Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Mirror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Mirror. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 sierpnia 2025

Black Mirror: Blood Bond, prace nad grą postępują

Black Mirror: Blood Bond, prace nad grą postępują

 

Zdjęcie: Grafika z teasera Hithit

Prace nad Posel smrti: Pouto krve, czyli Black Mirror: Blood Bond, gry osadzonej w uniwersum pierwszego Black Mirror, która miała swoją, udaną kampanię na Hithit, postępują. Znane są bardziej szczegółowe informacje o grze.

Black Mirror: Blood Bond, w oryginale Posel smrti: Pouto krve została przygotowana na czeski rynek na wspomnianym Hithit, podobnie jak zremasterowana muzyka z Black Mirror. Nowa gra, której twórcą jest Zdenek Houb, współtwórca kultowego Black Mirror, którego recenzję oraz poradnik/solucję znajdziecie na blogu nie ma jeszcze swojego miejsce na Steam, nie ma również angielskiej wersji, ale prace nad grą trwają. Do obsady dubbingowej wersji czeskiej dołączają nowi aktorzy głosowi, jakiś czas temu, przy okazji kampanii zaprezentowany został pierwszy materiał wideo, a twórcy niedawno podzielili się grafiką z nowej lokacji. Co jeszcze wiadomo o grze?

Warto przeczytać również:

Posel smrti: Pouto krve, przygodówka której angielski tytuł brzmieć ma Black Mirror: Blood Bond to gra będąca tytułem osadzonym w uniwersum Black Mirror, opowiadająca zupełnie nową historię, jest nową grą, której akcja rozgrywa się w roku 1828, w mrocznym okresie miasteczka Edynburg. Miejsce to zostaje naznaczone morderstwami i porwaniami ciał, których, jak się okazuje porywane były dla naukowych, ale i nie tylko takich, znacznie straszniejszych celów. 

Fabuła gry inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, ale główny fabularny wątek i akcja Black Mirror: Blood Bond związana jest z znaną graczom klątwą rodziny Gordonów, przekleństwu, które od wieków dręczy tą rodzinę. 

Głównym bohaterem gry jest Joshua Gordon, potomek bardziej odległej gałęzi rodziny Gordonów. Poświęcił on swoje życie, by poznać fragmenty prawdy o rodzinnej klątwie, mając zupełnie inne intencje niż Samuel Gordon, znany z Black Mirror. Dowiedziawszy się o wydarzeniach z  Edynburga, udaje się w podróż, by zweryfikować fakty dotyczące rodzinnego przekleństwa.

Na miejscu okazuje się, że sam nie zdoła poznać prawy. Postanawia zatem połączyć siły z podziemnym światem miasteczka, co kończy się dla niego fatalnie, trafieniem do lochów. Dzięki swoim wpływom i pieniądzom, udaje się mu się wydostać z więzienia i ponownie wkroczyć na ulice mrocznego miasteczka, uciekając i mocnie wnikając w działania policji, z tą różnicą, że teraz jest już znacznie sprytniejszy. 

Black Mirror: Blood Bond to gra, w której rozgrywkę prowadzić będziemy dwoma grywalnymi postaciami, jako Joshua Gordon i detektyw Norton. Ich losy mają się w grze w pewnym momencie spleść. Gra posiadać ma sześć rozdziałów. Ma działać w rozdzielczości 4K, z wykorzystaniem modeli 3D, z efektami specjalnymi - deszcz, mgła czy burza.

Fabuła w nowym przygodowym projekcie w świecie Black Mirror, nie związanego w żadnym razie z Black Mirror II i Black Mirror III, sięgać ma, z racji na starożytną klątwę Marcusa i Mordreda Gordonów, a także Wiliama Gordona. 

Po długiej ciszy na temat pracy nad grą, twórcy pokazali zupełnie nową grafię z przygodówki, prezentującą nowe miejsce. Informują również o dodawaniu do gry coraz to nowych lokacji, postaci i zmian scenariuszowych. Przesunięty w czasie został także film z kampanii, ale deweloperzy szykują oficjalną stronę internetową gry, na której znaleźć będzie można wszystkie informacje o projekcie, a także pobrać tapety z opublikowanych lokalizacji, w rozdzielczości 4K.

Gra nie ma jeszcze swojej karty na platformie Steam. Prace nad stroną oficjalną trwają.

Strona kampanii 

poniedziałek, 16 czerwca 2025

Black Mirror III - recenzja. Walka dobra ze złem w finale serii

Black Mirror III - recenzja. Walka dobra ze złem w finale serii

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania mojej recenzji finałowej odsłony serii o klątwie rodziny Gordonów. Oto co myślę o Black Mirror III, do której, ze świeżym, i zupełnie innym spojrzeniem znów po latach podeszłam 😉Miłej lektury!

Pod koniec maja podzieliłam się z Wami recenzją drugiego Black Mirror, kontynuacji serii do której postanowiłam wrócić po latach. Tak się złożyło, że grałam we wszystkie owe gry z tegoż cyklu, ale w moim długim przygodowym życiu, nigdy, przynajmniej do tej pory, ich nie opisałam. Zatem po zrecenzowaniu Black Mirror i Black Mirror II przyszedł czas na ocenę zwieńczenia serii, czyli Black Mirror III, gry zdecydowanie mroczniejszej, sporo graczom wyjaśniającej, przygody która zarówno mnie cieszyła, jak i przyprawia o złość. Ale po kolei......

Warto także przeczytać:

Adrian/Darren znów w tarapatach - fabuła

Fabuła finałowej odsłony zaczyna się tam, gdzie kończy się jej poprzedniczka, czyli w momencie pożaru posiadłości Black Mirror. Śledzimy Darrena, teraz już Adriana Gordona gdy biegnie z pochodnią w ręce wbiegając na plac przed zamkiem, w którym są już służby policyjne, no i straż. 

Oczywistym jest, że dzierżący w dłoniach narzędzie zbrodni Adrian zostaje aresztowany, nie tylko za podpalenie, ale i za wielokrotnie morderstwo. Osadzony w miejscowym więzieniu jest przesłuchiwany przez przysłanego do Willow Creek detektywa. Wkrótce okazuje się, że ktoś wpłaca za niego kaucję, i Adrian wychodzi na wolność, z koniecznością stawiania się cyklicznie na wizyty u psychiatry.

Problemem młodego Gordona, ostatniego z posiadającej wielowiekową tradycję rodziny, jest nie tylko oskarżenie o czyn, którego nie popełnił, ale i próba przejęcia jego ciała, jego umysłu i duszy przez Mordreda Gordona, zabójcę brata i wyzwoliciela rodzinnej klątwy.

Młody Adrian ma zatem nie lada wyzwanie. Musi jakoś oczyścić się z podejrzeń o podpalenie i mordy, ale i w jakiś sposób pozbyć się ducha złego przodka, który, jak się okazuje, w wielu momentach staje się dla naszego protagonisty całkiem przydatny.

W swej misji zapanowania nad morderczym, demonicznym duchem, Adrian nie będzie sam. Twórcy postanowili dołożyć do rozgrywki nową postać, a właściwie osóbkę, opiekunką babki młodego Gordona, która okazuje się być siostrą pracującą dla Watykanu. Przez pewną część gry kierować będziemy na przemian Adrianem i siostrą Valentiną Antonelini, co ma swoje dobre, ale i złe strony. Ale o tym za chwilę... 

Interfejsowy powtórka z części drugiej 

Wspominałam przy okazji recenzji "drugiego" Black Mirror, że gra jest klasycznym projektem przygodowym, z obsługą li tylko myszy. Podobnie jest w kontynuacji, która pod względem sterowania i szeroko pojętego interfejsu od swej poprzedniczki niczym nie odbiega.

Po raz kolejny kierujemy, tym razem nie jedną, a dwiema postaciami, przynajmniej przez jakiś czas, za pomocą komputerowego gryzonia, mając do dyspozycji bardzo klasyczne ikony. Znów gromadzimy całe rzesze przedmiotów (jest ich naprawdę dużo). Ponownie możemy je obejrzeć, połączyć ze sobą, a następnie użyć. Nic niezwykłego i innowacyjnego w finałowej opowieści, jeśli chodzi o obsługę gierki, się nie zadziewa, a jakiekolwiek trudności z interfejsem wyjaśnia wbudowany samouczek, którego nie da się pominąć. 

Twórcy, a jest to znów studio Cranberry Production i wydawca THQ Nordic zadbali o powrót notatnika/dziennika Adriana, w którym notuje on niemal wszystko co związane jest z grą, z zadaniami jakie przed nim stoją. Znów wykonane zadanie, notatki, które już nie są aktualne zostają z dziennika wykreślane, co ułatwia połapanie się w tym co już zrobiliśmy, a co jeszcze na nas w grze czeka. Co ciekawe w dziennik wyposażony jest tylko Adrian, siostra Antonelini, choć jest posiadaczką własnego ekwipunku, zlokalizowanego na dole ekranu, w taki przedmiot nie jest wyposażona. 

Pewną nowością pod względem sterowania jest możliwość grania dwie postaciami, które w jakiś sposób sobie pomagają, i które stanowią ważny elementem zadania w labiryncie, zadania którego ja osobiście w tej grze nie lubią. Mam jednak świadomość, że wielu graczom może się ono podobać. Wracając do współpracy między postaciami, i możliwości nimi kierowania, to odbywa się to w tradycyjny, znany już w innych tytułach sposób. Wystarczy, że klikniemy na ikonę postaci, znajdującą się w lewym, górnym rogu, a ta będzie już do naszej dyspozycji. 

Miłym, i całkiem przydatnym dodatkiem do rozgrywki jest mapa, którą w pewnym momencie pozyskujemy. Dzięki niej możemy poruszać się szybciej i sprawniej, klikając na zaznaczone na niej miejsca. Jest to o tyle istotne, iż recenzowana przeze mnie przygodówka jest niezwykle liniowa, przez co do niektórych miejsc nie podreptamy od razu, a do wielu przyjdzie się nam wielokrotnie wracać. 

Deweloperzy nie zapomnieli o podświetlaniu aktywnych miejsc w lokacjach, za pomocą klawisza "spacji". Jest to bardzo istotny interfejsowy element, gdyż z racji na sporą szczegółowość gry, dość ciemne lokacje, a także na mnóstwo interaktywnych w nich miejsc, wiele przedmiotów można zwyczajnie nie zauważyć, czy pominąć. Jest to możliwe tym bardziej że, tak jak w poprzedniczce, Adrian najpierw komentuje przedmiot (co wciąż mi się nie podoba), a potem go zabiera. Czyli mówiąc krótko, najpierw pojawia się ikona "lupy", a potem dopiero "dłoni", i rzecz możemy przygarnąć. 

I tym razem zadbano również o growe dodatki. W Black Mirror II otwieraliśmy dodatkowe treści robiąc zdjęcia. W kontynuacji opowieści o klątwie Gordonów, klikamy na wrony, która przysiadły w tym, czy innymi miejscu. Wypatrzenie czarnych ptaków, w lokacjach naprawdę ciemnych, co ma nadawać im mroczności, bywa czasem wcale nie takie proste. 

Klikanie na ptaszyska, które z racji swojego wyglądu, są równie mroczne jak i cała fabuła Black Mirror III sprawia, że w zakładce "dodatki" z czasem odblokowują się nam dodatkowe szkice koncepcyjne, rysunki, filmiki, a nawet minigry. 

Odnajdywanie wron, które, jak już wspomniałam są dobrze poukrywane, i szczerze powiedziawszy czasami prawie nie widoczne, nie jest oczywiście zadaniem samym w sobie, nie jest obowiązkowe, i nie powoduje, że się gdzieś zatniemy. To opcja dodatkowa, coś jak steamowe osiągnięcia, których w grze, dostępnej zarówno w pudełku, ale i cyfrowo, nie uświadczymy. Takie poszukiwanie może być dla gracza frajdą, może również znacznie wydłużyć, i tak już długą rozgrywkę, która obejmuje kilkanaście godzin zabawy. 

Opowieść mroczniejsza nie tylko poprzez fabułę, ale i dzięki grafice

A jest to zabawa znacznie bardziej wpisująca się w klimat pierwszego Black Mirror, bo zarówno bardziej tajemnicza, mroczniejsza i przede wszystkim mocniej skupiająca się na rodzinnej klątwie, dotykającej męskiego członka Gordonów. Black Mirror III uderza mocniej w ton horroru, jest mroczna, czasami nieco straszna, i nie tylko poprzez fabułę, ale również dzięki grafice.

Zanim jednak napiszę o graficznej otoczce recenzowanej przeze mnie przygodówki, zatrzymam się na fabule, ale i na samej postaci Adriana Gordona. Narzekałam recenzując Black Mirror II, że wolno się ona rozkręca, że tak właściwie z początku przynudza, zupełnie niepotrzebnymi dłużyznami. Tymczasem opowieść w finałowej odsłonie nabiera tempa od razu po włączeniu gierki. I choć akcji jako takiej w grze nie uświadczymy, bo to w końcu klasyczna przygodówka "wskaż i kliknij", ciężkiego klimatu związanego z klątwą, i wciąż nierozwiązaną tajemnicą grze odmówić nie można.

To rodzinne przekleństwo, nie tylko mord i podpalenie staje się kanwą mrocznej opowieści, ale duch, demon, jakbyśmy go nie zwali, Mordred Gordon, który stara się zawładnąć ciałem i duszą Adriana Gordona. Nasz bohater przechodzi w grze sporą przemianę, nie tyle przestając być Amerykaninem znanym jako Darren Michaels, a stając się Adrianem Gordonem, pełnoprawnym spadkobiercą rodzinnego, wiekowego majątku. Ale nie tylko fizyczna spuścizna staje się jego udziałem, ale i on sam zmienia się na ciele i duszy. Młody Gordon w trzeciej części serii ma twarz straszniejszą, bardziej mroczną, targają nim negatywne emocje, jak napady złości, a na dodatek daje coraz mocniej swoją obecność sygnalizuje Mordred. 

Podczas wizji, rodzaju nawiedzień, na ekranie, na małą chwilę pojawia się demon, duch wyzwoliciela klątwy, głos Adriana zmienia się, a ten z cichego, i czasami mało pewnego siebie młodego mężczyzny, staje się gotowym na wszystko, żądnym władzy tyranem. Walka dobrego ze złym mocno jest w grze zaznaczona, przynosząc jednocześnie odpowiedź na wiele pytań, ujawniając również historię tajemniczego ducha "Białej Damy", ale i nawiązując opowieścią do pierwszego, co tu kryć, klimatycznego Black Mirror

Twórcy przypominają nie tylko postaci dziadka Adriana, Williama, ale i Samuela, pokazują nam na ekranie przerażające psy/wilki Mordreda, a także odsłaniają historię braci, założycieli Black Mirror, dokładniej, pełnej, zamykając opowieść w sposób ostateczny i jednoznaczny. 

Black Mirror III mroczne jest nie tylko dzięki sprawnie poprowadzonej, angażującej fabule, którą spokojnie można określić miałem horroru point-and-click, ale także dzięki oprawie graficznej. Przygodówka oferuje znane już nam lokacje w nowej, znacznie mroczniejszej odsłonie, ciemnej, czasami przygnębiającej, niezwykle klimatycznej. Daje nam również ogląd na nowe miejscówki, a także znane nam miejsca, która zwyczajnie uległy zmianie, albo zmienił je czas i środowisko, ale jak w przypadku zamku Black Mirror działanie człowieka. Spalone Black Mirror, które właśnie jest odbudowywane, wygląda zupełnie inaczej niż to, które znaliśmy zarówno z pierwszej, jak i z drugiej części. 

Graficznie opisywany tytuł prezentuje się naprawdę zacnie, w podobnym stylu co poprzedniczka, ale znacznie klimatycznie, trochę poetycko, tajemniczo, a nawet melancholijnie i zagadkowo. Po lokacjach zwyczajnie chce się przechadzać, podziwiać ich groźne piękno, potęgowane obrazem jesieni, słaniających się mgieł i nieodzownego w Black Mirror deszczu i grzmotów burzy. 

Klimaciku dodaje także wykorzystanie ezoteryki w grze, możliwość kontaktowania się z wróżką, do której można zadzwonić, a ta wyciągnie z kart Tarota jedną z nich, jedną kartę z Wielkich Arkan, wróżąc Adrianowi to co może go czekać, i oczywiście.... śmierć, która przewija się za każdym razem. Tym sposobem Black Mirror III jest kolejnym growym, przygodowym tytułem, który w rozgrywce odnosi się do kart Tarota. Takich gier jest już kilka, o czym pisałam w artykule Karty Tarota w grze, i pewnie powstanie ich znacznie więcej. 

Zadaniowo jakby łatwiej, ale z kumulacją minigier bliżej finału

Black Mirror III zadaniowo stoi na podobnym poziomie co jego poprzedniczka, choć gra jest wyraźnie podzielona. Pierwsza połowa, a może nawet więcej rozgrywki to zadania stawiające na zagadki przedmiotowe, których jest cała masa. Przygodówka jest przeładowana rzeczami, które w swojej "kieszeni", czyli w ekwipunku nosi Adrian. Jak już wspominałam zabrane przedmioty można ze sobie łączyć, można rozłączać, można posłuchać o nich opisu. 

Przedmiotowa część rozgrywki przyćmiewa większość rozgrywki, w której jakby mniej jest minigier, a te, jak w przypadku poprzedniczki, również można pominąć. Nierówność pod względem zagadek widać gołym okiem. Bo oto gra, który w większej części rozgrywki nie wymaga od graczy zbyt wielu, a zwyczajnie kombinowania z przedmiotami, czy prostych zadań, bliżej finału nagle staje się jednym wielkim zadaniem, z czymś co ja niestety w przygodówkach nie lubię, czyli labiryntem.

Nie jest to jednak taki labirynt jakby choćby w części drugiej (strasznie denerwujący), ale taki, który stawia na logiczne myślenie i kombinowanie. I tu pojawia się pewien zgrzyt. Skoro wszystkie minigry i zadania, jakie przed graczami postawili twórcy można pominąć, to dlaczego nie tyczy się to labiryntu? Dlaczego tego etapu, w którym najmocniej postawiono na współpracę między Adrianem a siostrą Antonelini nie można pominąć? Nie bardzo rozumiem.

Muzyka i udźwiękowienie jak zwykle robi robotę

Black Mirror III pociąga mroczną fabułą, przyciąga grafiką i klimatem. Odmówić grze atmosfery nie można również w kwestii dźwiękowej i muzycznej. Ścieżka dźwiękowa bardzo skutecznie potęguje nastrój grozy, którym w "trzeciej", ostatniej odsłonie wybija się na pierwszy plan. Momenty bardziej straszne, jak choćby pojawianie się ducha Modreda, czy odsłanianie tajemnic rodzinnej klątwy, są odpowiednio dźwiękiem zaznaczone i niemal punktują horror, którym opisywana gra się szczyci.

Dźwiękowo towarzyszą nam także deszcz i nieodzowne dla serii grzmoty burzy, która nieodłącznie kojarzy się z cyklem Black Mirror i jest motywem przewodnim niejednego, nie tylko growego, ale i filmowego projektu grozy. 

Recenzowana przeze mnie przygodówka, wieńcząca cykl, który pokochali gracze, podobnie jak poprzednie tytuły, zarówno w pudełku, jak i cyfrowo (co nie jest normą), dostępna jest w polskiej lokalizacji językowej - napisy. Spolszczenie jest poprawne, choć zdarzają się momenty, w których natknąć się można na literówki i drobne błędy. 

Na plus po raz kolejny zasługuje angielki dubbing, który jest zwyczajnie bardzo dobry. Aktorzy głosowi nie tylko dobrze wywiązują się ze swojej pracy, ale i ich tembr głosu pasuje do postaci, a emocje wyrażane są w należyty sposób. Przez to napotkane postaci, a jest ich sporo, od tych znanych nam już, po nowe, nie są płaskie i nijakie, no może oprócz siostry Valentiny Antolini, której wymuszony włoski akcent bywa czasami śmieszny, a nawet irytujący. 

Przygoda, która ma dwa oblicze, przyjemne i te przyjemne mniej 

Black Mirror III to gra, która ma dwa oblicza. Z jednej strony jest to wyczekiwaną kontynuacją, w którą gra się całkiem przyjemnie, i która sprawnie zamyka wszystkie do tej pory nie zamknięte wątki. Niestety radość z fabuły, zadowolenie z grafiki, zagadek i ścieżki muzycznej psują pojawiające się w grze błędy.

Po raz drugi w opisywaną tu przygodówkę grałam nie w pudełku, a takie posiadam, ale cyfrowo, na Steam. Szczerze nie pamiętam bym w wersji pudełkowej natknęła się na bugi w grze, co niestety na Steam mi się zdarzyło. Jeden z najbardziej uciążliwych błędów, na który natrafiłam wracając z ukrytej chatki w lesie, spowodował, że musiałam posiłkować się dostępnym w sieci zapisem. Otóż zepsuta gra sprawiała, że Adrian chodził w kółko, w te i z powrotem, na ekranie pojawiła się plansza menu, bądź wczytywania się gry, i nic dalej.

Niestety zdarzały mi się również pomniejsze błędy, podczas których, nawet poprzez wielokrotne obejrzenie przedmiotu, Adrian nie chciał go ze sobą zabrać. W tym wypadku zwykle pomagało zapisanie rozgrywki i wczytanie jej na nowo. Na szczęście twórcy wbudowali w swoją przygodę możliwość ręcznego jej zapisu. 

Wśród minusów gry, która mimo wszystko jest lepsza niż jej poprzedniczka, zaliczyć mogę również postać siostry, drugiej grywalnej postaci, która włożona została do gry, według mnie trochę na siłę. Druga grywalna postać nie była tu zwyczajnie potrzebna, nieco sztuczna, nieco banalna. 

Black Mirror III - kończymy przygodę z klątwą Gordonów. Podsumowania nadszedł czas

Przyszedł czas na podsumowanie Black Mirror III, które oprócz reboota z 2017 roku, zamknęło przygodową serię grozy, opowieść o rodzinie dotkniętej klątwą, z której trudno się wyplątać. Finał historii sprawić może graczom frajdę, przede wszystkim sprawnie opowiedzianą fabułą, która domyka to co było niedomknięte, dokładając od siebie nowych treści, jak choćby postać "Białej Damy".

Ta część jest zdecydowanie mroczniejsza, angażująca już od początku, a nie jak w przypadku Black Mirror II od mniej więcej połowy. W grze sporo się dzieje, nawet jeśli tylko skupiamy się na przedmiotowych zagadkach. Przygoda do pewnego momentu zdaje się być łatwiejsza niźli jej poprzedniczka, oferując zdecydowanie mniej minigier i zagadek logicznych. Zmiana następuje jednak bliżej finału, który twórcy postanowili nam urozmaicić bardziej skomplikowanymi zadaniami, także takim, które....., o dziwo, nie można pominąć. 

Black Mirror III jest ciekawe, jest graficznie śliczne, i dużo mroczniejsze, bardziej klimatyczne, również pod względem ścieżki muzycznej, która doskonale buduje atmosferę grozy, która serii jest zwyczajnie potrzebna. 

Ciekawe postaci, zarówno już nam znane, jak i nowe przewijają się poprzez finał przygodowego cyklu, postaci całkiem dobrze zdubbingowane. Miło jest słuchać pracy aktorów, mając jednocześnie możliwość zagrania w ową przygodówkę z polskimi napisami. 

Niestety do szklanki słodkości muszę dorzucić nieco goryczy. Gra bywa dość nierówna zadaniowo, wrzucając zbitek minigier i zagadek na sam koniec. Najsłabszym ogniwem jest w Black Mirror III siostra Valentina Antolini, której w rozgrywce mogłoby zwyczajnie nie być. Problemem w cyfrowej wersji, mam nadzieję, że tylko w mojej, były także bugi i pomniejsze błędy, także taki, który skutecznie uniemożliwił dalszą rozgrywkę. 

Pomijając pewne niedogodności, i moje tak zwane "ale", Black Mirror III to godna, a nawet lepsza kontynuacja poprzedniczki, którą należy poznać, a która zamknięciem historii daje graczom pewną satysfakcję, rodzaj przygodowego spełnienia. Serdecznie ją polecam! 

Moja ocena 8/10.

Grałam w wersję cyfrową, na PC - Steam.

Zalety:

  • Wciągająca fabuła, która domyka wiele wątków;
  • Znacznie mroczniejsza, przez to ciekawsza;
  • Klimat grozy, którego brakowało mi w poprzedniczce;
  • Dobra ścieżka dźwiękowa;
  • Klasyczna rozgrywka "wskaż i kliknij";
  • Poprawny angielski dubbing;
  • Możliwość zagrania w języku polskim;
  • Ciekawe zagadki;
  • Dodatki, która można w grze odblokować;
  • Śliczna i mroczna grafika

Wady:

  • Błędy i bugi w grze;
  • Pewna nierówność pod względem zadaniowym;
  • Zupełnie niepotrzebne wprowadzenie drugiej grywalnej postaci

piątek, 30 maja 2025

Black Mirror II - recenzja. Gra, która wolno się rozkręca, ale.....

Black Mirror II - recenzja. Gra, która wolno się rozkręca, ale.....

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji kolejnej gry z serii Black Mirror, tym razem zupełnie innego, bo niemieckiego studia, w której kontynuowana jest opowieść o klątwie Gordonów. Oto co myślę o Black Mirror II!

Robiąc sobie krótką przerwę między nowościami, w tak zwanym międzyczasie postanowiłam wrócić do gier, w które niegdyś grałam, ale do tej pory nie udało mi się opisać. Ponieważ jakiś czas temu poświęciłam swoją uwagę Black Mirror od Future Games, którą to grę opisałam także w poradniku/solucji, oczywistym dla mnie było, że wrócę do kolejnych gier z tej serii, tym razem stworzonych nie przez czeskie, a niemieckie studio Cranberry Production, dwóch przygodówek, których wydaniem zajęło się THQ Nordic, mające w portfolio reboot tejże mrocznej gry Black Mirror, którego recenzję oraz poradnik znajdziecie w dziale "Moja twórczość". To samo studio ma na swoim koncie także The Raven remastere czy całą serię The Book of Unwritten Tales. Ale nie o wydawcach chce tu pisać, a o grze, która mimo swoich wad potrafi przyciągnąć uwagę. 

Warto przeczytać też:

Powrót do znanego uniwersum, nieco suchych faktów

Oryginalne Black Mirror miało być skończoną produkcją, której domknięciem stała się samobójcza śmierć ostatniego męskiego potomka rodu. Tymczasem niedosyt, i wciąż niewykorzystany potencjał oryginału, okazał się dobrym momentem do powrotu do uniwersum "czarnego lustra". Nie zechciało go wykorzystać Future Games, które skupiło się na tworzeniu zupełnie innej gry, zatytułowanej Nibiru: Age of Secret, znane w Polsce jako Nibiru: Wysłannik  Bogów

Ale w świat klątwy Gordonów ponownie przeniosło nas niemieckie Cranberry Production, które kilka lat po premierze oryginalnej opowieści zechciało wrócić do historii rodu Gordonów, zamykając opowieść w dwóch częściach, w dwóch klasycznych przygodówkach, w których klątwa ponownie powróciła. 

Nowa gra zyskała nowego bohatera, zmienioną, bardziej dopracowaną grafikę, a dla ułatwienia możliwość pominięcia zagadek. Przygodówka miała wiele wspólnego z oryginalną opowieścią. Przenosiła gracza to znajomych lokacji, pozwalała znów spotkać niektóre postaci, a forma opowieści zamkniętej w wyraźnie podzielonych rozdziałach, które poprzedzały majaki senne czy wizje, dawała jasne skojarzenia z pierwszym Black Mirror

Była to jednak gra, którą polscy gracze nie otrzymali od razu po niemieckiej premierze. Na debiut w naszym kraju, w wersji z napisami czekaliśmy ponad rok. Finalnie zadebiutowała w wersji pudełkowej, jak i cyfrowej, na Steam i GOG, pozwalając polskim graczom zanurzyć się ponownie w wolno rozwijającą się, ale stopniowo coraz bardziej mroczną historię.

Po latach, ponownie ją poznając, spojrzałam na ów tytuł z szerzej otwartymi oczami, mniej emocjonalnie, i bardziej poważnie, widząc zarazem zalety, ale i sporo jej wad, szczególnie tych, które kręciły się wokół klimatu, wokół atmosfery tejże przygodówki, której do pierwowzoru w tym względzie było jednak bardzo daleko. 

Fabuła, twórcy popuścili wodze wyobraźni

Black Mirror II to historia młodego studenta Darrena Michaelsa, mieszkańca Bostonu w Stanach Zjednoczonych, który w wakacje przyjeżdża do niewielkiego, angielskiego miasteczka Biddeford, by pobyć nieco ze swoją matką. Podczas pobytu w na pozór spokojnej mieścinie podejmuje się pracy u miejscowego, nie mającego zbyt dobrej opinii fotografa, niejakiego Fullera.

Pewnego dnia w zakładzie fotograficznym pojawia się piękna Angelina, która od razu wpada Darrenowi w oko. Kiedy pracodawca naszego studenta zostaje zadźgany nożem, a panna Angelina posądzona o dokonanie na nim mordu, Darren postanawia działać. Udaje się ją uwolnić, ale młoda kobieta znika, a matka growego protagonisty ulega tajemniczemu wypadkowi i zapada w śpiączkę.

Wkrótce Michaelsa zaczynają dręczyć tajemnicze wizje, które z czasem mocno się nasilać. Gdy tropem naszego bohatera zaczyna podążać tajemniczy jegomość, Darren zaczyna wgłębiać się w sprawę. Wskazówki prowadzą go do małego miasteczka w Nowej Anglii, do Willow Creek i zamku Black Mirror, gdzie przed dwunastoma laty ostatni męski potomek rodziny Gordonów, Samuel dokonał licznych, makabrycznych zbrodni. 

Interfejs i growa otoczka, jest klasycznie i bardzo poprawnie

Black Mirror II to klasyczna przygodówka w rozgrywce "wskaż i kliknij", gra, którą możemy obsługiwać za pomocą myszy, bez możliwości obsługi padem, czy jak kto woli kontrolerem. Klasyczny interfejs oznacza oczywiście możliwość dowolnej eksploracji, badania wszystkiego i klikania na wiele przedmiotów, miejsc i osób, a także zbieranie mnóstwa przedmiotów.

Te trafiają do tradycyjnie prezentującego się ekwipunku, który znajdziemy na dole ekranu. Uaktywnia się on jeśli najedziemy kursorem myszy na to miejsce. Przedmioty można obejrzeć, a Darren je również opisze. Pewną niedogodnością jest brak napisów w czytanych dokumentach, często listach, które są napisane niestety mało czytelną czcionką. 

Pozostając przy napisach muszę się jeszcze przyczepić do wielkości owego tekstu i jego kolorystyki. Nie bardzo podoba mi się, zarówno w drugiej, jak i w trzeciej części to, że tekst jest dostępny w bardzo niewielkiej rozmiarowo czcionce, wyświetla się mniej więcej w połowie ekranu, a niektóre teksty dialogowe dostępne są takim kolorze, że skutecznie zlewają się z otoczeniem. 

Recenzowana gra ma coś co niezwykle lubią, i co cenię sobie w przygodówkach, szczególnie takich, w których zadań eksploracyjnych, tajemnic i zagadek nie brakuje. Ta projekt, który ma wbudowany dziennik bohatera, w którym ten zapisuje wszystko co powinien w najbliższym czasie zrobić, ale i swoje spostrzeżenia.

Z racji sporej ilości rzeczy, które w grze znajdziemy, jak i równie niemałej ilości dokumentów, twórcy nie zapomnieli o wbudowaniu podświetlania hitspotów. Interaktywne miejsca w lokacjach aktywujemy, jak w większości gier, za pomocą klawisza "spacji", a także z pozycji ikony lupy, która znajduje się w w prawym górnym rogu, tam gdzie notatnik, czy menu.

Przygoda ma możliwość zapisywania rozgrywki w dowolnym momencie gry, w sposób ręczny. Jest to bardzo ważny i istotny aspekt rozgrywki, nie tylko ze względu na to, że ilość czynności jakich w rozgrywce musimy wykonać jest spora, ale także z racji na zagadki i długość gry, która obejmuje kilkanaście godzin. 

Długa przygoda ma jednak w tym wypadku, i według mnie, pewną wadę. Fabuła wolno się rozkręca, a jej początek to zbyt wiele gadaniny, która wprowadza niepotrzebne dłużyzny. Mniej więcej do połowy zabawy z Black Mirror II ta jest lekko nudnawa, a klimatem pierwsze Black Mirror niestety nie przypomina. Sytuacja zmienia się na szczęście około połowy rozgrywki, kiedy zaczynamy mocniej wchodzić w tajemnice związane z Gordonami, i klątwą. 

Black Mirror niemieckiego studia mimo swojego, bardzo indywidualnego klimatu, i tak właściwie gry dopiero nas wprowadzającej do mroczniejszej historii, jaką śledzić mamy okazję w Black Mirror III, ma elementy, które mocno nawiązują do klasyka od Future Games.

Pomijając kontynuacją opowieści o rodzie Gordonów, także tę część mocno naciąganą, gra niemieckiego studia odwołuje się do swojej poprzedniczki wyglądem kursora myszy, menu, muzyką, która mocno się z poprzedniczką kojarzy, lokacjami, które znane są z poprzedniczki czy podziałem na rozdziały, które poprzedzają bardzo charakterystyczne animacje. 

Zadaniowa część gry, nudzić się raczej nie będziemy

Black Mirror II to tytuł podzielony na sześć rozdziałów, równie jak kultowy poprzednik bogaty w treść, nie tylko fabularną, ale zadaniową. Jak na klasyczną przygodę przystało gracz będzie eksplorował, będzie zbierał i używał przedmioty, będzie także mierzył się z zagadkami i minigrami logicznymi. 

W przypadku pierwszego Black Mirror pojawiały się opinie zbyt dużej trudności zagadek, i sporej liniowości, co owocowało przystopowaniem się w zabawie i dozą frustracji. Nie grozi nam to w Black Mirror II, nie z tego względu, że zagadki są zbyt łatwe, ale dlatego, że twórcy wbudowali system pominięcia każdego logicznego wyzwania. Gdy tylko chwilę pobawimy się z zagadką na ekranie, w prawym, dolnym rogu pojawi się ikona dźwigni. Użyta sprawi, że zagadka zostanie pominięta.

Istotą rozgrywki, sporej jej części są dialogi. Tylko rozmowy z wieloma postaciami Black Mirror II, w wielu lokacjach, sprawią, że popchniemy fabułę do przodu. Gra bazuje na gadaninie, na sporej ilości tekstu, którego niestety, według mnie, jest jednak zbyt dużo.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego twórcy poprzedzili zabranie tego czy innego przedmiotu, czy inną interakcję komentowaniem tego przez Darrena, i to często nie tylko raz. Tym sposobem aby zabrać przedmiot gracz musi na jedno miejsce kliknąć dwa, a nawet trzy razy. Przedziwny, mnie osobiście irytujący pomysł. 

Nowe Black Mirror wygląda naprawdę dobrze

Black Mirror II można zarzucić za dużą fantazję fabularną, przeciąganie rozgrywki poprzez niepotrzebne dialogowe dłużyzny, w tym gadaninę Darrena przy zbieraniu przedmiotów. Ale nie można odmówić tej przygodzie, że wygląda nieporządnie i byle jako.

Gra jest zwyczajnie niezwykle urokliwa graficznie, przewyższając swoją poprzedniczkę jakością lokacji, dokładnością i szczegółowością. Szczególnie dobrze wyglądają tła lokacji, których w grze znajdziemy aż sto. Każda z nich utrzymana jest w dość stonowanych jak na okres wakacyjny kolorach, ale świetnie budujących klimat i czar, mimo wszystko mrocznego uniwersum Black Mirror.

Atmosferę mroku wprowadzają również dodatkowe efekty jak choćby deszcz i burza, które nieodłącznie kojarzą się nam z kultową produkcją czeskiego studia. 

Nieco gorzej prezentują się postaci, których wygląd może nie jest najgorszy, ale sposób poruszania się może wydawać się śmieszny, zbyt sztywny, nieco dziwny. Sytuacji nie poprawiają rozmazane i niezbyt dokładne animacje. 

Udźwiękowienie i ścieżka muzyczna, czyli to co w grze słychać

Mocną stronę kontynuacji Black Mirror jest udźwiękowienie i muzyka, która nie tylko przywołuje pozytywne, choć mroczne skojarzenia z opowieścią o Samuelu Gordonie i rodzinnej klątwie, ale i nadaje historii opowiedzianej już w zupełnie nowym stylu, horrorowatej jakości.

Ścieżka dźwiękowa jednoznacznie daje nam przeświadczenie, że nie tylko uczestniczymy w historii rodziny zamieszkującej zamek Black Mirror, ale gramy w przygodowy horror, w którym w momentach grozy, takową należy dźwiękiem potęgować. 

Na jakość polskiego tłumaczenia w pierwszym Black Mirror narzekaliśmy, i słusznie, bo było ono skandalicznie złe. W Black Mirror II, również dostępnym z kinowym spolszczeniem, czyli z napisami jest lepiej. Niestety wciąż istnieją bardzo dziwnie przetłumaczone zwroty, natkniemy się na literówki i niedoróbki. 

Na pochwałę zasługuje z pewnością angielski dubbing, który prezentuje wysoki poziom. Aktorzy użyczający swoim postacią głosów wczuwają się w odkrywane role, budując tym samym wiarygodne postaci, z dostateczną ilością emocji. 

Black Mirror II - podsumowanie recenzji. Nieco przegadany wstęp do bardziej mrocznej trzeciej części 

Po latach od pierwszego ogrania Black Mirror II, wróciłam do gry ze świeżym na nią spojrzeniem, nie zmąconym już ekscytacją jaka towarzyszyła mi w momencie ogrania przygodówki po raz pierwszy, czyli kilkanaście lat temu. 

Gra ponownie wywarła na mnie dobre wrażenie, ciesząc klasyką przygodową, sporą ilością zadań, zagadek i miniger, przyciągającą uwagę oprawą graficzną i budującą atmosferę ścieżką dźwiękową, w tym dobry angielskim dubbingiem. Miło było po latach wrócić do znajomych z pierwszej Black Mirror lokacjach, ponownie poczuć smak klątwy Gordonów i posmakować atmosfery tajemnicy i zagadkowości, której produkcji Cranberry Production nie można odmówić.

Odniosłam jednak wrażenie, że Black Mirror II jest jedynie wstępem, i do połowy rozgrywki prologiem do dalszej historii. Przegadany początek i przesadzona ilość gadaniny momentami mnie irytowały, zachęcając, a nawet zmuszając do szybkiego przeklikiwania tekstu. 

Drażniła również zbyt mała wielkość czcionki, jej położenie i czasami kolorystyka zlewająca się z tłem lokacji, i błędy w polskim tłumaczeniu, jakich niestety ów projekt nie uniknął.

Pomijając jednak pewne niedogodności, część zapewne niepasującą jedynie mnie, Black Mirror II polecam, bo tak czy siak to dobra, rasowa przygodówka, w której nudy i przestojów nie uświadczycie, a wraz z postępem rozgrywki, atmosfera będzie coraz bardziej gęstnieć. Gra idealna nie tylko dla fanów kultowego Black Mirror, ale dla każdego, który lubi tajemnicze, i nieco mroczne, klasyczne przygodówki. 

Moja ocena 7/10

Grałam w wersję na komputery osobiste PC - Steam. 

Zalety:

  • Mimo dłużyzn fabuła potrafi wciągnąć;
  • Sporo ciekawych zagadek;
  • Przyjemna dla oka, bardzo szczegółowa grafika;
  • Dobra ścieżka dźwiękowa;
  • Zwroty akcji;
  • Nawiązania do pierwowzoru;
  • Przyzwoita długość gry;
  • Dobry angielski dubbing;
  • Możliwość zagrania po polsku

Wady:

  • Bardzo przegadana, przez to męcząca;
  • Przy długi wstęp do ciekawszej historii;
  • Wielkość czcionki napisów, dla mnie zbyt małe;
  • Niedopasowanie kolorów napisów, które często zlewają się tłem;
  • Niepotrzebne komentowania przedmiotów, które należy zabrać;
  • Błędy w polskim tłumaczeniu;
  • Brakło mi klimatu grozy

piątek, 13 września 2024

Black Mirror, recenzja kultowego przygodowego horroru

Black Mirror, recenzja kultowego przygodowego horroru

 

Zapraszam serdecznie do przeczytania kolejnej mojej recenzji jaka pojawiła się na blogu. Tym razem pierwszej odsłony niezwykle popularnej serii Black Mirror, która rozpoczęła się w roku 2003, a zakończyła na rebbocie z roku 2017. Miłej lektury! 😏

Zastanawialiście się kiedyś co kryje się za fenomenem popularności Black Mirror od nieistniejącego już czeskiego studia Future Games i Unknown Identity? Dlaczego przygodówka, która nie jest pozbawiona wad, a grając w nią po latach widzi się ich jakby więcej, jest tak przez nas kochana? Ponieważ powiedziałam A, w postaci poradnika/solucji Black Mirror, przyszedł czas na powiedzenie B, i podzielenia się z Wami recenzją tegoż przygodowego horroru, udolnej, bądź mniej udolnej próby odpowiedzi na pytanie dlaczego pierwsza Black Mirror była, wciąż jest i zapewne będzie taka popularna. 

Przeczytaj także: Muzyka z The Black Mirror i innych gier Future Games w zremasterowanej wersji i nadchodząca kampania Black Mirror: Blood Bond

Black Mirror - fabuła, która pochłania bez reszty

Historia, którą czescy twórcy zechcieli nam w przygodówce opowiedzieć koncentruje się wokół  Gordonów, rodziny której korzenie sięgają średniowiecza. Arystokratyczna familia, a przynajmniej jej  część mieszka w ogromnej posiadłości, w tytułowym zamku Black Mirror. 


W grze podzielonej na sześć dość rozbudowanych rozdziałów śledzimy losy jednego z członków owej rodziny, najmłodszego z męskiego rodu, który wiele lat temu, po tragicznym pożarze, w którym stracił żonę, opuścił domostwo, odcinając się od rodziny. 

Po latach do Black Mirror przyciąga go kolejna rodzinna tragedia, zagadkowa śmierć nestora rodu, jego dziadka, Williama Gordona, który wypadł z zamkowej wieży. Samuel Gordon, nie wierzący w to, iż dziadek mógł dobrowolnie zakończyć życie, popełniając samobójstwo, postanawia zagłębić się w jego tajemnicę, próbując odkryć co stało za postępującym szaleństwem głowy rodu. 

W toku jego prywatnego śledztwa odkrywa mroczną rodzinną tajemnicę, która sięga początków rodu. Niedługo po jego przybyciu zamkiem i jego okolicą zaczynają wstrząsać tajemnicze śmierci. Na jaw wychodzi rodzinna klątwa Gordonów, którą Samuel postanawia raz na zawsze zakończyć. 


Mocną stronę Black Mirror jest właśnie tajemnica i ciężki, mroczny klimat gotyckiego horroru, odczuwalny, namacalny i obecny w każdym zakamarku zamku Black Mirror,  i po za nim. Sekretny mrok czerpany z czytanych przez nas kronik, listów i notatek, czy wyłaniający się z obrazów przodków staje się niepodważalną zaletą opisywanego przeze mnie tytułu, nie porównywalną chyba z żądną inną przygodówką. 

Odkrywanie meandrów fabuły, która wpisuje się w klasyczny, ale jednak styl grozy, sprawia największą frajdę każdemu miłośnikowi przygodówek. To właśnie przez ów klimat i nastrój, jaki się nam udziela, kocha się Black Mirror, mimo tego, że przygodówka posiada spore braki, niedoróbki i w żadnym razie nie można o niej powiedzieć, że jest grą doskonałą. 


Śledzenie historii Samuela, szczególnie jeśli robimy to po raz pierwszy (takim osobom szczerze zazdroszczę) jest przyjemnością samą w sobie. Tajemnica goni tajemnicę, trup ściela się gęsto, sekrety wychodzą na światło dzienne, a zakończenie, które, jak wiemy, nie wszystkim się podoba, jest ostatecznym zwieńczeniem spójnej historii o klątwie, przeznaczeniu i rodzinnym przekleństwie. 

Black Mirror - styl graficzny, który choć mocno się zestarzał, wciąż zachwyca 

Na dodatek fabuła ubrana jest w grafikę, która choć mocno się już zestarzała, wciąż może zachwycać, i wciąż pięknie wyglądać na zaprezentowanych przeze mnie zrzutach z ekranu. Aż dziw, że minęło ponad trzydzieści lat od premiery owej przygodówki, a ona wciąż, mimo upływu lat zaciekawia fabułą, i zachwyca grafiką.

Szczególnie majestatycznie, jak oczywiście na te czasy prezentuje się tytułowy zamek Black Mirror, z dostojnością, podniosłością i arystokratycznym blichtrem. I choć nie jest przepełniony ludźmi, bo zamieszkuje go raptem kilka osób, to jednak żyje życiem przodków, obrazami, biblioteką, i tajemnicą starego skrzydła, o którym prawdę powiedziawszy nie mówi się w grze za wiele.


Jednak najbardziej urokliwe w swoim mrocznym klimacie są wiszące na ścianach obrazy członków rodziny Gordonów. Pamiętam jak grając w Black Mirror po raz pierwszy, wiele lat temu, zatrzymywałam się przy obrazach, by jeszcze raz na nie popatrzeć. Nie wiem jak Wy, ale ja niczym zahipnotyzowana chłonęłam mrok jednego z obrazów, który poprzez niesamowitą wizję graficzną, i rozbrzmiewającą w tle muzykę, sprawiał, że miałam ciarki na ciele, i niemal dosłownie widziałam zło ukryte w portrecie. 


Przygodową, graficzną podróż toczymy oczywiście nie tylko w zamkowym gmaszysku. Przyjdzie nam wędrować po bardzo różnych lokacjach, które skąpane zostały nie tylko w barwnych kolorach jesieni, jak choćby w Walii, ale także w strugach deszczu, przy akompaniamencie grzmotów burzy. 


Kolorystycznie gra utrzymana jest zarówno w klasycznie jesiennych barwach,  brunatno-czerwonych,  jak i w barwach szarości, zgniłej, smętnej i mokrej zieleni. Kolorystyka, wraz z udźwiękowieniem, o którym wspomnę poniżej, w połączeniu z tajemnicą, która nam stale towarzyszy, sprawia, że klimat grozy, choć nie dosłowny, jest w grze mocno odczuwalny. 

Black Mirror - zagadki, klucz do sukcesu czy bolączka graczy? 

Tajemnicza, szczególnie dla początkujących graczy przygodowych może być rozgrywka i cała otoczka interfejsowa i typowo zadaniowa. Otóż Black Mirror nie jest grą banalnie prostą, a powiedziałabym raczej trudną, przy której wiele razy można się zastopować. Dzieje się tak dlatego, że oprócz klasycznego klikania lewym przyciskiem myszy, w wielu momentach graczowi przyjdzie posługiwać się ppm. Tylko przyjrzenie się jakiejś rzeczy, miejscu czy osobie klikając prawym przyciskiem komputerowego gryzonia może posunąć rozgrywkę do przodu. 

Black Mirror to tytuł obsługiwany zatem za pomocą muszy. Nie znajdziemy tu ani samouczka, ani podpowiedzi. Nie ma notatnika bohatera, więc cele też nie są nigdzie zapisywane, co sprawia, że jest możliwość zagubienia się w rozgrywce. 


Mamy za to klasycznie wyglądający ekwipunek, który znajduje się na dole ekranu. Podczas gry, która jak wspominałam obejmuje aż sześć rozdziałów, do inwentarza trafi sporo przedmiotów, z których część można ze sobą łączyć. Dodatkowo po kliknięciu na konkretny, noszony przez Samuela klamot ppm Samuel dany przedmiot stosownie opisze. 

Black Mirror nie jest tytułem najłatwiejszym, nie tylko z powodu licznych zagadek przedmiotowych, nie tylko poprzez stawianie na uważność i pamiętanie o używaniu prawego przycisku myszy, ale przede wszystkim przez sporą ilość zagadek logicznych. 


Trzeba przyznać, że są one w grze dobrze przemyślane, i świetnie wplecione w fabułę, ale jednocześnie stanowią mocne wyzwanie dla naszego umysłu. Gracz stanie przed koniecznością mierzenia z zagadkami słownymi, układankami, puzzlami, czyli poskładaniem podartego listu lub zdjęcia, z ustawieniem planet układu słonecznego na globusie, znaków zodiaku czy z labiryntem.

Dodatkowo w grze czekają nas także momenty śmierci bohatera, które kończą się definitywnym zakończeniem rozgrywki. A że ta nie oferuje automatycznego zapisu, a jedynie ręczne, radzę często zapisywać rozgrywkę, by nie musieć przechodzić raz jeszcze sporego fragmentu owej gierki. 


Pomocna, oprócz możliwości ręcznego, opisowego zapisywania gry jest również mapa. Gracz zyskuje ją niemal na początku rozgrywki, mając możliwość szybkiego przenoszenia się między lokacjami, co w grze odbywa się dość często. 

Black Mirror - muzyka, która zapada w pamięć i wywołuje dreszcze 

Mocną stroną Black Mirror, oprócz grafiki, wciągającej fabuły i dobrych, angażujących zagadek jest muzyka. Szczerze powiedziawszy nie przypominam sobie przygodówki, która równie mocno wryłaby mi się muzycznie w pamięć. 

Melodia z menu, która towarzyszy nam przez całą rozgrywkę, bardziej lub mniej słyszalna, jest tak przenikliwie spójna z klimatem, że zanim rozpocznie się zabawę chce się nią jeszcze trochę podelektować, trochę dłużej z nią poobcować, nieco mocniej ją poczuć. 


Black Mirror to muzyczna uczta dla ucha, która mimo lat trzydziestu, jakie ma już na karku, wcale się nie zestarzała. Mimo wszystko Zdenek Houb, współtwórca jej scenariusza, jak i kilku innych gier od Future Games postanowił ją przerobić, ruszając z kampanią na remaster utworów z gier nieistniejącego już studia. Zbiórka zaowocowała sporym sukcesem, co z pewnością nikogo nie dziwi. 

Wspominając o muzyce, warto także wspomnieć o udźwiękowieniu, które jest równie dobre, jak i melodię jakie nam towarzyszące. Należy także napisać o wersji językowej. Otóż tytuł dostępny jest na Steam i GOG w polskiej wersji językowej, w formie napisów. 

Black Mirror - kultowa przygodówka nie bez wad

Tę jednak, mimo oczywiście radości z możliwości zagrania w ojczystym języku, zaliczyć można do podstawowych, nadrzędnych wad tegoż projektu. Ci z Was, którzy grali, albo wciąż grają w niepoprawioną, dostępną w oryginale wersję polską, wiedzą doskonale, że jest ona wręcz fatalna. 

Część dialogów nie jest wcale przetłumaczona, zdarzają się literówki i braki w tekście, a powtarzanie linijek dialogowych nie jest tu niczym dziwnym. Istnieje także duży problem ze spójnością w tłumaczeniu zebranych przez protagonistę przedmiotów, a także nazywaniem postaci. Samuel zwracając się do bliskich mu osób, babci czy wujka raz zwraca się do nich po imieniu, raz per pani. 


Nie podobać mogą się także animację, które mocno odstają od jakości graficznej. Postacie poruszają się w zwolnionym tempie, są ślamazarne i dość brzydkie. 

Pewne ale mam również do zbyt dużej liniowości w grze, która sprawia, że często rozdział, który powinien się zakończyć, wciąż się nie kończy, bowiem okazuje się, że z kimś jeszcze, o czymś zdawałoby się banalnym, nie pogadaliśmy.

Dziwnym motywem jest także konieczności czekania, czyli upływania czasu, który kompletnie nie wiadomo jak w grze płynie. Tu w przeciwieństwie do większości przygodówek, nie wystarcza wyjście i wrócenia. Żeby posunąć grę do przodu trzeba włóczyć się to tam, to tu, by móc uzyskać od danej postaci istotną dla nas informację. 

Black Mirror - podsumowanie recezji

Tak czy siak, Black Mirror to kultowa już przygodówka, która jest pozycją obowiązkową dla każdego fana gier, nie tylko tego przygodowego. Gra posiada wszystko to, co klasyczny tytuł point and click posiadać powinien, czyli klasyczne sterowanie, wiele dialogów, mnóstwo postaci, ogrom zagadek przedmiotowych, sporo lokacji do zwiedzenia. 


Potrafi także postawić przed graczem sporo wyzwań, nie tylko natury czysto przedmiotowej, czyli zebrania, połączenia i użycia rzeczy, ale również typowo logicznej. Co tu kryć. Przyjdzie nam zatrzymać się na dłuższą chwilę przy tej, czy przy innej zagadce, gdyż większość z nich jest mocno angażująca, i nie łatwa. 

To czym kusi do siebie Black Mirror jest grafika, która mimo ponad trzydziestu lat wciąż zachwyca, i wciąż daje naszym oczom tyle przyjemności. Eksploracja kolejnych miejsc, w zamku, miasteczku czy w Walii, mierzenie się z zagadkami w labiryncie w katakumbach czy wędrowanie po mrocznym, skąpanym w ulewie sanatorium dla psychicznie chorych, to tylko ułamek większej graficznej uczty.


Ale tym co trzyma nas w grze naprawdę mocno, tym co pozwala machnąć ręką na błędy i niedoróbki gry, jakich nie brakuje, jest oczywiście fabuła i związany z nią klimat niepokoju, tajemnicy i rodzinnych sekretów. Black Mirror słynie z atmosfery, którą próżno szukać u innych gier z tamtych, czy z tych czasów. 

Podsumowując, Black Mirror to doskonale skonstruowana opowieść, świetna przygodówka w klimacie grozy, która broni się mroczną atmosferą, raduje grafiką, wywołuje ciarki muzyką i satysfakcjonuje dobrze wplecionymi w rozgrywkę zagadkami.


Jeśli jeszcze nie graliście, to polecam! Jeśli graliście, ale dawno..... zachęcam do sobie jej przypomnienia. Tym bardziej, że szykuje się nam kampania, w której wspomniany już Zdenek Houb zbierać będzie na grę w klimacie Black Mirror, której tytuł ma brzmieć Blood Bond, a której fabuła podobno jest już przed niego napisana. 

Moja ocena gry: 8/10

Zalety: 

  • wciągająca fabuła;
  • przepiękna grafika;
  • niepowtarzalny klimat;
  • angażujące zagadki;
  • niesamowita muzyka;
  • długość gry;
  • ręczne zapisy;

Wady:

  • koślawe animacje;
  • błędy w polskiej wersji językowej;
  • zbytnia liniowość;
  • miejscami zbyt trudna;
  • problem z upływającym czasem w grze;
  • śmierć bohatera