomocą sztucznej inteligencji, co zdecydowanie nie można przypisać grze jako jej plus. Dodatkowo moja wersja na GOG-a nie dała możliwości robienie zrzutów z ekranu bezpośrednio na platformie. 

Zastanawiałam się jaką ocenę finalnie mam dać tej ciekawej fabularnie, ale i irytującej grze przygodowej? Nie może być za nisko, bo finalnie potrafiła mnie zaciekawić. Nie może zbyt wysoko, bo jedno z zadań mówiąc kolokwialnie wyprowadziło mnie z nerwów. 

Moja ocena zatem to 6/10. 

Bardzo dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji. 

Grałam w wersję na komputery PC na GOG. 

Zalety:

  • Ciekawa fabuła;
  • Klimatyczna historia;
  • Połączenie romansu, kryminału i zjawisk nadprzyrodzonych;
  • Stale gęstniejąca atmosfera;
  • Zwroty akcji;

Wady: 

  • Brak pełnej angielskiej wersji;
  • Ładna, acz stworzona sztucznie grafika;
  • Zbyt melodramatyczne dialogi;
  • Brak ręcznego zapisu;
  • Brak polskiej wersji językowej


poniedziałek, 21 września 2026

Echoes of Mora - recenzja. Przeszłość, na którą można wpłynąć

Echoes of Mora - recenzja. Przeszłość, na którą można wpłynąć

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji narracyjno-eksploracyjnej, emocjonalnej opowieści niewielkiego, niezależnego studia, zatytułowanej Echoes of Mora. Miłej lektury!

Dziś swoją steamową premierę, także w wersji na wirtualną rzeczywistość ma przygodowa gra wpisująca się idealnie w klimat narracyjnych, emocjonalnych i przede wszystkim eksploracyjnych gier, z psychologicznym, nieco filozoficznym zarysem. Przygodówka Echoes of Mora, gra trzech kobiet z Berlina, znanych jako studio Selkies Interactive, którą miałam okazję sprawdzić dzięki ich uprzejmości, za co bardzo dziękuję, właśnie zadebiutowała. Pora zatem podzielić się z Wami jej recenzją. Serdecznie zapraszam do lektury!

Inne recenzje przygodówek znajdziecie w dziale: Recenzje i wrażenia z przygodówek 

Mówi się, że wszystko co nas czeka jest gdzieś tam zapisane, z góry ustalone, przeznaczone i właściwie nie da się tego uniknąć, a przynajmniej w jakiś sposób nieuchronnemu przeciwdziałać. Ale z drugiej strony mamy wolną wolę, my kształtujemy naszą rzeczywistość, uczynkami, wolą walki, siłą przetrwania i dokonanymi wyborami. Wielu z nas pewnie chciałoby cofnąć czas, by zapobiec złemu, by podjąć te właściwe wybory, aby z mocą pozyskanych doświadczeń i wiedzy, móc inaczej przeżyć życie, a nawet zmienić los. Wiemy, że w rzeczywistym życiu nie jest to możliwe, ale w grach możemy niemal wszystko. I właśnie o zmianie losu, o mocy wpływania na wydarzenie, o umiejętności zaglądania w przeszłość, by budować przyszłość, opowiada poruszająca, tajemnicza przygodówka Echoes of Mora, gra niewielkiego, trzyosobowego, kobiecego studia. 

Wraz z nią przenosimy się do niewielkiej, sennej wioski Valgoda. Miejsce to leży nad okrzykniętym złą sławą fioletowym jeziorem, które uznaje się za przeklęte. Mieszkańcy wspominają o tajemniczej Topielicy, i ludziach, którzy giną pod wodą. Nikt tak naprawdę nie wie gdzie przepadli. W tajemniczym miejscu, w którym mieszkańcy starają się żyć jedynie swoim życiem, i właśnie szykują się do corocznego festiwalu, żyje również Mora. Jest nastolatką próbującą trzymać się blisko grupki młodych ludzi i własnego brata o imieniu Dario.

Gdy pewnego dnia dziewczynka wchodzi na pomost, prawie z niego spadając, Dario natychmiast rusza jej na pomoc, wpadając do wody. Niedługo potem znika w odmętach przeklętego, filetowego jeziora. Przerażona Mora biegnie do rodziców, którzy o dziwo twierdzą, że chłopak wczoraj wyjechał, a to co mówi Mora jest jedynie jej urojeniem. Niewiele myśląc nastolatka postanawia poszukać go na swoją rękę, dowiedzieć się co właściwie się z nim stało, odkrywając moc cofania się w czasie, w przeszłość, którą postanawia zmienić. A przeszłość owa związana jest nie tylko z tajemnicą zniknięcia Dario, ale i z powodzią, które zatopiło Valgodę. Los chłopca i miejsca w którym żyje Mora leży zatem w jej rękach, w specjalnej mocy i woli zmian. 

Echoes of Mora to jedna z takich gier, takich przygodówek, w którą fabularnie nie należy się w recenzji zbyt głęboko zapuszczać, by nie zdradzić za wiele. Jest to bowiem tytuł, którego fragmenty opowieści poznajemy łącząc teraźniejszość z przeszłością, przechodząc od tego co jest, w to co było. 

Właściwa część rozgrywki, w której eksplorujemy, a także mierzymy się z drobnymi zadaniami, rozgrywa się w miasteczku zalanym przez wodę. Jesteśmy osobą, mającą nieograniczoną swobodę poruszania się pod wodą, którą w podwodny świat i system jego działania, wprowadza tajemniczy, eteryczny, kobiecy byt. Owa istota wyjaśnia działanie portali zwanych Echami, które dzięki przedmiotowi, bądź przedmiotom przenoszą nas w przeszłość, do świata Mory, do Valgody sprzed powodzi. 

Z początku trudno nam pojąć kim właściwie jesteśmy, jak tu trafiliśmy, gdyż gra enigmatycznie wrzuca nas w podwodną rzeczywistość, dając jedynie wskazówki w formie samouczka, niosąc ze sobą posmak poetyczności, nieco filozofii, i sporo intrygującej tajemniczości. Ma swój własny, dość charakterystyczny styl i klimat, wyróżniający ją na tle innych narracyjnych, eksploracyjnych gier, które można w jakiś sposób określić mianem symulatorów chodzenia. Ale wprawne oko fana narracyjnych opowieści odnajdzie w niej coś z takich tytułów jaki What Remains of Edith Finch, The Vanishing of Ethan Carter której poradnik/solucję znajdziecie w dziale "Moja twórczość" czy Life is Strange, z poradnikiem dostępnym na blogu. 

Porównanie do wyżej wymienionych tytułów nie jest przypadkowe, gdyż projekt ten oferuje wiele tajemnic, które charakteryzuje stopniowe ich odkrywanie. Nie ma tu nachalności, nie ma gwałtowności, nie ma presji czasu. Jest tajemnica w której stajemy się kimś w rodzaju detektywa odkrywającego przeszłość. Są motywy filozoficzne, egzystencjalne, i psychologiczne. Stajemy twarzą twarz z wyborami i decyzjami wpływającymi na zakończenie gry. Jest to bowiem tytuł, który finalnie przynosi więcej niż jedno zakończenie. Autorki tej niezależnej przygodowej opowieści nie stronią również od tematów określanych jako trudne, poruszając w swojej historii nastoletni bunt, problem relacji ojciec-córka czy bierne poddanie się woli przeznaczenia, godzenia się z losem. 

Opisywany przeze mnie przygodowy projekt nie jest grą lekką. To poruszająca historia o niegodzeniu się z przeszłością. To obraz walki nie tylko o życie ukochanej osoby, ale i stawiania czoła trudnej przeszłości. Tak naprawdę fabułę, która opowiada o zbliżającej się powodzi, nieuchronnym zniszczeniu, każdy z nas może przenieść do własnego życia, które niesie zarówno miłe, jak i trudne momenty, na które nie zawsze nie mamy wpływu. 

Echoes of Mora to również gra o supermocy, o umiejętności odnajdywania ech przeszłości, spoglądania dzięki nim w to co już się wydarzyło, odkrywania w nich sekretów, i tym samym kreowania przeszłości w zupełnie inny sposób. Stajemy się wraz z rozwojem gry kreatorem nowej rzeczywistości, która pozwoli odmienić los. 

Rozgrywka w opisywanym przeze mnie tytule toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, jednocześnie w pewien sposób ze sobą się łączących. Jak już wspominałam podróż po grze rozpoczynamy pod wodą, w całkowicie zatopionej osadzie, w której odkrywamy ślady dawnego życia, i naszą bohaterkę - Morę. Towarzyszymy jej w poznawaniu prawdy na temat wydarzeń w Valgodzie, pomagamy odnaleźć brata, a z czasem stajemy się powiernikiem, a nawet przyjacielem. To kim tak naprawdę jesteśmy nie mamy pojęcia niemal do końca rozgrywki, choć Mora nadaje nam imię i uważa za kogoś w postaci ducha. 

Fabularną podróż odbywamy w klasyczny sposób na komputerach PC, bądź na VR. Ja miałam przyjemność poznać grę w klasycznej, komputerowej formie, używając do sterowania naszą tajemniczą postacią za pomocą klawiszy WSAD, choć grę obsługiwać można również używając kontrolera. Oprócz sterowania, które pod wodą jest zwyczajnie pływaniem, w dowolnym kierunku, bez ograniczeń zamkniętych w ramach, także z możliwością wypłynięcia na powierzchnię, mamy również w grze pewne wyzwania. 

Zalana wioska nie należy do obszarów najmniejszych, i łatwo się w niej pogubić, nie bardzo wiedząc co dalej robić. Nie zostajemy jednak pozostawieni samym sobie, gdyż kierunek naszej podróży, i czynności, które po kolei musimy wykonywać, przynajmniej w większej części rozgrywki, wskazuje nam ławica połyskujących ryb. Wciskając "Q" na klawiaturze zobaczymy je płynące w danym kierunku. W ten sposób wiemy, że właśnie tam mamy się teraz udać.

Wskazanie owe dotyczyć może zarówno portali, tak zwanego Echa, które aktywowane za pomocą przedmiotu, bądź kilku rzeczy, pozwala nam odkryć część przeszłości, poznając fragment historii Mory i mieszkańców Valgody. Rybki mogą nam wskazać także poszukiwaną przez nas rzecz, często ukrytą w jakieś jamie, w koszu, bądź w innym miejscu. W grze, z małymi wyjątkami, nie jesteśmy jednak sami. Towarzyszy nam tajemnicza narratorka z teraźniejszości, ale i Mora z przeszłości. 

Choć Echoes of Mora jest grą narracyjną, którą klasyczną przygodówką "wskaż i kliknij" trudną nazwać, to mimo wszystko znajdziemy w niej typowy ekwipunek, aktywowany za pomocą klawisza "Tab", przycisku "E" oraz kółka myszy. Echa, czyli portale, które z pewnością nie przegapimy, bo połyskują filetowym światłem, musimy, jak już wspominałam, aktywować. Aby móc wkroczyć w przeszłość, musimy odnaleźć znajdującą się nad portalem rzecz. Jej zarys wskazuje wyraźnie czego mamy poszukać. Zwykle poszukiwany przez nas element leży gdzieś blisko Echa - portalu, ale bywa, również, że jest ukryty, a do jego uzyskania przyjdzie nam wykonać jakieś drobne zadanie, jak choćby ułożenie rozbitego popiersia, umieszczenie odważników na wadze czy odnalezienie kilku przedmiotów, i umieszczenie ich w odpowiednich miejscach. 

Nie jest to rozgrywka stawiająca na wielkie umysłowe wyzwania. Zadania jakie postawiono przed nami mają być dodatkiem do opowieści, elementem większej narracyjnej układanki, która koncentruje się na emocjach, psychologii, ale i na moralnych wyborach. To intrygująca, i prawdę powiedziawszy do końca bardzo zagadkowa gra, zachęcająca do odkrycia jej na nowo, z nowym, innym jej zakończeniem.

Echoes of Mora również pod względem graficznym zdecydowanie się wyróżnia, oferując grającym obrazy znacząco się od siebie różniące. W rzeczywistości widzimy świat w pełnym 3D, mając przed sobą obraz dłoni protagonisty, który pływając eksploruje zalaną wioskę. Odwiedzany teren jest rozległy, z zatopionymi drzewami, domami do których przez okna możemy zaglądać, pozostawionymi przedmiotami, a nawet zalanym targiem. Jak już nadmieniłam eksploracja w niczym nas nie ogranicza, no może poza tym, że wypłynąwszy poza taflę wody, do brzegu raczej nie dopłyniemy. Nie mniej jednak zalana Valgoda ma swój wodny urok, swoją smutną, melancholijną przeszłość, ubarwioną błyszczącymi portalami, połyskującymi w wodzie rybami, czy tam i ówdzie palącymi się latarniami. 

Zgoła inaczej graficznie prezentuje się przeszłość, w którą wnikamy poprzez portale. Tu widzimy świat jakby mnie trójwymiarowy, bardziej malowany, niewyraźny, niedokończony. Również niewyraźne, niczym echa, eteryczne są postaci, które podczas rozgrywki spotykamy. Wszystkie, łącznie z Morą, stworzone są z wielu połyskujących kropek, jedynie z zarysem kształtu, bez wyraźnych rysów twarzy, sylwetki. Są jak niewyraźna przeszłość, która rozmywa się z czasem w naszych wspomnieniach, staje się niewyraźna, jak sny, w których słyszymy, ale nie widzimy, wiemy, ale zbudować obrazu śnionej postaci nie jesteśmy w stanie. 

Połączenie graficznej formy, każda w zupełnie różnym stylu, daje ciekawy efekt, świetnie wpisujący się czasami mroczny, nieco surrealistyczny, ale przede wszystkim tajemniczy klimat, jakim przesiąknięta jest ta historia. 

Klimatu zagadkowości, i pewnej surowości, dodaje również całkiem klimatyczna ścieżka dźwiękowa, które niesie opowieść dźwiękami otoczenia, zarówno tego podwodnego, jak i tego sprzed powodzi. Kreowana jest również przez urokliwą ścieżkę muzyczną, której towarzyszą dźwięki skrzypiec, nastrojowe, intrygujące, przejmujące, czasami wywołujące pewien dreszczyk emocji. 

Echoes of Mora choć jest grą pełną skupienia, często stawiającą na rodzaj samotności i nostalgii, jest również, mimo jej niezależności, tytułem dostępnym w pełnej angielskiej wersji językowej, która jest w grze zdecydowanie na wysokim poziomie. Choć postać w którą się tak naprawdę wcielamy jest cicha, to wokół nas cicho zdecydowanie nie jest. Na pierwszy plan narracyjny jeśli chodzi o grową gadaninę wysuwa się oczywiście Mora. Aktorka, która wcieliła się głosowo w jej postać, doskonale zbudowała buntowniczy charakter dziewczynki. Jej tembr głosu, wyrażane podczas dialogów emocje i przyjemna barwa głosu, pozwalają dośc szybko poczuć z tym poszukującym prawdy dzieckiem, swoistą więź.

Nie tylko Mora brzmi dobrze pod względem językowej, angielskiej lokalizacji. Tak naprawdę każda mniej czy bardziej ważna postać odegrana jest w należyty, przemyślany, i bardzo ludzki sposób. 

Ale gra ma jeszcze jedną, szczególnie ważną dla Polaków zaletę. Dostępna jest z polskimi napisami. Choć w kilku miejscach pojawiają się drobne błędy, cieszy niezmiernie że niewielkie, przypominam składające się z trzech osób studio, zdecydowało się na wprowadzenie do swojej gry także polskiej lokalizacji językowej. Za to oczywiście stawiam wielkiego plusa. 

Grając w Echoes of Mora można wyłapać również drobne niedociągnięcia, pewne rozgrywkowe niegodności. Są one zwykle związane z używaniem przedmiotów, które nie zawsze chcą z nami współpracować. Zdarzyło się również w mojej wersji gry wyłapać zbyt szybko znikających dialogowy tekst. 

Podsumowując, Echoes of Mora to niezależna, stworzona przez trzyosobowy, kobiecy zespół, narracyjna przygodówka, w której czas i pośpiech nie jest istotny, a której nadrzędnym elementem i tym co popycha opowieść do przodu, jest eksploracja i z wolna, stopniowo odkrywana fabuła. To ciekawe połączenie teraźniejszości z przeszłością, w równie intrygującej oprawie graficznej. 

To przygodowy projekt dla tych graczy, którzy lubują się w eksploracji, nie obce są im psychologiczne przygodówki, z sekretami, dozą zabawy w detektywa, z jednoczesnym filozoficznym klimatem. Nie znajdziemy tu akcji, ni pośpiechu. Nie będziemy mierzyć się z wymagającymi zagadkami, nie poćwiczymy szarych komórek w umysłowych zadaniach. Pchani prostymi zagadkami mającymi na celu odkrywanie kolejnych fragmentów fabularnej łamigłówki, staniemy się częścią przejmującej opowieści o pozornie nieuniknionym.

Echoes of Mora to historia o życiu, przemijaniu, tęsknocie, o przeszłości i przyszłości. To melancholijna historia walki o lepsze jutro, dążenia do zmian, budowanie nowego, lepszego jutra, pokonywania trudności. To gra, która poprzez dokonane wybory doprowadzi nas do więcej niż jednego jej zakończenia, zachęcająca do poznania tej dość krótkiej historii po raz kolejny. 

Recenzowana przygodówka może pochwalić się również bardzo dobrą angielską wersją głosową, i równie dobrą ścieżką muzyczną. Tym co mnie osobiście najbardziej cieszy, i myślę, że także moich Rodaków, jest to, iż ten niewielki przygodowy tytuł, posiada również polską wersją językową, w formie napisów. 

Gra nie uniknęła drobnych niedociągnięć, szczególnie interfejsowych, najczęściej dotyczących używania przedmiotów, i drobnych potknięć technicznych, z którymi twórczynie z pewnością sobie poradzą. Nie mniej jednak Echoes of Mora jest według mnie przygodówką godną polecenia, szczególnie jeśli lubicie klimat narracyjnych i eksploracyjnych symulatorów chodzenia, w których istotą nie są wyzwania przygodowe, a przejmująca, zagadkowa....., aż do końca, fabuła. 

Moja ocena 7.5/10

Serdecznie dziękuję Selkies Interactive za udostępnienie gry do recenzji.

Grałam w wersję na komputery PC - Steam.

Zalety:

  • Wciągająca fabuła;
  • Klimat przygodówki;
  • Połączenie teraźniejszości z przeszłością;
  • Narracyjny styl opowieści;
  • Psychologiczne przesłania;
  • Więcej niż jedno zakończenie;
  • Dobra angielska wersja językowa;
  • Polskie napisy;
  • Miła dla ucha ścieżka dźwiękowa;
  • Ciekawa grafika

Wady:

  • Mimo wszystko dość krótka;
  • Problemy z używaniem przedmiotów;
  • Dla niektórych może być zbyt łatwa

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 - recenzja. Lars i Alice ponownie w akcji

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 - recenzja. Lars i Alice ponownie w akcji

 

Serdecznie zachęcam do przeczytania recenzji sequela wydanej w 2020 roku gry The Hand of Glory. Klasyczna przygodówka Roots in the Sky - The Hand of Glory 2, mająca dziś swoją premierę została przeze mnie oceniona. Sprawdźcie czy warto ją poznać! 

The Hand of Glory poznałam pisząc wtedy w zupełnie innym miejscu, na zupełnie innej stronie, mając jednak za sobą już wiele lat doświadczeń w przygodowym, ulubionym...., i co tu kryć, najczęściej ogrywanym przeze mnie gatunku. Przed wydaniem tegoż tytułu, który doczekał się premiery podzielonej na dwie części, miałam okazji sprawdzić jego demo, dzieląc się wrażeniami, a później napisać recenzję, do której link znajdziecie w dziale "Moja twórczość". Opowieść, która zakończyła się stawiającym więcej pytań niż odpowiedzi finałem, na szczęścia miała być kontynuowana, co bardzo mnie, ale i zapewne nie tylko mnie, ucieszyło. Poznałam ją już w zupełnie innym miejscu mojego przygodówkowego życia, tym razem na własnym blogu, na którym właśnie jesteście, i to za sprawą twórców, którzy zechcieli udostępnić mi klucz do gry, za co oczywiście w tym miejsce serdecznie im dziękuję. Roots in the Sky - The Hand of Glory 2, gra będąca sequelem wspomnianej wyżej produkcji zajęła mi sporo wieczorów, pozwalając zagłębić się w opowieść z klimatem, tajemnicą i zagadkami które zdecydowanie nie należały do banalnych. Oto jej recenzja! 

Inne przykładowe recenzje dostępne na moim blogu:

Fabuła - nadprzyrodzone tajemnice, spisek i wiele więcej....

Wspominałam we wstępie, co grający w The Hand of Glory doskonale wiedzą, że ta zakończyła się finałem, który nie dawał graczom odpowiedzi, a wręcz postawił przed nimi wielki znak zapytania i dozę niepokoju o nieco ekscentrycznego, egzaltowanego protagonistę, detektywa Larsa. Uwikłany w tajemnice, które postawiły na jego drodze nie tylko sympatyczną, jak i inteligentną Alice Sharp, ale i wplątały go w pełną niebezpieczeństw przygodę, stał się celem, i by przeżyć, musiał stać się niewidzialny.

Schowany przez długich pięć lat w ukryciu, unikający kamer monitoringu, organów ścigania, sekty polującej na jego życie, ale również przyjaciół, Lazarus "Lars" Bundy, były detektyw z Miami, odnajduje schronienie we Włoszech, w Rzymie, pracując dla agencji bezpieczeństwa, wspierany przez towarzysza o imieniu Malcolm. Lars próbuje wieść spokojne, i nie pozwalające się znaleźć życie, z dala od wszystkiego co niegdyś znał, lubił i szanował. Jedynym co wciąż łączy go z jego dawnym "ja" jest nieodzowny kapelusz oraz szalik i rękawiczki w krwiście czerwonym kolorze. 

Niestety szybko okazuje się, że przeszłość zaczyna naszemu byłemu detektywowi deptać po palcach dając o sobie boleśnie znać pewnego dnia na placu przed wieżą z zegarem, gdzie zastrzelony przez snajpera zostaje jeden z jego klientów. Gdy ten leży na ziemi, zupełnie martwy, Lars zdaje sobie sprawę, że jedynym sposobem, by przeszłość nie złapała go w swoje sidła, jest zajęcie się sprawą zabójstwa jego klienta, zanim zrobią to ograny ścigania. Postanawia zatem powrócić do roli detektywa, i po cichu, niemal niezauważalnie, znaleźć sprawcę i postawić go przed wymiarem sprawiedliwości. 

I tak, pragnąc rozwiązać zagadkę bezsensowej zbrodni, Bundy wciągnięty zostaje w zagadkową podróż pełną mylących tropów, i znaków zapytania. Wkracza na drogę detektywistycznego śledztwa, w którym u boku dawnej sojuszniczki, i obecnego towarzysza i przyjaciela, toczy swoje śledztwo w Rzymie, Jordanii, Indiach a nawet Japonii. Po raz kolejny kieruje się ścieżką wypełnioną mistycyzmem, nadprzyrodzoną tajemnicą, a nawet międzynarodowym spiskiem.... i sekretem, który próbował schować na samym dnie swojej podświadomości. 

Tym więcej, o którym wspominam w akapicie, jest w przypadku Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 ponowne wejście w buty nie tylko naszego ochroniarza/detektywa Lazarusa Bundy'ego, ale i powrót Alice Sharp, która choć niezbyt zadowolona oszustem swego dawnego przyjaciela, mimo pewnej względem jego animozji, powraca by pomóc mu w odkryciu sprawcy. Tym razem jest już pełnoprawną panią detektyw, wykorzystującą kinezykę, czyli zdolność obserwacji mimiki i gestów osób przesłuchiwanych, ale i zdobyczy technologicznych i całkiem sprawnego przeszukiwania baz danych. 

Fabularna opowieść sięgająca tajemnicy tak starożytnej, że niemal niemożliwej, uderza ponownie w znane, i jakże lubiane tony mistycyzmu, serwując graczom nadprzyrodzone tajemnice, mnóstwo wciągającej zagadkowości i klimatu rodem z opowieści z serii Broken Sword i Gabriela Knighta. Gracz w swojej fabularnej wycieczce, misternie plecionej nie tylko dialogami, ale i zgrabnie wplecionymi w fabułę zagadkami, stanie oko w oko z tradycją, początkami świata, ale i kulturą innych narodów, w tym odwiedzanymi podczas rozgrywki Indiami. W nowej odsłonie serii legendy, mity, religia i wierzenia splatają się w przedziwnym, ale jakże intrygującym tańcu, który wiedzie gracza od Rzymu we Włoszech, przez Jordanię, poprzez Indie, aż do Japonii. 

Muszę wspomnieć również, że twórcy, czyli Madit Entertainment / Daring Touch / Meangrip Game Studio, na czele z autorem serii Stefano Rossitto nie zapomnieli o pewnej dozie dziwaczności i zabawnej egzaltacji Lazarura, wracając w przeszłość naszego bohatera, do jego dzieciństwa. Początkowy fragment gry pozwala zrozumieć stosunek Larsa do pracy detektywa oraz spojrzeć bardziej łagodnym okiem na jego styl ubierania. Dowiemy się skąd wziął się ten ekscentryczny, nieco komiczny, a już z pewnością staromodny styl Lazarusa, który pozwala on nim myśleć bardziej jako o cyrkowym iluzjoniście, niż o niezwykle dociekliwym, gotowym na wszystko detektywie. W tej odsłonie dzięki retrospekcji w to coś już było, nie tylko poznamy Larsa na poziomie fizycznym, osobowym, ale i psychicznym. W kontynuacji tej przygodowej historii nabiera on większej autentyczności, wciąż zachowując własne spojrzenia nie świat i dorosłą, ale ciągle po trosze dziecięcą osobowość. 

Znane z pierwszej części postaci zmieniają się, dorastają, trochę poważnieją, choć Lars ponownie robi przedziwne, nieco dziecinne, mało poważne miny. Pojawiają się osoby już widziane i zupełnie nowe, w tym antagoniści, z własną przeszłością, o której gra nie zapomina nam więcej opowiedzieć. 

Klasyka przygodowa, sterowanie, rozgrywka, growa grywalność 

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 to przygodówka, podobnie jak jej poprzedniczka w klasycznym stylu "wskaż i kliknij", ze sterowaniem za pomocą komputerowej myszy, ale i także kontrola, co pozwala graczom na poznawanie fabuły w bardziej wygodnym, "fotelowym" stylu. Do dyspozycji mamy klasyczne, interfejsowe ikony, takie jak "usta" pozwalające na przeprowadzenie rozmowy; "oko" dzięki któremu możemy miejsce, przedmiot czy osobę obejrzeć oraz ikonę "dłoni", dzięki której potrzebą nam rzeczy możemy podnieść i zabrać. Takowy przedmiot trafia do klasycznego ekwipunku, zlokalizowanego na górze. Aktywowany jest poprzez kliknięcie na obraz plecaka, w górnym, lewym rogu ekranu. Podczas rozgrywki growy inwentarz wypełniony zostaje sporą ilością przedmiotów, które możemy ze sobą połączyć, obejrzeć, słuchając przy tym o nich odpowiedni komentarz, a także odpowiednio je użyć. 

Oprócz zbioru rzeczy, które w tej bardzo liniowej grze, w której wykonamy czynność tylko w określonym z góry czasie, co sprawia, że będziemy musieli wracać się do wcześniej nie zabrany (bo nie możemy) przedmiot, do dyspozycji gracz będzie miał również notatnik. W nim zawarte zostały informacje istotne do posunięcia rozgrywki do przodu, a także ważne cele. Ich wykonanie eliminuje wpis z dzienniku Larsa. 

Wspomniałam, że w grze kierować będziemy dwiema grywalnymi postaciami, zarówno Larsem, jak i Alice. O ile pierwszy z detektywów stawia na tradycje i na notatki pisane ręcznie, o tyle Alice posługiwać będzie się elektronicznym narzędziem, czyli telefonem. 

Twórcy wbudowali w rozgrywkę system podświetlania interaktywnych miejsc, ale i ręczne zapisywanie rozgrywki. Trzeba tu jednak wspomnieć, że slotów na zapisy jest nieograniczona ilość, a rozgrywkę zapiszemy w każdym momencie, dosłownie w każdym, nawet podczas mierzenia się z zagadką. Jest to szczególnie przydatne w zadaniach bardziej złożonych, wieloetapowych. Wyjście z takiego etapu, które następuje tylko poprzez pełne wyjście z rozgrywki, sprawia, że nie utracimy osiągniętych w grze postępów. Możliwość savy'ów w każdym momencie, w dobie przygodówek z zapisem automatycznym, piszę grze na wielki, wielki plus. 

Drobnym minusem rozgrywkowej i grywalnej sfery Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 jest pewna powolność Lars, ale i Alice. Postaci poruszają się nad wyraz wolno, nie biegną i choć dwuklik w grze występuję, przyspieszenie naszych detektywów raczej nie istnieje. 

Trzeba również zaznaczyć, że w grze, która jest klasyczną przygodówką bez walki, elementów zręcznościowych i przemocy, jednak można zginąć. Czasami rozgrywka stawia zatem na szybszą reakcję gracza. Nie podjęcia działania w porę owocuje koniecznością powtarzania pewnej czynności. Motyw śmierci bohatera nie jest niczym dziwnym w klasycznej przygodówce, nie jest żadnym nowym. Mieliśmy już okazję odczuwać na własnej skórze zgon protagonisty między innymi w kultowym już Black Mirror, którego recenzję i poradnik/solucję znajdziecie na moim blogu. Muszę jednak wspomnieć, że sceny śmierci można wyłączyć w opcjach gry. 

Zagadki i zadania - zdecydowanie trudniej niż w pierwszej odsłonie serii

Recenzowana przeze mnie produkcja jest typową przygodówką, nawiązującą mocno do swojej poprzedniczki, pozwalającą znającym serię graczom spotkać znane im postaci, i zmierzyć się ze znaną mechaniką. Możemy cieszyć się podobnym klimatem, dozą pewnego nadprzyrodzonego mroku i dawkę lekkiego humoru. W tej grze nie brakuje również zagadek, zadań i minigier, w tym jednej którą na szczęście można pominąć 

Jak na tradycyjną przygodówkę przystało mierzyć się będziemy z eksploracją, po bardzo różnych, klimatycznych, i szczegółowych lokacjach. Poprowadzimy liczne dialogi, z równie licznymi postaciami. Linie dialogowe nie tylko pozwolą dowiedzieć się więcej, ale i pchną fabułę do przodu. Niejednokrotnie tylko dzięki rozmowom będziemy mogli prowadzić rozgrywkę dalej, czasami dzięki temu otrzymamy możliwość zabrania przedmiotu, który wcześniej wziąć niestety nie mogliśmy. Jest to bowiem przygodówka w bardzo liniowym klimacie, w której często wracać będziemy się do już odwiedzanych lokacji, po już wcześniej oglądany przedmiot. 

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 żyje nie tylko eksploracją i gadaniną, choć takowej jest sporo, ale i sprytnie wplecionymi w fabułę zadaniami czy zagadkami logicznymi. Lwia część rozgrywki to oczywiście zagadki przedmiotowe, podczas których zabraną rzecz łączymy z inną, bądź od razu używamy w danej lokacji, na danym przedmiocie, bądź osobie. 

Cechą charakterystyczną całej serii, również i recenzowanej przeze mnie gry, są oczywiście zagadki logiczne, które w tej odsłonie weszły zdecydowanie na wyższy poziom. Przed graczami nie tylko sporo zadań, nastawionych na logikę, spostrzegawczość, dedukcję i wyciąganie wniosków. Zadanie postawione przed nami są wyjątkowej treści, pomysłowe, różnorodne i często nie widziane w innych produkcjach z przygodowego gatunku. 

Choć nie należą do najłatwiejszych, a potrafią poruszyć nasze szare komórki, to celem twórcy nie było jednak blokowanie gracza na długo. Każdą z zagadek, która wymaga często złożonych i wieloetapowych zadań, ma swoje logiczne uzasadnienie, a do jej rozwiązania będziemy używać zebranych wcześniej wskazówek, przeczytanych książek, czy notatek. Do wykonania będziemy mieli wiele rzeczy, cele będą się mnożyć, a nasz notatnik zapełniać. Będzie dynamicznie, szybko i zadaniowo, a dla chętnych wydłużenia rozgrywki i dłuższego kombinowania, czeka mnóstwo osiągnięć. Tych na Steam jest kilkadziesiąt. Odnalezienie ich wszystkich nie tylko wydłuży rozgrywkę, ale zachęci do większego manewrowania, nie tylko z przedmiotami. 

Grając dwoma bohaterami, jednym ekscentrycznym, pełnym ekspresji, ale jednak tradycjonalistą, jakim jest Lars, skupiać się będziemy na klasyce detektywistycznej, w tym typowych, ręcznych notatkach. Wcielając się w postać Alice posłużymy się wynalazkiem technologicznym, pozwalając sobie także na dość częste wykorzystanie umiejętności naszej detektywki czyli kinezykę. Podczas rozgrywki zajmiemy się zadaniem przypominającym połączenie minigry z logiczną dedukcją. Podobnie jak w pierwszej odsłonie serii, tak i w tej za pomocą obserwacji mimiki i gestów przesłuchiwanej postaci, będziemy w stanie wyciągnąć wnioski, a następnie złożyć je w twierdzenie, ujawniając prawdziwe intencje osoby, z którą rozmawiamy. Również i to zadanie można sobie nieco ułatwić, dokonując tego w menu opcji gry. 

Jest i ciekawy, dodatkowy element eksploracyjny, jakim jest zbieranie pojawiających się w grze gazet, w których znajdziemy przeróżne informacje ze świata podkultury, w tym także przygodowej. Jest i, podobnie jak w pierwszej części serii, polski akcent. W jednej z gazet przeczytamy o księdzu Maksymilianie Kolbe. 

Oprawa graficzna - rysunkowa, bardziej wyrazista kreska, z urokliwymi animacjami 

Serię o przygodach Larsa i Alice charakteryzuje klasyka przygodowa, a jej twórca nie zaprzecza, że jego gry inspirowane są Broken Sword. Dlatego też zarówno The Hand of Glory, jak i Roots in the Sky to gry wykonane w ręcznie rysowanym, dwuwymiarowym stylu. Ta rysunkowość nie tylko przywołuje na myśl grową inspirację, ale i bardzo pasuje do klimatu tejże opowieści, skutecznie podbijając dwuwymiarowością charakter i styl tej fabularnej przygodowej historii. 

Od premiery pierwszej części minęło sześć lat, a upływ czasu zmienił nie tylko naszych bohaterów (choć w grze minęło nie sześć, a pięć lat), ale również podrasował nieco grafikę. Choć recenzowany przeze mnie tytuł zachował ręcznie malowany styl, to kreska w porównaniu do "jedynki" stała się pewniejsza, bardziej wyrazista, powiedziałabym pewniejsza samej siebie. Tła nabrały większej głębi, lokacje, a odkrywamy w grze ponad pięćdziesiąt miejscówek, przesiąknięte zostały wszelkimi kolorami tęczy. Barw w grze jest tak wiele, a miejscówki są tak szczegółowe, że zdecydowanie można się w nich zatracić, co mogłoby doprowadzić do przedmiotowego pogubienia. To jednak nam nie grozi, gdyż jak wspominałam wyżej, do rozgrywki wbudowano system podświetlania hotspotów. 

Tym co jednak najbardziej przyciąga wzrok, tym co może zachwycać i fascynować, są zdecydowanie animacje. W przeciwieństwie do części pierwszej, cutscenek jest dużo więcej, a ich jakość mówiąc kolokwialnie, wywindowała w górę. Liczne przerywniki filmowe przywołują na myśl nie grę przygodową, a urokliwą animację. Postaci wyglądają w nich zjawiskowo, płynnie, przepięknie. To właśnie animowane chwile tej gry napędzają jej klimat, pobudzając fabułę i napędzając atmosferą. Są zwyczajnie urokliwe i jest ich naprawdę dużo. 

Muzyka, dźwięk i angielska wersja językowa - Lars wraca z głosem znanym z poprzedniczki 

Budulcem przygodowej, pełnej zwrotów akcji, motorem napędowym życia tej przygodówki jest również jej ścieżka muzyczna. By liczne lokacje, które przyjdzie nam w tym tytule odwiedzać ożyły, by stały się fabularną częścią większej całości, pokuszono się o stworzenie ścieżki dźwiękowej, która jest równie różnorodna, jak różnorodnie wypadają zagadki i zadania. Z racji na to, że odwiedzamy kilka stron świata, podróżując do miejsc o zupełnie innej kulturze i obyczajach, muzyka i dźwięki nas otaczające podążają za naszymi zmianami. Muzycznie gra dopasowuje się do lokacji, co skutecznie podkręca atmosferę, buduje napięcie, pozwala na zadumę, zatrzymanie się nad zadaniem, a także przybliża charakter miejsca, które odwiedzamy. Choć muzykę stworzył ponownie Carlos Leal Valladares, to wyraźnie miał w nowej odsłonie tegoż przygodowego cyklu dużo więcej pracy. A efekt jego muzycznych kompozycji jest wyraźnie odczuwalny, a raczej słyszalny, i bardzo satysfakcjonujący, nie tylko dla naszych uszu, a i growych wrażeń. 

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 to po raz kolejny gra dostępna z pełnym angielskim dubbingiem, z napisami po angielsku, włosku i niemiecku. Powracają znane postaci, powraca i głos Larsa, wraz z niską barwą głosu Matthew Curtisa, który swoim aktorstwem nadaje postaci uroku, powagi, ale i dozy pozytywnej "głupotky". Styl wypowiadania się, przemyślenia wpisujące się w klimat "Brokenów", i jakże spokojny, i momentami szalenie egzaltowany krzyk Lazarusa, są jednocześnie wizytówką naszego detektywa, ale i mocno osadzają się, i kojarzą ze wspomnianym aktorem. Śmiem sądzić, że większość z nas nie wyobraża sobie innego aktora w tej właśnie roli. 

I choć w roli Alice Sharp słyszymy już inną aktorkę, czyli Morgan Taylor, barwa jej głosu jest nieco zbliżona do tej słyszanej w pierwszej odsłonie cyku, i równie poprawna, to chemia między postaciami została zachowana. W myśl zasady, że przeciwieństwa się przyciągają, a para mężczyzna - kobieta w roli protagonistów w grach przygodowych jest dobrym pomysłem, z wielką przyjemnością śledzi się ich przyjaźń, ich zaangażowanie, a nawet lekkie docinki i wzajemne pogaduszki. Miło jest powrócić do znanego, utrzymanego na wysokim "C" poziomu zależności między tymi dwoma, jakże różnymi od siebie osobami. 

I tylko wielka szkoda, że podobnie jak pierwszy tytuł z serii, tak i ta przygodówka nie jest dostępna z polskimi napisami, co często przeszkadza w wyłapaniu złożoności relacji między Larsem a Alice. Bez znajomości języka angielskiego, bądź jednego z dwóch pozostałych językowych tłumaczeń, granie w ten tytuł może stać się uciążliwe, i zdecydowanie trudniejsze. Dzieje się to za sprawą ogromnej ilości nie tylko dialogów, ale tekstów pisanych, często wykorzystywanych w zadaniach i zagadkach logicznych. Brak polskiej lokalizacji z pewnością zniechęci wielu moich Rodaków do zagrania w ten tytuł, szczególnie w dniu jego premiery. 

Podsumowanie recenzji - długo, ciekawie, klasycznie i z mnóstwem intrygujących zagadek

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 to jedna z tych gier przygodowych, która obala twierdzenie, że czas przygodówek minął, że ten skupiony na fabule i główkowaniu gatunek umarł śmiercią naturalną. Kontynuacja opowieści o detektywie w kapeluszu, czerwonym szaliku i krwisto czerwonych rękawiczkach jest potwierdzeniem, że gatunek ów ma się bardzo dobrze, ale przeszedł swoistą ewolucję od gier tworzonych przez wielkie i znane studia, w opowieści za które wzięli się niezależni twórcy, robiąc wcale nie rzadko z niewielkiego projektu, grę rozbudowaną, niezwykle ciekawą i pełną zagadek.

Recenzowana przeze mnie gra jest jednocześnie kontynuacją The Hand of Glory, jak i zupełnie nową opowieścią, pozwalająca na poznanie historii bez znajomości "jedynki", ale dająca graczom obeznanym z poprzedniczką wiele fabularnej, rzekłabym postaciowej frajdy. Poczują się w niej dobrze nie tylko osoby mające ze sobą wspomnianą grę z roku 2020, ale i gracze, którzy w świat Lazarusa "Larsa" Bundy'ego i jego towarzyszki Alice Sharp wkroczyli po raz pierwszy. Mimo nieznajomości pierwszej części z serii, mimo pewnych pojawiających się nawiązań i postaci, które już widzieliśmy, nowy gracz nie poczuje się w opowieści pogubiony, gdyż ta opowie mu zupełnie inną fabularną historię, z podobnym lekkim humorem, tą samą chemię między bohaterami, klimatem i dozą tajemnicy wymieszanej z elementami nadprzyrodzonymi i spiskiem sięgającym początków Ziemi. 

Sequel docenionej przygodówki, który zebrał większość pozytywnych ocen to po raz kolejny przygodowa klasyka w pełnym tego wymiarze, z eksploracją, mnóstwem dialogów, zagadkami przedmiotowymi i wieloma zadaniami logicznymi. Przygodowy tytuł nie należący do najłatwiejszych, stawiający często na zadania wieloetapowe, złożone, zachęcający do bacznej obserwacji otoczenia, pobudzający spostrzegawczość i logiczne myślenie, nie pozwali się nam nudzić. Gra zdecydowanie trudniejsza i bardziej złożony niż jej poprzedniczka, została jednak stworzona tak, by do danej zagadki jaka nas tu czeka, znaleźć podpowiedź, rozwiązanie czy wskazówkę. Nie jest łatwo, i owszem, ale nie aż tak, by zatrzymać się w grze zdecydowanie za długo. Muszę też zaznaczyć, że każde postawione przed nami zadanie zostało płynnie wplecione w fabułę.

To właśnie wątek fabularny, gry czerpiącej inspirację z doskonałej serii Broken Sword orz Gabriel Knight stanowi o wartości tej przygodówki, która wciąga od początku, trzymając poziom aż do finału, który mam nadzieję daje nam furtkę do kolejnych opowieści o Larsie i Alice. 

Cieszy typowa, pozbawiona elementów zręcznościowych i walki rozgrywka, z możliwością ręcznego zapisywania gry w każdym, dosłownie każdym momencie, nawet podczas mierzenia się z zadaniem logicznym, w jego trakcie. W czasach kiedy przygodówki odchodzą od klasycznego, dowolnego zapisu do formy automatycznego zapamiętywania rozgrywki, bądź ograniczają ilość zapisów do określonych z góry slotów, taka możliwość jest wielkim plusem, i dużym zrozumiem dla fanów przygodowego gatunku, którzy chętnie powracają do już ogranych, wcześniejszych momentów rozgrywki. Możliwość zapisywanie postępów także w trakcie wieloetapowej zagadki logicznej, jest czymś, co w przygodówkach, szczególnie obecnych, nie zdarza się często. 

Nie sposób nie pochwalić również uroczej oprawy graficznej, w ulubionym przeze mnie rysunkowym stylu. Gracze, którzy znają pierwszą część owej serii, przekonają się na własne oczy, że produkcja owa stała się nie tylko ładniejsza i pełniejsza graficznie, ale zyskała również niesamowicie prezentujące się animacje. Muszę przyznać, że cut-scenki, których w omawianym przeze mnie tytule nie brakuje, są przepiękne, wyglądając nie jak typowa przygodówka, a animowany film wysokiej jakości.

Na plus również możliwość eksplorowania dwiema grywalnymi postaciami kilku miejsc świata, poznawania kultury, religii i wierzeń oraz możliwość uczestniczenia w przygodówce dostępnej ze świetnym dubbingiem, w którym po raz kolejny powraca w roli Larsa aktor znany z poprzedniej produkcji, który nadaje grze atmosfery bliskiej miłośnikom serii, której bohaterem jest George Stobbart i Nico Collard. 

Choć Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 jest moim zdaniem tytułem lepszym, bardziej rozbudowanym, trudniejszym i równie, a może nawet bardziej klimatycznym niż jego growa poprzedniczka, wciąż brakuje mu najważniejszego, oczywiście z punktu widzenia Polski - rodzimej wersji językowej. Gra, która niewątpliwie przyciąga swoim klimatem miłośników przygodowej klasyki, może wielu polskich graczy zniechęcać brakiem polskiej językowej lokalizacji. Opowieść bazująca na sporej ilości tekstu, także w zadaniach logicznych skierowana jest raczej do graczy znających język angielski, przynajmniej na średnim poziomie. W przeciwnym wypadku przyjdzie ślęczeć nad grą ze słownikiem, bądź translatorem, co niestety zaburzy płynność rozgrywki i jej grywalność, która jest również jedną z mocniejszych atutów tego tytułu. 

Nie mniej jednak recenzowana przeze mnie gra to dowód, że przygodówki mają się dobrze, że projekt stworzony przez fanów przygodówek dla miłośników takiego growego gatunku, nie może się nie udać. Wciągająca fabuła, lekki humor, fajne zagadki, dobra grywalność, długość gry, piękne animacje, różnorodne lokacje i intrygujące postaci. Wszystko to tworzy spójną, intrygującą opowieść, która klimatem i tajemniczością zjednuje sobie graczy. Serdecznie ją polecam, bo zapewniam, że warto, przy okazji zachęcając, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, do poznania również jej poprzedniczki! 

Moja ocena 9/10. 

Bardzo serdecznie dziękuję Madit Entertaiment / Daring Touch / Meangrip Game Studio za udostępnienie gry do recenzji.

Grałam w wersję na komputery PC, na platformie Steam. 

Zalety:

  • Wciągająca fabuła;
  • Klimat klasycznych przygodówek;
  • Przygodowa podróż pełna zwrotów akcji;
  • Pozytywna chemia między bohaterami;
  • Satysfakcjonująca długość gry;
  • Mnóstwa zagadek i zadań;
  • Klimatyczna ścieżka dźwiękowa;
  • Bardzo dobry angielski dubbing;
  • Miła dla oka grafika;
  • Prześliczne i liczne animacje;
  • Udana kontynuacja serii;
  • Dobra grywalność;
  • Ręczny zapis (w każdym momencie);

Wady:

  • Brak polskiej wersji językowej;
  • Bohater nie biega;
  • Dla niektórych graczy może być zbyt trudna