Zniknięcia - recenzja. Horrorem bym tego filmu nie nazwała
Serdecznie zapraszam do przeczytania kolejnej mojej recenzji. Tym razem skusiłam się na opisanie jednego z głośniejszych horrorów tego roku, filmu Zniknięcia, który właśnie trafił na HBO Max. Co o nim myślę?
Przyznam się, że do kina nie chodzę od dawna. Raz nie mam na co, dwa jak już mam, to z racji na gatunek który wybieram, czyli horror, nie mam z kim. Trzy uważam, że bilety są za drogie, a cztery wiem z doświadczenia, że wyczekiwana przeze mnie filmowa produkcja i tak w końcu trafi na streaming, cierpliwie czekając na premierę. Tak też było w przypadku filmu Zniknięcia, bardzo nagłośnionego, wręcz rozdmuchanego horroru, który zbierał wysokie oceny i naprawdę dobre recenzje. I albo ja stałam się za bardzo wybredna i przestałam rozumieć kino, albo znieczuliłam się na grozę, bo po obejrzeniu tegoż horroru na HBO Max, nie sądzę, by można nazywać go mianem horroru, a już z pewnością nie tytułem zasługującym na tak wysokie filmowe oceny. Już opisuje dlaczego!
Inne recenzje produkcji grozy na moim blogu:
- Dwie minuty do piekła, recenzja horroru o wiedźmie z workiem na głowie
- Heretic - recenzja. A24 z horrorem o Mormonach i sprzecznościach wiary
- Klątwa naszyjnika - recenzja. Kolejny mało zaskakujący horror o opętaniu
- Mów do mnie - recenzja horroru z zabalsamowaną ręką
- Recenzja horroru Pajęczyna, klimatyczna opowieść o rodzinnych demonach
O czym opowiada film Zniknięcia? - fabuła
Fabuła Zniknięcia jest widzom przedstawiana w formie narracji już w pierwszych minutach filmu. Dowiadujemy się z niej, że w pewnym niewielkim miasteczku pojawia się nowa nauczycielka klasy trzeciej, Justine Gandy, która bardzo poważnie podchodzi do swojej pracy, poświęcając dzieciom wiele uwagi.
Niestety pewnego dnia zastaje w klasie tylko jednego ucznia, cichego i zamkniętego w sobie Alexa. Pozostałe siedemnaścioro dzieci na pojawia się w szkole. Wkrótce okazuje się, że każde z nich, poprzedniej nocy, o godzinie 2:17 obudziło się, wstało z łóżka, wyszło z domu i wybiegło w ciemność i ślad po nich zaginął.
Zdesperowana, odrzucona przez społeczność, i przede wszystkim rodziców Justine, postanawia na własną rękę dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło, jednocześnie oczyszczając się z podejrzeń o zbiorowe zaginięcie. Problem w tym, że rok po wydarzeniach w życiu panny Gandy zaczynają dziać się niewyjaśnione zdarzenia, z którymi w jakiś sposób związana wydaje się zagadkowa starsza pani o imieniu Gladys.
Kolejna filmowa zabawa w mieszanie gatunków
Zaczynam pomału obrażać się na horrory, a już z pewnością na te najnowsze, które mają problem z umiejscowieniu się w konkretnym gatunku, nawet nie udając, że potrafią straszyć. Może i jestem uodporniona na filmową grozę, bo ten gatunek jest moim filmowym pierwszym wyborem, ale nawet po latach oglądania kinowych "straszydeł", wciąż mogę rozpoznać i poczuć na własnej skórze przemyślaną, wywołującą ciarki na skórze grozę. Takiej po horrorach oczekuje, takiej się spodziewam.
Ale takiej w Zniknięciach niestety nie dostałam i to z kilku powodów. Wiodącym problemem tegoż filmu, który może dla niektórych (nie dla mnie), być jednak zaletą jest to, że Zach Cregger, który jest zarówno reżyserem i autorem scenariusza zabawił się w mieszanie gatunków, żadnego z nich nie traktując poważnie. I tak w filmowym kotle różności znalazło się nieco grozy, sporo klasycznego thrillera, wiele dramatu, ale i elementów komediowych. Przypisanie recenzowanej przeze mnie produkcji do jakiegoś gatunku jest nie tyle trudne, co zupełnie zbędne, bo twórca, mający na swoim koncie skądinąd świetnych Barbarzyńców, zupełnie odciął się do filmowej gatunkowości i poszybował z opowieścią gdzieś w stratosferę swojej fantazji.
I pewnie nie byłoby w tym nic złego gdyby traktowało się ów film niezbyt poważnie, gdyby nie pojawiające się w sieci, teraz wiem już że górnolotne hasła o najlepszym, najstraszniejszym horrorze tego roku. Niestety Zniknięcia jest świadectwem tego jak nisko upada kino, jaki kryzys tożsamości przechodzi i jak niewiele się od filmów, szczególnie horrorów oczekuje. Przykre to, ale niestety prawdziwe.
Mało poważna produkcja z dubbingiem
Powagi, która powinna towarzyszyć filmowej grozie, która ma przecież straszyć, ma trzymać w napięciu, a przynajmniej fabularnie zastanawiać, brakuje nie tylko w klimacie tejże nawet nie starającej się przerazić widza produkcji, ale i w lekkim traktowaniu, nazwę to, oprawy dźwiękowej, językowej wersji filmu.
Pytam się po co horror, bo tak określany jest ów film dostępny jest w polskim dubbingu? Jaki cel przyświecał polskiemu dystrybutorowi, by zlokalizować właśnie ten film w pełni po polsku? Zabieg taki miałby sens gdyby Zniknięcia były komediowym horrorem, albo produkcją przeznaczoną dla młodszego widza. Problem w tym, że tytuł ów nie jest przypisany do żadnej z tych grup, przez to z racji na pełną polską wersję (nawet nie najgorszą), podkreślona została niepoważność i błahość opowieści. Trudno traktować grozę na serio, gdy widz nie jest w stanie wczuć się w emocje oryginalnego aktora, nawet jeśli ten dubbingowy dwoi się i troi, by sprostać zadaniu.
A amerykańska obsada tej horrorowo-komediowej-baśni jest całkiem przyzwoita, więc spłycanie jej do polskiej wersji, nawet jeśli ta ułatwia odbiór filmu, który można oglądać w tle innych zajęć (tylko po co), jest według mnie absurdem.
W filmie znalazły się takie osobistości kina jak: Julia Garner (Wolf Man, Apartment 7A, Ozark) jako młoda nauczycielka Justine Gandy, Cary Christopher (American Horror Stories) w roli Alexa, Josh Brolin (Żywy czy martwy: Film z serii "Na noże", Peryferia, seria Diuna) jako jeden z dotkniętych tragedią rodziców Archer Graff, Alden Ehrenreich (Oppenheimer, Nowy wspaniały świat) jako policjant Paul Morgan, Benedict Wong (Problem trzech ciał) jako dyrektor Marcus, Austin Abrams (Euforia) jako narkoman i złodziejaszek James i w końcu Amy Madigan (Poroże, Dom Grozy: Miasto Aniołów) jako demoniczna ciotka Gladys. W drugoplanowych rolach także June Diane Raphael (Based on a True Story) i Justin Long (Gęsia skórka).
Nie tego się po Zniknięciach spodziewałam - podsumowanie recenzji
Zniknięcia to film na którego premierę na streamingu czekałam, i to bardzo mocno, spodziewając się mocnego kina grozy, z wciągającą, wywołującą dreszczyk emocji fabułą. Niestety po raz kolejny oczekiwania, a rzeczywistość okazały się stać na dwóch zupełnie różnych biegunach.
Spodziewałam sie grozy, a otrzymałam średniej klasy thriller, z dość przewidywalną fabułą, w sosie gatunkowym. Opowieść wyraźnie podzielona na rozdziały, w których fabułę poznajemy oczami kilku głównych postaci filmu, zaczęła bawić się z widzem w historię rodem z baśni dla dzieci, w której zło przybrało postać kogoś na obraz wiedźmy, tudzież Baby Jagi.
Brak fabularnej powagi, zupełnie przez mnie nie zrozumiałe zdubbingowanie filmu i przykrycie grozy komedią sprawiły, że nie potrafiłam się w opowieść zaangażować na tyle, na ile w filmie grozy, w końcu moim ulubionym filmowym gatunku, powinnam.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie jest to film zły, nudny czy nie warty obejrzenia. Nic z tych rzeczy. Poświęcić mu uwagę można, szczególnie jeśli nie przepada się za horrorami. Nie należy się wtedy obawiać przesadnego strachu, a w miarę lekko poprowadzona opowieść, w ciekawej, postaciowej perspektywie, może się podobać.
Niestety nie jest to produkcja dla fanów klasycznej grozy, nie dla widzów lubiących się bać, kochających ekranowy dreszczyk emocji, co niezmiernie mnie boli. Czuję coś w rodzaju filmowego zawodu i rozczarowania, co niestety przekłada się na moją jego dość niską notę.
Moja ocena to 6,5/10.
Film Zniknięcia można obejrzeć w serwisie HBO Max.





Ja się czuję przekonany do tej produkcji i na pewno niedługo po nią sięgne. Akurat Haloween
OdpowiedzUsuńPozostaje mi życzyć udanego seansu :) Tylko radzę nie podchodzić do niego do jako klasycznego kina grozy ;)
UsuńKino już od 10 lat szoruje po dnie. Widać to, aż za dobrze. Widzowie stali się równie nijacy co twórcy. Dlatego jak za daną produkcję się weźmie koneserka to będzie srogo oceniać ;p
OdpowiedzUsuńKino ma się mocno źle, czego świetnym, niestety i przykrym przykładem jest kinowa premiera "Friz & Wersow. Miłość w czasach online", ale i ponowne premiery filmów, które już kiedyś w kinach były. Dlatego do niego nie chodzę. Kina zjadł również streaming, który stał się bardzo popularny.
UsuńDodatkowo problemem większości filmów jest jednak sztuczne rozdmuchiwanie ocen i grupowe ocenianie produkcji. Jak już jedni recenzenci napiszę o danym filmie w superlatywach, to kolejni powtarzają pochwały i na odwrót. Działa to w myśl powiedzenia "Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak o one". Pewna odtwórczość i brak subiektywności stało się jakąś normą.
Jest również wyraźny problem z przypisywaniem danej produkcji do konkretnego gatunku. Mam wrażenia, że owych gatunków, z racji na ich ostatnio mocne miksowanie, i nie tylko w filmowej branży, ale i growej, jest zwyczajnie za mało.
Smutni panowie z zarządów, akcjonariusze i funduszy powierniczych chcą łatwej i dużej kasy.
UsuńTworzą chłam dla mitycznej publiki, która nie ma zamiaru kupować ich usług, czy towarów. Natomiast ci co mogli zapłacić są obrażani.
No i tak to się toczy od wielu lat.