Najnowsza odsłona mrocznej, przygodowej serii, baśniowej opowieści grozy w malowanym stylu, z czarnym humorem, z cyklu Creepy Tale, tym razem nosząca tytuł Creepy Tale: Snow Child została właśnie pokazana na nowym, oficjalnym już zwiastunie.
Choć daty premiery najnowszej odsłony przygodowego cyklu grozy, opowieści w baśniowym stylu, pod wspólnym tytułem Creepy Tale, wciąż nie znamy, to kilka godzin temu jej twórcy, studio Creepy Brothers, podzielili się nowym zwiastunem. Creepy Tale: Snow Child, której demo było dostępne na Steam, przygodówka z elementami zręcznościowymi w klimacie horroru, ubarwiana czarnym humorem, zyskała właśnie oficjalny zwiastun.
Creepy Tale: Snow Child to połączenia przygodówki, akcji, w tym elementów zręcznościowych, ale i sekretów oraz łamigłówek. To gra utrzymana w klimacie poprzednich opowieści z tegoż cyklu, łącząca grozę z czarnym humorem. Podobnie jak poprzednie przygodówki, tak i ta stworzona została w ręcznie rysowanym stylu, w klasycznym 2D. W grę będzie można zagrać z pełnym angielskim dubbingiem, również z polskimi napisami.
Opowieść pozwala nam wcielić się w chłopca o imieniu Blizzy, którego marzeniem było zostać bohaterem i uratować królestwo. Okazją okazała się wycieczka do piekła i próba powstrzymania starożytnego zła, które pragnie wyjść na powierzchnię. Wędrując po piekle, w towarzystwie niewielkiego chochlika o imieniu Molek, spróbujemy zaskarbić sobie jego przychylność i pomoc, wiedząc, że lubi słodycze, ale i dzieci.
W grze natkniemy się na wiele przygód i trudności, podczas których potrzebna nam będzie umiejętność skradania się, spryt, ale i zdolność pokonywanie przeszkód w elementach zręcznościowych, i unikania wrogów. Nie zabraknie również minigier. Rozgrywce towarzyszy oryginalna ścieżka dźwiękowa.
Data premiery Creepy Tale: Snow Child na platformie Steam, na PC wciąż nie została ogłoszona.
Trzecia część przygodowej, detektywistycznej, ale i komediowej serii The Darkside Detective, o podtytule Backside of the Moon została udostępniona w wersji demonstracyjnej na platformie Steam.
The Darkside Detective: Backside of the Moon to jak wspomniałam trzecia już odsłona tegoż cyklu, w którym po raz kolejny przenosimy się do miasteczka Twin Lakes, gdzie na detektywa McQueena i funkcjonariusza Dooleya czeka sześć nowych paranormalnych zagadek.
Demo The Darkside Detective: Backside of the Moon obejmuje pierwszą połowę pierwszej sprawy, „Kochanie, zmniejszyłem detektywów”. W tej bowiem sprawie chodzi o Dooleya i McQueena, którzy zostają zmniejszoni do rozmiarów myszy. Czekają na nich gadające szczury, magiczne artefakty i szczególnie kiepska hydraulika.
Gra podobnie jak poprzednie odslony wykonana została w retro pikselowej grafice retro, nie posiada dialogów mówionych i jest dostępna z napisami po angielsku.
Premiera pełnej wersji gry będzie miała miejsce na Steam, GOG, na PC, Mac i Linux. Data premiery nie została ogłoszona.
Z okazji dwudziestych urodzin pierwszej części przygodowej serii od Animation Arts, jaką jest Secret Files: Tunguska studio ogłosiło pracę nad jej remasterem. Pokazano pierwsze z niej screeny.
W tym roku mija 20 lat od premiery Secret Files: Tunguska, której recenzję oraz poradnik/solucję znajdziecie na blogu. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych, choć nie pozbawiona wad, mimo wszystko bardzo przez graczy lubiana przygodówka od niemieckiego studia Animation Ars, otrzyma nową, ulepszoną wersję w postaci remastera. Studio pracujące nad przygodową grą akcji, w zupełnie nowym stylu, grą Gabby’s Odyssey, nie zapomniało o swoim flagowym tytule, który rozrósł się na kilka części z serii Secret Files, przygodówek, których recenzje i poradniki znajdziecie w dziale "Moja twórczość". Deweloperzy pochwalili się pierwszymi screenami z nadchodzącej odnowionej wersji.
Dwadzieścia lat mija od premiery niezwykle popularnej przygodówki "wskaż i kliknij" zatytułowanej Secret Files: Tunguska, znanej w naszym kraju jako Tajne Akta: Tunguska, w której po raz pierwszy mogliśmy pokierować dwoma bohaterami, kobietą i mężczyzną.
W pierwszej części poznajemy młodą Rosjankę na stałe mieszkającą z ojcem w Berlinę, rudowłosą Ninę Kalenkov. Pewnego dnia po przybyciu do muzuem, gdzie pracuje jej tata, zauważa, że jej ojciec zniknął. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że według dozorcy muzeum i pewnej dziewczyny po ulicy kręciły się jakieś dziwne zakaputorzone postaci, unoszące się nad ziemią. W budynku Nina poznaje Maxa Grubera, współpracownika jej ojca. Oboje postanawiają zająć się poszukiwaniem zaginionego naukowca. A ich przygoda zaczyna się od odnalezienia wzmianki o Tungusce.
Secret Files: Tunguska w wersji remaster będzie opowiadał tę samą historię, a celem twórców jest nie tylko jej "odświeżenie", ale gruntowana jej przemiana. Przygodówka ma jednak nie stracić swego dawnego uroku. Przerobiona będzie nie tylko grafika, która dopasowana zostanie do nowych komputerowych systemów, ale także rozgrywka, interfejs użytkownika i ogólne wrażenie z gry.
Data premiery Sercert: Files: Tunguska Remestered nie została jeszcze ogłoszona.
Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji pierwszej gry z przygodowej serii o detektywie, który rozprawia się z tajemnicą mordu w pewnej położonej na bagnach atrakcji turystycznej. Oto co myślę o detektywistycznej przygodówce Detective Grimoire!
Niedawno miałam okazję sprawdzić wersję demonstracyjną najnowszej odsłony przygodowego cyklu, którego bohaterem jest detektyw Grimoire. Po ograniu The Mermaid Mask, w wersji demo, czyli najnowszego dzieła studia SFG Games, poczułam nieodpartą chęć poznania poprzednich opowieści z tej serii, które, tak się jakoś złożyło, do tej pory nie znałam. Zachowując kolejność, choć w przypadku tej serii nie jest ona niezbędna, zaczęłam od sprawdzenia pierwszej pełnoprawnej przygodówki, o tytule Detective Grimoire, wydanej w roku 2014, prawie dwanaście lat temu, części, w której uroczy śledczy zaczyna swoją detektywistyczną działalność na pełną skalę, a towarzysząca mu w kolejnych odsłonach Sally, jak w przypadku nowych odsłon, tym razem nie uczestniczy w śledztwie. A oto jej recenzja 😁
Zanim zanurzę się w opowieść o śledztwie na bagnach, winnam Wam i trochę też sobie, bo prawdę powiedziawszy dowiedziałam się o tym już po przejściu gry, pewne wyjaśnienie. Dotyczyć one będzie serii o detektywie Grimoire, która może wydawać się zaczyna się właśnie od recenzowanej przeze mnie gierki.
Jak się okazuje jest to błędne myślenie. Poznanie przez naszego śledczego, na samym początku omawianej przeze mnie przygodówki, małej, rudowłosej dziewczynki ma głębszy sens. Otóż okazuje się, że seria, którą stworzyli dwaj bracia, założyciele studia SFG Games, miała początek wraz z flashową, darmową przygodówką, której akcja rozgrywała się w wesołym miasteczku. Gry nie udało mi się już znaleźć w Internetach. Niemniej dała ona początek składającej się obecnie z trzech części, przy czym na debiut najnowszej jeszcze czekamy, detektywistycznej, przygodowej serii.
Jej początek, w pełnoprawnej, komercyjnej formie zaczyna właśnie krótka, ale bardzo treściwa w zadania, ciekawa i przede wszystkim bardzo detektywistyczna przygodówka z roku 2014, zatytułowana Detective Grimoire.
Fabuła - śledztwo z bagiennym potworem w tle
Historia rozpoczyna się od animacji, w której wspomniany detektyw, młody mężczyzny w wpisującym się w styl śledczego ortalionowym płaszczu i kapeluszu, wieziony w łódce przez oficera Jamesa, przybywa na bagna, gdzie ma rozpocząć swoje kolejne śledztwo. Na tak zdawałoby się nieatrakcyjnym, podmokłym miejscu znajduje się mała atrakcja turystyczna "Boogy's Bog", która przyciąga turystów zagadkową bagienną istotą. Stworzenia żyje w tym miejscu podobno już od sześćdziesięciu lat.
Właścicielem i twórcą turystycznej atrakcji jest Richard Remington, który pewnego dnia, w godzinach wieczornych zostaje znaleziony martwy. Jego okaleczone ciało, noszące ślady pazurzastego stworzenia porzucone zostało przed jego biurem, a o zabójstwo właściciela "Boogy's Bog" podejrzewa się bagienną istotę, kolorowego bohatera kreskówek, istotę znaną jako Boggy. Zadaniem śledczego, który nie wierzy w istnienie miejscowego potwora, jest zbadanie tej jakże tajemniczej, zagadkowej sprawy i odnalezienie prawdziwego zabójcy.
W toku śledztwa, poznając życie na bagnach, jego mieszkańców i przybyłych gości, z których niemal każdy ma jakąś tajemnicę, Grimoire odkrywa zabójcę, przy okazji poznając sekret atrakcji turystycznej i samego jej właściciela i twórcy.
Przygodówka, choć nie taka aż klasyczna
Detective Grimoire jest przygodówką point-and-click, ale w nie tak klasycznym stylu, jak w większości gier z tegoż gatunku. Postacią naszego śledczego, a kierujemy tylko nim, dowodzimy za pomocą myszy, bez możliwości użycia kontrolera, tak jak w przypadku kolejnych odsłon serii.
I choć sterowania odbywa się myszką to w recenzowanej przeze mnie grze nie ma typowych rozwiązań, znanych z przygodówek "wskaż i kliknij". Nie znajdziemy w lokacjach nazw przedmiotów, które możemy zabrać, obejrzeć czy użyć. Klikać możemy niemal na wszystko, a po zaznaczaniu przez grę danego obszaru, wysłuchać odpowiedniego komentarza. Nie ma klasycznego ekwipunku, który zlokalizowany byłby gdzieś na ekranie. Nie posłużymy się również możliwością podświetlania miejsc w lokacjach, ale istotne lokacje, które można i powinno się odwiedzić, będą, zanim ich nie odwiedzimy, błyszczeć, wskazując nam kierunek.
Rozgrywka bazuje na systemie punktowym, i sterowaniu za pomocą rodzaju komend. Pójdziemy do lokacji tej czy tamtej, ale tylko wtedy, gdy użyjemy ikony ludzika w prawym dolnym rogu. Przejrzymy akta sprawy i zebrane wskazówki klikając na odpowiednie ikony dotyczące postaci, wskazówek, do których trafiają również zebrane przez nas przedmioty czy notesu. Podczas kilkugodzinnego dochodzenia będziemy robić postępy w śledztwie, dodając do każdej z tych ikon kolejne procenty postępów. Najlepiej byłoby w każdym z nich zdobyć 100%, ale gra skonstruowana jest w taki sposób, by móc przejść ją nie osiągnąwszy pełni procentowej. Pozwala to na ponowne wkroczenie w dochodzenie, czyli kolejne przejście gry, tym bardziej, że oferuje ona trzy możliwe do rozgrywki profile. Trzeba przy tym zaznaczyć, że omawiania przeze mnie przygodówka nie posiada ręcznego zapisu.
Do dyspozycji mamy również mapę, która wraz z postępami w grze stale się rozrasta. Gracz może w dowolnym momencie wędrować po zapisanych na nich miejscówkach. Będzie to robił dość często, bo skupiona na śledztwie przygodówka, będzie tego od niego wymagać.
Postępy w naszych działaniach sprawdzać można również za pomocą przycisku "znaku zapytania", który stanowi podsumowanie dochodzenia, dając wgląd nie tylko w procentowe postępy, ale w zrealizowane przez nas wyzwania, czyli dodatkowe rozmowy z podejrzanymi, które są efektem zebranych przez nas wskazówek.
Krótka, ale treściwa w zadania i minigry rozgrywka
Detective Grimoire nie jest przygodowym tytułem wpisującym się w długą i bardzo skomplikowaną rozgrywkę. To kilkugodzinna przygodówka, którą można przejść w dosłownie trzy godziny, choć dla osiągnięcia 100% wszystkich aspektów składających się na całość, gracz musi skupić się na większej dokładności. Ta dokładność polegająca na pilniejszym, bardziej szczegółowym badaniu miejscówek i poszukiwaniu wskazówek, możne oczywiście wydłużyć rozgrywkę.
W grze sprawdzać można dosłownie wszystko, klikając na właściwie wszystkim, ale nie każdy element otoczenia i nie każda rozmowa jest nam potrzebna do przejścia recenzowanej przeze mnie gierki, i nie każda doda do już zebranych postępów dodatkowe punkty procentowe.
Większość naszych działań opiera się na badaniu okolicy, na rozmowach i na bardzo skrupulatnym śledztwie. Główną zaletą tegoż tytułu jest możliwość wejścia w buty prawdziwego detektywa, z krwi i kości, z jednoczesnym zmierzeniem się z tajemnicą natury nadprzyrodzonej, fantastycznej, a nawet nieco science-fiction. Odkrywanie tajemnicy bagiennej istoty i tegoż miejsca, które skrywa wielki sekret, jest przyjemnością samą w sobie, jest i wyzwaniem.
A tych wyzwań w grze znajdziemy sporo. Przede wszystkim szukać będziemy wskazówek, odkrywając ich sekrety, które nie zostaną nam odsłonięte od razu, a stopniowo. Nieodkryte tajemnice oznaczone zostaną znakami zapytania. Przeprowadzimy także liczne rozmowy z wieloma, nader ciekawymi postaciami, z których każda ma swój charakter i dozę tajemnicy. Kolejne przesłuchania, poprzedzone znalezieniem wskazówki pozwolą na otwarcie "wyzwania", czyli dodatkowej rozmowy. Do odblokowanie mamy ich tyle, ile jest w grze postaci, czyli dokładnie siedem.
Poszukiwanie wskazówek, przedmiotów i prowadzenie rozmów to oczywiście nie wszystko czego spodziewać możemy się w tej treściwej w przygodowe działanie opowieści. Co jakiś czas zebrane informacje i wskazówki pozwolą na uporządkowanie myśli detektywa Grimoire. Czeka nas wtedy wyzwanie natury dedukcyjnej, rodzaj zagadki, w której będziemy musieli odpowiedzieć na pytanie zadane przez detektywa. W tym celu w odpowiednie okienko wstawimy właściwie postaci czy przedmioty, bądź wskazówki i dobierzemy do nich poprawną odpowiedź.
Wszystko co będzie prawidłowo wykonanym zadaniem, dobrym tropem, odpowiednią rozmową, pójściem we właściwym kierunku, czy poprawnym rozwiązaniem zagadki i dobranej dobrej odpowiedzi, sygnalizowane będzie charakterystycznym dźwiękiem. Potwierdzi on właściwość naszej decyzji, upewniając gracza, że jego wybór jest trafiony.
Oprócz wyzwań natury typowo śledczo-detektywistycznej, sprawiających, muszę to przyznać, wielką frajdę, gracz zmierzy się także z prostymi minigrami, która wplecione zostały w fabułę, i mają na celu uatrakcyjnić rozgrywkę, bądź zdobyć potrzebną wskazówkę.
Jeśli tylko oswoimy się ze sterowaniem, i z mnogością funkcji gry skoncentrowanej na punktacji, zabawa w detektywa mierzącego się z wyjątkową sprawą i wyjątkowym podejrzanym, może okazać się wyzwaniem dość prostym. Ale jeśli tylko nie będziemy mieli pojęcia co dalej, i zwyczajnie utniemy, możemy posłużyć się zebranymi wskazówkami, a nawet profilami, które pokazujemy podejrzanym. Szybko okaże się, że taki czyn nieść będzie ze sobą dodatkowe informacje, i nowe punkty w rozgrywce.
Do pomocy mamy również oficera Jamesa, siedzącego w łódce przy pomoście, który służy troszkę jak growy samouczek, ale i osoba podsumowująca śledztwo, które toczy się w kilku rozdziałach, na które podzielona jest owa gierka.
Oprawa graficzna i dźwiękowa - jest dobrze, jest bardzo dobrze
Detective Grimoire to gra wykonana w ręcznie rysowanym stylu graficznym. Malowane, stateczne tła, niczym z obrazka, utrzymane w pastelowych barwach, rozjaśniane są przez niezwykle, czasami aż za bardzo przekolorowane postaci, począwszy od krwistorudej dziewczynki, po zielonowłosą Sally, pracownicę budki z pamiątkami. Przekrój postaci narysowanych w zabawnym stylu, który podkręca tajemniczy klimat fabularny, jest tu szeroki. Choć osób, z którymi przyjdzie nam rozmawiać nie jest szczególnie dużo, bo zaledwie siedem, to zarówno ich charakter, styl bycia i jakość ich graficznego wykonania, dają graczom poczucie przygodowego spełnienia.
Recenzowana przeze mnie przygodówka jest zwyczajnie graficznie przyjemna dla oka, nie tylko w zwykłej rozgrywce, ale w wplecionych w opowieść, podbijających ją, dość licznych animacjach. Te nie tylko budują klimacik, ale i dodają do fabuły dodatkowe smaczki. No i prezentują się trochę jak animowane filmy.
Niczego zarzucić nie można również ścieżce muzycznej, która swoimi dźwiękami, dobrą oprawą otoczenia, jak i samą muzyką, skutecznie buduje atmosferę. Kawałki lecące w tle potrafią wyciągnąć z tej detektywistycznej, ale i nieco mrocznej historii, wszystko co w danym momencie podkręca jej klimat, ale i stanowi o dozie humoru, którego grze również nie brakuje.
Na uznanie zasługuje również to, że Detective Grimoire, w przeciwieństwie do swojej flashowej poprzedniczki to gra z pełnym angielskim dubbingiem dla każdej postaci. I choć aktorzy głosowi się powtarzają, to ich zaangażowanie i jakość włożona w pracę nad głosem każdej z napotkanych w przygodzie osób, jest na najwyższym poziomie. To, że gierka jest w pełni udźwiękowiona, niezależnie jak bardzo profesjonalnie i aktorsko bogato, stanowi jej spory atut.
Niestety po raz kolejny muszę z przykrością napisać, że oceniana przeze mnie gierka, projekt niezależny, nie jest niestety dostępna w języku polskim. Właściwie zagrać można w nią jedynie w języku angielskim. Granie w grę bez znajomości tegoż języka, poznawanie przygodówki skoncentrowanej na wskazówkach, poszlakach, wnioskach i dedukcji, skupionej również na zagadkach słownych, może nie być przyjemne. Grę zwyczajnie nie będziemy w stanie zrozumieć.
Detective Grimoire - podsumowanie recenzji. Świetna, wciągająca, zachęcająca by chcieć jej więcej
Podsumowując, Detective Grimoire to bardzo udana, ręcznie rysowana, fajnie zanimowana, przygodówka point-and-click, która bawi się klasyką, oddając w ręce gracza tytuł, który wymaga od grającego pewnej swobody działania. Nie ma tu klasycznych rozwiązań rodem z gier "wskaż i kliknij", nie ma nazwania miejsc i przedmiotów, nie ma podświetlania hotspotów, nie ma podpowiedzi. Jest natomiast możliwość klikania i badania wszystkiego i wszędzie, jest pobudzanie detektywistycznej żyłki poprzez poszukiwanie wskazówek i przejście gry na 100% w każdym jej aspekcie (a wcale nie jest to takie oczywiste).
Mnogość zadań w dość krótkiej, możliwej do przejścia w około trzy godziny przygodówce, daje przygodową satysfakcję. Działania skupiające się na poszukiwaniu wskazówek, rozmowach z podejrzanymi i odpowiedziach, które rodzą się w głowie sympatycznego bohatera, jakim się detektyw Grimoire, urozmaicane są prostymi, ale ciekawymi minigrami, które zgrabnie wpleciono w fabułę.
Intrygującą fabułę, która miesza detektywistyczną narrację z elementami fantasy i science-fiction, podbijaną dialogowym humorem, i charakternymi postaciami, chce się poznawać, chce się zgłębiać, odkrywać. Zabawa oparta na punktacji zachęca po ponownego przejścia gry, i odkrycia wszystkich ukrytych w niej wskazówek, wszystkich jej możliwości. Urokliwa, przyjemna dla oka grafika, ręcznie rysowana, pastelowa, a jednocześnie barwna postaciami, napędzana jest graficznie urokliwymi animacjami, wnoszącymi do opowieści coś więcej, niż tylko jej rozwinięcie.
Na plus także możliwość zagrania w pełnej angielskiej wersji językowej, z całkiem porządnym dubbingiem. Całość pozytywnych wrażeń dopina również porządna ścieżka muzyczna i dźwiękowa, która potrafi zbudować klimat tej oryginalnej, wciągającej i zachęcającej do odkrywanie więcej gier z tej serii, przygodowej opowieści. I tylko żal, że nie można w nią zagrać w ojczystym języku, a gra nie jest jednak nieco dłuższa.
Nie mniej jednak Detective Grimoire to bardzo dobra, bardzo ciekawa i bardzo detektywistyczna przygodówka, którą warto poznać, w którą zagrać jak najbardziej trzeba. Ja bawiłam się świetnie, i z całą pewnością będą chciała zagrać także w kolejne gry z tej serii.
Moja ocena 8/10.
Grałam w wersję na kompoutery osobiste PC - Steam.
Serial Madison, produkcja w uniwersum Yellowstone od nominowanego do Oscara Taylora Sheridana ma dokładną datę premiery w serwisie SkyShowtime. Tytuł zagości na owej platformie za nieco ponad miesiąc.
SkyShowtime ogłosiło dokładną datę premiery serialu Madison, produkcji w uniwersum uwielbianego przez widzów Yellowstone, a także jego dwóch prequeli, recenzowanego przeze mnie 1883, który można teraz oglądać również na Netfliksie oraz 1923, dostępnego w dwóch sezonach. Nowa produkcja, nie związana z serialami, ale osadzona w ich realiach, to opowieść pełna miłości, rodzinnego dramatu, historia o harcie ducha i przemianie, z naminowaną do Oscara Michelle Pfeiffer i nominowanym do Złotego Globu Kurtem Russellem. SkyShowtime podzieliło się zwiastunem.
Fabuła Madison rozgrywa się w dwóch odrębnych światach, pośród pięknych krajobrazów Montany i na tętniącym życiem Manhattanie, gdzie przyjrzymy się więziom, które łączą rodziny bohaterów. W pierwszym sezonie serialu poznajemy rodzinę Clyburnów, która opuszcza Nowy Jork i osiedla się w dolinie rzeki Madison w centralnej Montanie.
Sześcioodcinkowa produkcja jest wzruszającym studium żałoby i ludzkich relacji i najbardziej osobistym dziełem w twórczości TayloraSheridana.
Obok Michelle Pfeiffer i Kurta Russella w serialu zagrają: Beau Garrett (Firefly Lane), Elle Chapman (Mężczyzna imieniem Otto), Patrick J. Adams (W garniturach), Amiah Miller (Wojna o planetę małp), Alaina Pollack (The Surrender), Ben Schnetzer (Problem trzech ciał), Kevin Zegers (Power), Rebecca Spence (Kobieta z jeziora), Danielle Vasinova (1923), Matthew Fox (Zagubieni) i Will Arnett (Czy mnie słychać?).
Producentami wykonawczymi Madison są: Taylor Sheridan, David C. Glasser, John Linson, Art Linson, Ron Burkle, David Hutkin, Bob Yari, Christina Voros, Michael Friedman, Michelle Pfeiffer, Kurt Russell i Keith Cox. Voros wyreżyserowała także wszystkie sześć odcinków premierowego sezonu.
Serial został wyprodukowany przez Paramount Television Studios, 101 Studios i Bosque Ranch Productions, a za dystrybucję odpowiada Paramount Global Content Distribution.
Premiera pierwszych dwóch odcinków serialu Madison w SkyShowtime 27 marca 2026 roku. Kolejne pojawiać się będą w serwisie co tydzień.
Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z przygodowej gry typu "wskaż i kliknij", z jej wersji demonstracyjnej, z gry pod tytułem Muminek: Ciepło zimy.
Muminki znamy, kochamy, oglądamy, a także w nie gramy. Niebawem, bo już w kwietniu będziemy mieli okazję poznać kolejną opowieść z serii bazującej na niezwykle popularnych książkach autorstwa Tove Jansson. Kolejna gra, której twórcami jest Hyper Games, ponownie przeniesie nas do Doliny Muminków, by poznać nowe przygody jednego z książkowych bohaterów, tym razem samego Muminka. Gra swoją premierę będzie mieć już wkrótce, ale już teraz sprawdzić można jej zupełnie nową wersję demonstracyjną, udostępnioną przez deweloperów jakiś czas temu, przed rozpoczętym dwa dni temu lutowym Steam Next Festiwal.
Inne przykładowe wrażenia z demo przygodówek na moim blogu:
Muminek: Ciepło zimy to przygodówka w klasycznej rozgrywce "wskaż i kliknij", którą obsługiwać możemy za pomocą klawiatury i myszki, ale również używając kontrolera. Według mnie jest to znacznie przyjemniejsze sterowanie, pozwalajace wygodnie rozsiąść się w fotelu i skupić na lekkiej, przyjemnej i bardzo reklasującej rozgrywce.
Aktualnie dostępne demo jest kolejnym fragmentem przygody Muminka. Pierwsza wersja demonstracyjna, która swoją premierę miała około dwa miesiące temu, skupiała się na odnalezieniu przez Muminka psa, któremu protagonista gry pomagał wrócić do domu. Najnowsza to zupełnie inna historia, która zaczyna się od przygotowań rodziny Muminków do corocznego zimowego snu.
Tata Muminka sprząta podwórze i szykuje dom na zimę, Mama Muminka kładzie swego syna Muminka do łóżka, tłumacząc mu cykl życia ich rodziny, czyli wiosenno-letnio-jesienną aktywność, i zimowy sen. Jeśli położy się spać przed zimą i wstanie wiosną, to wszystko będzie jak dawniej, a do Doliny Muminków powróci jego przyjaciel Włóczykij, bohater poprzedniej gry Hyper Games Włóczykij: Melodia Doliny Muminków. Problem w tym, że Muminek, choć śni o wiośnie i powrocie do normalnego życia, budzi się w samym środku zimowej zamieci. Na dodatek do jego uszu dochodzi dziwny dźwięk, gdzieś z korytarza, który oczywiście postanawia sprawdzić, w końcu opuszczając swoje domostwo.
I tak poznaje świat w zimowej oprawie, Dolinę Muminków zasypaną śniegiem, miejsce które choć znajome, wygląda teraz zupełnie inaczej. Może być jednocześnie piękne i radosne, dzięki zabawą śnieżkami, jak i z powodu mrozu, nieprzyjazne, a nawet śmiertelne.
Około półgodzinne demo, może nawet nieco dłuższe, przybliża słodką, bardzo uroczą, relaksującą, ale i edukacyjną opowieść. Gracz, także ten najmłodszy, który spokojnie może sam grać w tę pozbawioną przemocy przygodówkę, lub poznać ją z kimś starszym, dowie się nie tylko o zmienności natury, o pięknie zimy, podczas której może lepić śnieżne kulki, bawić się w zaspach czy ślizgać, ale i o zagrożeniach związanych z niską temperaturą. Dowie się o życie, o nierozłączności życia i śmierci, nauczy się także pomagać innym.
Muminek: Ciepło zimy to gra o spokojnej rozgrywce, która już w wersji demonstracyjnej zapowiada lekką przygodówkę, z niezbyt skomplikowanymi zadaniami, zabawą skupioną na narracji, w której nie znajdziemy mówionych dialogów, ale za to polskie napisy. Tak jak poprzednia gra studia, która zyskała również kilka DLC, tak i ta dostępna jest z napisami w kilku językowych tłumaczeniach. Możemy w nią zagrać w ojczystym języku, co bardzo cieszy.
Sterowanie, jak już wspominałam odbywać się może za pomocą klawiatury i myszy, ale i pada, co jest znacznie wygodniejsze. Gra jasno wyjaśnia proces sterowania, przeprowadzając nas przez swoisty samouczek. Podczas wersji demonstracyjnej poznajemy kolejne etapy sterowania, skupiając się na interakcji z otoczeniem, zbieraniu przedmiotów, które trafiają do ekwipunku, który znajduje się w lewym górnym rogu. W prawym do dyspozycji mamy plecak Muminka, w którym znajduje się zakładka ekwipunku, mapa, która z czasem zostanie rozbudowana oraz zadania.
Gra bardzo jasno kieruje gracza ku kolejnym zadaniom. W liniowy sposób prowadzi do wykonania kolejnego celu, który po jego realizacji jest z zadań wykreślany. Muminek: Ciepło zimy to gra w ustalonej rozgrywce, w której czynności wykonujemy w określonej kolejności. Jej liniowość przywodzi na myśl klasyczne przygodówki, w których zwyczajnie nie ma możliwości utknąć. To jak zbudowana jest ta przeurocza gra, już w demo daje przeświadczenie, że jest to tytuł przeznaczony dla gracza w każdym wieku, nie tylko dla fanów opowieści o Muminkach.
Podczas postępów rozgrywki uczymy się wraz z grą nowych umiejętności, między innymi lepienia śnieżnych kul, czyli śnieżek i strącania nimi wielkich sopli lodu. Dzięki nim możemy poznawać nowe ścieżki, które zostaną odblokowane, albo torować sobie drogę. W demo rozpoczynamy także zbieranie kawałków potłuczonej wazy Mamy Muminka, która została strącona, zapewne przez wiatr. Dowiadujemy się, że takowych fragmentów jest aż 25, więc całkiem sporo. Ułatwieniem w ich odnajdywaniu, ale ogólnie wszystkich przedmiotów jest to, że interaktywne miejsca oraz rzeczy, z którymi możemy wejść w bliższą znajomość są oznaczone błyszczącą gwiazdką.
Rzeczy, które znajdziemy w ekwipunku, otwieranym za pomocą odpowiedniego klawisza. Zebrane przedmioty, nazwane i określone ilością, a w przyszłości również listy, także są części zawartości inwentarzowej. Choć owych listów w demo jeszcze nie ma. Rozgrywka w krótkim, ale treściwym fragmencie skupia się głównie na zagadkach przedmiotowych i bardzo prostych czynnościach natury zręcznościowej, choć nie wiem czy tak można te elementy nazwać.
Graficznie opowieść prezentuje się prześlicznie. Jest to ręcznie rysowana przygodówka, z malowanymi, kolorowymi tłami i rysowanymi postaciami. Starannie wykonana grafika, z wieloma szczegółami i szczególikami, fabularnie wzbogacana jest przez animacje. Jest ich w już w demo sporo, bo to one budują w pewnym sensie dramaturgię wydarzeń, choćby strach Muminka przed dźwiękami w domu czy zdziwienie światem, który choć mu bliski, teraz go nie poznaje, bo ten pokryty jest zimową kołderką.
Choć Muminek: Ciepło zimy to jak wspomniałam przygodówka pozbawiona mówionych dialogów, to wcale nie cicha i bogata w postaci znane z opowieści o Muminkach. W fragmencie gry, którą miałam przyjemność poznać, Muminek spotyka na swojej drodze nie tylko zwierzątka, które szukają schronienia, ciepła i jedzenia, ale i znajome mu postaci, które jak się okazuje, wcale nie przesypiają zimy. Na swojej drodze spotykamy między innymi Too-Tiki, który wyjaśni Muminkowi wiele kwestii, które przesypiając zimę zwyczajnie nie znał. Wśród nich jest Lodowa Pani, do której nasz bohater poczuł złość, i z którą chce się rozmówić.
Muminek: Ciepło zimy to przygodówka nie tylko fabularnie i graficznie urocza, ale również przyjemna pod względem ścieżki muzycznej. Już w wersji demonstracyjnej możemy odczuć na własnej skórze nie tylko radość z obcowania z bohaterami opowieści o Muminkach, ale i cieszyć uszy różnorodną muzyką, zmieniającą się w zależności od lokacji, emocji panującej w grze i sytuacji na jaką trafia nasz growy protagonista. Muzyka potrafi być nieco tajemnicza, troszkę zagadkowo mroczna, szczególnie w domu Muminka, ale także nastrojowa, spokojna, przywołująca dźwiękiem zimowy obraz, którego jesteśmy świadkiem.
Również świetnie wybrzmiewają bardzo wiarygodne dźwięki otoczenia, które podsycają klimat tej łagodnej, zimowej opowieści w świecie Muminków. Dźwięki świata który nas w grze otacza, włącznie z muzyką tworzą spójną, pobudzającą zmysły całość, tworząc z fabułą, prostą rozgrywką i fajnym klimatem uroczą przygodówkę, w którą chce się grać, którą chce się poznać w pełnej jej wersji.
Muminek: Ciepło zimy to kolejna gra z długiej już listy przygodówek, na której premierę czekam, upewniwszy się w demo, że tego czekania jest warta. Na szczęście na całość opowieści o Muminku, który poznaje zimowy świat swej doliny, długo czekać nie będę musiała.
Polecam sprawdzenie nowej wersji demonstracyjnej (żałuję, że nie sprawdziłam również poprzedniej), przypominając, że w grę w całości zagramy już 27 kwietnia 2026 roku. Już nie mogę się na nią doczekać!
Serdecznie zapraszam do przeczytania moich wrażeń z wersji demonstracyjnej nadchodzącej detektywistycznej przygodówki "wskaż i kliknij", kolejnej przygody detektywa Grimoire i jego partnerki w śledztwie Sally. Oto co myślę o fragmencie nadchodzącej przygodówki The Mermaid Mask.
Lutowa edycja Steam Next Festiwal wciąż przed nami, gdyż startuje dopiero jutro wieczorem, a ja juz mam pokaźną listę wersji demonstracyjnych które sprawdziłam, właśnie sprawdzam i zaraz sprawdzać będę. Przygodówek, choć mówi się, że gatunek ten siedzi w głębokiej niszy, i to jest niestety prawdą, okazuje się nie brakować, i ciężko wybrać od której zacząć i którą najpierw opisać. No cóż...., w drodze losowania padło na The Mermaid Mask od SFB Games, czyli przygodówkę w klasycznej rozgrywce "wskaż i kliknij", w detektywistycznym stylu, będącą kontynuacją poprzedniczki, ale wprowadzającą również kilka bardzo istotnych zmian.
The Mermaid Mask w demo, które zajęło mi około 40 minut rozgrywki rozpoczyna się w pewnym zajeździe, gdzie poznajemy, niektórym z Was zapewne znanych już bohaterów, detektywa Grimoire'a i jego partnerkę w śledztwie Sally. Para szykuje się do swego kolejnego zadania, do rozwikłania zagadki śmierci kapitana podwodnego statku. Magnus Mortuga został odnaleziony martwy na swoim, jakże dziwnym okręcie, w zamkniętym pokoju, w którym głównym i mocno rzucającym się w oczy przedmiotem był wielki, kamienny, starożytny kocioł.
Tajemnica jego odejścia z tego świata okazała się być niezwykle zagadkowa, zważywszy na fakt, że kocioł ów wydawał się być otwarty po raz pierwszy, a denat był podobno nieśmiertelnym podróżnikiem w czasie, a może nawet wampirem, istotą dotkniętym klątwą. Poskładanie w całość przedziwnej zagadki, domniemanej klątwy, przeklętego kotła i ekscentrycznej załogi przypadło w udziale niewątpliwie dociekliwym, pomysłowym i stawiającym na logikę, ale i nie wątpiącym w dziwność świata detektywom.
The Mermaid Mask jest kolejnym już tytułem tego niewielkiego, niezależnego studia, i nowym projektem z serii o wspomnianym detektywie i jego towarzyszce, cyklu gier, które doczekały się już kilku odsłon, a ich początek miał miejsce prawie 12 lat temu, w grze pod tytułem Detective Grimoire, o podtytule Secret of te swamp. Tak się jakoś złożyło, że nie miałam przyjemności ograć ani przygodówki wydanej w 2014 roku, ani tej, która zadebiutowała pięć lat później, czyli Tangle Towar, swoim stylem graficznym i wyglądem bohaterów najbardziej zbliżonej do najnowszej odsłony, która swój debiut ma mieć w tym roku. Wspomnę tylko, że obydwie gry można teraz kupić w cenach obniżonych o 80%, czyli bardzo tanio.
Tak jak wspomniałam poprzednich odsłon nie znam, ale zapewne poznam, bo sądząc po demo najnowszej części i ocenach graczy, zdecydowanie warto. Nie mniej jednak już na pierwszy rzut oka widać, że The Mermaid Mask odbiega od pierwszej przygody detektywa, nie tylko pod względem stylu graficznego, ale i wyglądu głównych postaci. Najnowsza opowieść to graficzna i postaciowa powtórka Tangle Towar. Już demo pokazuje, że jest to przygodówka w rozgrywce "wskaż i kliknij", w której posługujemy się myszą, mając jednocześnie możliwość obsługi gierki za pomocą kontrolera. I choć gra jest klasyczna, sama rozgrywka odbiega nieco od standardów przygodówek point-and-click.
Nie ma tu klasycznego nazwania miejsc interaktywnych, nie ma podświetlania hotspotów, nie wprowadzono również typowych ikon interakcji. Jest natomiast możliwość klikania niemal na wszystko. Klikalny obszar zostaje oznaczony wtedy wielościanem o siedmiu ścianach, a nasi bohaterowie - Grimoire, bądź Sally wypowiadają się na jego temat, często wtrącając do rozmowy dozę dialogowego humoru, pozwalając przy okazji delektować się graczowi naprawdę świetnym angielskim dubbingiem.
Inaczej niż zwykle w przygodówkach, ale w stylu tej właśnie gierki, prezentuje się ekwipunek, który nie jest widoczny na ekranie, a znajduje się w ikonie notatnika, w prawym dolnym rogu. Otwierając go możemy zarówno obejrzeć zebrane przedmioty, jak i przeczytać podniesione przez nas książki. Gra bazuje na systemie poleceń, na które musimy kliknąć, by dokonać interakcji. W owym notatniku znajdują się także postaci dotyczące śledztwa, o których, jak mniemam, wraz z postępami rozgrywki dowiadywać będziemy się znacznie więcej.
Już w około godzinnej wersji demo, zależnej czasowo od tego ile chcemy zbadać, i jak długo posiedzimy przy jednej z dostępnych tu zagadek, poznawać będziemy system sterowania, wpisujący się w styl gier od SFB Games. Nie znajdziemy w nim dowolności poruszania się po nazwanych lokacjach. Wędrówkę prowadzimy po mapie, klikając na odpowiednie okienko. Nie każde z nich jest dostępne od razu, a do wielu możemy wiekrotnie powracać.
Gra nie oferuje również ręcznego systemu zapisywania rozgrywki. I choć do sterowania trzeba się przyzwyczaić, i przyznam się z początku czułam się w grze nieco dziwnie, to z postępem rozgrywki zabawa stawała się coraz bardziej przyjemna, bardzo detektywistyczna i bardzo angażująca, choć wspomnianych ręcznych zapisów niestety mi w grze brakuje.
Demo daje nam próbkę doskonałego angielskiego dubbingu. Próbkę, bowiem jedynymi postaciami, z którymi podczas demówki mamy do czynienia są protagoniści gry. Z punktu widzenia osoby, która w poprzednie odsłony serii nie grała, muszę przyznać, że dubbing zachęcił mnie, podobnie jak wciągająca, zagadkowa fabuła, o której zaraz wspomnę, do poznawania całej serii, nie tylko zapowiadanej na ten rok kontynuacji. Wersja angielska, bo tylko taka jest dostępna, jest zwyczajnie świetna. Aktorzy głosowi wychodzą na wyżyny kunsztu w swoim fachu, nadając postaciom autentyczności, klimatu i stylu. Intonacja głosu, ściszanie go w odpowiednim momencie, modulowanie, wyrażanie emocji. To wszystko i wiele więcej słychać w tej dobrze udźwiękowionej przygodówce, której towarzyszy jednocześnie niesamowicie klimatyczna ścieżka muzyczna. Zabawie, która w demo mija dość szybko przygrywa przejmująca, piękna, czasami bardzo klimatyczna muzyka w wykonaniu Budapest Art Orchestra.
Inność sterowania względem klasycznych przygodówek, stanowi o wartości tego tytułu, o jego indywidualności, zachęcając mocno do odkrywania kolejnych, schowanych na pokładzie podwodnego statku wskazówek, ukytych sekretów i dogłębniejszego poznawania fabuły. Wprawdzie trudno powiedzieć w krótkiej rozgrywce, by opowieść fabularnie można było zgłębić, ale zapewniam Was, zaciekawić scenariuszowo demo graczy będzie w stanie. Zrobi to tajemnicami, dziwnością, zagadkowością i poczuciem, że na statku nic nie jest takie jakim mogło by się wydawać.
Na dokładkę odkrywanie, badanie, klikanie i sprawdzanie wszystkiego co jest możliwe to nie wszystko. Starym zwyczajem produkcji od tegoż niezależnego studia, gier z detektywistycznym zacięciem, graczom przyjdzie badać i wyciągać wnioski. Zrobimy to za pomocą systemu wyboru odpowiednich wskazówek, umieszczeniu obrazków i wybraniu odpowiedniej treści w podsumowaniu rozdziału.
Nie zabrakło również zadań czysto logicznych, typowych dla tej serii mini-gier. W wersji demonstracyjnej natniemy się na jedną z takich zagadek, bardzo ciekawą w formie, przy której nie będziemy wprawdzie siedzieć bóg wie ile, ale trzeba będzie trochę pokombinować.
Graficznie The Mermaid Mask to kontynuacja drugiej odsłony opowieści, czyli połączenie teł 2D, czyli ręcznie rysowanej grafiki w bardzo pastelowej, ale i związanej z klikamtem morza zieleni, z nałożonymi na tła postaciami, w stylu 3D. Grafika, podobnie jak niemal wszystkie aspekty tej gry jest wyjątkowa, i typowa dla serii. I mimo tego, że nie powala wdziękiem i urokiem animowanych przygodówek, to zdecydowanie coś w sobie ma, i myślę, że pasuje do klimatu tej nieco paranormalnej historii.
Cóż mogę napisać w podsumowaniu wrażeń z demo. Szybko zleciało, mocno wciągnęło, zaciekawiło i dało upust moim detekywistycznym zapędom. Miałam okazji zmierzyć się z wyzwaniami jakie demo przede mnie postawiło, a trochę tego było. Poczułam przedsmak świetnej wersji angielskiej i doskonałej ścieżki dźwiękowej. Miałam okazję poczuć wstęp do warstwy logicznej tej detektywistycznej, czasami nieco mrocznej, a czasami zabawnej opowieści.
Czekam zatem na premierę całości, która ma mieć miejsce w tym roku, choć póki co jeszcze nie wiemy kiedy. Zanim będę miała okazję poznać co tak właściwie stało się z kapitanem statku podwodnego, zapoznam się jeszcze z dwoma poprzednimi przygodówkami z tegoż cyklu, które właśnie nabyłam.
Pełna wersja The Mermaid Mask ma pojawić się na Steam w 2026 roku. Dokładna data nie jest znana.