Blackwell Unbound - recenzja. Część w której cofamy się w czasie
Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji drugiej już gry z niezwykle popularnej przygodowej serii o kobietach z rodziny Blackwell. Tym razem coś więcej o Blackwell Unbound, grze przez wielu uznawanej jako samodzielny dodatek do growego cyklu. Miłej lektury!
Kilka dni temu zamieściłam na blogu recenzję pierwszej odsłony rozpoznawalnego przez wielu, lubianego przygodowego cyklu o kobietach medium i towarzyszącym im duchu detektywa z lat trzydziestych. Po recenzji The Blackwell Legacy, z dobrą historią, ciekawymi bohaterami i drobnymi niedociągnięciami, przyszedł czas na część drugą. Blackwell Unbound jest grą równie krótką, równie treściową i podobnie tajemniczą, z tą różnicą, że nie wcielamy się w niej w Roseangelę 'Rosę' Blackwell, a w jej, nieżyjącą w pierwszej części ciotką, Lauren Blackwell, przenosząc się w lata 70-te XX wieku.
Inne recenzje na moim blogu:
- The Beekeeper's Picnic - A Sherlockian Adventure - recenzja. Piknik, który stał się wyzwaniem
- The Drifter - recenzja. Pikselartowy, paranormalny thriller
- Kathy Rain 2: Soothsayer - recenzja. Detektywka pełną gębą
Blackwell Unbound, kolejna gra od Wadjet Eye Games swoją premierę miała dwa lata po debiucie części pierwszej pozwalając graczom ponownie poczucić klimat tego co to znaczy być medium, jak prowadzić śledztwo z duchami i jak to jest żyć wciąż w towarzystwie nieżyjącego detektywa z latch 30-tych. W kontynuacji, która przez wielu uważana jest za samodzielny dodatek do serii Blackwell, przyjdzie graczom cofnąć się w czasie, i poznać urywek z życia ciotki Rosy Blackwell.
W grze przenosimy się bowiem do Nowego Jorku roku 1973, gdzie poznajemy Lauren Blackwell, czyli ciotkę głównej protagonistki tegoż cyklu, która w pierwszej części zakończyła swoje życie po dwudziestu latach w śpiączce. Lauren mieszka w niewielkim mieszkaniu, jest nieco wycofana, często nawet sfrustrowana, a od dawna nie rozmawia z bratem. Jest oczywiście także medium, któremu na co dzień towarzyszy Joey Mallone, duch detektywa żyjącego w latach trzydziestych ubiegłego wieku.
Pełna goryczy Lauren i jej duchowy przewodnik zaczynają swoje paranormalne śledztwo od tajemniczej śmierci na placu budowy, na Manhattanie. Choć nikt z mieszkańców nie zdaje się zwracać uwagi na tajemnicze zgony, oni wiedzą, że dzieje się coś dziwnego. Gdy pewnego dnia na ich drodze staje tajemnicza kobieta, która nazywa siebie Hrabiną, śledztwo nabiera tempa.
Wspomniałam, że Blackwell Unbound jest częścią uważaną za samodzielny dodatek, co jest zarówno prawdą, jak i pewną nieścisłością. Rozumiem stanowisko graczy sądzących, że opowieść w jakiś sposób odstaje od wszystkich pozostałych części, a razem jest ich pięć. Tylko w niej bowiem przejmujemy kontrolę nad jedną z potomkiń Rosy, nad Lauren, co może sprzyjać takiemu właśnie myśleniu. Skrawek życia ciotki, pozwalający nam zajrzeć wstecz, jest jednak okazją, jeśli spojrzeć na całość historii, do poznania postaci czarnego charakteru gry, niejakiej Hrabiny, która odegra ważną rolę w przyszłości. Jednocześnie, cofając się w przeszłość, i wchodząc w buty ciotki Rosy, możemy w jakiś sposób zrozumieć nie tylko jej psychiczny stan i wycofanie, które Rosa odczuwała, ale i poczuć zagadnienie bycia medium z nieco innej perspektywy.
Problemem, a może nie problemem, a raczej niedogodnością, rzecz jasna w moim mniemaniu, jest to, że postać Lauren, której kierowanie było dla mnie wielką przyjemnością, poznajemy jedynie zdawkowo. Mam wrażenie, że twórcy odchodząc od Roseangeli 'Rosy' Blackwell, nową, lecz w jakiś sposób znaną protagonistkę jedynie zarysowali, dając przedsmak jej historii, ale nie pozwalając w nią zgłębić się bardziej. Szkoda, bo uważam, że postać Lauren jest równie ciekawa, jak i nie ciekawsza niż Rosa.
Tym co spaja wszystkie części, a póki co (skoro jesteśmy dopiero przy drugiej odsłonie serii) pierwszą przygodówkę z jej kontynuacją, jest postać wspomnianego już przeze mnie ducha detektywa. Joey'ego Mallone. Towarzyszy Lauren, a po jej śmierci także Roseangeli, ale w kontynuacji jest nieco mniej zabawny, stracił również umiejętność dmuchania w miejsca i postaci. Jest natomiast prawdziwym przewodnikiem i powiernikiem rozgoryczonego medium, jakim jest Lauren. To on napędza ją do działania jak wycofuje się na balkon by pobyć sama i zapalić papierosa. To on z nią rozmawia, motywuje i jasno wyraża swe zdanie. Jest jakby łagodniejszy i mniej dosadny, a humor z jego udziałem objawia się w bardziej subtelny sposób. Jest również grywalną postacią tej, równie krótkiej i wydaje się łatwiejszej rozgrywkowo części.
Blackwell Unbound to kolejna krótka przygodówka, którą przejdziemy w około dwie godziny, po raz kolejny wydłużając rozgrywkę dzięki poszukiwaniom wszystkich osiągnięć Steam. Sama eksploracja gierki obejmujemy jedynie dwie paranormalne śledztwa, dwie sprawy, których intensywność jest podobnie jak w przypadku pierwszej gry, zachowana i należyta.
Zanurzamy się w rozgrywkę stawiającą na klasyczne sterowanie point-and-click, w którym postawiono na eksplorację, zbieranie i używanie przedmiotów, rozmowy i oczywiście nieodzownego towarzysza serii, czyli notatnik. To w nim zapisywane są wszystkie wnioski i spostrzeżenia wyciągnięte z rozmów, i to dzięki nim jesteśmy w stanie popchnąć do przodu liniową w grze rozgrywkę. Znów istotą poznawania fabuły i możliwością poznania są rozmowy. Jest ich sporo, ale każda z nich wnosi do opowieści swoją cegiełkę, która łączy historię i prowadzi gracza do dramatycznego finału.
Po raz kolejny zebrane przedmioty, co nie dziwi w przygodówkach, trafiają do zlokalizowanego na górze ekranu ekwipunku. Każdy przedmiot został nazwany, a kliknięcie na nim prawym przyciskiem myszy sprawia, że Lauren go skomentuje.
Rozgrywka w tej odsłonie nadprzyrodzonej serii jest raczej prosta, pozwalając graczowi na intuicyjne sterowanie, możliwość szybkiego przemieszczania się dzięki mapie, ręczny zapis postępów gracza, zagadki przedmiotowe i dialogowe i możliwość odwiedzania miejsca poza światami, tego gdzie medium, w tym wypadku Lauren ostatecznie odprowadza ducha w stronę jasności.
Znajome elementy rozgrywki, w grze, która nie jest mimo wszystko kontynuacją pierwszej odsłony, bo pozwala na poznanie historii innego, związanego z Rosą medium, przekazywane są graczowi w przygodówce w retro pikselowym stylu. Piksele nie są już bardzo rozmyte, a i postać Joey'ego widziana w okienku z boku, wyraźnie uległa zmianie. Ogólnie lokacje, mimo pikselozy są miłe dla oka, są różnorodne, jednocześnie w klimacie lat 70-tych. Nasze bohaterce nie towarzyszy już komputer, co jest zrozumiałe, zważywszy na czasy w jakich dzieje się owa opowieść, a książka telefoniczna. To w niej wpisujemy potrzebne nam miejsca i osoby, by Lauren znalazła adres, bądź numer telefonu.
Miejscówki, które odwiedzamy mają swój specyficzny urok lat siedemdziesiątych, w tym stroje i postaci, które do tych czasów zwyczajnie pasują. Jest niezwykle klimatycznie, jest kolorowo, jest również w miarę szczegółowo. Jest również różnorodnie, bowiem między postaciami Lauren i Joey'ego możemy się przestawiać, robiąc to w dowolnej chwili, klikając na literkę ich imienia w panelu na górze.
Po raz kolejny poznajemy grę w pełni udźwiękowioną, czyli dostępną w pełnej głosowej, angielskiej wersji językowej, która znów stoi na wysokim poziomie. Nowa bohaterka to rzecz jasna nowa aktorka głosowa. Jako Lauren, świetna w swej roli, mająca miłą dla ucha barwę głosu Dani Marko. Głosem ducha przewodnika przemówił po raz kolejny Abe Goldfar, który jest równie świetny w dubbingu, budując swoją postać ducha w stylu noir, nad wyraz przyzwoicie.
Wspominałam, że w obsadzie w pierwszej odsłonie serii głosu niektórym postaciom użyczyli twórca serii Dave Gilbert oraz autor wielu cenionych przygodówek Francisco Gonzalez. W kontynuacji znów zabawili się w aktorów głosowych, wcielając się, każdy z nich, w dwie postaci niezależne.
Narzekałam w poprzedniczce na udźwiękowienie, które prawdę powiedziawszy nie przypadło mi do gustu. W Blackwell Unbound jest zdecydowanie lepiej. Dźwięki otoczenia, także muzyczka jaką słyszymy w mieszkaniu Lauren jest przyjemna dla ucha. W rozgrywce towarzyszy nam jazz, dźwięki saksofonu i panina, tak przyjemne, że chce się ich słuchać.
Podsumowując Blackwell Unbound to fabularna odskocznia od opowieści z Rosą w roli głównej, pozwalająca graczom choć trochę poznać jej ciotkę, również medium. Kierowanie Lauren Blackwell i jej duchowym przewodnikiem detektywem Mallone, jest przyjemnością samą w sobie. Możliwość wcielania się w medium i życia z takim darem, ale jednocześnie obciążeniem, odczuwanie i poznawanie go z innej perspektywy, ciałem i duchem potomkini Roseangeli 'Rosy' Blackwell pozwala choć trochę zrozumieć postać Lauren. Jednocześnie daje wgląd w obserwowanie stosunku Joey'ego Mallone do jakże innej charakterem bohaterki i współtowarzyszki paranormalnych śledztw.
Miło jest ponownie zanurzyć się we wspomniane wyżej nadprzyrodzone śledztwa, które klimatycznie i fabularnie stanowią istotę całej serii. Znów jest bowiem bardzo ciekawie, jest nieco mrocznie, jest śledczo i zagadkowo. Ponownie zanurzamy się w historię z ciekawymi postaciami mającymi w życiu coś do powiedzenia.
Kolejny raz rozgrywce, toczącej się znów na pikselowych lokacjach, towarzyszą typowe rozwiązania z klasycznych gier typu "wskaż i kliknij" i elementy typowe dla całej serii, w tym notatnik i konieczność wyciągania z rozmówców istotnych informacji.
Bardzo dobra angielska wersja językowa, w której udział bierze sam twórca serii Dave Gilbert i świetna tym razem ścieżka dźwiękowa z przykuwającą uwagę muzyką, niesiona dźwiękami saksofonu i panina, nadają grze klimatu.
Jak zwykle brakuje polskiej wersji językowej, które zdecydowanie zachęciłaby większą ilość graczy do poznania tej godnej uwagi przygodowej opowieści. Trochę żal, że postać Lauren nie jest jednak mocniej zarysowana oraz tego, że Blackwell Unbound nie jest tytułem nieco dłuższym. Około dwóch godzin zabawy, z dwiema paranormalnymi sprawami, to mimo wszystko za mało.
Nie mniej jednak recenzowana przeze mnie kontynuacja Blackwell, nawet jeśli nie pozwala wcielić się nam w Rosę, stoi na wysokim poziomie, buduje klimat i zdecydowanie zachęca do poznawania fabuły w kolejnej, trzeciej już odsłonie.
Moja ocena 7,5/10.
Grałam w wersję na komputery osobiste PC, na Steam.
Zalety:
- Fabuła, która intryguje klimatem;
- Postać Lauren;
- Relacja Lauren - Joey;
- Paranormalne śledztwo;
- Świetna ścieżka dźwiękowa i muzyczna;
- Przyjemna pikselowa grafika;
- Niezbyt trudna rozgrywka;
- Możliwość ręcznego zapisu;
Wady:
- Niestety zbyt krótka;
- Brak polskiej wersji językowej;
- Chciałoby się więcej Lauren









Komentarze
Prześlij komentarz