Nowy tydzień i nowe darmówki na Epic Games Store. Przez najbliższe dni będzie można do swojej biblioteki dodać Bendy and the Ink Machine i Five Nights at Freddy's: Into the Pit.
Zgodnie z zapowiedziami z zeszłego tygodnia Epic Games Store rozdaje dwa klimatyczne przygodowe horrory, jeden z eksploracją i łamigłówkami, drugi w tero survivalowym klimacie. Przez tydzień odbierzemy Bendy and the Ink Machine i Five Nights at Freddy's: Into the Pit.
Od popołudnia dnia dzisiejszego do przyszłego czwartku, do godziny 17-tej gracze będą mogli dodawać do swojej biblioteki dwa horroru. Pierwszym z nich jest eksploracyjna, przygodowa gra pierwszoosobowa w klimacie grozy, zatytułowana Bendy and the Ink Machine, stworzona i wydana dzięki Joey Drew Studios, rozgrywająca się w świecie kreskówek, w której zdecydowanie dużo się dzieje.
W grze wcielamy się w Henry'ego, w latach trzydziestych XX wieku głównego animatora w Joey Drew Studios, studiu, które znanego z produkcji animowanych kreskówek. Ich bohaterem był Bendy. Kiedy pewnego dnia Henry otrzymuje tajemniczą wiadomość od swego byłego szefa,, który chce by wrócił do, jak się okazuje, opuszczonego już studia.
Kolejną grą jest survivalowy retro horror Five Nights at Freddy's: Into the Pit, gra stworzona i wydana dzięki Mega Cat Studios, w której przyjdzie graczowi spędzić pięć koszmarnych nocy, która przyjdzie przeżyć w koszmarnej opuszczonej pizzerii.
W grze wcielamy się w mężczyznę o imieniu Oswald, który wiedzie, przynajmniej do tej pory, bardzo nudne życie, w nudnym miasteczku. Ale pewnego dnia podczas eksploracji basenu z piłkami w pewnej pizzerii, przenosi się do przeszłości, w której przyjdzie mu jakoś przetrwać.
Obydwie gry można odbierać do czwartku, 6 listopada 2025 roku, do godziny 17-tej.
Kolejny jesienny miesiąc zbliża się wielkimi krokami, stojąc tuż za rogiem. Wraz z nim oczekiwać możemy wielu przygodowych tytułów, w tym kilku ciekawych przygodowych produkcji. Oto lista przygodówek, jakie zadebiutują w listopadzie 2025 roku!
Przygodowy październik 2025 rokuprzyniósł graczom niezbyt dużą ilość, dośc ciekawych przygodówek, w przeróżnych gatunku, w tym sporo produkcji grozy.Kolejny ilością tytułów z gatunku przygodowego będzie graczy rozpieszczał, mając do zaoferowania przynajmniej kilka ciekawych przygodówek, w tym z pewnością dwie na które wielu z nas czeka. Pora zatem sprawdzić co już z całą pewnością zadebiutuje w nadchodzącym miesiącu. Jakie gry przygodowe pojawią się w listopadzie 2025?
Detektywistyczna gra w śledczym stylu, projekt w który posługując się aparatem fotograficznym będziemy robić zdjęcia śladom, zbierać dowody, łączyć wskazówki i znajdywać sprawcę, rozwiązując kilka zupełnie różnych spraw.
Gra zadebiutuje na Steam, na PC, w polskiej wersji językowej.
Klasyczna przygodówka "wskaż i kliknij", w ręcznie rysowanym stylu, której bohaterem jest Murphy McCallan, który od lat interesuje się skarbem ukrytym w posiadłości Bellemore Manor, miejscu związane z duchami i nawiedzeniem.
Gra swoją premierę będzie mieć na PC - Steam oraz GOG.
Przygodowa gra point-and-click, będąca remasterem, czyli odnowioną wersją pierwszej Syberii, grą z nową grafiką i zmodernizowanymi zagadkami. Śledzimy w niej losy Kate Walker, która na zlecenie swojej kancelarii zostaje wysłana do wioski w francuskich Alpach. Ma tam sfinalizować sprzedaż fabryki automatów. Wkrótce rusza na poszukiwanie spadkobiorcy fabryki, Hansa Voralberga
Przygodówka będzie dostępna na PlayStation 5, Xbox Series X|S i komputery PC - Steam i GOG.
Sanatorium - A Mental Asylum Simulator - premiera 6 listopada
Połączenie przygodowej gry łamigłówkowej o tematyce detektywistycznej, z symulatorem medycznym, gra, której akcja rozgrywa się w 1923 roku, w sanatorium Castle Woods, gdzie miesza się ze sobą troska, jak i okrucieństwo. Gracz wciela się w oszusta przebranego za lekarza.
Premiera na komputery PC - Steam.
My Little Puppy - premiera 7 listopada
Poruszająca gra przygodowa z bogatą fabułą, która opowiada o psie o imieniu Bong-gu mieszkającym w psim raju, pewnego dnia wyczuwając znajomy zapach swojego pana. Rusza zatem w daleką podróż, by w końcu się z nim połączyć.
Gra dostępna na PC - Steam, PlayStation 5 i Nintendo Switch.
VORON: Raven’s Story - premiera 1o listopada
Fabularna gra przygodowa, w której będziemy latach, pozwalająca na wcielanie się w młodego kruka, który jest przewodnikiem dusz. Niestety jego pierwsza misja nie idzie zgodnie z planem. Gracz będzie tu pomagał duszom w przejściu do innego świata, rozwiązywał zagadki i eksplorował ciekawy świat.
Poruszająca przygodówka w filmowym stylu, w której wcielamy się w sześciomiesięcznego niemowlaka z niezwykłymi mocami, którego marzeniem być w rodzinie, i być kochanym. Pewna organizacja ma jednak inne plany.
Gra swoją premierę będzie mieć na PC - Steam.
The Third- premiera 13 listopada
Mroczny, eksploracyjny horror, który przybliża historię dwóch odrodzonych, pośród których jeden zostaje jedynie w cieniu. Gracz poznaje historię przeklętej świątyni, w której skrywane są starożytne sekrety bogów, a wewnątrz panują ciemności.
Gra będzie miała swoją premierę na Steam.
Detective Malinowski The Truth Will Be Revealed- premiera 13 listopada
Przygodowy symulator chodzenia w stylu roguelike, w którym wcielamy się w tytułowego detektywa. W tej narracyjnej produkcji w klimacie noir, w malowany na strona ołówkowym stylu szkice opowiada historię pewnej zbrodni.
Gra swoją premierę będzie mieć na Steam, na PC.
Peace Island- premiera 13 listopada
Przygodowa gra z elementami RPG, dostępna we Wczesnym Dostępie, która przenosi gracza do wyspiarskiej społeczności stanu Maine, w której dziewięć kotów budzi się odkrywając, że ich właściciele zniknęli w dziwnych okolicznościach.
Gra swoją premierę będzie mieć na PC - Steam.
The Berlin Apartment- premiera 13 listopada
Niezależna przygodówka w ręcznie rysowanym stylu, w której śledzimy losy mieszkańców jednego mieszkania w Belinie, będąc świadkami najważniejszych momentów ich życia.
Premiera gry na PC - Steam.
Unmourned- premiera 13 listopada
Psychologiczny horror w klimacie survival horroru, którego bohaterem jest Jason, mężczyzna, który po wprowadzeniu się do nowego domu staje się świadkiem przerażających nadprzyrodzonych wydarzeń. Aby dowiedzieć się co stało się z poprzednimi właścicielami tego miejsca, musi przemóc swój strach.
Gra będzie miała premierę na komputerach PC - Steam.
Backrooms: Exit from Supermarket- premiera 13 listopada
Kolejny horror psychologiczny, tym razem dostępny we Wczesnym Dostępie, w którym przejmujemy kontrolę nad postacią, która utknęła w przerażającym, zagadkowym labiryncie z migotającym światłem. Przyjdzie mu zmierzyć się ze strachem, uciekać przed koszmarami i poznać prawdę o tym miejscu.
Gra swoją premierę mieć będzie na PC - Steam i Nintendo Switch.
Przygodowa gra platformowa, w mrocznym stylu horroru, w której wcielamy się w niej w dziewczynę, która wkracza do odwróconego świata, w którym niegdyś dobro i zło istniało w wielkiej harmonii. Teraz jednak wszystko się zmieniło i krainie zagraża ciemność, która wszystko pochłania.
Przygodowa gra detektywistyczna noir, rozgrywająca się w latach 40-tych ubiegłego wieku, w której wcielamy się w detektywa Johna Morleya. Pewnego dnia przyjmuję sprawę niewyjaśnionej śmierci córki pewnej hrabiny.
Premiera gry na PC - Steam.
To już wszystkie gry przygodowe jakie swoją premierę będą miały w nadchodzącym miesiącu. Jeśli jeszcze jakaś gierka przygodowa niespodzianie zostanie zapowiedziana jeszcze na wspomniany miesiąc, oczywiście dam znać 😊Tymczasem życzę miłej zabawy!
Idealnie na zbliżający się Halloween GOG przygotował dla graczy ekskluzywny pakiet survival horroru, dodając do swojego katalogu Resident Evil HD REMASTER i Resident Evil, teraz z obniżonej cenie.
Resident Evil HD REMASTER i Resident Evil0 pojawiły się w katalogu rodzimej platformy GOG, idealnie na Halloween. Saga Resident firmy Capcom powiększyła się zatem w sklepie GOG-a o kolejne dwa tytuły, w pełni wolne od DRM, i oficjalnie dołączające do GOG Preservation Program.
W gra można na nowo przeżyć mrożące krew w żyłach początki gatunku survival horroru, odczuwając ponownie jak wygląda prawdziwy strach. Gry zostały zaktualizowane i gotowe do działania na nowoczesnych systemach przez nadchodzące dziesięciolecia.
Gracze mogą teraz także doświadczyć pełnego pochodzenia zła wraz z ekskluzywnym pakietem Resident Evil Classic Bundle, z 55% zniżką do 12 listopada o godzinie 8:00 czasu UTC.
Yen specjalny pakiet, dostępny tylko na GOG, zawiera Resident Evil HD REMASTER (-75%), Resident Evil 0 (-75%), i oryginalną trylogięResident Evil (-20%), pozwalając fanom doświadczyć klasycznej ewolucji serii w jednym miejscu – bez DRM, zachowane i gotowe do gry.
Poniedziałek dla większości z nas nie jest ulubionym dniem tygodnia. Nie jest również dla pewnego antykwariusza z przygodowej gry point-and-click zatytułowanej The mystery of the purple peacock.
Prawdę powiedziawszy nie często pisuje o grach ze strony itch.io, mniej popularnej jednak niż platforma Steam. Nie mniej jednak na owej stronie znaleźć można informacje o intrygującej przygodówce point-and-click, zatytułowanej The mystery of the purple peacock, której autorem jest Themis Tantalakis. Gry niestety na ten moment nie można sprawdzać w wersji demo.
The mystery of the purple peacock to historia czterdziestoletniego antykwariusza, niejakiego Virgila Russa, który wiedzie poukładane, ale dość nudne i przede wszystkie samotne życie, różniące się od wielu osób w jego życiu. Virgil, jak wielu ludzi szczególnie nienawidzi poniedziałków. Ale pewnego dnia, z pozoru zwykły dzień przynosi mu nie lata niespodziankę, zaskoczenia, które związane jest z pewną tajemniczą rozmową telefoniczną. Zostaje zatrudniony przez mężczyznę o imieniu Mr. Porter, który zleca mu odnalezienie rzadkiego znaczka pocztowego z filetowym pawiem. Jego śladem udaje się do miasteczka Eugene Grove, a jego przygoda się rozpoczyna.
Gra jest klasyczną przygodówką z rozgrywką "wskaż i kliknij", mającą się ukazać na komputerach. Zaprezentowany materiał wideo przybliża graczom nie tylko zarys fabularny, ale również przedsmak wersji głosowej, głos protagonisty gry, który opowiada o sobie i swoim życiu. Czy gra faktycznie będzie miała pełną angielską wersję jeszcze nie wiadomo.
Przygodówka tworzona jest w ręcznie malowanym stylu 2D. Gra posiada klimat detektywistycznej produkcji w klimacie noir. Posiadać ma zagadki polegające na interakcji z otoczeniem, polegające na przedmiotach, ale i oparte o dialogi. Będzie dostępna w języku angielskim, na razie nie można mówić o w pełni zdubbingowanej grze, a rozgrywka została przewidziana na kilka godzin.
The mystery of the purple peacock ma mieć premierę na PC, Mac i Linux. Data premiery nie została ogłoszona.
Serdecznie zapraszam do lektury kolejnego mojego tekstu. Dziś recenzja przygodowego horroru point-and-click, w klimacie i stylu gier escape room. Pora na straszenie i ćwiczenie szarych komórek. Miłej lektury!
Nie jestem osobą, która chętnie sięga po horrory, szczególnie te, które zamierzają mnie straszyć pojawiającymi się to tu, to tam straszakami. Jump scare nie są czymś co lubię, nawet jeśli uwielbiam kino grozy. Gier z takimi elementami staram się jednak unikać. Ale kilka miesięcy temu w moje łapki trafiła bardzo intrygująca gra przygodowa, w formie demo, zatytułowana Riddlewood Manor, której postanowiłam się bliżej przyjrzeć, a moje o niej przemyślenia spisać w wrażeniach. Zaintrygowana historią nawiedzonego domu, pomysłowością zagadek, klimatem i stylem graficznym już wiedziałam, że w pełną wersję zagrać muszę. Udało się to po premierze, która miała miejsce 22 października, dzięki uprzejmości jej twórców, studia Peanut Button, którym bardzo serdecznie dziękuję. Wraz z nimi przygotowałam także KONKURS, w którym do wygrania ich ciekawa przygodówka. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału, a także do przeczytania tej oto recenzji!
Duchy, nawiedzenia i smutna historia - o czym to gra?
Riddlewood Manor to opowieść, w której wcielamy się z anonimową postać, w osobnika, który pojawia się pewnego dnia przed wielką posiadłością, tytułową Riddlewood Manor, w której zagościło zło. Demona, bądź demonów pozbyć nie mogą się nawet duchowni, pełniący wartę przed opętaną rezydencją, choć chętnie służą pomocnymi przedmiotami. Tak czy siak odważnie wkraczamy do zamczyska położonego na wzgórzu, by tam rozprawić się z złą siłą, która nie da się przegonić.
Szybko okazuje się, że piekielne moce opanowały właścicieli tegoż domostwa, rodzinę Riddlewood, a w szczególności ich córkę, którą przed demonem chroniły jej zabawki. I tak dziecko stało się posiadaczem demonicznej lalki o imieniu Suzi, która wciąż włada duszą dzieciaka i opętanym domostwem.
Riddlewood Manor to zdawałoby się na wstępie opowieści prosta historia, tocząca się nieco w tle rozgrywki, która wychodzi w grze na plan pierwszy. Ale są to tylko pozory. Bo tak naprawdę odkrywając kolejne karty, kolejne tajemnice pokoi przygodówka odsłania graczowi nie tylko historię o nawiedzeniu, ale przejmującą, smutną i wielowątkową podróż przez krótkie życie skrzywdzonego dziecka.
Wprawny obserwator dopatrzy się w niej nie tylko grozy w czystym wymiarze, elementów znanych z takich właśnie produkcji, takim ten tytuł przecież jest, ale i dawki traumy, w psychologicznym stylu. Przełamywanie emocjonalnej fabuły, której motywem przewodnim jest dziecko, a taka najbardziej na mnie działa, momentami nieco bardziej humorystycznymi, wręcz groteskowymi, łagodzi emocje, kierując je na spokojniejsze, ale i bardziej zadaniowe tory.
Point-and-click, ale nie tylko - z czym to się je?
A jest to przygodówka "wskaż i kliknij", z prostym, niemal intuicyjnym sterowaniem za pomocą myszy. Wszystkie czynności wykonujemy w grze po prostu klikając na to co jest w grze klikalne, a zapewniam Was, że jest tego wiele.
Typowa rozgrywka, koncentrująca się na sterowaniu point-and-click, ale i rozwiązaniach przypisanych temu przygodowemu stylowi pozwala na zbieranie dość licznych przedmiotów, trafiających do bardzo klasycznie prezentującego się ekwipunku. Ten zlokalizowany jest na dole ekranu. Zebrane przez siebie rzeczy można, a nawet trzeba wykorzystywać w lokacjach, można również ze sobą łączyć. Każdy zebrany element, który wkrótce będzie stanowił część większej całości, został przez twórców odpowiednio nazwany. Nie błądzimy zatem po omacku i nie zastanawiamy się czym owa rzecz jest, co w przypadku tegoż projektu jest niezmierne ważne.
Dzieje się tak dlatego, iż Riddlewood Manor to nie tylko typowa przygodówka oparta na klikaniu, eksploracji i zbieraniu, ale przede wszystkim gra logiczna w klimacie typowego escape-room. Rozgrywka tocząca się w wielkiej posiadłości, a także w jej obrębach, czyli ogrodzie, została podzielona na coś w rodzaju rozdziałów, w tym wypadku pokoi owej rezydencji.
W każdym z nich, oznaczonym na mapie, w którą gracz na szczęście zostaje wyposażony, do zrobienia będzie określona ilość zadań, zagadek, których rozwiązanie, klasycznie jak w escape-room, pozwoli nam przejść dalej. Po wejściu do jednego z pokoi zostajemy w nim zamknięci, i to w naszych rękach, ale i głowie leży sposób na wydostanie się z "pokojowej" pułapki.
Przechodzenie od pokoju do pokoju i mierzenie się z zadaniami, poszukiwanie wskazówek i logiki, jest typowym rozwiązaniem w tym przygodowym podgatunku. Problem w tym, że pewna klaustrofobiczność i konieczność powtarzania wszystkich czynności po etapie zginięcia, co zdarza się kiedy klikniemy na niewłaściwy przedmiot, staje się nieco frustrujące.
Nie tylko straszenie, ale i ćwiczenie mózgownicy - zagadki, zadania i inne
Recenzowana przeze mnie gra to nic innego jak horror, i nie jest to ukrywane. Już na wstępie otrzymujemy informację o pojawiających się jump scare'ach, o których jednak możemy być ostrzegani. Pozwala na to wybranie takiej opcji. Gdy ją zaznaczymy, na ekranie pojawi się ostrzeżenie przed strasznym momentem.
A takich straszaków w grze nie brakuje i nie jest to tylko nawiedzona lalka o imieniu Suzi. W posiadłości grasują demony, duchy i inne przerażające stwory, które potrafią się całkiem sprytnie ukryć. Tak właściwie bez zaznaczenia opcji ostrzegania, strachu i przeskoku na fotelu, czy gdzie tam siedzicie podczas gry, można spodziewać się niemal wszędzie.
I tak oto skupiacie się na myśleniu jak poradzić sobie z zagadką, a za plecami pojawia się straszak. Kombinujecie o co chodzi z podniesioną właśnie przez Was wskazówkę, a ze skrzyni wyskakuje demon i tym podobne. Takich momentów przestrachu jest sporo, ale clue rozgrywki stanowią wyzwania natury logicznej.
Powiedziałam już, że Riddlewood Manor to typowy point-and-click, że jest również zabawą w stylu escape-room, to teraz dodam, że to także gra logiczna, tytuł z mnóstwem zadań do wykonania, stawiający na bardzo, ale to bardzo logiczne myślenie.
Szare komórki przyjdzie graczom ćwiczyć od razu, na wstępie, a im dalej w las, czyli im głębiej w pokoje, zagadki stają się nieco trudniejsze, a z całą pewnością różnorodne. Nuda doskwierać nam nie będzie, za to przyjdzie postawić na spostrzegawczość, wyciąganie wniosków i rozsądek. Nie trzeba się jednak martwić, że nie będziemy w stanie rozwiązać zagadki, bowiem w każdej lokacji, a jest ich sporo, na gracza czeka jakaś podpowiedź i wskazówka.
Jednak nie liczcie na dosłowność podpowiedzi. Twórcy nie postawili na prowadzenie graczy za przysłowiową rączkę, nie wbudowali do rozgrywki systemu podpowiedzi. Dobre to rozwiązanie dla fanów logicznego kombinowania, i takiego rodzaju gier, gorsze dla początkujących w tym gatunku graczy. Śmiem twierdzić, że nie jest to tytuł dla każdego, ale tym, którzy lubią myśleć i mierzyć się z wyzwaniami, z pewnością może przypaść do gustu.
Koszmarna, nieco groteskowa, ale i urokliwa - graficzny miszmasz
Tym co może się podobać jest styl graficzny Riddlewood Manor, który jest mroczno-urokliwy i graficznie groteskowy, wręcz momentami satyryczny. Połączenie grafiki w ręcznie rysowanym, bardzo kolorowym, ale i nieco dziecinnym stylu, z mroczną historią dziecka, czarnym humorem i licznymi wyzwaniami logicznymi sprawia, że gracz rozpoczynając zabawę z tą grą, wkracza w bardzo specyficzny rozgrywkowy miszmasz.
Zdecydowanie grafika może robić dobre wrażenie, zachęcając malowanymi, acz strasznymi miejscówkami, w których liczyć możemy na kartki z odręcznie napisanymi wskazówkami czy liczne użytkowe przedmioty. Klimatu dodają mroczne animacje, w których, szczególnie jeśli mamy do czynienia z dziecięcą bohaterką i jej nawiedzoną lalką, króluje kolor czerwony.
Groteska i straszność w połączeniu z cutscenkami i czarnym humorem, mocno zarysowanym również w graficznym stylu tejże opowieści, nadają rozgrywce przejmującej atmosfery, która do grozy jak najbardziej pasuje, i grozę ową buduje.
Przestraszę Cię dźwiękiem - udźwiękowienie i polska lokalizacja
Budowanie strachu odbywa się również dzięki ścieżce dźwiękowej, która muzycznie może jakoś szczególnie nie wybija się przed szereg, ale dźwiękami otoczenie straszyć potrafi. Do naszych uszu podczas mniej więcej trzech godzin rozgrywki dochodzi sporo przejmująco-groźnych dźwięków. Są nawoływania, jest buczenie duchów, są trzaski, stuki i tym podobne.
Dodatkowo gra, mimo tego, że opcja ta nie została dodana do karty gry na Steam, tytułów ów nie jest całkiem pozbawiony mówionych dialogów, a wręcz przeciwnie, posiada ich sporo. Głosem przemawia dziecko, bohaterka tej mrocznej opowieści, a także niektóre demony i inni. Dziecięcy głosik dziecka pod opieką demona buduje tajemniczość, zagadkowość i poczucie niepewności, nadając ton historii, którą chce się poznawać.
Nie trzeba także zapominać, że Riddlewood Manor, mimo niezależnego, niewielkiego projektu to również gra dostępna w wielu lokalizacjach językowych, w tym także po polsku. Przetłumaczone zostały nie tylko nazwy przedmiotów, dialogi, ale także zbierane w grze wskazówki, w tym kartki, książki i tym podobne.
Gra nie tylko dla fanów straszenia i logiki - podsumowanie recenzji
Przygodówka Riddlewood Manor była grą, której przyglądałam się z zaciekawieniem, zachęcona ciekawą fabułą, urokliwym stylem graficznym, który łączy grozę z humorem, zaintrygowana wyzwaniami czysto logicznymi. Nie byłam z początku do niej przekonana, ze względu na momenty straszenia, za którymi nie przepadam, z pewnością nie w grach przygodowych.
Ale postanowiłam sprawdzić jej demo i to był przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Upewniłam się, że nie taki diabeł straszny jak go malują, a ogrywana przeze mnie gra ma do zaoferowanie znacznie więcej niźli jedynie straszenie.
Po ograniu pełnej wersji już wiem, że twórcy pokusili się o zbudowanie czegoś co będzie różnić się od ogólnie dostępnych horrorów. Stworzyli tytuł, który nie tylko straszy, co też się mu zdarza (i to wcale nie rzadko), ale przede wszystkim opowie przejmującą historię małej dziewczynki, odsłaniając jej kolejne karty dzięki zagadkom i logice.
Recenzowana przeze mnie gra to nie tylko przygodówka, nie tyle horror, ale i typowy escape-room pozwalający na zmierzenie się nie tylko ze strachem, ze swoimi słabościami w tym względzie, ale przede wszystkim ze swoim rozumem. Ilość zagadek i zadań do wykonana jest w grze imponująca, a satysfakcja z ich rozwiązania, pewne niedociągnięcia i utrudnienia, jakich w grze nie brakuje, rekompensuje.
Na plus również to, że gra nie jest do końca pozbawiona dialogów mówionych, posiada całkiem porządną ścieżkę dźwiękową, fajnie budującą klimat, no i jest dostępna z polskimi napisami, co w niezależnych projekcie wcale nie jest takie oczywiste.
Pozostaje mi zachęcić Was do zmierzenia się z tym barwnym, pełnym zagadek, mrocznym wyzwaniem, którego nie powinno się przegapić. Serdecznie polecam grę, która idealnie wpisze się w październikowy, jakże pasujący horrorom klimat.
Moja ocena 8/10.
Bardzo serdecznie dziękuję studiu Peanut Button za udostępnienie gry do recenzji!
Jesteśmy już po premierze przygodowego prequela opowieści o Szymku Czarodzieju. Simon the Sorcerer Origins zadebiutowała na komputerach i konsolach.
Zgodnie z planem swoją premierę miała przygodowa gra typu "wskaż i kliknij", będąca prequelem Simon the Sorcerer z roku 1993. Gra zatytułowana Simon the Sorcerer Origins, autorstwa włoskiego Smallthing Studios, wydana dzięki ININ Games, której recenzję, ale i poradnik/solucję (wkrótce w całości), znajdziecie na blogu. Gra zadebiutowała na komputerach i konsolach. Wraz z debiutem wydawca podzielił się premierowym zwiastunem.
Simon the Sorcerer Origins zaprasza graczy do podróży w czarujący świat magii, sarkazmu i tajemnicy, tym razem, aby odkryć, jak to wszystko się zaczęło. W nowej opowieści Simon zostaje wciągnięty w czarodziejski świat poruszony starożytną przepowiednią i wyrusza na przygodę o dojrzewaniu pełną dowcipu, uroku i solidnej dawki samoświadomego humoru.
"Nasz zespół jest absolutnie zachwycony, mogąc powitać Simona the Sorcerer Origins w rodzinie ININ” – powiedział Ronald Kaulbach, szef ININ Games . „Seria Simon the Sorcerer zajmuje szczególne miejsce w historii gier przygodowych i odegrała kluczową rolę w kształtowaniu tego gatunku. To prawdziwy zaszczyt współpracować ze Smallthing Studios nad tytułem, który nie tylko oddaje hołd dziedzictwu oryginalnych gier, ale także zaprasza zupełnie nowe pokolenie graczy do tego magicznego świata”
Massy Calamai, dyrektor gry i założyciel Smallthing Studios, dodał: "Z radością i wzruszeniem ogłaszamy oficjalnie współpracę Smallthing Studios i ININ Games przy grze Simon the Sorcerer Origins we wszystkich formatach, ponad trzydzieści lat (1993) od premiery na Amidze i PC! Serdeczne podziękowania dla wszystkich, którzy pracowali i pracują za kulisami, oraz dla wszystkich, którzy czekali na trybunach. Kurtyna się otwiera”.
Standardowe edycje na PlayStation 5 i Nintendo Switch są już dostępne w sprzedaży detalicznej i cyfrowej na Nintendo Switch, PlayStation 4 i 5, Xbox i PC. Dostępna jest limitowana edycja specjalna na konsole Switch, PC i PS5, oferująca dodatkowe gadżety graczom poszukującym kolekcjonerskich wrażeń.
Tomb Raider GOTY, Tom Clancy’s Splinter Cell, Hitman: Codename 46 i inne i wiele innych gier dodano do programu GOG Preservation. Jednocześnie na GOG ruszyła Jesienna Wyprzedaż - Autum Sale.
Na GOG ruszyła kolejny, tym razem Jesienna Wyprzedaż - Autum Sale 2025, w której do zdobycia wiele fier w mocno obniżonych cenach. Jednocześnie rodzima platforma ogłasza dodanie do programu GOG Preservation nowej partii growych klasyków.
W programie ochronnym klasyków, znanym jako GOG Preservation znajdują się już mroczne horrory, opowieści o znanych bohaterach i pikselowe historie. Wszystko po to, by pod opieką GOG zapewnić grom kompatybilność i grywalność na nowoczesnych systemach w najlepszej formie, a także wprowadzać poprawki, gdy takowe produkcje da się ulepszać.
W tym miesiącu do listu tytułów dodanych do wspomnianego programu trafiły:
Tomb Raider GOTY
Hitman: Codename 47
SPORE™ Collection
Clive Barker’s Undying
Tom Clancy’s Splinter Cell®
Nostradamus: The Last Prophecy
Superhero League of Hoboken
Heart of China
Thunderscape
North & South
Titus The Fox: To Marrakech and Back
Battle Chess 4000
Elvira: Mistress of the Dark
Elvira II: The Jaws of Cerberus
Call of Cthulhu: Prisoner of Ice
Bloodwych
Oprócz działań związanych z ochroną dziedzictwa, trwa właśnie Jesienna Wyprzedaż GOG 2025, oferująca tysiące ofert na legendarne przygody, nowoczesne i niezależne hity. Wśród tytułów znalazły się:
Heroes of Might and Magic III: Complete (-50%)
Vampire: The Masquerade – Bloodlines™ (-50%)
Legacy of Kain™: Soul Reaver 1 & 2 Remastered (-35%)
Cyberpunk 2077: Phantom Liberty (-30%)
Warhammer 40,000: Dawn of War II – Anniversary Edition (-80%)
The Witcher 3: Wild Hunt – Complete Edition (-80%)
Stardew Valley (-30%)
Wyprzedaż tra do 5 listopada 2025 roku, do godziny 8:00 UTC.
Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji przygodowego prequela, opowieści o Szymku Czarodzieju. Oto co myślę o grze Simon the Sorcerer Origins, która właśnie miała swoją premierę.
Jesteśmy bardzo świeżo po premierze jednej z wyczekiwanych przeze mnie gier przygodowych tego roku. Simon the Sorcerer Origins, prequel historii z lat 90-tych, w którym dowiadujemy się jak nasz bezczelny chłopak trafił do krainy magii i jakie były początki jego czarodziejstwa, zabiera gracza na wyjątkową podróż w świat magii, tajemnic i zagadek i już na wstępie mojej recenzji mogę napisać, że robi to we właściwym, wciągającym w opowieść stylu. Grę miałam przyjemność sprawdzić dzięki uprzejmości Smallthing Studios i ININ, za co już na wstępie bardzo serdecznie dziękuję. Zapraszam doi recenzji!
Simon the Sorcerer, gra wydana w latach dziewięćdziesiątych, złotych czasach przygodówek, w których gracze chłonęli historię bohaterów, próbowali przebrnąć przez zagadki bez poradników i pomocy, bawiąc się przy tym dobrze w pełnej humoru opowieści, która do dziś sprawia graczom wiele frajdy. Jestem przekonana, że wielu chętnie do tejże opowieści wraca i wciąż potrafi się nią cieszyć.
Ale historia opowiedziana w tej grze była do tej pory niepełna, ponieważ gracze nie poznali powodów tego jak krnąbrny, wręcz bezczelny nastolatek z współczesności znalazł się w świecie magii, dlaczego tam trafił, i po co. Zagadkę Szymka i świata tajemnic, i pewnej przepowiedni, postanowiło graczom odsłonić, na tyle na ile się oczywiście da, włoskie Smallthing Studios, które przy pomocy wydawcy, studia INN przygotowało prequel historii, przygodówkę, która rozjaśnia to co było zbyt ciemne, odpowiada na nie odpowiedziane pytania, pozwalając wejść głębiej w historię wspomnianej przepowiedni.
Akcja recenzowanej przeze mnie przygodówki rozpoczyna się 4 kwietnia 1993 roku, czyli w roku wydania Simon the Sorcerer, pierwszej odsłony przygodowej, jakże znanej serii, w dzień poprzedzający urodziny naszego protagonisty. Szymek jest wtedy jedenastoletnim chłopcem, mającym problemy z utrzymaniem swojej zadziorności na wodzy. Dzieciak właśnie został wyrzucony ze szkoły i wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego domu, gdzieś w Anglii.
Miejsce nie wydaje się Szymkowi zbyt interesujące, a rozpakowanie pudeł i poszukiwanie klucza do swego pokoju, nieco uciążliwe. Jak już udaje się mu, a jednocześnie graczom, przebrnąć przez samouczek, pozwalający poznać growe sterowanie, i odnaleźć klucz, okazuje się, że lokum Szymona, nie do końca jest tym czego się spodziewał.
Wciągnięty przez filetowy portal, przy którym wyraźnie majstrował jakiś czarodziej, nasz chłopięcy bohater trafia do nieznanej mu krainy. Wędrując przez przeklęty las (a przynajmniej tak sądzi), trafia do pewnego domostwa. Okazuje się, że jego mieszkańcem jest czarodziej Kalipso, postać znana z owego przygodowego cyklu, którego Szymek jeszcze nie poznał.
Ów starszy mężczyzna dowiadując się od nastolatka, że ten przybywa z innego świata, odnajduje księgę, z której zdziwiony chłopak dowiaduje się, że jest "wybrańcem", chłopcem z przepowiedni Pierwszego Czarodzieja, dzieckiem, który może odnaleźć dawno skrywany skarb. Problem w tym, że osoba odpowiedzialna za te słowa, spisane i schowane gdzieś w dwóch księgach, pewnego dnia po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Miejscem, w którym można dowiedzieć się coś więcej na temat tegoż maga jest miejscowa Akademia, której Szymek ma zostać uczniem, tym samym prowadząc swoje śledztwo, próbując dowiedzieć się coś więcej o Pierwszym Czarodzieju, i jakoś wrócić do domu.
Powrót do domostwa, w którym Szymek nawet zamieszkać nie zdołał, a przede wszystkim do czasów mu współczesnych okaże się nie być taki prosty, a gracz poznawać będzie jak bardzo, w dostępnych w grze aż dwunastu rozdziałach, które jak wspomniałam wcześniej, rozpoczynają się samouczkiem.
Z początku przygodówka Simon the Sorcerer Origins wydaje się być prosta i interfejsowo/zadaniowo mało skomplikowana. Twórcy upraszczają sterowanie do kilku podstawowych ikon - "lupy" pozwalającej na przyjrzenie się przedmiotowi, miejscu czy osobie; "dymka dialogowego", dzięki któremu przeprowadzimy pogawędkę oraz "łapki", która aktywuje działanie. Z czasem jednak zabawa staje się bardziej wymagająca, a ilość działań pozwalających na osiągnięcie celu mocno wzrasta. Rozgrywka staje się znacznie bardziej złożona, a często na tyle wymagająca, że powodująca pewne przestoje. Ale o tym za chwilę.....
Opowieść podzielona została na rozdziały, jasno nakreślone i posiadające tytuł, sugerujący co w danej części się wydarzy, bądź czym Szymek się zajmie. Graczowi towarzyszy mapa, która w sposób dość zabawny wyznacza nam kolejne obszary lokacji. Przedmiot ów, znaleziony u Kalipso, równie magiczny jak miejsce, w którym się znajdujemy, posiada magiczne pinezki, oznaczające daną lokację, a właściwie dany obszar na mapie. Ale wkłucie ostrego przedmiotu nie odbywa się jedynie na mapie, ale również fizycznie w miejscu, w którym miało oznaczenie. Pinezka owa spada z nieba i zostaje wbita w ziemię, robiąc przy tym wiele hałasu, zamieszania i pewne szkody.
Dość zabawny sposób oznaczenia miejsca na mapie, który podkreśla wszędobylski w grze humor, który jest nadrzędnym elementem całej serii o czarodzieju, i bryluje również w grze włoskiego studia, to nie jedne growe udogodnienie. Pomocą w mierzeniu się z celami jest magiczny dziennik, także kiedyś własność Kalipso. W nim zapisywane są poszczególne zadania i czynności jakie Szymek musi wykonać. Te już zrobione zostają z notatnika wykreślone, co daje graczowi jasność działania.
Pewnym problemem szczególnie dla początkujących w przygodowym gatunku graczy, może być wspomniana trudność rozgrywki, która poprzez mnogość działań i konieczność posługiwania się czarami, a czasami nieoczywiste rozwiązania przedmiotowe, może budować nieco napięcia. Notatnik bowiem niczego nie ułatwia, nie daje podpowiedzi, a gra nie posiada poradnika, który czasami wydaje się być wręcz niezbędny. Z drugiej strony gdy już poradzimy się z danym wyzwaniem, rozwiązanie problemu wydaje się być oczywiste, a satysfakcja z poradzenia sobie z zagadką, nawet jeśli jest tylko przedmiotowa, wielka.
Autorzy tegoż projektu mocno nawiązują stylem rozgrywki i pewną grową trudnością do gier z lat dziewięćdziesiątych, które dawały szerokie pole do główkowania, niczego nie ułatwiały i nie prowadziły za przysłowiową rączkę. Nie inaczej jest z Simon the Sorcerer Origins, grą która nie idzie na rozgrywkową łatwiznę, ale zachęca gracza do dokładnej obserwacji lokacji, dokładniejszego wsłuchiwania się w rozmowy i kombinowania z otoczeniem i przedmiotami. Zapewniam Was, że gdzieś znajdziecie na swoją bolączkę odpowiedź.
Pewnym ułatwieniem eksploracji jest dodanie do rozgrywki możliwości podświetlania interaktywnych miejsc w lokacjach. Czynność tę aktywujemy za pomocą klawisza "Tab". Wtedy to na ekranie pojawią się wszystkie elementy, z którymi można wejść w interakcję, niektóre przedmioty zabrać, a niektóre miejsca, rzeczy czy osoby jedynie obejrzeć, bądź z nimi porozmawiać.
Rozmowy, jak i rzeczy, które zbierzemy są w grze Simon the Sorcerer Origins niezwykle ważne. Często nie popchniemy rozgrywki do przodu dopóki z kimś nie porozmawiamy, a część zadaniowej, bądź zagadkowej części rozgrywki skupia się właśnie na odpowiednio poprowadzonym dialogu.
Nie należy zapominać także o zbieraniu, które jest istotą gatunku przygodowego. Przedmioty które trafiają do klasycznego ekwipunku, zlokalizowanego na dole ekranu, można ze sobą łączyć, można również oglądać, słuchając o nich odpowiedniego komentarza. Co ciekawe takową rzecz można "oblukać" nie tylko w inwentarzu, ale także klikając nią na Szymka. W tym momencie muszę zaznaczyć, że sprawdzania niektórych klamotów właśnie w taki sposób jest jedyną możliwością znalezienia odpowiedzi na nurtujący nas w grze problem.
Ekwipunek naszego protagonisty to nie tylko zebrane podczas eksploracji przedmioty, ale również nabywane po drodze, w czasie rozgrywki, zaklęcia oraz modyfikacje kapelusza. Czar "ognia", "lodu" czy "wiatru", a i zmiana kapelusza na biały, bądź zielony pozwala na popchnięcie rozgrywki do przodu, jest jednocześnie sporym wyzwaniem i potrafi zatrzymać na sporą chwilę.
Zaczarowany modyfikacją kapelusz, powstały z łączenia czarów, w odpowiedniej kolejności, potrafi zmienić przedmiot w ekwipunku, co sprawi, że stanie się on użyteczny, choć wcześniej takowym wcale nie był. W tym miejscu muszę przystanąć zwracając uwagę, że twórcy tej wcale nie łatwej, ale i mocno wciągającej i satysfakcjonującej przygodówki, zadbali o szczegóły, tworząc obraz gierki bardziej atrakcyjnym. Biały kapelusz sprawia, że tło ekwipunku staje się białe, zielony, ten bagnisty, tworzy adekwatnie zielone tło.
Strefa czysto zagadkowa i logiczna skupia się nie tylko na zebraniu i prawidłowym użyciu danego przedmiotu we właściwym miejscu, ale i na zagadkach logicznych. Te testują naszą uważność i zdolność logicznego myślenia, ale i wymagają szerszego spojrzenia na rozgrywkę.Gracz musi wyciągać wnioski i myśleć, kojarzyć fakty i łączyć kropki. Trzeba przy tym zaznaczyć, że gra jest w jakimś stopniu liniowa, przez to pewnych czynności nie wykonamy wcześniej niż zakłada to gra, bądź zanim nie dowiemy się istotnej w grze kwestii.
Niby zagadki nie są w grze mocno wymagające, i po wpadnięciu na sposób ich rozwiązania stają się bardzo zasadne i logiczne, a jednak potrafią, nawet zaawansowanych przygodowych graczy, grających jak ja w przygodówki wiele lat, zatrzymać na trochę. Powodem tego jest mnogość rozwiązań na jakie w grze się natkniemy i konieczność z nimi się oswojenia. Jak wspomniałam autorzy tegoż projektu nie postawili na system podpowiedzi, nie zechcieli prowadzić gracza za rękę, a skłonili go do przystanięcia i zastanowienia się co dalej, do obserwacji otoczenia, w którym z pewnością kryje się podpowiedź.
Takie swoiste utrudnienie jest zarazem plusem i minusem tejże produkcji. Graczom mającym doświadczenia z przygodówkami, szczególnie z serią o Szymku Czarodzieju niesie wyzwania i satysfakcję, ale u graczy początkujących, raczkujących w tym gatunku, może przynosić jedynie frustrację i niepotrzebne fabularne przestoje. A trzeba zaznaczyć, że fabuła w tej grze potrafi wciągnąć, potęgując doznania przez wszędobylski humor i nawiązania. Dla wszystkich, którzy zatrzymają w grze mam poradnik/solucję (cała już niebawem).
Humor oprócz wciągającej fabuły i zajmujących zagadek stanowi istotny element całej serii, i z całą pewnością nie brakuje go również w grze Simon the Sorcerer Origins. Szymek powraca w dobrym stylu nieco zbuntowanego, nieco trudnego dzieciaka mającego swoje zdanie. Wesołość, chwile uśmiechu, ale i po prostu śmiech nieść będą w tym tytule nie tylko dialogi, ale i gagi sytuacyjne oraz liczne nawiązania.
Smallthing Studios postawiło na świat fantasy nie tylko poprzez miejsce rozgrywania się swojego projektu, ale również poprzez nawiązania do growego pierwowzoru, ale i znanych produkcji, takich jak Gra o tron, Harry Potter, ale i niektórych gier. Mnogość nawiązań podbijających rozgrywkę, która posiada nie tylko automatyczną, ale i ręczną opcję jej zapisywania, jest w grze spora. To od gracza zależy ile jej w przygodzie odnajdzie, poprzez przyglądanie się wielu interaktywnym miejscom. Można to robić, ale nie trzeba.
Można eksplorować i odnajdywać nawiązania, albo wraz z postępami rozgrywki zwyczajnie podziwiać ręcznie rysowaną, niezwykle kolorową grafikę, która wyraźnie łączy przynajmniej dwa graficzne style. Z jednej strony dostajemy animowane, bardzo dokładne, wręcz urokliwe postaci i miejscówki, które twórcy poprzez liczne najazdy kamery i interakcję Szymka z otoczeniem, potrafią klimatycznie podbić, z drugiej niektóre miejscówki i tła bywają nieco statyczne i jakby rozmyte, mniej dokładne. Tworzy to ciekawy miks sprzeczności, który mnie osobiście odpowiada, ale mam świadomość, że nie będzie pasował wszystkim.
To czego odmówić recenzowanej przeze mnie grze nie można, i co podbija wrażenia z rozgrywki tak wysoko, że prawie wylatuje ona w kosmos, to ścieżką muzyczna i udźwiękowienie. Muzyka w tymże projekcie jest tak urokliwa, tak spójna z lokacjami i tak różnorodna, że ma się ochotę zatrzymywać w danym miejscu, by dłużej się w niej zanurzyć. Gra zresztą posiada DLC w postaci muzycznego sondtracka, z wieloma utworami muzycznymi w tej w kilkugodzinnej grze.
Na plus również pełna angielska wersja językowa, która każdej, a jest ich sporo, postaci nadaje charakteru i osobowości. W pełni udźwiękowiona w języku angielskim, ale również niemieckim gierka sprawia, że postaci niezależne, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowe są żywe i autentyczne.
Naturalnie reagujący, często znudzony, tupiący nogą, machający rękami, żujący gumę i puszczający balony, czy odwracający się w stronę graczy Szymek, przemówił w Simon the Sorcerer Origins głosem oryginalnego Simona, któremu głosu użycza Chris Barrie, znany z Dwarf, Tomb Raider i oczywiście niezapomnianego dowcipu Simona. Taki zabieg jest oczywistym mrugnięciem oczkiem w stronę graczy znających przygodowy oryginał, ale i wrzuceniem do opowieści dozy sentymentu i growej melancholii.
Niestety pewnym problemem może być, mimo tego, że aktor staje na wysokości zadania, tembr głosu starszego już, ponad sześćdziesięcioletniego aktora, który w grze przemawia głosem jedenastoletniego dzieciaka, co w wielu przypadkach niestety brzmi mało naturalnie.
Nie mam co ukrywać, miło było wrócić do magicznego świata, by po raz kolejny zanurzyć się w przygody bezczelnego nastolatka, który niczego wydawać by się mogło nie boi, i który szacunku do innych ma jak na lekarstwo. Specyfika zachowania młodego czarodzieja została w grze Simon the Sorcerer Origins zachowana, podobnie jak styl gry, który w żadnym razie nie stawia na jakieś mocne graczom ułatwienia.
Niczym kultowe produkcje z lat 90-tych, tak i ta opowieść nie prowadzi za rączkę, stawia na umysł i logikę, często nieoczywistą i złożoną. Mnogość zadaniowych funkcji, takich jak czary, modyfikowane kapelusze i mnóstwo przedmiotów sprawiają, że na nudę narzekać nie będziemy. Trudność rozgrywki, przynajmniej zanim się z nią nie oswoimy, może przyczynić się do przestojów, a nieobytych w przygodówkach graczy nieco zasmucić zatrzymaniem i koniecznością sięgnięcia po poradnik.
Satysfakcja z wykonanego zadania, z posunięcia fabuły do przodu jest jednak wielka i przesłania wcześniejszą złość i grową niemoc. Podbija ją dawka humoru, nie tylko dialogowego, ale i sytuacyjnego i sama postać Szymka, która jest żywa poprzez interakcję z grającym, częste odwracanie się do gracza, robienie min i tym podobnych.
Dodatkowo recenzowana przeze mnie przygodówka ma naprawdę świetną dubbingową wersję językową, która każdej postaci mówionej nadaje odpowiedni charakter. Widać, że głosowi aktorzy przyłożyli się do swojej pracy, przekazując ogrywanym postaciom stosowne do sytuacji rozgrywającej się w grze, emocje. Szymek przemawia znanym głosem oryginalnej postaci, co w tym wypadku można zaliczyć na plus i minus. Starzy przygodowi wyjadacze poczują sentyment i szybsze uderzenie serca na głos znanego aktora, ale młodsi, nie znający tej serii mogą nie zachwycić się tembrem głosu starszego już mężczyzny przemawiającego głosem jedenastolatka. Polskich graczy zapewne ucieszy zlokalizowanie opisywanej przeze mnie w polskiej wersji językowej, która w tym wypadku jest bardzo poprawna.
Na uznanie zasługuje przyjemna dla oka grafika, która łączy nieco stateczne, rozmazane tła z iście animowanym rysunkiem, bardzo kolorowym i bardzo szczegółowym. Na wielkie uznanie zasługuje rewelacyjna ścieżka dźwiękowa, która mocno zmienia się w różnych lokacjach, świetnie podbijając klimat gry.
Podsumowując Simon the Sorcerer Origins to porządny kawałek dobrej przygodówki, tytuł idealny zarówno dla fanów serii i przygodówek jako takich, ale i i nowych, zaczynających przygodę z takim właśnie gatunkiem. Prequel opowieści jest jednocześnie nawiązaniem do pierwszej gry, jak i samodzielnym growym projektem, w który zagrać mogą gracze nie znający growych opowieści o Szymku Czarodzieju.
Polecam serdecznie sprawdzić grę i poczuć się przez kilka godzin jak bezcelny chłopiec i początkujący czarodziej. Zapewniam że warto!
Moja ocena 8/10.
Bardzo serdecznie dziękuję twórcom Smallthing Studios i wydawcy studio ININ za udostępnienie gry do recenzji!