sobota, 1 marca 2025

Crowns and Pawns: Kingdom of Deceit na konsolach PlayStation i Xbox

Crowns and Pawns: Kingdom of Deceit na konsolach PlayStation i Xbox

 

Crowns and Pawns: Kingdom of Deceit, klasyczna przygodówka point-and-click, która swoją premierę miała  w maju 2022 roku, na PC oraz Switch, jest już dostępna także na PlayStation oraz Xbox.

Po prawie trzech latach od premiery gry, która zakupicie na PC - Steam, GOG i Epic Games Store, a także na Nintendo Switch, przygodówka Crowns and Pawns: Kingdom of Deceit, której wrażenia z demo znajdziecie na moim blogu, a recenzję i poradnik/solucję mojego autorstwa napisałam dla lubiegrac.pl, zagościła na nowych platformach. Grę mogą już sprawdzać posiadacze konsole PlayStation 4 oraz 5, posiadacze Xbox One oraz Xbox Series X|S. Twórcy, a jest to studio litewskie studio Tag of Joy, które pracuje obecnie, wraz z Autumn Moon Entertainment nad długo wyczekiwaną kontynuacją A Vampyre Story, której tytuł brzmi A Vampyre Story: A Bat's Tale oraz wydawca Headup, podzielili się zwiastunem ogłaszającym premierę na nowych platformach. 

Warto przeczytać także:

Crowns and Pawns: Kingdom of Deceit to gra, o której pisać miałam już okazję, pozwalająca graczom wcielić się w mlodą kobietę o imieniu Milda, mieszkającą w Chicago, ale mającą korzenie litewskie. Po śmierci dziadka przybywa do jego domu, który odziedziczyła. 



Tam okazuje się, że pewien nieznajomy zmusza ją do zrzeknięcia się spadku. Zdeterminowana dowiedzieć się o co chodzi Mina przeszukuje dom, odnajdując stare dokumenty, które związane są z wydarzeniami z XV wieku. I tak zostaje wciągnięta w poszukiwania pewnego reliktu. 




Gra jest klasyczną przygodówką, w rysunkowym stylu 2D, z klasycznymi rozwiązaniami przygodowymi. W wersji na komputery zagramy w nią z mechanicznym spolszczeniem. twórcy wspominają, że przy tworzeniu gry inspirowali się serią Syberia, serią Broken Sword, Monkey Island czy Stil life

Kup grę na PlayStation Store

Kup grę na Microsoft Store







piątek, 28 lutego 2025

The End of the F**king World recenzja pierwszego sezonu. Eh ten niedobry świat!

The End of the F**king World recenzja pierwszego sezonu. Eh ten niedobry świat!

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji brytyjskiego serialu dostępnego na Netflix, zatytułowanego The End of the F**king World. 

The End of the F***ing World jest produkcją brytyjską, wspólnym dziełem Channel 4 i Netfliksa i pod przykrywką wesołości, lekkiej, choć czarnej komedyjki z nutą dramatu, skrywa znacznie mocniejsze przesłanie. Co o takowej propozycji myślę, postaram się Wam przekazać w mojej recenzji.

Warto przeczytać także:

Serial The End of the F**king World obejrzałam trochę z ciekawości, bo po pierwsze zainteresował mnie jego zwiastun, a po drugie zaintrygowało to, jak jest zatytułowany. Szybko przekonałam się, że nie tylko tytuł jest w nim niecodzienny, cały seans przykuwa do ekranu świeżością, nietypowością i nietuzinkowym spojrzeniem na problemy dorastających, nie radzących sobie z życiem młodych ludzi. I to właśnie człowiek jest tu najważniejszy, a jego nietypowość jest jak się okazuje tylko przykrywką…….ale o tym sza…. .

Scenariusz, tego dość krótkiego, bo zawierającego jedynie dwa sezony serialu oparty jest na komiksie, z którym nie miałam niestety przyjemności się zapoznać, więc nie mam pojęcia w jakim stopniu ten się do niego odnosi, czy ma dużo, czy mało z nim wspólnego. Nie mniej jednak skupia się wokół dwójki protagonistów, zupełnie innych charakterowo, ale niezwykle charyzmatycznych, wyjątkowych, nietuzinkowych i tak dalej i tak dalej…

Oto mamy siedemnastolatka imieniem James, który bardzo chce coś poczuć, tak bardzo, że w wieku 9-ciu lat wkłada dłoń do frytkownicy z gorącym olejem. Chłopak nazywa siebie psychopatą, a jego życiowym celem jest zabijanie. Do tej pory skupiał się jedynie na wszelakich zwierzęcych istotach, ale tym razem wybrał sobie inny cel. Postanowił zabić człowieka, a dokładnie nową szkolną koleżankę, która wydaje się być nim zainteresowana. Alyssa, druga serialowa postać, to nastolatka równie inteligentna, wygadana, co pyskata i wulgarna. Ona w przeciwieństwie do Jamesa nie chce nikogo zabijać, ale marzy o wyrwaniu się z domu i ucieczce do ojca, którego zna jedynie z pocztówek, które co roku dostaje na urodziny. I tak para opuszcza swoje rodzinne pielesze, James nie radzącego się z życiem ojca, który nie pozbierał po samobójczej śmierci żony, a Alyssa zahukaną matkę i zaborczego ojczyma, z którym nie łączy ją żadna więź i choć każde z nich w ucieczce widzi zupełnie inny cel, to jak się okazuje dużo ich łączy. Stopniowo między cichym, małomównym i wydawać by się mogło nieśmiałym chłopakiem i pewną siebie, znającą swoją wartość i wulgarną dziewczyną rodzi się wyjątkowa więź, którą z przyjemnością się ogląda.

Zaletą tego wyjątkowo dobrego serialu są jak już powiedziałam postaci, zarówno Jamesa, jak i Alyssy. Choć w rolę nastolatków wcieliły się dorosłe już osoby, to aktorom udało się niezwykle uwiarygodnić swoje postaci, do tego stopnia, że szybko się z nimi utożsamiamy, dostrzegając wiele wspólnych z nami cech, choć protagoniści są wyjątkowo przerysowani. 

Alex Lawther, (znany bardziej z serialu Czarne Lustro, czy Gry Tajemnic), który poprzez gesty, mimikę twarzy, sposób mówienia, chodzenia, tę niesamowitą ślamazarność i pewną alienację od świata i otoczenia zbudował postać Jamesa w sposób iście perfekcyjny. Równie doskonała w swej roli Jessica Barden, (którą mogliśmy oglądać choćby w filmie Lobster, czy w Hannie) z jej zawadiackimi minami, niewybrednym językiem i arogancją skrywającą drugą, bardziej kobiecą i dziecinną zarazem osobowość, dała upust swojemu młodemu, ale jakże już rozwiniętemu talentowi aktorskiego. Nie tylko oni pokazują, że serial aktorami stoi. Pozostałe postaci są może mniej wyraziste, ale zdecydowanie jakieś, posiadające swój indywidualny, niepowtarzalny charakter.

The End of the F***ing World, to nie tyko pokaz doskonałego aktorstwa, ale i dziwna, a zarazem niesamowita mieszanka komedii, filmu drogi, elementów obyczajowych i dramatu psychologicznego pokazującego jak zawiłe i pokręcone może być życie młodego człowieka, bo to głównie na nich opiera się owa produkcja. Bunt, odrzucenie świata i panujących w nich zasad, nawet tych lokalnych, rodzinnych i pozorne zło, to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod twardą skorupą lodu skrywają się osoby, które cierpią z powodu rodzinnej tragedii, niezrozumienia, nietolerancji i braku miłości, którą odnajdują do siebie nawzajem. W myśl zasady, że przeciwieństwa się przyciągają, James i Alyssa stają się sobie bardzo bliscy.

Opisywany przez mnie serial to nie tylko świetne aktorstwo i doskonały miks gatunkowy, ale także rewelacyjne zdjęcia, równie dobry montaż i jeszcze lepsze operowanie kamerą. Tu wszystko ze sobą się łączy, cudownie zazębia i uzupełnia, jest po prostu idealnie. Dawno nie oglądałam w żadnym serialu tak rewelacyjnie dogranych i spójnych elementów, a efekty obserwować mogłam podczas kolejnych odcinków, w których wartka akcja mknie tak szybko i ma tyle zaskakujących zwrotów akcji, że czas spędzony nad serialem uciekał mi bardzo, bardzo szybko.

Do listy pozytywów, których w serialu nie brakuje, dopisać mogę także doskonałe udźwiękowienie i świetnie do klimatu dobrane piosenki, które wcale nie są z listy z tych najnowszych, a wiele z nich sięga nawet do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, nadając serialowi trochę retro pokręconego klimatu. Martwiło mnie jedynie zakończenie The End of the F***ing World, które według mnie wyczerpywało i ostatecznie zamykało serial, sugerując, że kolejny sezon, może być z lekka naciągany i fabularnie nie sprostać pierwszemu. 

Nie mniej jednak The End of the F***ing World to bardzo udana serialowa produkcja, w której spójne elementy składowe, plus niesamowicie wartko poprowadzona opowieść i świetne aktorstwo, sprawia iż ogląda się go na wdechu. Dla mnie rewelacja, więc z entuzjazmem godnym dziecka polecam ów projekt wszystkim Wam. 

Myślę, że 8/10 to właściwa jego ocena.

Serial w dwóch sezonach można oglądać na Netflix. 

Klasyki LEGO dołączają do Programu GOG Preservation

 Klasyki LEGO dołączają do Programu GOG Preservation

 

Program GOG Preservation, uruchomiony w listopadzie, zeszłego roku, długoterminowe zobowiązanie do zapewnienia, że ​​klasyczne gry pozostaną grywalne na nowoczesnych i przyszłych systemach wprowadził na GOG serię LEGO.

Już kilka miesięcy trwa i stale przynosi coś nowego zupełnie nowy program rodzimej platformy GOG -  GOG Preservation Program, który obecnie obejmuje na platformie GOG ponad 100 tytułów, a celem jest rozszerzenie go do 500 gier do końca 2025 roku, a finalnie objęcie całego katalogu klasycznych gier, które liczyć można już w tysiącach. Teraz GOG wita szeroką gamę tytułów franczyzowych LEGO®, w tym zarówno nowe wydania, jak i gry już wydane na GOG.

Warto przeczytać także:



Program GOG Preservation Program powiększa się o legendarne tytuły LEGO®. Wraz z tą aktualizacją na GOG zagościły: The LEGO® Movie - Videogame (-80%), The LEGO® Movie 2 Videogame (-85%), LEGO® City Undercover (-80%) i The LEGO® NINJAGO® Video Game (-80%).



Gry debiutują na GOG bez DRM i zoptymalizowane pod kątem nowoczesnych systemów. Na GOG dostępnych jest także wiele klasycznych gier LEGO®, które oficjalnie dołączyły do Programu Preservation, zapewniając, że pozostaną dostępne przez wiele lat. Są to:
  • LEGO® Pirates of the Caribbean: The Video Game (-75%)
  • LEGO® Indiana Jones™: The Original Adventures (-75%)
  • LEGO® Indiana Jones™ 2: The Adventure Continues (-75%)
  • LEGO® Batman™: The Videogame (-85%)
  • LEGO® Batman 2 DC Super Heroes™ (-80%)
  • LEGO® Batman™ 3: Beyond Gotham (-75%)
  • LEGO® The Lord of the Rings™ (-80%)
Jeśli chcecie zobaczyć jeszcze więcej klasyków LEGO® na GOG, takich jak: LEGO Island, LEGO Rock Raiders lub LEGO Star Wars: The Skywalker Saga wejdziecie na GOG Dreamlist i zagłosujcie na swoje ulubione gry.

Źródło: Informacja prasowa GOG

Gabriel Knight: Sins of the Fathers - 20th Anniversary Edition - recenzja

Gabriel Knight: Sins of the Fathers - 20th Anniversary Edition - recenzja
Zdjęcie: GOG

Zapraszam serdecznie do przeczytania recenzji Gabriel Knight: Sins of the Fathers - 20th Anniversary Edition, nowej wersji przygodówki Gabriel Knight. Miłej lektury! 

W październiku  2014 roku swoją premierę miała odnowiona wersja pierwszej części przygód Gabriela Knighta. Wtedy właśnie minęło 20 lat od momentu, gdy starsi teraz o całą dwudziestkę gracze, zostali uraczeni grą, która chwalona i zarazem sprzedawana jest aż do tej pory. Niestety tych „dzieścia” lat temu nie interesowałam się komputerami, a już z całą pewnością nie grami wideo, więc zasiadając do nowszej wersji, noszącej tytuł: Gabriel Knight: Sins of the Fathers - 20th Anniversary Edition nie miałam żadnego porównania. Poczytałam jednak trochę na temat starszej wersji, przejrzałam kilka poradników i miałam jako taki obraz tego czym różni się pierwsza i druga wersja owej produkcji.

Warto przeczytać także:

Choć zarys fabularny nie uległ zmianie i to co śledzić możemy w odnowionej grze pokrywa się z tym co już kiedyś było, to troszkę jednak ulepszono i nieco pozmieniano. Stworzona pod kierunkiem Jane Jensen gra,  podzielona jest tak samo jak w naszej „staruszce” na dziesięć rozdziałów. Akcja toczy się w tym samym czasie i w tym samym miejscu, czyli w Nowym Orleanie, w którym to żyje i pracuje Gabriel Knight, właściciel niewielkiej księgarni. Miejsce to prowadzi wraz z Grace, która oprócz zajmowania się obsługą potencjalnych klientów, pomaga szefowi w jego dochodzeniu, a skupia się ono na rytualnym morderstwie Voodoo. Gabriel jako pisarz postanawia  bliżej przyjrzeć się sprawie i wszystko opisać w swojej kolejnej książce. Tym sposobem zostaje wciągnięty w dość niebezpieczną i tajemniczą historię.

Podczas zabawy z nowym „Gabrysiem” spotykamy takie same postacie. Dodano za to nieco nowych lokacji, niektóre z zagadek troszkę  się różnią, a sporo zadań, które niezbędne jest do posunięcia fabuły do przodu wykonujemy w zupełnie innych rozdziałach niż w pierwowzorze. Podstawową zmianą jest oczywiście graficzny wygląd przygodówki. Starsza wersja to lokacje o pikselowej grafice, w odnowionej  mamy już grafikę w wysokiej rozdzielczości, wszystko  jest niezmiernie kolorowe, dokładne i przejrzyste. Zmienił się też dubbing, a autorka gry ulepszyła ją o nową ścieżką muzyczną.  Nie mam oczywiście porównania, ale znam osoby, które grały i w starszą i w nowszą wersję i zgodnym chórem powtarzają, że zarówno jedna i druga odsłona zachwycają i przyciągają klimatem. Najmocniejszą stronę owej pozycji była i jest fabuła, bardzo intrygująca i angażująca. 

Gabriel Knight: Sins of the Fathers - 20th Anniversary Edition to klasyczna przygodówka, którą obsługujemy za pomocą myszy. Odpalając grę po jej zainstalowaniu witają nas napisy, co nie jest powszechnie stosowane w grach, a mnie osobiście nie bardzo pasuje. Tradycyjnie, jak to w przygodówkach bywa zapoznajemy się z samouczkiem, który wskazuje odpowiednie zastosowanie ikon, które przewijać się będą podczas gry. Mamy więc dziennik Gabriela, w którym nasz bohater zapisuje wszystkie istotne informacje zebrane podczas kolejnych dziesięciu dni. Ciekawym motywem jest ikonka "gwiazdki", dzięki której mamy okazję porównać jak wyglądały dane lokacji w pierwowzorze Gabriela Knighta. Zaopatrzeni oczywiście jesteśmy w torbę z ekwipunkiem, w którym oprócz zebranych przedmiotów, a jest ich sporo, znajdziemy także "lupę" służącą do oglądania przedmiotów i ich zbliżeń oraz pęsetę, którą niejednokrotnie użyć będziemy musieli. 

Ważnym elementem rozgrywki jest także mapa, dzięki której będziemy szybko przemieszczać się  między lokacjami. Podzielona jest ona na dwie części, a dostępnych na niej lokacji jest całkiem sporo. Tak jak już wcześniej napisałam gra obsługiwana jest za pomocą „gryziona”. Klikając na odpowiednie ikonki, wykonamy czynność. Może to być rozmowa – "ikona dymku"; zabranie przedmiotu – "ikona ręki"; działanie – "ikona trybików"; "oko" – przyglądanie się lub też ikona "uchylonych drzwi" – wejście. Udostępniona też pewne skróty klawiszowe i tak F1, to powtórka samouczka; Esc – menu; F5 – szybki zapis; F7 – wczytanie gry; M – mapa, a spacja – podświetlanie aktywnych miejsc. 

Pozycja podzielona została na dziesięć rozdziałów, w których mamy do wykonania określone zadania. Oprócz rozmowy z  kolejnymi postaciami, zbieraniu przedmiotów oraz rozwiązywaniu zagadek, przyjdzie nam także zbierać punkty, których w całej grze jest do zdobycia aż 362. Każdy zebrany punkt sygnalizowany jest odpowiednim dźwiękiem. Nie ma się jednak czym martwić, bowiem można zakończyć grę z mniejszą ilością punktów i ewentualnie później do niej wrócić, bo zapewniam Was, warto! 

Niestety jest kilka rzeczy, które nie bardzo przypadły mi do gustu. Pierwszą z nich jest narrator, a raczej narratorka. Głos ten, raczej starszej pani, bardzo mnie drażnił, szczególnie na początku, choć później nieco przywykłam. Ta nieco ironiczna, a momentami cyniczna intonacja głosu aktorki grającej rolę narratora nie bardzo tu pasuje. Nie obyło się też bez elementów, które w przygodówkach spędzają mi sen z powiek, czyli zadań zręcznościowych. Na szczęście w tym wypadku są one dość proste, a nawet jak zginiemy, bo taka możliwość jest w kilku przypadkach, to wracamy do tego samego momentu, mając możliwość ponownego wykonania zadania. 

Nie udało się twórcom uniknąć błędów w grze. Postacie przenikają przed przedmioty jak duchy, Grace w każdym rozdziale zapada się w schody prowadzące do księgarni, postacie nie ruszają ustami, choć dalej trwa dialog itp. Całkiem przeciętnie wypada animacja postaci, która czasami jest zwyczajnie brzydka. Cut - scenki to tradycyjnie w przypadku gier autorstwa Jane Jensen rysunkowe animacje, obrazujące sytuację w grze w formie komiksowej. 

Nieźle w grze prezentuje się oprawa muzyczna, którą zajął się mąż Jane Robert Holmes. Każda lokacja ma swoją linię melodyczną, która rewelacyjnie dopasowuje się do miejsca i sytuacji, w której nasz bohater się aktualnie znajduje. 

Podsumowując, odnowiona wersja Gabriela jest pozycją bardzo dobrą, która mimo drobnych błędów dalej zachwyca niesłychanym klimatem i wielowątkową, ciekawą fabułą. Mimo tego, że nie poprawia się tego co jest dobre, bardzo się cieszę, że gra otrzymała nowe życie i dzięki temu trafiła w moje ręce. Polecam ją wszystkim z Was, nawet tym, którzy grali w jej dwudziestoletnią poprzedniczkę.

Moja ocena 6.5/10.

Zalety:

  • Fabuła, która może zaciekawić;
  • Grafika, która otrzymała nowe życie;
  • Zagadki, które potrafią zaangażować;
  • Dobra ścieżka dźwiękowa i muzyczna;
  • Ogólny klimat gry

Wady:

  • Błędy i bugi w grze;
  • Elementy zręcznościowe;
  • Głos narratorki, który może irytować;
  • Brak oryginalnej polskiej wersji językowej 

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2, kontynuacja docenionej przygodówki

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2, kontynuacja docenionej przygodówki

 

Niedawno dorzuciłam do bloga moje wrażenia z przygodowej gry The Hand of Glory, a dziś więcej o jej kontynuacji, czyli Roots in the Sky - The Hand of Glory 2, która wciąż nie ma swojej daty premiery, ale ma miejsce na platformie Steam.

Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 to kontynuacja dobrze przyjętej przygodówki, choć znajomość poprzedniej części, z której wrażenia z demo znajdziecie na blogu, a recenzję pełnej wersji napisałam dla lubiegrac.pl, nie jest wymagana. Gra, która wykonana jest w takim samym stylu jak jej poprzedniczka, swój początek miała na Kickstarterze, gdzie osiągnęła finansowy sukces. Wciąż nie wiemy kiedy możemy spodziewać się jej premiery. Na Steam można sprawdzać jej demo

Warto przeczytać również:

Podobnie jak jej poprzedniczka, tak i Roots in the Sky - The Hand of Glory 2 jest klasyczną przygodówką "wskaż i kliknij", inspirowaną serią Broken Sword, której pierwsza odsłona zyskała nową jakość w grze Broken Sword - Shadow of the Templars: Reforged, a której poradnik/solucję znajdziecie na blogu i Gabriel Knight



Znajdziemy w niej mieszaninę komedii i tajemnicy, w nieco nadprzyrodzonym klimacie, którą można będzie poznawać kierując zarówno Larsem, jak i Alicją. Gracz zwiedzać będzie kilkadziesiąt lokacji, w ręcznie rysowanym stylu, wędrując po Rzymie, Palestynie, Indiach oraz Japonii. Nie zabraknie zagadek logicznych, a rozgrywce towarzyszyć będzie oryginalna ścieżka dźwiękowa i pełny angielski dubbing.



Roots in the Sky - The Hand of Glory  to opowieść, której akcja rozgrywa się pięć lat po wydarzeniach z pierwszej części. Nasz bohater spędził te lata w ukryciu, próbując uniknąć kontroli policyjnych, a przede wszystkim sekty, przez którą był ścigany.  Lazarus „Lars” Bundy mieszka we Włoszech, gdzie w tajemnicy, i po cichu pracuje dla agencji bezpieczeństwa. Niestety gdy jego klient zostaje zamordowany, Lars już wie, że jego przeszłość ponownie wraca. Aby jej uniknąć musi znaleźć snajpera i postawić go przed wymiarem sprawiedliwości. 



By rozwikłać kolejną sprawę, ponownie rusza w podróż dookoła świata, od Rzymu, po Japonię, przez Palestynę oraz Indie. Wraz z dawnym sojusznikiem zostaje wciągnięty w trudną sprawę wypełnioną międzynarodową tajemnicą i mistycyzmem.

Gra swoją premierę będzie mieć na Steam, na PC. Data nie jest znana. 

Karta Steam - pobierz demo



czwartek, 27 lutego 2025

Premiery gier przygodowych marzec 2025. Długo wyczekiwany horror, westernowa przygodówka i więcej....

Premiery gier przygodowych marzec 2025. Długo wyczekiwany horror, westernowa przygodówka i więcej....

 

Marzec odchodzi do przeszłości, a jego miejsce zajmuje kwiecień, który jednocześnie pożegna ostatecznie zimę, a przywita wiosnę, i nowe przygodowe projekty. 

Marzec, to w przeciwieństwie do dość spokojnego, raczej nie obfitującego w gry adventure przygodowego miesiąca lutego będzie nieco bardzo bogaty w przygodowe tytuły, pośród których znalazł się bardzo długo wyczekiwany horror, ciekawa westernowa przygodówka, a swoje miejsce będzie miała aktualizacja ciekawej, wizualnej powieści w klimacie grozy. Jakie gry zatem debiutują w marcu 2024?

Warto także przeczytać:

    Premiery gier przygodowych marzec 2025


    Duża aktualizacja Scarlet Hollow, do przygodowej gry w klimacie wizualnej powieści, nastawionej na grozę budowaną przez poprzez klimat. Akcja rozgrywa się w miasteczku  Scarlet Hollow, w którym po śmiertelnym zawaleniu zamknięto kopalnie węgla. Wtedy to zaczęły dziać się bardzo dziwne rzeczy. Aktualizacja do gry wprowadza dwa pierwsz epizody, podzielonej na siedem części gry na wyższy poziom wizualnie i pod względem technicznym.

    Gra zadebiutuje na PC, na Steam. 


    Siberian Way - premiera 4 marca

    Przygodowa gra będąca historycznym detektywistycznym thrillerem, w stylu wizualnej powieści, nastawiona na wybory i decyzje graczy, której akcja przenosi gracza na koniec XIX wieku. Wtedy to na jednym z odcinków budowy linii kolejowej dochodzi do brutalnych morderstw. 

    Gra zadebiutuje na PC - Steam. 


    Asylum - premiera 6 marca/nowa data 13 marca 

    Przygodowy horror psychologiczny, na który czekaliśmy bardzo długo, którego akcja rozgrywa się w zakładzie psychiatrycznym, w Hanwell Mental Institute, którego tajemnice, poprzez interakcje z jego mieszkańcami. W grę zagramy w języku polskim.

    Premiera na PC - Steam i GOG. 


    Centum - premiera 11 marca

    Łamigłówkowa gra typu "wskaż i kliknij", z elementami escape room,  w której rzeczywistość zmienia się bardzo płynnie, a scenariusz składa się z wielu opowieści, w mrocznym klimacie, w których nie brakuje kłamstw i nieprawdy. 

    Premiera gry na Steam, na PC.


    Expelled! - premiera 12 marca

    Przygodówka detektywistyczna, w komiksowym stylu, przenosząca nas do elitarnej szkoły dla dziewcząt panny Mulligatawney, do Anglii. Tam też jedna z uczennic, Verity Amersham, która jest tu na stypendium, zostaje posądzona o usiłowanie morderstwa prefekta szkoły. 

    Premiera na Steam - PC, Nintendo Switch oraz na IOS.


    The Darkest Files - premiera 25 marca

    Kolejna przygodowa gra detektywistyczna, w rysunkowym, również przypominającym komiks stylu, zawierająca fakty historyczne, oparta na zbrodniach dokonanych podczas II wojny światowej. Gra zrealizowana jest w sądowym stylu. 

    Gra swoja premierę będzie mieć na PC, PlayStation 4, Xbox one i Nintendo Switch. 



    Gra, w której przeniesiemy się w taka 20-te XIX wieku, do niewielkiej wioski Sussex, gdzie mieszka wiekowy już pszczelarz, znany detektyw. Właśnie szykuje piknik dla swego przyjaciela Watsona, który ma odbyć się na szczycie klifu. Ucztowanie jednak zaburza seria dziwnych wydarzeń.

    Gra swoją premierę będzie mieć na PC - Steam i itch.io. 


    Rosewater - premiera 27 marca

    Przygodowy western w retro graficznym klimacie, z losowymi historiami zależnymi od wyborów, którego bohaterką jest Harley Leger. W miasteczku Rosewater, gdzie kilka lat wcześniej przyjechała z Nowej Bretanii, postanawia zacząć nowe życie, jako niezależna pisarka. Na miejscu podejmuje się pozornie błahego zadania dla lokalnej gazety. Te prowadzi ją do poszukiwań majątku pewnego zaginionego mężczyzny i jednej z największych jej przygód. 

    Premiera na PC - Steam i GOG. Demo dostępne na Steam. 


    Jeśli jeszcze jakaś gierka przygodowa niespodzianie zostanie zapowiedziana na miesiąc marzec, oczywiście dam znać 😊Tymczasem życzę miłej zabawy! 

    The end of the Sun - recenzja. Słowiańska opowieść obrazem i dźwiękiem pisana

    The end of the Sun - recenzja. Słowiańska opowieść obrazem i dźwiękiem pisana

     

    Zapraszam serdecznie do przeczytania recenzji przygodowej gry eksploracyjnej w narracyjnym słowiańskim stylu, zatytułowanej The end of the Sun, stworzonej przez niewielki, bo dwuosobowy zespół studia The End of the Sun Team. Miłej lektury! 

    Jako Polacy możemy być dumni z wielu znanych pisarzy, z poetów, pięknych miejsc i podniosłych wydarzeń. My, gracze, możemy chwalić się grami odnoszącymi sukcesy na całym świecie, tworzonymi  przez polskich twórców. Naszym growym towarem eksportowym jest oczywiście Wiedźmin, gra CD Projekt Red, która o słowiańskość zahacza, i słowiańskości hołduje, ale nie tylko na niej się skupia. Dziś jednak nie o Wiedźminie, a o eksploracyjnej, narracyjnej i na wskroś słowiańskiej grze zatytułowanej The end of the Sun, w którą miałam przyjemność zagrać, i opisać w recenzji dzięki uprzejmości jej twórców. Serdecznie za to dziękuję. Was natomiast zachęcam do poznania mojej recenzji, i oczywiście samej gry. Bo nadmienię na wstępie, zdecydowanie warto! 

    Może zainteresuje Cię także:

    Słowiańskość to coś co powinniśmy kultywować. Twórcy o tym wiedzą! 

    Kultura słowiańska, mitologia Słowian, mity i legendy, jakby nie patrzeć... nasze dziedzictwo, które w niektórych wierzeniach przetrwało do dziś, spróbowało przenieść do gry niewielkie studio The End of the Sun Team, czyli Jakub Machowski oraz Kinga Rąpała, w swym debiutanckim przygodowym projekcie The end of the Sun. Świat, w którym stykają się ze sobą różne rzeczywistości, Nawi, Jawi i Prawi, kraina, gdzie pradawne bóstwa mają wpływ na ludzkie życie płynące rytmem napędzanym najważniejszymi świętami Słowian, podczas czterech pór roku. To wszystko, i dużo więcej znajdziemy w klasycznej grze eksploracyjnej, którą potocznie określamy symulatorem chodzenia.

    Ale rozgrywka zbudowana na przemierzaniu świata przedstawionego, i to w sposób przemyślany, szczegółowy i tak słowiański, jak najbardziej się da, nie jest tu tylko czczym łażeniem z kąta w kąt, czy z lokacji do lokacji. Dwie osoby postanowiły sobie za cel stworzenie przygody napisanej i przekazanej graczom z sercem na dłoni, z miłością i oddaniem. Twórcy nie tylko wymyślili sobie jak gra ma wyglądać, nie tylko stworzyli jej fabułę i zaplanowani rozgrywkę, ale również poświęcili swój czas i wszystkie swoje siły oraz możliwości, by wykreować świat oparty na rzeczywistych elementach słowiańskości, polskości, jak to możliwe.

    Jakub i Kinga spędzali czas na wędrowaniu po naszym pięknym kraju, którego, śmiem twierdzić, większość z nas dobrze nie poznało, by fotografować i przenosić do swojej gry prawdziwe domy wiejskie, maszyny rolnicze, wyposażenie domostw, a nawet stroje. Do przygodówki, do świata, który możemy eksplorować, przeniesione zostały zabitki etnograficzne, domy ze wsi Zalipie. 

    Serce rośnie ile dobroci i ile słowiańskiej mitologii, którą wprawdzie udaje się przemycić do gier, także przygodowych, i mam tu na myślę choćby polską grę Mira, której recenzję oraz poradnik/solucję napisałam dla lubiegrać.pl, czy ostatnio recenzowany przeze mnie Cabernetudało się autorom The end of the Sun w swojej grze ujawnić. 

    Do czynienia mamy tu z postaciami żywo wyjętymi z wierzeń słowiańskich, takimi jak utopce, wiła, domowe skrzaty czy mityczny ognisty ptak, zwany Rarogiem, czy strażnik lasu znany jako Leszy. Na swojej drodze napotykamy słowiańskie bóstwa, a twórcy raczą nas nie tylko samą fabułą, ale także czystą wiedzą ze świata Słowian, która nie wiedzieć czemu jest taki zapomniany, o którym mówi się mało, a nawet wcale. 

    Wraz z postaciami gry, a jest ich kilka, śledzimy emocjonalną, pradawną, ale jakże współczesną historię miłości, która rozgrywa się podczas czterech pór roku, a w której oprócz wątku naszych bohaterów, mamy okazję przyjrzeć się także słowiańskim obrzędom, takim jak Noc Kupały, Dziady, Jare Gody, związane z Wielkanocą czy Szczodre Gody, które obrazują nasz Boże Narodzenie. 

    The end of the Sun - opowieść emocjonalna, nie tylko miłosną historią budowana

    The end of the Sun to opowieść, która, jak już wspomniałam rozgrywa się podczas czterech pór roku, a jej bohaterami są Mira i Nadimir, którzy są postaciami głównymi tej opowieści, parą zakochanych w sobie ludzi, których historię poznajemy nie tylko na przestrzeni roku, i zmieniających się pór, ale także kilkudziesięciu lat. Ich historia dawkowana jest graczom powoli, bywa, że niechronologicznie, w zależności od naszej rozgrywki. Ale dzięki nim poznajemy także dwie inne postaci, ojca i matkę Nadimira, czyli Dalima i Dobromiłe. 

    O ich życiu dowiadujemy się jednak nie poprzez nimi kierowanie, ale dzięki żercy, czyli słowiańskiemu podróżnikowi w czasie, rodzajowi kapłana, który pewnego dnia przybywa do Wierzbowej wsi, by odszukać i złapać mitycznego ognistego ptaka, znanego Rarogiem, słowiańskiego odpowiednika Feniksa, istoty ognistej, odradzającej się z popiołów.

    Żerca podróżując po czasie, przenosząc się między ogniskami, a Drzewem Życia, stabilizuje i zmienia ścieżki losu, nie tylko wpływając na wydarzenia, ale je modyfikując. To dzięki niemy poznajemy historię owej pary, od dzieciństwa, aż po starość. Przy okazji raczeni jesteśmy sporą dawką mitycznych, słowiańskich legend i tajemnicami, które poprzez zagadki i zadania odkrywamy. 

    Graficzne i muzyczne mistrzostwo świata. Ależ ta gra jest piękna, nie tylko wizualnie! 

    Opowieść odkrywamy chłonąc nie tylko niezwykle ciekawą, przepełnioną mitologią, pradawną i tajemniczą, ale także dzięki temu co jesteśmy w stanie zobaczyć w grze oraz usłyszeć. Aż niewiarygodne, że niewielkie, niezależne studio zdołało stworzyć tak bogatą w detale, tak różnorodną pod względem roślinności i tak wielowymiarową, tętniącą życiem, przepiękną grafikę.

    Nie sposób słowami opisać, jak rozległy jest otwarty świat jaki eksplorujemy w The end of the Sun, jaki inny w każdej porze roku jaką przemierzamy, i jaki natchniony, gdy zwiedzamy go skupiając się na  słowiańskich legendach. 

    Każda pora roku ma swój niepowtarzalny klimat, charakterystyczne atrybuty lata, jesieni, zimy, czy wiosny. Szczegółowość jest tak wielka, a obszar do zwiedzania tak rozległy, i taki autentyczny, taki rzeczywisty, że niemal na własnej skórze odczuwamy piekące słońce lata, czujemy chłodniejszy podmuch jesieni, smagani jesteśmy zimową zawieją, czy czujemy rześki powiew wiosny

    Uroda graficzna recenzowanej gry, która podobnie jak fabułę, tak i kolejne fragmenty mapy, odkrywa graczom w swoim własnym rytmie i stopniowo, jest oczywista, jednoznaczna i niepodważalna. Cudownie chodzić po przepełnionych urokiem i szczegółowością leśnych duktach, rzecznych plażach czy gospodarstwach domowych. Mnogość roślin i drzew smaganych wiatrem, szereg przedmiotów z pieczołowitością oddających życie pradawnych chłopów i chłopek, nadaje grze nie tylko prawdziwości, ale i znaczenia kulturowego, które powinniśmy jako Słowianie kultywować.

    Ale przepiękna grafika to nie wszystko co przyciąga i co napawa radością i dumą, zważywszy, że jest to gra polskiego, i to malutkiego studia. Jest jeszcze niesamowita ścieżka dźwiękowa, szczególnie muzyczna, którą nie sposób przeoczyć, bo niezwykle mocno jest w tym tytule zarysowana. 

    Nie pomyślcie jednak, że przysłania ona graczowi rozgrywkę, że ją tłumi, czy przytłacza. Nic z tych rzeczy...., ona wybija opowieść, potęguję jej słowiańskość, jej narracyjny, nieco baśniowy, fantasy klimat, którym The end of the Sun jest wypełnione. 

    Przyznam się, że w wielu momentach porzucałam rozgrywkę zatrzymując się, by w spokoju posłuchać przepięknych pieśni, niesamowitej muzyki, która wywoływała na mojej skórze ciarki, i która była miodem lejącym się na moje uszy. Po raz kolejny nie mogę wyjść z podziwu, że i ona została stworzona przez ten niewielki deweloperski zespół. Brawo i jeszcze raz brawo!

    Nie można zapomnieć także, że dwójka ludzi, dwójka zapaleńców stawiających sobie za cel stworzenie jak najbardziej doskonałej gry, zdołała wydać swój tytuł także w pełnej polskiej wersji językowej, która często przynależna jest grom z wysokiej półki, tym AAA. W dobie wydawania także polskich gier, bez polskiej wersji, w dobie przygodówek, w które zagramy po polsku tylko wtedy, gdy ktoś poświęci swój czas na ręczne lub mechaniczne spolszczenie, pełna polska wersja niezależnej przygodówki, to wielki, ogromny plus, warty uznania. 

    A co z rozgrywką? Czy to tylko symulator chodzenia? 

    The end of the Sun jest przygodówką eksploracyjną, którą z pewnością możemy określić jako klasyczny symulator chodzenie, w którym eksplorujemy rozległy, otwarty świat, wyposażeni w mapę, która z czasem odkrywa przed nami kolejne lokacje, nowe obszary. I choć mapa, według mnie jest najsłabszym elementem tej gry, jeśli już się jej nauczy, rozgrywka może być przyjemniejsza, a wędrowanie po wielkim terenie, mniej trudne. 

    Nie jest niczym zaskakującym, że na obszernym terenie, który możemy zwiedzać prawie swobodnie, choć nie zawsze, gdyż bywają miejsce z niewidzialną ścianą, łatwo się zgubić. Ja, osoba, która z orientację w terenie mam wielki problem, musiałam długo uczuć się ścieżek, którymi musiałam podróżować, posługując się WSAD, by nie kluczyć bez celu od ogniska, do ogniska, od lokacji, do lokacji.

    Nadrzędnym celem naszej wędrówki po grze jest bowiem nie tylko sama eksploracja, ale także nawiązywanie połączeń z ogniskami, które pozwolą nam wędrować po różnych porach roku, odkrywając historię Mira, Nadimira, Dalima oraz Dobromiły. 

    Stabilizowanie niestabilnych ścieżek losu to nie tylko narracja, gadanina i muzyczna otoczka, ale także zagadki. Recenzowana przeze mnie gra to nie tylko zwiedzanie, nie tylko słuchanie i podziwianie, ale także rozwiązywania ciekawych zagadek, które wynikają z fabuły, nierozerwalnie się z nią łącząc. Będziemy między innymi otwierać barierę, gdzie uwięziona jest dusza króla, ustawiając odpowiednie symbole, znalezione na kartach pamiętnika, kończyć rytuał związany z duszami, ustawiając odpowiednio maski, radzić sobie z obsługą maszyny do robienia lin, przy okazji doświadczając psot domowego ducha zwanego Domownikiem i wiele innych. 

    Oprócz kilku ciekawych zagadek, tak jak wspominałam, nawiązujących do opowieści, i ją rozbudowujących, przyjdzie nam zbierać przedmioty, które trafiają do naszej mapy. Gra nie posiada bowiem klasycznego w przygodówkach ekwipunku, a zebrany przedmiot, jest w danym miejscu automatycznie używany. 

    To co najmocniej mi w grze przeszkadzało, to brak ręcznego zapisywania rozgrywki w dowolnym momencie. Przygodówka posiada bowiem jedynie automatyczny zapis, ale i save na danym profilu. Gdy chcemy przejść po raz kolejny, co zdecydowanie ma tu sens, choćby dla chronologii opowieści, musimy posłużyć się kolejnym profilem. Tych jest w grze cztery. 

    The end of the Sun - podsumowanie recenzji. Chce więcej takich gier! 

    Przyszła pora na podsumowanie The end of the Sun, polskiej gry niezależnej, od niewielkiego studia, której przedsmak poczułam w wersji demo, której wrażenia znajdziecie na blogu. Recenzowana przeze mnie gra to powód do dumy dla Polaka, i żywe świadectwo tego, że zaangażowanie, praca i uczucie włożone w tworzenie gry, i wiara w swój projekt może przynieść spektakularne rezultaty. 

    The end of the Sun to przepiękna graficznie, cudna muzycznie i niezwykle angażująca fabularnie opowieść, której narratorem i protagonistą jest słowiański kapłan, żerca. To jej słowiańskość, która nam jest, a przynajmniej powinna być tak bliska, to związane z nią legendy, istoty, a nawet muzyka, stanowi o wartości tego tytułu, który powinien być doceniany. 

    Do worka dobroci dorzucić można jeszcze sporo ciekawych zagadek, spójnie łączących się z wątkiem fabularnym. A także swobodne i bardzo indywidualne eksplorowanie opowieści, dowolne przechodzenie między porami roku, indywidualne, często niechronologiczne, ale przez to intrygujące i tajemnicze. 

    Zapomnieć nie sposób o  ogromnym, otwartym świecie, który można poznawać przez wiele godzin, możliwości odkrywania, bez wychodzenia z domu, polskich zabytków etnograficznych, ale także pełna polska wersja językowa, pozwalająca cieszyć się opowieścią skupiając się jedynie na niej, bez konieczności poświęcania uwagi na czytanie tekstu. 

    Liczę na to, że The end of the Sun stanie się znane wielu graczom, w wielu krajach i otworzy twórcom furtkę do kolejnych, nie wiem czy akurat słowiańskich, ale równie udanych projektów. Serdecznie grę polecam, bo zdecydowanie warto! 

    Moja ocena 9/10. 

    Bardzo serdecznie dziękuję zespołowi studia The End of the Sun Team za udostępnienie mi klucza gry do recenzji. 

    Grałam w wersję na komputery PC - Steam.  

    Zalety:

    • Przepiękna historia, która niesie emocje, a która jest nam dawkowana;
    • Cudnie wykreowany, niesiony słowiańskością świat;
    • Przepiękna grafika;
    • Otwarty świat i mnóstwo miejsc do zwiedzania;
    • Dowolność eksploracji;
    • Niesamowity słowiański klimat;
    • Równie niesamowita ścieżka muzyczna;
    • Pełny polski dubbing (choć bywają pewne niedociągnięcia);
    • Ciekawe zagadki (to nie tylko symulator chodzenia);
    • Polskie zabytki etnograficzne przeniesione do gry

    Wady:

    • Jak dla mnie nieco niezrozumiała mapa;
    • Brak możliwości zapisania gry w dowolnym miejscu;
    • Mogła by być możliwość szybkiej podróży 

    Vaiana 2 już niebawem trafi na streaming. Disney+ podało datę

    Vaiana 2 już niebawem trafi na streaming. Disney+ podało datę

     

    Wielki kinowy kot Disneya, kolejna odsłona animowanej historii, której bohaterką jest młoda dziewczyna, film o tytule Vaiana 2 swoją premierę będzie miał niebawem na platformie streamingowej. Disney+ podało datę.

    Vaiana 2, animację, którą wciąż można oglądać w niektórych kinach, a w zaciszu domowym na VOD w opcjach zakupu lub wypożyczenia już za niecałe dwa tygodnie obejrzymy w ramach abonamentu na platformie Disney+. Znana jest konkretna data premiery tego kinowego hitu, który dla Disney+ zdołał zarobić konkretne pieniądze. 

    Warto przeczytać również:

    Sequel animacja Vaiana; skarb narodów, który swoją premierę miał w 2016 roku, animacja Vaiana 2 trafiła do kin w zeszłym roku, skupiając się ponownie na opowieści o tytułowej Vaianie, która otrzymawszy tajemniczą wiadomość od swoich przodków, rusza na wyprawę, po wodach Oceanii, by odnaleźć znajdujące się gdzieś, inne także ludzkie plemię.

    Animacja, która dostępna jest oczywiście z polskim dubbingiem, trafi na platformę Disney+ 12 marca 2025 roku. 

    środa, 26 lutego 2025

    The Hand of Glory - wrażenia z demo. Wstęp do pierwszego epizodu

    The Hand of Glory - wrażenia z demo. Wstęp do pierwszego epizodu

    The Hand of Glory to klasyczna przygodówka point and click studia Madit Entertainment i Daring Touch, teraz dostępna w wersji demonstracyjnej - wrażenia.

    Inspirację serią Broken Sword oraz Gabriel Knight obiecywało studia Madit Entertainment, Daring Touch w klasycznej przygodówce point and click The Hand of Glory, której wersję demonstracyjną miałam przyjemność sprawdzić. I choć z krótkiej wersji demo ciężko było wyciągać dalekosiężne wnioski, to już wtedy mogłam powiedzieć, że jest ciekawie, bardzo klasycznie i intrygująco. Recenzję pełnej wersji pierwszego epizodu gry miała okazję recenzować dla serwisu lubiegrac.pl. 

     Przeczytaj również:

    The Hand of Glory to historia Lazarusa Bandy oraz Alice, choć w krótkim demo poznajemy jedynie pierwszą wspomnianą postać, na początku jej ekscytującej przygody. Lazarus jest detektywem, mężczyzną z zasadami i pewną dozą pecha, poruszającym się na swoim ukochanym zielonym rowerku. Detektyw Bandy ma za zadanie dostać się do mieszkania, w którym seryjny morderca ukrywa swoją kolejna ofiarę. Niestety nie wszystko wychodzi naszego detektywowi tak jakby chciał, bandycie udaje się uciec, hańbiąc dobre imię Lazarusa. Przyjdzie mu zatem oczyścić je dzięki dochodzeniu zakończonym sukcesem. Tym razem na własną rękę podejmuje się odszukania porwanej kobiety, córki wpływowej rodziny z Miami. Towarzyszką niedoli i przygód zahaczających o starożytną wiedzę i sztuki magiczne jest wspomniana już Alice. Ten etap poznamy jednak w pełnej wersji gry, której premiera miała miejsce 9 czerwca 2020 roku. Kolejna część tej przygody, zatytułowana Roots in the Sky - The Hand of Glory 2, wciąż nie doczekała się daty premiery. 

    Wersja demonstracyjna stanowi jak wspomniałam wstęp do przygodówki, obrazując sam początek dość pechowego dnia naszego bohatera. Wpleciony w finał dema zwiastun, sygnalizuje i zapowiada co czekać nas będzie w dalszej rozrywce.

    A ta wykonana jest w klasycznym stylu przygodowym, takim jak lubię, czyli w formie "wskaż i kliknij", w której to za pomocą komputerowej myszy dokonujemy interakcji zarówno z osobami, jak i otoczeniem. Jednocześnie twórcy sygnalizowali w demo, że gra nie będzie pozbawiona momentów, w których nasz bohater może stracić życie. Czasami zatem żeby tak się nie stało, musimy reagować niezwykle szybko, używając w tym celu odpowiedniego przedmiotu. O tym przekonacie się w wersji demonstracyjnej, jeśli zechcecie ją sprawdzić. Darmowy prolog wciąż jest dostępny do przetestowania. 

    Grę obsługujemy za pomocą komputerowego gryzonia, prawym jego przyciskiem oglądając miejsca, przedmioty i osoby, zaś lewy służy do czynności związanych z użyciem. Autorzy nie zapomnieli o klasycznych hot-spotach. Naciśnięcie podczas grania klawisza "spacji" wyświetla na ekranie wszystkie aktywne miejsca w lokacji, zarówno te, które można wykorzystać, jak i te, które jedynie oglądamy.

    W zaprezentowanym graczom demo można zapoznać się także z wyglądem i użyciem klasycznego w swojej formie ekwipunku, znajdującego się na górze ekranu. Jak słoneczne Miami, w którym ten fragment gry się rozgrywa, tak i on jest niezwykle kolorowy i błyszczący. Ramka inwentarza naszego bohatera, do której trafiają przedmioty, oświetlona jest bowiem migoczącymi lampkami, niczym choinka lub zachęcający do wizyty lokal rozrywki. Zbierane podczas wersji demonstracyjnej przedmioty są odpowiednio nazwane i w klasyczny sposób, gdy tylko je obejrzymy, przez Lazarusa opisane.

    Co budzi skojarzenia ze wspomnianymi na początku grami? Otóż narracyjny styl opowieści, klimacik niepewności i zagadkowości i rodzaj buńczucznej nonszalancji i pewności siebie naszego bohatera, który pod tym względem przypomina George'a z serii Broken Sword, która będzie kontynuowana w grze Broken Sword - Parzival's Stone, która wciąż nie ma swojej daty premiery. Ponieważ gra w dalszej części kierować się ma na tory związane z alchemią i ezoteryką, nie dziwi zatem fakt, że pojawiło się porównanie do Gabriela Knighta

    The Hand of Glory zapowiadało w wersji demonstracyjnej rozgrywkę nastawioną na zagadki przedmiotowe, także takie, w którym musimy reagować szybko, by nie zginąć. Zadanie zgrabnie wpleciono w opowieść, nie są przesadnie trudne, ale i nie są banalnie łatwe. Już demo wskazuje na to, że wymagają logicznego myślenia, zdolności obserwacji i wyciągania wniosków, co pokrywa się z fachem jakim trudni się nasz protagonista.

    Przygodówka wykonana jest w fajnym, ręcznie rysowanym stylu graficznym, z równie malowanymi animacjami, których już w mniej więcej w półgodzinnej wersji demo jest kilka. Akcja przeplata się z animacją, zgrabnie łącząc się w animowany, malowany rysunkowy styl graficzny. Już dwie pierwsze lokacje, a jest ich w pełnej grze dużo więcej, pokazują iż miejscówki nie są puste jeśli chodzi o szczegóły i szczególiki. Wiele przedmiotów i miejsc można obejrzeć, dotknąć, a i kilka rzeczy pozbierać. Statyczne tła w stylu 2D i podobne w wykonaniu przerywniki filmowe to więc żywe nawiązanie do klasyki gier przygodowych lat 90-tych ubiegłego wieku. A to przecież dopiero początek możliwości pełnej wersji gry, której rozgrywka przewidywana była na 15 godzin. 

    Wersja demonstracyjna The Hand of Glory to także próbka aktorstwa głosowego. Gra dostępna jest bowiem w pełnej angielskiej wersji językowej, w której to w rolę Lazarusa Bundy'ego wcielił się głosowo Matthew Curtis.

    Cóż można powiedzieć po ograniu demka o angielskiej lokalizacji gry? Otóż tyle, że zapowiadała się na strzał w dziesiątkę, szczególnie jeśli chodzi o postać detektywa i jego nieco zawadiacki i trochę przedpotopowy styl, choćby ubierania się. Demo oczywiście pokazuje jedynie próbkę możliwości aktorskich, gdyż słyszymy jedynie kilka postaci, w tym samego protagonistę Lazarusa Bundy'ego, jego szefa czy kryminalistę. Każda z tych postaci jest "jakaś", jest wyrazista, a tembr i barwa głosu pasuje do rysunkowej postaci, którą ów aktor przedstawia.

    Niestety już demo wskazywało na to, że The Hand of Glory nie będzie dostępna w polskiej wersji językowej, w formie napisów, co bardzo mnie martwi. Niestety do takiego stanu rzeczy zaczynają nas już przyzwyczajać nawet rodzimi twórcy, którzy debiutują na Steam z grami jedynie w języku angielskim. 

    Trudno wypowiadać się w bardzo szczegółowy na temat gry na podstawie jej jedynie fragmentu, tak jak w przypadku The Hand of Glory, wersji demonstracyjnej. Można natomiast nakreślić sobie ogólny pogląd na to, jak przedstawia się forma rozgrywki, jak gra wygląda graficznie i jak prezentuje się jej otoczka dźwiękowa i narracyjna. 

    W przypadku tejże gry wszystkie te elementy dobrze ze sobą współgrają, kształtując klasyczną przygodówkę point and click z detektywistycznym pazurem, dobry dubbingiem, podkręcającą klimat muzyką i rozgrywką stawiającą na zagadki przedmiotowe. Czy w pełnej wersji pojawiły się także wyzwania czysto logiczne, jak fabularnie potoczyła się przygoda zarówno Lazarusa, jak i jego współtowarzyszki Alice, której nie mieliśmy okazji poznać w wersji demo, wiemy już od kilku lat, od kiedy gra została udostępniona do sprzedaży. Wciąż jednak czekamy na jej kontynuację w części drugiej. 

    The Hand of Glory miała swoją premierę na komputerach osobistych PC będzie mieć 9 czerwca 2020 roku.

    Karta Steam - pobierz demo