Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja gry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 listopada 2025

Princess of the Water Lilies - recenzja. Śliczna i wymagająca gra

Princess of the Water Lilies - recenzja. Śliczna i wymagająca gra

 


Dziś nie do końca przygodówka, a platformowa gra logiczna. Śliczna, acz wymagająca, szczególnie w moim przypadku, gra zatytułowana Princess of the Water Lilies. Oto jej recenzja! Miłej lektury 👇

Pewnie wielu z Was zaskoczy moja recenzja gry zaliczonej na Steam do gatunku przygodowego, ale tak naprawdę będącej platformową grą logiczną, z rozgrywką systematycznie zwiększającą swoją trudność, łamigłówkami i wymagającymi walkami z bossami. Tak, tak..... odważyłam się wyjść poza moją strefę growego komfortu i dzięki uprzejmości Whyknot Studio, Red Dunes Games, czyli twórcy i wydawcy zagrać w platformówkę. Cóż, nie było to dla mnie łatwe zadanie, ale mimo momentów desperacji i zniechęcenia związanego z licznymi porażkami w potyczkach, rozgrywkę uroczą kotką z mocami w Princess of the Water Lilies uważam za ciekawe doświadczenie, przede wszystkim upewniające mnie, że mimo uroku gier platformowych, ja jednak wolę klasyczne przygodówki. Ale po kolei......

Inne recenzje dostępne na moim blogu:

Princess of the Water Lilies to opowieść, której bohaterką jest pewna sympatyczna kotka, o wdzięcznym imieniu Princess, czyli Księżniczka. Spotykamy ją w bardzo trudnym dla niej położeniu, wrzuconą do pudełka rzuconego do wody. Z opałów ratuje ją rodzina mieszkająca w lesie, rodzina wyjątkowa, bowiem nie kocia, a żabia. I tak zmęczona, prawie pozbawiona życia Princess zostaje przygarnięta przez grono sympatycznych żab, stając się ich przybranym dzieckiem, członkiem żabiej familii, w której panuje ład, porządek, wzajemne przywiązania, a zapewne i miłość. 


Pewnego dnia spokój, który nasza zwierzęca bohaterka odzyskała, zostaje ponownie zaburzony. Jej żabia rodzina jest zagrożona i potrzebuje ratunku. Nie wahając się, wyposażona w to co nauczyły ją żaby, ale i w specjalną moc obroży, która leczy i ratuje, Księżniczka rusza na wyprawę, pokonując wiele przeróżnych miejsc, przeszkód i wyzwań, stając na przeciw potworom stworzonym przez największego wroga natury.....człowieka i jego mechaniczną technologię. 

Princess of the Water Lilies to gra podzielona na sześć rozdziałów, choć zapewne lepiej byłoby napisać sześć poziomów, z których pierwszy jest jedynie wstępem. Lekka początkowa rozgrywka, która daje graczowi pogląd sterowania i interfejsowej otoczki, z czasem staje się coraz bardziej wymagająca, coraz bardziej skomplikowana, a wieńczące poziom walki z bossami naprawdę trudne. Dla osób, które z platformówkami nie mają za wiele do czynienia, jak choćby ja, są one zbyt trudne, wręcz frustrujące. Zdarzało mi się po wielokroć razy podchodzić do tego samego zadania, mając chęć porzucić rozgrywkę i nigdy już do niej nie wracać. Uważam, i raczej zdanie nie zmienię, że nie jest to tytuł odpowiedni dla tak zwanych "niedzielnych platformowych graczy".


Odnajdą się w nim natomiast fani biegania, skakania, wspinania się się na ścianach, linach, a nawet pływania. Nie zabrakło w tej stworzonej przeze niezależne malezyjskie studio elementów typowych dla gier w tym gatunku, czyli zbierania wszelakich owadów, wyłapywania świetlików i innych znajdziek. Typowa rozgrywka skupiona na dynamicznej podróży stale zwiększa swoją skalę i staje się coraz bardziej złożona. Wykorzystamy w niej nie tylko kocią skoczność Princess, ale również moc jej magicznej obroży, która mruczeniem leczy i przywraca do życia naturę. Gra posiada bowiem pewien wymiar ekologiczny, skupiając się na fabule, w której natura staje na przeciw ludzkiemu działaniu, zbytniemu w nią ingerowania i technologii, która zamiast wspierać, niszczy. 

Zdawałoby się prosta rozgrywka, z równie prostym pomysłem na siebie, oferuje przez zręcznościową zadaniowość uroczą opowieść w równie uroczym środowisku, ze zwierzętami, które często trzeba będzie ratować i owadami, które mają swoje przeznaczenie. Nie brakuje także łamigłówek, które wraz z kolejnymi lokacjami wchodzą na wyższy poziom, sprawiając, że przyjdzie się na chwilę zatrzymać, często nieco pomyśleć i pokombinować. 

Każdy obszar, a jak wspomniałam jest ich w grze sześć, to jakby odrębne wyzwania, rozgrywka na zupełnie innym poziomie, w innym, acz niezwykle urokliwym środowisku, z coraz bardziej trudnymi do pokonania przeciwnikami. Akcja, akcja i jeszcze raz akcja...., to czeka nas w tej platformowo fabularnej opowieści, w której animacje, zdradzające pewne szczegóły owej historii, obrazowane są jako czarno-białe rysunki. Tętniące życiem poziomy, mają różne wizualizacje, inną atmosferę, ale w każdym z nich widać dbałość o szczegóły, i zupełny brak powtarzalności. 

Kocie ruchy, zwinność i precyzja widoczna i odczuwalna jest w Princess of the Water Lilies na każdym kroku i możecie być pewni, że każdy kolejny rozdział przyniesie coraz trudniejsze wyzwania, jednocześnie ciekawiąc i zachęcając graczy do poznania gry więcej i dogłębniej. Zwykła akcja, w której po prostu pokonujemy przeszkody, skacząc, a nawet pływając pod wodą, takie, w których zdobywamy bonusy, a tym świetliki i bąbelkowe maski, to jednak nie wszystko. Nie brakuje artefaktów i interakcji z żabami.

A wszystko w przepięknie zaprojektowanej grze, w graficznie uroczej, iście bajkowej opowieści, która ma do zaoferowania ręcznie rysowaną grafiką, z tłami prezentującymi się jak dobre animowane opowieści dla dzieci. Przygoda z racji graficznej prezentacji i dostępności językowej, czyli braku mówionych dialogów, jest tytułem przeznaczonym dla gracza w każdym wieku. 

Klimatu dodaje jej nastrojowa, ale i klimatyczna oraz pobudzająca emocje związane z bossami (wierzcie mi, takich nie zabraknie), orkiestrowa ścieżka muzyczna. O dźwiękach otoczenia możemy w opisywanym przeze mnie tytule napisać dobrze, ale muzykę należy wychwalać. Orkiestra symfoniczna świetnie harmonizuje się z leśnym otoczeniem, w którym poznajemy nie tylko naszą kocicę i jej żabią rodzinę, ale również foki, szopy, jeże, pająki, rozdymki i wiele innych. Muzyczne dźwięki przechodzące od spokojnych, po pełni dźwiękowego wigoru i mocnego uderzenia potęgują wymagające walki z bossami, pobudzając emocje i wyciszając je po skończonej walce. 

Zanim przejdę do podsumowanie mojej recenzji, muszę nadmienić, że ów tekst jest dziełem osoby, która może kiedyś w jakieś platformówki grała, ale było to bardzo dawno temu. Można zatem uznać, że granie w Princess of the Water Lilies było w pewnym sensie nowym dla mnie doświadczeniem, a poniższa recenzja napisana jest z poziomu osoby z grami platformowymi nie obytej.  To co nie pasuje w tej grze mi osobiście, wcale nie musi nie pasować graczowi, dla którego taki gatunek jest jego pierwszym wyborem. Miejcie to proszę na uwadze!

Tak czy siak, recenzowana przeze mnie gra to klasyczna platformówka, z całym jej bagażem zręcznościowym i walkami, których ja, fan klasycznych przygodówek, w grach nie cenię, ale które w wypadku tytułów zręcznościowych, uatrakcyjniają, ubarwiają i zamykają wyraźny podział na rozdziały, albo inaczej..., na poziomy. Lekkie i proste rozgrywkowo wprowadzenie do zabawy, jest w tej grze jedynie wstępem. Z czasem rozgrywka staje się bardziej wymagająca, poziomy trudniejsze, łamigłówki bardziej zbilansowane platformowo, rozbudowane i trudniejsze, a wieńczące finał rozdziału bitwy z bossami angażujące całą naszą uwagę i szalenie trudne. Nie wiem jak Wam, ale mnie sprawiały one nie lada trudność, stając się chwilami frustrujące i zbyt skomplikowane.

Princess of the Water Lilies ma do zaoferowania wiele mechanik, na kolejnych planszach dzieje się naprawdę sporo, skaczemy, biegamy, wspinamy się, używamy magicznej obroży, ratujemy zwierzęta, mierzymy się z łamigłówkami, walczymy. Stagnacja i brak działania zdecydowanie, jak przystało na klasyczną, godną uwagi platformówkę, zupełnie nam nie grozi.

Pełne wyzwań sterowanie urokliwą kotką o wdzięcznym imieniu Księżniczka uatrakcyjnia fenomenalna, orkiestrowa ścieżka muzyczna, która nadaje grze pozbawionej dialogów mówionych, nieco więcej emocjonalnej głębi, która wynika z równie emocjonalnej fabuły. Ta, choć jest to platformówka, w której fabuła nie jest najistotniejszym elementem, jest wyraźnie widoczna. Skupia się na pojęciu rodzinnej więzi, ale i na naturze, zaburzonej przez działanie człowieka, nadając grze również ekologicznego wymiaru. 

Wszystko klamrą zamyka urokliwa graficznie otoczka, która w ręcznie rysowanych lokacjach, z tłami wyglądającymi jak animowane filmy, nadaje rozgrywce uroku, klimatu i baśniowości, w której rozgrywa się klasyczna walka dobra ze złem.

Myślę, że Princess of the Water Lilies może przypaść do gustu zwolennikom platformowych gier przygodowo-logicznych, stawiających na mnóstwo wyzwań, pragnących wypróbować swoje zdolności zręcznościowe i spryt. To również gra, która nie skupia się jedynie na rozgrywce stawiającej na zręcznościowe działania, ale wymaga kombinowanie i logiki. Gracze lubiący takie wyzwania, również się w niej odnajdą. 

Nie jest to natomiast tytuł dla fanów spokojnej rozgrywki, dla osób nie grających w tytuły platformowe, nie lubiących mierzyć się w potyczkach z bossami z sobą samym i swoją niemocą. Dla takich graczy, niestety także dla mnie, gra może być zwyczajnie za trudna, zbyt wymagająca i stresogenna. Jeśli jednak chcecie, jak ja, wychodzić poza strefę komfortu i mierzyć się z własnymi słabościami, to urok tej wcale nie długiej opowieści, może zrekompensować Wam trudy rozgrywki, pozwalając Księżniczce spróbować uratować swoją żabią rodzinę. 

Moja ocena 8/10

Bardzo serdecznie dziękuję Whyknot Studio, Red Dunes Games za udostępnienie gry do recenzji! 

Grałam w wersję na PC - Steam.

Zalety:

  • Urokliwa kocia bohaterka, szczególnie jak się lubi koty;
  • Przepiękna grafika, bardzo przyjemna dla oka;
  • Mnogość zadań i zupełny brak nudy;
  • Doskonała zabawa dla fanów platformówek;
  • Emocjonalna historia bez dialogów;
  • Przepiękna ścieżka muzyczna;
  • Różnorodne poziomy;
  • Stale zwiększająca się trudność rozgrywki

Wady:

  • Zdecydowanie nie jest to gra dla początkujących graczy platformowych;
  • Zbyt trudne walki z bossami, które wywołują frustrację 

piątek, 13 czerwca 2025

J.U.L.I.A.: Among the Stars - recenzja. Ciekawa, klimatyczna, pełna zagadek, ale krótka

J.U.L.I.A.: Among the Stars - recenzja. Ciekawa, klimatyczna, pełna zagadek, ale krótka

Zapraszam serdecznie do przeczytania recenzji przygodowej gry logicznej, w klimacie science-fiction. Oto recenzja J.U.L.I.A.: Among the Stars.

J.U.L.I.A.: Among the Stars, to gra przygodowa studia Cardboard Box Entertainment, którą twórcy postanowili wydać w odnowionej wersji, dwa lata po wcześniejszej premierze. Nowsza i ładniejsza pozycja, trafiła do dystrybucji na Steam i zaczęła zbierać bardzo pozytywne opinie na swój temat. Przyznam się, że nie ciągnęło mnie do tej gry i pewnie bym jej nie kupiła, bowiem nie przepadam za zwiedzaniem kosmosu i posługiwaniem się robotami, gdyby nie to, że gra została mi podarowana. Skoro los był dla mnie w tej kwestii łaskawy, grzechem by było nie skorzystać i „J.U.L.I.A.” wkrótce zagościła na moim komputerze i nie żałuję, bo to całkiem porządna pozycja, z ciekawymi dialogami, różnorodnymi zagadkami i śliczną grafiką.

Warto przeczytać również:

Wcielamy się w niej w Rachel Manners, trzydziestoparoletnią panią astrobiolog, która budzi się po sześćdziesięciu latach na promie stacji badawczej, gdzie miała badać odległe i nie odkryte jeszcze planety. Gdy nasza bohaterka wraca do rzeczywistości, okazuje się, że jest sama, załoga przepadła, czemu oczywiście trudno się dziwić, skoro minęło pół wieku, a jej jedynymi towarzyszami są maszyny i to niezwykłe. Jednym z nich jest Mobot, dzięki któremu Rachel poznaje kolejne planety oraz pokładowy robot imieniem Julia, który roztacza pieczę nie tylko nad statkiem, w którym panna Menners przebywa, ale także nad Mobotem i naszą protagonistką. 

Pozornie, mając do dyspozycji tylko jedną ludzką postać, nie odczuwamy braku ludzi, bowiem roboty posiadając wysoką inteligencję, potrafią dyskutować, żartować, a nawet się sprzeciwiać. Mobot niejednokrotnie rzuci żarcikiem, a Julia wyrazi swą opinię na temat tego, czy innego zadania i czynności, którą wykonujemy wcielając się w panią astrobiolog.

J.U.L.I.A.: Among the Stars, jest klasyczną przygodówka, którą obsługujemy za pomocą myszy, jej lewego przycisku. W grze nie mamy typowego ekwipunku, do jakiego przyzwyczają nas gierki adventure. Posiadamy za to bogato wyposażony panel na górze po prawej stronie. Znajduje się to zakładka z ikoną dwóch kopert – LOG, w której znajdziemy panel z notatkami naszej bohaterki oraz zakładkę ‘Mind o Matic’, która reprezentuje myśli i spostrzeżenie Rachel, które jako gracz co jakiś czas będziemy odpowiednio układać, traktując je jako jedno z logicznych zadań, których w grze nie brakuje.  Oprócz tego, w owym panelu mamy również opcję ‘Analyser’ – ikona kolorowych kropek. Gdy w nią wejdziemy, otworzymy panel analizy.

Zebrany przedmiot, który podnosimy, czy też zabieramy za pomocą Mobota, bo trzeba tu zaznaczyć, że kobieta ani razu nie opuszcza promu badawczego, trafia właśnie tutaj. Zabraną rzecz umieszczamy w okienku z lewej strony, po czym klikamy przycisk na dole, a automatycznie dokonywana jest jego analiza. W ten sposób poznajemy pochodzenie przedmiotu, jego skład, przyczynę uszkodzenia, związek chemiczny, z którego się składa i tak dalej. Na panelu tym znajdziemy także zakładkę ‘menu’, w której oprócz wczytywania gry, opcji i wyjścia,  znajduje się także przycisk zapisu. Na szczęście twórcy nie zdecydowali się na ograniczoną ilość slotów na zapisy, dając graczowi możliwość zapisywania rozgrywki niemal co chwilę. Moim zdaniem tak powinno być w każdej przygodówce, bez wyjątku, a już na pewno w grze pełnej elementów zręczniościowych, których w tej pozycji na szczęście nie uświadczymy.

Ponieważ „J.U.L.I.A.” oferuje nam wiele lokacji, miejsc bardzo rozbudowanych, niezwykle kolorowych, różnorodnych i przepięknych graficznie, toteż wbudowano w rozgrywkę system podpowiedzi. W tym wypadku jest to podświetlanie aktywnych miejsc, które uruchamiamy, klikając na kwadrat z obracającą się lupą, w panelu na górze, na dole z lewej strony. Gdy to zrobimy, wszystkie przedmioty, wejścia i rzeczy do zabrania zostaną nam pokazane.

W panelu, na dole na środku mamy też kwadrat z latającym Mobotem. Kliknąwszy na niego, wchodzimy w monitor komputera, w którym mamy wszystkie zakładki, o których wcześniej pisałam, ale i także ‘Solar System’, w którym wchodząc w układ planetarny, wybieramy jedną z sześciu dostępnych planet, które możemy zwiedzać. Mamy pełną dowolność w wędrowaniu i odkrywaniu kolejnych kosmicznych miejsc, musimy jednak pamiętać, że aby zakończyć podróż w danej lokacji, musimy na niej wykonać wszystkie zadania, włącznie z przeszukaniem elektronicznych notatników, znalezieniem wszelakich kodów i przeczytaniem notatek i zbudowania sobie połączeń umożliwiających utworzenie właściwego obwodu. Bez tego nie ruszymy z fabułą do przodu.

J.U.L.I.A.: Among the Stars jest grą, w której znajdziemy przeróżne zagadki i zadania logiczne od dość prostych, do tych wymagających nieco więcej uwagi i skupienia. Nie jest to gra dla osób nie znających wcale języka angielskiego, bowiem ilość tekstu, który przewija się poprzez kolejne zadania jest ogromny, a część zadań, to zagadki tekstowe, ale znajdziemy też ciekawe puzzle, analizowanie szyfrów, ustawianie urządzeń, tłumaczenie nieznanego nam języka, wszelakie układanki i tym podobne.

Jeśli chodzi o muzykę, to ta nie powali nas na kolana, ale przez całą rozgrywkę usłyszymy przeróżne kawałki, mniej lub bardziej wpadające w ucho.

Podsumowując, pozycja, do której podchodziłam w pewną rezerwą i dystansem, okazała się być całkiem przyjemną i wciągającą przygodą. Jedyny minus jej pewna powtarzalność czynności, szczególnie ustawiczne grzebanie we wszelakich notatkach, w poszukiwaniu kodów oraz brak polskiej wersji językowej. Nie mniej jednak, wszystkim, którzy jeszcze się wahają, czy warto w nią zagrać, śmieć donieść, że tak, warto, zdecydowanie warto! 

Moja ocena 8/10.


Zalety:

  • Zagadki i zadania logiczne;
  • Klimat gry, który wciąga;
  • Dialogi, szczególnie te prowadzone między Rachel a Julią;
  • Miła dla oka grafika;
  • Przyjemna i pasująca do stylu gry muzyka

Wady:

  • Powtarzalność pewnych czynności;
  • Brak polskiej wersji językowej;
  • Zbyt krótka

niedziela, 1 grudnia 2024

The Lost Crown: A Ghosthunting Adventure - recenzja horroru o duchach

The Lost Crown: A Ghosthunting Adventure - recenzja horroru o duchach

Zapraszam serdecznie do lektury recenzji przygodowej gry "wskaż i kliknij", ze zjawiskami paranormalnymi, zatytułowanej The Lost Crown: A Ghosthunting Adventure. Miłej lektury! 

Każdy z nas był lub jest młody. Każdy z nas także popełnia błędy młodości. I taką to pomyłkę,  jeśli to było to o czym mówię, ma na swoim życiowym koncie bohater gry The Lost Crown. Jej recenzję znajdziecie poniżej.

Warto przeczytać również:

Młody, trzydziestoletni Nigel Danvers, pewnego dnia kradnie kilka dokumentów z biura szefa, niejakiego Haddena. Wiedziony strachem, poczuciem winy, czy inną przesłanką, postanawia zwiać. Przekonany, że pojazdem, do którego wsiadł dojedzie do Londynu, wpada w zdumienie, gdy pociąg zatrzymuje się na maleńkiej stacji o nazwie SedgeMarsh. I co teraz? Jak się wydostać z tego końca świata. Przepytawszy trochę zawiadowcę stacji, Nigel dowiaduje się, że z powodu obfitych opadów deszczu, jego środek transportu nie pojedzie dalej. Jedynym miejscem, w którym może znaleźć jakiś kąt, jest pobliskie miasteczko Saxton. Żeby nie było za lekko i łatwo, drogę musi odbyć na piechotę, a nigdy nie wiadomo co go czeka. 

No kolego, nie ma się na co oglądać, trzeba brać nogi za pas i wędrować przed siebie, do miasteczka! W Saxton okazuje się, ze w barze „ Miś”, znanym w okolicy, brakuje miejsc, z powodu obchodów Święta Wiosny. Nigel dostaje klucz do jedynego wolnego miejsca w miasteczku, jakim jest Chata Portowa. Nieważne gdzie, ważne żeby przeczekać. Zwiedziwszy okolicę, Danvers, uświadamia sobie, że nie jest tu wcale mile widziany, wręcz przeciwnie, mieszkańcy zdają się go zniechęcić do tej okolicy. Zmęczony i zaciekawiony, wędruje do Chaty Portowej.Niestety czeka go kolejny zawód. To miejsce, to istna rudera. Śmierdzi, rozpada się, ale jest w niej coś interesującego, duchowego.

Jest jaka jest, póki co musi służyć jako dom. Zapoznawszy się trochę z okolicą, nasz bohater, wędruje do budki telefonicznej z mocnym postanowieniem przeproszenia i usprawiedliwienia się szefowi. Wybiera numer, łączy się i……. słyszy, że owszem, wszystko będzie mu wybaczone, jeśli pomoże, a raczej weźmie udział w badaniu, w pewnym eksperymencie. Nigel ma być pionkiem w grze, królikiem doświadczalnym i przy pomocy zabawek, które podeśle szef, ma zabawić się w łapacza duchów i badacza zjawisk paranormalnych. 

Skoro zapoznałam Was trochę z fabułą przygodówki, czas przejść do spraw nieco bardziej technicznych. Jak każda z gier, tak i ta posiada swoje plusy i niestety, minusy. Aby te bardziej nieprzyjemne rzeczy mieć już za sobą, zacznę więc od negatywów. 

Pierwszym podstawowym, po jej odpaleniu, jest to, że nasz bohater, jak i zresztą pozostali, poruszają się nienaturalnie, jak roboty. Nigel chodzi wolno, sztywno i na dodatek nie biega. Na nic klikanie dwa razy LPM, Danvers nie pobiegnie. Przemieści się nieco szybciej z jednej lokacji do drugiej, ale nie będzie się męczył i biegał. Postacie absolutnie nie wyrażają swoją mimiką stanów ducha, czy odczuć, nawet gdy pojawi się coś, co ich przeraża. To samo tyczy się sposobu mówienia. Głos, choćby Nigela, nawet w trakcie przysłowiowego „łapania duchów”, nie zawiesza się, nie wyraża żadnych emocji, jest niewzruszony. Ze stoickim spokojem przyjmuje każdą, nawet najdziwniejszą lub też straszną sytuację, a szkoda, byłoby na pewno dużo ciekawej, gdyby chociaż krzyknął, czy przestraszył się.

Dziwną i raczej uciążliwą rzeczą, bynajmniej dla mnie, była sprawa łażenia po lokacjach. Otóż w czasie rozgrywki, dostajemy mapę, możemy ją sobie obejrzeć, ale nic więcej. Chcąc, nie chcąc, musimy dreptać na drugi koniec miasteczka, bowiem producenci gry, nie pomyśleli, by używać mapy, do przenoszenia się w dane miejsce. Następnym minusem, który w końcu stał się plusem, jest to że gra oferuje nam tylko czarno białe kolory. Zaczynając rozgrywkę, byłam nastawiona sceptycznie do takiej smutnej kolorystyki, ale wraz z rozwojem rozgrywki, gdy w pewnych monetach pojawiały się kolory, np. niebieski motyl siedzący na szarej trawie lub różowy kwiat, wśród morza szarości, wiedziałam, że ma to swój sens i jest bardzo pożądane. 

Grafika wykonana jest w 3D, podobnie jak i postaci. Dopracowane obiekty, przedmioty i miejsca, wyglądają bardzo przyzwoicie. Gra nie oferuje dużej ilości animacji, jeśli są, to są raczej krótkie i sporadyczne.

Sterowanie odbywa się za pomocą myszy. Dzięki niej, po ówczesnym kliknięciu na przedmiot, zabieramy go i umieszczamy w standardowym, jak na grę przygodową, ekwipunku. Każdy przedmiot, który przyjdzie nam zebrać, możemy śmiało obejrzeć klikając na niego; mało z tego, niektóre z nich, możemy nawet obracać, tak jak np. legitymację. Nigel, po kliknięciu na przedmiot, odpowiednio go opisze. Wszystko to, wygląda podobnie jak w innych produkcjach przygodowych. 

Nasz bohater, jest jednak zaopatrzony w niecodzienne przedmioty, które pomagają mu w czasie badania zjawisk paranormalnych. I tu muszę pochwalić twórców gry. Pomysł niebanalny, niecodzienny. Nigel, trzymając w ręce kamerę z noktowizorem, może nie tylko podświetlać sobie drogę, by się nie potłuc, ale także widzieć ducha. Przy pomocy aparatu może także uwiecznić zjawisko. Używając przyrządu zwanego Miernikiem EMF, wyłapie natężenie wibracji, a przy pomocy dyktafonu, ma możliwość nagrywania dźwięków. Może je w każdej chwili odsłuchać, dzięki czemu, posuwa fabułę do przodu, poznając głosy z zaświatów, a każdy z nas graczy, będzie miał możliwość posłuchać ich wielokrotnie. Oprócz ekwipunku, dodatkowo, pojawia się stary album, do którego trafiają wszystkie zdjęcia. Możesz je graczu, podobnie jak i nagrania, które umieszcza Nigel w pudełku, przeglądać, jeśli tylko będziesz akurat w Chacie Portowej. 

Dużym plusem jest polonizacja projektu, oczywiście w wersji pudełkowej. Starannie przetłumaczono wszystkie teksty, włącznie z dziennikami, listami, notatkami i dialogami, których w grze nie brakuje. Wersja cyfrowa, dostępna na Steam nie zawiera jednak polskich napisów. W większości przypadków, aby posunąć fabułę  do przodu, trzeba przeprowadzić z każdą napotykaną osobą rozmowę, przeczytać notatkę, książkę lub dziennik. Dlatego dobra polonizacja, to duży plus. Największym zaś plusem tego tytułu, jest jego  fabuła.

Każdy, kto lubi choć trochę przygodówki z deszczykiem i dobrą, wielowątkową fabułę nie zawiedzie się. Nigel, z początku sceptyczny, poddający się presji szefa, odkrywa, że duchy coś od niego chcą, że potrzebują pomocy, jego pomocy. Dzięki niemu, niejednokrotnie będę mogły zaznać spokoju. Ale zjawy  to nie wszystko, pojawia się wątek skarbu, ukrytego gdzieś w Saxton. Losy żyjących, nieżyjących i tajemniczej korony przeplatają się, czyniąc grę bardzo interesującą. Aby rozwikłać zagadkę i przy okazji pomóc biednym duszom, Ty graczu musisz przy pomocy przyrządów , które opisałam oraz za pomocą szarych komórek połączyć wszystko w całość i doprowadzić do finału. Przy okazji, musisz uporać się z zagadkami, których kilka udało mi się z grze znaleźć. Nie należą one do zbyt skomplikowanych, ale razem z fabuła tworzą spójną całość. Nawet elementy zręcznościowe, które niestety tu się pojawiają, są  jak najbardziej potrzebne i na miejscu.

Dużym, ogromniastym plusem gry jest dźwięk. Towarzyszą nam szepty, cichy płacz, krzyki. Muzyka, płynąca w tle idealnie oddaje nastrój, które nie ukrywam, momentami potrafi nieźle wystraszyć. 

Pomijając więc poruszanie się postaci, brak mapy, mułowatość bohatera, gra oferuje kilkadziesiąt minut świetnej zabawy, którą jak najbardziej wszystkim graczom polecam.

Moja ocena 8/10.

Zalety:

  • Wielowątkowa fabuła;
  • Ciekawe zagadki;
  • Zjawiska paranormalne;
  • Ciekawy klimat;
  • Dostępność przyrządów do rozmowy z duchami;
  • Długość gry

Wady:

  • Ślamazarność bohatera
  • Brak możliwości przemieszczania się za pomocą mapy
  • Brak opcji biegania

wtorek, 19 listopada 2024

Magic Cats Pots - recenzja. Kocie, kolorowe i rozluźniające puzzle

Magic Cats Pots - recenzja. Kocie, kolorowe i rozluźniające puzzle

 

Serdecznie zapraszam do nowej recenzji! Tym razem jest to gra logiczna typu puzzle, w której układać będziemy rozbite naczynia z wizerunkami kotów. Recenzja powstała dzięki studiu RedDeer.Games, które udostępniło mi grę. Serdecznie za to dziękuję. 

Nie samymi przygodówkami moje growe życie stoi. Raz na jakiś czas, szczególnie w chwilach w życiu trudniejszych, mniej spokojnych, chętnie sięgam po tytuły, które pozwolą mi przeżyć relaksującą opowieść, która ma zająć mnie spokojną, układankową rozgrywką. Dlatego też chętnie sięgnęłam po jeden z growych tytułów stworzonych przez wspomniane polskie studio. Magic Cats Pots zabrało mnie w przygodę typu puzzle, w barwnej, relaksującej oprawie graficznej.

Warto również przeczytać:

Magic Cats Pots - nie fabuła jest tu najważniejsza

Magic Cats Pots to jak wspomniałam gra typu układanka, logiczna rozgrywka, w której bawimy się puzzlami. To one stanowią jądro naszej zabawy, ale czymś co zasila to jądro jest porcelana, w przeróżnej postaci oraz  podobnie jak w grze Fit My Cat, tegoż samego dewelopera, koty, które w naszych growych puzzlach nie są tylko statyczne, ale czasami także się poruszają, w miłej dla oka animacji. 

Rozgrywka, którą poniekąd w tym sensie można nazwać także fabułą, skupia się bowiem na składaniu potłuczonych porcelanowych przedmiotów, które rozbiły się na mniejsze, i większe kawałki. Złożona rzecz pozwala nam przywrócić potłuczonemu przedmiotowi dawny kształt, a także poznać bliżej mieszkańca takowej filiżanki, talerzyka, wazy czy innego przedmiotu, naszego sympatycznego kota.

Jak widzicie fabuła w rozgrywce Magic Cats Pots nie jest najważniejsza, i choć twórcy opisują ją na karcie gry dość dokładnie, a jej wstęp widzimy w menu gry, przybliżając nam miejsce, w którym nasza rozgrywka się odbywa, czyli wewnątrz sklepu z porcelanowymi przedmiotami, w którym można kupić nowe, ale i naprawić te potłuczone, to owej fabuły raczej tu nie odczujemy. Musimy zdać się na opis gierki, i raczej wyobrazić sobie, że tak naprawdę jest.

Fajnym rozwiązaniem byłoby dodanie do gry jakiegoś fabularnego wprowadzenia, które potwierdzałoby opis jaki widnieje na karcie gry, a przy okazji urozmaiciłoby zabawę, która stałaby się bardziej przygodowa. 

Puzzle, puzzle i jeszcze raz puzzle

Wiemy jednak, że nie jest to growe dzieło oparta na fabule, a tytuł, który skupia się na rozgrywce logicznej, układankowej, w tym wypadku na porcelanowych puzzlach. Wspominałam, że w grze zajmujemy się składaniem w całość czegoś co uległo zniszczeniu, zostało potłuczone.

Przedmioty, wykonane z bardzo kruchego materiału uległy zniszczeniu na trzy sposoby, rozpadając się na różną ilość części, która w opisywanym tu tytule stanowi poziom trudności. W grze, która niestety nie została udostępniona w polskiej wersji językowej (a szkoda), zaczynamy od poziomu najłatwiejszego, który został nazwany "cozy", kolejny to poziom "medium" i najwyższy, czyli najtrudniejszy to "hard". 

I choć naczyń do naprawy, do sklejenia mamy taką samą ilość, i są to takie same przedmioty, to trudność wzrasta z każdym kolejnym etapem. W każdym czeka nas dziewięć rund, zestawów, z danymi rodzajami porcelany, począwszy od kubków, mis, słoików, dzbanków i waz, po ozdobne talerze, filiżanki, czy donice. 

Niby mamy pewną powtarzalność, ale zabawa z każdym poziomem staje się zdecydowanie trudniejsza i wymaga nie tylko więcej nasze uwagi, dokładności i spostrzegawczości, ale także czasu. Poziom pierwszy to zaledwie 3 do 5 elementów, drugi to już od 10 do 15, zaś najtrudniejszy to od 20 aż do 26 części, która są dość małe.

Na szczęście w każdej chwili to jak dana rzecz ma finalnie wyglądać, możemy podejrzeć, wybierając na klawiaturze klawisz "H". Dodatkowo RedDeer.Games wydłużyło rozgrywkę, która może nam zająć bardzo różny czas, zależny od tego jak dobrzy jesteśmy w puzzlach, o dodatkowy czas zabawy w postaci DLC, w którym znajdziemy nowe porcelanowe układanki. 

Postępy sprawiają, że odblokowywane są bardziej wymagające wyzwania, zabawa staje się bardziej złożona, trudniejsza i bardziej angażująca, szczególnie dla fanów relaksujących puzzli. A robić jest co, bo do ułożenia, do pokonania aż 126 przedmiotów. 

Czas na relaks w urokliwej, ręcznie malowanej grafice

Magic Cats Pots ma za zadanie relaksować i sprawiać, że zostawiamy w tyle, gdzieś za nami nasze troski, problemy i zmartwienia. I tak się dzieje, nie tylko za sprawą samej formy rozgrywki, która skupia nas umysł na układaniu, pozwalając tylko o tym myśleć, ale także na klimacie zabawy, i jej wykonaniu. 

Gra stworzona została, podobnie jak sporo tytułów od tegoż polskiego dewelopera, takich jak choćby niedawno wydana na Xbox Tell Me Your Story czy czekająca na swoją premierę Cook For Love, w rysunkowym, ręcznie malowanych, pastelowym stylu.

Wszystko co widzimy na naszym ekranie jest słodkie, kolorowe i rysowane jakby świecowymi kredkami, co nadaje gry zabawowego, przyjemnego, rozluźniającego klimatu, który w takiej formie zabawy, jest bardzo pożądany.

Na dodatek twórcy zaoferowali nam nie tylko stateczne tła i ruchome, poprzez obracanie części puzzle, ale także animowane, ruszające się obrazki kotów. Doświadczymy ich na niektórych posklejanych w całość porcelanowych przedmiotach. Kotki będą się ruszać, będą miauczeć, ale i będą robić mini.

Autorzy tegoż growego projektu postarali się, by składane w całość przedmioty, na jednym dostępnym poziomie nie powtarzały się, były bardzo kolorowe i różnorodne. 

Gra pozwoli nam relaksować się także przy muzyce

Różnorodność i miła dla oka grafika oraz moc układanek to nie wszystko. Choć gra nie oferuje dialogów, ani niestety polskiej wersji językowej, to z całym przekonaniem mogę napisać, że nie jest to tytuł cichy i beznamiętny dźwiękowo.

Rozgrywce towarzyszą różnorodne dźwięki, a są one niezwykle relaksujące, obrazujące dźwięki otoczenia, które może nie bardzo pasują do sklepu z porcelaną, a bliżej im jest to sklepu zoologicznego, gdyż słyszymy świergot ptaków, ale niewątpliwie są bardzo przyjemne dla ucha.

Odprężające dźwięki natury i miła dla naszych uszu ścieżka melodyczna sprawiają, że zabawa ma bardzo spokojny, casualowy, pozwalający pozbyć się nam stresu klimat, za co należy ów tytuł, i jego twórców docenić. 

Magic Cats Pots - podsumowanie 

Podsumowując Magic Cats Pots to nie tylko gra, z której najwięcej przyjemności czerpać będą fani puzzli, gdyż na nich się rozgrywka opiera. To także zabawa, która pozwoli rozluźnić i poluzować, która może dać wytchnienie od stresującego dnia, a nawet dni, bo zabawa wcale nie musi być krótka.

Jest to także tytuł stworzony dla każdego gracza, bez względu na to jaki gatunek gier preferuje, czy gra namiętnie, czy sporadycznie, i ile ma lat. To rozgrywka dla gracza w każdym wieku, nawet tego najmłodszego, gdyż nie znajdziemy w niej ani trochę przemocy.

Zabawa nastawiona na puzzle, stopniowana poziomem trudności, miła dla oka oprawa graficzna i przyjemne dźwięki otoczenia ora miła dla ucha, choć nieco powtarzalna linia melodyczna, potęgują klimat i spokój tejże relaksującej rozgrywki.

Szkoda tylko, że gra polskiego studia nie otrzymała także polskiej lokalizacji, która moim skromnym zdaniem zamknęłaby fajność tej gry w spinającą ją klamrę, dając poczucie pełniejszej satysfakcji. A tak czegoś mi w niej zabrakło.

Moja ocena 7/10.

Grałam w wersję na PC - Steam.

Serdecznie dziękuję RedDeer.Games za udostępnienie gry do recenzji!

Zalety:

  • Układankowa rozgrywka;
  • Puzzle o różnych stopniu trudności;
  • Klimat, w którym można się wciągnąć;
  • Przyjemna dla oka grafika;
  • Równie przyjemna ścieżka dźwiękowa

Wady:

  • Pewna powtarzalność;
  • Brak polskiej wersji językowej

czwartek, 24 października 2024

Escape Tales: The Awakening - recenzja. Rytuał, który może zmienić wszystko

Escape Tales: The Awakening - recenzja. Rytuał, który może zmienić wszystko

 

Zapraszam do kolejnej mojej recenzji, przygodowej opowieści w stylu escape room, nastawionej na emocjonalną podróż ojca, który próbuje ratować swoje dziecko. Gra nosi tytuł Escape Tales: The Awakening. Jej recenzja powstała dzięki uprzejmości Bluekey Games, twórcy i dawcy gry, za co serdecznie dziękuję. 

Przygodówki to taki gatunek, który fabularnie gotowy jest niemal na wszystko, nawet trudną, i jakże społecznie ważną tematykę, jaką jest samobójstwo i poważna, śmiertelna choroba najbliższej nam osoby, w tym dziecka. Gry adventure, choć w większej mierze skupiają się na baśniowości i temacie ratowania świata, bądź jego odkrywania, nie boją się również dotykać trudniejszych tematów. 

Warto przeczytać także:

Jasną z takich gier jest opisywana w tejże recenzji przygodówka logiczna w stylu escape room, o tytule Escape Tales: The Awakening, która potrafiła o wspomnianej tematyce opowiedzieć tak, by móc zarówno dawać do myślenia, poruszać nasze serca i emocje, ale i dać pracować, i to na wysokich obrotach, naszym umysłom. 

Polska gra od poznańskiego studia

Zanim zacznę przybliżać Wam fabułę tejże gry, o której skądinąd na blogu już wspominałam, winnam Wam jestem wyjaśnienia czym właściwie pod względem gatunkowym jest opisywana przeze mnie przygoda, i kto stoi za jej stworzeniem.

Escape Tales: The Awakening jest dziełem Bluekey Games, rodzimego dewelopera z Poznania, studia mającego na swoim koncie grę w wirtualnej rzeczywistości. Twórcy porzucili pomysł tworzenia projektów VR, koncentrując się na tworzeniu i wydawaniu przygodówek na PC-ty.

Ich przygodowy projekt trudno zamknąć w jasno określone gatunkowe ramy. Z całą pewnością jest to przygodówka obsługiwana za pomocą myszy, jak klasyk tegoż gatunku. Niewątpliwie jest to rozgrywka wpisująca się w klimat escape room, w którym autorzy czują się nad wyraz dobrze, w której przechodzimy poprzez kolejne pomieszczenia dzięki wskazówkom i zadaniom, które dla nas w nich przygotowano. 

Ale znajdziemy w niej również klimat grozy, w którym swoje miejsce znalazła tajemnicza księga rytuałów, istota z piekła rodem, łudząco przypominająca diabła, czaszki, demony, a nawet tablica Qujia. 

Przygodówkę ową można również potraktować jak psychologiczny dramat w narracyjnym stylu wizualnej powieści. Nie tylko z powodu tematyki, która jest trudna, bolesna i emocjonalna, ale także z powodu prowadzenia rozgrywki, która skupia się na tekście pisanym i licznych wyborach, decydujących o możliwym gry zakończeniu, jednym z wielu, które pozwoli nam mocniej zgłębić, dobitniej poznać fabułę, i jej bohatera. 

Opowieść, która poruszy serca każdego

Escape Tales: The Awakening poznajemy mężczyznę o imieniu Sam, który boryka się ze śmiercią żony, która kilka lat temu popełniła samobójstwo. Nigdy nie pogodzony ze śmiercią małżonki Sam, wkrótce zostaje dotknięty inną tragedią. Jego córka z niewiadomych, nawet dla lekarzy powodów, zapada w śpiączkę, a jej stan ciągle się pogarsza. 

Szukając ratunku, próbując ocalić ukochane dziecko, Sam odnajduje tajemniczego Marka, którego syn był w podobnym stanie, a który dzięki pewnej księdze i rytuałowi w niej zawartym, został przywrócony świata, został przebudzony.

Zdesperowany Sam nie waha się i bierze sprawy w swoje ręce, i postępując zgodnie ze wskazówkami w "Księdze Rytuałów", aktywuje coś, czego przebudzić się nie spodziewał. Wędrując po portalach będących odbiciem jego dawnego, czy dotychczasowego życia, mężczyzna mierzy się z nieznanym, z własną niemocą, lękiem o jutro, z własnymi demonami. 

Wybory, decyzje i rozgrywka, która przynosi wiele zakończeń

Escape Tales: The Awakening to przygodówka nastawiona na rozgrywkę typową dla gier z gatunku escape room, o czym świadczy nawet jej tytuł. Zabawa skupia się na przemieszczaniu się po kolejnych pomieszczeniach, często w bardzo surrealistycznym stylu, odnajdywaniu przedmiotów i wskazówek, i rozwiązywaniu zagadek. Te przechodzą od zadań matematycznych, po łamigłówki, rebusy i wiele innych. Wszystkie z nich finalnie sprowadzają się do wpisania hasła i popchnięcia opowieści do przodu. 

Część z nich, moim skromnym zdaniem jest mocno przekombinowana, i zbyt silnie nastawiona na matematykę, w której, co tu kryć, nigdy mocna nie byłam. Na szczęście twórcy wbudowali w rozgrywkę system pomijania zagadek i zadań, a samą zabawę dość dobrze opisują w samouczku. 

Recenzowana przeze mnie gra nie jest typową przygodówką. I choć naszymi poczynaniami kierujemy za pomocą nieodzownego narzędzia gracza, czyli myszy, to typowych rozwiązań point-and-clicków, tu nie znajdziemy. Nie mamy typowego ekwipunku, twórcy nie wyposażyli nas w notatnik, nie przeprowadzimy klasycznych dialogów.

Wspomnianego notatnika w grze nie znajdziemy, ale za to posiadamy w zabawie możliwość prowadzenia własnego notatnika, w którym ważne rzeczy możemy notować, a także i chyba przede wszystkim, robić notatki dotyczące łamigłówek. 

Przygoda wcale nie oferuje dialogów mówionych, skupiając się jedynie na tekście pisanym, co jakiś czas stawiając nas graczy przed wyborem odpowiedniej decyzji. Te kształtują naszą rozrywkę, którą można poznać na kilka sposób, doprowadzając do kilku możliwych, podobno pięciu zakończeń. Póki co jeszcze wszystkich nie sprawdziłam.

Możliwość wielokrotnego przejścia gry, na różny sposób nie tylko wydłuża dość krótką grę, ale także niweluje poczucie powtarzalności, które czasami zabawie potrafi towarzyszyć. 

Na szczęście uczycie znużenia, które mogłoby się w grę wkraść tłumione jest grową innością tegoż projektu, którą można jej przypisać jako największą jej zaletę. Poziom emocji, trudna tematyka i stan psychiczny bohatera, który z czasem się pogarsza, tworzy otoczkę psychologicznego dramatu, ubarwianego scenami dotyczącymi poziomu jego wytrzymałości. Gdy poziom jej spada, a gracz musi poddać się kolejnej medytacji, na ekranie pojawiają się intrygujące, tajemnicze, z czasem coraz bardziej paranormalne obrazki, nadając grze tonacji opowieści grozy.

Przygodówka graficznie inna niż wszystkie

Inaczej zobrazowana jest także grafika Escape Tales: The Awakening. Przez rysunek i jego jakość możemy ją pojmować i przyjmować jako przygodowy styl narracyjnej opowieści, z klimatyczną, szczególnie mocno wyróżniającą się na początku i w finale opowieści linią melodyczną. 

Choć gra została narysowana w ręcznie malowym wyrazie, który wpisuje się w atmosferę i klimat przygodówek, to ekran został podzielony na elementy, wyraźnie zaznaczone. Z lewej strony pojawia się dostępny tekst, opowieść prowadzona w formie interaktywnej książki, w której co jakiś czas podejmujemy decyzje.

W środku zaś umieszczono następujące po sobie lokacje, w rzucie izometrycznym, widziane z góry, które również w charakterystyczny sposób podzielono, oznaczono, na kolorowe sekcje. Części pokoju, które są jednocześnie surrealistycznym odniesieniem życia naszego bohatera, te, którymi jeszcze się nie zajęliśmy, oznaczone są kolorem niebieskim, te, w którym jest do zrobienia zagadka, kolorem żółtym. 

Rozgrywka podzielona na wyraźne strefy - pokoje, których jest kilka, aktywowana jest przez pojawiający się, migoczący czerwonym światłem portal, ale tylko wtedy, gdy wykonamy odpowiednie, przeznaczone do tego zadania. Co ciekawe przez portal możemy przenieść się również wtedy, gdy właściwie coś jeszcze nam w danej lokacji zostało do zbadania. Wcześniejsze przejście dalej, wiążę się jednak z pewnymi konsekwencjami, wpływając na zakończenie gry.

Kolorystycznie przygodówka przechodzi od stonowanych, przydymionych brązów i szarości po bardzo intensywną, dojmującą czerwień, co wydaje się być zabiegiem celowym, mającym za zadanie potęgowanie narastającego poczucia bezsilności, i wpływu istot niekoniecznie nam sprzyjających. Z czasem robi się bowiem graficznie mroczniej, ciężko i intensywnej. 

Escape Tales: The Awakening - przygoda intrygująca, ale czy przystępna dla każdego?

Escape Tales: The Awakening to dość wyjątkowy przygodowy projekt, który może zarówno intrygować, jak i napawać pewnymi obawami. Spoglądając na screeny na Steam możemy zastanawiać się czy aby jest to gra właśnie dla mnie. Czytając opis możemy sądzić, że jest to niszowa, niezależna i bardzo zwykła przygodówka jakich wiele.

Recenzowana przeze mnie gra udowadnia jednak, że bycie niszą przygodową, i jednocześnie projektem, w którym znajdziemy wiele podgatunków przygodowych, wcale nie oznacza zwykłości i nijakości. Z całym przekonaniem mogą stwierdzić, że Escape Tales: The Awakening nie jest nijaka. 

To bardzo wyrazista gra, o wyrazistym kierunku fabularnym, trudnych, ale już poruszanych w tym gatunku tematach społecznych, w  swoim własnym, bardzo indywidualnym graficznym stylu. Twórcy postawili na fabułę, na opowieść, na klimat, nie stawiając na zachwyty graficzne, których w tym projekcie nie uświadczymy.

Ukierunkowali historię tak, by niosła nie tylko przesłanie, ale potrafiła zaciekawiać i dawać do myślenia, jednocześnie postawili przez graczami umysłowe wyzwania, nadając rozrywce zupełnie innego, logicznego wymiaru. Ten nie wszystkim może przypaść do gustu, ale system pomijania zagadek i mini-gier, mówiąc kolokwialnie "załatwia sprawę".

Najmocniejszą stronę tegoż tytułu jest trzymająca w niepewności atmosfera, tajemnica i ciekawość, jaką twórcom udało się zbudować. A możliwość dokonywania różnych wyborów, owocujących różnym jej zakończeniem, czyni z niej przygodówkę nie na jeden, a na kilka wieczorów. Warto bowiem poznać wszystkie jest możliwe zakończenia. 

Można zarzucić grze za mało przygody w przygodówce, a za dużo logiki, często zbyt pokrętnej, by samemu się z nią zmierzyć. Można napisać, tudzież powiedzieć, że jest to gra zbyt krótka i zbyt niezależna, zbyt niezwykła, by móc zaintrygować większe grono graczy.

Wydaje się jednak, że twórcy mieli świadomość niezależności swego dzieła, i właśnie w tej indywidualnej, swojej opowieści, we własnym stylu, na własnych zasadach postanowili ją poprowadzić, umiejętnie grając na emocjach. I tak powstała ciekawa mieszanka klasycznego escape roomu z psychologicznym horrorem w klimacie narracyjnego visual novel, dostępnego, trzeba tu zaznaczyć, w polskiej wersji językowej.

Moja ocena 7/10.

Serdecznie dziękuję Bluekey Games za udostępnienie gry do recenzji.

Kup grę na Steam


Zalety:

  • Fabuła, która potrafi zaciekawić;
  • Decyzje i wybory kształtujące opowieść;
  • Możliwość przejścia gry na kilka sposobów;
  • Graficzny pomysł na siebie;
  • Niezależność projektu;
  • Polska wersja językowa;
  • Klimatyczna ścieżka dźwiękowa

Wady:

  • Przekombinowane zagadki (na szczęście można pominąć);
  • Gra nie dla wszystkich;
  • Pewna powtarzalność;
  • Mimo wszystko zbyt krótka