LimboLane i Fellow Traveller ogłaszają datę premiery kolorowej, zabawnej przygodówki Great God Grove, w której przyjdzie nam zostać listonoszem bogów. Przygoda ma rozpocząć się już w nadchodzącym miesiącu.
Great God Grove to przygodowy projekt niezależnego LimboLane, którego wydaniem zajęło się Fellow Traveller, które szykuje się także do premiery emocjonalnej przygodówki o miłości i stracie zatytułowanej Pine: A Story of Loss. Nastawiona na łamigłówki, ale i dobrą zabawę Great God Grove zadebiutuje już w listopadzie tego roku. Twórcy podzielili się jej zwiastunem.
W Great God Grove wcielamy się w w rolę listonosza bogów i wykorzystując moc komunikacji będziemy robić to co w przygodówkach jest najważniejsze, ratować świat. Wszystko zaczyna się od tego, że bóg komunikacji zaczął kilka wojenek, a potem zniknął. Nikt nie wie dlaczego i co się z nim stało. To od gracza, czyli listonosza bogów zależeć będzie los boskiej krainy, to w jego rękach leżeć będzie poznanie prawdy.
W grze przejmiemy kontrolę nad nowym listonoszem bogów, który używać będzie swojej pocztowej armaty, wysyłając kwestie dialogowe, wracając ją ponownie, rozwiązując zagadki i poznając aż 60 przeróżnych postaci, w których każda ma jakąś historię do opowiedzenia, i jakiś problem.
Premiera gry na PC, Xbox Series X|S i Nintendo Switch przewidziana jest na 15 listopada 2024 roku.
Utknąć w swoim własnym życiu, w pracy, która nie przynosi nam już zadowolenia. To uczucie towarzyszy lub towarzyszyło zapewne wielu z nas i jednocześnie bohaterowi przygodowej gry point-and-click z czarnym humorem i uroczą, rysowaną grafiką. Zapraszam do przeczytania kolejnego mojego tekstu. Tym razem wrażenia z przejścia fragmentu gry Mindlock - The Apartment.
Mindlock - The Apartment swoją premierę ma mieć w nadchodzącym miesiącu, ale podczas Steam Next Festiwal, jego październikowej edycji na platformie zadebiutowało demo tejże przygodówki, którego ogrania odmówić sobie nie mogłam, i to z kilku powodów - rysunkowego klimatu, pomysłu na fabułę, zaczerpniętą z życia oraz klimatu, który łączy czarny humor z nutką horroru.
Historia jaką zachciało opowiedzieć studio Roof Cut Media, twórcy tejże przygodówki, koncentruje się na młodym mężczyźnie o imieniu Colin, osobniku wiodącym życie jak wielu innych, którego codzienność właściwie niczym się różni, i niestety nie zachwyca. Monotonna praca i zwykłość każdego kolejnego dnia nie napawa Colina radością, a jedynym przyjacielem i towarzyszem niedoli jest jego wieczny radosny chomik.
Jednak pewien poranek, z pozoru taki jak inne, okazuje się być zupełnie odmienny. Codzienne poranne czynności, tuż przed wyjściem do nie dającej mu satysfakcji pracy biurowej, przerywa ciąg postępujących po sobie wydarzeń. W oknie pokazuje się dziwny ptak, na szybie w łazience znaki, a co najgorsze znikają drzwi, przez które Colin ma wyjść do pracy. Wszystko wskazuje na to, że utknął w swoim mieszkaniu, ze swoimi dylematami i życiem, które zaczyna stawać na głowie. Sytuacji nie poprawia tajemnicza kukiełka wyglądająca jak.... on sam.
Mindlock - The Apartment to klasyczna przygodówka w stylu jaki sobie cenię, czyli "wskaż i kliknij", obsługiwana w pełni za pomocą myszy, z klasycznymi rozwiązaniami tegoż gatunku, czyli eksploracją, zbieraniem i używaniem przedmiotów i dialogami, póki co w demo, głównie z samym sobą, trochę z ojcem i tajemniczym kimś w łazience.
Postacią zblazowanego, wypalonego zawodowo Colina kierujemy myszą, obsługując grę prawym i lewym jej kliknięciem. Twórcy wbudowali w rozgrywkę system podświetlania interaktywnych miejsc w lokacjach. Tym razem odbywa się to jednak w dwojaki sposób, poprzez symbol latarki z lewym górnym rogu, albo klasyczne poprzez naciśnięcie klawisza "spacji".
Klasycznie wygląda również ekwipunek, który zlokalizowany został na dole ekranu, przedmioty są w nim odpowiednio nazwane, a gracz może je obejrzeć oraz wysłuchać ich opisu przez Colina, wiecznie zgarbionego, smutnego i pozbawionego życia młodego człowieka.
Wyglądem, stylem i zachowaniem bohatera deweloperzy wyraźnie wskazują tematykę przygodówki. Gra porusza bowiem trudne, ale znane nam emocje, kwestie wypalenia i nudnej monotonnej rzeczywistości. W fabule dopatrzyć możemy się codzienności każdego z nas. Jednak rzeczywistość Colina przyjmuje karykaturalny obraz, staje się surrealistycznie nierzeczywista, paranormalna.
Nadprzyrodzone wydarzenia, które pewnego poranka stają się udziałem Colina, sprawiają, że mężczyzna czuje się jak w pułapce, z której nie da się wydostać. To oczywiste nawiązanie do życia i codzienności, w której powinno się coś jednak zmienić, stanowi fabularną otoczkę i obraz czarnej komedii, w której znajdziemy też nieco z opowieści grozy. Nie jest to oczywiście jakieś mocne nas straszenie, a jedynie zagadkowość, tajemniczość i przede wszystkim dziwność.
Kolejne dziwne wydarzenia poznajemy eksplorując pokoje mieszkania Colina, wchodząc w interakcję z przedmiotami, miejscami i osobami. W wersji demo, przeznaczonej na około pół godziny, może nieco dłużej, przemieszczać będziemy się przez kolejne pokoje protagonisty, stopniowo coraz bardziej pogrążając się w surrealizmie.
Rozgrywka, już w demo wyraźnie wskazuje na liniowość zabawy, która zapisywana jest w sposób automatyczny, za czym osobiście nie przepadam.
Jest natomiast tak jak lubię w kwestii graficznej, bowiem jak już wspominałam Mindlock - The Apartment to ręcznie rysowana przygoda 2D, bardzo miła dla oka, i bardzo pasująca do stylu i nadnaturalnego wymiaru tegoż projektu. Malowane tła, takież same postaci przeplatane są natomiast z zupełnie innymi, mocno charakterystycznymi animacjami/przemyśleniami/wspomnieniami. Jak zwał tak zwał, wyglądają one po prostu zupełnie inaczej niż reszta growej grafiki. Są odręcznie rysowanym, zeszytowym dziełem, jakby graficznym szkicem.
Opisywana przeze mnie gra, już w wersji demo dostępna jest w pełnej, całkiem zgrabnej angielskiej wersji językowej, czyli z angielskim dubbingiem. Możemy w nią zagrać również w pełniej niemieckiej lokalizacji językowej. Jak ona brzmi, nie wiem, nie próbowałam. O polskim tłumaczeniu gierki musimy zapomnieć.
Całkiem porządnie brzmi w wersji demonstracyjnej udźwiękowienie Mindlock - The Apartment, włącznie z motywami muzycznymi, które wyraźnie zarysowują się we wspomnianych szkicowanych animacjach.
Mindlock - The Apartment w demo jest dopiero wstępem do dziwności, a nawet grozy, jaka czeka nas w pełnej grze, której premiera już niebawem. Ale to co już teraz można z demo wyciągnąć napawa optymizmem i pozwala, przynajmniej mnie, widzieć duży potencjał w tej klasycznej, surrealistycznej przygodzie o uwięźnięciu we własnym życiu, pracy i monotonni. Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się opowieść Colina, co i gdzie pojawi się w jego mieszkaniu, i czy nasz bohater postanowi coś w swoim życiu zmienić. Bo tego wyraźnie mu właśnie trzeba.
Póki co zachęcam Was do sprawdzenia wersji demo, które wciąż jest dostępne na platformie Steam.
Premiera gry w listopadzie. Dokładna data nie została jednak ogłoszona.
Kształt Wody, wzruszająca baśń dla dorosłych, oscarowa opowieść, z doskonałym aktorstwem, pięknymi zdjęciami i absurdalną fabułą. Zapraszam do kolejnej mojej recenzji!
Trzynaście nominacji do Oskara, między innymi dla najlepszego filmu, pierwszo i drugoplanowej aktorki, reżysera, za scenariusz, zdjęcia i tak dalej, tak dalej.…, wszystko to dla bardzo wyjątkowego filmu, rzekłabym nietypowego, bo ani nie prezentującego spektakularnego widowiska pełnego akcji, ani zadziwiających efektów wizualnych, a będącego klasyczną, acz współczesną baśnią, dotykającą absurdu, bo opowiadającą wyjątkowo niewiarygodną historię. Kształt Wody, bo tym dziele mowa, to kolejna w mojej recenzyjnej kolekcji, po La La Land produkcja, którą ciężko mi było jednoznacznie ocenić patrząc na nią jako produkcję na miano Oskara.
Przenosimy się w lata 60-te ubiegłego wieku, do Baltimore w Stanach Zjednoczonych, w czasy zimnej wojny między USA, a Związkiem Radzieckim. Poznajemy historię młodej kobiety, Elizy Esposito, sieroty, która odtąd jako dziecko została okaleczona, nie mówi. Eliza wiedzie spokojne, żeby nie powiedzieć nudne życie, które toczy się z dnia na dzień w mieszkanku nad kinem. Codzienne takie same czynności urozmaicają jej rozmowy z równie samotnym jak ona przyjacielem, wspólne oglądania starych filmów, czy dyskusje o życiu oraz praca. Panna Esposito część dnia spędza bowiem w rządowym laboratorium w Bostonie, w którym jest sprzątaczką. Do placówki tej, w której dokonuje się eksperymentów mających kluczowe znaczenie dla państwa, przewieziona zostaje pewnego dnia tajemnicza istota, pół człowiek, pół ryba, która przez pewien afrykański lud czczona była jako bóstwo. Cicha, odrzucona przez społeczeństwo, samotna, ale niezwykle czuła i empatyczna dziewczyna, stopniowo zbliża się do dziwnego, wodnego stworzenia. Wkrótce między nią, a ową istotą, różną, a zarazem bardzo jej podobną, rodzi się niezwykła więź, której zagraża nie tylko ludzkie niezrozumienie, ale i człowiecza nienawiść i zło.
Kształt Wody, to bardzo nietypowa produkcja filmowa, w której znajdziemy niemal wszystko co chcemy. To swoista mieszanina baśni, przywodząca na myśl Piękną i Bestię melodramatu, filmu fantasy, kryminału, a nawet musicalu. Ten przedziwny zlepek gatunkowy, opowiadający historię miłości między zupełnie innymi gatunkowo istotami, to z pewnością nie jest film dla wszystkich, a dzieło, które zyskać sobie może tyleż samo zwolenników, co przeciwników. Dla wielu może być najcudowniejszą, bardzo wzruszającą, nietypową produkcją, którą rewelacyjnie się ogląda, a dla innych będzie wyssaną z palca, śmieszną, a nawet głupią opowiastką o niczym, o związku nie istniejącym, bo nie możliwym.
Reżyser, Guillermo del Toro, sprytnie przemycił do Kształtu Wody wszystko to, co już kiedyś u niego widzieliśmy i wcale nie zamierzał tego ukrywać. Niczym w Labiryncie Fauna mamy znajomy baśniowy klimacik fantasy, rodem z Hellboya, który będzie miał kontynuację w filmie Hellboy: Wzgórza nawiedzonych, zaś niewiarygodną, nieludzką kreaturę, która pała uczuciem do człowieka. I choć pomysł nie jest nowy, a jest rodzajem odgrzewanego kotleta, to tak naprawdę sprawdza się w stu procentach, budując ulotny, romantyczny i zupełnie wyjątkowy klimat produkcji.
Kształt Wody to nie tylko historia o nie mającym szans przetrwania uczuciu, to przede wszystkim opowieść o ludzkiej odmienności, o niezrozumieniu, odrzuceniu, braku tolerancji, inności, niespełnieniu, nienawiści, chęci władzy, ukrytym w człowieku dobru i złu, ukazanym na przykładzie bardzo dobrze rozpisanych postaci, od tych pierwszo-, po drugo- i trzecioplanowe.
Jak w rasowej baśni przystało, tak i tutaj mamy do czynienia z osobami wyraźnie pozytywnymi, jak i negatywnymi. Walka dobra ze złem toczy się na naszych oczach nie tylko poprzez sposób poprowadzenia akcji, która od bardzo powolnej i melancholijnej, przechodzi w niezwykle wartką i dramatyczną, ale i na przykładzie głównych w filmie postaci, które są bardzo charakterystyczne.
Eliza, w tej roli rewelacyjna Sally Hawkins, samotna, spragniona miłości młoda kobieta, która w życiu miała jedynie pod górkę, dotknięta kalectwem, ale jednocześnie potrafiąca wydobyć z życia te najpiękniejsze chwile i cieszyć się nimi równie mocno jak dziecko. Zelda Fuller (Octavia Spencer) charyzmatyczna, narzekająca na męża leniucha przyjaciółka Elizy, kobieta o ciętym języku i nieprzeciętnym poczuciu humoru. Giles (Richard Jenkins) nie mogący się pogodzić ze starością, niespełniony uczuciowo i zawodowo artysta gej. Dr Robert Hoffstetler (Michael Stuhlbarg) szukający swojej życiowej, zawodowej drogi życia, marzyciel i naukowiec, nie mogący się pogodzić z niesprawiedliwością świata. Pozytywne postaci Kształtu Wody, zmącone są czarnymi charakterami, począwszy od rządnych władzy Rosjan, po tyrana, despotę i psychopatę owładniętego chęcią dominacji nad światem i wszelakim stworzeniem, Richarda Stricklanda, w którego wcielił się Michael Shannon.
Zaletą filmowego dzieła oprócz tego, że jest baśnią dla dorosłych, bardzo wzruszającą i mimo dramatyzmu niosącą pozytywne przesłanie jest rewelacyjna gra aktorska, iście mistrzowska. Sally Hawkins jako Eliza Esposito (z hiszpańskiego sierota) udowodniła, że role będące dla niej wyzwaniem, jak choćby w dramacie Maudie, który miałam okazję dla opisać, czy w Kształcie Wody, nie są wyzwaniem dla jej talentu. W filmie oprócz posługiwania się językiem migowym, którego się musiała nauczyć, niebywale gra mimiką, sposobem bycia, grymasem na twarzy, wzburzeniem widocznym w ruchu ciała, w geście, czy cichutkim westchnięciu, namiętności w błysku oka i wielu innych. Nie tylko ona wznosi się na wyżyny aktorskiego kunsztu. Wielką naturalnością, lekkością i swobodą popisuje się Octavia Spencer, która jako Zelda Fuller dodaje do dramatu rozgrywającego się na ekranie nutkę wesołości, czyniąc go nieco lżejszym. Rewelacyjny jest jako czarny charakter Michael Shannon. Aktor robi wszystko, by postać, w którą się wciela, czyli Richard Strickland była tak wredna, tak obrzydliwa i tak odrzucająca jak to tylko możliwe i czyni to doskonale.
Całość tego nietypowego, ckliwego, bogatego w emocje obrazu spajają niezwykle pięknie zrealizowane zdjęcia, doskonałe kadry, wyważone ujęcia i przede wszystkim doskonała muzyka, która podkręca emocjonalną otoczkę tej produkcji.
Czy Kształt Wody to dla mnie Oskarowy film? Chyba nie do końca, choć być może nie mam racji. Jedno jest pewne, jest to produkcja, który wzbudza w widzach wiele emocji i to nie tylko tych pozytywnych, a przecież chodzi o to, żeby film był zapamiętany, by był powodem do dyskusji i licznych polemik. Kształt Wody to piękna, melancholijna, dobrze opowiedziana bajka, której największą zaletą jest to, że się ją naprawdę dobrze ogląda.
Moja ocena to 8/10.
Kształt wody można obejrzeć w ramach subskrypcji na Disney+.
SkyShowtime podzielił się z widzami długo wyczekiwanym zwiastunem nowych odcinków piątego sezonu serialu Yellowstone, który wyłącznie w tym serwisie zadebiutuje już w połowie listopada.
Wczoraj pisałam Wam o listopadowych premierach SkyShowtime, w których swoje miejsce znalazł także serial Yellowstone, w drugiej części piątego sezonu. Wiemy kiedy obejrzymy kolejne odcinki, a teraz możemy zobaczyć potwierdzający premierę zwiastun.
Yellowstone to niezwykle popularny serial obyczajowy, kronika rodziny Duttonów, kontrolującej największe ranczo bydła w Stanach Zjednoczonych. Rodzina zmaga się z wciąż zmieniającymi się sojuszami, niewyjaśnionymi morderstwami. Nie brak otwartych ran, a szacunek ciężko jest sobie wypracować. Duttonów towarzyszy ciągły konflikt z tymi, z którymi dzielą granice, rozwijającym się miastem, rezerwatem Indian i pierwszym amerykańskim parkiem narodowym.
Współtwórcami globalnego hitu są nominowany do Oscara® scenarzysta Taylor Sheridan (Wind River. Na przeklętej ziemi, Aż do piekła i Sicario) oraz John Linson.
Sezony 1-5a Yellowstone są dostępne już teraz wyłącznie w SkyShowtime. Dystrybutorem serialu jest Paramount Global Content Distribution.
Nowe odcinki będą miały premierę od czwartku 14 listopada wyłącznie w SkyShowtime.
Na ostatni dzień października planowana jest premiera przygodowego survival horroru z łamigłówkami, w którym odżywają lata 80-te. Gra zatytułowana Hannah jest także dostępna w wersji demonstracyjnej na platformie Steam.
Lata 80-te, ostatnio często wykorzystywane w grach, powracają również w survivalowej przygodówce, w której nie brakować ma nam wszelakich łamigłówkowych zadań, polegających na zagadkach środowiskowych. Hannah, bo taki tytuł nosi owa gra zadebiutuje za nieco ponad tydzień, powiększając zestaw październikowych premier, w których znalazł się również przygodowy symulator chodzenia Portrait of a Torn. Zanim jednak poznamy historię dziecięcej bohaterki, warto sprawdzić grę w wersji demo.
W grze Hannah wcielamy się w tytułową bohaterkę, małą dziewczynkę, która wkracza do retro surrealistycznego świata wspomnień i lęków z nim związanych, która łączą się, będąc zarówno przerażające, jak i w jakiś sposób fascynujące.
Jako Hannah będziemy się wspinać, skakać, huśtać i zjeżdżać, zbierać wszelakie gadżety, ale i pojazdy oraz mierzyć się z zagadkami. Nie zabraknie wrogów, których będziemy wykorzystywać, po to, by nie zostać zauważonym.
Gra wykonana została w realistycznym, ale i artystycznym 3D, z teksturami o wysokiej rozdzielczości w Unreal Engine, z oświetleniem wolumetrycznym, efektami cząsteczkowymi i niestandardowymi shaderami. Zabawie towarzyszy oryginalna ścieżka dźwiękowa i ciekawe, podnoszące klimat grozy, efekty dźwiękowe.
Premiera na platformie Steam, na PC przewidziana jest na 31 października 2024 roku.
Zaułek koszmarów - recenzja filmu będącego dramatu kryminalnego. Zdobywca dwóch Oscarów Guillermo Del Toro w nieco innym, bardziej psychologicznym stylu.
Trzy lata minęły od polskiej kinowej premiery kolejnego dzieła od wszystkim znanego reżysera i scenarzysty meksykańskiego pochodzenia, zdobywcy najważniejszych nagród filmowych, Oscarów, Guillermo del Toro, filmu Zaułek koszmarów. Mistrz dziwności i ludzkiego studium, opowiadający widzom historie na pograniczu grozy, baśniowości i psychologii, w opisywanej przeze mnie historii postanawia tym razem zabrać widza w nieco inne klimaty.
Razem z nim udajemy się w podróż po pewnym lunaparku, by opowiedzieć bardzo ludzką, i bardzo zwyczajną historię o decyzjach i wyborach, które doprowadziły bohatera filmu do finału jakiego nie chciał oczekiwać. Jakiego? Tego zdradzać nie mogę. Mogę natomiast opowiedzieć Wam nieco o filmie, zapraszając do mojej kolejnej recenzji.
Opowieść o poszukiwaniu swego miejsca i niekoniecznie dobrych wyborach
Zanim przejdę do opisywania fabuły filmu winna jestem Wam wyjaśnienie dlaczego sądzę, że Zaułek koszmarów jest zupełnie innym tworem filmowym, i zmienia obraz twórcy i dzieł Guillermo del Toro, w sposób dość znaczący. Po pierwsze nie jest to historia na pograniczu baśniowości, jak nagrodzony Oscarem Kształt wody. Nie jest to również epicka i magiczna opowieść, choć jak w przypadku Hobbita, także bazująca na powieści, w tym wypadku na książce Williama Lindsaya Grashama, pod tym samym tytułem. Nie znajdziecie w filmie grozy, horroru czy elementów dreszczyku, lub fantasy, jak w przypadku Labiryntu Fauna, filmu Wiedźmy czy serialowej antologii Netfliksa Gabinet osobliwości Guillermo del Toro. Nic z tych gatunków nie będzie pasować do opisywanej przeze mnie produkcji, gdyż jest ona klasycznym dramatem kryminalnym, a jednocześnie filmem bardzo wyraźnie zahaczającym o psychologiczny thriller, ale nie takim, który wbije was w fotel i od początku do końca będzie trzymać w napięciu, a tym co to wolno buduje klimat, a w finale prezentuje klasyczny, acz zaskakujący morał.
Bohaterem filmu rozgrywającego się w latach 30-tych ubiegłego wieku jest Stan Carlise, którego poznajemy w momencie, gdy chowa zawinięte w prześcieradło ciało w dziurze w podłodze, podpala dom i ucieka. Los wiedzie go do pewnego lunaparku, który właśnie rozbił się w mieście do jakiego Stan dotarł. Mężczyzna nie ma grosza przy duszy, więc szybki zarobek, i ciepłe jedzenie jest czymś, co chętnie przyjmie. Wkrótce staje się członkiem cyrkowej ekipy, gdzie wykonuje przeróżne prace, a przy okazji szkoli się pod okiem borykającego się z alkoholizmem mentalisty Pete’a, który opracował metodę oszukiwania ludzi, w seansach czytania w myślach. Stając się coraz lepszym w tym co robi, Stan postanawia opuścić trupę cyrkowców, i wraz ze swoją ukochaną Molly Cahill, wyjechać i zacząć samotną karierę jasnowidza.
Pewnego dnia, podczas jednego z występów poznaje kobietę, która zarzuca mu kłamstwo, i która wydaje się wkrótce zdemaskować oszusta. Ale Stan jest sprytny, i jakoś wychodzi cało z opresji, a niebawem poznaje kobietę bliżej. Jest nią Dr Lilith Ritter, z którą wchodzi w romans, i zarazem układ, który ma pozwolić im obojga mocno się wzbogacić, wykorzystując przy tym informacje, jakimi dysponuje pani doktor, i spryt oraz talent oszusta Stana. Ma to jednak swoje konsekwencje.
Klimat filmu i styl wyraźnie podzielonej fabuły
Opowieść w Zaułku koszmarów została wyraźnie podzielona na części. Początek pozwala nam myśleć, że czeka nam pełna napięcia jazda bez trzymanki, gdyż zaczyna się od ciała, pożaru i ucieczki. Jednak w dalszej części szybkość akcji spada, a my z wolna poznajemy Stana, oglądamy jego przemianę i uczymy się. Nauka poznawania życia w cyrkowym świecie i budowanie kłamstwa, na jakim bazuje rzeczywistość nie tylko cyrkowców, ale i naszego filmowego protagonisty to jednak tło czegoś więcej. Ta niespieszność narracji i stopniowe odkrywanie kart pozwala nam bowiem płynnie przejść do kolejnej części filmu, w której z brzydkiego kaczątka, a raczej zwykłego, choć zdolnego ucznia, oszust Stan staje się mistrzem w swoich fachu. Ale…, reżyser daje nam do zrozumienia, że nic nie jest nam dane na zawsze, a duma, pycha i chciwość staje się wkrótce wyznacznikiem i początkiem końca.
Psychologiczny aspekt kryminalnej opowieści, albo kryminał w psychologicznym stylu. Gatunki w filmie skutecznie pomieszano, wplatając w historie o oszuście i oszukiwaniu wątek parapsychologii. Ale nie wyobrażajcie sobie, że natkniecie się w filmie na duchy. Co to, to nie… To zabawa w cyrkowca, który opracował metodę robienia ludzi w przysłowiowego „balona”, dając im przez moment przeświadczenie, że jest coś poza naszą rzeczywistością, poza naszym wymiarem postrzegania.
I oto poprzez budowanie kryminału, ale bez ścielących się gęsto trupów, a przez atmosferę i kłamstwo, wnikamy w świat tajemnicy, zagadek i ludzkiej osobowości, która nie radzi sobie ze śmiercią, nie pogodziła się z własnymi decyzjami, i z przeszłością, albo zwyczajnie lubi odmianę. Film zatacza koło i właściwie w finale wraca do początku opowieści, pokazując widzowi dość specyficzny morał, ale jakże wymowny.
Zaułek koszmarów to nie jest trzymająca w napięciu historia, to niezwykle dobrze zbudowana, zamknięta w pięknej otoczce, zrealizowana w urokliwym stylu słodko-gorzka opowieść, w której potwory są ludzkie i siedzą niemal w każdym z nas, choćby z chęci zysku, bycia zauważonym czy docenionym. Film skutecznie obrazuje także władzę jednego człowieka nad drugim, śledząc obraz klasycznego lunaparku, w którym dziwność jest kluczem do sukcesu, a w którym musi być ktoś będący atrakcją widowni, nawet jeśli jest udawana i niestety dręczona.
Gwiazdorska obsada, dzięki której warto poświęcić filmowi czas
Nie ma co się oszukiwać, Zaułek koszmarów nie zachwyci akcją, nie będzie gnał jak szalony i nie zaoferuje Wam wielu zwrotów akcji. To z wolna budowana adaptacja książkowa, w której istotą jest człowiek i jego wady oraz złe decyzje. To właśnie postaci są istotą filmu, który jest godny polecenia, ale zupełnie nie taki jak reszta dzieł reżysera. Ale jak większość jego filmów, broni się obsadą aktorską i kunsztem jaki za nimi stoi.
Cokolwiek możemy o filmie powiedzieć nieprzychylnego, a braki, między innymi dłużyzny, są tu wyraźne, nie można zarzucić tej produkcji złej obsady aktorskiej i licho napisanych postaci. Śmiem napisać, że każda z postaci, tych ważnych bardziej, i mniej, jest w filmie nie tylko istotna, ale stanowi o jego klimacie.
Na pierwszym planie stoi oczywiście Bradley Cooper (Narodziny gwiazdy, Przemytnik, seria Kac Vegas), który jako Stan Carlise przechodzi na naszych oczach swoistą przemianę, przeobrażając się z biedaka i zwykłego mężczyzny z tajemnicą, w rasowego oszusta w dystyngowanym stylu. Potrafi być zarówno czuły, kochający i romantyczny, jak i bezwzględny, nastawiony na łatwy zarobek i pewny siebie, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka. Bohater w czasie seansu dojrzewa na naszych oczach, zmienia się, niekoniecznie na dobre.
W filmie postawiono na wyraźnie dobre postaci, jak choćby Molly Cahill, w którą wcieliła się Rooney Mara (Dziewczyna z tatuażem, Maria Magdalena), jak i na mające tajemnice i coś za uszami, na postaci z przeszłością, jak Zeena Krumbein grana przez Toni Collette (Dziedzictwo. Hereditary, The Power,Układanka), Pete Krumbein, w którego wcielił się David Strathairn (Nomadland, W imię diabła, Gdzie śpiewają raki).
Są i te mniej pozytywne, skupione na sobie i swoim dobru. Wśród nich gotowy więzić ludzi dla zarobku szef lunaparku Clem Hoatley grany przez Willema Dafoe (Wiking, Siberia, The Legend of Ochi), czy bogacz wykorzystujący kobiety, i nie mogący sobie poradzić z przeszłością Ezra Grindle, w którego wcielił się Richard Jenkins (Dahmer Potwór: Historia Jeffreya Dahmera, Stacja Berlin) i w końcu psychiatra Dr Lilith Ritter zagrana przez Cate Blanchett (Nie patrz w górę, Tar, Thor: Ragnarok).
Zaułek koszmarów – podsumowanie recenzji filmu
Styl i klimat lat trzydziestych, który uwielbiam w kinie, urokliwa wizualnie opowieść, prosta i psychologiczna kryminalna historia w gwiazdorskiej obsadzie, a jednocześnie film, który nie do końca pasuje do mistrza tajemnicy, mroku i ludzkiej osobowości Guillermo del Toro. Nie, bo jest opowieścią w nieco innym stylu, bez uniesień i jawnej dziwności. Jest po prostu klasycznym dramatem kryminalnym o szukaniu swojego miejsca na ziemi, zaistnieniu i godzeniu się z przeszłością.
Zaułek koszmarów nie każdemu może się podobać i nie każdy odnajdzie w nim samego del Toro, bo nie jest to jego kolejne mroczne dzieło, które ma za zadanie przerażać, ani nie epickie fantasy. Ale jeśli wnikanie w ludzką naturę, jest tym co potrafi Was zainteresować, i lubicie filmy w niespiesznym stylu, powoli, ale skutecznie budujące atmosferę to ta propozycja jest dla was odpowiednia.
Studio A24, które znana jest głównie z mrocznych, acz i charakterystycznie "dziwnych" produkcji filmowych, w większości z horrorów potwierdziło datę premiery i pokazało zwiastun swojego najnowszego filmu, w zupełnie innym stylu, opowieści The Legend of Ochi.
The Legend of Ochi to najnowszy filmowy projekt od A24, które ma na swoim koncie znane filmy grozy, w tym Pearl,Midsommar. W biały dzień, MaXXXine czy Heretic, który ma zadebiutować w kinach już niebawem, podzieliło się z widzami zwiastunem filmu, który odbiega znacznie od kanonu filmowych dzieł produkowanych przez te studio. The Legend of Ochi to bowiem przygodowe fantasy z uroczym, futrzastym stworzonkiem.
The Legend of Ochi to dość nietypowa produkcja filmowa, jak dla tegoż studia, opierająca się na przygodzie, na opowieści fantasy, ale także na magii i na elementach musicalowych w świecie wyjątkowych leśnych stworzeń.
Bohaterką opowieści jest Yuri, młoda dziewczyna, wychowana w odległej północnej wiosce, nauczona przez rodzinę by nigdy nie wychodzić po zmroku na zewnątrz, by bać się tajemniczych, samotnych leśnych stworzeń, znanych jako ochi. Ale pewnego dnia znajduje porzucone dziecko ochi. Postanawia ruszyć w podróż, by oddać je rodzinie.
Steam Next Festiwal w edycji październikowej mamy już za sobą, ale wersje demonstracyjne niektórych gier wciąż pozostały i czekają na sprawdzenie. Wśród nich jest również Portrait of a Torn, przygodowa, emocjonalna opowieść, która swoją premierę będzie mieć już za dwa dni. Oto moje wrażenia z przejście jej wersji demo.
Portrait of a Torn to przygodówka określana jako symulator chodzenia, nastawiony na narrację i emocjonalną rozgrywkę, która jednocześnie stawia na pewną intrygującą zagadkowość, która potrafi zaciekawić. Przygodowe dzieło Indigo Studios - Interactive Stories, mającego na swoim koncie dwie gry - Charon's Staircase oraz Seven Doors dostępne jest w demo i oczekuje swojej premiery już niebawem.
Ich kolejny projekt zrealizowany został w podobnym, narracyjnym i eksploracyjnym stylu jak growe poprzedniczki i z pewnością nie jest grą dla każdego gracza, z już na pewno nie dla takiego, który chciałby widzieć i odczuć w grze mnóstwo akcji. W ogrywanym demo nic takiego nie doświadczymy, bo rozgrywka skupi się na historii o żałobie, ale nie tylko.
Bohaterem Portrait of a Torn jest Robert, młody żołnierz, który wraca z wojny do domu, miejsca, które wydaje się być puste i zaskakująco dla niego zmienione. Widzi klucz do swojego pokoju w miejscu, w którym nie powinien być, trafia na zdjęcia i dziwne listy, dociera do swego pokoju, który okazuje się być teraz graciarnią. Na dodatek na górze, w swoim pokoju płacze matka.
Ale tak naprawdę dom jest zupełnie pusty i pozbawiony dawnej radości i życia. Zwiedzając niepokojąco odosobnione, przesiąknięte nostalgią, a nawet smutkiem pomieszczenia domu Robert odkrywa przerażającą, traumatyczną dla niego prawdę o sobie samym.
Jednak prawda owa jest jedynie ułamkiem tajemnicy jaką nasz protagonista spróbuje poznać. Zrobi to już w pełnej rozgrywce, która swoją premierę, jak już wspomniałam mieć ma dosłownie za dwa dni.
Pod względem grywalności opisywane demo miewa pewne problemy, szczególnie z oświetleniem, a dokładnie ciemnością panującą w rodzinnym domu Roberta. Mylące jest również oznaczenia w Portrait of a Torn - Demo dotyczące wielu języków, w tym polskiej wersji. Niestety w żadnych dostępnych opcjach gry takowego nie znalazłam, chyba, że zmiana ta została bardzo dobrze ukryta, a ja nie umiem jej znaleźć.
Gra która jest typowym symulatorem chodzenia sterowanym z poziomy klawiatury bądź kontrolera, ma mieć polskie napisy i pełny angielski dubbing, który już w wersji demo przedstawia się całkiem przystępnie i głosowo intrygująco, mimo, że usłyszymy w demo jedynie dwóch głosowych aktorów.
Z racji na rodzaj rozrywki, skupionej raczej na opowieści, nie na łamigłówkach, w demo (nie wiem jak w pełnej wersji), nie natrafimy na zagadki logiczne. Rozrywka koncentruje się na powolnej eksploracji, odnajdywaniu wskazówek, listów, zdjęć, notatek, no i przedmiotów, które potrzebne nam będą w dalszym odkrywaniu sekretów. Pewna animacja, na sam koniec demo może zastanawiać w jaką stronę owe tajemnice będą podążać, i czym właściwie będzie ta gra. To jednocześnie niepokoi, jak i zaciekawia.
Osobiście lubię taką powolną zabawę z sekretami i niepowiedzianą fabułą, ze spora ilością czytania i odkrywania sekretów, szczególnie jeśli takowej zabawie towarzyszy klimatyczna ścieżka dźwiękowa i retrospekcje. W Portrait of a Torn - Demo właśnie z takowymi elementami będziemy mieć do czynienia. I choć sytuację Roberta poznamy niemal od razu, choć jego sekret po chwili przestanie nim być, a przynajmniej dostaniemy potwierdzenie naszych przypuszczeń, sekretów ciąg dalszy będzie nam odsłaniany dopiero podczas ogrywanie przygodowej całości, a my zostaniemy w finale dema z wielkim znakiem zapytania.
W pełnej wersji będziemy mieli również okazję zobaczyć bardziej zaawansowane możliwości graficzne tegoż tytułu, który w demo wydaje się być dopiero wprowadzeniem. Nie mamy bowiem za wielu okazji do podziwiania uroków graficznym raczej ciemnego (zbyt ciemnego) domu, choć momenty retrospekcji a także zdjęcia i obrazy wyglądają bardzo klimatycznie. Podobnie zresztą jak całe demo, które swoje dobro czerpie właśnie z klimatu i oczekiwania kolejnych tajemnic, sekretów i uzyskania na nie odpowiedzi.
Portrait of a Torn - Demo to około półgodzinne wprowadzenie do emocjonalnej, narracyjnej i pełnej tajemnic historii, która choć już w demo zdradza jedną z nich, zdaje się kryć głębszy sens, i tak zwane drugie dno. Emocjonalna opowieść w dość powolnym, narracyjnym i przede wszystkim eksploracyjnym stylu, bez nagłych przestraszeń, ale z nutą specyficznego dreszczyku ciekawości, zdecydowanie zachęca do sprawdzenia gry w pełnym jej wymiarze. Szczególnie, że tytuł dostępny ma być także w polskiej wersji językowej, w formie napisów.
Choć demo nie uniknęło pewnych problemów, u mnie był to kłopot z wczytaniem gry po kliknięciu "kontynuuj", choć panująca w grze ciemność troszkę spowolniała rytm rozrywki, i utrudniała eksplorację, to klimat opowieści i ciekawość tego co będzie dalej, wzięły górę.
Portrait of a Torn to nie jest gra pełna akcji i wszędobylskiego, i jakże popularnego obecnie horroru. To klasyczny symulator chodzenia, który pożywkę dla swojego stylu i grywalności czerpie z emocji, z narracji i wzruszającej opowieści o życiu i śmierci. A przynajmniej taki rodzaj zabawy wskazuje dostępne na Steam demo.
Premiera pełnej wersji gry przewidziana jest na Steam, na PC 24 października 2024 roku.
Wielkimi krokami zbliżamy się do miesiąca listopada, który przyniesie także nowe filmowe i serialowe tytuły, które zagoszczą na platformach streamingowych. Tym co ma nam do zaoferowania w kolejnym jesiennym miesiącu dzieli się platforma SkyShowtime.
Listopada to kolejny miesiąc roku, w którym platformy streamingowe dzielą się propozycjami na nadchodzący czas. Jako pierwszy serwis ponownie platforma SkyShowtime, która ponad miesiąc temu podzieliła się październikowymi premierami. W listopadzie seriws do zaoferowania seriale, w tym kontynuacje, ale i filmowe i serialowe nowości. Oto co i kiedy zadebiutuje w serwisie 😀
Serial nominowanego do Oscara scenarzysty Taylora Sheridana to szpiegowski thriller inspirowany prawdziwym amerykańskim programem wojskowym. Serial opowiada historię Joe, godzącej życie osobiste z rolą kluczowej agentki CIA, która prowadzi wojnę z terroryzmem.
Odcinki 1-2 będą dostępne od 1 listopada wyłącznie w SkyShowtime. Nowe odcinki będą pojawiać się w serwisie co tydzień.
The Darkness: sezon 1 - premiera 1 listopada
Adaptacja serii bestsellerowych thrillerów autorstwa Ragnara Jónassona, opowiadający o losach detektywki Huldy Hermannsdóttir, która badającej sprawę szokującego morderstwa, zmagając się jednocześnie z własnymi demonami. Gdy tuż przed emeryturą zostaje przydzielona do kolejnej sprawy, Hulda staję się kobietą zdeterminowaną, by za wszelką cenę znaleźć winnego - nawet jeśli będzie wiązało się to z postawieniem na szali własnego życia.
Yellowstone: sezon 5B - premiera 14 listopada
Światowy hit, Yellowstone, współtworzony przez nominowanego do Oscara scenarzystę Taylora Sheridana i Johna Linsona, opowiada historię rodziny Duttonów, która kontroluje największe ranczo bydła w Stanach Zjednoczonych. Serial ma dwa prequele 1883 oraz 1923.
Premiera wyłącznie w SkyShowtime. Nowe odcinki w serwisie co tydzień.
Landman (Landman: Negocjator): sezon 1 - premiera 20 listopada
Współtworzony przez nominowanego do Oscara Taylora Sheridana i Christiana Wallace’a rozgrywa się w nowo powstałych miasteczkach zachodniego Teksasu i jest współczesną opowieścią o poszukiwaniu szczęścia w świecie platform wiertniczych.
Odcinki 1-2 będą dostępne od 20 listopada wyłącznie w SkyShowtime. Nowe odcinki będą pojawiać się w serwisie co tydzień.
Action: sezon 1 - premiera 30 listopada
Action to kipiący adrenaliną serial dokumentalny podążający za zespołem kaskaderskim 87North – światowej sławy firmą produkcyjną założoną przez Davida Leitcha i Kelly McCormick. W serialu pokazane są historie zwykłych ludzi, których przyciągnął fascynujący świat sportów akcji, sztuk walki, motocrossu i nie tylko.
Premiera wyłącznie w SkyShowtime. Nowe odcinki w serwisie co tydzień.
Bohaterem serialu Tulsa King jest wysoko postawiony nowojorski mafioso Dwight „Generał” Manfredi (Sylvester Stallone), który po 25 latach wychodzi z więzienia, a jego szef bezceremonialnie zsyła go do Tulsy w Oklahomie. Tam ma zająć się tworzeniem przestępczego imperium.
Dostępny od 18 września. Nowe odcinki w serwisie co tydzień. Odcinek finałowy będzie dostępny od 20 listopada.
W nowym sezonie Frasier Crane wkracza w kolejny rozdział swego życia. Wraca do Bostonu, aby stawić czoła nowym wyzwaniom, nawiązać nowe relacje i spełnić w końcu jedno, a nawet dwa marzenia sprzed lat.
Dostępny od 23 września. Nowe odcinki w serwisie co tydzień. Odcinek finałowy będzie dostępny od 18 listopada.
SkyShowtime - filmy październik 2024
Co będzie dalej? - premiera 2 listopada
Dwoje dawnych kochanków, Bill (David Duchovny) i Willa (Meg Ryan), zmuszeni są nocować na zasypanym śniegiem regionalnym lotnisku. Opóźnienie trwa, a marzycielka Willa i katastrofista Bill są tak samo zauroczeni i zirytowani sobą nawzajem, jak kilkadziesiąt lat wcześniej. Wkrótce zaczynają się zastanawiać, czy ich spotkanie jest tylko przypadkiem.
Abigail - premiera 18 listopada
Tajemniczy handlarz wynajmuje grupę złoczyńców, aby porwać córkę wpływowej osoby ze świata przestępczego. Ich zadaniem jest strzec 12-letniej baletnicy przez jedną noc, aby uzyskać okup w wysokości 50 milionów dolarów. Wkrótce porywacze zaczynają ginąć jeden po drugim.
Istoty fantastyczne - premiera 28 listopada
Wzruszająca i zabawna opowieść o dziewczynce, która odkrywa w sobie zdolność widzenia wyimaginowanych przyjaciół, zwanych IF. Pewnego dnia wyrusza w magiczną podróż, aby ponownie połączyć dzieci z ich zapomnianymi IF-ami zanim znikną.
Under a Rock, survivalowa gra z otwartym światem, generowanym losowo, w trybie gry dla pojedynczego gracza, lub wieloosobowej, maksymalnie dla dziesięciu graczy, ma mieć swoją premierę na Steam, we Wczesnym Dostępie.
Planowana data premiery Under a Rock jeszcze nie została ogłoszona, ale tytuł stworzony przez Nordic Trolls, zaś wydana dzięki Gameforge 4D GmbH ma swoje miejsce na platformie Steam, gdzie można zobaczyć jak wygląda na zrzutach z ekranu, a także jak prezentuje się na zwiastunie. Można ową przygodową grą survivalową dodawać także do swojej listy życzeń na Steam.
Under a Rock to gra, jak już wspomniałam rozgrywająca się w otwartym świecie, na niezwykle kolorowej wyspie, z egzotycznymi zwierzętami, oczywiście dzikimi oraz tubylcami. W przygodowej grze akcji, w survivalowym stylu przenosimy się do początków XIX wieku, wcielając się w odkrywcę, któremu udaje się dotrzeć do miejsca, do którego przed nim niewiele dotarło. Przejmując kontrolę nad wspomnianym odkrywcą rozbijemy obóz, i zwiedzając wyspę odkrywamy jej tajemnice. Musimy jednak pamiętać, że nocy w dziczy bywają bardzo niebezpieczne.
Z racji na otwarty świat każda przygoda jest tu inna. Będziemy wytwarzać przedmioty, uprawiać ziemię, łowić ryby, eksplorować, ale i walczyć. Gracz ma jednak możliwość wyboru. Może wybrać spokojne życie nad morzem, ale może także wejść na wojenną ścieżkę z tubylcami. Może także walczyć z dzikimi stworzeniami, ale również je oswajać. Te oswojone dysponować będą dodatkowymi umiejętnościami, i mogą być pomocne w eksploracji wyspy. A jeśli zdecydujemy je zabijać, staną się dodatkiem do naszych potraw.
Gra wykonana jest w niezwykle barwnych stylu graficznym. Dostępna będzie we wczesnym dostępie, także w polskiej wersji językowej - napisy.
Under a Rock zadebiutuje na PC, Xbox Series X|S i PlayStation 5. Data premiery nie została ogłoszona.
Disney+ rozwija dobrze przyjętą serię opartą na twórczości pisarza R.L. Stine'a. Serial Goosebumps, czyli Gęsia skórka, który na Disney+ zadebiutował w zeszłym roku nie będzie jedynym przeniesieniem młodzieżowych opowieści na tejże platformie. Na Disney+ zmierza wspólne dzieło tegoż serwisu i Hulu, serial Goosebumps: The Vanishing.
Disney+ kontynuuje naprawdę dobrze przyjętą markę Goosebumps, która miała już swoje filmy, a w zeszłym roku zadebiutowała na Disney+ jako serial, antologia horrorów znana jako Gęsia skórka. W styczniu przyszłego roku na platformie swój debiut będzie mieć kolejna odsłona opowieści, kolejna serialowa seria, zatytułowana Goosebumps: The Vanishing, której zwiastun właśnie poznaliśmy.
Goosebumps: The Vanishing to historia, która zaczyna się od bliźniaków - Devin i Cece Brewer. Rodzeństwo mają spędzić lato w Gravesend na Brooklynie, u swojego rozwiedzionego ojca. Szybko zdają sobie sprawę, że ojcem i to miejsce skrywa mroczne sekrety. Te zaś uruchamiają ciąg wydarzeń, które pchają rodzeństwo, ale i ich przyjaciół, Alexa, CJ i Frankie w niebezpieczną grę. Wszyscy zostają uwikłani w mrożącą krew w żyłach opowieść o czwórce nastolatków, którzy zniknęli, w bardzo tajemniczych okolicznościach w 1994 roku.
W obsadzie serialu znaleźli się: Jayden Bartels, Sam McCarthy, którzy zagrają bliźniaków, Ana Ortiz jako Jen, Elijah M. Cooper jako CJ, Galilea La Salvia jako Frankie, Francesca Noel jako Alex, Stony Blyden jako Trey oraz David Schwimmer jako Anthony Brewer.
Premiera na Disney+ przewidziana jest na 10 stycznia 2025 roku. Wtedy to zadebiutować ma na platformie wszystkie 8 odcinków.