Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przygodówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przygodówki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2026

Tangle Tower - recenzja. Detektyw Grimoire ponownie w akcji, i już nie sam

Tangle Tower - recenzja. Detektyw Grimoire ponownie w akcji, i już nie sam

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji przygodowej gry "wskaż i kliknij", w detektywistycznym stylu, kontynuacji przygód detektywa Grimoire, który tym razem nie działa już sam. Oto co myślę o grze Tangle Tower!

Może nie powinnam się przyznawać, ale przygodówki z detektywem Grimoire do tej pory, czemu się dziwię, jakoś umknęły mojej uwadze. Natknąwszy się na demo trzeciej już, pełnoprawnej, a właściwie czwartej opowieści z tej serii, i ograniu i opisaniu wrażeń z demo The Mermaid Mask, stwierdziłam, że muszę się przyjrzeć tej serii i sprawdzić na własnej skórze, co ma mi do zaoferowania. Postanowiłam to zrobić, bo fragment najnowszej odsłony, która ma mieć premierę tego lata, pobudził moje przygodowe ją zainteresowanie. I tak nabyłam zarówno pierwszą, czyli tak naprawdę drugą grę tegoż studia (pierwsza była grą flashową, bezpłatną), dzieląc się z Wami recenzję Detective Grimoire oraz drugą (czytaj trzecią), zatytułowaną Tangle Tower. Czas zatem najwyższy podzielić się przemyśleniami na temat kolejnej gry z tegoż cyklu, nowego śledztwa, z którym zmierzył się detektyw Grimoire, tym razem w uroczym towarzystwie.

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

Pora na słowo wstępu - wprowadzenie do fabuły

Tangle Tower jest drugą pełnoprawną przygodówką o przygodach detektywa Grimoire, grą, która tak naprawdę jest trzecią odsłoną serii. Przy okazji recenzji Detektyw Grimoire wspominałam, że ów cykl przygodowy miał swoją premierę jako darmowa gra flashowa. Twórcy, a jest to opowieść stworzona przez dwóch braci, znanych jako SFB Games, w roku 2014 wydali pierwszą komercyjną przygodówkę, której bohaterem był wspomniany detektyw, w której mogliśmy po raz poznać Sally.

Wspominam o tym nie bez powodu, bowiem w wydanej pięć lat później grze, której tytuł nosi Tangle Tower owa zielonowłosa bohaterka ponownie się pojawia. Tym razem nie jest jedynie postacią w grze, a partnerem w śledztwie, pełnoprawną protagonistką, która w śledztwie, jakie w grze prowadzimy, ma swoje zdanie, przemyślenia i spostrzeżenia. 

Cieszy mnie fakt dodania do rozgrywki właśnie Sally, bo jest postacią niezwykle ważną i ciekawą, szkoda tylko, że twórcy nie pokusili się o wyjaśnienie graczom tego jak i kiedy dziewczyna prowadząca w pierwszej części budkę z pamiętkami, nagle stała się detektywem. Liczę po cichu, że w kolejnej, bądź kolejnych częściach zostanie to graczom wyjaśnione. 

Tyle słowem wstępu. Dodam jeszcze, zanim zacznę rozpisywać się o grze, że jest to przygodówka, choć wchodząca w skład większej serii, nie wymagająca znania swojej poprzedniczki. Oferuje ona zupełnie inną historię, choć uważni gracze znajdą w niej nawiązania do części pierwszej. I nie jest to jedynie postać Sally, ale i powiązania rodowe, które odkryjemy nie tylko z drzewa genealogicznego wiszącego w holu posiadłości, ale i z samej fabuły. 

Fabuła - posiadłość, dwie rodziny, tajemnica i nawiązanie do poprzedniczki

Tangle Tower przenosimy się do posiadłości o takiej właśnie nazwie, do miejsca, w którym żyją dwie rodziny, powiązane ze sobą pokrewieństwem rodowym, rodziny, które tak naprawdę nie opuszczają domostwa, a więzi między nimi są raczej kruche. 

W zbudowanej wokół jeziora o dziwnym kolorze wody, wielkiej rezydencji, mieszka rodzina Fellow i Pointer. Detektyw Grimoire i jego towarzyszka Sally pojawiają się na miejscu, by zająć się niezwykle tajemniczą sprawą zabójstwa członkini tego rodu. Dziewiętnastoletnia artystka, Freya Fellow zginęła podczas malowania porteru Flory Fellow. Sprawcą tej przedziwnej, trudnej w logicznym wyjaśnieniu sprawy wydaje się być obraz, który malowała. 

Zabójstwo nożem z obrazu, który podobno pokryty był ludzką krwią, mord dokonany w zamkniętym pomieszczeniu, na wieży, wydaje się jednak naszym detektywowom niemożliwy. Nie wierząc w nadprzyrodzoną moc malowidła, obecnie jedynego podejrzanego, postanawiają głębiej przyjrzeć się sprawie, przesłuchując wszystkich domowników, eksplorując, szukając wskazówek, rozwiązując zagadki i łącząc fakty. Tym samym na jaw wychodzą sekrety, które skrywa to miejsce, ale i tajemnice jego mieszkańców, sięgające czasów poprzednich pokoleń, ale nie tylko. 

Przygodówka w rozgrywce podobna do poprzedniczki, ale z pewnymi zmianami

Opowieść śledzimy w rozgrywce mocno zbliżonej do poprzedniczki. Tangle Tower to ponownie gra w rozgrywce "wskaż i kliknij", tym razem jednak pozwalająca graczom kierować postaciom nie tylko za pomocą myszy, ale również kontrolera. I choć recenzowany przez mnie tytuł rozgrywkowo nawiązuje do poprzedniej opowieści, to twórcy wyraźnie się w nim rozwinęli, dodając do swego dzieła ulepszenia, mocniej rozgrywkę rozbudowując i uatrakcyjniając. 

Nie ma już konieczności przemieszczania się za pomocą widocznego w prawym dolnym rogu ludzika. W tej grze wędrujemy po mapie, stopniowo odkrywając coraz więcej miejsc w posiadłości, która systematycznie odkrywa swoje sekrety. Jednocześnie nie widzimy widoku mapy, która została zredukowana do ikony na dole z lewej, dającej nam widok posiadłości, i kolejnych w niej miejscówek. 

Gra, które została mocniej rozbudowana pod względem rozgrywki, stała się zdecydowanie trudniejsza, została przez brytyjskie studio, za nią odpowiedzialne, wzbogacona o system podpowiedzi. Jest nią znak zapytania zlokalizowany w prawym górnym rogu, dający grającemu, który utknie, wskazówkę co w danym momencie powinien zrobić.

Rozgrywka, która stawia na wyzwania natury detektywistycznej skupia się rzecz jasna na śledztwie. Istotą owego dochodzenia są tu rozmowy. Podczas gry przesłuchiwać będziemy wszystkich członków dwóch rodzin zamieszkujących wielką posiadłość.

Gadanina pozwoli nam nie tylko dowiedzieć się co w chwili śmierci obiecującej malarki robili wszyscy podejrzani, czyli mieszkańcy tego miejsca, ale i da możliwośc poznania ich wzajemnych, rodzinnych relacji, odkrycie sekretów i ukrytych motywów. Badanie zależności i familijnych układów i układzików rodziny zakorzenionej w tym tajemniczym miejscu, mającej skłonności do poszukiwania nieznanego i zagadkowego, sprawia w grze wielką frajdę.

Przygodówka owa została zbudowana w taki sposób, by zagadki rodziny gracz mógł odkrywać stopniowo, dzięki swojemu dochodzeniu, dzięki uważności, również dzięki odnajdywaniu wskazówek, także przez zbierane przedmioty.

Podobnie jak w przypadku gry Detektyw Grimoire, tak i tu zbierane rzeczy nie trafiają do klasycznie wyglądającego ekwipunku. Tak właściwie takowego w grze nie znajdziemy. Sa natomiast, wraz z postępami rozgrywki kolejne zakładki, do których zbierane przez nas przedmioty trafiają. O każdym z nich możemy coś więcej przeczytać. Możemy również posłużyć się powiększającą lupą, która pozwoli nam na bliższe przejrzenie się takowej wskazówce.

Wszystkie ważne dla rozgrywki wskazówki, czyli dosłownie nasz inwentarz otworzymy klikając na ikonę notatnika, w który zawsze zaopatrzony jest detektyw Grimoire. W tym samym miejscu odnajdziemy też zakładkę postaci. O każdej osobie w tej przepastnej posiadłości możemy porozmawiać z inną postacią, podobnie jak o każdym zebranym przedmiocie, notatce czy wskazówce, nie zawsze otrzymując wyczerpującą odpowiedź. 

Gra, podobnie jak poprzedniczka, niestety nie oferuje ręcznego zapisywania. Zapis odbywa się automatycznie, a do dyspozycji, znów mamy trzy profile. Twórcy zrezygnowali również z systemu punktowego. W tej grze nie ma już procentów, które wskazują na to ile w grze wykonaliśmy, a co udało się nam pominąć. Jest wprawdzie punktacja profilowa, ale nie jest już ona tak szczegółowa. 

To również kolejna przygodówka, w której możemy, a nawet powinniśmy klikać na wszystko. Nie ma tu bowiem podświetlanie aktywnych miejsc w lokacjach, nie ma, do czego grających w poprzednią grę, przyzwyczaili już twórcy, nazywania klikalnych przedmiotów. To gra, w której liczy się detektywistyczna uważność, gra point-and-click, w nieco innym wymiarze. 

Gra, w której nudzić się zadaniowo nie będziemy

Tangle Tower to także kolejna gra wspomnianego studia, która nie pozwoli się nam nudzić. Na ilość wykonywanych czynności, na jakość zadań zdecydowanie nie będziemy narzekać, a radość z wykonanych zagadek, i posunięcia fabuły do przodu, wierzcie mi, będzie wielka. 

Wspominałam w recenzji Detektyw Grimoire, że mimo detektywistycznej, satysfakcjonującej rozgrywki, zadaniowo była to raczej krótka, i łatwa gra, przynajmniej pod względem klasycznych zagadek, czy minigier. Jej autorzy odrobili jednak lekcję, i w kolejnej swojej grze mocno się rozwinęli. Opisywana przeze mnie detektywistyczna, śledcza przygoda, w której mimo zbrodni nie brakuje humoru, szczególnie dialogowego, zyskała na jakości i trudności. 

Do gry dodano mnóstwo związanych z fabułą zagadek, wiele łamigłówek, o różnym natężeniu trudności. Nie są to może jakoś mocno wygórowane trudnościowo wyzwania, ale są różnorodne, często bardzo pomysłowe i jest ich sporo. W dłuższej niż poprzedniczka grze mamy co robić, mierząc się z wyzwaniami natury logicznej, kombinując, szukając wskazówek i łącząc fakty. 

Jednocześnie rozgrywka nie jest przesadnie trudna, a swoją formą nawiązuje do poprzedniego tytułu SFB Games. Ponownie po odkryciu kolejnych wskazówek, ważnych przedmiotów, czy istotnych rozmów, odpowiadać będziemy na pytania, już nie tylko detektywa Grimoire'a, ale i Sally. Wtedy to zmierzymy się z zagadką słowno-obrazkową, w której przyjdzie nam wybrać odpowiedni rysunek, rzecz bądź postaci, a następnie dobrać do niego treść, tak by stworzyć sensowną, logiczną odpowiedź na sformułowane przez naszych detektywów pytanie.

O ile kontynuacja serii stała się grą nieco dłuższą i nieco trudniejszą, bardziej dopracowaną i rozgrywkowo efektowniejszą, o tyle mam wrażenie, że wspomniane pytania nieco straciły na trudności. W całej grze jest ich całkiem duża ilość, ale odnalezienie na nie prawidłowej odpowiedzi, nie sprawia już trudności, a przynajmniej nie aż takiej jak w grze z 2014 roku. 

Graficzne zmiany w kontynuacji przygód detektywa

Zmiany zauważalne są również w warstwie graficznej. Tangle Tower to gra wykonana w ręcznie malowanym stylu, ale styl ten, w porównaniu do przygodówki Detektyw Grimoire, mocno się różni, co ma swoje plusy, ale i kilka minusów.

Nie ma już animacji, które mocno w poprzedniczce podbijały klimat, co piszę grze na lekki minus, ale jest bardziej szczegółowy wygląd kolejnych miejscówek, których na terenie posiadłości, na której jedynie przebywamy, zwyczajnie jest sporo. Ponownie do czynienia mamy z pastelowymi, ale i niezwykle kolorami, statecznymi tłami, i postaciami o bardzo, bardzo charakterystycznych wyglądach, często mocno przerysowanych. 

Recenzowana przeze mnie gra jest graficznie przyjemna dla oka, bogata w miejsca na które możemy kliknąć i przedmioty, które możemy zabrać. Uroda tej gry leży w jej prostocie i dziwności bohaterów, ale w pewnej zmienności, postępie jakie w grze się dokona.

Przygoda nie tylko została rozbudowana, ulepszona rozgrywkowo, ale i uległa graficznym, postaciowym zmianom. Te najbardziej widać w Sally, która z piegowatej, z intensywnie zielonymi włosami, wiecznie zmieniającej pozy młodej kobiety, stała się mniej wyrazista. Straciła również piegi i swą ruchliwość. 

Ciekawym rozwiązaniem, którego nie doświadczyliśmy w poprzedniej odsłonie tej intrygującej serii, jest wprowadzenie do gry zmian związanych z porą dnia. Przebywając w posiadłości pewien, stosunkowo niedługi okres czasu, śledzić będziemy mogli zmianę dnia na noc, przechodząc przez etap dniowej szarówki, co jest bardzo fajnym zabiegiem.

Oprawa dźwiękowa, dubbing i muzyka 

Oprawa dźwiękowa, szczególnie pod względem dźwięków otoczenia stoi na podobnym poziomie. Kontynuacja mimo podobieństw, w dobrym tego słowa znaczeniu, patrząc na całość rozgrywki, stała się pełniejsza, dokładniejsza, oferująca nieco więcej możliwości, głównie śledczych. Równie dobrze, i na wysokim poziomie brzmi ścieżka muzyczna, która potrafi podkręcić klimacik, zachęcić do obcowania z grą, a także zbudować atmosferę niepewności i zagadkowości. A tej grze zdecydowanie nie brakuje. 

Po raz kolejny mamy przyjemność obcować z niezwykle dobrą angielską wersją językową, i to dla każdej w grze postaci, szczególnie dla Sally, w którą wciela się ta sama aktorka głosowa, i kilku innych, damskich postaci. 

Tak czy siak, Tangle Tower oferuje tylko angielska wersję dubbingową i wiele tłumaczeń w formie napisów. Brak polskiej wersji to największy mój zarzut względem tej przygodówki. Gra, która została przetłumaczona na czternaście języków, nie ma polskiej lokalizacji. Przygodówka posiadająca sporo tekstu, skupiona na dedukcji, na śledztwie i na wyciągania wniosków, z dialogów, również z dialogowych zagadek, bez rodzimej wersji, z pewnością nie zachęci polskojęzycznych graczy do jej sprawdzenia, a to wielka szkoda, bo to jest naprawdę świetna. 

Tangle Tower - podsumowanie recenzji. Dłuższa, bardziej rozbudowana, ciekawsze i z nową bohaterką 

Podsumowując, Tangle Tower to przygodówka z serii, którą warto, a nawet trzeba poznać. To intrygująca, rozbudowana, bardzo ciekawa, klimatyczna i mocno detektywistyczna historia. To także opowieść, w której twórcy rozwinęli skrzydła. Gra, jeśli spojrzymy na niej poprzedniczkę, stała się trudniejsza, bardziej wymagająca rozgrywkowo, ale jednocześnie mocno grywalna. 

Śledzenie fabuły, która płynnie wędruje przez kolejne growe rozdziały, napędzanej różnorodnymi, zagadkami, których jest zdecydowanie więcej niż w Detektyw Grimoire, a wiele z nich wymaga od gracza uważności i kombinowania, to wielka przyjemność. Tu każda zagadka wynika z fabuły, i z ową fabułą się łączy. Tu każda z postaci ma swój charakter, swoje upodobania, swoje dziwności. Nie brakuje humoru, a relacja detektyw Grimoire - Sally, ich wzajemne rozmowy, wywołuje uśmiech na twarzy.

Dobre zagadki, ciekawa fabuła, w grze którą cieszyć się można, bez względu na to czy znamy poprzedni tytuł z tegoż cyklu, śledczy styl prowadzania rozgrywki i mrugnięcia okiem w stronę graczy znających przygodowy detektywa, to kolejny plus tej godnej uwagi przygodówki.

Do tego dochodzi rewelacyjna wersja angielska, z doskonałymi rolami głosowymi, miłymi dla ucha pod każdym względem, ze szczególnym uznaniem dla głosu Sally. Na plus również ścieżka dźwiękowa i muzyczna, która potrafi zbudować klimat.

Do garnka miodu muszę wrzucić jednak szczyptę goryczki. Ta po raz kolejny związana jest z brakiem polskiej wersji językowej, w grze, która została przetłumaczona na aż czternaście języków. Wielka szkoda, że po polsku w nią zagrać nie możemy. 

Nie mniej jednak Tangle Tower to świetna przygodówka, w którą warto zagrać, którą warto poznać. Zagrałam i nie żałują, a nawet polecam, czekając na kolejną przygodową opowieść z serii, która już niebawem.

Moja ocena 8.5/10

Grałam w wersję na komputery PC - Steam



 Zalety:

  • Wciągająca fabuła;
  • Rozbudowana rozgrywka;
  • Ciekawe postaci;
  • Relacja Grimoire - Sally;
  • Humor dialogowy;
  • Mnogość zagadek i minigier;
  • Ładna grafika;
  • Dobra ścieżka muzyczna;
  • Świetny dubbing;
  • Dłuższa niż poprzedniczka

Wady:

  • Brak polskiej wersji językowej

sobota, 14 marca 2026

Reflections of the void - recenzja. Gra nastawiona na emocje i wiele zakończeń

Reflections of the void - recenzja. Gra nastawiona na emocje i wiele zakończeń

 


Serdecznie zapraszam do przeczytania najnowszej recenzji mojego autorstwa, tym razem opisującej nastawioną na emocje i wiele zakończeń przygodową grę z gatunku visual novel, pod tytułem Reflections of the void. Oto co sądzę o tej grze!

Wizualne powieści, czyli przygodówki nastawione na narrację, ze znikomą, albo w ogóle pozbawioną zagadek logicznych opowieścią z wyborami, lubują się w historiach skupionych na grozie, mroku i emocjonalnej fabule. Znajdziemy w nich wiele wyborów, które kształtują losy bohaterów, zmieniają wątek fabularny i prowadzą do różnych zakończeń. Visual novel to także tytuły o bardzo charakterystycznej, malowanej grafice, często odwołujące się do gier azjatyckich, niejednokrotnie w stylu anime. Przedstawicielem tegoż gatunku jest Reflections of the void, przygodówka, która po trosze ma wszystkie wyżej wymienione cechy, ale od siebie twórcy, a jest to studio Echo Story Games, dokładają do rozgrywki coś jeszcze. Co? O tym dowiecie się z mojej recenzji, która powstała dzięki uprzejmości autorek tejże gry. Serdecznie za to im dziękuję!

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

Po raz pierwszy do czynienia z przygodową wizualną powieścią jaką jest Reflections of the void, grą która miała swoją premierę w dniu wczorajszym, czyli 13 marca, miałam podczas ogrywania, wciąż dostępnego na Steam dema. Wtedy to historia owa zachwyciła mnie ciekawym klimatem, prostą, acz pełną zagadkowości rozgrywką, śliczną grafiką w rysunkowym stylu, klasyką wizualnej powieści i polską wersja językową. Moje przemyślenia, o wtedy jeszcze nadchodzącej grze, spisałam we wrażeniach, będąc już przekonaną, że chcę sprawdzić opowieść w całości, próbując tym samym odkryć wszystkie dostępne w niej zakończenia. To jak się później okazało, nie było takie proste, a angażująca fabuła i jej stopniowe odkrywanie stało się nie tylko przyjemnością, ale i ciekawym dla mnie wyzwaniem.

Historia zaczyna się od Emily, młodej kobiety, która postanawia opowiedzieć graczom losy nielicznych, którym udało się przeżyć. Fabuła przenosi nas w post-apokaliptyczną rzeczywistość roku 2095, do świata który wiele lat temu uległ dramatycznej zmianie. Wielu ludzi poniosło największą ofiarę, oddało swoje życie. Wspomniana dziewczyna jest jedynie narratorką opowieści. My natomiast podczas faktycznej rozgrywki przenosimy się do pewnego domu. Tam wcielamy się w Novę, opiekuna zajmującego się kilkorgiem mieszkańców tegoż domostwa, których celem jest podróż do podobno lepszego, szczęśliwszego "Nowego Świata". 

Bytowanie w tym miejscu niesie z sobą wiele ograniczeń. Podopieczni Novy, który musi trzymać się z góry ustalonych zasad, nie mogą wychodzić ze swoich pokoi, są stale testowani i badani poprzez pobranie krwi, a żadne z nich nie posiada imienia, a jedynie trzycyfrowy numer. Nie wychodzący przed szereg Nova, sterowany poleceniami z tabletu, posiadający pełną świadomość tego, że złamanie zasad wiązać się będzie z karą, często brutalną i ostateczną, czyli śmiercią, zaczyna wkrótce wątpić w słuszność swej pracy.

Problem w tym, że pewnego dnia do domu, wraz z kolejną "dostawą" trafia nowa mieszkanka, już nie dziecko, a pierwsza dorosła kobieta, która zachowuje się zupełnie inaczej niż poddani swemu losowi podopieczni. Na dodatek zdaje się wiedzieć dużo więcej na temat nowego, acz obecnego, ale i starego świata. Nova, a tym samym i my stopniowo odkrywamy kolejne fragmenty większej opowieści, próbujemy uniknąć losu ofiary, staramy się rozwikłać tajemnicę, udowodnić fałsz i rozpracować prawdę, przy okazji dowiadując się wiele o roli opiekuna, w tym growego protagonisty. Jak się wkrótce okaże odstępstwa od zasad staną się kluczem do odblokowanie nowych ścieżek, i nowych, otwierających oczy faktów.

Reflections of the void to przygodówka autorstwa dwóch kobiet, klasyczna powieść wizualna, w której filozoficzne przemyślenia mieszają się z horrorem, dramatem i science-fiction. Mroczny klimat opowieści, w której nie braknie również momentów określanych jako jamp scare'y, czyli klasycznych "straszaków", jest w grze mocno zaznaczony, ale nie jedyny. Uważni gracze odkryją w pozoru wydającej się prostej rozgrywce dużo większą głębię. Wielowymiarowy świat, kształtowany jest przez wybory, napędzany przez decyzje jakie przyjdzie nam podejmować.

I wierzcie mi, wpływanie na rozgrywkę poprzez wybory okaże się być bardzo intrygujące, bo każdy wybór otwiera nie tylko nowe dialogi, ale i kształtuje dalsze ścieżki fabularne, odkrywa to co było zakryte, schowane. Dzięki wychodzeniu poza z góry ustalone zasady, dzięki łamaniu zasad, do czego twórczynie gry zachęcają, poznajemy nowe i nieznane. I nawet jeśli decyzja kończy się śmiercią jednej z postaci, a także i naszą, bo nikt nie jest w tej grze nieśmiertelny, to los możemy zmieniać, bo nawet śmierć nie jest w grze ostateczna. 

Celem gracza jest nie tylko odkrycie prawdy, ale i uratowanie wszystkich osób, którymi przyjdzie nam się zajmować. Z czasem, wraz z naszym wyborem i udaniem się do piwnicy, gdzie dana osoba wysyłana jest do "Nowego Świata", dowiadujemy się, że tablet, w który jesteśmy wyposażeni posiada pewną prawidłowość, której rozwiązanie pomoże nam ocalić wszystkich. Nie odkryjemy jej jednak od tak. Aby móc popchnąć fabułę do przodu, by odkryć kolejne puzzle większej układanki, musimy ponieść straty, decydując się na wybór.

Bywa, że decyzja, którą podejmiemy doprowadza nas do szybkiego zakończenia gry, do niemal natychmiastowej śmierci Novy. Często, by ruszyć opowieść do przodu, a tym samym odkryć inne ścieżki, musimy złamać zasady, albo trzymając się zadań z tabletu wysłać jednego z mieszkańców do piwnicy, miejsca transportu do "lepszego świata". I choć wiemy, że jest to zła decyzja, przyjdzie nam zdecydować się na moralnie niewłaściwe zachowanie. 

Wszystko po to, by odkryć wszystkie growe zakończenia. A jest to przygodowy tytuł, który zagwarantować, szczególnie uważnym graczom, może aż dziesięć niezależnych zakończeń. Przy czym w całej zabawie mamy pełną dowolność. Tu my decydujemy jaką drogą wybierzemy, jakie drzwi otworzymy, z kim będziemy się mocniej integrować, kogo upatrzymy sobie za ulubieńca. Jest i, jak to w powieści wizualnej bywa, również wątek romantyczny. Ale by romansować, musimy najpierw poznać osobę, która nas interesuje, musimy ją zrozumieć, co wymagać będzie od gracza dużej uważności i odpowiednich wyborów, nie tylko dialogowych.

Postępy rozgrywki śledzić możemy w zakładce "Zakończenia". W tym samym miejscu sprawdzimy ile dni udało się nam przeżyć. Opowieść bowiem podzielona jest na kilka dzionków, podczas których wykonujemy wyznaczone nam zadania. Sprzątamy pokoje, testujemy podopiecznych i siebie, pobieramy krew, karmimy, co jakiś czas dając wybranej osobie pożywniejszy posiłek. Wykonując czynności, którymi zajmujemy się od dawna, wpadamy w rutynę, którą spróbujemy złamać, wychodząc na przykład poza teren domostwa położonego na odludzi, wkraczając do skażonego, tajemniczego lasu, który jeśli tylko się odważymy odkryje przed nami nadprzyrodzone zjawiska.

I choć gra nie stawia przed nami wyzwań natury logicznej, choć pewna pamięciowa minigra tu występuje, a koncentruje się na odnajdywaniu fabularnych ścieżek prowadzących do odkrywania tajemnic, i finalnie do kolejnych zakończeń, na nudę narzekać raczej nie będziemy.

Pewne powtarzalne fragmenty mogą budzić obawę graczy, ale w wielu wypadkach sytuację ratują zapisy rozgrywki. Gra została pomyślana tak, że każdy fragment poznawania opowieści, można w dowolnym miejscu zapisać, na nieskończonej liczbie slotów na save'y. 

Reflections of the void oferuje ręcznie rysowaną grafikę, wpisującą się w styl typowych produkcji visual novel. Śledzić będziemy malowane lokacje, które oferują stateczne lokacje, z równie statecznymi postaciami, których ruch, każde działanie opisane zostaje słowami. Nie ma tu animacji ruchu warg, nie ma poruszania się postaci niezależnych, nie ma fizycznej akcji. Są za to dialogi, opisy, są słowa, jest po prostu narracja, na której gra się opiera.

Recenzowany przeze mnie tytuł stworzony został w ciekawym, mieszanym kolorystycznie stylu. Spora część gry to czarno-biała grafika, przytykana, czasami, jeśli zdecydujemy się na pewien wybór, dużą ilością czerwieni. Ale są także miejsca, które nabierają barw, mimo kolorystyki, jednak bardzo stonowanych, tajemniczych, niemal filozoficznych, niczym fabuła. Klimat opowieści podbijają pojawiające się tu i ówdzie wstawki filmowe, czyli animacje. 

Klimatyczna opowieść, która jak już nadmieniłam budowana jest dzięki narracji, pełna jest dialogów zmieniających się dzięki decyzjom gracza. Śledzimy fabułę, która nie posiada pełnej angielskiej wersji, jest grą pozbawioną dialogów mówionych, na szczęście także w polskiej wersji - napisy. Dostępność rodzimego tłumaczenia, choć nie jest ono doskonałe, i posiada niestety błędy, w niezależnej, stworzonej jedynie przez dwie osoby przygodówce, jest miłą odskocznią od większości przygodówek, w które po polsku nie mamy szansy zagrać. Polska lokalizacja, w przypadku wizualnej powieści skupionej na słowach, na dialogowych wyborach, na opowieści pisanej tekstem, jest bardzo ważna, i bardzo potrzebna. 

Klimatu i atmosfery tajemniczości, często izolacji, smutku i ludzkiej niemocy dodaje także ścieżka muzyczna. Gra pozbawiona głosowej gadaniny, dzięki dźwiękom muzyki staje się pełniejsza, ożywiona i zagadkowa. Szczególnie urokliwie brzmi w lesie, który w grze odwiedzamy.

Podsumowując, Reflections of the void to klimatyczna, ręcznie malowana powieść wizualna, w której twórczynie umieściły ludzkie dramaty, złożoność zmienionego, post-apokaliptycznego świata i ludzkiej natury. To wciągająca historia na pograniczu horroru, fantasy i science-fiction. To opowieść rozwijana przez liczne wybory i decyzje graczy, zbudowana tak, by gracz mógł wielokrotnie do niej podchodzić.

Decyzje podejmowane, mniej lub bardziej rozsądnie, budują narrację, zmieniają dialogi, otwierają nowe ścieżki, zachęcają do odkrywania wszystkich, aż dziesięciu zakończeń. I wierzcie mi, bądź nie, poznawanie ich jest bardzo angażujące, ale wcale nie jest takie proste i oczywiste. To nie jest łatwa tematycznie opowieść. Wręcz przeciwnie. Tu radości jest niewiele, a smutku i filozoficznych przemyśleń o istocie człowieka, zdecydowanie nie brakuje. Ale to lawirowanie między grozą, tragedią, a romansem, który również możemy w grze poczuć, jest tym czego gracze lubiący wizualne powieści, właśnie w nich szukają.

Przygoda w pięknej oprawie graficznej, mimo swojej stateczności ożywa dzięki animacjom, które niejednokrotnie oddają grozę sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, czasami wręcz dosłownie. Rozgrywka skupiona na narracji, bez wyzwań natury logicznej, co nie jest niczym dziwnym w tym przygodowym podgatunku, nakazuje nam szukać ścieżek opowieści, zachęca do odkrywanie fabularnych rozgałęzień. Pozwala uważnym graczom na odkrywanie prawdy, nie tylko o świecie przedstawionym, ale i osobie samego protagonisty, niejakiego Novy. 

Na plus podbijająca atmosferę mroku, tajemnicy i post-apokalipsy ścieżka muzyczna, która grę pozbawioną dialogów mówionych, potrafi nieco podkręcić. Cieszy, mnie osobiście, również dostępność polskiej wersji językowej, nawet jeśli polskie tłumaczenie nie należy do najlepszych, a grający natknie się w nim na błędy. Cieszy, bo jest to jedna z nielicznych gier przygodowych, która polskie tłumaczenie do swojej gry wprowadziła. 

Uważam, że Reflections of the void to kawał porządnej przygodówki, mocno osadzonej w ramach wizualnej powieści, w której jedno przejście gry, pozwoli nam poznać opowieść tylko w jej fragmencie. Odkrywanie kolejnych zakończeń i poznanie pełni historii opowiedzianej przez Emily, przyniesie, zapewniam Was, sporo satysfakcji, i mimo tego, że gra nie oferuje klasycznych przygodowych wyzwań, wcale nie będzie takie łatwe. 

Polecam grę wszystkim lubiącym narracyjne przygodówki z wieloma zakończeniami, grę stawiająca na wiele wyborów, zmieniających czasami fabularną opowieść dość drastycznie i ostatecznie. Warto ją poznać, warto się z nią zmierzyć, warto wyciągnąć z niej własne wnioski i przemyślenia. Serdecznie polecam!

Moja ocena 8/10.

Bardzo serdecznie dziękuję Echo Story Games za udostępnie gry do recenzji! 

Grałam w wersję na PC - Steam

Zalety:

  • Angażująca fabuła;
  • Mnóstwo fabularnych ścieżek;
  • Wiele wyborów;
  • Mnóstwo zakończeń gry;
  • Równie sporo osiągnięć Steam;
  • Klimat, który wciąga;
  • Urocza graficznie;
  • Dobra ścieżka muzyczna;
  • Możliwość zagrania po polsku;
  • Ręcznie zapisywanie

Wady:

  • Brak wersji głosowej;
  • Błędy w polskim tłumaczeniu

czwartek, 5 marca 2026

Detective Grimoire - recenzja. Tajemnicza, oryginalna, ciekawa i bardzo detektywistyczna

 Detective Grimoire - recenzja. Tajemnicza, oryginalna, ciekawa i bardzo detektywistyczna

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji pierwszej gry z przygodowej serii o detektywie, który rozprawia się z tajemnicą mordu w pewnej położonej na bagnach atrakcji turystycznej. Oto co myślę o detektywistycznej przygodówce Detective Grimoire!

Niedawno miałam okazję sprawdzić wersję demonstracyjną najnowszej odsłony przygodowego cyklu, którego bohaterem jest detektyw Grimoire. Po ograniu The Mermaid Mask, w wersji demo, czyli najnowszego dzieła studia SFG Games, poczułam nieodpartą chęć poznania poprzednich opowieści z tej serii, które, tak się jakoś złożyło, do tej pory nie znałam. Zachowując kolejność, choć w przypadku tej serii nie jest ona niezbędna, zaczęłam od sprawdzenia pierwszej pełnoprawnej przygodówki, o tytule Detective Grimoire, wydanej w roku 2014, prawie dwanaście lat temu, części, w której uroczy śledczy zaczyna swoją detektywistyczną działalność na pełną skalę, a towarzysząca mu w kolejnych odsłonach Sally,  jak w przypadku nowych odsłon, tym razem nie uczestniczy w śledztwie. A oto jej recenzja 😁

Inne przykładowe recenzje dostępne na blogu:

Słowem wstępu - historia detektywa Grimoire

Zanim zanurzę się w opowieść o śledztwie na bagnach, winnam Wam i trochę też sobie, bo prawdę powiedziawszy dowiedziałam się o tym już po przejściu gry, pewne wyjaśnienie. Dotyczyć one będzie serii o detektywie Grimoire, która może wydawać się zaczyna się właśnie od recenzowanej przeze mnie gierki. 

Jak się okazuje jest to błędne myślenie. Poznanie przez naszego śledczego, na samym początku omawianej przeze mnie przygodówki, małej, rudowłosej dziewczynki ma głębszy sens. Otóż okazuje się, że seria, którą stworzyli dwaj bracia, założyciele studia SFG Games, miała początek wraz z flashową, darmową przygodówką, której akcja rozgrywała się w wesołym miasteczku. Gry nie udało mi się już znaleźć w Internetach. Niemniej dała ona początek składającej się obecnie z trzech części, przy czym na debiut najnowszej jeszcze czekamy, detektywistycznej, przygodowej serii.

Jej początek, w pełnoprawnej, komercyjnej formie zaczyna właśnie krótka, ale bardzo treściwa w zadania, ciekawa i przede wszystkim bardzo detektywistyczna przygodówka z roku 2014, zatytułowana Detective Grimoire.

Fabuła - śledztwo z bagiennym potworem w tle 

Historia rozpoczyna się od animacji, w której wspomniany detektyw, młody mężczyzny w wpisującym się w styl śledczego ortalionowym płaszczu i kapeluszu, wieziony w łódce przez oficera Jamesa, przybywa na bagna, gdzie ma rozpocząć swoje kolejne śledztwo. Na tak zdawałoby się nieatrakcyjnym, podmokłym miejscu znajduje się mała atrakcja turystyczna "Boogy's Bog", która przyciąga turystów zagadkową bagienną istotą. Stworzenia żyje w tym miejscu podobno już od sześćdziesięciu lat.

Właścicielem i twórcą turystycznej atrakcji jest Richard Remington, który pewnego dnia, w godzinach wieczornych zostaje znaleziony martwy. Jego okaleczone ciało, noszące ślady pazurzastego stworzenia porzucone zostało przed jego biurem, a o zabójstwo właściciela "Boogy's Bog" podejrzewa się bagienną istotę, kolorowego bohatera kreskówek, istotę znaną jako Boggy. Zadaniem śledczego, który nie wierzy w istnienie miejscowego potwora, jest zbadanie tej jakże tajemniczej, zagadkowej sprawy i odnalezienie prawdziwego zabójcy. 

W toku śledztwa, poznając życie na bagnach, jego mieszkańców i przybyłych gości, z których niemal każdy ma jakąś tajemnicę, Grimoire odkrywa zabójcę, przy okazji poznając sekret atrakcji turystycznej i samego jej właściciela i twórcy. 

Przygodówka, choć nie taka aż klasyczna

Detective Grimoire jest przygodówką point-and-click, ale w nie tak klasycznym stylu, jak w większości gier z tegoż gatunku. Postacią naszego śledczego, a kierujemy tylko nim, dowodzimy za pomocą myszy, bez możliwości użycia kontrolera, tak jak w przypadku kolejnych odsłon serii.

I choć sterowania odbywa się myszką to w recenzowanej przeze mnie grze nie ma typowych rozwiązań, znanych z przygodówek "wskaż i kliknij". Nie znajdziemy w lokacjach nazw przedmiotów, które możemy zabrać, obejrzeć czy użyć. Klikać możemy niemal na wszystko, a po zaznaczaniu przez grę danego obszaru, wysłuchać odpowiedniego komentarza. Nie ma klasycznego ekwipunku, który zlokalizowany byłby gdzieś na ekranie. Nie posłużymy się również możliwością podświetlania miejsc w lokacjach, ale istotne lokacje, które można i powinno się odwiedzić, będą, zanim ich nie odwiedzimy, błyszczeć, wskazując nam kierunek.

Rozgrywka bazuje na systemie punktowym, i sterowaniu za pomocą rodzaju komend. Pójdziemy do lokacji tej czy tamtej, ale tylko wtedy, gdy użyjemy ikony ludzika w prawym dolnym rogu. Przejrzymy akta sprawy i zebrane wskazówki klikając na odpowiednie ikony dotyczące postaci, wskazówek, do których trafiają również zebrane przez nas przedmioty czy notesu. Podczas kilkugodzinnego dochodzenia będziemy robić postępy w śledztwie, dodając do każdej z tych ikon kolejne procenty postępów. Najlepiej byłoby w każdym z nich zdobyć 100%, ale gra skonstruowana jest w taki sposób, by móc przejść ją nie osiągnąwszy pełni procentowej. Pozwala to na ponowne wkroczenie w dochodzenie, czyli kolejne przejście gry, tym bardziej, że oferuje ona trzy możliwe do rozgrywki profile. Trzeba przy tym zaznaczyć, że omawiania przeze mnie przygodówka nie posiada ręcznego zapisu. 

Do dyspozycji mamy również mapę, która wraz z postępami w grze stale się rozrasta. Gracz może w dowolnym momencie wędrować po zapisanych na nich miejscówkach. Będzie to robił dość często, bo skupiona na śledztwie przygodówka, będzie tego od niego wymagać.

Postępy w naszych działaniach sprawdzać można również za pomocą przycisku "znaku zapytania", który stanowi podsumowanie dochodzenia, dając wgląd nie tylko w procentowe postępy, ale w zrealizowane przez nas wyzwania, czyli dodatkowe rozmowy z podejrzanymi, które są efektem zebranych przez nas wskazówek. 

Krótka, ale treściwa w zadania i minigry rozgrywka

Detective Grimoire nie jest przygodowym tytułem wpisującym się w długą i bardzo skomplikowaną rozgrywkę. To kilkugodzinna przygodówka, którą można przejść w dosłownie trzy godziny, choć dla osiągnięcia 100% wszystkich aspektów składających się na całość, gracz musi skupić się na większej dokładności. Ta dokładność polegająca na pilniejszym, bardziej szczegółowym badaniu miejscówek i poszukiwaniu wskazówek, możne oczywiście wydłużyć rozgrywkę.

W grze sprawdzać można dosłownie wszystko, klikając na właściwie wszystkim, ale nie każdy element otoczenia i nie każda rozmowa jest nam potrzebna do przejścia recenzowanej przeze mnie gierki, i nie każda doda do już zebranych postępów dodatkowe punkty procentowe

Większość naszych działań opiera się na badaniu okolicy, na rozmowach i na bardzo skrupulatnym śledztwie. Główną zaletą tegoż tytułu jest możliwość wejścia w buty prawdziwego detektywa, z krwi i kości, z jednoczesnym zmierzeniem się z tajemnicą natury nadprzyrodzonej, fantastycznej, a nawet nieco science-fiction. Odkrywanie tajemnicy bagiennej istoty i tegoż miejsca, które skrywa wielki sekret, jest przyjemnością samą w sobie, jest i wyzwaniem.

A tych wyzwań w grze znajdziemy sporo. Przede wszystkim szukać będziemy wskazówek, odkrywając ich sekrety, które nie zostaną nam odsłonięte od razu, a stopniowo. Nieodkryte tajemnice oznaczone zostaną znakami zapytania. Przeprowadzimy także liczne rozmowy z wieloma, nader ciekawymi postaciami, z których każda ma swój charakter i dozę tajemnicy. Kolejne przesłuchania, poprzedzone znalezieniem wskazówki pozwolą na otwarcie "wyzwania", czyli dodatkowej rozmowy. Do odblokowanie mamy ich tyle, ile jest w grze postaci, czyli dokładnie siedem. 

Poszukiwanie wskazówek, przedmiotów i prowadzenie rozmów to oczywiście nie wszystko czego spodziewać możemy się w tej treściwej w przygodowe działanie opowieści. Co jakiś czas zebrane informacje i wskazówki pozwolą na uporządkowanie myśli detektywa Grimoire. Czeka nas wtedy wyzwanie natury dedukcyjnej, rodzaj zagadki, w której będziemy musieli odpowiedzieć na pytanie zadane przez detektywa. W tym celu w odpowiednie okienko wstawimy właściwie postaci czy przedmioty, bądź wskazówki i dobierzemy do nich poprawną odpowiedź.

Wszystko co będzie prawidłowo wykonanym zadaniem, dobrym tropem, odpowiednią rozmową, pójściem we właściwym kierunku, czy poprawnym rozwiązaniem zagadki i dobranej dobrej odpowiedzi, sygnalizowane będzie charakterystycznym dźwiękiem. Potwierdzi on właściwość naszej decyzji, upewniając gracza, że jego wybór jest trafiony.

Oprócz wyzwań natury typowo śledczo-detektywistycznej, sprawiających, muszę to przyznać, wielką frajdę, gracz zmierzy się także z prostymi minigrami, która wplecione zostały w fabułę, i mają na celu uatrakcyjnić rozgrywkę, bądź zdobyć potrzebną wskazówkę. 

Jeśli tylko oswoimy się ze sterowaniem, i z mnogością funkcji gry skoncentrowanej na punktacji, zabawa w detektywa mierzącego się z wyjątkową sprawą i wyjątkowym podejrzanym, może okazać się wyzwaniem dość prostym. Ale jeśli tylko nie będziemy mieli pojęcia co dalej, i zwyczajnie utniemy, możemy posłużyć się zebranymi wskazówkami, a nawet profilami, które pokazujemy podejrzanym. Szybko okaże się, że taki czyn nieść będzie ze sobą dodatkowe informacje, i nowe punkty w rozgrywce.

Do pomocy mamy również oficera Jamesa, siedzącego w łódce przy pomoście, który służy troszkę jak growy samouczek, ale i osoba podsumowująca śledztwo, które toczy się w kilku rozdziałach, na które podzielona jest owa gierka. 

Oprawa graficzna i dźwiękowa - jest dobrze, jest bardzo dobrze

Detective Grimoire to gra wykonana w ręcznie rysowanym stylu graficznym. Malowane, stateczne tła, niczym z obrazka, utrzymane w pastelowych barwach, rozjaśniane są przez niezwykle, czasami aż za bardzo przekolorowane postaci, począwszy od krwistorudej dziewczynki, po zielonowłosą Sally, pracownicę budki z pamiątkami. Przekrój postaci narysowanych w zabawnym stylu, który podkręca tajemniczy klimat fabularny, jest tu szeroki. Choć osób, z którymi przyjdzie nam rozmawiać nie jest szczególnie dużo, bo zaledwie siedem, to zarówno ich charakter, styl bycia i jakość ich graficznego wykonania, dają graczom poczucie przygodowego spełnienia.

Recenzowana przeze mnie przygodówka jest zwyczajnie graficznie przyjemna dla oka, nie tylko w zwykłej rozgrywce, ale w wplecionych w opowieść, podbijających ją, dość licznych animacjach. Te nie tylko budują klimacik, ale i dodają do fabuły dodatkowe smaczki. No i prezentują się trochę jak animowane filmy.

Niczego zarzucić nie można również ścieżce muzycznej, która swoimi dźwiękami, dobrą oprawą otoczenia, jak i samą muzyką, skutecznie buduje atmosferę. Kawałki lecące w tle potrafią wyciągnąć z tej detektywistycznej, ale i nieco mrocznej historii, wszystko co w danym momencie podkręca jej klimat, ale i stanowi o dozie humoru, którego grze również nie brakuje. 

Na uznanie zasługuje również to, że Detective Grimoire, w przeciwieństwie do swojej flashowej poprzedniczki to gra z pełnym angielskim dubbingiem dla każdej postaci. I choć aktorzy głosowi się powtarzają, to ich zaangażowanie i jakość włożona w pracę nad głosem każdej z napotkanych w przygodzie osób, jest na najwyższym poziomie. To, że gierka jest w pełni udźwiękowiona, niezależnie jak bardzo profesjonalnie i aktorsko bogato, stanowi jej spory atut

Niestety po raz kolejny muszę z przykrością napisać, że oceniana przeze mnie gierka, projekt niezależny, nie jest niestety dostępna w języku polskim. Właściwie zagrać można w nią jedynie w języku angielskim. Granie w grę bez znajomości tegoż języka, poznawanie przygodówki skoncentrowanej na wskazówkach, poszlakach, wnioskach i dedukcji, skupionej również na zagadkach słownych, może nie być przyjemne. Grę zwyczajnie nie będziemy w stanie zrozumieć. 

Detective Grimoire - podsumowanie recenzji. Świetna, wciągająca, zachęcająca by chcieć jej więcej 

Podsumowując, Detective Grimoire to bardzo udana, ręcznie rysowana, fajnie zanimowana, przygodówka point-and-click, która bawi się klasyką, oddając w ręce gracza tytuł, który wymaga od grającego pewnej swobody działania. Nie ma tu klasycznych rozwiązań rodem z gier "wskaż i kliknij", nie ma nazwania miejsc i przedmiotów, nie ma podświetlania hotspotów, nie ma podpowiedzi. Jest natomiast możliwość klikania i badania wszystkiego i wszędzie, jest pobudzanie detektywistycznej żyłki poprzez poszukiwanie wskazówek i przejście gry na 100% w każdym jej aspekcie (a wcale nie jest to takie oczywiste). 

Mnogość zadań w dość krótkiej, możliwej do przejścia w około trzy godziny przygodówce, daje przygodową satysfakcję. Działania skupiające się na poszukiwaniu wskazówek, rozmowach z podejrzanymi i odpowiedziach, które rodzą się w głowie sympatycznego bohatera, jakim się detektyw Grimoire, urozmaicane są prostymi, ale ciekawymi minigrami, które zgrabnie wpleciono w fabułę. 

Intrygującą fabułę, która miesza detektywistyczną narrację z elementami fantasy i science-fiction, podbijaną dialogowym humorem, i charakternymi postaciami, chce się poznawać, chce się zgłębiać, odkrywać. Zabawa oparta na punktacji zachęca po ponownego przejścia gry, i odkrycia wszystkich ukrytych w niej wskazówek, wszystkich jej możliwości. Urokliwa, przyjemna dla oka grafika, ręcznie rysowana, pastelowa, a jednocześnie barwna postaciami, napędzana jest graficznie urokliwymi animacjami, wnoszącymi do opowieści coś więcej, niż tylko jej rozwinięcie. 

Na plus także możliwość zagrania w pełnej angielskiej wersji językowej, z całkiem porządnym dubbingiem. Całość pozytywnych wrażeń dopina również porządna ścieżka muzyczna i dźwiękowa, która potrafi zbudować klimat tej oryginalnej, wciągającej i zachęcającej do odkrywanie więcej gier z tej serii, przygodowej opowieści. I tylko żal, że nie można w nią zagrać w ojczystym języku, a gra nie jest jednak nieco dłuższa.

Nie mniej jednak Detective Grimoire to bardzo dobra, bardzo ciekawa i bardzo detektywistyczna przygodówka, którą warto poznać, w którą zagrać jak najbardziej trzeba. Ja bawiłam się świetnie, i z całą pewnością będą chciała zagrać także w kolejne gry z tej serii.

Moja ocena 8/10. 

Grałam w wersję na kompoutery osobiste PC - Steam


Zalety:

  • Wciągająca fabuła;
  • Fajny klimat;
  • Dobra detektywistyczna rozgrywka;
  • Mnogość wyzwań natury śledczej;
  • Ciekawe postaci;
  • Dobra angielska wersja;
  • Porządna ścieżka muzyczna;
  • Ładna oprawa graficzna

Wady:

  • Dość krótka;
  • Brak polskiej wersji językowej

wtorek, 3 marca 2026

Bye Sweet Carole - recenzja. Byłaby urocza gdyby była typową przygodówką

Bye Sweet Carole - recenzja. Byłaby urocza gdyby była typową przygodówką

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji przygodowej gry z elementami platformowymi, horroru w iście bajkowym, animowanym stylu, zatytułowanego Bye Sweet Carole. Oto co myślę o tej grze! 

Bye Sweet Carole swoją premierę na Steam miała w październiku zeszłego roku i była jedną z takich produkcji, której przyglądałam się od jej pierwszych zapowiedzi. Z jednej strony pociągała mnie baśniowym, tajemniczym, mrocznym klimatem i przepiękną oprawą graficzną, z drugiej przerażała elementami zręcznościowymi i czasowymi, za którymi.... no cóż.... w grach nie przepadam. Szczerze powiedziawszy długo wahałam się czy mam w nią zagrać. Ale gdy tytuł, zresztą nie tak dawno, zagościł również na GOG, postanowiłam sprawdzić czy moje obawy były zasadne, czy też strach w moim przypadku miał jedynie wielkie oczy. I tak dzięki uprzejmości polskiej platformy growej, za co bardzo dziękuję, miałam okazję przekonać się czy Bye Sweet Carole jest grą dla mnie, czy niestety nie? Na to pytanie odpowiem oczywiście w poniższej recenzji, do której przeczytania serdecznie Was zapraszam 😀

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

Fabuła - mroczna baśń w narracyjnym stylu 

Bye Sweet Carole to opowieść przenosząca gracza w przeszłość, na początek ubiegłego wieku, kiedy to edukacja dziewcząt koncentrowała się na nauce bycia dobrą żoną i matką, a świat kobiet wyglądał zupełnie inaczej niż wygląda obecnie (przynajmniej w większości krajów na świecie). Ta skierowana ku kobietom, ale wcale nie typowo kobieca przygodówka w stylu survival horroru dedykowana jest przez jej autora, Chrisa Darrila zmarłej matce. 

Akcja gry przenosi nas bowiem na początek XX wieku, rozgrywając się w niewielkiej brytyjskiej społeczności, w której ruch feministyczny coraz bardziej daje o sobie znać, zmieniając zdominowaną przez mężczyzn rzeczywistość. Poznajemy młodą Lanę Benton, która próbuje odkryć prawdę o zaginięciu swojej najlepszej przyjaciółki Carole Simmons, wychowanki nieprzyjaznego, pełnego tajemnic i mroku, niczym z horroru, sierocińca Bunny Hall. Dzięki tajemniczemu listowi Carole z niejakim "Francuzem" Lana jest przekonana, że jej przyjaciółka wcale nie uciekła, a jej zaginięcie ma drugie, przerażające dno.

Nazwana przez okoliczne ptaszki księżniczką tajemniczej krainy Corolla, panna Benton balansuje między życiem, a śmiercią, prowadząc śledztwo sięgające zjawisk natury paranormalnej i fantasy, w której rzeczywistość miesza się z magią. Przechodzi od codzienności sierocińca Bunny Hill do tajemniczej krainy fantasy, Corolli, rządzonej przez okrutnego tyrana Pana Kyna, któremu towarzyszy złowroga sowa o czerwonych oczach znana jako Velenia i wiele innych, poddanych mu istot.

Potrafiąca zmieniać postać od dziewczęcej po króliczą, pewna siebie, ale i nieustraszona Lana Benton, przekonana o słuszności swojego działania, bada, sprawdza, prowadzi dochodzenie, ale także ucieka, chowa się oraz staje do walki, będąc się ratunkiem dla innych, i dla samej siebie. 

Bye Sweet Carole to zdecydowanie przejmująca, wciągająca i bardzo tajemniczna opowieść, dawkowana graczowi czasami w powolny, a czasami w dynamiczny sposób. Skanianie między zupełnie innymi rzeczywistościami i innym wyglądem, w tym umiejętnościami Lany, przeplatane jest baśniową opowieścią narratora, która zamyka i otwiera kolejny rozdział gry. Fabuła jest tu mocno nastawiona właśnie na narrację, nie zapominając jednocześnie, że nie jest to tylko słodka, animowana historia rodem z animacji Disneya, choć do takich tej grze jest bardzo po drodze. 

Interfejs i sterowanie - poprowadź Lanę przez pełną akcji przygodę 

Recenzowany przeze mnie tytuł to tak naprawdę malowany horror, a w dużej mierze również survival horror, w którym walczymy Laną Benton o przetrwanie, stawiając czoła licznym postaciom. I nie są to tylko źli bohaterowie dręczonej krainy, ale również pracownicy sierocińca, którzy nagle zmieniają się w gotowe na mord bestie. 

Gra autorstwa wspomnianego już przeze mnie Chrisa Simmonsa, mającego na swoim koncie serię horrorów o przetrwaniu zatytułowaną Remothered, jest w pewnym sensie klonem tych gier. Im dalej w rozgrywkę, tym Lana doświadcza coraz więcej przemocy. Akcja coraz bardziej koncentruje się na przetrwaniu, chowaniu się, uciekaniu i kombinowaniu co dalej. Popędzani przez gnające do przodu zagrożenie, choćby ze strony brutalnej kucharki z tasakiem, gubimy narracyjną jakość, stając się trybikiem w klasycznym horrorze, w typowej przygodowej grze akcji w survivalowym stylu, co moim skromnym zdaniem nie wychodzi grze na dobre. Ten pęd sprawia, że opowieść traci na znaczeniu, na narracji, stając się zbyt brutalną, i na dodatek mającą problem z płynnością rozgrywki. 

Bye Sweet Carole to gra, w której historię poznajemy i próbujemy przetrwać sterując Laną, która jak już nadmieniłam wkracza w świat fantasy nie tylko w swojej naturalnej postaci, ale i w roli króliczki, mającej zupełnie inne umiejętności, i inną perspektywę. Postacią dowodzimy za pomocą klawiatury i przypisanych przez grę przycisków interakcji, albo kontrolera, który jest przez grę zalecany. Rozgrywka do najłatwiejszych, szczególnie dla mnie, osoby kochającej spokojną klasykę przygodową, nie należy do najłatwiejszych. Kierowanie Laną za pomocą pada, w growej zabawie pełnej akcji, w typowym survival horrorze, który połączono z oldschoolowymi elementami platformowymi, jest zwyczajnie łatwiejsze, choć wcale nie gwarantuje sukcesu. Śmierć bohaterki nie jest w tym przypadku niczym dziwnym, podobnie jak wracanie do trudnych momentów po wielekroć razy, zważywszy, że gierka nie oferuje ręcznego zapisu, a jedynie automatyczny.

W zależności jaką obsługę gry wybierzemy, czy będzie to klawiatura, czy też kontroler, do dyspozycji będziemy mieli sporą ilość przypisanych grze przycisków. Część ich dotyczy typowych interakcji, czyli poruszania się, podnoszenia i używania przedmiotów, rozmów czy działań z przedmiotami i obiektami. Są również takie, które pozwalają zmienić naszą bohaterkę w króliczkę, pozwalając jej biegać, i skakać, co jest w tym growym projekcie niezmiernie istotne, a także otworzyć ekwipunek, który jest w swej formie zbliżony do typowych przygodówek. Klasycznie wypada również system zadań, konkretnych celów, które wyraźnie, jeśli tylko dotkniemy odpowiedniego przedmiotu i miejsca, zostaną przez grę wypunktowane. 

Wszelkich interakcji w pędzącej do przodu, dość brutalnej i pełnej przeciwników grze, która jednocześnie stawia na przeróżne wyzwania natury logicznej, i nakazuje często powroty do miejsc już odwiedzanych, musimy się zwyczajnie nauczyć. Opanowanie ich w sposób przynajmniej dobry zmniejszy poziom frustracji z nieudanych momentów, w których śmierć, bo nie wiemy co dalej, bo zabrakło nam czasu, bo nie udał się nam skok, przychodzi nazbyt często. 

Zagadki i zadania - wiele się dzieje, niekoniecznie dobrego 

No cóż, Bye Sweet Carole bywa tytułem nader denerwującym, i niech nie zmyli Was urokliwa oprawa graficzna i klimat animacji Disneya. I choć opowieść, która pozwala nam poznać nie tylko historię Lany, ale i w retrospekcjach również losy Carole, potrafi zaciekawić, skupić uwagę graczy, intrygować, a nawet wzruszać, to elementy zręcznościowe, rozgrywka platformowa, przeciwnicy i przesadzone utrudnianie rozgrywki, może zirytować, i to nie raz. 

Dziwnym pomysłem jest w grze konieczność wykonywania następujących po sobie poleceń, wracania do pomieszczeń, w których niejednokrotnie czyha przeciwnik, by wykonać zlecone przez grę zadanie. Wracanie się do lokacji by przekręcić zawór, przesunąć drabinę czy zabrać przedmiot, jest raz niepotrzebnym sianiem chaosu i gubieniem płynności, dwa dodatkowym stresem, trzy sztucznym wydłużaniem rozgrywki, która raczej tego nie potrzebuje. 

Twórca recenzowanej przeze mnie przygodowej gry akcji, z zdecydowanie za częstymi (jak dla mnie) elementami survivalu, postarał się poprzez zagadki zbliżyć swój projekt do typowej przygodówki, w której gracz stale przeszukuje lokacje, wraca by coś zdobyć, bądź udaje się do odwiedzanego już miejsca ponownie, aby zrealizować cel. Zabieg ów miałby sens, gdyby w takich momentach gierka zwalniała, akcja grozy schodziłaby na plan dalszy, albo w ogóle zamierała. Ale tak się niestety nie dzieje. 

Gnani przez akcję, zestresowani zbliżającym się wrogiem, który nie daje nam spokoju i zaraz pozbawi Lanę życia, gubimy rytm i zaczynamy gubić także możliwość logicznego myślenia. Nagle nie wiadomo co trzeba zrobić, choć czynność, którą zleca nam gra, jest banalna. Szybkość i strach w przypadku zagadek logicznych zdecydowanie nie jest sprzymierzeńcem gracza.

Problemem są również, wraz z postępami gry, coraz liczniejsi wrogowie. W ich przypadku szczególnie mocno widoczne jest to, że gra nie bardzo wie czym chce być i jaki kierunek zamierza obrać. Z jednej strony mamy przeciwników, którzy reagują na najmniejszy dźwięk, jaki jesteśmy w stanie wywołać. Hałas sprawia, że pojawiają się niemal natychmiast, i nie są przyjaźnie nastawieni. Ale pojawia się także ich dziwna losowość, która sprawia, że do końca nie wiemy jak działają wrogowie, co robimy źle, i czy aby ich pojawianie się w danych miejscach nie jest losowe. Dziwny zabieg, mega irytujący, i mocno utrudniający i zniechęcający do rozgrywki. Mnie samej zdarzało się w takich chwilach odpuszczać granie, by wrócić do historii gdy przeszedł mi przysłowiowy "nerw". 

Źródłem frustracji są zagadki i zadania polegające na ciągłym wracaniu, wkurzający przeciwnicy, którzy nie bardzo wiadomo jak działają, ale i elementy skradankowe, których ja zwyczajnie w grach nie cierpię. Ciężko mi się do nich przekonać również w tak urokliwej graficznie opowieści, jaką niewątpliwie jest opisywana przeze mnie gra.

Graficzne cudo - animowany horror w disneyowskim stylu 

Nikt nie może bowiem zaprzeczyć, że Bye Sweet Carole nie jest tytułem przepięknym graficznie, takim, którym można zachwycać się, nawet jeśli za tobą lata kucharka z tłuczkiem czy wściekła, diaboliczna sowa z czerwonymi oczami. 

Gra jest przepiękną, ręcznie malowaną przygodówką, w baśniowym, animowanym stylu, rodem z produkcji Disneya. Malowane, urokliwe pod każdym względem tła, z malowanymi postaciami i mnóstwem szczegółów i szczególików, ożywają na naszych oczach w kolejnych, dostępnych w wielu rozdziałach lokacjach. Dopracowane graficznie miejscówki, z równie dopracowanym wyglądem zbieranych przedmiotów, wpisującym się w baśniowy styl, podbijającym nasze pozytywne z niej wrażenia.

Nic jednak nie buduje tak klimatu rodem z produkcji animowanych, jak przeurocze, filmowe animacje, które, czego twórcy wcale nie kryją, inspirowane są najbardziej znanymi, najbardziej lubianymi, wybitnymi filmami animowanymi.  

Gra prezentuje się zwyczajnie przepięknie. I to piękno przyciąga zapewne wielu potencjalnych graczy. Nie jest to jednak urocza gra w lekkim stylu. Jej graficzne, animowane, fantasy - baśniowe piękno jest także mroczne. I choć mrok jest to również ręcznie rysowany i kunsztownie animowany, to wylewa się z niego horror z potworami, które mogą, a nawet chcą przerażać. I oczywiście to robią, nawet jeśli są iście bajkowe. 

Ścieżka muzyczna i udźwiękowienie - zdecydowanie nie ma co narzekać 

Klimat grozy ze świata baśni i animacji, atmosferę opowieści skupionej na fabule, opowiadanej przez narratora, podbijanej przeuroczą stroną wizualną, i monetami akcji, z grozę w tle, podkręca również doskonała ścieżka dźwiękowa i muzyczna. 

Główny motyw muzyczny w Bye Sweet Carole przewija się przez sporą część rozgrywki, i stanowi ważny składnik przygodówki, dla której inspiracją stały się najznamienitsze filmy animowane. Nie da się nie zauważyć, że melodia główna czerpie z tegoż filmowego gatunku garściami, przenosząc graczy w baśniową opowieść, która złudnie może wydawać się lekką i bezproblemową.

Nie jest jednak taką, gdyż oprócz słodkich momentów, na graczy czekają także te zdecydowanie trudniejsze, brutalniejsze i mroczne. Ścieżka dźwiękowa o tym jednak nie zapomina, wlewając nam w uszy dźwięki mroku, zagrożenia i tajemnicy, robiąc to w najlepszy sposób w jaki potrafi. 

Omawiana przeze mnie gra to tytuł w pełnej angielskiej wersji językowej, z doskonałym dubbingiem, z profesjonalnymi aktorami, którzy w postaci owej gry, włącznie z czołowymi, jak i pobocznymi, wcielają się w doskonały sposób. Bohaterowie, zarówno pozytywni, jak i negatywni, a tych nie brakuje, są autentyczni, ciekawi, mają charakter i duszę, co wyraźnie udziela się aktorom głosowym, którzy do swych ról przyłożyli się w należyty, perfekcyjny sposób. 

Niestety to kolejna gierka na długiej liście tych, w które po polsku niestety nie zagramy. Choć profesjonalny angielski dubbing (można grać również w pełni po włosku), niewątpliwie cieszy, to chciałoby się móc poznać opowieść także z napisami w ojczystym języku. Niestety nie jest to możliwe, i nic nie wskazuje, by kiedyś było. 

Bye Sweet Carole podsumowanie recenzji - urocza, przepiękna, ale jednak nie dla mnie 

Podsumowując, Bye Sweet Carole to bez dwóch zdań urocza graficznie, przepiękna, malowana i niesamowicie zanimowana opowieść, którą świetnie się ogląda, ale niestety gorzej się w nią gra. Wizualnie przygodówka przyciąga. Jej graficzne piękno może być bardzo zgubne, przyciągać graczy, choćby takich jak ja, którzy kochają rysowane przygodówki, ale nie bardzo elementy akcji. 

Recenzowany tytuł zaciekawia fabularnie, napędza opowieść graficznym pięknem i doskonałą ścieżką muzyczną i dźwiękową, ale zniechęca większością rozgrywki. Gra nie bardzo wie kim chce być. Jest trochę przygodówką, stawiającą na zbytnie utrudnianie zagadek i sztuczne rozciąganie rozgrywki, a trochę platformówką z typowymi dla tego gatunku rozwiązaniami. Stara się być baśnią, przemycającą do fabuły feministyczne tematy, ale i klasycznym surival horrorem z przeciwnikami, których trudno okiełznać, bo nie bardzo wiadomo jak działają. 

Hmm..... przepiękna to gra, ciekawa fabularnie, urocza, ale zdecydowanie nie dla mnie. To raczej tytuł dla zwolenników szybkości, akcji i growego miszmaszu, który w takim wydaniu mnie zwyczajnie nie pasuje. Bye Sweet Carole byłaby świetną grą, gdyby była klasyczną przygodówką. Ale niestety nie jest. 

Moja ocena 6/10. 

Serdecznie dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji!

Grałam w wersję na komputery PC, oczywiście na GOG



Zalety:

  • Przepiękna grafika;
  • Fabularna opowieść, która może się podobać;
  • Urokliwa ścieżka dźwiękowa i muzyczna;
  • Ciekawe, charakterne postaci;
  • Bardzo dobry dubbing;
  • Baśniowy klimat;
  • Disneyowski styl, który mi się podoba

Wady: 
  • Zbyt trudne elementy zręcznościowe;
  • Wrogowie, których działania nie rozumiem;
  • Zbytnie utrudnianie zagadek;
  • Brak ręcznych zapisów rozgrywki;
  • Sztuczne rozciąganie rozgrywki;
  • Brak polskiej wersji językowej