Riddlewood Manor - recenzja. Czas na straszenie i ćwiczenie szarych komórek

 

Serdecznie zapraszam do lektury kolejnego mojego tekstu. Dziś recenzja przygodowego horroru point-and-click, w klimacie i stylu gier escape room. Pora na straszenie i ćwiczenie szarych komórek. Miłej lektury! 

Nie jestem osobą, która chętnie sięga po horrory, szczególnie te, które zamierzają mnie straszyć pojawiającymi się to tu, to tam straszakami. Jump scare nie są czymś co lubię, nawet jeśli uwielbiam kino grozy. Gier z takimi elementami staram się jednak unikać. Ale kilka miesięcy temu w moje łapki trafiła bardzo intrygująca gra przygodowa, w formie demo, zatytułowana Riddlewood Manor, której postanowiłam się bliżej przyjrzeć, a moje o niej przemyślenia spisać w wrażeniach. Zaintrygowana historią nawiedzonego domu, pomysłowością zagadek, klimatem i stylem graficznym już wiedziałam, że w pełną wersję zagrać muszę. Udało się to po premierze, która miała miejsce 22 października, dzięki uprzejmości jej twórców, studia Peanut Button, którym bardzo serdecznie dziękuję. Wraz z nimi przygotowałam także KONKURS, w którym do wygrania ich ciekawa przygodówka. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału, a także do przeczytania tej oto recenzji!

Inne przykładowe recenzje dostępne na blogu: 

Duchy, nawiedzenia i smutna historia - o czym to gra?

Riddlewood Manor to opowieść, w której wcielamy się z anonimową postać, w osobnika, który pojawia się pewnego dnia przed wielką posiadłością, tytułową Riddlewood Manor, w której zagościło zło. Demona, bądź demonów pozbyć nie mogą się nawet duchowni, pełniący wartę przed opętaną rezydencją, choć chętnie służą pomocnymi przedmiotami. Tak czy siak odważnie wkraczamy do zamczyska położonego na wzgórzu, by tam rozprawić się z złą siłą, która nie da się przegonić. 

Szybko okazuje się, że piekielne moce opanowały właścicieli tegoż domostwa, rodzinę Riddlewood, a w szczególności ich córkę, którą przed demonem chroniły jej zabawki. I tak dziecko stało się posiadaczem demonicznej lalki o imieniu Suzi, która wciąż włada duszą dzieciaka i opętanym domostwem.

Riddlewood Manor to zdawałoby się na wstępie opowieści prosta historia, tocząca się nieco w tle rozgrywki, która wychodzi w grze na plan pierwszy. Ale są to tylko pozory. Bo tak naprawdę  odkrywając kolejne karty, kolejne tajemnice pokoi przygodówka odsłania graczowi nie tylko historię o nawiedzeniu, ale przejmującą, smutną i wielowątkową podróż przez krótkie życie skrzywdzonego dziecka. 

Wprawny obserwator dopatrzy się w niej nie tylko grozy w czystym wymiarze, elementów znanych z takich właśnie produkcji, takim ten tytuł przecież jest, ale i dawki traumy, w psychologicznym stylu. Przełamywanie emocjonalnej fabuły, której motywem przewodnim jest dziecko, a taka najbardziej na mnie działa, momentami nieco bardziej humorystycznymi, wręcz groteskowymi, łagodzi emocje, kierując je na spokojniejsze, ale i bardziej zadaniowe tory. 

Point-and-click, ale nie tylko - z czym to się je?

A jest to przygodówka "wskaż i kliknij", z prostym, niemal intuicyjnym sterowaniem za pomocą myszy. Wszystkie czynności wykonujemy w grze po prostu klikając na to co jest w grze klikalne, a zapewniam Was, że jest tego wiele.  

Typowa rozgrywka, koncentrująca się na sterowaniu point-and-click, ale i rozwiązaniach przypisanych temu przygodowemu stylowi pozwala na zbieranie dość licznych przedmiotów, trafiających do bardzo klasycznie prezentującego się ekwipunku. Ten zlokalizowany jest na dole ekranu. Zebrane przez siebie rzeczy można, a nawet trzeba wykorzystywać w lokacjach, można również ze sobą łączyć. Każdy zebrany element, który wkrótce będzie stanowił część większej całości, został przez twórców odpowiednio nazwany. Nie błądzimy zatem po omacku i nie zastanawiamy się czym owa rzecz jest, co w przypadku tegoż projektu jest niezmierne ważne.

Dzieje się tak dlatego, iż Riddlewood Manor to nie tylko typowa przygodówka oparta na klikaniu, eksploracji i zbieraniu, ale przede wszystkim gra logiczna w klimacie typowego escape-room. Rozgrywka tocząca się w wielkiej posiadłości, a także w jej obrębach, czyli ogrodzie, została podzielona na coś w rodzaju rozdziałów, w tym wypadku pokoi owej rezydencji.

W każdym z nich, oznaczonym na mapie, w którą gracz na szczęście zostaje wyposażony, do zrobienia będzie określona ilość zadań, zagadek, których rozwiązanie, klasycznie jak w escape-room, pozwoli nam przejść dalej. Po wejściu do jednego z pokoi zostajemy w nim zamknięci, i to w naszych rękach, ale i głowie leży sposób na wydostanie się z "pokojowej" pułapki. 

Przechodzenie od pokoju do pokoju i mierzenie się z zadaniami, poszukiwanie wskazówek i logiki, jest typowym rozwiązaniem w tym przygodowym podgatunku. Problem w tym, że pewna klaustrofobiczność i konieczność powtarzania wszystkich czynności po etapie zginięcia, co zdarza się kiedy klikniemy na niewłaściwy przedmiot, staje się nieco frustrujące. 

Nie tylko straszenie, ale i ćwiczenie mózgownicy - zagadki, zadania i inne

Recenzowana przeze mnie gra to nic innego jak horror, i nie jest to ukrywane. Już na wstępie otrzymujemy informację o pojawiających się jump scare'ach, o których jednak możemy być ostrzegani. Pozwala na to wybranie takiej opcji. Gdy ją zaznaczymy, na ekranie pojawi się ostrzeżenie przed strasznym momentem.

A takich straszaków w grze nie brakuje i nie jest to tylko nawiedzona lalka o imieniu Suzi. W posiadłości grasują demony, duchy i inne przerażające stwory, które potrafią się całkiem sprytnie ukryć. Tak właściwie bez zaznaczenia opcji ostrzegania, strachu i przeskoku na fotelu, czy gdzie tam siedzicie podczas gry, można spodziewać się niemal wszędzie. 

I tak oto skupiacie się na myśleniu jak poradzić sobie z zagadką, a za plecami pojawia się straszak. Kombinujecie o co chodzi z podniesioną właśnie przez Was wskazówkę, a ze skrzyni wyskakuje demon i tym podobne. Takich momentów przestrachu jest sporo, ale clue rozgrywki stanowią wyzwania natury logicznej.

Powiedziałam już, że Riddlewood Manor to typowy point-and-click, że jest również zabawą w stylu escape-room, to teraz dodam, że to także gra logiczna, tytuł z mnóstwem zadań do wykonania, stawiający na bardzo, ale to bardzo logiczne myślenie. 

Szare komórki przyjdzie graczom ćwiczyć od razu, na wstępie, a im dalej w las, czyli im głębiej w pokoje, zagadki stają się nieco trudniejsze, a z całą pewnością różnorodne. Nuda doskwierać nam nie będzie, za to przyjdzie postawić na spostrzegawczość, wyciąganie wniosków i rozsądek. Nie trzeba się jednak martwić, że nie będziemy w stanie rozwiązać zagadki, bowiem w każdej lokacji, a jest ich sporo, na gracza czeka jakaś podpowiedź i wskazówka.

Jednak nie liczcie na dosłowność podpowiedzi. Twórcy nie postawili na prowadzenie graczy za przysłowiową rączkę, nie wbudowali do rozgrywki systemu podpowiedzi. Dobre to rozwiązanie dla fanów logicznego kombinowania, i takiego rodzaju gier, gorsze dla początkujących w tym gatunku graczy. Śmiem twierdzić,  że nie jest to tytuł dla każdego, ale tym, którzy lubią myśleć i mierzyć się z wyzwaniami, z pewnością może przypaść do gustu. 

Koszmarna, nieco groteskowa, ale i urokliwa - graficzny miszmasz 

Tym co może się podobać jest styl graficzny Riddlewood Manor, który jest mroczno-urokliwy i graficznie groteskowy, wręcz momentami satyryczny. Połączenie grafiki w ręcznie rysowanym, bardzo kolorowym, ale i nieco dziecinnym stylu, z mroczną historią dziecka, czarnym humorem i licznymi wyzwaniami logicznymi sprawia, że gracz rozpoczynając zabawę z tą grą, wkracza w bardzo specyficzny rozgrywkowy miszmasz.

Zdecydowanie grafika może robić dobre wrażenie, zachęcając malowanymi, acz strasznymi miejscówkami, w których liczyć możemy na kartki z odręcznie napisanymi wskazówkami czy liczne użytkowe przedmioty. Klimatu dodają mroczne animacje, w których, szczególnie jeśli mamy do czynienia z dziecięcą bohaterką i jej nawiedzoną lalką, króluje kolor czerwony. 

Groteska i straszność w połączeniu z cutscenkami i czarnym humorem, mocno zarysowanym również w graficznym stylu tejże opowieści, nadają rozgrywce przejmującej atmosfery, która do grozy jak najbardziej pasuje, i grozę ową buduje. 

Przestraszę Cię dźwiękiem - udźwiękowienie i polska lokalizacja

Budowanie strachu odbywa się również dzięki ścieżce dźwiękowej, która muzycznie może jakoś szczególnie nie wybija się przed szereg, ale dźwiękami otoczenie straszyć potrafi. Do naszych uszu podczas mniej więcej trzech godzin rozgrywki dochodzi sporo przejmująco-groźnych dźwięków. Są nawoływania, jest buczenie duchów, są trzaski, stuki i tym podobne. 

Dodatkowo gra, mimo tego, że opcja ta nie została dodana do karty gry na Steam, tytułów ów nie jest całkiem pozbawiony mówionych dialogów, a wręcz przeciwnie, posiada ich sporo. Głosem przemawia dziecko, bohaterka tej mrocznej opowieści, a także niektóre demony i inni. Dziecięcy głosik dziecka pod opieką demona buduje tajemniczość, zagadkowość i poczucie niepewności, nadając ton historii, którą chce się poznawać. 

Nie trzeba także zapominać, że Riddlewood Manor, mimo niezależnego, niewielkiego projektu to również gra dostępna w wielu lokalizacjach językowych, w tym także po polsku. Przetłumaczone zostały nie tylko nazwy przedmiotów, dialogi, ale także zbierane w grze wskazówki, w tym kartki, książki i tym podobne. 

Gra nie tylko dla fanów straszenia i logiki - podsumowanie recenzji

Przygodówka Riddlewood Manor była grą, której przyglądałam się z zaciekawieniem, zachęcona ciekawą fabułą, urokliwym stylem graficznym, który łączy grozę z humorem, zaintrygowana wyzwaniami czysto logicznymi. Nie byłam z początku do niej przekonana, ze względu na momenty straszenia, za którymi nie przepadam, z pewnością nie w grach przygodowych. 

Ale postanowiłam sprawdzić jej demo i to był przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Upewniłam się, że nie taki diabeł straszny jak go malują, a ogrywana przeze mnie gra ma do zaoferowanie znacznie więcej niźli jedynie straszenie. 

Po ograniu pełnej wersji już wiem, że twórcy pokusili się o zbudowanie czegoś co będzie różnić się od ogólnie dostępnych horrorów. Stworzyli tytuł, który nie tylko straszy, co też się mu zdarza (i to wcale nie rzadko), ale przede wszystkim opowie przejmującą historię małej dziewczynki, odsłaniając jej kolejne karty dzięki zagadkom i logice.

Recenzowana przeze mnie gra to nie tylko przygodówka, nie tyle horror, ale i typowy escape-room pozwalający na zmierzenie się nie tylko ze strachem, ze swoimi słabościami w tym względzie, ale przede wszystkim ze swoim rozumem. Ilość zagadek i zadań do wykonana jest w grze imponująca, a satysfakcja z ich rozwiązania, pewne niedociągnięcia i utrudnienia, jakich w grze nie brakuje, rekompensuje. 

Na plus również to, że gra nie jest do końca pozbawiona dialogów mówionych, posiada całkiem porządną ścieżkę dźwiękową, fajnie budującą klimat, no i jest dostępna z polskimi napisami, co w niezależnych projekcie wcale nie jest takie oczywiste.

Pozostaje mi zachęcić Was do zmierzenia się z tym barwnym, pełnym zagadek, mrocznym wyzwaniem, którego nie powinno się przegapić. Serdecznie polecam grę, która idealnie wpisze się w październikowy, jakże pasujący horrorom klimat.

Moja ocena 8/10.

Bardzo serdecznie dziękuję studiu Peanut Button za udostępnienie gry do recenzji!

Grałam w wersję na komputery osobiste PC - Steam.



Zalety:
  • Całkiem sprytnie opowiedziana, dość emocjonalna fabuła;
  • Połączenie grozy i czarnego humoru;
  • Ciekawy miks przygodówki i gry logicznej w stylu escape-room;
  • Mnóstwo zadań i zagadek z logicznymi do nich podpowiedziami;
  • Klimatyczna ścieżkę dźwiękowa, szczególnie dźwięki otoczenia;
  • Pasująca do klimatu oprawa graficzna;
  • Głos dziecięcej bohaterki, są jednak dialogi mówione;
  • Możliwość zagrania z polskimi napisami

Wady:
  • Pewna klaustrofobiczność rozgrywki;
  • Konieczność powtarzania czynności w lokacjach;
  • Śmierć postaci gry

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moja twórczość, recenzje, poradniki, wrażenia - przygodówki, filmy i seriale!

Lista recenzji i wrażeń z przygodówek, napisanych na blogu

Lista poradników napisanych na blogu. Pełne wersje gier i dema