Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blackwell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blackwell. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 stycznia 2026

Blackwell Unbound - recenzja. Część w której cofamy się w czasie

Blackwell Unbound - recenzja. Część w której cofamy się w czasie

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji drugiej już gry z niezwykle popularnej przygodowej serii o kobietach z rodziny Blackwell. Tym razem coś więcej o Blackwell Unbound, grze przez wielu uznawanej jako samodzielny dodatek do growego cyklu. Miłej lektury!

Kilka dni temu zamieściłam na blogu recenzję pierwszej odsłony rozpoznawalnego przez wielu, lubianego przygodowego cyklu o kobietach medium i towarzyszącym im duchu detektywa z lat trzydziestych. Po recenzji The Blackwell Legacy, z dobrą historią, ciekawymi bohaterami i drobnymi niedociągnięciami, przyszedł czas na część drugą. Blackwell Unbound jest grą równie krótką, równie treściową i podobnie tajemniczą, z tą różnicą, że nie wcielamy się w niej w Roseangelę 'Rosę' Blackwell, a w jej, nieżyjącą w pierwszej części ciotką, Lauren Blackwell, przenosząc się w lata 70-te XX wieku. 

Inne recenzje na moim blogu:

Blackwell Unbound, kolejna gra od Wadjet Eye Games swoją premierę miała dwa lata po debiucie części pierwszej pozwalając graczom ponownie poczucić klimat tego co to znaczy być medium, jak prowadzić śledztwo z duchami i jak to jest żyć wciąż w towarzystwie nieżyjącego detektywa z latch 30-tych. W kontynuacji, która przez wielu uważana jest za samodzielny dodatek do serii Blackwell, przyjdzie graczom cofnąć się w czasie, i poznać urywek z życia ciotki Rosy Blackwell.

W grze przenosimy się bowiem do Nowego Jorku roku 1973, gdzie poznajemy Lauren Blackwell, czyli ciotkę głównej protagonistki tegoż cyklu, która w pierwszej części zakończyła swoje życie po dwudziestu latach w śpiączce. Lauren mieszka w niewielkim mieszkaniu, jest nieco wycofana, często nawet sfrustrowana, a od dawna nie rozmawia z bratem. Jest oczywiście także medium, któremu na co dzień towarzyszy Joey Mallone, duch detektywa żyjącego w latach trzydziestych ubiegłego wieku. 

Pełna goryczy Lauren i jej duchowy przewodnik zaczynają swoje paranormalne śledztwo od tajemniczej śmierci na placu budowy, na Manhattanie. Choć nikt z mieszkańców nie zdaje się zwracać uwagi na tajemnicze zgony, oni wiedzą, że dzieje się coś dziwnego. Gdy pewnego dnia na ich drodze staje tajemnicza kobieta, która nazywa siebie Hrabiną, śledztwo nabiera tempa.

Wspomniałam, że Blackwell Unbound jest częścią uważaną za samodzielny dodatek, co jest zarówno prawdą, jak i pewną nieścisłością. Rozumiem stanowisko graczy sądzących, że opowieść w jakiś sposób odstaje od wszystkich pozostałych części, a razem jest ich pięć. Tylko w niej bowiem przejmujemy kontrolę nad jedną z potomkiń Rosy, nad Lauren, co może sprzyjać takiemu właśnie myśleniu. Skrawek życia ciotki, pozwalający nam zajrzeć wstecz, jest jednak okazją, jeśli spojrzeć na całość historii, do poznania postaci czarnego charakteru gry, niejakiej Hrabiny, która odegra ważną rolę w przyszłości. Jednocześnie, cofając się w przeszłość, i wchodząc w buty ciotki Rosy, możemy w jakiś sposób zrozumieć nie tylko jej psychiczny stan i wycofanie, które Rosa odczuwała, ale i poczuć zagadnienie bycia medium z nieco innej perspektywy.

Problemem, a może nie problemem, a raczej niedogodnością, rzecz jasna w moim mniemaniu, jest to, że postać Lauren, której kierowanie było dla mnie wielką przyjemnością, poznajemy jedynie zdawkowo. Mam wrażenie, że twórcy odchodząc od Roseangeli 'Rosy' Blackwell, nową, lecz w jakiś sposób znaną protagonistkę jedynie zarysowali, dając przedsmak jej historii, ale nie pozwalając w nią zgłębić się bardziej. Szkoda, bo uważam, że postać Lauren jest równie ciekawa, jak i nie ciekawsza niż Rosa. 


Tym co spaja wszystkie części, a póki co (skoro jesteśmy dopiero przy drugiej odsłonie serii) pierwszą przygodówkę z jej kontynuacją, jest postać wspomnianego już przeze mnie ducha detektywa. Joey'ego Mallone. Towarzyszy Lauren, a po jej śmierci także Roseangeli, ale w kontynuacji jest nieco mniej zabawny, stracił również umiejętność dmuchania w miejsca i postaci. Jest natomiast prawdziwym przewodnikiem i powiernikiem rozgoryczonego medium, jakim jest Lauren. To on napędza ją do działania jak wycofuje się na balkon by pobyć sama i zapalić papierosa. To on z nią rozmawia, motywuje i jasno wyraża swe zdanie. Jest jakby łagodniejszy i mniej dosadny, a humor z jego udziałem objawia się w bardziej subtelny sposób. Jest również grywalną postacią tej, równie krótkiej i wydaje się łatwiejszej rozgrywkowo części.

Blackwell Unbound to kolejna krótka przygodówka, którą przejdziemy w około dwie godziny, po raz kolejny wydłużając rozgrywkę dzięki poszukiwaniom wszystkich osiągnięć Steam. Sama eksploracja gierki obejmujemy jedynie dwie paranormalne śledztwa, dwie sprawy, których intensywność jest podobnie jak w przypadku pierwszej gry, zachowana i należyta.

Zanurzamy się w rozgrywkę stawiającą na klasyczne sterowanie point-and-click, w którym postawiono na eksplorację, zbieranie i używanie przedmiotów, rozmowy i oczywiście nieodzownego towarzysza serii, czyli notatnik. To w nim zapisywane są wszystkie wnioski i spostrzeżenia wyciągnięte z rozmów, i to dzięki nim jesteśmy w stanie popchnąć do przodu liniową w grze rozgrywkę. Znów istotą poznawania fabuły i możliwością poznania są rozmowy. Jest ich sporo, ale każda z nich wnosi do opowieści swoją cegiełkę, która łączy historię i prowadzi gracza do dramatycznego finału.

Po raz kolejny zebrane przedmioty, co nie dziwi w przygodówkach, trafiają do zlokalizowanego na górze ekranu ekwipunku. Każdy przedmiot został nazwany, a kliknięcie na nim prawym przyciskiem myszy sprawia, że Lauren go skomentuje. 

Rozgrywka w tej odsłonie nadprzyrodzonej serii jest raczej prosta, pozwalając graczowi na intuicyjne sterowanie, możliwość szybkiego przemieszczania się dzięki mapie, ręczny zapis postępów gracza, zagadki przedmiotowe i dialogowe i możliwość odwiedzania miejsca poza światami, tego gdzie medium, w tym wypadku Lauren ostatecznie odprowadza ducha w stronę jasności. 

Znajome elementy rozgrywki, w grze, która nie jest mimo wszystko kontynuacją pierwszej odsłony, bo pozwala na poznanie historii innego, związanego z Rosą medium, przekazywane są graczowi w przygodówce w retro pikselowym stylu. Piksele nie są już bardzo rozmyte, a i postać Joey'ego widziana w okienku z boku, wyraźnie uległa zmianie. Ogólnie lokacje, mimo pikselozy są miłe dla oka, są różnorodne, jednocześnie w klimacie lat 70-tych. Nasze bohaterce nie towarzyszy już komputer, co jest zrozumiałe, zważywszy na czasy w jakich dzieje się owa opowieść, a książka telefoniczna. To w niej wpisujemy potrzebne nam miejsca i osoby, by Lauren znalazła adres, bądź numer telefonu. 

Miejscówki, które odwiedzamy mają swój specyficzny urok lat siedemdziesiątych, w tym stroje i postaci, które do tych czasów zwyczajnie pasują. Jest niezwykle klimatycznie, jest kolorowo, jest również w miarę szczegółowo. Jest również różnorodnie, bowiem między postaciami Lauren i Joey'ego możemy się przestawiać, robiąc to w dowolnej chwili, klikając na literkę ich imienia w panelu na górze. 

Po raz kolejny poznajemy grę w pełni udźwiękowioną, czyli dostępną w pełnej głosowej, angielskiej wersji językowej, która znów stoi na wysokim poziomie. Nowa bohaterka to rzecz jasna nowa aktorka głosowa. Jako Lauren, świetna w swej roli, mająca miłą dla ucha barwę głosu Dani Marko. Głosem ducha przewodnika przemówił po raz kolejny Abe Goldfar, który jest równie świetny w dubbingu, budując swoją postać ducha w stylu noir, nad wyraz przyzwoicie. 

Wspominałam, że w obsadzie w pierwszej odsłonie serii głosu niektórym postaciom użyczyli twórca serii Dave Gilbert oraz autor wielu cenionych przygodówek Francisco Gonzalez. W kontynuacji znów zabawili się w aktorów głosowych, wcielając się, każdy z nich, w dwie postaci niezależne. 

Narzekałam w poprzedniczce na udźwiękowienie, które prawdę powiedziawszy nie przypadło mi do gustu. W Blackwell Unbound jest zdecydowanie lepiej. Dźwięki otoczenia, także muzyczka jaką słyszymy w mieszkaniu Lauren jest przyjemna dla ucha. W rozgrywce towarzyszy nam jazz, dźwięki saksofonu i panina, tak przyjemne, że chce się ich słuchać. 

Podsumowując Blackwell Unbound to fabularna odskocznia od opowieści z Rosą w roli głównej, pozwalająca graczom choć trochę poznać jej ciotkę, również medium. Kierowanie Lauren Blackwell i jej duchowym przewodnikiem detektywem Mallone, jest przyjemnością samą w sobie. Możliwość wcielania się w medium i życia z takim darem, ale jednocześnie obciążeniem, odczuwanie i poznawanie go z innej perspektywy, ciałem i duchem potomkini Roseangeli 'Rosy' Blackwell pozwala choć trochę zrozumieć postać Lauren. Jednocześnie daje wgląd w obserwowanie stosunku Joey'ego Mallone do jakże innej charakterem bohaterki i współtowarzyszki paranormalnych śledztw. 

Miło jest ponownie zanurzyć się we wspomniane wyżej nadprzyrodzone śledztwa, które klimatycznie i fabularnie stanowią istotę całej serii. Znów jest bowiem bardzo ciekawie, jest nieco mrocznie, jest śledczo i zagadkowo. Ponownie zanurzamy się w historię z ciekawymi postaciami mającymi w życiu coś do powiedzenia. 

Kolejny raz rozgrywce, toczącej się znów na pikselowych lokacjach, towarzyszą typowe rozwiązania z klasycznych gier typu "wskaż i kliknij" i elementy typowe dla całej serii, w tym notatnik i konieczność wyciągania z rozmówców istotnych informacji. 

Bardzo dobra angielska wersja językowa, w której udział bierze sam twórca serii Dave Gilbert i świetna tym razem ścieżka dźwiękowa z przykuwającą uwagę muzyką, niesiona dźwiękami saksofonu i panina, nadają grze klimatu. 

Jak zwykle brakuje polskiej wersji językowej, które zdecydowanie zachęciłaby większą ilość graczy do poznania tej godnej uwagi przygodowej opowieści. Trochę żal, że postać Lauren nie jest jednak mocniej zarysowana oraz tego, że Blackwell Unbound nie jest tytułem nieco dłuższym. Około dwóch godzin zabawy, z dwiema paranormalnymi sprawami, to mimo wszystko za mało. 

Nie mniej jednak recenzowana przeze mnie kontynuacja Blackwell, nawet jeśli nie pozwala wcielić się nam w Rosę, stoi na wysokim poziomie, buduje klimat i zdecydowanie zachęca do poznawania fabuły w kolejnej, trzeciej już odsłonie.

Moja ocena 7,5/10.

Grałam w wersję na komputery osobiste PC, na Steam.

Zalety:

  • Fabuła, która intryguje klimatem;
  • Postać Lauren;
  • Relacja Lauren - Joey;
  • Paranormalne śledztwo;
  • Świetna ścieżka dźwiękowa i muzyczna;
  • Przyjemna pikselowa grafika;
  • Niezbyt trudna rozgrywka;
  • Możliwość ręcznego zapisu;

Wady:

  • Niestety zbyt krótka;
  • Brak polskiej wersji językowej;
  • Chciałoby się więcej Lauren

poniedziałek, 12 stycznia 2026

The Blackwell Legacy - recenzja. Początek wspaniałej serii z duchami

The Blackwell Legacy - recenzja. Początek wspaniałej serii z duchami

 

Na moim blogu w końcu zagoszczą recenzje serii The Blackwell, serii klasycznych przygodówek, ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Zaczynam oczywiście od pierwszej odsłony, czyli do The Blackwell Legacy, rozdziału, wprawdzie nie pozbawionego wad, ale jednocześnie opowieści który dała początek wspaniałej, lubianej przez graczy serii. Zapraszam do recenzji!

Zastanawiacie się pewnie dlaczego taka osoba jak ja, czyli maniaczka gier przygodowych w klasycznym stylu point-and-click, wielbicielka zjawisk nadprzyrodzonych i gier z duchami, siedząca, że tak powiem w przygodowym świecie już kilkadziesiąt lat, dopiero teraz sięga po jedną z najbardziej rozpoznawalnych i uwielbianych przez graczy przygodowych serii? Otóż powód tego jest dość banalny. Dopiero od niedawna zaczynam przekonywać się do przygodówek w pikselowym stylu, które długo do siebie jakoś mnie nie zachęcały. Po ograniu, już prawie dwóch gier z serii Blackwell, sama się sobie dziwię, że powodem mojego nietykania owych tytułów, był graficzny ich wygląd. Dziwię się, bo ich klimat i podejście do fabuły, są wielce zadawalające, i dla mnie bardzo na TAK! I tak oto po latach w końcu zaczynam swoją historię ze sławną serią, zaczynając oczywiście od pierwszego rozdziału, krótkiej, intensywnej, wciągającej, acz nie pozbawionej wad przygodówki The Blackwell Legacy, która swoją premierę miała prawie dwadzieścia lat temu. 

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

The Blackwell Legacy, pierwsza gra z przygodowego cyklu ze zjawiskami nadprzyrodzonymi miała swoją premierę w 2007 roku i dała początek znanej serii, jednocześnie przynosząc studiu Wadjet Eye Games rozpoznawalność, a nawet rozgłos. Cykl opowiada o jednej z kobiet z rodziny Blackwell, kobiecie obdarzonej wyjątkowym darem widzenia i odczuwania duchów, której towarzyszy, jak i wszystkim dotkniętym nietypową zdolnością kobietom z rodu, duch mężczyzny. Seria, która łączy w sobie klasyczną rozgrywkę "wskaż i kliknij" z motywem śledztwa, i zjawiskami paranormalnymi, a wszystko w stylu noir, zamyka się w pięciu częściach. 

W początkowym jej rozdziale poznajemy młodą kobietę, niejaką Rosangelę 'Rosę' Blackwell, mieszkającą w Nowym Jorku, która właśnie pochowała swoją jedyną krewną, ciotką, która umarła po dwudziestu latach śpiączki. Dręczona dziwnymi bólami głowy felietonistka pisząca do miejscowej gazety, po rozsypaniu prochów cioteczki, wraca do domu, gdzie wkrótce nawiedza ją duch. W mieszkaniu Rosy manifestuje się postać Joey'go Mallone, sarkastycznego ducha z lat trzydziestych ubiegłego wieku, który oznajmia Rosie zaskakujące fakty. Okazuje się, że towarzyszył już dwóm kobietom z rodu Blackwell, babci i niedawno zmarłej cioci. Kobiety izolujące się od innych, posądzane o problemy psychiczne, były podobnie jak teraz Rosa..... medium. Teraz i jej zadaniem jest odnajdywanie zbłąkanych dusz i pomoc w przejściu im na drugą stronę.

I tak Rosa, która w końcu oswaja się ze swoim dziedzictwem, rozpoczyna pierwsze swoje poważniejsze zadanie, które faktycznie zaczęło się jako zlecenie z gazety. Dotyczy ono podejrzanego samobójstwa studentki z nowojorskiej uczelni, w które jak się wkrótce okazuje, wplątana jest złowroga, zagrażająca ludziom nadprzyrodzona siła. Jedynymi osobami jakie mogą nad nią zapanować są Rosa Blacwell, początkujące medium oraz jej duchowy przewodnik Joey Mallone, który odtąd będzie jej stale towarzyszył. 

Najmocniejszą stroną The Blackwell Legacy, gry która mimo uroku nie uniknęła pewnych wad, jest fabuła, która poprzez nadprzyrodzoną, tajeminczą, ale i nie pozbawioną humoru opowieść, potrafi zaciekawić, umie i to dość skutecznie zachęcić do poznawania jej dalej, głębiej i więcej. Śledztwa medium i duchowego jej przewodnika są intrygujące, niosą z sobą chwytającą za serce zagadkowość, łącząc współczesny klimacik z opowieścią w stylu noir. Z przyjemnością śledzimy w grze interakcje między żyjącą kobietą z mocami, a sarkastycznym, pewnym siebie i swojej roli duchem. Relacja Rosa - Joey w żadnym razie nie jest płytka, jest wielowymiarowa i nadaje, co by nie mówić, dość mrocznej grze, łagodniejszego, humorystycznego klimatu. I choć recenzowana przeze mnie gra jest niestety niezwykle krótka, bo na upartego można ją przejść w mniej niż dwie godziny, to intensywność interakcji między tymi dwiema postaciami (teraz związanymi na zawsze), i atmosfera tajemnicy w rzeczywistości umarłych i miejsca między dwoma światami - ludzkim, a duchowym to coś czego chce się więcej.

Historia poznawana jest w bardzo klasyczny sposób, za pomocą interakcji z otoczeniem, dialogów i posługiwania się notatnikiem. Przygodomaniacy, którzy mieli już do czynienia z grami od Wadjet Eye Games, jeśli tak jak ja zaczynają przygodę z serią, poczują się pod względem interfejsu i rozgrywki, jak w domu. 

Przygodówka obsługiwana jest za pomocą myszy. Do posuniącia fabuły do przodu posłużą liczne w grze dialogi, a także notatnik. To do niego trafiają ważne informacje, które stanowią również rodzaj dialogu. Wybieranie ich w czasie rozmowy z daną postacią świata żywych, a także z duchem, jak również łączenie w dzienniku, pozwala na ruszenie opowieści co przodu. Dziennik znajdziemy w zakładce na górze ekranu, podobnie jak znajdujące się tu menu, z dość okrojonymi funkcjami, ale za to możliwością ręcznego zapisywania rozgrywki, co pisze się grze zdecydowanie na plus. 

Potrzebnymi elementami poznawania przygodowej opowieści są również zbierane podczas eksploracji przedmioty. Te znajdziemy w ekwipunku znajdującym się na górze ekranu, aktywowanym po najechaniu na niego myszą. Każdy przedmiot został tu odpowiednio nazwany, Rosa może go opisać, może również, przynajmniej niektóre z nich, obejrzeć. 

Ważną składową, zadaniowej części gry, która opiera się głównie na zagadkach przedmiotowych, z jednym zadaniem na czas w szpitalu, za którym nie przepadam, jest wyszukiwanie notatek, listów czy ogólnych pisemnych informacji. W pierwszej odsłonie, która wyraźnie widać, jest jedynie wstępem do większej całości, tych informacji nie jest za wiele, ale te które się pojawiają, z całą pewnością się nam przydadzą. 

Pod względem sterowania opisywany przeze mnie projekt niestety nie uniknął pewnych niedociągnięć. Używanie przedmiotów nie bywa tu intiucyjne. Często nie bardzo wiadomo czy rzecz została odpowiednio użyta, a nawet czy w ogóle się nią posłużyliśmy. Przedmiot nie zostaje fizycznie przeniesiony z ekwipunku na interaktywne miejsce, a Rosa jego użycia w żaden sposób nie komentuje, co bywa mylące. 

Problemem może dla wielu graczy być również bardzo, ale to bardzo liniowa rozgrywka, która wymusza na grających konkretne zachowania, w konkretnym miejscu. Bez odpowiedniej rozmowy, choćby z naszym duchowym przewodnikiem, nie ruszymy z miejsca. 

Wadą dla wielu stanowi również bardzo krótki czas rozgrywki. Na upartego, zważywszy że tytuł nie należy do najtrudniejszych, można ją przejść w mniej niż dwie godziny, a być może nawet w półtorej godziny. Jak dla pełnoprawnej produkcji adventure to zbyt mało. Ale jeśli traktować The Blackwell Legacy jako pierwszy rozdział, wstęp czy nawet prolog do większej całości, jaką jest owa seria, to około dwugodzinny wynik wydaje się zadawalający. Można również spróbować zdobyć wszystkie osiągnięcia Steam, przechodząc przygodę po raz kolejny, bądź próbując wykorzystać wszystkie dostępne w niej dialogi i opcje działania. To z pewnością wydłuży nam zabawę. 

Słów kilka winnam poświęcić graficznemu wykonaniu tejże przygodówki. Jak wiecie z wstępu recenzji to właśnie pikselowy, mocno retro wygląd tejże serii, trochę mnie przed graniem w nią powstrzymywał. The Blackwell Legacy jest projektem bardzo, bardzo retro, z dość intensywnymi pikselami i rozdzielczością, która ma moim monitorze niestety nie wygląda najlepiej. I choć pixel-art recenzowanej przygodówki nie wszystkim może się podobać, to mimo tego klimacik staroszkolnych growych opowieści może przyciągać uwagę, może, mówiąc kolokwialnie niektórym nam"przypasować". Lokacje, które odwiedzamy w grze, a jest ich w sumie, jak na tak krótką gierkę, sporo, mają swój urok, są bardzo kolorowe, oferując w miarę sporą szczegółowość. 

Na najmocniejsze słowa uznania, poza wciągającą, klimatyczną fabułą zasługuje angielska wersja głosowa. Pewnie, żal że w serię Blackwell, w tym pierwszą jej odsłonę nie możemy zagrać po polsku, ale angielski dubbing jest w grze na naprawdę wysokim poziomie. Dzięki niemu każda z postaci, czy tych głównych, z Rosą i Joey'em na czele, czy pobocznych, jest nie tylko bardzo, ale to bardzo dobrze napisana, ale i świetnie odegrana. Odpowiedni tembr głosu, emocje przechodzące od dramatu, po lekką grozę, aż po humor (głównie za sprawą ducha detektywa), są klamrą spajającą opowieść w przyjemnie grywalny przygodowy tytuł. 

W wersji angielskiej usłyszymy Sande Chen jako Rosangelę Blackwell i Abe'ego Goldfarba jako ducha detektywa Joey'ego Mallone. W grze zapoznamy się również z głosem samego twórcy serii Dave'a Gilberta, mającego na swoim koncie wspomniany cykl przygodówek, ale i ostatnio wydane Old Skies oraz Francisco Gonzaleza, twórcy odpowiedzialnego choćby za Rosewater i prace nad dubbingową wersję Foolish Mortals, której recenzję i poradnik/solucję znajdziecie na blogu.

Na koniec słów kilka na temat ścieżki dźwiękowej i muzycznej, która mocno, oj mocno wskazuje na to, że The Blackwell Legacy jest nie tylko growym debiutem, ale również projektem niezależnym. Pewna powtarzalność ścieżek muzycznych może irytować. Mnie szczególnie mocno działała na nerwy głośna muzyczka w mieszkaniu Rosy, która nijak nie pasowała mi do całości klimatu opisywanego przeze mnie growego działa. 

Podsumowując, The Blackwell Legacy to tak naprawdę wstęp do większej, ciekawszej, bogatszej przygodowej opowieści. Pierwsza i debiutancka gra od Wadjet Eye Games potrafi zaciekawić klimatem, zaintrygować nadprzyrodzoną atmosferą ze świata medium i przyciągnąć świetnie wykreowanymi, napisanymi postaciami. Relacja Rose - Joye jest tym co w grze może się podobać, czuć między nimi specyficzną chemię i rodzaj ciekawej zależności. To postaci, które natychmiast się lubi, których poczynania śledzi się z przyjemności, a dalsze przygody i kolejne paranormalne śledztwa chce się poznawać.

Dobry, a nawet bardzo dobry dubbing, który niesie opowieść i sprawia, że gra, mimo pewnych niedociągnięć, niewątpliwie trafia w gusta graczy, i mimo pikselowości i rozmazania, jednak jest przyjemna dla oka, zachęcając do odkrywania tego jak będzie prezentować się w kolejnych odsłonach serii.

Poznawanie opowieści odbywa się w klasyczny sposób, bez zadaniowych uniesień, w raczej prostej, i niestety krótkiej rozgrywce, co stanowi jednocześnie plus i minus tego tytułu. Z jednej strony łatwość i niska cena tego tytułu zachęca zgłębiania jej nawet początkujących w przygodówkach graczy. Z drugiej krótkość rozgrywki, czasami jej banalność i pewne niedoróbki, głównie interfejsowe, niosą pewny rodzaj zniechęcenia, finalnie obniżając ogólną jej ocenę. 

Klasyka, możliwość zapisywania zabawy w dowolnym miejscu, i to w sposób ręczny, niesamowity klimat opowieści o duchach i odkrywaniu samej siebie i swojego dziedzictwa, zachwyca, i nieco niweluje niegodności związane z słuchaniem powtarzającej się, zbyt głośnej i zbyt nachalnej muzyki. 

The Blackwell Legacy powinno się traktować jak wstęp, prolog do dłuższej, bardziej rozbudowanej i nieco bardziej wymagającej rozgrywki, jaka czeka nas w częściach kolejnych. Z całym przekonaniem mogę jednak napisać, że opowieść, choć krótka i prosta, zachęciła mnie do zainstalowania kolejnej przygodówki z tej serii i poznania dalszych losów duetu człowiek medium - detektyw duch. Mimo pewnych niedociągnięć i braków, myślę, że należy dać grze szansę, dać okazję rozpocząć się opowieści, by ta mogła się dalej rozwijać, aż do jej finału. 

Moja ocena 7/10.

Grałam w wersję na komputery osobiste PC - Steam.

Zalety:

  • Wciągająca fabuła;
  • Relacja Rosa - Joye;
  • Klimat - zjawiska nadprzyrodzone;
  • Możliwość zapisywania gry ręcznie;
  • Bardzo dobra angielska wersja językowa;
  • Możliwość wydłużenia zabawy osiągnieciami Steam;
  • Niska cena;

Wady:

  • Zbyt krótka;
  • Niedociągnięcia interfejsowe;
  • Brak polskiej wersji językowej;
  • Zbyt łatwa