poniedziałek, 31 marca 2025

Asylum - recenzja. Lata tworzenia, chwila rozgrywki

Asylum - recenzja. Lata tworzenia, chwila rozgrywki

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji najnowszej gry Agustína Cordesa, przygodowego horroru, duchowego następcy Scratches, gry na którą czekaliśmy lat kilkanaście. Oto co myślę o Asylum!

Asylum to przygodowy horror, na który czekaliśmy tak długo, że większość z nas przestała wątpić w to, że gra kiedykolwiek ujrzy światło dzienne i zostanie wydana. Nawet zapewnienia twórcy Agustína Cordesa nie dawały pewności, że przygodowy point-and-click w końcu zadebiutuje. Nie mniej jednak, mimo wątpliwości i niedowierzania, z tygodniowym opóźnieniem, nic właściwie nie znaczącym po kilkunastu latach oczekiwań, Asylum zadebiutowała na Steam i na GOG. W grę miałam przyjemność zagrać dzięki uprzejmości GOG-a, za co serdecznie dziękuję. Efektem mojego grania jest oczywiście recenzja, która do wiadra dobroci, wleje niestety porządną szklankę goryczy. Niestety nie tego się po niej spodziewałam......, ale po kolei. 

Warto przeczytać również:

Zakład psychiatryczny z tajemnicami 

Asylum to gra określana jako przygodowy horror, choć ja osobiście wolę określać ją jako przygodówkę "wskaż i kliknij" z elementami horroru. W grę zagrać można zarówno za pomocą myszy, czyli bardzo klasycznie, jak i posługując się kontrolerem. 

Historia skupia się wokół zakładu psychiatrycznego Hanwella, położonego nieco na uboczu, zrujnowanego miejsca, które jak szybko przekonuje się growy protagonista, wcale nie jest opuszczone. Nasz bohater, który niegdyś się tu leczył, przyjeżdża tu z przeświadczeniem, że pozna prawdę o sobie, o tym miejscu, o własnym leczeniu, a poprzez eksploracje tegoż przybytku, pobudzi schowane w zakamarkach umysłu, czasami bolesne wspomnienia.

Miejsce, które wcale nie okazuje się być puste, ma jak informuje go recepcjonistka, przejść gruntowany remont, i wkrótce przyjąć nowych pacjentów. Mimo wszystko kobieta pozwala rozejrzeć się mu po szpitalu, kategorycznie broniąc dostępu do wyższych, jak twierdzi niebezpiecznych pięter.

Zwiedzanie mrocznych, mniej lub bardziej zrujnowanych korytarzy i gabinetów, czytanie dzienników, listów i notatek przybliża bohatera tejże opowieści do odkrycia prawdy o samym sobie, do poznania sekretów, które kryje te mroczne, nieprzyjemne miejsce. 

Duchowy następca Scratches, co widać i czuć

Recenzowana przeze mnie gra dzieło studia Senscape, jej pomysłodawcą jest Agustín Cordes, który ma w swoim dorobku dostępną za darmo mroczną Selenę i kultowe już Scratches. I to właśnie na tej grze inspirowane jest nowe dzieło autora, które on sam określił mianem jej duchowego następcy.

To, że gierka ma z wspomnianym tytułem wiele wspólnego, pomijając mroczny klimat, to zwyczajnie widać i czuć. Asylum to przygodówka w klimacie grozy, której sterowanie żywcem wyjęto z poprzedniego projektu tegoż twórcy, a które nawiązuje do gier sprzed dwudziestu, albo i więcej lat.

W jej przypadku nie możemy liczyć na swobodne poruszanie się po lokacjach, a jedynie na wędrowanie po z góry ustalonych trasach, w z góry ustalonym kierunku. Wskazuje go widoczna na ekranie dłoń. Równie ograniczony jest w opisywanej przeze mnie grze interfejs, który momentami bywa irytujący, szczególnie jeśli mówimy o przedmiotach w niestety niewidocznym ekwipunku.

Rzecz, którą w danym momencie zabierzemy nie jesteśmy w stanie obejrzeć, ani jakoś ze sobą połączyć. Ekwipunek, a raczej kieszeń protagonisty jest mocno ograniczona, a wyciąganie przedmiotów problematyczne. Aby dogrzebać się do jakiejś rzeczy, na szczęście nie dźwigamy ich za wiele, musimy najpierw kliknąć przyciskiem myszy, a następnie odszukać go za przesuwając suwak naszego gryzonia.

Słabiutko, i dość ubogo przedstawiają się także zagadki, które właściwie zamykają się w zadaniach przedmiotowych, bądź w odszukiwania kodu do szafki. Jedynym urozmaiceniem, i przy okazji pewnym wydłużeniem zabawy jest możliwość odnajdywania notatek, zapisków, części dzienników. Czynności te, nie we wszystkich momentach są konieczne dla ukończenia owej gierki, choć niektóre z nich, posłużą nam w sposób dosłowny do popchnięcia fabuły do przodu. 

Choć większość zadań jest raczej logiczna, i łatwa, bywają takie, które mają na celu, moim skromnym zdaniem, zapychanie tylko rozgrywkowego czasu. Takim jest choćby znalezienie odpowiedniej płyty, i odpowiedniego utworu, który ma uspokoić agresywnego pacjenta, i pozwolić nam przejść do dalszej części szpitala. Niby wiemy co robić, ale które czterech nagrań i na której płycie należy na gramofonie włączyć, nikt nam nie wspomina, nikt nie podpowiada. Przez to testujemy melodie po melodii i płytę po płycie, wędrując w te i z powrotem, aż znajdziemy ten właściwy utwór. Niestety w moim przypadku był to ostatni na trzeciej płycie, co sprawiło, że wpadłam już poważnie w irytację. 

Trzeba też zaznaczyć, że autorzy tegoż projektu zdecydowali się na pewną nieliniowość w zagadkach. Otóż każda gra ma zupełnie inne rozwiązanie, inne kody, inną płytę z nagraniem i tym podobne. Miejsce to na uwadze, sięgając na przykład po pomoc do poradnika. 

Gra na którą czekaliśmy wieki, a która obiecywała nam tak wiele, ale......

Asylum jest tytułem na który fani przygodówek, ale nie tylko, czekali przez piętnaście lat, a projekt ten bardzo długo trzymany był w wielkiej tajemnicy. Gdy już wiedzieliśmy, że gra powstaje, a w sieci pojawiały się pierwsze o niej informacje, a także materiały filmowe, obiecywaliśmy sobie po tym projekcie bardzo dużo.

Sporo obiecywał także sam Agustín Cordes, wspominając gęstą atmosferę, intrygującą fabułę, wymagające wyzwania umysłowe, które nagradzają spostrzegawczość. Wspominano także, że przeciętna długość rozgrywki, bez zagłębiania się w sekrety to około 10 godzin. 

Muszę z przykrością napisać, że żadna z tych obietnic nie została do końca spełniona. Klimat gry, którą można przejść w zaledwie 3,5 godziny, a nawet nieco mniej, utrzymany został do mniej więcej jej połowy. Fabuła nie powaliła mnie na kolana, a finalnie trochę wkurzyła. Zagadki niestety nie stanowiły dla mnie żadnego wyzwania, bo gierka jest zwyczajnie bardzo prosta, albo zwyczajnie ja jestem już na nią za stara, i nie jest to tytuł dla mnie. 

Ścieżka dźwiękowa, dubbing i muzyka, czyli najmocniejsza strona gry 

Jedyne z czego deweloperzy się wywiązali to naprawdę klimatyczna ścieżka dźwiękowa. Choć sporo jest w grze momentów względnej ciszy, bo opisy miejsc i przedmiotów dawkowane są graczom bez głosu protagonisty, to jakość dźwięków kompensuje klimatyczna muzyka, dla której inspiracją stały się horrory z lat 80-tych i styl Johna Carpentera.

Dźwięki muzyki, która faktycznie podkręca klimacik, plus to co słyszymy z otoczenia sprawiają, że można poczuć ciarki na plecach. Choć gra nie jest straszna, i nie przeraża gracza w sposób dosłowny, atmosfera budowana przez dźwięk jest tu godna polecenia.

Równie dobrze wypada pełna angielska wersja, która po zmianie głosu głównego protagonisty, po wymianie aktora, co spowodowało tygodniowe gry opóźnienie, wypada zdecydowanie dobrze. Wprawdzie nie mam pojęcia jak brzmiał przed zmianą głos naszego bohatera, ale finalnie twórcy mogą być z niego, jak i z innych postaci, zadowoleni. 

Gra posiada na szczęście polską kinową lokalizację językową, w formie napisów, co sprawia, że w tytuł zagra więcej osób. Polska wersja nie jest najgorsza. Pojawiają się wprawdzie drobne błędy, a część notatek, czy książek nie została przetłumaczona, ale całościowo najgorzej nie jest. 

Asylum - podsumowanie recenzji. Zdecydowanie nie tak to miało wyglądać

Przyznam się, że zupełnie nie rozumiem wysokich ocen tej gry, i mnóstwa pochwał pod jej adresem. Nie rozumiem, bo mam zupełnie inne odczucia. Uważam, że przygodówka, która tworzona była przez mnóstwo lat, bo aż piętnaście, powinna być dopieszczonym arcydziełem, pozbawionym wad i niedoróbek, a jej fabuła powinna zaskakiwać, a przynajmniej dawać do myślenia.

Tymczasem dobrze zapowiadający się wątek fabularny mniej więcej w połowie nagle traci na klimacie i ważności. Coś nie poszło również z zakończeniem, które mnie niestety nie zadowoliło. Co jest też niezmiernie przykre, zupełnie nie wiem skąd twórcom  przyszło do głowy, że przeciętna rozgrywka, bez zgłębiania sekretów zajmie około 10 godzin? Hmm....nawet ja, która wlezę w każdą dziurę, przeczytam każdą notatkę i przestudiuje każdy dokument nie zdołałam w grze spędzić dłużej niż 4 godziny...., i to trochę na siłę, wypytując wszystkich niemal o wszystko, wielokrotnie, bo tak można. 

To celowe, czy przypadkowe kłamstwo? Trudno powiedzieć. Jednak zmusiło mnie do przyjrzenia się owej przygodówce w sposób bardziej krytyczny niźli bym chciała. Nie lubię bowiem robienia mnie w przysłowiowego "balona". 

Problemem jest również obniżający się poziom growego klimatu, który na początku, przyznam się, jest intrygujący, a wraz z klimatyczną muzyką, robi wrażenie. Problem w tym, że oprócz wiecznej, dojmującej ciemności, dziwnych, ale jednocześnie niepokojących odgłosów, która mają na celu nadawać grze tonu horroru, i ograniczonych ruchów, które są całkiem zgrabnym nawiązaniem do dawnych gier, i nutką nostalgii, z czasem wieczne cofanie się, po ten czy ów przedmiot, sprawiło, że atmosfera siadła, a gra stała się nużąca.

Słabo rozwiązany system obsługiwania przedmiotów, przez które należy się przekopywać kręcąc kołkiem myszy, momentami irytująca mechanika i mnóstwo błędów i bugów, to wciąż, prawie trzy tygodnie po premierze, spory problem. 

Na dodatek studio Senscape chyba nie skupiło się zbyt mocno na wersji GOG, pozbawiając graczy na tej platformie możliwości robienie z niej zrzutów z ekranu, nie dodając osiągnięć, a cenę jej obniżając dużo później niż na Steam. 

Na plus zdecydowanie muzyka, nostalgiczny powrót stylem rozgrywki do dawnych gier, całkiem dobra wersja angielska, ręczne zapisy i możliwość zagrania z polskimi napisami. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszystkie dokumenty i notatki w grze zostały przetłumaczone, a niektóre z kwestii niepotrzebnie się powtarzają. 

Asylum to niestety przeciętna przygodówka, z klimatem horroru, która miała potencjał na zdecydowanie coś więcej. Zbyt prosta, od połowy za bardzo chaotyczna, z błędami i niedoróbkami i dziwnym, mnie nie satysfakcjonującym zakończeniem. No i przede wszystkim nie tak długa, jak to nam to zapowiadano. Spodziewałam się po niej jednak czegoś więcej. 

Moja ocena 6/10. 

Serdecznie dziękuję GOG za udostępnienie gry do recenzji! 

Grałam w grę oczywiście w wersji na PC - GOG.


Zalety:

  • Mimo wszystko fabuła, szczególnie na początku;
  • Klimat, który całościowo może się podobać;
  • Gra, która staje się nostalgiczną podróżą w przeszłość;
  • Dobra angielska wersja językowa;
  • Klimatyczna ścieżka dźwiękowa i muzyka;
  • Niezbyt wygórowana cena;
  • Możliwość zagrania w języku polskim;
  • Opcja ręcznego zapisywania gry
Wady:
  • Z czasem staje się zbyt nudna;
  • Zdecydowanie za ciemna;
  • Kłamstwo dotyczące długości rozgrywki (absolutnie nie 10 godzin);
  • Zbyt prosta;
  • Błędy i bugi, wieszanie się gry i inne cuda;
  • Zakończenie, które mnie nie zadowala

Premiery gier przygodowych kwiecień 2025. Całkiem udany miesiąc

Premiery gier przygodowych kwiecień 2025. Całkiem udany miesiąc

Juz jutro przywitamy miesiąc kwiecień, czas wchodzenia w prawdziwą wiosnę, czas świąt Wielkiej Nocy, ale i czas nowości przygodowych. Kwiecień będzie dla graczy bardzo dobrym okresem, z całkiem ciekawą grową ofertą. 

Kwiecień, podobnie jak przygodowy marzec nie poskąpi miłośnikom tego gatunku ciekawych propozycji, od klasycznych przygodówek "wskaż i kliknij", po gry logiczn e i te z elementami platformowymi. Na nudę i brak gier nie powinniśmy w kwietniu narzekać, gdyż swoją premierę będą miały głośne, przez wielu z nas wyczekiwane tytuły. Jakie gry zatem debiutują w kwietniu 2024?

Warto także przeczytać:

    Premiery gier przygodowych kwiecień 2025

    Koira - premiera 1 kwietnia

    Narracyjna, pozbawiona dialogów gra przygodowa z elementami rozgrywki platformowej, która opowiada o wielkiej przyjaźni. Ratujemy w niej szczeniaczka, z którym wędrujemy przez muzyczny las, poznając mieszkające tam zwierzęta, rozwiązując pradawne zagadki. 

    Gra zadebiutuje na PC, na Steam. 


    Elroy and the Aliens - premiera 2 kwietnia

    Przygodowa gra w klasycznym, ręcznie rysowanym stylu, w rozgrywce "wskaż i kliknij", w której ruszamy w niesamowitą podróż z dwójką bohaterów. Elroy Deluna, inżynier rakietowy oraz Peggie Wolfe, miłośniczka przygód i poliglotka, dziennikarka lokalnej gazety, ruszają w międzygalaktyczną podróż, by odszukać zaginionego ojca Elroya. 

    Gra zadebiutuje na PC - Steam. 


    The Talos Principle: Reawakened - premiera 10 kwietnia

    Kolejna gra z serii przygodowych produkcji logicznych, nastawiona na łamigłówki, w której znów wkraczamy do świata zagadek i filozofii. Nowa gra wprowadza zmiany w postaci zupełnie nowej zawartości, ulepszonej rozgrywki oraz grafiki. Odkryjemy w niej historię Alexandry Drennam, przed którą pierwszy poważny test symulacyjny, ale i test istoty człowieczeństwa. 

    Premiera na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X|S.  


    Leila - premiera 17 kwietnia

    Przygodówka w rozgrywce "wskaż i kliknij", również w rysunkowym stylu, w której poznajemy tytułową bohaterkę, z która podróżujemy po kluczowych momentach w jej życiu. Gra opiera się na wędrówce po jej wspomnieniach, rozwiązywaniu łamigłówki, odkrywaniu motywacji i zagłębianiu się w jej psychikę i emocje.

    Premiera gry na Steam i GOG, na PC.


    Old skies - premiera 23 kwietnia

    Przygodowa gra "wskaż i kliknij", również w rysowanym ręcznie stylu, w której wcielamy się w agentkę czasu Fii Quinn, którym zadaniem jest podróżowanie w czasie i zapobieganie zaburzeniom czasowym, jakich dopuszczają się inni ludzie. Podczas podróży gracze przemierzać będą przeróżne miejsca, ale i różne epoki. 

    Premiera na Steam oraz GOG, na komputery PC. 


    Once Upon A Puppet - premiera 23 kwietnia

    Przygodowa gra platformowa, z łamigłówkami, w świecie teatru i marionetek, opowiadającą o przyjaźni, odkrywaniu siebie i odkupieniu. Poznajemy w niej Nieve, teatralną podręczną, wygnaną do Podsceny. Wraz z nią przejmujemy kontrolę nad sznurkami Drevem, naiwnego, ale ambitnego aktora marionetki. 

    Gra swoja premierę będzie mieć na PC, PlayStation 5, Xbox Series X|S i Nintendo Switch.


    Amerzone - The Explorer's Legacy - premiera 24 kwietnia

    Gra w rozgrywce "wskaż i kliknij", w grafice 3D, która jest nową wersją kultowego już Amerzone, gra, która przenosi gracza do świata Amerzone, w którym to stary odkrywca Valembois prosi młodego dziennikarza o naprawienie błędów z jego przeszłości. Jego zadanie jest zwrócenie jaja Białego Ptaka. 

    Gra zadebiutuje na PC - Steam i GOG, PlayStation 5 oraz Xbox Series X|S.


    Necrophosis - premiera kwiecień (dzień nie znany)

    Przygodowy surrealistyczny horror inspirowany Lovecraftem, w którym trafiamy do koszmarnego królestwa, w którym czekają na nas groteskowe formy i złowrogie wizualnie. Naszym zadaniem jest podróżowanie po tym świecie i odkrywanie jego tajemnic. Wkraczamy do świata, w którym niepodzielnie króluje śmierć, i nawet ona może umrzeć. 

    Premiera na PC - Steam.


    To już wszystkie gry przygodowe jakie swoją premierę będą miały w nadchodzącym już jutro miesiącu. Jeśli jeszcze jakaś gierka przygodowa niespodzianie zostanie zapowiedziana jeszcze na wspomniany miesiąc, oczywiście dam znać 😊Tymczasem życzę miłej zabawy!

    niedziela, 30 marca 2025

    The Stepfather Remake, nowa wersja klasyki. Z cyklu "przegapiłam premierę"

    The Stepfather Remake, nowa wersja klasyki. Z cyklu "przegapiłam premierę"

     

    Po swojej premierze jest już przygodowa gra "wskaż i kliknij" , gra rozgrywająca się w latach 20-tych ubiegłego wieku, w odnowionej wersji. Z cyklu "przegapiłam premierę" dziś przygodówka The Stepfather Remake.

    W morzu przygodówek, które pojawiają się w kolejnych miesiącach roku, trudno często wyłowić wszystkie gry adventure, który miały swoją premierę. Dlatego też jakiś czas temu na moim blogu pojawił się cykl "przegapiłam premierę". W nim pojawiła się właśnie gra The Stepfather Remake, nowa wersja przygodówki, która zasiliła marcowe premiery przygodówek, gra której stworzeniem i wydaniem zajęło się Mideas Game Studio.

    Warto również przeczytać:

    The Stepfather Remake to przygodowa gra "wskaż i kliknij", której akcja rozgrywa się w latach 20-tych ubiegłego wieku, gdzie królował jazz i gangsterzy. Wcielamy się w niej w  Aurelliota, prywatnego detektywa, które lepsze dni ma już za sobą, a dręczony długami, przyjmuje pozornie prostą sprawę, która okazuje się wcale taka nie jest. 




    Podejmuje się sprawy dotyczącej pewnej tajemniczej kobiety, sprawy, które zmienia się w niezwykle zawiłą historię z szantażem, pełnej sekretów i absurdu. Okazuje się, że tu każda rozmowa może być kluczowa, a zebrany przedmiot kluczowy.



    The Stepfather Remake to odświeżona wersja gry w 2003 roku, z ulepszoną grafiką, zremasterowaną muzyką i nowymi głosami. Gra została wykonana w ręcznie rysowanym stylu, z humorem, wieloma postaciami, z odnowionymi zagadkami i nową mechaniką. Odnowieniu uległa grafika, która jest w tej grze w wysokiej rozdzielczości. Twórcy oferują intuicyjny i nowoczesny interfejs. 


    Przygodówka miała swoją premierę na Steam, na PC 10 marca 2025 roku.

    Karta Steam 

    Dark Fall: Lost Souls - recenzja. Jest strasznie, jest i zadaniowo!

    Dark Fall: Lost Souls - recenzja. Jest strasznie, jest i zadaniowo!

    Dark Fall: Lost Souls, to mroczna gra point-and-click, trzecia odsłona serii, w której wracamy do miasteczka Dowerton, znanego graczom z pierwszej części cyklu. Oto recenzja!

    W roku 2005, w miasteczku Dowerton w niewyjaśnionych okolicznościach, zaginęła dziewczynka - Amy Haven. Śledztwem zajął się miejscowy inspektor, któremu, mimo usilnych starań i pomimo aresztowania podejrzanego nie udało się wyjaśnić zagadki zniknięcia dziewczynki. Amy, która zaginęła w dniu swoich 11 urodzin, w Noc Świętojańską, nigdy nie została odnaleziona, zaś podejrzanego trzeba było wypuścić na wolność, nie znajdując żadnych dowodów jego winy. Zwolniony z pracy i zhańbiony inspektor, po pięciu latach, wraca do niewielkiego miasteczka, by ponownie zając się sprawą i tym razem zakończyć ją sukcesem. Dworzec i Hotel okazują się już nie być takimi samymi miejscami.

    Warto przeczytać również:

    Opustoszałe, zrujnowane i nawiedzone przez duchy miasteczko, jest od tej chwili polem Twojego działania graczu i Ty podczas penetrowania okolic, wczytywania się w notatki i wycinki z gazet, będziesz musiał zmierzyć się z demonami przeszłości. Czeka Cię niełatwe zadanie, ale po kolei.

    Gra wita nas klimatyczną muzyką, dając nam poczucie, że tak będzie w całej grze. Niestety, nie jest to do końca prawda. Pewna powtarzalność dźwięków i muzyki oraz zdarzeń tworzy grę przewidywalną. Niemniej jednak, jest strasznie. Zewsząd otaczają nas szepty, trzaski, dziwne dźwięki, czasami szloch, czy histeryczny śmiech. Dodatkowo w ciemnych zaułkach, spodziewajmy się nagłego pojawienia się zjawy, co niejednokrotnie spowoduje, że serce zacznie nam bić mocniej. Ale czy nie o to chodzi w horrorach, byśmy się bali? 

    Poczucie strachu, potęgować ma zapewne grafika i w moim odczuciu, spełnia oczekiwania. Posępne lokacje zrujnowanego dworca Dowerton, walające się wszędzie kartki, butelki, porzucone przedmioty, wszechobecne plakaty przedstawiające zaginioną Amy, pozwalają nam odczuć przytłaczającą pustkę tego miejsca. Ogrom strachu możemy odczuć wstępując w progi hotelowych pokoi, w którym to mnóstwo powbijanych w ściany, pełnych krwi nożyczek. Istotną rolę w budowaniu klimatu oraz poznaniu prawdy, odgrywa światło. W wielu miejscach będziemy zmuszeni, po wcześniejszym usłyszeniu słowa  "tutaj”, użyć latarki, którą mamy w komórce, by odkryć, co jest ukryte w mroku.

    Ów cud techniki, jakim jest telefon komórkowy, używać będziemy systematycznie w całej rozgrywce. To dzięki wiadomościom tekstowych posuniemy grę do przodu. Analizując zawartą w nich treść i łącząc litery napisane wielką czcionką, wybierzemy właściwą drogę i posuniemy grę do przodu. Oprócz więc zwykłego SMS-a, przyjdzie nam odczytać ukrytą wiadomość i wyciągnąć z niej wnioski. Rzeczona komórka, będzie swoistym notatnikiem, w którym poprzez wiadomości, gromadzić będziemy informacje, ale również zapisywać grę, wczytywać ją i zmieniać opcję.

    Gra oferuje dwa poziomy trudności: „easy” i „hard”. Trudniejszy z nich, różni się czasem przeznaczonym na wykonanie danego zadania oraz szybszym zużywaniem się nożyczek, którymi posługujemy się w czasie gry. Poziom trudności zagadek nie zmienia się wraz z poziomem rozgrywki.

    Otoczenie obserwujemy oczami bohatera, jednocześnie mając możliwość obracania się o 360 stopni i patrzenia w dół oraz w górę. Patrzmy więc pod nogi, zadzierajmy głowy, bowiem wiele ważnych wskazówek, ukrytych jest między belkami na suficie lub w deskach podłogi.

    Przedmioty użyteczne zbierane są za pomocą myszki, wystarczy kliknąć, a rzecz trafia do ekwipunku. Większość rzeczy albo też artykułów z gazet, można wielokrotnie oglądać, klikając na nich PPM. O ile przedmioty zbieramy tak jak w prawie każdej przygodówce, to już używanie ich odbywa się w zupełnie inny sposób. Aby np. otworzyć pudełko, musimy wykonać takie same ruchy, jakie wykonalibyśmy w świecie rzeczywistym, czyli najpierw je złapać i odpowiednio manewrując myszką, wykonać właściwy ruch. Stanowi to pewne utrudnienie,  ale jednocześnie sprawia wrażenie rzeczywistego uczestniczenia w rozgrywce.

    Naturalność potęguje też sposób zachowania głównego bohatera, który przejawia typowo ludzkie emocje. Gdy widzi lub czuje zagrożenie, jego puls zwiększa się, serce mocnej bije, a ekran zaczyna się chwiać. Dzięki temu rozgrywka wydaje się nam bardziej wiarygodna. Inspektor, tak jak każdy z nas, odczuwa strach, lęk przed wysokością , a także zimno. Pełną paletę ludzkich zachowań, możemy też odczuć w kontakcie z duchami, podczas zadań z którymi przyjdzie się nam się zmierzyć.

    Tak jak powiedziałam wcześniej „Dark Fall: Lost Souls”, nie należy to pozycji łatwych. Wszystkie najdrobniejsze szczegóły,  każde imię, informacja, słowo, wszystko co widzimy i słyszymy jest istotne i powinno być przez nas zapamiętywane lub też zapisywane, bo prędzej, czy później informacje te, posłużą nam do popchnięcia gry do przodu. Radzę więc zaopatrzyć się w kartkę i długopis i skrzętnie notować wszystkie zasłyszane i przeczytane wiadomości.

    Niejednokrotnie, każdą lokację, trzeba bardzo skrupulatnie badać, zaglądać w każdy kąt, penetrować ciemne zaułki. Nie ma tu informacji nieistotnych. Napływają zewsząd i są punktem zaczepienia i głównym źródłem poznania prawdy. Dodatkowym utrudnieniem jest to, iż większość zagadek jest generowana losowo, dlatego też, róbmy zapisy dość często. Na szczęście twórcy, dali nam możliwość nieograniczonej ich ilości.

    By posunąć grę do przodu, przyjdzie nam składać puzzle ze stron podartej gazety, otwierać sejfy, łamać kody, a także manewrować wytrychami. W międzyczasie pobawimy się w medium, na seansie spirytystycznym i po wywołaniu ducha Amy, będziemy musieli się z nią pobawić, by móc otrzymać część magicznego amuletu. Oprócz tego, zaoferujemy pomoc kilku uwięzionym między światami duchom, by w końcu mogły zaznać spokoju, niejednokrotnie z tego powodu, przenosząc się w czasie.

    Pozycję wzbogacono o kilka zadań zręcznościowych i czasowych. Na szczęście te nie są zbyt skomplikowane i nie kończą się śmiercią bohatera. Przez kilkanaście godzin będziemy się, My gracze, mierzyć z własnym intelektem i ze strachem, a czas na tym spędzony,  na pewno nie uznamy za stracony.

    Podsumowując, z uwagi na jej długość, ilość i różnorodność zagadek oraz klimat mogę z czystym sercem podarować temu dziełu w miarę wysoką ocenę i polecić go wszystkim lubiącym taki rodzaj gier przygodowych. Grajcie, by odkryć, co ukrywa się w ciemności.

    Moja ocena 8/10.

    Zalety:

    • Fabuła, która wciąga i niesie mrok;
    • Różnorodność zagadek;
    • Klimat, który potrafi nastraszyć;
    • Przyzwoita długość gry;
    • Nieograniczona możliwość zapisywania;
    • Polska wersja językowa

    Wady:

    • Zbytnia przewidywalność
    • Czasówki i elementy zręcznościowe (na szczęście niezbyt trudne)


    sobota, 29 marca 2025

    Seria Niefortunnych Zdarzeń – recenzja pierwszego sezonu serialu Netflix

    Seria Niefortunnych Zdarzeń – recenzja pierwszego sezonu serialu Netflix

    Zapraszam serdecznie do przeczytania recenzji pierwszego sezonu serialu Seria Niefortunnych Zdarzeń. Miłej lektury! 

    Seria Niefortunnych Zdarzeń, to składająca się z 13 tomów, tragikomiczna opowieść o trójce osieroconego rodzeństwa, autorstwa Daniela Handlera, znanego bardziej jako Lemony Snicket. Ten cykl książek przeznaczonych dla młodzieży, swoją niecodzienną formą, w której autor sprytnie połączył dramat z komedią i czarny humor z abstrakcją, szybko zyskał sobie spore grono czytelników. Wśród nich (choć z wieku nastoletniego wyrosłam już dawno), znalazłam się i ja. Chłonęłam po kolei tom za tomem, zaciekawiona tym, jaki finał będą miały pokręcone i jakże dramatyczne losy dzieciaków Baudelaire.

    Warto przeczytać również:

    Z zaciekawieniem, choć nie pozbawiona obaw, obejrzałam film Lemony Snicket: Seria Niefortunnych Zdarzeń (2004) z brawurową rolą Jima Carrey’a. Niestety reżyserowi, którym był Brad Silberling nie udało się oddać niesamowitego klimatu książki, traktując temat nieco po macoszemu. Miałam więc nadzieję, że zadaniu sprosta serial Netflixa, a czy się zawiodłam czy nie, spróbuję Wam przekazać w krótkiej recenzji Serii Niefortunnych Zdarzeń od wspomnianego Netflixa, który swoją premierę miał 13 stycznia, a był to piątek.

    Bohaterami zarówno książki, jak i serialu jest rzecz jasna wyżej wspomniane rodzeństwo Baudelaire, których sielskie dzieciństwo u boku wspaniałych rodziców zmienia się gwałtownie pewnego mglistego dnia. Na plażę, na której właśnie wypoczywają, przybywa rodzinny bankier i opiekun finansowy pan Poe, który ogłasza im, że ogień strawił ich domostwo i zabrał ze sobą  rodziców. Pocieszeniem według urzędnika bankowego ma być majątek, który rodziciele im pozostawili, zaś opiekunem nieletnich dzieciaków, zostać ma niejaki Hrabia Olaf, o którym sieroty Baudelaire nigdy nie słyszały. Szybko okazuje się, że wspomniany Olaf, to osobnik czyhający jedynie na fortunę dzieci, człowiek bezwzględny i pozbawiony skrupułów. Ten mierny aktor wraz z grupą podległej mu, równie nędznej trupy aktorskiej, od chwili przybycia dzieciaków do jego obskurnej, zaniedbanej nory, zwanej domem, nie zawaha się użyć siły i wszelakich niecnych czynów, by położyć łapy na majątku tych wyjątkowych sierot.

    Nie bez przyczyny napisałam o wyjątkowości tej trójki spadkobierców fortuny Baudelaire, bowiem każde z nich posiada odmienną, acz niecodzienną umiejętność, a nawet talent. Najstarsza z sierot, czternastoletnia Wioletka, w tej roli Malina Weissman, to nastolatka posiadająca umiejętność konstruowania czegoś z niczego. Gdy tylko wpadnie na pomysł, związuje włosy cienką wstążką i zabiera się do pracy. Średni z rodziny Baudelaire, to chłopak, dwunastolatek o imieniu Klaus – Louis Hynes, którego pasją jest czytanie książek o wszelakiej tematyce. Znajduje w nich wszystko, co jest mu do życia potrzebne, by następnie wiedzę tę świetnie wykorzystać. Najmłodszy dzieciak, to niemowlę, urocza dziewczynka o wdzięcznym imieniu Słoneczko, w tej roli Presley Smith, która czerpie przyjemność z gryzienia wyjątkowo twardych przedmiotów. Jak się zapewne domyślacie, sieroty będą musiały wykorzystać swoje unikatowe umiejętności, bowiem życie rzucać będzie im pod nogi kłody tak olbrzymie, że aż trudne do pokonania.

    Seria Niefortunnych Zdarzeń, to opowieść przeznaczona dla młodszych odbiorców, ale zarazem historia, która nie rozwesela, ale zasmuca, czasami straszy, potrafi zachęcić do zadumy nad życiem, a czasami nawet potrafi rozbawić. Klimat tej niepowtarzalnej, niezwykle wciągającej książki udało się przenieść na ekran w serialowym odpowiedniku, nie tylko z powodu dość wiernego odtworzenia wydarzeń zawartych w powieści, ale i przez narratora w osobie samego Lemony Snicketa, w którego wcielił się Patrick Warburton. Autor nie tylko buduje odpowiednią, mroczną, melancholijną i tragikomiczną atmosferę, ale i wyjaśnia trudne słowa, w które jego dzieło obfituje, a których rzecz jasna nie brakuje także w serialu.

    Osobliwy klimat idealnie zbudowało także to co widzimy na ekranie naszego telewizora, czy też monitora, w zależności gdzie przyszło nam oglądać. Mroczny, rozwalający się dom hrabiego Olafa, niesamowita posiadłość wujcia, zbieracza rzadkich gadów, dom niezwykle bojaźliwej ciotki czy wiele innych miejsc, wpasowują się w scenariusz na tyle, by podkręcać wrażenia z odbioru owej produkcji, tak jakby chciał to sam autor książki, który, należy to nadmienić, brał czynny udział w powstaniu serialu. Pracę włożoną w tę adaptację widać także w niezwykle dokładnych i doskonale dobranych dekoracjach, kostiumach i całej dodatkowej otoczce. Efekt jest naprawdę powalający i zapierający dech w ustach. 

    Tragizm sytuacji sierot Baudelaire podkreśla nie tylko fabuła, warstwa wizualna, ale przede wszystkim doskonała praca aktorska, osób wcielających się w niezwykle charakterystyczne, czasami absurdalne i groteskowe postaci, z którymi zetniemy się zarówno w książce, jak i w serialu Netflixa. W życiu bywa z reguły tak, że to dorośli są autorytetami, posiadającymi bardziej lotny umysł, większe doświadczenie i spryt. W Serii Niefortunnych Zdarzeń jest zgoła inaczej. Tu prym wiodą dzieci. Urocza, niezwykle inteligentna, pomysłowa Wioletka, rozsądny i oczytany Klaus i nie mówiące jeszcze, ale potrafiące wyciągać trafne wnioski Słoneczko. Cała reszta otaczających je osób, to ludzie którzy są zaprzeczeniem zdroworozsądkowego myślenia. Mamy bankiera, Pana Poe, w tej roli K. Todd Freeman, którego celem jest osiągnięcie awansu w pracy, a który niezrozumiały dla nas i dla dzieciaków, nie potrafi dostrzec zagrożeń czyhających na Baudelaire’ów.  Mamy głównego sprawcę nieszczęść sierot, Hrabiego Olafa, w którego wcielił się Neil Patrick Harris, a zrobił to muszę przyznać doskonale. Aktor oddał wszystko to, co książkowa postać zawierać powinna. Jest jednocześnie „zabójczo przystojny” (morderstwo nie jest dla niego niczym niezwykłym), jednocześnie inteligentny jak i głupi, nieco naiwny i bezpardonowy, ale przede wszystkim niebezpieczny.

    Serialowa Seria Niefortunnych Zdarzeń to wszystko to, co amatorzy książki już znają, ale i zupełnie nowy i wzbogacający film wątek. Twórcy zdecydowali się wprowadzić do fabuły nowe postaci i podkręcić nieco scenariusz, tym sposobem jeszcze bardziej gmatwając już i tak pokręconą historię. Netflixowa Seria Niefortunnych Zdarzeń, to opowieść, w której mieszają się wątki i gatunki filmowe, dlatego nie sposób się tu nudzić. Zaciekawić może fanów dramatu, czarnej komedii, filmów z gatunku absurdu a nawet pewnej bajkowości.

    Oglądając serial, miałam niezwykłą i nieodpartą ochotę po raz kolejny sięgnąć po książki Lemony Snicketa. Myślę, że cel ten przyświecał właśnie twórcom serialu i samemu autorowi. W czasach, gdy czytanie książek stało się czymś zupełnie drugorzędnym, manewr ten jest postępkiem udanym. Seria Niefortunnych Zdarzeń Netflixa, to serial, który wchłania się odcinek za odcinkiem tak szybko, że po obejrzeniu ostatniego odcinka pierwszego sezonu pojawia się żal, że już się skończyła i rodzi się optymistyczna myśl, że przyjdzie czas na kolejny i być może zakończenie tej niewiarygodnej i smutnej historii.

    Moja ocena 8/10.

    Serial w trzech sezonach można obejrzeć na Netflix.



    1 Heart - recenzja. Ciekawa fabuła, różnorodne zagadki, ciekawa grafika, ale.....

    1 Heart - recenzja. Ciekawa fabuła, różnorodne zagadki, ciekawa grafika, ale.....

    Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji przygodowej gry w klimacie grozy, stworzonej przez polskie studio. Oto recenzja 1 Heart. 

    Książki, filmy oraz gry, w których króluje atmosfera grozy, to jest to co lubię, cenię i co mnie zwyczajnie pociąga. Nikogo więc, kto choć trochę mnie zna, a Tych, którzy nie znają informuje, nie zdziwi fakt, że gdy trafiła do mnie gra w takim klimacie, chętnie przygarnęłam ją pod „swoje skrzydła” i z ochotą w nią zagrałam. Instalując ją, przypomniałam sobie jak wiele lat temu zewsząd dochodziły mnie słuchy o rychłym końcu gier z gatunku przygodowych. Twierdzono z przekonaniem, że takowy gatunek wymrze śmiercią naturalną i nic tego nie zmieni. A jednak te pesymistyczne prognozy się nie spełniły. Do grona komercyjnych, uznanych już producentów gier, dołączyli  niezależni twórcy, oferując miłośnikowi gatunku szeroki wachlarz gier adventure. Wiele uznanych wydawnictw zaoferowało pomoc takim autorom i zajęło się promocją i wydaniem tych produkcji.

    Warto przeczytać także:

     „1 Heart”, bo tą pozycję mam na myśli zainteresowało się w Polsce studio IQ Publishing, które wydało grę w pudełku, w nowej dla nich serii „Made in Poland”. „1 Serce” jest dziełem polskiego, niezależnego studia Chicken in the Corn i jest klasyczną przygodówką point&click, w której sterujemy poczynaniami bohaterów, a w tym wypadku jednej bohaterki, za pomocą  jednego przycisku myszy. Panowie Piotr Siatkowski i Paweł Słabiak umieścili swoją przygodówkę z elementami grozy na polskim odpowiedniku Kickstartera, zwanym „wspieram to”. O jakości i zainteresowaniu owej produkcji mogło świadczyć to, że autorom udało się uzbierać pożądaną kwotę, potrzebną do wyprodukowania gry, która tak jak już wcześniej nadmieniłam jest pozycją klasyczną, obsługiwaną tylko za pomocą jednego kliknięcia myszki. 

    Historia zaczyna się w pewnym domu, w którym mieszkają dwie siostry i ich nieodpowiedzialni rodzice. Pewnego dnia rodziciele postanawiają  wybrać się  na wakacje, na kilka dni, pozostawiając swoje dziewczynki zupełnie bez opieki. Niestety popełniają jeszcze jeden rażący błąd. Zapominają poinformować córki, by nie otwierały drzwi nikomu obcemu i odjeżdżają. Na efekty takowego zaniedbania nie trzeba długo czekać. Gdy tylko samochód mamy i taty znika za zakrętem, do drzwi dziewczynek ktoś puka. Nieświadome zagrożenia dzieci, otwierają i odnajdują na progu domu paczkę, a w niej zabawkę, którą oczywiście zaczynają się bawić. Zabawa trwa w najlepsze i wszystko idzie dobrze, do czasu, gdy siostrzyczki nie zaczynają się kłócić. Uderzają zabawkami, tym sposobem rozbijając kask robota i wypuszczając na zewnątrz gaz usypiający. Ten robi swoje i jedna z sióstr umiera, a druga wkracza w świat zawieszony między jawą i snem, starając się odszukać i uratować siostrzyczkę.

    Już samo wprowadzenie do gry i początkowy zarys fabuły, wprowadziły mnie w nastrój przygnębienia, pozwalając wczuć się w to, co odczuwała bohaterka gry. Ciężki, depresyjny i groźny klimat udało się twórcom osiągnąć nie tylko poprzez sam tok wydarzeń, które śledzimy podczas rozgrywki, ale i przez rewelacyjną grafikę. Nie mamy tu spektakularnych efektów wizualnych pokazujących możliwości nowych silników graficznych, ale za to zaoferowano graczowi ręcznie rysowane lokacje z bardzo ciekawie wyglądającymi animacjami. Przerywniki filmowe tylko pozornie są stateczne. To, że wykonane są jakby niedbale, szybkimi machnięciami ołówka na papierze, lekko zamazane, a czasami mało czytelne, sprawiają wrażenie ruchu i tego zawieszenia między tym co rzeczywiste, a co nie. Każdy szczegół, każde miejsce, przedmiot, wszystko nawiązuje klimatem do horrorów, napawając lękiem, zgodnie z przesłaniem owej produkcji.

    Aby ułatwić obsługę gry, która i tak jest bardzo uproszczona zaczynamy samouczkiem, w którym informowani jesteśmy co i jak oraz gdzie możemy użyć. Klimatycznie i zarazem ciekawie prezentuje się ekwipunek. Znajdziemy go z boku, z lewej strony i przypomina on próbówkę z dość sporych rozmiarów bijącym sercem. Ten niezbędny ludziom organ w tym przypadku służy jako podpowiedź. Kliknięcie na serduszko, spowoduje podświetlenie aktywnego miejsca, a także słowne określenie tego, co musimy teraz wykonać. Ten niekonwencjonalny hot-spot jest niestety ograniczony. Na szczęście i pewnie też dla urozmaicenia rozgrywki, autorzy poukrywali w grze przedmioty, które odnalezione, po poprzednim ich rozbiciu dadzą dodatkową podpowiedź. Dodatkowo w całej przygodzie ukrytych jest osiemnaście serduszek, których odnalezienie nie jest konieczne do zakończenia rozgrywki, ale nieco ją wydłuża i zachęca do wielokrotnego jej przejścia, bowiem odszukanie ich, wcale nie jest takie łatwe. 

    Serce jest w grze motywem przewodnim i przewija się w różnych elementach rozgrywki, także w dźwiękach, które nas otaczają. Musimy się przyzwyczaić do tego, że towarzyszyć nam będzie ciągłe bicie serca, którego czasami miarowy, a czasami przyspieszony rytm będziemy słyszeć.  Zewsząd otaczają nas odgłosy. Udźwiękowienie to wyraźnie mocny element gry. Podczas zabawy do naszych uszów dochodzić będą szmery, trzaski, pohukiwania sowy, wycie wilków, czasami dziwny chichot i płacz dziecka. 

    W 1 Heart zagramy w języku polskim, w pełnej lokalizacji z ojczystym dubbingiem. Głos aktora, który wciela się w rolę narratora, słyszymy głównie w animacjach odsłaniających kolejne fragmenty fabularnej układanki. Sposób czytania tekstów, intonacja głosu i emocje, które poszczególnym wydarzeniom powinny towarzyszyć przedstawiają się bardzo przeciętnie, a czasami nawet na poziomie oceny miernej. Gdyby aktor włożył w odgrywaną przez siebie postać nieco więcej zaangażowania emocjonalnego, to wersja polska potęgowałaby nastrój grozy, a tak nieco go spłaszcza i umniejsza.

    Klasyczna przygodówka, to i klasyczny inwentarz oraz obowiązkowa mapa. I owszem, schemat gry jest i to bardzo ciekawy. Przedstawiony jako  kartka papieru, z ołówkiem, w którym podczas wędrówki po dostępnych lokacjach, a jest ich kilkadziesiąt, dorysowywane są kolejne miejsca. Wszystko utrzymane jest w czarno-białym kolorze. Gdy klikniemy na daną część mapy, szybko przeniesiemy się we wskazane miejsce. Jest to w tym wypadku bardzo przydatne, bowiem często w grze musimy się cofać, czasami wracając po dany przedmiot, który możemy wcześniej obejrzeć, ale nie możemy zabrać. Rzeczy i aktywne miejsca w grze, nie są nazwane, co nie jest dobre. Klikajmy więc czerwonym kursorem myszki na wszystkie przedmioty, bo nigdy nie wiadomo, który z nich trafi do naszego inwentarza. Tu zaś każdy przedmiot możemy obejrzeć, każdy zostanie odpowiednio i wyczerpująco nazwany. 

    W obsłudze gry pomogą nam oczywiście odpowiednio wyglądające ikony. Ilość ich jest w grze uproszczona. Mamy zatem symbol "oka", który przybliża obraz danego miejsca pozwalając się bliżej przyjrzeć jakiemuś przedmiotowi. Nieznana dla nas rzecz, czy też miejsce określane jest znakiem zapytania, co dodatkowo buduje nastrój niepewności i pewną dozę grozy. 

    Nie myślcie jednak, że będziemy się jedynie i wyłącznie bać. Oprócz odkrywania i składania w całość kolejnych elementów fabuły, będziemy także robić to, co każdy gracz przygodówkowy najbardziej sobie ceni, czyli rozwiązywać zagadki, przeplatane mini-grami i szukankami rodem z gier hidden-object. Muszę przyznać, że ilość i jakoś zagadek zasługuję na uznanie. Niejedna komercyjna gra znanego studia nie posiada takiej ilości zadań jakie uświadczyłam w tej produkcji. Mamy więc puzzle, przesuwanki, bardzo ciekawą mini grę z zasłanianiem lampek, powtarzanie dźwięków, otwieranie zamków poprzez wprowadzanie odpowiednich szyfrów, powtarzanie sekwencji dźwiękowych i wiele innych. W skład tej sporej ilości zadań, wchodzą także zagadki przedmiotowe, w których oprócz zbierania i odpowiedniego używania zebranych rzeczy, niejednokrotnie najpierw będziemy je musieli sobie stworzyć, odpowiednio połączyć, czy też jak w przypadku mikstur,  wymieszać. 

    Jest tylko jedno małe ale….. jeśli chodzi o zagadki. Skoro jest ich dużo i sporo z nich wymaga od nas myślenie, kombinowania, a także użycia kartki i długopisu, to fajnie by było, gdyby gracz miał możliwość zapisywania gry w dowolnym momencie. Niestety takiej możliwości w tej produkcji nie minus, obniżający zawsze końcową ocenę przygodówki. Mam w zwyczaju częste zapisywanie rozgrywki i lubię czasami wrócić do poprzedniej lokacji, czy też wcześniejszej mamy, bowiem znajduje się tutaj tylko jeden zapis, a grę kontynuujemy od momentu jej zamknięcia. Dla mnie to spory zagadki, a w wypadku „1Heart” tej przyjemności mnie pozbawiono.

    Nie mniej jednak z całą stanowczością mogę napisać, że recenzowana przeze mnie pozycja jest godna uwagi, wciągająca, posiada klimat jaki oczekiwałam, mnóstwo świetnych zagadek i grafikę, jaka w przypadku tej gry sprawdza się doskonale. Świetny tytuł, dobrze opowiedziana historia, która przyciąga do monitora i nie pozwala od niego odejść. Szkoda tylko, że polska jej wersja jest tak słaba.

    Moja ocena 7/10.


     

    Zalety:

    • Fabuła, która potrafi zaciekawić;
    • Klimat gry, który przyciąga mrokiem;
    • Duża ilość różnorodnych zagadek;
    • Grafika;
    • Możliwość zagrania w języku polskim

    Wady:

    • Brak możliwości zapisu gry w dowolnym miejscu;
    • Mdły głos narratora;
    • Drobne błędy w tłumaczeniu

    piątek, 28 marca 2025

    Rzeka odchodzących dusz, serialowa nowość na Max

    Rzeka odchodzących dusz, serialowa nowość na Max

     


    Platforma Max udostępniła właśnie kolejną serialową nowość. Tym razem jest nią dramat w konwencji thrillera, z wątkami kryminalnymi, z Amandą Seyfried w roli głównej. Serial Rzeka odchodzących dusz w całym sezonie dostępny na Max. 

    Max ogłosił, iż w maju na swojej platformie rozpocznie emisję amerykańskiego serialu Duster, produkcji z gwiazdą Zaginionych. Ale oprócz zapowiadanych nowości, także rodzimych, jak choćby Piekło kobiet i dostępny właśnie w drugim odcinku serial Porządny człowiek, serwis wrzuca równie seriale dostępne na platformie w całości, na które warto zwrócić uwagę. Takim tytułem jest Rzeka odchodzących dusz z Amandą Seyfried, w roli filadelfijskiej policjantki. 

    Warto przeczytać również:

    Bohaterką serialu Rzeka odchodzących dusz jest Mickey, młoda policjantka, której zadaniem jest patrolowanie jednej z dzielnic Filadelfii, miejsca mocno dotkniętego kryzysem opioidowym. Wkrótce dzielnicą wstrząsa seria morderstw kobiet, a Mickey zdaje sobie sprawę, że jej osobiste życie, i osobiste wydarzenia w jej życiu są związane z ta sprawą.

    Rzeka odchodzących dusz to produkcja Peacock, dramat utrzymany w konwencji thrillera, którego reżyserami są Hagar Ben-Asher, Gwyneth Horder-Payton, Mona Fastvold, Meera Menon oraz Nikki Toscano.

    W obsadzie: Amanda Seyfried jako Mickey, Nicholas Pinnock jako Truman Dawes, Ashleigh Cummings jako Kacey, Callum Vinson jako Thomas Fitzpatrick, John Doman jako Gee, Dash Mihok jako Eddie, Patch Darragh, Britne Oldford i Rivera Reese.

    Serial w całości, w ośmiu odcinkach można oglądać na Max. 

    Agatha Christie: the ABC Murders - recenzja. Dobra zabawa mimo prostej rozgrywki

    Agatha Christie: the ABC Murders - recenzja. Dobra zabawa mimo prostej rozgrywki

    Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji klasycznej, detektywistycznej przygodówki inspirowanej twórczością Agathy Christie. Oto co myślę o Agatha Christie: the ABC Murders. 

    Agatha Christie, to nazwisko znane nie tylko miłośnikom literatury kryminalnej, ale śmiem twierdzić także  sporej większości ludzi na całym świecie. Ta niezwykle płodna literacko pisarka, stworzyła w swym życiu wiele doskonałych, czasami zaskakujących kryminałów, choć pod pseudonimem Mary Westmacott, wydała także kilka powieści obyczajowych, cieszących się sporym zainteresowaniem wśród czytelników. 

    Warto przeczytać także:

    W jej powieściach kryminalnych pojawiali się bardzo charakterystyczni detektywi. Jednym z nim jest Herkules Poirot, osobnik pewny siebie, zadufany i nieco ekscentryczny. Poczynaniami owego jegomościa pokierujemy w kolejnej grze przygodowej, opartej na książce Pani Christie, zatytułowanej:  Agatha Christie: ABC Murders. Ta przygodówka jest czwartą z serii gier opartej na twórczości Agathy. Tym razem pozycja została wydana przez francuskie studio Microids, w wersji na komputery, ale i na konsole. 

    Nasz protagonista, otrzymuje pewnego dnia list od przyszłego, potencjalnego zbrodniarza, który oświadcza, że 21 dnia tego miesiąca dokona pierwszej zbrodni, rzucając Herkulesowi swoiste wyzwanie. Swoją złowieszczą wiadomość podpisuje skrótem ABC, twierdząc że będzie mordował w porządku alfabetycznym. Wkrótce groźba zostaje przez zbrodniarza wypełniona, pojawia się pierwsze ciało i kolejne. Detektywowi nie pozostaje nic innego jak zająć się sprawą, złapać mordercę i tym samym zakończyć serie morderstw.

    Zadaniem gracza jest oczywiście zajęcie się tą sprawą i przejęcie kontroli nad detektywem, mierząc się z przeróżnymi zagadkami, przemierzając kilka miasteczek Anglii, prowadząc dochodzenie, czyli rozmawiając ze świadkami i  podejrzanymi, a także badając ślady, odkrywając wskazówki i poszlaki.

    Fabuła gry jest,  jak twierdzi większość graczy, wiernym odtworzeniem książki, dlatego bardzo się cieszę, że jej jeszcze nie czytałam, bo moja ciekawość  jej odkrywania sprawiała mi większą przyjemność. A trzeba przyznać, że jest wciągająca, choć twórcy niestety nie uniknęli kilku pomniejszych błędów, które w moim odczuciu nie wpłynęły na mniej pozytywną ocenę tej pozycji.

    Agatha Christie: ABC Murders jest klasyczną przygodówką z tradycyjnym interfejsem point-and-click. Pierwszą rzeczą, która rzuca się po jej włączeniu  i przejściu kawałka, jest to, że swoim wykonaniem, a przynajmniej pewnymi szczegółami jest bardzo zbliżona do jednej z ostatnich gier Frogwares ze sławnym detektywem w roli głównej. Podobnie jak w Zbrodni i Karze, tak i tu dokonujemy analizy postaci przybliżając sylwetkę postaci i odczytując jej stan emocjonalny. Na ekranie pojawia się wtedy błyszczący okręg, który po najechaniu na odpowiednie miejsce, zmienia kolor na zielony i gracz odczytuje kwestię wypowiadaną przez Poirota. Nawiązanie do przygodówki ukraińskiego studia, dostrzec można także w oknie dedukcji, w którym to Poirot po wyciągnięciu odpowiednich wniosków i przesłuchaniu świadków dokonuje podsumowania swojego śledztwa. Oprócz tego pojawiają się także dialogi, niezbędne w grach przygodowych, a w szczególności detektywistycznych, jaką niewątpliwie jest ABC Murders. W grze dostępne jest kilka wersji dialogowych, dając graczom możliwość  jej przejścia w różny sposób, choć w gruncie rzeczy, finalnie prowadzą one do jedynej i słusznej odpowiedzi.

    Na gracza czekają także liczne zagadki o przeróżnym stopniu trudności, takie jak układanki, puzzle, otwieranie i odszyfrowanie wszelakich zamków i szyfrów oraz składanie i rozkładanie przedmiotów. W tym celu musimy dokonać zbliżenie rzeczy, klikając na nią w odpowiedni sposób, obrócić ją, czy też przesunąć. Każdy element można, a nawet powinno się obejrzeć z różnych stron, bowiem kwestia wypowiadana przez detektywa kończy zadanie i niejednokrotnie dodaje do naszej kolekcji odpowiednią liczbę punktów. Punkty "ego", bo tak one zostały przez twórców nazwane, dodawane są nie tylko za poprawne wykonanie zadania, ale także za odpowiednio przeprowadzony dialog i zachowanie godne Herkulesa Poirota. 

    Wiedząc, że człowiek ten ma niezwykle wysokie o sobie mniemanie i szczególnie ukochał swój podkręcany wąsik, pamiętajmy o spoglądaniu w lustra. Stojąc przed zwierciadłem, Herkules podkręca wąsisko, a do naszej kolekcji punktowej wpada kilka z nich. Wszystkie kliknięcia na lustra, owocują odpowiednim trofeum. Osiągnięć do zdobycia w grze jest aż pięćdziesiąt i żeby je wszystkie zebrać, trzeba grę przejść kilkukrotnie, zważywszy, że część z nich się wzajemnie wyklucza. Mamy bowiem trofea, które przyznawane są za błędy, które podczas śledztwa popełni Poirot, ale one odejmują nam punkty, a raczej powodują, że ich nie otrzymamy, co uniemożliwia przybliżenie się do 600 punktów, które mamy do zdobycia podczas rozgrywki.

    Interfejs gry jest dość prosty i nieskomplikowany. Na ekranie z prawej strony znajdują się trzy ikony. Pierwsza z nich, z wykrzyknikiem skrywa zadanie, które w kolejnych rozdziałach, a jest ich cztery, mamy do wykonania. Czynności, które już zrobiliśmy zostają przekreślone i odznaczone. Jednego grze zarzucić z pewnością nie można, tego, że jest trudna i że z takiej, czy innej przyczyny w niej utkniemy. Otóż tak się  nie stanie, zapewniam was. Gra jest bardzo, prosta, gdyż na każdym kroku prowadzi nas za rączkę. 

    Na górze, podczas zabawy pojawiają się polecenia sugerujące co teraz musimy zrobić. Dotyczą one wszystkiego, nawet takiej prostej czynności jak odebrania telefonu, który właśnie dzwoni. Niestety ta tendencja upraszczania przygodówek staje się już powszechna. Ma to swoje plusy i minusy, zresztą jak wszystko. Plusem jest oczywiście to, że poprzez swoją prostotę Agatha Christie: ABC Murders można śmiało polecić nawet początkującym graczom. Pomogą nie tylko naprowadzające na cel informację, ale i forma innej podpowiedzi. W lewym górnym rogu znajdziecie bowiem ikonę menu. Gdy w nią wejdziecie, pojawi się panel, w którym oprócz opcji gry, czyli muzyki, dialogów i odgłosów, które możemy odpowiednio regulować, znajdziemy też trzy ikony, a wśród nich informację "użyj tropu". Gdy na nią klikniemy, Poirot automatycznie wykona jakąś czynność, ułatwiając nam zadanie.

    Graficznie gra odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły nas poprzednie dzieła oparte na prozie Agathy Christie. Mamy tu do czynienia z rysunkową grafiką, która muszę przyznać bardzo mi odpowiada. Ładne tła, fajnie wykonane lokacje, przyjemne dla oka kolory, to jej atuty. Problemem tylko są bardzo podobnie wyglądające postacie. Wiele z nich rożni się jedynie kolorem włosów, czy ubraniem, bo rysy twarzy ma niemal identyczne. Na uwagę zasługuje mimika postaci, szczególnie Herkulesa Poirota. Z uśmiechem na twarzy przyjmowałam specyficzne ruchy detektywa, jego kręcenie głową, podkręcanie wąsika, czy wyprostowaną postawę. Niestety nie obeszło się bez błędów i drobnych bugów. Otóż postaci przenikają przez ściany, kręcą się w kółko, czy też przechodzą przez siebie. Spotkałam się także z kilkoma błędami językowymi, albo pomyłkami w tłumaczeniu. W pewnym momencie gry nasz protagonista mówi o zupełnie kimś innym, niż wskazywał by na to tekst, który zostaje wyświetlony. W Polsce gra została zlokalizowana w ojczystym języku - napisy.

    Kolejnym problemem, który dręczy mnie w przygodówkach jest nadpisywanie zapisów. Koszmarny pomysł, tym bardziej, że prawdziwy przygodowiec, skoro ma już w grze taką możliwość, stara się uzbierać jak największą ilość punktów, czy też trofeów. A tak, z racji braku tradycyjnych slotów na zapisy,  jest zmuszony przechodzić grę kilka razy, przynajmniej cztery, lub kombinować z wycinaniem jedynego zapisu i wklejaniem go raz po raz. Oj panowie twórcy! Nieładnie, nieładnie! Na dużego plusa, rzekłabym plusisko zasługuje angielski dubbing gry, który jest genialny. Każda postać odegrana  jest z dużym uczuciem, bardzo emocjonalnie, a tembr głosu i jego barwa,  idealnie pasują do wszystkich osób, z którymi mamy styczność podczas rozgrywki.

    Podsumowując, mimo drobnych niedociągnięć, za dużej prostoty i zbyt nachalnego prowadzenia za rączkę, grając w Agatha Christie: ABC Murders bawiłam się bardzo dobrze i pewnie bawić się będę dalej, bowiem jak do tej pory nie udało mi się uzbierać wszystkich możliwych punktów i czekają na mnie także jak do tej pory nie zdobyte trofea.

    Moja ocena 7,5/10.


    Zalety:

    • Fabuła, która potrafi wciągnąć;
    • Rysunkowa grafika, którą ja lubię w przygodówkach;
    • Postać detektywa Herkulesa Poirota i jego wąsik;
    • Różnorodne zagadki i mini gry:
    • Dobra ścieżka dźwiękowa;
    • Równie dobry angielski dubbing;
    • Dostępność polskiej wersji językowej

    Wady:

    • Błędy w tłumaczeniu i bugi;
    • Zbyt prosta;
    • Uproszczenie rozgrywki;
    • Nadpisywanie się zapisów

    KARMA: The Dark World, symulator chodzenia i horror po premierze

    KARMA: The Dark World, symulator chodzenia i horror po premierze

     

    KARMA: The Dark World, symulator chodzenia i horror w dystopijnym stylu jest już po swojej premierze na komputerach i konsoli PlayStation 5. Grę można kupić także w wersji Deluxe. Wydawca przygotował nowy, premierowy jej zwiastun.

    W dniu wczorajszym swoją premierę na PS5 oraz na Steam i GOG miała przygodowa gra określana jako mroczny horror w rozgrywce wpisującej się w symulator chodzenia. Gra stworzona przez studio POLLARD STUDIO LLC, której wydaniem zajęło się Wired Productions, Gamera Games została pokazana na premierowym zwiastunie. Jednocześnie jej wydawca ogłosił cenową zniżkę na zestaw gier, które wydał, a także na grę w wersji Deluxe

    Warto przeczytać również:

    O grze KARMA: The Dark World miałam okazję wspominać już na moim blogu, więc przypomnę tylko, że to tytuł w klimacie grozy, ale takiej, która skupiona jest na niepokojących seurrealistycznych obrazach i wspomnieniach.

    Wcielamy się w niej w Daniela McGovena, wędrownego agenta Biura Myśli Lewiatana, posiadającego technologię, dzięki której zanurza się w umysłach ludzi, którzy oskarżeni są o zbrodnie. Razem z nim przenosimy do alternatywnej wersji Niemczech Wschodnich roku 1984, twarda ręką rządzonej przez Korporację Lewiatan.

    Gra została pokazana na nowym zwiastunie, w którym znalazł się epicki nowy utwór „Dream”, napisany i wykonany przez Geng Li. Skupia się on na oszałamiających efektach wizualnych, postaciach i pełnej emocji historii, która zabiera widza przez surrealistyczne krajobrazy i porusza tematy filozofii, miłości, straty i kontroli.

    Oprócz premiery gry udostępniono także przeceny i pakiety. Jeśli kupicie grę na Steamie będziecie mogli zaoszczędzisz 10% ceny premierowej (a abonenci PsPlus na PS5 zaoszczędzą 10%). Jeśli posiadacie którąkolwiek gier publikowanych przez Wired Productions, na platformie Steam, możecie zaoszczędzić 15% na KARMIE, kupując ich pakiet lojalnościowy, aby skompletować zestaw.

    Są także dwa pakiety dostępne z Secret Mode i 11 Bit Studios, gdzie możesz kupić KARMA: The Dark World w pakiecie z Still Wakes The Deep lub grą Indika.

    Wydawca proponuje także Cyfrowy Pakiet Deluxe, który zawiera:

    • Oryginalną ścieżkę dźwiękową - 58 utworów
    • EP „Into the Mist” składający się z 5 utworów
    • 138-stronicowy Artbook
    Gra dostępna jest na PC - Steam i GOG, a także na PlayStation 5 od 27 marca 2025 roku. zagracie w nią po polsku, w formie napisów. Grą wciąż można sprawdzać w wersji demo. 




    Źródło: Informacja prasowa