Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrażenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrażenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2026

Aurora: The Lost Medallion - The Cave, z cyklu "zapomniane, porzucone?"

Aurora: The Lost Medallion - The Cave, z cyklu "zapomniane, porzucone?"

 


W cyklu "zapomniane, porzucone?" dziś przygodowa gra typu point-and-click, o której od jakiegoś czasu zrobiło się bardzo cicho. Dziś o grze Aurora: The Lost Medallion - The Cave.

Nie chciałam wracać do mojego blogowego cyklu "zapomniane, porzucone?", ale chyba przyszedł na to czas. Jest bowiem kilka przygodówek, o których nagle zrobiło się podejrzanie cicho, co oczywiście nie napawa mnie optymizmem, tym bardziej, że są to przygodówki na które czekam. Może, jak w przypadku Rose Cottage, czy The big Hollow, które wróciło, ale w zmienionej formie, jako The Big Hollow: 1982, odczaruje tym wpisem informacyjny zastój na temat owych przygodówek. Przyznam się, że po cichu na to liczę. Wracając do temu, dziś we wspomnianym cyklu ręcznie rysowana, klasyczna przygodówka "wskaż i kliknij", zatytułowana Aurora: The Lost Medallion - The Cave, której demo, z którego wrażenia znajdziecie na blogu, jest wciąż dostępne na Steam. Gra tworzona jest przez studio Noema Games, które wraz z Gamirror Games ma być wydawcą owej przygodówki. 

Warto przeczytać również:

Aurora: The Lost Medallion - The Cave to przygodowa gra w rozgrywce point-and-click, z dziecięcą bohaterką o imieniu Aurora, najmłodszą mieszkanką Jaskini, jedną z wychowanek inteligentnych maszyn. Dzieci prowadzone przez tajemniczy głos, szykują się do "Pielgrzymki". Problem w tym, że owego głosu Aurora niestety nie słyszy. Aby go usłyszeć, musi bardzo mocno się postarać.

O grze, która wykonana została w ręcznie rysowanym stylu, w rozgrywce typowej dla klasycznych przygodówek "wskaż i kliknij", w pełnej wersji angielskiej, grze która znalazła się wśród nominowanych do nagrody w roku 2019, zrobiło się bardzo cicho. 




Twórcy udostępnili jej demo, w które wciąż można grać na platformie Steam, wspominali o nadchodzącej premierze, ale niemal od dwóch lat nie udzielają się w mediach społecznościowych. Nie pojawiają się żadne informacje o ich projekcie, nie ma aktualizacji dotyczących tworzenia gry. Deweloperzy od dwóch lat nie dzielą się z graczami wideo dziennikami dotyczącymi tworzenia gry, na YouTube. Od dłuższego już czasu zwyczajnie nic się nie dzieje. Trudno powiedzieć, oczywiście na tę chwilę, czy są to przejściowe problemy, i autorzy powrócą z aktywnością, a gra nabierze tempa, czy niestety jej premiery się nie doczekamy. Oby tak się jednak nie stało!

Aurora: The Lost Medallion - The Cave ma swoją kartę na Steam, gdzie można pobrać jej demo. Jej premierę twórcy przewidzieli na Steam, na PC, Mac i Linux. 












środa, 4 marca 2026

Whirlight - No Time To Trip - wrażenia z demo dostępnego podczas Steam Next Festiwal

Whirlight - No Time To Trip - wrażenia z demo dostępnego podczas Steam Next Festiwal

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z dostępnego podczas wydarzenia Steam Next Festiwal ekskluzywnego demo przygodowej gry "wskaż i kliknij" zatytułowanej Whirlight - No Time To Trip. 

Podczas lutowej edycji Steam Next Festiwal włoskie studio imaginarylab, wraz z wydawcą Vsoo Games udostępniło ekskluzywne, czasowo dostępne demo Whirlight - No Time To Trip. Kolejny fragment gry dostępny był tylko podczas tego wydarzenia. Obecnie na Steam możliwa jest do pobrania i zagrania pierwsza wersja demonstracyjna, która została zaktualizowana o pewne ulepszenia. W pierwsze demo przyznam się nie grałam, choć z pewnością nadrobię tę zaległość, ale to festiwalowe sprawdziłam i dziś podzielę się z Wami moimi z niego wrażeniami. 

Inne wrażenia z wersji demonstracyjnych na moim blogu:

Kolejne demo, przygotowane specjalnie na lutowe wydarzenie platformy Steam, podczas którego sprawdziłam i opisałam w wrażeniach demo przytulnej, lekkiej i zimowej przygodówki Muminek: Ciepło zimy oraz kontynuację przygód detektywa Grimoire'a i jego partnerki w śledztwie Sally w grze The Mermaid Mask to fragment gry, w którym możemy pokierować żeńską bohaterką. 

W wersji demonstracyjnej wcielamy się bowiem w towarzyszkę podróży Hectora, zdeterminowaną i pewną siebie artystkę o imieniu Margaret, która właśnie odbywa swoją podróż w czasie, trafiając do przyszłości. W demo spotykamy ją zamkniętą w czymś w rodzaju skarbca, jak się później okazuje, znajdującego się w muzeum. Jej zadaniem, a przy okazji oczywiście i gracza, jest wydostanie się z tego muzealnego więzienia.

Opuszczenie muzeum w mieście przyszłości wiąże się z konkretnymi działaniami naszej protagonistki, polegającymi na klasycznych rozwiązaniach z przygodówek point-and-click. Whirlight - No Time To Trip to typowa przygodówka, która już w wersji demonstracyjnej pokazuje, że działania graczy skupiać się będą na eksploracji, zbieraniu i używaniu przedmiotów, a także rozmowach i zagadkach. W demo pogaduszki przeprowadzimy jedynie z całkiem sympatycznym robotem, z lekka przypominającym mi mechanicznego przyjaciela Tiny, SAMA-53 z przygodówki ENCODYA, której wrażenia z demo, recenzję oraz poradnik znajdziecie w dziale "Moja twórczość". 

Ogrywany przeze mnie kawałek gry jest wycinkiem większej całości, z bliżej nie znanego mi momentu rozgrywki. Zostajemy zwyczajnie wrzuceni do gry, ale nasze z nią obcowanie poprzedza animowany wstęp. Ten bardzo, ale to bardzo przypomina początek przygody Willy'ego Morgana w przygodówce Willy Morgan and the Curse of Bone Town, do której nowy projekt studia zapewne będzie porównywany. Miałam przyjemność zagrać w demo pierwszej przygodówki tegoż studia, jak w pełną jej wersję, której recenzję znajdziecie na blogu w "Moja twórczość" i mogę już na podstawie dema stwierdzić, że gry, mimo podobnego intra, mocno się od siebie różnią.

Choć obydwie to klasyczne przygodówki, z dość podobnym sterowaniem, to Whirlight - No Time To Trip wydaje się być bardziej dopracowana i logiczna. Problemem pierwszego dzieła imaginarylab były zagadki, które w sporej mierze nie wynikały z fabuły. W nowej grze tegoż dewelopera wydaje się problem ten nie istnieje. Nie jestem w stanie po krótkim fragmencie przygodowej zabawy wysnuć jednoznacznej i ostatecznej tezy, ale po ograniu demo, w którym przyszło mi się mierzyć z zagadkami przedmiotowymi i jedną logiczną, śmiem twierdzić, że zadaniowa rozgrywka jest tu logiczna i sprytnie wpleciona w fabułę.

Przez większość wersji demonstracyjnej, w której tkwimy w muzeum, przeszukujemy lokacje, badamy, odkrywamy i zbieramy przedmioty. Te trafiają do klasycznego ekwipunku znajdującego się na dole ekranu. Zebraną rzecz można obejrzeć, wysłuchując o niej stosownego komentarza. To co zbierzemy użyjemy w odpowiednich miejscach, we właściwych lokacjach, których przeszukiwanie nie będzie trudne, gdyż twórcy wbudowali do rozgrywki podświetlanie miejsc interaktywnych. 

Whirlight - No Time To Trip będzie grą nastawioną nie tylko na zagadki przedmiotowe, ale i logiczne, o czym świadczyło również ogrywane przeze mnie demo. Natrafiłam w nim na zadanie polegające na otwarciu szuflady w biurku poprzez przekręcenie w odpowiedni sposób pokręteł w kształcie kwiatów. Do zagadki dodana była podpowiedź w postaci pewnego listu i znajdujących się tam oznaczeń. Nie będę tego fragmentu opisywać bardziej szczegółowo, bo zapewne znajdzie się w pełnej wersji gry (a przynajmniej tak sądzę), ale mogę z całym przekonaniem wspomnieć, że zagadka jest całkiem fajna, logiczna i pasująca do fabularnej opowieści.

Graficznie ta klasyczna przygodówka obsługiwana za pomocą myszy, bądź kontrolera (nie wiem czy też w demo, nie sprawdzałam), prezentuje się całkiem porządnie. Nie jest to tytuł powalający graficznie, to gra łącząca kreskówkowy styl z 3D. Wizualnie mocno przypomina poprzednią przygodówkę studia, choć w eksluzywnym demo przygotowanym specjalnie dla Steam Next Festiwal, trąci nieco klimatem science-fiction, za którym ja w grach niestety nie przepadam. 

Zapewne w pełnej wersji Whirlight - No Time To Trip, która ma zadebiutować w tym roku, choć dokładnej daty wciąż nie znamy, graficzny klimat tejże gry będzie ulegał zmianom, związanym z podróżami w czasie, do różnych epok, i różnych miejsc. 

W demo miałam okazję zagrać w pełnej angielskiej wersji językowej, poznając jakim głosem przemówi jedna z grywalnych postaci omawianej przeze mnie gierki. Dubbing jest tu na całkiem porządnym poziomie i dotyczy to zarówno Margaret, temperamentnej kobiety, która nie zawaha się zrobić coś niewłaściwego dla własnej korzyści, jak i pomocnego muzealnego robota.

Podsumowując, wersja demonstracyjna Whirlight - No Time To Trip, dostępna czasowo tylko podczas lutowego wydarzenia Steam, zachęciła mnie do sprawdzenia także pierwszej wersji demo, teraz po pewnych aktualizacjach. Demko zapowiada całkiem porządną przygodówkę, w klasycznym stylu, w typowymi zagadkami, z logicznymi zadaniami i podróżami w czasie, w których, sądząc po kończącej je animacji, może wiele się wydarzyć. 

Whirlight - No Time To Trip  swoją premierę w pełnej wersji ma mieć w 2026 roku. Dokładna data nie została ogłoszona. Obecnie na Steam dostępne jest pierwsze demo gry, po aktualizacjach.

Karta Steam - pobierz demo 


środa, 25 lutego 2026

Muminek: Ciepło zimy - wrażenia z demo. Przyjemna, odprężająca, urocza

Muminek: Ciepło zimy - wrażenia z demo. Przyjemna, odprężająca, urocza

Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z przygodowej gry typu "wskaż i kliknij", z jej wersji demonstracyjnej, z gry pod tytułem Muminek: Ciepło zimy. 

Muminki znamy, kochamy, oglądamy, a także w nie gramy. Niebawem, bo już w kwietniu będziemy mieli okazję poznać kolejną opowieść z serii bazującej na niezwykle popularnych książkach autorstwa Tove Jansson. Kolejna gra, której twórcami jest Hyper Games, ponownie przeniesie nas do Doliny Muminków, by poznać nowe przygody jednego z książkowych bohaterów, tym razem samego Muminka. Gra swoją premierę będzie mieć już wkrótce, ale już teraz sprawdzić można jej zupełnie nową wersję demonstracyjną, udostępnioną przez deweloperów jakiś czas temu, przed rozpoczętym dwa dni temu lutowym Steam Next Festiwal

Inne przykładowe wrażenia z demo przygodówek na moim blogu:

Muminek: Ciepło zimy to przygodówka w klasycznej rozgrywce "wskaż i kliknij", którą obsługiwać możemy za pomocą klawiatury i myszki, ale również używając kontrolera. Według mnie jest to znacznie przyjemniejsze sterowanie, pozwalajace wygodnie rozsiąść się w fotelu i skupić na lekkiej, przyjemnej i bardzo reklasującej rozgrywce. 

Aktualnie dostępne demo jest kolejnym fragmentem przygody Muminka. Pierwsza wersja demonstracyjna, która swoją premierę miała około dwa miesiące temu, skupiała się na odnalezieniu przez Muminka psa, któremu  protagonista gry pomagał wrócić do domu. Najnowsza to zupełnie inna historia, która zaczyna się od przygotowań rodziny Muminków do corocznego zimowego snu. 

Tata Muminka sprząta podwórze i szykuje dom na zimę, Mama Muminka kładzie swego syna Muminka do łóżka, tłumacząc mu cykl życia ich rodziny, czyli wiosenno-letnio-jesienną aktywność, i zimowy sen. Jeśli położy się spać przed zimą i wstanie wiosną, to wszystko będzie jak dawniej, a do Doliny Muminków powróci jego przyjaciel Włóczykij, bohater poprzedniej gry Hyper Games Włóczykij: Melodia Doliny Muminków. Problem w tym, że Muminek, choć śni o wiośnie i powrocie do normalnego życia, budzi się w samym środku zimowej zamieci. Na dodatek do jego uszu dochodzi dziwny dźwięk, gdzieś z korytarza, który oczywiście postanawia sprawdzić, w końcu opuszczając swoje domostwo. 

I tak poznaje świat w zimowej oprawie, Dolinę Muminków zasypaną śniegiem, miejsce które choć znajome, wygląda teraz zupełnie inaczej. Może być jednocześnie piękne i radosne, dzięki zabawą śnieżkami, jak i z powodu mrozu, nieprzyjazne, a nawet śmiertelne. 

Około półgodzinne demo, może nawet nieco dłuższe, przybliża słodką, bardzo uroczą, relaksującą, ale i edukacyjną opowieść. Gracz, także ten najmłodszy, który spokojnie może sam grać w tę pozbawioną przemocy przygodówkę, lub poznać ją z kimś starszym, dowie się nie tylko o zmienności natury, o pięknie zimy, podczas której może lepić śnieżne kulki, bawić się w zaspach czy ślizgać, ale i o zagrożeniach związanych z niską temperaturą. Dowie się o życie, o nierozłączności życia i śmierci, nauczy się także pomagać innym.

Muminek: Ciepło zimy to gra o spokojnej rozgrywce, która już w wersji demonstracyjnej zapowiada lekką przygodówkę, z niezbyt skomplikowanymi zadaniami, zabawą skupioną na narracji, w której nie znajdziemy mówionych dialogów, ale za to polskie napisy. Tak jak poprzednia gra studia, która zyskała również kilka DLC, tak i ta dostępna jest z napisami w kilku językowych tłumaczeniach. Możemy w nią zagrać w ojczystym języku, co bardzo cieszy.

Sterowanie, jak już wspominałam odbywać się może za pomocą klawiatury i myszy, ale i pada, co jest znacznie wygodniejsze. Gra jasno wyjaśnia proces sterowania, przeprowadzając nas przez swoisty samouczek. Podczas wersji demonstracyjnej poznajemy kolejne etapy sterowania, skupiając się na interakcji z otoczeniem, zbieraniu przedmiotów, które trafiają do ekwipunku, który znajduje się w lewym górnym rogu. W prawym do dyspozycji mamy plecak Muminka, w którym znajduje się zakładka ekwipunku, mapa, która z czasem zostanie rozbudowana oraz zadania. 

Gra bardzo jasno kieruje gracza ku kolejnym zadaniom. W liniowy sposób prowadzi do wykonania kolejnego celu, który po jego realizacji jest z zadań wykreślany. Muminek: Ciepło zimy to gra w ustalonej rozgrywce, w której czynności wykonujemy w określonej kolejności. Jej liniowość przywodzi na myśl klasyczne przygodówki, w których zwyczajnie nie ma możliwości utknąć. To jak zbudowana jest ta przeurocza gra, już w demo daje przeświadczenie, że jest to tytuł przeznaczony dla gracza w każdym wieku, nie tylko dla fanów opowieści o Muminkach.

Podczas postępów rozgrywki uczymy się wraz z grą nowych umiejętności, między innymi lepienia śnieżnych kul, czyli śnieżek i strącania nimi wielkich sopli lodu. Dzięki nim możemy poznawać nowe ścieżki, które zostaną odblokowane, albo torować sobie drogę. W demo rozpoczynamy także zbieranie kawałków potłuczonej wazy Mamy Muminka, która została strącona, zapewne przez wiatr. Dowiadujemy się, że takowych fragmentów jest aż 25, więc całkiem sporo. Ułatwieniem w ich odnajdywaniu, ale ogólnie wszystkich przedmiotów jest to, że interaktywne miejsca oraz rzeczy, z którymi możemy wejść w bliższą znajomość są oznaczone błyszczącą gwiazdką.

Rzeczy, które znajdziemy w ekwipunku, otwieranym za pomocą odpowiedniego klawisza. Zebrane przedmioty, nazwane i określone ilością, a w przyszłości również listy, także są części zawartości inwentarzowej. Choć owych listów w demo jeszcze nie ma. Rozgrywka w krótkim, ale treściwym fragmencie skupia się głównie na zagadkach przedmiotowych i bardzo prostych czynnościach natury zręcznościowej, choć nie wiem czy tak można te elementy nazwać. 

Graficznie opowieść prezentuje się prześlicznie. Jest to ręcznie rysowana przygodówka, z malowanymi, kolorowymi tłami i rysowanymi postaciami. Starannie wykonana grafika, z wieloma szczegółami i szczególikami, fabularnie wzbogacana jest przez animacje. Jest ich w już w demo sporo, bo to one budują w pewnym sensie dramaturgię wydarzeń, choćby strach Muminka przed dźwiękami w domu czy zdziwienie światem, który choć mu bliski, teraz go nie poznaje, bo ten pokryty jest zimową kołderką. 

Choć Muminek: Ciepło zimy to jak wspomniałam przygodówka pozbawiona mówionych dialogów, to wcale nie cicha i bogata w postaci znane z opowieści o Muminkach. W fragmencie gry, którą miałam przyjemność poznać, Muminek spotyka na swojej drodze nie tylko zwierzątka, które szukają schronienia, ciepła i jedzenia, ale i znajome mu postaci, które jak się okazuje, wcale nie przesypiają zimy. Na swojej drodze spotykamy między innymi Too-Tiki, który wyjaśni Muminkowi wiele kwestii, które przesypiając zimę zwyczajnie nie znał. Wśród nich jest Lodowa Pani, do której nasz bohater poczuł złość, i z którą chce się rozmówić. 

Muminek: Ciepło zimy to przygodówka nie tylko fabularnie i graficznie urocza, ale również przyjemna pod względem ścieżki muzycznej. Już w wersji demonstracyjnej możemy odczuć na własnej skórze nie tylko radość z obcowania z bohaterami opowieści o Muminkach, ale i cieszyć uszy różnorodną muzyką, zmieniającą się w zależności od lokacji, emocji panującej w grze i sytuacji na jaką trafia nasz growy protagonista. Muzyka potrafi być nieco tajemnicza, troszkę zagadkowo mroczna, szczególnie w domu Muminka, ale także nastrojowa, spokojna, przywołująca dźwiękiem zimowy obraz, którego jesteśmy świadkiem. 

Również świetnie wybrzmiewają bardzo wiarygodne dźwięki otoczenia, które podsycają klimat tej łagodnej, zimowej opowieści w świecie Muminków. Dźwięki świata który nas w grze otacza, włącznie z muzyką tworzą spójną, pobudzającą zmysły całość, tworząc z fabułą, prostą rozgrywką i fajnym klimatem uroczą przygodówkę, w którą chce się grać, którą chce się poznać w pełnej jej wersji.

Muminek: Ciepło zimy to kolejna gra z długiej już listy przygodówek, na której premierę czekam, upewniwszy się w demo, że tego czekania jest warta. Na szczęście na całość opowieści o Muminku, który poznaje zimowy świat swej doliny, długo czekać nie będę musiała. 

Polecam sprawdzenie nowej wersji demonstracyjnej (żałuję, że nie sprawdziłam również poprzedniej), przypominając, że w grę w całości zagramy już 27 kwietnia 2026 roku. Już nie mogę się na nią doczekać! 

Zagraj w demo

Karta Steam


niedziela, 22 lutego 2026

The Mermaid Mask - wrażenia z demo. Kontynuacja w klimacie poprzedniczki

The Mermaid Mask - wrażenia z demo. Kontynuacja w klimacie poprzedniczki

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z wersji demonstracyjnej nadchodzącej detektywistycznej przygodówki "wskaż i kliknij", kolejnej przygody detektywa Grimoire i jego partnerki w śledztwie Sally. Oto co myślę o fragmencie nadchodzącej przygodówki The Mermaid Mask.

Lutowa edycja Steam Next Festiwal wciąż przed nami, gdyż startuje dopiero jutro wieczorem, a ja juz mam pokaźną listę wersji demonstracyjnych które sprawdziłam, właśnie sprawdzam i zaraz sprawdzać będę. Przygodówek, choć mówi się, że gatunek ten siedzi w głębokiej niszy, i to jest niestety prawdą, okazuje się nie brakować, i ciężko wybrać od której zacząć i którą najpierw opisać. No cóż...., w drodze losowania padło na The Mermaid Mask od SFB Games, czyli przygodówkę w klasycznej rozgrywce "wskaż i kliknij", w detektywistycznym stylu, będącą kontynuacją poprzedniczki, ale wprowadzającą również kilka bardzo istotnych zmian. 

Inne wrażenia z wersji demo na moim blogu:

The Mermaid Mask w demo, które zajęło mi około 40 minut rozgrywki rozpoczyna się w pewnym zajeździe, gdzie poznajemy, niektórym z Was zapewne znanych już bohaterów, detektywa Grimoire'a i jego partnerkę w śledztwie Sally. Para szykuje się do swego kolejnego zadania, do rozwikłania zagadki śmierci kapitana podwodnego statku. Magnus Mortuga został odnaleziony martwy na swoim, jakże dziwnym okręcie, w zamkniętym pokoju, w którym głównym i mocno rzucającym się w oczy przedmiotem był wielki, kamienny, starożytny kocioł.

Tajemnica jego odejścia z tego świata okazała się być niezwykle zagadkowa, zważywszy na fakt, że kocioł ów wydawał się być otwarty po raz pierwszy, a denat był podobno nieśmiertelnym podróżnikiem w czasie, a może nawet wampirem, istotą dotkniętym klątwą. Poskładanie w całość przedziwnej zagadki, domniemanej klątwy, przeklętego kotła i ekscentrycznej załogi przypadło w udziale niewątpliwie dociekliwym, pomysłowym i stawiającym na logikę, ale i nie wątpiącym w dziwność świata detektywom.

The Mermaid Mask jest kolejnym już tytułem tego niewielkiego, niezależnego studia, i nowym projektem z serii o wspomnianym detektywie i jego towarzyszce, cyklu gier, które doczekały się już kilku odsłon, a ich początek miał miejsce prawie 12 lat temu, w grze pod tytułem Detective Grimoire, o podtytule Secret of te swamp. Tak się jakoś złożyło, że nie miałam przyjemności ograć ani przygodówki wydanej w 2014 roku, ani tej, która zadebiutowała pięć lat później, czyli Tangle Towar, swoim stylem graficznym i wyglądem bohaterów najbardziej zbliżonej do najnowszej odsłony, która swój debiut ma mieć w tym roku. Wspomnę tylko, że obydwie gry można teraz kupić w cenach obniżonych o 80%, czyli bardzo tanio. 

Tak jak wspomniałam poprzednich odsłon nie znam, ale zapewne poznam, bo sądząc po demo najnowszej części i ocenach graczy, zdecydowanie warto. Nie mniej jednak już na pierwszy rzut oka widać, że The Mermaid Mask odbiega od pierwszej przygody detektywa, nie tylko pod względem stylu graficznego, ale i wyglądu głównych postaci. Najnowsza opowieść to graficzna i postaciowa powtórka Tangle Towar. Już demo pokazuje, że jest to przygodówka w rozgrywce "wskaż i kliknij", w której posługujemy się myszą, mając jednocześnie możliwość obsługi gierki za pomocą kontrolera. I choć gra jest klasyczna, sama rozgrywka odbiega nieco od standardów przygodówek point-and-click. 

Nie ma tu klasycznego nazwania miejsc interaktywnych, nie ma podświetlania hotspotów, nie wprowadzono również typowych ikon interakcji. Jest natomiast możliwość klikania niemal na wszystko. Klikalny obszar zostaje oznaczony wtedy wielościanem o siedmiu ścianach, a nasi bohaterowie - Grimoire, bądź Sally wypowiadają się na jego temat, często wtrącając do rozmowy dozę dialogowego humoru, pozwalając przy okazji delektować się graczowi naprawdę świetnym angielskim dubbingiem.

Inaczej niż zwykle w przygodówkach, ale w stylu tej właśnie gierki, prezentuje się ekwipunek, który nie jest widoczny na ekranie, a znajduje się w ikonie notatnika, w prawym dolnym rogu. Otwierając go możemy zarówno obejrzeć zebrane przedmioty, jak i przeczytać podniesione przez nas książki. Gra bazuje na systemie poleceń, na które musimy kliknąć, by dokonać interakcji. W owym notatniku znajdują się także postaci dotyczące śledztwa, o których, jak mniemam, wraz z postępami rozgrywki dowiadywać będziemy się znacznie więcej. 

Już w około godzinnej wersji demo, zależnej czasowo od tego ile chcemy zbadać, i jak długo posiedzimy przy jednej z dostępnych tu zagadek, poznawać będziemy system sterowania, wpisujący się w styl gier od SFB Games. Nie znajdziemy w nim dowolności poruszania się po nazwanych lokacjach. Wędrówkę prowadzimy po mapie, klikając na odpowiednie okienko. Nie każde z nich jest dostępne od razu, a do wielu możemy wiekrotnie powracać.

Gra nie oferuje również ręcznego systemu zapisywania rozgrywki. I choć do sterowania trzeba się przyzwyczaić, i przyznam się z początku czułam się w grze nieco dziwnie, to z postępem rozgrywki zabawa stawała się coraz bardziej przyjemna, bardzo detektywistyczna i bardzo angażująca, choć wspomnianych ręcznych zapisów niestety mi w grze brakuje. 

Demo daje nam próbkę doskonałego angielskiego dubbingu. Próbkę, bowiem jedynymi postaciami, z którymi podczas demówki mamy do czynienia są protagoniści gry. Z punktu widzenia osoby, która w poprzednie odsłony serii nie grała, muszę przyznać, że dubbing zachęcił mnie, podobnie jak wciągająca, zagadkowa fabuła, o której zaraz wspomnę, do poznawania całej serii, nie tylko zapowiadanej na ten rok kontynuacji. Wersja angielska, bo tylko taka jest dostępna, jest zwyczajnie świetna. Aktorzy głosowi wychodzą na wyżyny kunsztu w swoim fachu, nadając postaciom autentyczności, klimatu i stylu. Intonacja głosu, ściszanie go w odpowiednim momencie, modulowanie, wyrażanie emocji. To wszystko i wiele więcej słychać w tej dobrze udźwiękowionej przygodówce, której towarzyszy jednocześnie niesamowicie klimatyczna ścieżka muzyczna. Zabawie, która w demo mija dość szybko przygrywa przejmująca, piękna, czasami bardzo klimatyczna muzyka w wykonaniu Budapest Art Orchestra.

Inność sterowania względem klasycznych przygodówek, stanowi o wartości tego tytułu, o jego indywidualności, zachęcając mocno do odkrywania kolejnych, schowanych na pokładzie podwodnego statku wskazówek, ukytych sekretów i dogłębniejszego poznawania fabuły. Wprawdzie trudno powiedzieć w krótkiej rozgrywce, by opowieść fabularnie można było zgłębić, ale zapewniam Was, zaciekawić scenariuszowo demo graczy będzie w stanie. Zrobi to tajemnicami, dziwnością, zagadkowością i poczuciem, że na statku nic nie jest takie jakim mogło by się wydawać.

Na dokładkę odkrywanie, badanie, klikanie i sprawdzanie wszystkiego co jest możliwe to nie wszystko. Starym zwyczajem produkcji od tegoż niezależnego studia, gier z detektywistycznym zacięciem, graczom przyjdzie badać i wyciągać wnioski. Zrobimy to za pomocą systemu wyboru odpowiednich wskazówek, umieszczeniu obrazków i wybraniu odpowiedniej treści w podsumowaniu rozdziału. 

Nie zabrakło również zadań czysto logicznych, typowych dla tej serii mini-gier. W wersji demonstracyjnej natniemy się na jedną z takich zagadek, bardzo ciekawą w formie, przy której nie będziemy wprawdzie siedzieć bóg wie ile, ale trzeba będzie trochę pokombinować. 

Graficznie The Mermaid Mask to kontynuacja drugiej odsłony opowieści, czyli połączenie teł 2D, czyli ręcznie rysowanej grafiki w bardzo pastelowej, ale i związanej z klikamtem morza zieleni, z nałożonymi na tła postaciami, w stylu 3D. Grafika, podobnie jak niemal wszystkie aspekty tej gry jest wyjątkowa, i typowa dla serii. I mimo tego, że nie powala wdziękiem i urokiem animowanych przygodówek, to zdecydowanie coś w sobie ma, i myślę, że pasuje do klimatu tej nieco paranormalnej historii.

Cóż mogę napisać w podsumowaniu wrażeń z demo. Szybko zleciało, mocno wciągnęło, zaciekawiło i dało upust moim detekywistycznym zapędom. Miałam okazji zmierzyć się z wyzwaniami jakie demo przede mnie postawiło, a trochę tego było. Poczułam przedsmak świetnej wersji angielskiej i doskonałej ścieżki dźwiękowej. Miałam okazję poczuć wstęp do warstwy logicznej tej detektywistycznej, czasami nieco mrocznej, a czasami zabawnej opowieści. 

Czekam zatem na premierę całości, która ma mieć miejsce w tym roku, choć póki co jeszcze nie wiemy kiedy. Zanim będę miała okazję poznać co tak właściwie stało się z kapitanem statku podwodnego, zapoznam się jeszcze z dwoma poprzednimi przygodówkami z tegoż cyklu, które właśnie nabyłam. 

Pełna wersja The Mermaid Mask ma pojawić się na Steam w 2026 roku. Dokładna data nie jest znana.

Karta Steam - pobierz demo



czwartek, 15 stycznia 2026

The Big Hollow: 1982 Demo - wrażenia. Poznawianie pracy profilanta kryminalnego

The Big Hollow: 1982 Demo - wrażenia. Poznawianie pracy profilanta kryminalnego

 


Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z demonstracyjnej wersji kolejnej gry przygodowej od Krams Desing, śledczej, mrocznej i stawiającej na logikę. Oto co myślę o demo przygodówki The Big Hollow: 1982.

Na wieść o rychłej premierze wersji demonstracyjnej śledczej przygodówki The Big Hollow: 1982, która pojawiła się na Steam nieco wcześniej niż twórca zapowiadał, nie 12 a 9 stycznia, postanowiłam przypomnień sobie inną, klasyczną, baśniową opowieść od tego dewelopera, zatytułowaną Anna's Quest, którą w oczekiwaniu na premierę demo jego nadchodzącej gry, opisałam także w poradniku/solucji. W końcu przeszedł czas na przetestowanie przygodowej opowieści w zupełnie innym klimacie, bo stawiającej na śledztwo z krwi i kości, na logikę i tematykę kryminalnego profilera. Co zatem ma graczom do zaoferowania detektywistyczna przygodówka The Big Hollow: 1982

Inne wrażenia z wersji demo na moim blogu:

O The Big Hollow usłyszałam po raz pierwszy prawie pięć lat temu i prawdę powiedziawszy z utęsknieniem wyczekiwałam na wieści o tym projekcie. Nadzieję na powstanie gry zaburzyła wkrótce cisza jaka przy projekcie zapanowała, co zaowocowało umieszczeniem go w moim blogowym cyklu "zapomniane, porzucone?". Dziś już wiadomo, że przestój nad pracami nad projektem, który finalnie jednak się nam zmienił, spowodowany był zmianami w życiu jego twórcy. I tak w zeszłym roku, pod jego koniec wiedzieliśmy już, że The Big Hollow zostało podzielona na mniejsze, krótsze, ale połączone fabularnie opowieści, których początkiem jest właśnie The Big Hollow: 1982, teraz dostępna w wersji demo. 

Jest to zupełnie inna niż Anna's Quest przygodowa opowieść, która powiedziałabym jest tytułem bardziej logicznym, mocno śledczym, niż klasycznie przygodowym. Demo, obejmujące mniej więcej (zależy od dokładności grania) jakieś czterdzieści minut rozgrywki, rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, jest mocno statyczne, a growa interakcja koncetruje się tu na zbieraniu wskazówek potrzebnych do wysnucia tezy czy w danej sprawie, w dokładnie dwóch sprawach z zabójstwem, mamy do czynienie z seryjnym mordercą czy też nie.

W grze wcielamy się w nieco niewierzącego w siebie, uroczo nieśmiałego wąsacza, początkującego profilanta kryminalnego, próbującego odnaleźć się w raczkującym dopiero biurze behawioralnym, w oddziale śledczym zajmującym się profilowaniem seryjnych morderców. Desmond, bo tak ma na imię postać, w którą się wcielamy pracuje pod nadzorem wymagającej przełożonej o nazwisku Lenore Davidson, która jest ekspertem w dziedzinie kryminologii, on zaś wprawdzie metodycznym i intuicyjnym detektywem, ale wciąż uczącym się jakże nowego, ale jakże teraz ważnego dla kryminalistyki fachu.

Wraz z nim przenosimy się do niewielkiego, na pozór spokojnego miasteczka, gdzie pewnego dnia odnalezione zostają dwa ciała młodych kobiet. Ida i Bonnie giną z rąk tajemniczego mordercy, który jedną z nich pozostawia przy drodze, drugą zaś w samochodzie. Ciekawy sprawy Desmond, czekając na przełożoną postanawia przyjrzeć się fotografiom z miejsca zbrodni, próbując odkryć czy mordy te mają jednego, wspólnego sprawcę, czy też są zupełnie różne.

Pod względem atmosfery jest to gra w klimacie mrocznego kryminału, a nawet thrillera, w której twórca postawił na poszukiwanie wskazówek, na ślady, badanie zbrodni, zbieranie poszlak i wysnuwanie wniosków. Gracz nie dysponuje, a przyjamniej nie w demo jakimiś narzędziami policyjnymi, czy detektywistycznymi, operując jedynie własną uwagą, koncentracją na szczegółach, pracując na bardziej lub mniej widocznych poszlakach, które pozwolą na odkrycie różnic, bądź podobieństw w dokonanych zbrodniach.

Podczas gry, w której podejmujemy się działań polegających na oglądaniu zdjęć zabitych kobiet, szukaniu przyczyny śmierci i charakterystycznych cech zbrodni, jesteśmy przez przełożoną stale testowani. Mając w zanadrzu jej pomoc, musimy, praktycznie sami dokonać mądrych, właściwych i przemyślanych wyborów, które doprowadzą nas do określenia sposobu działania zbrodniarza. To jak dobrze i logicznie połączymy fakty, to jak dobrym, rozsądnym i przewidującym śledczym będziemy, pozwoli na określenie charakteru sprawy, jego motywu działania oraz tego, czy Ida i Bonnie zginęły z rąk jednej i tej samej osoby.

The Big Hollow: 1982 Demo to przygodówka, ale wcale nie klasyczna. Nie mamy tu ekwipunku, nie mamy zbierania i używania przedmiotów. Myślę, że tytuł spodobać się może graczom lubiącym bawić się w detektywa, fascynujących się zgłębianiem modus operandi zbrodniarza, a także lubujących się w filmowych thrillerach w klimacie "Milczenia owiec". 

Ta gra, w przeciwieństwie do Anna's Quest nie ma nic z baśniowości, a jedynie logikę i twarde dowody. Mamy prawo, jako początkujący kryminalny profilant robić błędy. Mamy prawo długo się zastanawiać, bo gra w żadnym momencie nas nie pogania. Rozgrywka toczy się w własnym, często powolnym i metodycznym tempie. I niezależnie od tego czy radzimy sobie jako śledczy czy nie, ocena zawsze będzie na nas czekać.

Skoncetrowanie na przyglądaniu się zdjęciom, na badaniu miejsc zbrodni, wyciąganie wniosków w testach z odpowiedziami może, i z całą pewnością jest dobrą zabawą. Jest jednak pewne ale. The Big Hollow: 1982, zarówno w wersji demo, jak w całej grze jest tytułem dostępnym jedynie w wersji angielskiej. Brak znajomości języka może sprawić, i pokuszę się na stwierdzenie, że sprawi, nie tylko niezrozumienie rozgrywki, ale i brak z nią więzi. Z racji na bardzo, ale to bardzo specyficzny jej klimat, żałuję, że tytuł nie ma i wydaje się, że nie będzie miał polskiej wersji językowej.

Pod względem grafiki opisywana przeze mnie gra, już w wersji demo prezentuje graficznie podobny klimat do poprzedniego projektu tegoż twórcy. Jest ręcznie rysowaną, kreskówkową opowieścią, z statycznymi, równie ręcznie malowanymi tłami i takimi też postaciami. Choć grafika jest tu  dwuwymiarowa, to szczegółowość lokacji została zachowana, także w zdjęciach które oglądamy, notatkach i tym podobnych elementach.

Pod względem dźwiękowym jest przyznam się dość dziwnie. The Big Hollow: 1982 ma zaoferować pełną angielską wersję, czyli dialogi mówione. Tymczasem demo wydaje się być jedynie próbką wersji głosowych, bowiem podczas jego ogrywanie słyszymy tylko pojedyncze słowa czy części zdań wypowiadane przez dwie dostępne w demo postaci, czyli Desmonada i Lenore. Trudno zatem odnieść się do głosowej lokalizacji gry, która póki co jest mocno niepełna. 

Klimatu wersji demonstracyjnej dodaje ścieżka dźwiękowa, która muzycznie, bardzo ciężką, czasami wręcz mroczną muzą potrafi zbudować klimacik. To dzięki niej, moim zdaniem, przynajmniej w ogrywanym demo, czuć atmosferę mroku, tajemnicy i zbrodni, zdecydowanie najmocniej. To ona udowadnia najbardziej, że nie gramy w tytuł łatwy lekki i przyjemny, a w mroczną opowieść zahaczającą momentami o klimat grozy.

The Big Hollow: 1982 Demo pozwoliło mi wstępnie dowiedzieć się jaki rodzaj rozgrywki oferuje najnowsza gra od Krams Desing. Połączenie typowej, bardzo metodycznej, bardzo logicznej i niezwykle żmudnej pracy śledczej, z wybieraniem odpowiednich opcji dialogowych i testami, które mają na celu uczyć i wskazywać, stanowią growe w niej wyzwanie. Nie brakuje grze klimatu, budowanego nie tylko przez brutalne zbrodnie, i otoczkę pracy kryminalnego profilanta, ale również przez styl rysunku i przede wszystkim przez ścieżkę dźwiękową. 

Zdecydowanie brakowało mi w grze polskiej wersji językowej, która zachęciłaby do sprawdzenia tytułu większą ilość moich rodaków. Brakło również pełnej angielskiej wersji dubbingowej, która mam nadzieję, że w prłnym już tytule jednak zagości. 

Muszę przyznać, że czuję się The Big Hollow: 1982 Demo zaintrygowana i zachęcona. Z wielką przyjemnością zagłębie się w dalsze meandry śledztwa, i mam nadzieję, że poradzę sobie z odnalezieniem sprawcy, bądź sprawców zabójstwa tych młodych kobiet. Czekam zatem na więcej! 

Pełna wersja The Big Hollow: 1982 zadebiutować ma na Steam, w wersji na PC w 2026 roku. Wciąż nie znana jest dokładna data debiutu tejże przygodówki.

Karta Steam - pobierz demo

piątek, 9 stycznia 2026

Allogloom, wrażenia z demo. Dziwna, mroczna i intrygująca przygodówka

Allogloom, wrażenia z demo. Dziwna, mroczna i intrygująca przygodówka

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z kolejnej przygodówki typu "wskaż i kliknij", mrocznej, surrealistycznej i ręcznie malowanej, niezależnej gry adenture zatytułowanej Allogloom. Co o niej myślę?

Styczeń to dla mnie miesiąc przestoju w przygodowych premierach, czas podsumowań i oczekiwań, ale i idealny moment na sprawdzenie sporej ilości wersji demonstracyjnych, szczególnie tych gier, które mocno mnie zainteresowały. Niedawno podzieliłam się z Wami moimi wrażenia z niewykle dobrze zapowiadajacej się przygodówki eksploracyjno-narracyjnej w tajemniczym klimacie The Tragedy at Deer Creek, a dziś nieco bardzej mroczna, zdecydowanie bardziej surrealistyczna, ręcznie malowana przygodowa opowieść pod tytułem Allogloom. Obydwie gry znajdują się na mojej liście najbardziej oczekiwanych przygodówek roku 2026. Dziś wrażenia z demo przygodówki od niezależnego studia Galactic Ghosty

Inne moje wrażenia z wersji demo na blogu:

Jak wspomniałam Allogloom jest przygodówką stworzoną przez niezależnego twórcę, a właściwie twórczynię, przez studio Galactic Ghosty z siedzibą w odległej Nowej Zelandii. Gra jest przedstawicielem przygodowego podgatunku znanego jako horror. Nie jest to jednak groza w czystej postaci, a przygodowa opowieść w rozgrywce "wskaż i kliknij", w klimacie psychologicznego horroru, w mocno, naprawdę mocno surrealistycznym, acz przepięknym graficznie stylu. To właśnie głównie dla tegoż graficznego wykonania i dzięki dozie dziwności, którą w przygodówkach lubię, zapragnęłam dodać grę do swojej listy życzeń, ale także sprawdzić ją w demo.

Opowieść, której wstęp poznajemy w dostępnej na Steam wersji demonstracyjnej przenosi gracza do niewielkiej, położonej na uboczu wioski Gruesome Grove, w której poznajemy Norę, młodą dziewczynę. W miejscu tym czci się wielkie ćmy, mające moc przenoszenia dusz zmarłych przez próg światła. Te istoty utrzymują równowagę między życiem, a śmiercią. O tę równowagę należy dbać i owa równowaga zostaje wkrótce zaburzona.

W demo wchodzimy w nocy, podczas Festiwalu Przejścia Dusz. Z początku to jakże podniosłe wydarzenia idzie zgodnie z planem. Wkrótce jednak wszystko się zmienia. W wiosce, a także w domu rodzinnym Nory pojawiają się tajemnicze, przerażające potwory, które czyhają na jej najbliższych. Nora zostaje sama, gotowa dowiedzieć się na własnej skórze kto i dlaczego porywa mieszkańców jej wioski.

Allogloom w wersji demo przybliża oczywiście jedynie niewielki fragment opowieści, dostarczając rozgrywki na około godzinę zabawy. Ale już podczas eksploracji demówki zapoznać możemy się nie tylko z niezwykle atmosferycznym, surrealistycznym klimatem, ale i stylem opowiadania tej historii, rozgrywką i zagadkami.

Gra jest klasyczną przygodówką w typie "wskaż i kliknij", w pełni obsługiwaną za pomocą myszy, z intuicyjnym sterowaniem. Podczas eksploracji prowadzimy dialogi, zbieramy i używamy przedmioty, ale i koncentrujemy naszą uwagę na łamigłówkach. Te wynikają z fabuły, są bardzo logiczne, i możecie być pewni, że zyskacie w grze podpowiedź do ich rozwiązania.

Tym co może przyciągać graczy w tejże opowieści, szczególnie tych lubiący klimat grozy i mroczą dziwność, jest surrealizm, którym przygoda dosłownie ocieka. Przygodówka, która została stworzona przez solową deweloperkę, z muzyką autorstwa jej przyjaciółki, skupia się na opowieści o wielkich nocnych owadach, które przenoszą duszę, opowieść ma wydźwięk melancholijny i niezwykle tajemniczy. W grze natkniemy się na zaskakującą dziwność, związaną nie tylko z mocno fantasy fabułą, ale i z racji na dziwaczne rytuały, mięsożerne ćmy i tajemniczą lepiącą się substancję.

Groza przygodówki, którą autorka określa jako przygodowy horror psychologiczny budowana jest nie poprzez typowe straszaki, ale dzięki mrocznym, często makabrycznym rysunkom, wszędobylskiej tajemnicy, poczuciu napięcia i wpływającej na klimat muzyce. 

Demo, które podobnie jak i pełna wersja Allogloom nie zaoferuje graczom angielskiej wersji dubbingowej (a szkoda), a jedynie napisy po angielsku, pozwala na prowadzenie dialogów z kilkoma postaciami, głównie z rodziny Nory. W pełniejszej rozgrywce otrzymamy możliwość pogadania również z potworami i wieloma dziwnymi, często strasznymi istotami. 

Przygodówka, która jak wspominana autorka, mająca na imię Kate, tworzona jest już od kilku lat, została narysowana w ręcznie rysowanym stylu, który wygląda prześlicznie, obfituje w szczegóły i liczne detale. Horror przenika malowaną grafikę i z owej grafiki wynika, sprawiając, że całość prezentuje się rewelacyjnie i mocno zachęca do poznania tejże opowieści. 

Mrok jest w grze odczuwalny, także w ogrywanym przeze mnie demo, ale jest on łagodzony przez pewną dawkę czarnego humoru, ale także przez fantasy klimat tejże mocno rozbudowanej, i mającej wiele do zaoferowania historii.

Allogloom została podzielona na rozdziały. W dostępnej na Steam wersji demonstracyjnej poznamy część prologu i fragment pierwszego rozdziału. Będziemy eksplorować, zbierać przedmioty trafiające go klasycznego, urokliwego rysunkowo ekwipunku, odnajdywać notatki, listy i wskazówki, rozmawiać i jak już wspomniałam mierzyć z początkowymi zadaniami logicznymi. Demo nie przewiduje zbyt wymyślnych i trudnych zagadek, więc spokojnie może zmierzyć się z nim nawet początkujący w grach przygodowych użytkownik Steam. 

Rozgrywce, która już w demo zapowiada dość rozbudowaną zabawę, w której odwiedzimy nie tylko wioskę, ale i spory teren poza nią, także mroczny las, towarzyszy tajemnica, która zaprasza do poznania pełnej wersji tejże historii. Dokładnej daty gry, która ma mieć premierę jeszcze w tym roku, jak na razie nie znamy.

Po sprawdzeniu wersji demonstracyjnej Allogloom nabrałam pewności, mimo tego, że nie przepadam za przygodówkami bez mówionych dialogów, że muszę w nią zagrać. Z chęcią poznam przyczyny tajemniczego ataku potworów, porywających mieszkańców. Z przyjemnością zanurzę się w ręcznie rysowaną, makabryczną historię, zmierzę się z zagadkami i poznam jej bohaterów.

Zachęcam wszystkich lubiących nieco mroczniejsze, bardziej surrealistyczne, dwuwymiarowe przygodówki do sprawdzenia tejże przygodówki. Myślę, że się na niej nie zawiedziecie, a dziwacznie makabryczna i tajemnicza opowieść szybko Was wciągnie. Ja bawiłam się naprawdę dobrze. Czekam zatem na ogłoszenie daty premiery pełnej jej wersji. Mam nadzieję, że nie będą czekać na nią zbyt długo.

Gra swój debiut ma mieć na Steam, na PC w 2026 roku. Dokładna data nie została ogłoszona. Demo jest dostępne.

Karta Steam - pobierz demo



środa, 7 stycznia 2026

The Tragedy at Deer Creek - wrażenia z demo. Zapowiada się niezwykle klimatycznie

The Tragedy at Deer Creek - wrażenia z demo. Zapowiada się niezwykle klimatycznie

 

Serdecznie zapraszam Was do przeczytania pierwszego w nowym roku większego tekstu przedstawiającego moje wrażenia z nadchodzącej gry przygodowej. Dziś wszystko to co myślę o wersji demonstracyjnej przygodówki The Tragedy at Deer Creek

W pierwszych dnia stycznia na moim blogu pojawił się artykuł, a właściwie dwie jego części, w których dzieliłam się z Wami przygodówkami na które czekam w tym roku. W części drugiej, tej poświęconej mocniej przygodówkom niezależnym, stworzonym przez niewielkie studia, pojawiła się gra The Tragedy at Deer Creek, narracyjna, tajemnicza, nieco mroczna, w ciekawej graficznie oprawie. Tytuł stworzony przez niewielkie, bo dwuosobowe szwedzkie studio Sparrowland zainteresował mnie na tyle mocno, że postanowiłam sprawdzić jego demo. Co o nim myślę spróbuję przekazać w poniższym tekście, do którego przeczytania oczywiście Was zachęcam 😉

Inne moje wrażenia z wersji demonstracyjnych na blogu:

Jak wspomniałam ów przygodowy projekt jest dziełem studia założonego przez dwóch braci mieszkających w północnej Szwecji, którzy zechcieli opowiedzieć graczom przejmującą historię w tajemniczym, a momentami również nieco mrocznym stylu, który przyznam się od razu mnie do siebie przekonał. Gra swoją premierę ma mieć w tym roku, jak wspominają jej autorzy, być może pod koniec marca. Tymczasem dostępna jest na Steam w wersji demonstracyjnej obejmującej, wydaje się, początkowy fragment rozgrywki, który tak naprawdę dopiero wprowadza gracza w przyznam się, bardzo intrygujący klimat tej opowieści.

Demo rozpoczyna się od wizyty w domu growej protagonistki, Charlotte Gray, fotografiki, która właśnie szykuje się na swoją fotograficzną wyprawę. Kobieta wybiera się na Alaskę, by tam zająć się dzięki fotografii, dokumentowaniem zwykłego, codziennego życia mieszkańców małej osady drwali, osadników, którzy w roku 1887 mieszkali w Deer Creek, i dokończeniem swojego projektu "Forgotten Frontiers".

Po pożegnaniu się z ukochanym mężczyzną, długiej podróży pociągiem i skuterem śnieżnym, dociera wraz z przewodnikiem do niewielkiej wypożyczonej na cele badawcze chatki, w której będzie mieszkać i dzień po dniu tworzyć fotograficzną dokumentację amerykańskiego życia w XIX wieku. Zwiedzając kolejne chaty, które służyły ludziom do zwykłych życiowych czynności, Charlotte odkrywa fragmenty ich bytowania, listy, obrazy, zdjęcia, ale i pewną tajemnicę. Trafia bowiem na zawalony most, który prowadzi do dalszej części osady, która zdaje się kryć coś, co czeka na odkrycie. 

Pełna wersja opisywanej przeze mnie we fragmencie rozgrywki przygodówki, będzie skupiała się na splecionej ze sobą, dramatycznej i przejmującej historii kilku rodzin w osadzie Deer Creek. Demo daje nam jedynie wstęp do mrocznego dramatu o rodzinie, stracie i lojalności, rozpoczynając się zimą 1997 roku i przenosząc nas we wspomnieniach i zdjęciach w fragment wydarzeń z roku 1887.

Fabuła, choć serwowana graczom bardzo zdawkowo, małymi kroczkami, opowiedziana w narracyjnej przygodówce w rozgrywce "wskaż i kliknij", szybko zaciekawia, zadaje pytania, a nawet ma w sobie pewne elementy zjawisk paranormalnych....., a przynajmniej takie odnosimy wrażenie. Gra oczywiście nie straszy, bo nie jest horrorem, ale atmosferę tajemniczości i dziwności, w dobrym tego słowa znaczeniu, czuć już w wersji demonstracyjnej. 

The Tragedy at Deer Creek potrafi zaintrygować klimatem i zagadkowością, ale spodoba się również przygodomaniakom lubiącym klasyczne gry adventure. To bowiem tytuł z typowymi rozwiązaniami point-and-click. Postacią kierujemy bowiem za pomocą myszy, zbieramy przedmioty, które używamy w odpowiedni sposób, odnajdujemy wskazówki, ale też robimy zdjęcia. To one stanowią nadrzędną funkcję opowieści, bowiem otwierają graczowi nowe obszary, nowe lokacje. Notatnik to również miejsce, w którym gra stawia przed nami jasne cele. Kolejne zadania, które musimy wykonać są tu precyzyjnie zapisywane, a wykonana czynność oznaczana dźwiękiem. Nie jesteśmy zatem w stanie zastopować się w rozgrywce na dłużej, co sprawia, że w tytuł, przynajmniej na etapie okolo godzinnego demo (choć sądzę, że w całą grę) mogą zagrać nawet początkujący w tym gatunku gracze.

Ważnym aspektem rozgrywki jest również plecak Charolotte, który nie tylko stanowi miejsca do którego trafiają zebrane przedmioty, które można obejrzeć, ale również ze sobą połączyć, ale zawiera również dokumenty oraz fotografie, które podczas zabawy zbieramy. 

The Tragedy at Deer Creek to projekt stworzony w bardzo ciekawym stylu graficznym. To trochę pikselowa malowana rzeczywistość, w rozmazanym, bardzo melancholijnym klimacie, wykonana w mocno okrojonej barwie, ale graficznie niezwykle czytelna. Choć klimatyczne animacje, które zdecydowanie potrafią budować nastrój tajemnicy, są kolorowe, to cała reszta tego co widzimy na ekranie utrzymana jest w czarno-białych kolorach, w retro stylu. Taka forma graficzna bardzo dobrze współgra z atmosferą panującą w osadzie, z stylem życia dziewiętnastowiecznych osadników i smutną, emocjonalną opowieścią, którą twórcy starają się w grze przekazać. 

Zabawie towarzyszy równie klimatyczna ścieżka dźwiękowa, która podobnie jak grafika, doskonale buduje klimat melancholii, zadumy i czekających na gracza sekretów, które odkrywać będzie wędrując po osadzie właściwie samotnie. Fragment ścieżki muzycznej, również wykonanej przez jednego z twórców, możecie posłuchać w wideo poniżej 😊, na końcu mojego tekstu. 

Na niewiele dialogów liczyć możemy w demo, które spędzamy praktycznie w całości w towarzystwie Charlotte Gray, słysząc i czytając jedynie jej komentarze i jej przemyślenia. I choć gadaniny w grze nie ma zbyt dużo, już w wersji demonstracyjnej widać, że The Tragedy at Deer Creek, gra dostępna w pełnej angielskiej wersji językowej, będzie miała graczom do zaoferowania całkiem porządny dubbing

Demo The Tragedy at Deer Creek upewniło mnie w przekonaniu, że w pełną wersję tej przygodówki zagrać muszę. Intrygujący klimat, sekret, który jedynie mówiąc kolokwialnie liznęłam, intuicyjne strowanie, ciekawa grafika, klimatyczne animacje i panująca atmosfera niepokoju oraz wielkiego znaku zapytania co dalej, do poznania całej historii mocno zachęca.  

Wszystko to przemawia za tym, iż nadchodząca na pierwsze miesiące tego roku pełna wersja gry zapowiada intrygującą, ciekawą i mocno nastrojową rozgrywkę, czyli grę w bardzo moim klimacie. Szkoda tylko, że niestety nie dostępną w polskiej wersji językowej. 

Gra swoją premierę będzie mieć w 2026 roku, na Steam, na PC, w pierwszym miesiącach tego roku. Dokładna data na razie nie została przez twórców ogłoszona. 

Karta Steam - pobierz demo