wtorek, 25 marca 2025

Face Noir - recenzja. Dobrze się zapowiadała, ale nigdy nie doczekała się zakończenia

Face Noir - recenzja. Dobrze się zapowiadała, ale nigdy nie doczekała się zakończenia

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji przygodowej gry w klimacie noir, zatytułowanej Face noir, która niestety nie doczekała się kontynuacji, przez co nie doczekaliśmy się jej finału. 

Zanim zacznę cokolwiek pisać, muszę zaznaczyć, że gatunek „noir” tak zwane „czarne kino”, przepełnione pesymistycznym klimatem i niepewnością, nigdy za bardzo mnie nie pociągało. Zastanawiałam się, co można dostrzec fajnego, czy też intrygującego w pechowych detektywach, wplątanych w beznadziejną sprawę? Gdy w moje łapki trafiła gra w takim właśnie klimacie, miałam mieszane uczucia i obawiałam się, że będzie to kolejna przygodówka, którą zainstaluje, przejdę i zapomnę. Tak się jednak nie stało, bo cokolwiek mogłam powiedzieć, a raczej napisać o „Face Noir”, to na pewno nie to, że gra mnie znudziła, wręcz przeciwnie, zaintrygowała, zaciekawiała, dała do myślenia i gdyby nie małe problemy podczas rozgrywki, byłabym zdolna dać jej bardzo, bardzo wysoką notkę w mojej „growej” punktacji. Ale niestety nie mogę, bo gra nigdy nie doczekała się zakończenia swojej historii. 

Warto przeczytać także:

Stany Zjednoczone, Nowy York, lata trzydzieste ubiegłego wieku. W kraju panuje wielki kryzys gospodarczy. Wiele firm plajtuje, mnóstwo ludzi traci dorobek swojego życia. Wraz z krachem kwitnie w mieście przestępczość, a spora rzesza gangsterów dorabia się fortun. W takiej rzeczywistości żyje i pracuje bohater opisywanej przeze mnie gry - Jack Del Nero, bo o nim mowa. Odkąd został wydalony z policji, pracuje na własną rękę, jako prywatny detektyw. Szara rzeczywistość, brak motywacji i gotówki, skłania go do częstego zaglądania do kieliszka. Butelka Whisky jest dla niego jedyną przyjaciółką i ratunkiem, a jednocześnie zgubą. Pewnego dnia, do jego niewielkiego biura, wynajmowanego w apartamentach Rosjanina nazwiskiem Slovański, przychodzi bogaty rzeźnik, nazwiskiem Webber. Zleca on Del Nero „robótkę”, wartą 30 dolców. Ma on wyśledzić i pstryknąć parę fotek jego pasierbicy, by w ten sposób odciąć ją od strumienia pieniędzy, które to wyciąga od niego niewdzięczna Susan.

Zadanie wydaje się łatwe, aż do chwili, w której w środku nocy Jack odbiera pewien telefon. Ktoś po drugiej stronie słuchawki twierdzi, że w mieście pojawił się dawny przyjaciel, a teraz wróg Jacka, Sean MacLeane. Informator radzi, by detektyw udał się do portu Melville i „podążał za lordem”. Wiadomość o Seanie, dawnym koledze z policji, przez którego Jack został zwolniony z pracy i przesiedział rok w więzieniu, elektryzuje naszego detektywa, który niewiele myśląc rusza we wspomniane w rozmowie telefonicznej miejsce. Tak zostaje wplątany w intrygę, która niesie za sobą przykre dla niego konsekwencje. Więcej z fabuły zdradzać nie będę, żeby nie psuć Wam zabawy. Zagrajcie i przekonajcie się sami.

Mechanika Face Noir, to sprawdzone i lubiane przez wszystkich maniaków przygodówek point & click. Studio Mad Orange stworzyło grę w pełni obsługiwaną myszą. Lewym przyciskiem gryzonia oglądamy przedmioty, zaś prawym zabieramy i używamy. Gra sprzedawana była w Polsce w języku ojczystym, w wersji pudełkowej. Taką lokalizację zapewniło nam IQ Publishing tłumacząc grę w wersji kinowej, w formie napisów. Na Steam zagramy w nią jedynie w pełnej wersji angielskiej. Muszę przyznać, że spolszczenie owej produkcji wykonane jest perfekcyjnie. Nie znalazłam żadnych błędów, czy też literówek, a polski tekst przełożony z języka angielskiego pokrywa się z tym, co słyszymy podczas zabawy w „Face Noir”.

Bawić będziemy się przez dość długi okres czasu, bowiem przejście tej pozycji zajmuje około 10-11 godzin. Bardzo zadowalająca jest także ilość zagadek i wszelakich zadań logicznych. W całej grze naliczałem ich kilkanaście, co w dobie skracania i ułatwiana gier, poprzez pozbywanie się z nich zadań typowych dla tego gatunku, jest wynikiem doskonałym i tu muszę przyznać grze plusika. Zagadki są wszelakiego pokroju, od dość prostych, takich jak odpowiednie ustawienie radia, czy też włączenie termostatu, albo naprawienie kabla telefonicznego, po bardziej złożone, czyli: odkodowanie zaszyfrowanego notatnika, ustawianie odpowiednio dysków z symbolami, czy poskładanie woskowego cylindra, nad którym muszę się przyznać tkwiłam ładny kawałek czasu. Tych zadań jest cała masa i trudno je wszystkie po kolei wymieniać, tym bardziej, że oprócz nich, znajdziemy też sporą ilość zagadek przedmiotowych, jest tylko jedno ale...

Niestety w wypadku niektórych zagadek szwankuje mechanika ich obsługi. Otwarcie drzwi za pomocą wytrychów, które szanujący się detektyw w swojej kieszeni mieć powinien, tylko na pozór wydaje się banalnie łatwe. Chwytamy więc wytrych lewym przyciskiem myszy i kręcimy raz w lewo, raz w prawo i znów w lewo. Za każdym razem mamy usłyszeć ciche kliknięcie sygnalizującego, że jedna z zapadni zamka właśnie odpuściła. Problem w tym, że w tym wypadku gra wcale mnie nie słuchała. Wszelkimi siłami pchałam kursor w prawo, co owocowało tym, że wytrych wcale się nie ruszał, albo też przesuwał w zupełnie innym kierunku. Toczyłam zatem nierówną walkę z grą, która w końcu i tak była przegrana, bowiem wściekła klikałam opcję „pomiń”, bo taka możliwość w tym wypadku była.

Szkoda, że takowej opcji odpuszczenia sobie trudnego zadania nie ma w przypadku innych zadań, bo taki sam problem z obsługą miałam w przypadku włączenia radia, którego pokrętło nie chciało się ruszyć, czy też otwierania sejfu, gdzie za nic nie mogłam ruszyć gałki w dół, a jedynie w górę. Miałam nadzieję i liczyłam na to, że w kolejnej odsłonie gry twórcy poprawią tę część rozgrywki pozwalając graczom delektować się zagadkami, a nie tracić przez nie i tak już skołatane codziennym życiem nerwy. Niestety, jak wiemy, nie dane mi było się tego doczekać, bo kontynuacja recenzowanej przeze gry, nigdy nie powstała. 

Niedogodności te niweluje fabuła i coś, co miłośnicy gier adventure nazywają grywalnością. Płynność rozgrywki, spójność fabuły, przeplatanej doskonałą narracją, przedstawioną w rysunkowych animacjach, nadają grze specyficznego, idealnie wyważonego klimatu „noir”.

„Wisienką na torcie” staje się też oprawa graficzna, gdzie przymglone, ciemnoszare, skąpane w nieustającym deszczu puste ulice, pozwalają wsiąknąć w klimat lat 30-tych na tyle, by chcieć w grze zostać na dłużej. Nie spodziewałam się takiego efektu, tym bardziej, że wygląd postaci nie prezentuje się szczególnie pięknie, a większość z nich, muszę to napisać, wygląda dość topornie. 

Na ową grywalność wpływa także sposób przedstawienie fabuły, która cofa się w czasie. Zaczynamy grę od końca, by z czasem odkrywać jej zawiłości. Co jest najfajniejsze, nie sterujemy jedynie poczynaniami Jacka, ale w jego wizjonerskich snach mamy okazję poznać zarys fabuły widzianej oczami Seana MacLeana. Twórcą udało się też sprytnie wpleść w wątek kryminalny, pewną dozę parapsychologii. Nie wszystkim taki miszmasz może się podobać. Ja zaś uważam, że było to posunięcie trafione, prawie w dziesiątkę. Specjalnie pisałam „prawie”, bo nie bardzo w momencie pisania recenzji wiedziałam, co też autorzy zaoferują nam w kolejnej odsłonie „Face Noir”. 

Tak jak już wcześniej napisałam, gra jest klasyczną przygodówką, więc nie zdziwił mnie typowy wygląd inwentarza, w którym bohater taszczy stosy przedmiotów, potrzebnych podczas kolejnych zadań przedmiotowych. Ciekawym rozwiązaniem jest wykorzystanie umysłu detektywa, czyli zdolność łączenie faktów. Na ekranie pojawiają się wtedy przeróżne zdania, które wynikają z przeprowadzonych rozmów i zebranych dowodów. Zadaniem gracza jest połączenie dwóch zdań i wyciągnięcie wniosku pozwalającego posunąć fabułę do przodu. Związek jaki między nimi powstanie, zaowocuje dodatkowymi informacjami, które można wykorzystać w dalszym dochodzeniu. 

Podczas zabawy w Face Noir wędrujemy przez szereg lokacji położonych w różnych częściach Nowego Yorku. Rolę mapy spełnia taksówka, prowadzona przez pewnego Chińczyka. W kolejnych miejscach, jak to w przygodówkach bywa, zbieramy przedmioty i tu muszę się niestety przyczepić. Żadna rzecz, miejsce czy aktywny punkt niestety nie jest w grze nazwany, więc aby cokolwiek znaleźć musimy wszystko obklikać. Przyznam się, że na początku ciężko mi było się przyzwyczaić. Na szczęście twórcy udostępnili graczom możliwość podświetlania hot-spotów, poprzez kliknięcie znaku zapytania w ekwipunku, który wysuwa się poprzez najechanie kursorem myszy na górę ekranu lub też poprzez kliknięcie klawisza F1 na klawiaturze.

Ciekawie rozwiązane jest samo używanie przedmiotów, a także sposób ich pokazania. Nie wszystkie rzeczy będziemy w grze zabierać do przepastnych kieszeni naszego bohatera. Część tylko podniesiemy i użyjemy na innym przedmiocie. Każdy zabrany element Jack, czy też Sean pokazuje w pomysłowo rozwiązanym w tym wypadku inwentarzu i odpowiednio opisuje i tu kolejny plusik, bo prezentuje się to całkiem fajnie. 

Na ogromniasty plus zasługuje zaś udźwiękowienie gry i to zarówno pod względem oprawy muzycznej, jak i samych dźwięków otoczenia. Dźwięki, które nas otaczają, grając w „Face Noir” są niezwykle naturalne. Deszcz dudniący po parapetach, kolejne jego krople walące o metalowe dachy, szum samochodu, dźwięk przeszywającej niebo błyskawicy i cała reszta zasługują na pochwałę. Lata trzydzieste, to rozkwit muzyki jazzowej, więc nikogo nie powinno dziwić, że w grze przewijają się takie właśnie kawałki muzyczne, tworząc wraz z grafiką spójną całość.

Face Noir to dobra, klasyczna przygodówka, której fabuła może zaciekawić, posiadająca różnorodne zagadki, więc nudzić się przy niej nie będziemy, w miłą dla oka grafiką i całkiem przyjemną ścieżką dźwiękową. Problem w tym, że to gra, które sugeruje część dalszą, której nigdy się nie doczekaliśmy. A szkoda!

Moja ocena 7/10.

Zalety:

  • Fabuła, które mnie wciągnęła;
  • Sposób poprowadzenia narracji;
  • Grywalność;
  • Długość gry;
  • Spora ilość różnorodnych zagadek;
  • Grafika w stylu noir;
  • Poprawna polonizacja

Wady:

  • Zepsuta mechanika podczas niektórych zagadek;
  • Brak nazw przedmiotów;
  • Toporny wygląd postaci;
  • Brak kontynuacji, a przez to sensownego zakończenia

Blue Wednesday za dwa dni zadebiutuje na konsolach

Blue Wednesday za dwa dni zadebiutuje na konsolach

 

Grafika: Forever Entertainment 

Dwa dni dzielą nas od premiery na konsolach przygodowej gry ze znaczącymi wyborami, która swój debiut na komputerach miała niecałe dwa lata temu. Już za monet w Blue Wednesday zagrają także posiadacze konsol. 

Forever Entertainment podzieliło się datą oraz zwiastunem konsolowej wersji Blue Wednesday, przygodowej gry platformowej, nastawionej na znaczące wybory, stworzonej przez Buff Studio. Gra już 27 marca zadebiutuje na konsolach PlayStation 5, Xbox Series X|S oraz na Nintendo Switch. Wydawca przygotował zwiastun, ale i konkurs, w którym można wygrać kopię gry w wersji na konsole. 

Warto przeczytać również:

W grze Blue Wednesday, poruszającej opowieści poznajemy Morrisa, początkującego muzyka jazzowego, którego zadaniem jest granie na pianinie. Gra pokazuje jego spojrzenia na życie, które nie zawiera wszystkich elementów związanych z jego marzeniami. Gracz podąża za wydarzeniami z życia Morrisa, poznaje mieszkańców Evans City, pracuje, spotyka się, ćwiczy grę na pianinie, a gracz robi wszystko, by zrozumieć codzienność bohatera Blue Wednesday.



Wydawca gry przygotował dla graczy konkurs, w którym można wygrać kopię gry w wersji na jedną z konsolowych platform. Zasady konkursu znajdziecie w linku.

Premiera Blue Wednesday na PlayStation 5, Xbox Series X|S oraz Nintendo Switch przewidziana jest 27 marca 2025 roku. Gra dostępna jest także na PC - Steam i GOG.








Dalej jazda - recenzja. Słodko-gorzka historia rodziny, spełniania marzeń i starości, która daje i odbiera

Dalej jazda - recenzja. Słodko-gorzka historia rodziny, spełniania marzeń i starości, która daje i odbiera

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji polskiego filmu, określanego jako komedia (nie do końca), który w kinach swoją premierę miał w zeszłym roku. Oto co myślę o filmie Dalej jazda. Miłej lektury!

Pewnie to mało patriotyczne, ale od jakiegoś czasu, a właściwie od lat kilkunastu po polskie filmy sięgam sporadycznie. Jak już postanowię obejrzeć coś rodzimego, to raczej jest to serial. Fabularne pełnometrażowe tytuły, szczególnie komediowe, w tym romantyczne omijam, wiedząc, że ich fabuła jest do siebie podobna, dialogi pisane są na kolanie, a film jest jedną wielką reklamą, tego czy owego. Czasami jednak skuszę się na polski seans w serwisie streamingowym i zdarza mi się tej decyzji nie żałować. Tak jest właśnie w przypadku filmu Dalej jazda, którego, muszę to napisać zanim zacznę bliżej się tej produkcji przyglądać, nie należy oceniać po przysłowiowej okładce, i do którego należy podejść bardzo poważnie, zupełnie nie przez pryzmat lekkiej komedii. A dlaczego? 

Warto przeczytać również:

Niedawno do oferty Prime Video trafił film Dalej jazda, produkcja określana jako komedia, w reżyserii i według scenariusza Mariusza Kuczewskiego, mającego na swoim koncie osławione Listy do M. czy nowego Znachora Netfliksa. Z opisu polskiego dystrybutora filmu, a jest nim Monolit Films można sądzić, że czeka nas lekka, choć momentami wzruszająca, a przede wszystkim słodka opowieść o ucieczce, spełnianiu marzeń i kochającej się rodzinie. Zdawać się może, że widz zanurzy się w klasyczną komediową opowieść, ze znanymi, i cenionymi aktorami starszego pokolenia. 

Tymczasem recenzowanego przeze mnie filmu nie należy oceniać po okładce, nie po plakacie, który może dawać złudne wrażenie filmowej lekkości, a opis fabuły ową lekkość potwierdzać. Po obejrzeniu Dalej jazda powiedziałabym, z całym przekonaniem, że jest to dramat z elementami komedii, wzruszająca opowieść o przemijającym życiu, starości i miłości, która chce spełniać marzenia.

Historia skupia się wokół rodziny Gugulaków, a jej czołowymi postaciami są Józef i Elżbieta, nestorzy rodu, para która mimo niezaleczonych problemów, kocha się tak mocno, że nie umie bez siebie żyć. Ich miłość wystawiana jest na próbę przez chorobę Elżbiety, która odbiera jej pamięć i jej odbiegające od reszty postrzeganie świata. Jej największym marzeniem, które kochający ją mąż chce spełnić, jest podróż do Trzech Koron, o których wciąż mówi. Przeciwny wyjazdowi jest obawiający się o ich zdrowie syn Andrzej. W tle historii pojawia się również jego żona Barbara i spodziewająca się dziecka córka Justyna, która wraz z sąsiadem Antonim stara się zrobić wszystko, by wyjazd był możliwy. I tak pewnego dnia Józef Gugulak wraz z Antonim Kryską kradną nysę z komisu syna, ruszając z ukochaną Elżunią na poszukiwanie Trzech Koron. 

Wyjazd staruszków jest nie tylko realizacją marzenia, ale jednocześnie zmierzeniem się z przeszłością, ze wspomnieniami, które zatarł nie tylko czas, ale i zdradliwa i nieuleczalna choroba. Film w emocjonalny, niezwykle przejmujący sposób pokazuje bliskość, miłość i oddanie, i wiarę, że miłość wytrzyma wszystko, że wszystko zrozumie i wszystkiemu da radę, choć to wcale nie jest proste.  

Nie sposób na Dalej jazda się nie wzruszać, nie uronić choćby łezki. To dramat z elementami komedii budowanej przez postaci Józefa i Antoniego, dwóch sąsiadów, którzy z pozoru są sobie wrogami, a tak naprawdę w ogień by za sobą skoczyli. To słodko-gorzka opowieść o szczęściu i życiu, które mija przynosząc starość, która choć trudna, choć wypełniona chorobą i cierpieniem, może być radosna, pełna śpiewu, szalonych zwrotów akcji i mnóstwa emocji, od złości, po radość, od płaczu po śmiech.

Dalej jazda to nie jest komedia, ten film nie ogląda się lekko, łatwo i przyjemnie, nie tego się po tej produkcji spodziewajcie. Ale to mądra i niezwykle wzruszająca historia, którą warto potraktować poważnie. Każdy z nas będzie kiedyś stary, i wielu z nas potrafi się utożsamić z postaciami tego filmu, które w żadnym razie, co często się w polskich filmach zdarza, nie są płaskie i nijakie.

Postaciowy prym wiodą rewelacyjni w swych rolach Marian Opania (Republika dzieci, Czarny mercedes) jako Józef Gugulak oraz Małgorzata Rożniatowska (Krime Story. Love Story, Krakowskie potwory) jako Elżbieta Gugulak. Nieco gderliwy, czasami szorstki, mający małżeński grzech na sumieniu, kochający na zabój mąż i przemiły dziadek. Radosna, często szalona, zapatrzona w męża, żyjąca przed chorobę Alzheimera w swoim świecie Ela. Nikt jak oni nie pokazuje, że starość nie jest bajką, ale nikt jak oni nie uświadamia nam, ludziom młodszym, i mniej doświadczonym, że starość to nie koniec miłości, to nie jej kres. 

To nestorzy rodu są czołowymi postaciami w filmie, tymi, którzy wnoszą do tejże produkcji najwięcej wzruszeń, i największą ilość emocji, często takich, które kłują w serce, szczególnie jeśli się wie co znaczy ta choroba, i jak ciężko się z nią żyje. To oni grają tu pierwsze skrzypce. 

Ale emocje przełamywane są przez postaci napisane bardziej lekko. Przez sąsiada Gugulaków, Antoniego Kryska, w którego wcielił się Wiktor Zborowski (1983, Ogniem i mieczem), syna Gugulaków Andrzeja zagranego przez Mariusza Drężeka (Powstaniec 1863, Furioza), synową Barbarę, w którą wcieliła się Anita Sokołowska (Bez słów, Gra z Cieniem) czy wnuczkę Justynę zagraną przez Julię Wieniawę (Chłopi, Jak pokochałam gangstera, Wszyscy moi przyjaciele nie żyją) i jej chłopaka Sebusia, w którego wcielił się Bartłomiej Firlet (Kler, Zgon przed weselem). 

Mam świadomość, że Dalej jazda nie wszystkim może się podobać. W sieci nie brakuje niepozytywnych ocen tej produkcji. I chyba wiem dlaczego. Wielu ludzi spodziewało się, że pójdzie na zabawną komedyjką o rodzinie, co sugerowały jego plakaty, opisy i zapowiedzi. Finalnie dostali jednak dramat z elementami komedii, opowieść, która bardziej smuci i wzrusza, niźli śmieszy, choć takich momentów też nie brakuje.

Nie jest to film dla każdego, a przynajmniej nie dla osoby, która chce się na nim dobrze bawić. To produkcja poruszająca trudne tematy starości i równie trudnej choroby, odbierającej wszystko choroby Alzheimera. Ten film należy rozumieć, trzeba postawić się na miejscu staruszków, których los nie oszczędzał, a starość dała w kość i zabrała nie tylko młodość, ale i umysł. 

To film rodzinny, słodki i sentymentalny, ale i smutny i brutalnie prawdziwy. Trzeba tylko umieć tą prawdę docenić i ją w nim zobaczyć. Zobaczyć ją w świetnie zagranych rolach, w nieco zgryźliwym, zakochanym po uszy w swojej żonie Józefie, świetnie zagranym przez Mariana Opanię i radosnej, ale żyjącej trochę w swoim świecie Elżbiecie, rewelacyjnie zagranej przez Małgorzatę Rożniatowską. 

Ja osoba, która nie przepada za polskimi produkcjami, i stara się je omijać, a przynajmniej nie robić sobie nadziei, że film mi się spodoba, że coś w moje życie wniesie, albo przynajmniej pozwoli miło spędzić czas, nie spodziewałam się, że Dalej jazda wywoła we mnie tyle emocji.

Nie żałują spędzonego z nim czasu, nie wstydzę się łez i wzruszenia, które ściska gardło (a nie często się wzruszam). Uważam, że to bardzo mądra opowieść o życiu, bez przesadnego, "śmieszkowania" i niepotrzebnego nikomu patosu. Może ma kilka niedociągnięć, może w kilku miejscach opowieść powinna być nieco inaczej poprowadzona, może niektóre z postaci powinny być bardziej wyraziste, ale nie jest to płytki film, nie jest to banalna historyjka o niczym. To film o życiu, starości i rodzinie. 

Moja ocena 7/10. 

poniedziałek, 24 marca 2025

Gomo - mini recenzja. Krótka, łatwa i nieco powtarzalna

Gomo - mini recenzja. Krótka, łatwa i nieco powtarzalna

Zapraszam do przeczytania recenzji krótkiej gry przygodowo-logicznej, bez dialogów, nastawionej na zagadki. Oto co myślę o grze Gomo!

Ostatnimi czasy gier przygodowych pozbawionych dialogów, krótkich, niezbyt wymagających, a nawet bardzo prostych pojawiła się sporo. Tak jest także w przypadku opisywanego przeze mnie dzieła. Gomo, bo taki tytuł owa przygodówka nosi, to gra niezależnego studia Fishcow Studio. Do pojawienia się jej na rynku gier przygodowych przyczyniła się także znana niemieckie firma Daedalic Entertainment.

Warto przeczytać również: 

O fabule powiedzieć wiele nie można, bo jest niezwykle prosta. Przenosi nas do bliżej nieokreślonej krainy, gdzie mieszka osobnik zwany Gomo. Jego ukochanym i jak można przypuszczać jedynym przyjacielem jest jego pies wabiący się Dingo. Pewnego ranka naszego bohatera budzi przerażający sen, w którym widzi dziwną czarną postać. Wystraszony budzi się i wychodzi z domu. Na zewnątrz dostaje wiadomość od kosmitów. Okazuje się, że jego piesek został porwany i trafił w ich ręce. Jako okup przybysze i zarazem porywacze żądają czerwonego kryształu, który znajduje się gdzieś w podziemnej kopalni. Gomo nie wiele myśląc rusza w niebezpieczną podróż, by ratować swe zwierzątko. 

Tak w skrócie przedstawia się fabuła gry, w której przechodzimy z poziomu na poziom, z jednej lokacji do drugiej. Nie możemy się swobodnie po nich poruszać i wracać wtedy, gdy tylko mamy na to ochotę. „Gomo”, to klasyczna przygodówka, obsługiwana w całości jedynie za pomocą myszy. Wszystkie czynności takie jak używanie przedmiotów, zabieranie ich, czy też klikanie by przejść, wykonywane są po kliknięciu LPM.

Grę rozpoczyna krótka animacja, a potem samouczek, również króciutki. Nie ma możliwości jego pominięcia, więc każdy gracz, bez względu, czy ma, czy nie ma na to ochotę musi go przejść. Wszystkie przedmioty, który nasz bohater przy pomocy gracza zbierze podczas rozgrywki, trafiają do ekwipunku, który znajduje się w górnej, lewej części ekranu. Są to tylko trzy sloty, bowiem tylko tyle rzeczy nosi przy sobie Gomo. Sposób w jaki owe przedmioty trafiają do inwentarza jest dość ciekawy. Otóż nasz stworek ma na plecach schowek, zamykany na zamek błyskawiczny. Podobny styl skojarzymy z inną grą przygodowo -logiczną, o tytule CLeM, której recenzję oraz poradnik/solucję napisałam dla lubiegrac.pl. Gdy tylko w jego łapki wpadnie jakaś zebrana przez nas rzecz, rozsuwa go i wrzuca tak potrzebny do przejścia gry przedmiot. Wyciąga go, gdy klikniemy na rzecz w ekwipunku z zamiarem jej użycia. 

Twórcy, nie zaoferowali graczom swobodnego poruszania się. Przejść w prawo, w lewo, czy też w dół albo w górę jest możliwe tylko wtedy, gdy na ekranie pojawi się strzałka wskazująca nam kierunek ruchu. Nie możemy również zapisywać gry w dowolnym miejscu, bowiem zapis dokonywany jest automatycznie i tylko w momencie przejścia danej lokacji. Gdy wyjdziemy z gry i nie wykonamy wszystkich czynności w danym miejsce, po wejściu w grę będziemy rozpoczynać ją od początku owej lokacji.

Wszystkie ikony gry oraz cała rozgrywka wykonana jest w bardzo stonowanych, ciemnych kolorach. Ikonki są w kolorze czarnym. Tak jak już wcześniej napisałam strzałka wskazuje nam drogę, którą możemy się udać, zaś zawinięta strzałka możliwość użycia przedmiotu lub jego zabrania.

Gra nie posiada podświetlania interaktywnych miejsc, za to miejsce, w którym można użyć przedmiotu zostaje wyraźnie zaznaczone. Gdy klikniemy na właściwe miejsce odpowiednim przedmiotem zabranym z inwentarzu, ten rozbłyśnie. 

Gdy podczas gry nic nie zrobimy, nie klikniemy, nie ruszymy czegoś, nasz bohater natychmiast zaśnie. Dzieje się to bardzo szybko, moim zdaniem zbyt szybko. Przyznam się, że bardzo mnie wkurzała taka forma poganiania mnie, bowiem ciągłe zasypianie Gomo i jego ustawiczne chrapanie doprowadzało mnie do szału. Starałam się grę przechodzić możliwie szybko, trochę na czas. Na szczęście nie należy ona do pozycji trudnych i wystarczy kliknąć tu, czy tam, by ruszyć do przodu.

Podczas rozgrywki natkniemy się także na kilka zadań logicznych, które również są bardzo prościutkie i nie wymagają od gracza łamania sobie głowy. Dodatkowo podczas zabawy zbierzemy trzy kartki bonusowe, które odblokowują kolejne trzy bonusowe gry. Są to typowe zręcznościówki, dość proste, za które otrzymujemy punkty. Możemy je powtarzać dowolną ilość razy. 

Grając w Gomo miałam wrażenie, że autorzy starali się, by była ona zabawna, lecz z miernym efektem. Owszem bywają komiczne scenki, atakująca Gomo szafa, czy jego nieszczęśliwe, pechowe upadki. Całość jest jednak bardziej żałosna, niż zabawna. Gra nie potrafiła mnie niczym zaciekawić, ani mini grami, ani zagadkami, ani poziomem trudności. Z czasem miałam ochotę ją jak najszybciej zakończyć i nie słyszeć już chrapania bohatera i przedziwnej, powtarzającej się muzyki. 

Również graficznie pozycja nie przedstawia się rewelacyjnie. Postacie są ociosane, jakieś nieporadne i bez wyrazu. Animacji jest niewiele i są one wykonane w miarę przyzwoicie

Gomo, to zdecydowanie bardzo przeciętna gra, dla niewymagających zbyt wiele od graczy, prosta i dla mnie za mało wciągająca. Grając w nią niedaleko po premierze zastanawiam się, czy gra, którą można przejść w dwie godziny jest warta takiej ceny, za jaką oferuje nam ją platforma Steam i GOG? Myślę, że nie. Obecnie tytuł można kupić już w przyzwoitej cenie. 

Moje ocena 6/10.

Zalety:

  • Sposób chowania przedmiotów;
  • Stonowana, trochę retro grafika;
  • Dość prosty interfejs;
  • Fajny klimat;
  • Sporo łamigłówek

Wady:

  • Zdecydowanie za krótka;
  • Zbyt łatwa;
  • Niestety z czasem nudna;
  • Pewna forma poganiania gracza;
  • W dniu premiery za droga

Once Upon a Puppet - zwiastun premierowy z datą

Once Upon a Puppet - zwiastun premierowy z datą

 

Once Upon a Puppet, przygodówka platformowa z łamigłówkami, w narracyjnym stylu, rozgrywająca się w świecie lalek ma już oficjalną datę wydania. Wydawca jakim jest Daedalic Entertainment pokazał także jej nowy, premiery zwiastun.

Podczas Future Games Show ujawniony został zwiastun oraz data premiery przygodowej gry platformowej, w której nie brakuje łamigłówek, a rozgrywka toczy się w magicznym świecie teatralnych lalek. Gra nosi tytuł Once Upon A Puppet, i jest grą stworzoną przez studio Flatter Than Earth, której wydaniem zajęło się wspomniane już Daedalic Entertainment. Grę wciąż można sprawdzać w wersji demo dostępnej na Steam. 

Warto przeczytać również:

O grze Once Upon a Puppet miałam już okazję wspominać na moim blogu. Przypomnę tylko, że wcielamy się w niej w Nieve, teatralną podręczną, wygnaną do Podsceny, która kontroluje sznurki Dreve'a, naiwnego, ale ambitnego aktora, i magiczną marionetkę. 

Nowy zwiastun gry, przygodowej, ale i zarazem klasycznej platformówki z mrocznym akcentem, podkreśla pomysłowe mechanizmy oparte na wątkach, dynamiczne łamigłówki i niezapomniane transformacje scen i grę świateł, która jest tu niezmiernie ważna. 

Premiera na PC, PlayStation 5, Xbox Series X|S i Nintendo Switch przewidziana jest 23 kwietnia 2025 roku. 




Kwiecień w ShyShowtime - 2 sezon Licealnych duchów i Uśmiechnij się 2 i więcej

Kwiecień w ShyShowtime - 2 sezon Licealnych duchów i Uśmiechnij się 2 i więcej

 

Znana jest pełna lista nowości i powrotów serialowych, filmów i propozycji na zbliżające się święta Wielkiej Nocy. Kwiecień, pierwszy w pełni wiosenny miesiąc roku zapowiada się na bardzo mocny czas dla fanów filmów i seriali. 

Wprawdzie do kwietnia zostało nam jeszcze trochę czasu, ale tradycyjnie platforma SkyShowtime dzieli się nowościami kolejnego miesiąca nieco wcześniej od innych serwisów. Będą oczekiwane powroty, doczekamy się bowiem drugiego sezonu Licealnych duchów, którego recenzję pierwszego sezonu znajdziecie na blogu. Będą dwa finały popularnych seriali, między innymi 1923, którego recenzję pierwszego sezonu, mojego autorstwa, również znajdziecie na blogu. Będą również filmowe kinowe nowości, w tym zapewne przez wielu oczekiwany horror Uśmiechnij się 2. Serwis proponuje także ciekawe, rodzinne seansu na Wielkanoc. Oto pełna rozpiska tytułów! 

Warto przeczytać także:

Nowości serialowe 

Licealne duchy: sezon 2 - premiera 5 kwietnia

Drugi sezon dobrze ocenionego, także przeze mnie serialowego dramatu ze zjawiskami paranormalnymi, którego akcja rozgrywa się w pewnym liceum. W drugim sezonie Licealnych duchów będziemy światkami tego, że śmierć to zaledwie początek. Maddie zostaje uwięziona w zaświatach, a czasu ma coraz mniej. Przy pomocy przyjaciół musi odnaleźć drogę do domu.

W dniu premiery dostępne będą wszystkie odcinki, a jest ich 8. 

Snowpiercer: sezon 4 - premiera 8 kwietnia

Kontynuacja postapokalitycznego serialu science-fiction, opartego na serii powieści graficznych Jacquesa Loba i Jeana-Marca Rochette’a oraz filmie nagrodzonego Oscarem® Bonga Joon Ho

W kolejnym sezonie śledzimy wydarzenia siedem lat po tym jak świat skuty został kodem. Ludzie mieszkają w wielkim, wiecznie pędzącym pociagu składającym się z 1001 wagonów. Snowpiercer nieustannie okrąża Ziemię, a mieszkańcy toczą ciągłą walkę z nierównością, ale i o przetrwanie.

W dniu premiery dostępne będą wszystkie odcinki sezonu. Na platformie można obejrzeć także sezonu 1-3. 

Couples Therapy: sezon 4A (Terapia par) - premiera 13 kwietnia

Serial dokumentalny w stylu randkowego reality show, dzięki któremu zaglądamy do świata związków, świata, którego nie widać. Jesteśmy w nim świadkami bolesnej terapii czterech par, którą prowadzi  światowej sławy psycholog dr Orna Guralnik. Pomaga ona otworzyć się parom na swoich partnerów i lepiej poznać swój związek.

W dniu premiery dostępne będą wszystkie odcinki. Na SkyShowtime można oglądać także sezony 1-3. 

Mr. Throwback: sezon 1 - premiera 14 kwietnia

Serial komediowy w konwencji mockumetu, ze światową gwiazdaą koszykówki. W serialu grają Stephen Curry oraz Adam Pally. Bohaterem serialu jest Pally, pechowy handlarz pamiątkami, który  szuka odkupienia, odnawiając relację ze swoim przyjacielem z dzieciństwa. Jest nim legenda NBA, Stephen Curry.

W dniu premiery dostępne będą wszystkie odcinki.

Kontynuacja seriali

Agencja - finałowy odcinek 1 sezonu - premiera 7 kwietnia

Thriller polityczny z udziałem dwukrotnie nominowanego do Oscara® Michaela Fassbendera. Serial jest oparty na popularnym francuskim dramacie Le Bureau des Légendes.

Jest to historia Martiana, tajnego agenta CIA, który otrzymuje rozkaz porzucenia dotychczasowego życia pod przykrywką i powrotu na posterunek w Londynie. Kiedy pojawia się jego dawna miłość, którą porzucił, romans rozkwita na nowo. Problem w tym, że kochankowie stoją po przeciwnych stronach. 

1923: sezon 2

W drugim sezonie serialu  surowa zima przynosi nowe wyzwania Jacobowi i Carze. Trudne warunki pogodowe i wrogowie rodziny skłaniają Spencera do wyruszenia w trudną podróż do domu, co nie będzie łatwe. Tymczasem Alexandra rozpoczyna wymagający rejs przez Atlantyk, żeby odnaleźć ukochanego Spencera.

Kolejne odcinki serialu pojawiają się na platformie co poniedziałek. Odcinek finałowy 28 kwietnia w SkyShowtime.

Premiery filmowe

Transformers: Początek - premiera 7 kwietnia

Transformers: Początek to historia o genezie konfliktu Optimusa Prime’a i Megatrona, którzy niegdyś byli najbliższymi przyjaciółmi i na zawsze odmienili losy Cybertrona. 

W skyShowtime można także obejrzeć inne filmy z tej serii, czyli: 

  • Transformers,
  • Transformers: Zemsta upadłych,
  • Transformers: Ciemna strona Księżyca,
  • Transformers: Wiek zagłady,
  • Transformers: Ostatni rycerz,
  • Bumblebee

Nie mów zła - premiera 13 kwietnia

Remake duńskiego thrillera Goście. Amerykańska rodzina wpada z wizytą do poznanych na wakacjach brytyjskich znajomych. Na miejscu goście doświadczają licznych nieprzyjemności, które początkowo ignorują. Spokojny weekend zamienia się w istny koszmar. 

Uśmiechnij się 2 - premiera 15 kwietnia

Kolejna filmowa odsłona docenionego horroru, którego tym razem bohaterką jest światowa gwiazda popu Skye Riley. Pewnego dnia wyrusza w wielką trasę koncertową, zaczynając doświadczać coraz bardziej przerażających i niewytłumaczalnych zdarzeń. Wkrótce przyjdzie jej zmierzyć się z własną przeszłością. 

The Beast Within - premiera 23 kwietnia

Thriller z elementami horroru, którego bohaterami jest małżeństwo z córką, rodzina mieszkająca w leśnej fortecy. Dziesięciolatka odkrywa, że jej ojciec zmienia się w potwora. Choć ona się bardzo boi, rodzina przekonuje ją, że nie ma się czego obawiać. Gdy uświadamia sobie, że jej ojciec jest wilkołakiem, dziewczyna podejmuje się kroku, na który jej matki nigdy nie byłaby gotowa.

Kulej. Dwie strony medalu - premiera 24 kwietnia

Historia Jerzego i Heleny Kulejów, opowieść o jednym z najbardziej barwnych postaci Polski lat 60-tych. On był legendarnym bokserem, podwójnym mistrzem Europy i ośmiokrotnym mistrzem Polski, który jako jedyny polski pięściarz wywalczył dwa złota olimpijskie.


Wielkanoc - familijne kino na święta

SkyShowtime proponuje także w kwietniu świąteczny seans rodzinny, i ciekawą bibliotekę takich produkcji. Wśród nich znalazły się oczywiście animacje, także kinowe hity. A są to:
  • Istoty fantastyczne;
  • Wyfrunięci;
  • Shrek, który doczeka się kontynuacji w filmie Shrek 5. Na platformie dostępne są także Shrek 2 i 3;
  • SpongeBob Kanciastoporty: sezon 15B, 3 odcinki - premiera 8 kwietnia;
  • Psi Patrol: sezon 10D, odcinki 5 - premiera 15 kwietnia;
  • Mały Chef show: sezon 2, odcinki 11 - premiera 19 kwietnia
Źródło: Informacja prasowa SkyShowtime

niedziela, 23 marca 2025

Elroy and the Aliens blisko premiery. Nowe wideo pokazuje wizualną stronę przygodówki

Elroy and the Aliens blisko premiery. Nowe wideo pokazuje wizualną stronę przygodówki

 


Elroy and the Aliens zbliż się do swojej premiery na Steam. W barwną przygodówkę point-and-click zagramy już na początku kwietnia. Tymczasem możemy obejrzeć nowe wideo z gry, w której pokazano projekt od strony wizualnej.

Klasyczna przygodówka "wskaż i kliknij", zatytułowana Elroy and the Aliens, w której odkrywamy intrygi, tajemnice i kosmitów, a której wrażenia z demo znajdziecie na blogu, stworzona i wydana przez niezależne studio Motiviti, swoją premierę będzie mieć za dziewięć dni. Tymczasem jeden z twórców gry, o imieniu Urban i jednocześnie Art Director projektu, odpowiedzialny za wizualną stronę owej przygodówki, podzielił się materiałem filmowym obrazującym przygodówkę Elroy and the Aliens od strony wizualnej.

Warto przeczytać:

Elroy and the Aliens, gra którą wciąż możecie sprawdzać w wersji demo, którego poradnik/solucję także znajdziecie na blogu, to ręcznie rysowana, niezwykle kolorowa przygodówka, o której fabule miałam okazję już wspominać na blogu. 

Gra stworzona została w kreskówkowym stylu. Założeniem jej twórców było to, by grający w nią mieli skojarzenia z uwielbianymi kreskówkami z dzieciństwa i filmem przygodowym. Inspiracją do wizualnej strony gry były projekty z lat 80-tych i 90-tych, produkcje LucasArts, kreskówki Hanna-Barbera, filmy Spielberga, klasyki Disneya i wiele innych.

W ostatniej aktualizacji na Steam twórcy pokazali także grafik ze wczesnej koncepcji artystycznej, która pochodzi z The Art of Elroy and the Aliens, książki o tworzeniu, którą autorzy mają zamiar wydać w tym roku.

Premiera Elroy and the Aliens na platformie Steam, na PC, max i Linux 2 kwietnia 2025 roku.

Karta Steam

Karta Steam - demo

Piekło kobiet, nowy serial Max. Zdjęcia trwają

Piekło kobiet, nowy serial Max. Zdjęcia trwają

 


Dramat obyczajowy z wątkami kryminalnymi Piekło kobiet to kolejna serialowa produkcja realizowana dla platformy Max. Serial za którego produkcję odpowiada Ewa Puszczyńska a reżyserką Anna Maliszewska realizowany jest obecnie zdjęciowo.

Trwają zdjęcia do kolejnego polskiego serialu platformy Max. Producentką Pieła kobiet jest Ewa Puszczyńska, mająca na koncie laureatka Oscara za takie filmy jak Ida czy Strefa interesów. Serial będzie można obejrzeć na platformie Max, platformie, która pracuje nad dwudziestoma projektami, na której zadebiutował z pierwszym odcinkiem polskie serialowy thriller Porządny człowiek

Warto zapoznać się także z:
Zdjęcia do serialu Piekło kobiet rozpoczęły się w lutym i są realizowane w Łodzi oraz w Warszawie, a historia przenosi widza w lata 30-te ubiegłego wieku, do Warszawy. Bohaterem opowieści jest Emil Heckmann, student medycyny, który pewnego dnia odkrywa, że jego siostra zmarła po nielegalnym zabiegu aborcji. Ciąża była wynikiem gwałtu. Emil sądzi, że sprawcą tego czynu był niedawno poznany przez nią, dzięki czasopismu matrymonialnemu mężczyzna. Udaje się zatem do owej gazety, gdzie redaktor naczelny Maksymilian Wróblewski nie widzi swojej winy. Za to jego żona, Helena Wróblewska postanawia mu pomóc.
Jesteśmy dumni ze współpracy z artystami i twórcami o światowej renomie. Ich talent, pasja i doświadczenie stanowią fundament, na którym budujemy nasze projekty. Dlatego współpraca z Ewą Puszczyńską, producentką między innymi oscarowej „Idy”, to dla nas zaszczyt i gwarancja, że produkcje Max Original będą najwyższej jakości. Naszą wspólną przygodę zaczęliśmy od serialu kostiumowego i mimo że jego akcja dzieje się prawie 100 lat temu jest on zaskakująco aktualny. – Bogumił Lipski, Dyrektor Działu Fabularnego TVN WBD

Serial powstaje dla platformy Max we współpracy z Extreme Emotions na zlecenie TVN Warner Bros. Discovery. Scenariusz napisały Magdalena Franczuk i Ewa Popiołek. Reżyseruje go Anna Maliszewska, a autorem zdjęć jest Wojciech Zieliński. Producentkami zaś Ewa Puszczyńska oraz Adrianna Przetacka (TVN WBD).

Data premiery nie jest znana

Źródło: Warner Bros. Discovery

The Children of Clay do odebrania darmo na platformie Steam

The Children of Clay do odebrania darmo na platformie Steam

 

Kolejna darmowa gra, która swoją premierę miała z początkiem marca dostępna jest na platformie Steam za darmo. A jest to klimatyczny horror detektywistyczny zatytułowany The Children of Clay.

Do 24 marca dodawać do swojego konta możecie oryginalne Amerzone: The Explorer’s Legacy (1999), który udostępnione zostało czasowo zarówno na Steam, jak i na GOG. Jest jeszcze jedna gra, w którą zagracie całkowicie za darmo. Jest nią klimatyczny przygodowy horror, w detektywistycznym stylu, o tytule The Children of Clay, gra stworzona i wydana dzięki Balazs Ronyai.

Warto przeczytać także:

The Children of Clay to krótka gra przygodowa o archeologii, w klimacie grozy, a właściwie z elementami horroru poklatkowego. Zadaniem gracza jest badanie znalezionych starożytnych artefaktów i odkrycie ich mrocznego sekretu. 



Gra zrealizowana jest w stylu point-and-click, posiada straszny klimat, a twórcy przy tworzeniu gry inspirowali się mitologią węgierską. 


The Children of Clay jest dostępna za darmo na platformie Steam, w wersji na PC, Max oraz Linux. 

Karta Steam - odbierz grę za darmo

sobota, 22 marca 2025

MobLand, nowy serial gangsterski w czerwcu na SkyShowtime

MobLand, nowy serial gangsterski w czerwcu na SkyShowtime

 

SkyShowtime podzieliło się zwiastunem oraz pierwszymi zdjęciami wyczekiwanego nowego serialu gangsterskiego Guya Ritchiego, zatytułowanego MobLand. Wiadomo również kiedy serial będzie miał swoją premierę.

Wczoraj pisałam na blogu o zapowiedzianym przez SkyShowtime w kooperacji z Telewizją Polską i Apple Film powrocie serialu Glina. Dziś mam przyjemność wspomnieć, że serwis szykuje się do premiery kolejnego serialu. Tym razem będzie to produkcja amerykańska, serial gangsterski, o tytule MobLand. W sieci pojawił się jego zwiastun, pierwsze zdjęcia oraz konkretna data premiery

Warto przeczytać również:

Fabuła serialu MobLand skupia się na głowie jednej z rodzin przestępczych, który walczy o władzę i pozycję dla swojego imperium.

W obsadzie serialu MobLand gwiazdorsko: Tom Hardy (Motocykliści, Peaky Blinders), Pierce Brosnan (Śmierć nadejdzie jutro, Mamma Mia! Here We Go Again), Paddy Considine (Ród Smoka, Small Town, Big Story), Joanne Froggatt (Downton Abbey), Lara Pulver, Anson Boon, Mandeep Dhillon, Jasmine Jobson, Geoff Bell, Daniel Betts, Lisa Dwan, Emily Barber oraz Helen Mirren (1923).


Za scenariusz serialu MobLand odpowiada Ronan Bennett (Dzień Szakala), a reżyserem jest Guy Ritchie (Dżentelmeni, Ministerstwo Niebezpiecznych Drani, Przymierze). 

 Premiera już 9 czerwca w serwisie SkyShowtime.

Źródło: Informacja prasowa SkyShowtime

Chorus of Carcosa, horror inspirowany zbiorem opowiadań "Król w żółci"

Chorus of Carcosa, horror inspirowany zbiorem opowiadań "Król w żółci"

 

Horror psychologiczny inspirowany kultowym zbiorem opowiadań pt. „Król w Żółci” zatytułowany Chorus of Carcosa swoją premierę miał dwa dni temu. Gra wciąż dostępna jest do sprawdzenia w demo.

Opowieść dla której inspiracją stał się zbór opowiadań R. W. Chambersa, pod tytułem 'Król w żółci", horror psychologiczny przewidziany na około 3 godziny rozgrywki, zatytułowany Chorus of Carcosa jest już po swojej premierze na Steam. Grę do 3 kwietnia kupić można w cenie obniżonej o 15%, a przed jej nabyciem, można także przetestować w wersji demo. Przygodę grozy stworzyło i wydało studio Chameleon 42.

Przeczytaj również:

Chorus of Carcosa to gra, w której wcielamy się w rzeźbiarza, który życie spędza w swym bezpiecznym miejscu, czyli w domu. Niestety pewnej nocy jest zmuszony opuścić swój domowy azyl, kiedy to do jego drzwi puka sąsiad i to zakrwawiony. 



Rozgrywka skupia się na elementach przetrwania i unikania niebezpieczeństw, głównie skradaniu się, w bloku mieszkalnym, który wiecznie się zmienia. Na protagonistę, więc i gracza czeka tu wiele niebezpieczeństw. Musi pamiętać, że nie może hałasować, nikt nie może go usłyszeć. 

Celem jest odkrycie tajemnicy alternatywnej rzeczywistości, poznanie prawdy, a może wyjście z koszmarnych halucynacji, a nawet akceptacja szaleństwa.



Rozgrywka, jak już wspominałam przewidziana jest na około 3 godziny, towarzyszy jej nieustające napięcie. Gra skupia się na prostej mechanice skradania, nawet tam gdzie nie ma się jak schować. Horror stworzony został na silniku graficznym Unreal Engine 5, a rozgrywce towarzyszy niepokojąca ścieżka dźwiękowa.




Chorus of Carcosa miał swoją premierę na platformie Steam 20 marca 2025 roku. Gra dostępne jest także w wersji demo.

Karta Steam - pobierz demo, kup grę