Canal+ zapowiada kolejny swój oryginalny polski serial, który tym razem jest mrocznym thrillerem kryminalnym ze zjawiskami paranormalnymi. Produkcja nosi tytuł Czarne stokrotki i swoją premierę w serwisie streamingowym Canal+ online oraz na Canal+ będzie mieć z początkiem stycznia.
Serial jakiego jeszcze nie było, tak przynajmniej zapowiada Canal+, który właśnie zaprezentował zwiastun swojej kolejnej polskiej oryginalnej superprodukcji, która zachwyciła już zagranicznych krytyków w Cannes. Mroczna kryminalna historia w klimacie paranormalnego thrillera Czarne stokrotki ma konkretną datę premiery.
Tajemnice kryjące się pod powierzchnią odkryjemy już na początku stycznia, wraz z premierę polskiego serialu Czarne stokrotki, którego akcja rozgrywa się na Dolnym Śląsku, a dokładnie w Wałbrzychu. Bohaterką serialu jest geolożka Lena, która zmuszona niecodziennymi wydarzeniami wraca do rodzinnego miasta. Jej szesnastoletnia córka oskarżona zostaje o uprowadzenie kilkorga dzieci. Policja bagatelizuje sprawę, ale zdesperowana Lena postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Wraz z upływem kolejnych dni odnalezienie jej córki i zaginionych przedszkolaków żywych, staje się coraz mniej prawdopodobne.
Wkrótce tropy prowadzą Lenę do opuszczonych szybów kopalni. W sprawę wmieszana może być również lokalna filantropka, a tajemnica wydaje się sięgać tajemniczego stowarzyszenia działającego podczas II wojny światowej. Z czasem Lenę zaczynają nawiedzać tajemnicze oniryczne wizje, które zaburzają czas.
W obsadzie serialu pełnego mroku, gęstej atmosfery i zjawisk nie z tego świata znaleźli się: Karolina Kominek jako Lena (Szadź, Zatoka szpiegów), Dawid Ogrodnik (Johnny, Rojst), Edyta Olszówka (Plan B, Miłość jak miód), Alicja Wieniawa-Narkiewicz (Apokawixa, Nic się nie stało), Tomasz Schuchardt (Doppelganger. Sobowtór.), Dobromir Dymecki (1670), Olaf Lubaszenko (Napad, Krew), Piotr Żurawski (Król, Spadek), Mirosław Zbrojewicz (Minuta ciszy, Przesmyk, Szadź), Robert Gonera (Powrót, Simona Kossak) i Paulina Gałązka (Emigracja XD, Diabeł, Wszyscy moim przyjaciele nie żyją).
Mamy nadzieję, że udało nam się stworzyć oryginalny serial, który trzyma w napięciu, wciąga widzów w próbę rozwiązania wielopoziomowej zagadki, ale też śmieszy i wzrusza w nieoczekiwanych momentach. Jednak pod tym wszystkim kryje się przejmująca ludzka historia, która domaga się opowiedzenia - mówią scenarzystki i pomysłodawczynie, Agnieszka Szpila i Dominika Prejdová.
Reżyserem serialu Mariusz Palej (Za niebieskimi drzwiami, Detektyw Bruno, Czarny młyn). Pomysłodawczyniami koncepcji na serial są nominowana za powieść "Heksy" do nagrody Nike Agnieszka Szpila i Dominika Prejdová. Nad scenariuszem pracowali Katarzyna Tybinka (Wataha, Polowanie na ćmy) i Marcin Ciastoń (Wyrwa, Hiacynt).
Premiera na Canal+ online i Canal+ przewidziana jest 3 stycznia 2025 roku.
Tym razem coś dla zwolenników większej ilości akcji, czyli przygodowa gra akcji w skradankowym stylu, skąpana w deszczu. Gra nosi tytuł Sleight of Hand, a jej premiera przewidziana jest na przyszły rok.
Sleight of Hand, gra mieszająca gatunki, w której znajdziemy przygodową rozgrywkę akcji, sporo elementów skradanki, a wszystko w rozgrywce typowej karcianki. Akcja gry toczy się w czasie rzeczywistym, oferując zupełnie nowe i bardzo świeże spojrzenia na różne growe gatunki. Jest to tytuł stworzony oraz wydany przez studio RiffRaff Games, a premiera przewidziana jest w przyszłym roku.
Zapewne są wśród nas miłośnicy większej ilości akcji, gracze, którzy lubią mieszaninę gatunkową i nieszablonowe myślenie. Taki rodzaj rozgrywki proponuje gra zatytułowana Sleight of Hand, w której używając talii zajmiemy się infiltracją, rozpraszaniem uwagi lub czymś pomiędzy tym. Wcielając się w bohaterkę tej opowieści dzięki kartom zbierać będziemy specjalne zdolności.
Wcielamy się w niej w Lady Luck, detektywkę okultystyczną, wyciągniętą z emerytury na ostatnią misję. Jej zadaniem jest zinfiltrowanie zalanych deszczem ulic Steeple City i zniszczenie potężnego kowenu czarownic, który kiedyś nazywała rodziną.
Karty, na których skupia się gra pomogą dokonać zwiadu, teleportacji, ustawianie pułapek, oślepianie wrogów, a także pojawić się i przechodzić niezauważonym. Miasto Steeple City, w którym będziemy przebywać jest żywe i nieliniowe, czas i kreatywność jest to najważniejsza. Trzeba pamiętać, że narracja w grze jest poprzez nieliniowość gry stale rozwijana.
Premiera gry na PC - Steam oraz na Xbox Series X|S przewidziana jest w 2025 roku.
Dziewięcioro nieznajomych, recenzja serialu Amazon Prime Video, napakowana emocjami, kolejna perełka na streamingu . Oto moja recenzja serialu Prime Video!
Nine Perfect Strangers, czyli Dziewięcioro nieznajomych to serial dostępny na Amazon Prime Video, który mimo braku rozgłosu i znikomej jego reklamy, co zaowocowało niestety małą jego oglądalnością, jest jedną z perełek tej platformy, obok której nie powinno się przejść obojętnie. Koniecznie powinni go obejrzeć miłośnicy seriali, które mają nam coś do przekazania, opowieści zarówno złożonych, jak i tematycznie trudnych, ale dotykających albo kogoś z nas w sposób bezpośredni, albo pośrednio, kogoś nam bliskiego.
Przyznam się, że odwlekałam obejrzenie tegoż dramatu, trochę z braku czasu, a trochę z obawy, że przytłoczy mnie zbyt ciężką, małą rozrywkową fabułą. Miałam rację co do fabuły, ale obawy moje co do zasadności obejrzenia tegoż serialu były bezpodstawne….., bo jest to naprawdę świetny tytuł, godny polecenia, który swoją premierę, trochę bez echa miał w w sierpniu 2021 roku. Wprawdzie pojawiały się jego zapowiedzi, były prezentacje zwiastunów, ale poziom reklamy tego serialowego dzieła nie powalał. A szkoda!
Serial Dziesięcioro nieznajomych to amerykański dramat, choć uważni widzowie mogą się w nim dopatrzyć słodko-gorzkiego komediodramatu, nieco produkcji obyczajowej i nutki opowieści z dreszczykiem, ale tylko w niewielkim stopniu. Serial, oryginalnie stworzony dla platformy Hulu, powstał na bazie powieści wydanej w 2018 roku, przez australijską pisarkę Liane Moriarty pod tym samym tytułem.
Jak się domyślacie z tytułu jest to historia, która skupia się wokół dziewięciorga nieznanych sobie osób, które borykają się z jakąś życiową przeszkodą, bardziej lub mniej bolesną. Wszyscy oni przyjeżdżają do niezwykłego kurortu, położonego w malowniczym miejscu Tranquillum (prawdziwie istniejącego hotelu, o innej nazwie). Tam pod przewodnictwem terapeutki rosyjskiego pochodzenia, uduchowionej, nieco tajemniczej Maszy, mają przejść swoistą przemianę. Ta nie tylko ma ich zmienić, ale przede wszystkim naprawić ich podniszczone życie, posklejać to, co zaczęło w nim pękać. Miejsce nie tylko ma zapewnić im odnową biologiczną, jak klasyczne SPA, ale mistrzyni Masza i jej pomocnicy mają popracować nad stanem świadomości i podświadomości klientów ośrodka, uleczając ich z życiowych traum.
Miejsce jest urokliwe, mentorka Masza niezwykła, eteryczna i tajemnicza, a nieznajomi chętni do przemiany i odnowy. Każdy z nich boryka się z innym życiowym problemem. Francis to pisarka oszukana przez internetowego podrywacza, i autorka, która boryka się z brakiem weny twórczej. Jessica i Ben to młoda para, która nagle stała się bogata, ale ich związek przestał być namiętny i właśnie przechodzą kryzys. Lars jest dziennikarzem i homoseksualistą, sceptykiem, który rozstał się z ukochanym mężczyzną, wciąż borykając się ze swoją przynależnością seksualną. Tony to dojrzały mężczyzna walczący z dawną traumą, nie potrafiący zbudować dobrej relacji, uzależniony od leków. Carmel nie potrafi poradzić sobie z odejściem męża do innej kobiety. Zaś małżeństwo Napoleon i Heather oraz ich córka Zoe to rodzina, która stara się wyjść na prostą po samobójczej śmierci ich syna i brata.
Wszyscy mają nadzieję zwyczajnie tu odpocząć, wyciszyć zmysły, odprężyć się psychicznie, coś w swoim życiu zmienić. Ale to co ich czeka wkrótce mocno ich zaskoczy, bowiem Masza, choć nad podziw spokojna i żyjąca w zgodzie z naturą i świadomością, sama boryka się z własnymi demonami. Kobieta ma wobec wszystkich dziewięciorga nieznajomych swój własny plan, który postara się zrealizować, stosując przy tym dość nietypowe, ale i bardzo ryzykowne, wręcz kontrowersyjne metody.
Dziewięcioro nieznajomych to serial, który może mylić tropy i zaskakiwać. Po pierwszym odcinku wielu z was może odnieść wrażenie, że zatapia się w komediodramatyczną opowieść w świetnej, gwiazdorskiej obsadzie, z bohaterami, którzy pragną spędzić mile czas, płacąc za pobyt w luksusowym ośrodku. Szybko jednak okazuje się, że serial nie jest lekką opowiastką o niczym, o garstce zagubionych ludzi, którzy starają się trafić na właściwą życiową ścieżkę, z której zboczyli. To złożona historia o demonach, dręczących, niszczących i nie pozwalających żyć, o traumach, z których trudno wyjść, nawet jeśli bardzo tego chcemy. To napakowana emocjami, często trudna i przygnębiająca, ale i dająca nadzieję historia o ludziach takich jak my. Z racji tego, że wielu z nas może się w niej odnaleźć, serial fabularnie sprawia, że jesteśmy w stanie się z nim utożsamić.
Jednocześnie opowieść zrealizowana została w bardzo tajemniczy sposób, z odcinka na odcinek, a jest ich osiem, coraz mocniej się w owe sekrety zagłębiającą. Dosłownie każdy bohater ma jakąś przeszłość, z której trudno wyjść, o której ciężko zapomnieć. Sekrety, to co kiedyś i to co teraz łączą się, by życie mogło się uleczyć. Ale sposoby leczenia, czy uleczania nie tylko dają do myślenia, ale i są bardzo kontrowersyjne.
Już czołowa piosenka, zresztą genialna, przywodząca na myśl szalone, kolorowe hipisowskie lata 70-te, sugeruje jaki klimat, oprócz niewątpliwie dramatu, ma owa produkcja. Przenosimy się w niej w czasie, będąc jedną nogą w rzeczywistości, a drugą w sennym, także narkotycznym transie. LSD staje się bowiem dla Maszy i zaproszonych do uleczenia gości lekarstwem na wyjście z traum. Początkowa nieświadomość działań Maszy wobec grupki kuracjuszy, znika, zostawiając miejsce pytaniu, czy to co robimy z własnym ciałem i umysłem jest legalne, właściwe i dobre. Serial stawia znaki zapytania, uderza mocno w emocjonalną strunę, coraz głębiej, coraz dobitniej i przygnębiająco poruszając traumy, w tym samobójstwo. Nie jest to lekka historia w wakacyjnym klimacie, z pięknymi widokami, choć takie tu oczywiście znajdziecie.
Tym czym stoi ta produkcja, nie tylko fabularnie, tym co sprawia, że warto ją obejrzeć, pomijając fakt, że jest fabularnie doskonała, jest aktorska obsada. Znajdziemy w niej gwiazdy kina, aktorów znanych i cenionych. W roli Maszy niesamowita w zwiewna, eteryczna i uduchowiona terapeutka, grana przez Nicole Kidnam (Wiking, Wielkie kłamstewka). Leczyć swoje dusze i ciała będą Francis, w którą wcieliła się znana z komediowych ról, ale coraz lepsza w dramatach Melissa McCarthy (Thor: Miłość i grom, Thunder Force). Towarzyszą jej Luke Evans (Piękna i Bestia, Alienista) jako Lars, Samara Weaving (Krzyk VI, Babilon, Azrael, Zabawa w pochowanego) jako Jessica i Malin Gregg jako jej mąż Ben, Regina Hall (Zmora, Czarny poniedziałek) w roli Carmel, Micheal Shannon (Flash) jako Napoleon, Asher Keddie (Polowanie, Barany) jako Heather, Grace Van Patten (Tajemnice Silver Lake, Mayday) jako Zoe i Bobby Cannavale (Obserwator, Blondynka) w roli Tony'ego.
Podsumowując, jak już wspomniałam Dziewięcioro nieznajomych to serial perełka, trudny, ciężki tematycznie i naładowany emocjami, z którymi niestety mierzymy się w życiu, chcemy tego, czy nie. Poważna opowieść o wychodzeniu z traum, w której fabuła z odcinka na odcinek robi się bardziej tajemnicza, spójna i trzymająca w napięciu, wzbogacona została pięknymi widokami i klimatem lata, wakacji, w nie do końca zabawowym stylu.
Świetna, hollywoodzka obsada aktorska, scenariusz, bazujący na książce i twórcy David E. Kelly oraz John-Henry Butterworth, którzy pracowali między innymi nad serialem „Wielkie kłamstewka”, nie zawodzą, a wręcz sprawiają, że jest to serial godny naszej uwagi. Ja serdecznie go polecam, szczególnie jeśli lubicie mocne opowieści o życiu, i jego trudnym obliczu, które jak się okazuje, można uleczyć i odmienić.
Moja ocena 9/10.
Serial Dziesięcioro nieznajomych można obejrzeć na Amazon Prime Video.
Zima za pasem, a przynajmniej ta kalendarzowa, więc nic dziwnego, że na GOG ruszyła Zimowa Wyprzedaż. Winter Sale to ponad 6500 ofert, konkurs, kalendarz niespodzianek i oczywiście prezenty. GOG zaczyna wyprzedaż pierwszą niespodzianką, która ucieszy nie tylko fanów przygodówek.
Jak co roku na GOG-u przyszedł czas na Winter Sale czyli Zimową Wyprzedaż, na której znajdziecie ponad 6,5 tysiąca gier w obniżonych cenach, z których możemy skorzystać w najbardziej uroczym, przed i świątecznym i prezentowym miesiącu w roku. Jest i niespodzianka! A jest nią doskonała przygodówka Deadalic Entertainment, zatytułowana The Whispered World: Special Edition.
Miłośników przygodówek, jakich na tym blogu zapewne nie brakuje, ucieszy, że pierwszym darmowym growym tytułem, jaki zaczyna Zimową Wyprzedaż jest The Whispered World, w wersji specjalnej, czyli The Whispered World: Special Edition. Poradnik/solucje do gry, która ma swoją kontynuację w postaci przygodówki Silence, też opisanej w poradniku/solucji, w której wcielamy się w smutnego klauna, którego przeznaczeniem jest zniszczenie świata, dodacie do swojej biblioteki przez ograniczony czas.
Gra dostępna będzie za darmo na GOG- przez 72 godziny. Wystarczy, że wejdziecie na stronę GOG i klikniecie w baner.
Przeceny - GOG poleca!
Zimowa Wyprzedaż to także i przede wszystkim przeceny gier. Obniżki sięgają 90%. GOG poleca:
Cyberpunk 2077: Phantom Liberty (-20%)
Fallout 4: Edycja Gry Roku (-60%)
Heroes of Might and Magic® 3: Complete (-75%)
Wiedźmin 3: Dziki Gon - Edycja Kompletna (-80%)
The Elder Scrolls V: Skyrim Anniversary Edition (-67%)
Dragon Age™: Origins - Edycja Ostateczna (-75%)
Kingdom Come: Deliverance Royal Edition (-80%)
Yakuza Complete Series (-60%)
S.T.A.L.K.E.R.: Shadow of Chernobyl (-75%)
Drova - Forsaken Kin (-10%)
Znajdziecie także coś w typowych przygodówek, więc warto się rozejrzeć. Tym bardziej, że za każdym razem w Kalendarzu GOG będzie czekać na Ciebie nowa niespodzianka.
GOG Winter Sale kończy się 3 stycznia, 8 rano UTC.
W zakrzywiający czas podróż wybierzemy się wraz z przygodową grą z łamigłówkami, w platformowym stylu, zatytułowaną RECUR, która ma już swoje miejsce na platformie Steam. Choć data premiery nie została ogłoszona możemy dodawać ją do swojej listy życzeń.
Studio kaleidoscube, deweloper odpowiedzialny za grę A Juggler's Tale, pracuje nad swoim kolejnym przygodowym projektem, zrealizowanym jak poprzednia gra, w podobnym, przygodowo-platformowym stylu. Gra nosi tytuł RECUR i zostanie wydana dzięki studiu Astra Logical, wciąż jednak nie wiemy kiedy. Ważne, że także w polskiej wersji językowej - napisy. Przygoda ma już swoje miejsce na platformie Steam.
W RECUR wcielamy się, jak choćby w grze The Adventures of Tango Rio, której kampania na Kickstarterze powoli zbliża się do finału, w listonosza, który przez wydarzenia jakie rozgrywają się w jego świecie, przestał być normalny. Zbliża się koniec świata, który wydaje się być nieuchronny. Ale niespodziewanie dla samego siebie, nasz bohater zyskuje kontrolę nad czasem.
Wykorzystują swoje zdolności zakrzywiana czasu, przejmując kontrolę nad protagonistą gry, będziemy rozwiązywać łamigłówki, pokonywać wielkie przeszkody. Przemierzając wiele poziomów, zachwycających środowisk będziemy ratować świat, zważając, że czas leci.
Gra nie ma jeszcze swojej daty premiery. Zadebiutuje na Steam, w wersji na komputery PC.
Serdecznie zapraszam do recenzji przygodowej gry niezależnej, stworzonej przez jednego twórcę, przygodówki która zarazem bawi, stanowi wyzwanie dla gracza i jest formą terapii. Oto jaka jest Mindlock - The Apartment!
Na Steam dostępnych jest coraz więcej niezależnych przygodówek stworzonych przez solowego twórcę, gier mniej lub bardziej udanych, wykonanych w pełni li tylko przez jednego twórcę, który nad swoim projektem spędził zapewne wiele lat. Są wśród nich przygodówki mniej udane i fabularnie proste, ale są i takie, które oprócz przyjemności z rozgrywki, nieść mają jakieś przesłanie.Mindlock - The Apartment, gra stworzona przez samotnego, niemieckiego dewelopera, którego znany jako studio Roof Cut Media to właśnie gra przesłaniem, ale nie moralizatorskim, a będąca rodzajem przygodowej terapii, spojrzeniem w głąb samego siebie, w sam środek umysłu, a nawet duszy. Recenzja, którą właśnie czytacie powstała dzięki uprzejmości twórcy, który udostępnił mi do niej klucz. Serdecznie dziękuję!
Mindlock - The Apartment to gra, w której wcielamy się w młodego mężczyznę o imieniu Colin, który ma ze swoim życiem pod górkę, zwyczajnie go nie lubi. Widać to w jego nastawieniu do porannych czynności, choćby z niechęci wstawania z łóżka, wiecznie zgarbionej postawie i bałaganie jakie panuje w jego mieszkaniu.
Colin wiedzie nudne, rutynowe i zniechęcające życie, które związane jest z pracą w korporacji Toster & Toster, której szczerze nienawidzi, a którą załatwił mi władczy i apodyktyczny ojciec. Nasz bohater boryka się również z traumami z przeszłości, które jego umysł odrzucił, a które pewnego, zdawałoby się codziennego jak każdy dnia, nagle dają o sobie znać.
Właśnie rozpoczyna kolejny dzień. Jak zwykle dzwoni budzik, który wyrywana Colina z łóżka, jedynej bezpiecznej przystani. Po wykonaniu rutynowych porannych czynności jak zwykle ma wyjść do pracy. Problem w tym, że drzwi prowadzące na zewnątrz tajemniczą znikają. To niestety nie koniec kłopotów. W mieszkaniu Colina, które nagle stało się więzieniem, zaczynają dziać się bardzo dziwne rzeczy. Pojawiają się napisy na lustrze, w łazience siedzi tajemniczy staruszek, a w sypialni pojawia się kukiełka, która mocno przypominana jego samego, i jego życie.
Zamknięty w mieszkaniu, i umyśle, zniechęcony życiem, którego nie lubi, nie mogący dogadać się z ojcem i nie radzący sobie z przeszłością i teraźniejszością Colin, otrzyma lekcje życia, która pomoże mu przepracować zniewalające go traumy. A my zostaniemy świadkami i uczestnikami tej przygodowej, i klasycznej w gatunkowej formie, psychologicznej terapii.
Sterowanie w klasycznym stylu. Słów kilka o interfejsie
Mindlock - The Apartment to jak już wspomniałam klasyczna przygodówka, którą obsługujemy za pomocą myszy. Gra nie oferuje obsługi kontrolera. Sterowanie jest proste, choć moim zdaniem czasami za mało intuicyjne. Do dyspozycji mamy dwie ikony - "lupy" oraz "czerwonej strzałki". Pierwsza obsługiwana lewym przyciskiem myszy pozwala graczowi na obejrzenie przedmiotu, miejsca, bądź osoby, druga, którą aktywuje prawym przyciskiem, na użycie i interakcję.
Przedmioty, które, jak przystało na przygodówkę zbieramy, trafiają do ekwipunku zlokalizowanego na dole. Możemy go aktywować w dwojaki sposób, za pomocą kółka muszy, albo klikając na ikonę spodni w prawym, dolnym rogu.
I to właśnie kwestia użycia przedmiotów z inwentarza staje się czasami mało intuicyjna, szczególnie jak pojawia się zadanie czasowe, moim zdaniem zupełnie niepotrzebne. Szybkie wybranie przedmiotu staje się wtedy dość trudne, a kliknięcie na spodnie zbyteczne, bo zbyt wolne.
Twórca wbudował, co niezwykle mnie cieszy system podświetlania aktywnych miejsc w lokacji, czyli tak zwanych hotspotów, który również możemy aktywować na dwa różne sposoby. Jednym jest wszystkim znane kliknięcie na klawisz "spacji", drugim na ikonę latarki w lewym, górnym rogu.
Podświetlanie aktywnych miejsc, a w grze zajdziemy ich wiele, także tylko takich, które można obejrzeć, a Colin je opisze, jest naprawdę sporo. I choć kieszeń naszego protagonisty nie jest aż tak mocno wypełniona przedmiotami, to zbierać i robić mamy co.
Niestety twórca nie zaoferował ręcznego sposobu zapisywania przygodówki, co ja niezmiernie sobie w klasycznych przygodówkach cenię. W Mindlock - The Apartment tego nie zrobimy i choć gra zapisuje się niemal po każdej czynności, brak ręcznego save'u może przy niektórych zagadkach nieco utrudnić życie, albo przynajmniej go nie ułatwić.
Angażujące zagadki, które mają drugie dno
A skoro jestem już przy zagadkach, to pora właśnie na nich się skupić. Mindlock - The Apartment to klasyka z czarnym humorem, w której nie zabrakło zadań do wykonania. A każde z nich jest fabularnie z grą związane, część mocno surrealistyczne, czasami dziwne i z pewnością zarówno angażujące i przede wszystkim satysfakcjonujące. Zagadki wcale nie są tu banalnie proste, i wymagają od graczy, często, spojrzenia na świat oczami bohatera, oczami Colina.
A nie jest to świat łatwy, bo traumatyczny, depresyjny i niestety smutny. Nieprzerobione traumy wywołują przedziwne, surrealistyczne, czasami zahaczające o horror wydarzenia, które oddane są w zagadkach, które stanowią nie tylko wyzwanie dla umysłu, ale i są wariacją na temat czasówek. Pokonanie ojca w jednej z jego postaci, czy swoich wątpliwości, które przyczepiły się łóżka i nie zamierzają go opuścić to tylko ułamek przygodowej zadaniowości w Mindlock - The Apartment.
Ciekawą odskocznią są także zadanie rozgrywające się w umyśle Colina, w jego wspomnieniach czy jego układanym w głowie planie. Obraz w grze zmienia się, a naszym oczom ukazuje się biała kartka a na niej odręczny rysunek. Gracz musi wybrać odpowiednią kolejność wykonywanych czynności, zbudować zadanie, które potem Colin zamieni w czyny.
Są i klasycznie logiczne zagadki, takie nad którymi musimy nieco pomyśleć, ale także takie, które wymagać będą od gracza przestrzennej wyobraźni, której, co tu kryć, ja osobiście nie posiadam. Wykorzystane one będą w zagadce z naprawą zegara, która sprawiła mi najwięcej kłopotów. Niestety popełniony błąd owocował cofnięciem się do początku układanki. Moim skromnym zdaniem lepiej by było, gdyby po każdym prawidłowym ułożeniu trybiku gra zwyczajnie dokonywała zapisu.
Całościowo opisywana przeze mnie przygodówka ma bardzo logiczne, podobnie jak fabuła, przemyślane zagadki, które idealnie wpisują się w fabułę, i są jej przedłużeniem. W grze z pewnością pod tym względem nudzić się nie będziecie.
Interesującym elementem, dodatkiem raczej, jest wprowadzenie do przygody galerii postaci, w tym przeróżnych form jednej z nich. Każda została opisana, niestety w języku angielskim, bądź niemieckim. Gra nie jest dostępna po polsku, choć twórca nie odcina się od pomysłu dodania także innych języków, w tym polskiego. Czy doczekamy się spolszczenia gierki? Trudno na ten moment powiedzieć.
Cudna grafika i wiarygodna animacja postaci
Tym co intryguje, co widać gołym okiem, i co mnie samą przyciągnęło do sprawdzenia najpierw wersji demo, a potem zagrania w pełnowymiarową przygodę, jest grafika.
Nie będę kryć, że uwielbiam kreskówkowe, ręcznie rysowane przygodówki. Taki styl graficzny najbardziej mi w tym gatunku odpowiada, i najbardziej go sobie chwalę. Mindlock - The Apartment jest właśnie taką kreskówkową przygodówką 2D, przeplataną wspomnianymi już szkicowanymi wstawkami, które mocno urozmaicają rozgrywkę, nie tylko zadaniowo, ale i graficznie.
Lokacje z racji surrealistycznego, nieco "horrorowatego" klimatu są dość specyficzne, ale bogate w szczegóły, mroczne, tajemnicze i często zaskakujące, nawet samego Colina. Ogólny bałagan w domu, praca, w której pracownicy dają tlen pracodawcy, mieszkanie, które staje się więzieniem, korporacja która zniewala, rodzić który nie daje żyć własnym życiem czy wątpliwości, które niosą niemoc i społeczny paraliż. Wszystko to odwzorowane zostało przez twórcę idealnie, nie tylko poprzez urokliwą, ale i mrocznie-groźną grafikę.
Ale autor poszedł w swym projekcie o krok dalej. Odważył się tchnąć życie w postać Colina, idealnie animując swoją postać, jego każdy ruch, każdy gest, każdą czynność. Widać to doskonale, i bardzo wyraźnie w animacji w zagadkach. Każdy ruch jest wiarygodny i prawdziwy. Masę pracy musiał włożyć w to ten zdolny deweloper, więc chylę czoła, bo wyszło idealnie.
Poprzez grafikę i animację Mindlock - The Apartment, doskonale widać, że nie tylko wysokobudżetowa produkcja, ale i zwykła niezależna przygodówka może być żywa i realistyczna, może być prawdziwa i ludzka. Brawo!
Ścieżka dźwiękowa i dubbing - jest naprawdę dobrze
Na uwagę i pochwały zasługuje także ścieżka dźwiękowa, która nadaje grze ciekawego klimatu, zmieniając się w zależności od wydarzeń jakie w grze się rozgrywają. Może być spokojna, może być mroczna, może także bawić.
Otóż twórca pokusił się w humorystyczny dodatek, który wraz z licznymi w grze nawiązaniami, stanowi kolejną grową wartość. Podczas gierki, możemy bowiem podłączyć telefon Colina do urządzenia i odtworzyć muzykę, przy której nasz zdołowany bohater może się nieco wyluzować. My zaś zobaczymy jak porusza się w rytm muzyki, jak tańczy, jaki potrafi być, mimo zgarbienia, gibki.
Recenzowana przeze mnie gra dostępna jest w angielskim i niemieckim dubbingiem. Wersji niemieckiej nie sprawdzałam (może to zrobię). Za to angielska jest naprawdę dobra, szczególnie jeśli spojrzymy na postać Colina. Aktor, który udziela mu głosu, był wyraźnie w pracę na planie mocno zaangażowany, co słuchać w emocjach, smutku, irytacji, wściekłości lub rezygnacji, którą w grze wyraźnie odczujemy.
I choć jeden aktor wciela się w kilka postaci, co nie jest niczym dziwnym w niewielkiej, przeznaczonej na cztery godziny, niezależnej przygodówce, efekt końcowy jest mocno zadowalający, a gra i pod tym względem, godna uwagi.
Mindlock - The Apartment - Ależ to jest mądra gra! Podsumowanie recenzji.
Głównym zadaniem gier, także tych przygodowych jest zabawa, jak najlepsza, radość z grania, satysfakcja z rozwiązywania zagadek i zadowolenie czerpane z dobrze opowiedzianej fabuły. Gra adventure ma bawić, ma być rozrywką, ścianą, która odizoluje nas od problemów codzienności. A co jeśli gra jest jeszcze formą terapii? Co jeśli jest zabawą i psychicznym, wewnętrznym zrozumieniem i uleczeniem, pozbyciem się traum, uwierzeniem w siebie, wyciagnięciem z tak zwanego "doła"?
Mindlock - The Apartment to bardzo specyficzna i dosadnie rzeczywista gra w wymyślonym, ale jakże prawdziwym dla wielu świecie, która jest właśnie tym wszystkim co wyżej przytoczyłam. Zamknięty we własnym umyśle Colin to obraz wielu z nas, wielu rezygnujących ze szczęścia na rzecz tak zwanego "większego dobra". Wielu żyjących nie swoim życiem.
Gra niezależnego, solowego twórcy pokazuje jak poradzić sobie z traumą, jak wyjść z psychicznym tarapatów, jednocześnie bawiąc i dając wyzwanie naszym szarym komórkom. To rasowa przygodówka w klasycznym stylu, z pomysłowymi, wcale nie aż tak łatwymi zagadkami i pomysłem na siebie.
Cudowna, ręcznie rysowana grafika, która poprzez kreskę i swój wymiar obrazuje stan psychiczny protagonisty, nadaje grze surrealistycznego, nieco dystopijnego klimatu, ale jednocześnie chcemy się nią napawać. Do tego dochodzi dbałość o szczegóły w zaanimowaniu postaci, każdego jej ruchu i najmniejszego gestu.
Dobra ścieżka dźwiękowa, równie dobry angielski dubbing (niemieckiego nie sprawdzałam), sprawiają, że przebywanie w grze kilku godzin potęguje przyjemność z niej czerpaną.
Jeśli jeszcze wahaliście się by kupić grę, by w nią zagrać, to zaręczam Was, jeśli się zdecydujecie, to w żadnym razie nie będziecie żałować. Mądra, przemyślana, niebanalna, ludzka i ważna społecznie, klasyczna przygodówka stworzona by nie tylko bawić, ale coś zrozumieć i czegoś nas nauczyć.
Moja ocena 8,5/10.
Serdecznie dziękuję Roof Cut Media i USM za udostępnie gry do recenzji!
Recenzja filmu Apokawixa, zombie komediowa historia w pandemiczno-ekologicznym stylu. Oto moja recenzja kolejnej polskiej produkcji filmowej.
Zombie-ekologiczny horror od Xawerego Żuławskiego to kolejny polski film, jaki pokusiłam się sprawdzić. Przyznam się, że zrobiłam to z czystej ciekawości, z chęci sprawdzenia w jakim kierunku postanowił pójść twórca, jaki rodzaj filmu widzom zaserwował, i w końcu jaki przekaz zawarł w swoim nowym projekcie. Od razu nadmienię, że jeśli spodziewacie się klasycznego zombie-horroru z mnóstwem gore, to nie... na nic takiego nie można tu liczyć.
Jest nieco ekologicznie, bardzo młodzieżowo, dość dziwnie... jest wiele nawiązań do pandemii, i niestety sporo dłużyzn, które trudno się ogląda. "To co przyszło z wody" nie straszy, i nie taka jego rola. Są i plusy. Co wypaliło, a co nie zagrało na odpowiednią nutę (przynajmniej według mnie)? Sprawdźcie w mojej recenzji!
Zombie-ekologiczna i pandemiczna opowieść
Apokawixa to polski komediowy zombie-pandemiczno-ekologiczny horror, który swoją premierę w kinach miał w październiku 2022 roku. Film, choć ma na swoim koncie trzy nagrody, w tym wypadku między innymi dla kreacji aktorskich, nie jest projektem przeznaczonym dla każdego. Obawiam się, że również nie dla mnie. Jest to nie tylko wynikiem przeznaczenia treści bardziej ku młodszej widowni, ale także przez niepasujący mi styl mieszania wątków, z których żaden nie jest do końca zamknięty, i trąci „myszką”.
Opowieść odwołuje się zarówno do ekologii, jak i pandemii i została opowiedziana z perspektywy Kamila, nastolatka i maturzysty, któremu nie w głowie zaliczania egzaminu dojrzałości. Podczas pandemii stracił matkę, a sam przeszedł załamanie nerwowe i trafił do zakładu psychiatrycznego. Teraz jego tata, biznesmen zajmujący się nie do końca legalną działalnością, żyje w związku z terapeutką Kamila.
On sam ma dość zamknięcia, podobnie jak i jego rówieśnicy. Wpada zatem na pomysł zorganizowania imprezy w kupionym przez rodziców pałacyku w malowniczym miejscu, nad polskim morzem. Na balowanie zaprasza swoich kolegów z klasy, także dziewczynę, w której się podkochuje. Ma być głośno, ma nie brakować alkoholu i innym niekoniecznie legalnych używek. Problem w tym, że w wodach pojawiają się sinice, w sporych ilościach, które łączą się z pewnymi trującymi odpadami. Kąpiel w takiej wodzie powoduje, że ludzie umierają, a następnie rodzą się jako zombie. Po pandemiczna impreza zamienia się zatem w walkę o przetrwanie.
Słabe aktorstwo, choć postaci ciekawe, szczególnie jedna
Reżyser Xawery Żuławski, mający na swoim koncie filmy: Wojna polsko-ruska, Mowa ptaków czy Chaos, w swoim najnowszym projekcie postanowił skupić się na początkujących aktorach młodego pokolenia, zważywszy, że jego film stawia właśnie na młodych, i o młodych opowiada. Problem w tym, że aktorstwo tej młodzieży, najłagodniej powiedziawszy, nie spełnia oczekiwań. Będąc bardziej dosadną, muszę z przykrością stwierdzić, że jest momentami drewniane, nie wyrażające emocji, płytkie, a często na poziomie teatrzyków szkolnych.
Mam wrażenie, że film pod względem obsady, ról i przede wszystkim dialogów, które powielają kanony polskich produkcji, czyli nijakości, jest przeznaczony dla bardzo młodych nastolatków, powiedzmy w wieku dwunastu do maksymalnie trzynastu lat. Nasi młodzi aktorzy może mają potencjał, ale droga ku ich karierze aktorskiej jest jeszcze daleka, i wymaga sporo nauki, treningu i zaangażowania, którego ja w filmie nie widzę.
Jedyną jakąś postacią, bardzo odklejoną od rzeczywistości, szaloną i wystającą poza ramy płytkości filmowych kreacji, jest postać Blitza, w którego wcielił się Sebastian Fabijański, z jego barwnym tembrem głosu, związanym z pewną miłosną historią. Na uwagę zasługuje także Matylda Damięcka, w roli przywódczyni gangu. Reszta obsady, w tym główna postać, wspomnianego już Kamila, granego przez Mikołaja Kubackiego, mieści się w skali od przeciętności do poziomu bladości typu szkolnego przedstawienia.
Sporo muzyki
Apokawixa to mało poważna, bo komediowa opowieść grozy, z przeznaczeniem dla raczej młodszego widza, która w pewnym momencie, po dość długim wstępie i takim sobie początku, skręca w stronę akcji, ale nie takiej tak myślicie… nie zombie, a imprezowania. Film skutecznie i raczej celowo mieszający gatunki jest przede wszystkim tytułem o buncie przeciwko zamknięciu i odizolowaniu, jakiego młodzi bardzo boleśnie doświadczali w czasie pandemii.
Dlatego odreagowanie skoncentrowało się na imprezowaniu, na wielkim balowaniu, piciu, paleniu, seksie i… muzyce. Ta pełni w filmie bardzo ważną rolę. Podczas seansu doświadczymy wielu muzycznych doświadczeń, włącznie z małym koncertem, czy znanymi kawałkami w nowych aranżacjach.
Film czysto rozrywkowy, starający się być poważną opowieścią
Nie wiem, jakie było zamierzenie reżysera Apokawixy, poza tym, że postanowił zabawić się formą grozy, serwując ją w postaci komedii, albo tworu ją przypominającego, w zombie satyrycznym stylu. Twórca posiłkował się jednocześnie bardzo współczesnymi tematami, jakie towarzyszą naszej rzeczywistości. Dlatego też w filmie pojawił się temat skażenia środowiska, nie dbania o naturę i otwartego jej szkodzenia. Jednocześnie nie zabrakło odniesień, i to dosłownych do pandemii COVID-19, związanego z koronawirusem zamknięcia, izolacji i niepewności.
Problem w tym, że nawet trudne tematy, śmierć, choroba psychiczna, czy izolacja i tak zwany „ból duszy”, w tym także zawody miłosne i małżeńskie problemy, nie można w opisywanej przeze mnie produkcji traktować na tyle poważnie, by grały jakąś ważną rolę. Nie da się tego dzieła traktować w ogóle poważnie, ale jednocześnie trudno potraktować je jako coś co będzie nas bawić. Nawet chodzące trupy są mało poważne jak choćby zombie-vege.
Mówiąc krótko, trudno mieć o Apokawixie jakieś zdanie, bo do końca nie wiadomo, czym ten film jest. Niepozamykane wątki, braki w scenariuszu, i ogólny chaos to niestety główne problemy filmu. Do tego dochodzi przegadanie i strasznie rozciągnięty wstęp. Film tak naprawdę zaczyna się w połowie, jedynie w końcówce dając nam nieco z zombie-grozy…, ale tylko nieco, nie na tyle, by stać się straszną i poważną opowieścią.
Podsumowanie recenzji Apokawixa
Hmm… prawdę powiedziawszy nie mam bladego pojęcia, jak i co myśleć o tym filmie. Jeśli potraktuje go jak klasyczną produkcję mającą mnie bawić, z racji horroru, ale w komediowej, satyrycznej wersji, to nie jest najgorzej. Ale pomieszanie gatunków, nędzne aktorstwo i takie sobie zakończenie niestety nie daje mi pożądanej satysfakcji z seansu. Jedna ciekawa postać, w którą wcielił się Sebastian Fabiański, fajna muza i nieco innowacyjności, niestety nie broni tej produkcji. Jeśli nie macie co oglądać, albo po prostu kochacie polskie filmy, i jesteście subskrybentami Prime Video, albo netfliksa, to możecie sprawdzić film. Ale od razu wspomnę…..nie musicie.
Moja ocena 5/10.
Film Apokawixa można obejrzeć na Prime Video i na Netflix.
Serdecznie zapraszam do przeczytanie recenzji pierwszej odsłony niezwykle popularnej, bardzo charakterystycznej i wypełnionej zagadkami przygodówki logicznej, gry Myst Masterpiece Edition.
„Myst” – „przygoda, która zmieni twoje życie” , tak o antologii trzech gier, wydanych w Kolekcji Klasyki przez Ubisoft można przeczytać na pudełku, które po raz kolejny trzymałam jakiś czas temu w dłoni. Postanowiłam przypomnieć sobie serię „Myst” od początku, aż do ostatniej części. Zacząć więc należało od pierwszej odsłony, jaką jest „Myst: Masterpiece Edition”. Muszę zaznaczyć od razu, że pierwsza odsłona przygód Atrusa i jego rodziny nie jest moją ulubioną i to z kilku powodów. Ale po kolei...
Pierwszym jest szczątkowa fabuła, której można powiedzieć prawie nie ma. Zaczynamy osobą, która wraz z księgą spada w dół, bojącą się, ba..., mającą świadomość, że księga i tak zostanie zniszczona. Jednak tak się nie staje, tomisko zostaje ocalone lądując przed bliżej nieznanym nam osobnikiem, a w tym przypadku graczem. Odtąd naszym celem jest wydostanie się z wyspy Myst wędrując po czterech Wiekach napisanych kiedyś przez Atrusa. W między czasie czytamy jakieś skromne dzienniki, a w kolejnych krainach zbieramy kartki, który umieszczamy w księgach, w których wspomniany już Atrus uwięził swoich synów.
Nuda, potęgowana brakiem fabuły zwielokrotniana jest jeszcze przez statyczne lokacje i pustkę, która nas otacza. Nie ma nikogo i niczego i na wyspie i w kolejnych wiekach. Z nikim nie zamienimy ani słowa, nie powąchamy też kwiatka, nie zobaczymy żadnego zwierzaka, za to zmierzymy się z masą zagadek.
Powiecie, że zagadki to istota gier mystopodobnych. Owszem, macie rację. Problem w tym, że w tej odsłonie te zadania są strasznie wymyślne, a wiele z nich jest nielogiczna. Mam wrażenie, że część zadań wymyślono tylko po to, by gra była dłuższa. Taką niepotrzebną czynnością, jaką zmierzymy się podczas rozgrywki jest labirynt, który w pewnym momencie musimy pokonać jadąc mechanicznym pojazdem. Miałam wielki problem z odnalezieniem podpowiedzi dotyczącej kierunków, które mam wybrać, nie mówiąc o tym, że podróż trwa w nieskończoność, a na dodatek musimy ją powtarzać dwukrotnie. Dzięki jednemu z użytkowników pewnej strony, który objaśnił mi, gdzie szukać mam wskazówki, teraz wszystko jest jasne, choć nie zmienia to faktu, że mam do wszelakich labiryntów nastawianie takie, jakie mam. Zwyczajnie ich nie lubię i już raczej nie polubię.
Wiele jest też zadań, które wymagają nieludzkich zdolności, na przykład nienagannego słuchu lub też jak to nazywam „siły spokoju”. Już piszę o co mi chodzi. Otóż w pewnym momencie gry, aby móc udać do jednego z wieków musimy zmierzyć się z zagadką muzyczną. Zagrane na pianinie dźwięki należy odtworzyć na panelu z suwakami. Problem w tym, że tonów jest mnóstwo, a różnice między nimi znikome. Ta zabawa to koszmar tej gry, koszmar, który nawet ułatwiony (chyba tak myśleli twórcy) wcale nie jest bardziej prosty. Możemy bowiem zamiast słuchać dźwięków, przesuwać suwaki o określoną ilość ruchów do góry. I tu potrzebna jest owa wspomniana przeze mnie „siła spokoju”. Jeśli się zdenerwujesz, gdy ręka lekko ci drgnie, nie ustawisz suwaków, nie ma na to najmniejszej szansy. Można się tylko ratować zapisem.
Niestety rodzi się wtedy kolejny problem. Wgrany zapis nie jest prawidłowo przez grę odczytywany. Niby jest, a tak naprawdę go nie ma. Podobnie ma się sprawa z zapisem. Wielokrotnie zapisywałam grę, ale po jej wczytaniu i tak byłam w tym samym miejscu, obojętnie gdzie robiłam savy'a.
W wielu serwisach czytałam, że gra jest prosta w obsłudze. Hmm…… Nie mogę tego o grze powiedzieć. Owszem rozgrywkę prowadzimy za pomocą myszy i jej lewego przycisku, ale mamy ograniczoną możliwość poruszania się. Możemy iść tylko tam, gdzie przygodówka na to pozwala. Nie jest to mój ulubiony sposób wędrówki w grze, bowiem z każdym ruchem zaczynam się coraz bardziej gubić. W wieku, w którym trzeba było wędrować po zawieszonych na drzewach chatkach krążyłam w kółko i miałam wrażenie, że nigdy nie znajdę pewnej dźwigni. W końcu zaczęło mi się kręcić w głowie i poczułam się jak na karuzeli, a tego bardzo, ale to bardzo nie lubię.
Problem rodzi następny problem w „Myst”. Szybko przekonałam się, że trudne zagadki, które zamierzałam zapisać i uwiecznić w moim poradniku, robiąc zrzut ekranu, programem, który mam na komputerze nie zostają nigdzie zapisane, ba nawet nie da się ich zrobić. Pozostało więc ręczne wykonywanie screenów, ale wymagało to zrzucania gry na pasek, co zaowocowało się jej wieszaniem i wieloma innymi problemami technicznymi. Im dalej brnęłam w grze, tym bardziej miałam jej dosyć. Nie mniej jednak jestem uparta i lubię kończyć to, co zaczynam, więc z trudem, ale dotrwałam do końca, które pozytywnie mnie zaskoczyło kilkoma zakończeniami.
Nieco więcej miłych słów mogę napisać o udźwiękowieniu i stronie muzycznej gry, która jak na te czasy, w których gra została wydana jest bardzo dobra, różnorodna i klimatyczna.
Złego słowa nie mogę także napisać o polskiej lokalizacji, która jest wykonana bardzo profesjonalnie. Nie znalazłam też błędów w tłumaczeniu teksów w pamiętnikach, czy też nielicznych listach.
Mam świadomość, że pisząc taką recenzję narażam się wszystkim miłośnikom tej serii. To, że pierwszą odsłonę uważam za nudną, za trudną i niezbyt udaną, nie znaczy to, że kolejne są takie same. Cała odsłona jest zdecydowanie bardzo dobra i wciągająca i jeśli tylko przebrnie się przez koszmarny początek, potem będzie tylko lepiej. Nie mniej jednak myślę o grze to co myślę i oceniam tak, a nie inaczej, ale tylko za niektóre zagadki i za sentyment do innych, lepszych pod względem fabuły i grafiki części.