Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 stycznia 2026

The Blackwell Legacy - recenzja. Początek wspaniałej serii z duchami

The Blackwell Legacy - recenzja. Początek wspaniałej serii z duchami

 

Na moim blogu w końcu zagoszczą recenzje serii The Blackwell, serii klasycznych przygodówek, ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Zaczynam oczywiście od pierwszej odsłony, czyli do The Blackwell Legacy, rozdziału, wprawdzie nie pozbawionego wad, ale jednocześnie opowieści który dała początek wspaniałej, lubianej przez graczy serii. Zapraszam do recenzji!

Zastanawiacie się pewnie dlaczego taka osoba jak ja, czyli maniaczka gier przygodowych w klasycznym stylu point-and-click, wielbicielka zjawisk nadprzyrodzonych i gier z duchami, siedząca, że tak powiem w przygodowym świecie już kilkadziesiąt lat, dopiero teraz sięga po jedną z najbardziej rozpoznawalnych i uwielbianych przez graczy przygodowych serii? Otóż powód tego jest dość banalny. Dopiero od niedawna zaczynam przekonywać się do przygodówek w pikselowym stylu, które długo do siebie jakoś mnie nie zachęcały. Po ograniu, już prawie dwóch gier z serii Blackwell, sama się sobie dziwię, że powodem mojego nietykania owych tytułów, był graficzny ich wygląd. Dziwię się, bo ich klimat i podejście do fabuły, są wielce zadawalające, i dla mnie bardzo na TAK! I tak oto po latach w końcu zaczynam swoją historię ze sławną serią, zaczynając oczywiście od pierwszego rozdziału, krótkiej, intensywnej, wciągającej, acz nie pozbawionej wad przygodówki The Blackwell Legacy, która swoją premierę miała prawie dwadzieścia lat temu. 

Inne przykładowe recenzje na moim blogu:

The Blackwell Legacy, pierwsza gra z przygodowego cyklu ze zjawiskami nadprzyrodzonymi miała swoją premierę w 2007 roku i dała początek znanej serii, jednocześnie przynosząc studiu Wadjet Eye Games rozpoznawalność, a nawet rozgłos. Cykl opowiada o jednej z kobiet z rodziny Blackwell, kobiecie obdarzonej wyjątkowym darem widzenia i odczuwania duchów, której towarzyszy, jak i wszystkim dotkniętym nietypową zdolnością kobietom z rodu, duch mężczyzny. Seria, która łączy w sobie klasyczną rozgrywkę "wskaż i kliknij" z motywem śledztwa, i zjawiskami paranormalnymi, a wszystko w stylu noir, zamyka się w pięciu częściach. 

W początkowym jej rozdziale poznajemy młodą kobietę, niejaką Rosangelę 'Rosę' Blackwell, mieszkającą w Nowym Jorku, która właśnie pochowała swoją jedyną krewną, ciotką, która umarła po dwudziestu latach śpiączki. Dręczona dziwnymi bólami głowy felietonistka pisząca do miejscowej gazety, po rozsypaniu prochów cioteczki, wraca do domu, gdzie wkrótce nawiedza ją duch. W mieszkaniu Rosy manifestuje się postać Joey'go Mallone, sarkastycznego ducha z lat trzydziestych ubiegłego wieku, który oznajmia Rosie zaskakujące fakty. Okazuje się, że towarzyszył już dwóm kobietom z rodu Blackwell, babci i niedawno zmarłej cioci. Kobiety izolujące się od innych, posądzane o problemy psychiczne, były podobnie jak teraz Rosa..... medium. Teraz i jej zadaniem jest odnajdywanie zbłąkanych dusz i pomoc w przejściu im na drugą stronę.

I tak Rosa, która w końcu oswaja się ze swoim dziedzictwem, rozpoczyna pierwsze swoje poważniejsze zadanie, które faktycznie zaczęło się jako zlecenie z gazety. Dotyczy ono podejrzanego samobójstwa studentki z nowojorskiej uczelni, w które jak się wkrótce okazuje, wplątana jest złowroga, zagrażająca ludziom nadprzyrodzona siła. Jedynymi osobami jakie mogą nad nią zapanować są Rosa Blacwell, początkujące medium oraz jej duchowy przewodnik Joey Mallone, który odtąd będzie jej stale towarzyszył. 

Najmocniejszą stroną The Blackwell Legacy, gry która mimo uroku nie uniknęła pewnych wad, jest fabuła, która poprzez nadprzyrodzoną, tajeminczą, ale i nie pozbawioną humoru opowieść, potrafi zaciekawić, umie i to dość skutecznie zachęcić do poznawania jej dalej, głębiej i więcej. Śledztwa medium i duchowego jej przewodnika są intrygujące, niosą z sobą chwytającą za serce zagadkowość, łącząc współczesny klimacik z opowieścią w stylu noir. Z przyjemnością śledzimy w grze interakcje między żyjącą kobietą z mocami, a sarkastycznym, pewnym siebie i swojej roli duchem. Relacja Rosa - Joey w żadnym razie nie jest płytka, jest wielowymiarowa i nadaje, co by nie mówić, dość mrocznej grze, łagodniejszego, humorystycznego klimatu. I choć recenzowana przeze mnie gra jest niestety niezwykle krótka, bo na upartego można ją przejść w mniej niż dwie godziny, to intensywność interakcji między tymi dwiema postaciami (teraz związanymi na zawsze), i atmosfera tajemnicy w rzeczywistości umarłych i miejsca między dwoma światami - ludzkim, a duchowym to coś czego chce się więcej.

Historia poznawana jest w bardzo klasyczny sposób, za pomocą interakcji z otoczeniem, dialogów i posługiwania się notatnikiem. Przygodomaniacy, którzy mieli już do czynienia z grami od Wadjet Eye Games, jeśli tak jak ja zaczynają przygodę z serią, poczują się pod względem interfejsu i rozgrywki, jak w domu. 

Przygodówka obsługiwana jest za pomocą myszy. Do posuniącia fabuły do przodu posłużą liczne w grze dialogi, a także notatnik. To do niego trafiają ważne informacje, które stanowią również rodzaj dialogu. Wybieranie ich w czasie rozmowy z daną postacią świata żywych, a także z duchem, jak również łączenie w dzienniku, pozwala na ruszenie opowieści co przodu. Dziennik znajdziemy w zakładce na górze ekranu, podobnie jak znajdujące się tu menu, z dość okrojonymi funkcjami, ale za to możliwością ręcznego zapisywania rozgrywki, co pisze się grze zdecydowanie na plus. 

Potrzebnymi elementami poznawania przygodowej opowieści są również zbierane podczas eksploracji przedmioty. Te znajdziemy w ekwipunku znajdującym się na górze ekranu, aktywowanym po najechaniu na niego myszą. Każdy przedmiot został tu odpowiednio nazwany, Rosa może go opisać, może również, przynajmniej niektóre z nich, obejrzeć. 

Ważną składową, zadaniowej części gry, która opiera się głównie na zagadkach przedmiotowych, z jednym zadaniem na czas w szpitalu, za którym nie przepadam, jest wyszukiwanie notatek, listów czy ogólnych pisemnych informacji. W pierwszej odsłonie, która wyraźnie widać, jest jedynie wstępem do większej całości, tych informacji nie jest za wiele, ale te które się pojawiają, z całą pewnością się nam przydadzą. 

Pod względem sterowania opisywany przeze mnie projekt niestety nie uniknął pewnych niedociągnięć. Używanie przedmiotów nie bywa tu intiucyjne. Często nie bardzo wiadomo czy rzecz została odpowiednio użyta, a nawet czy w ogóle się nią posłużyliśmy. Przedmiot nie zostaje fizycznie przeniesiony z ekwipunku na interaktywne miejsce, a Rosa jego użycia w żaden sposób nie komentuje, co bywa mylące. 

Problemem może dla wielu graczy być również bardzo, ale to bardzo liniowa rozgrywka, która wymusza na grających konkretne zachowania, w konkretnym miejscu. Bez odpowiedniej rozmowy, choćby z naszym duchowym przewodnikiem, nie ruszymy z miejsca. 

Wadą dla wielu stanowi również bardzo krótki czas rozgrywki. Na upartego, zważywszy że tytuł nie należy do najtrudniejszych, można ją przejść w mniej niż dwie godziny, a być może nawet w półtorej godziny. Jak dla pełnoprawnej produkcji adventure to zbyt mało. Ale jeśli traktować The Blackwell Legacy jako pierwszy rozdział, wstęp czy nawet prolog do większej całości, jaką jest owa seria, to około dwugodzinny wynik wydaje się zadawalający. Można również spróbować zdobyć wszystkie osiągnięcia Steam, przechodząc przygodę po raz kolejny, bądź próbując wykorzystać wszystkie dostępne w niej dialogi i opcje działania. To z pewnością wydłuży nam zabawę. 

Słów kilka winnam poświęcić graficznemu wykonaniu tejże przygodówki. Jak wiecie z wstępu recenzji to właśnie pikselowy, mocno retro wygląd tejże serii, trochę mnie przed graniem w nią powstrzymywał. The Blackwell Legacy jest projektem bardzo, bardzo retro, z dość intensywnymi pikselami i rozdzielczością, która ma moim monitorze niestety nie wygląda najlepiej. I choć pixel-art recenzowanej przygodówki nie wszystkim może się podobać, to mimo tego klimacik staroszkolnych growych opowieści może przyciągać uwagę, może, mówiąc kolokwialnie niektórym nam"przypasować". Lokacje, które odwiedzamy w grze, a jest ich w sumie, jak na tak krótką gierkę, sporo, mają swój urok, są bardzo kolorowe, oferując w miarę sporą szczegółowość. 

Na najmocniejsze słowa uznania, poza wciągającą, klimatyczną fabułą zasługuje angielska wersja głosowa. Pewnie, żal że w serię Blackwell, w tym pierwszą jej odsłonę nie możemy zagrać po polsku, ale angielski dubbing jest w grze na naprawdę wysokim poziomie. Dzięki niemu każda z postaci, czy tych głównych, z Rosą i Joey'em na czele, czy pobocznych, jest nie tylko bardzo, ale to bardzo dobrze napisana, ale i świetnie odegrana. Odpowiedni tembr głosu, emocje przechodzące od dramatu, po lekką grozę, aż po humor (głównie za sprawą ducha detektywa), są klamrą spajającą opowieść w przyjemnie grywalny przygodowy tytuł. 

W wersji angielskiej usłyszymy Sande Chen jako Rosangelę Blackwell i Abe'ego Goldfarba jako ducha detektywa Joey'ego Mallone. W grze zapoznamy się również z głosem samego twórcy serii Dave'a Gilberta, mającego na swoim koncie wspomniany cykl przygodówek, ale i ostatnio wydane Old Skies oraz Francisco Gonzaleza, twórcy odpowiedzialnego choćby za Rosewater i prace nad dubbingową wersję Foolish Mortals, której recenzję i poradnik/solucję znajdziecie na blogu.

Na koniec słów kilka na temat ścieżki dźwiękowej i muzycznej, która mocno, oj mocno wskazuje na to, że The Blackwell Legacy jest nie tylko growym debiutem, ale również projektem niezależnym. Pewna powtarzalność ścieżek muzycznych może irytować. Mnie szczególnie mocno działała na nerwy głośna muzyczka w mieszkaniu Rosy, która nijak nie pasowała mi do całości klimatu opisywanego przeze mnie growego działa. 

Podsumowując, The Blackwell Legacy to tak naprawdę wstęp do większej, ciekawszej, bogatszej przygodowej opowieści. Pierwsza i debiutancka gra od Wadjet Eye Games potrafi zaciekawić klimatem, zaintrygować nadprzyrodzoną atmosferą ze świata medium i przyciągnąć świetnie wykreowanymi, napisanymi postaciami. Relacja Rose - Joye jest tym co w grze może się podobać, czuć między nimi specyficzną chemię i rodzaj ciekawej zależności. To postaci, które natychmiast się lubi, których poczynania śledzi się z przyjemności, a dalsze przygody i kolejne paranormalne śledztwa chce się poznawać.

Dobry, a nawet bardzo dobry dubbing, który niesie opowieść i sprawia, że gra, mimo pewnych niedociągnięć, niewątpliwie trafia w gusta graczy, i mimo pikselowości i rozmazania, jednak jest przyjemna dla oka, zachęcając do odkrywania tego jak będzie prezentować się w kolejnych odsłonach serii.

Poznawanie opowieści odbywa się w klasyczny sposób, bez zadaniowych uniesień, w raczej prostej, i niestety krótkiej rozgrywce, co stanowi jednocześnie plus i minus tego tytułu. Z jednej strony łatwość i niska cena tego tytułu zachęca zgłębiania jej nawet początkujących w przygodówkach graczy. Z drugiej krótkość rozgrywki, czasami jej banalność i pewne niedoróbki, głównie interfejsowe, niosą pewny rodzaj zniechęcenia, finalnie obniżając ogólną jej ocenę. 

Klasyka, możliwość zapisywania zabawy w dowolnym miejscu, i to w sposób ręczny, niesamowity klimat opowieści o duchach i odkrywaniu samej siebie i swojego dziedzictwa, zachwyca, i nieco niweluje niegodności związane z słuchaniem powtarzającej się, zbyt głośnej i zbyt nachalnej muzyki. 

The Blackwell Legacy powinno się traktować jak wstęp, prolog do dłuższej, bardziej rozbudowanej i nieco bardziej wymagającej rozgrywki, jaka czeka nas w częściach kolejnych. Z całym przekonaniem mogę jednak napisać, że opowieść, choć krótka i prosta, zachęciła mnie do zainstalowania kolejnej przygodówki z tej serii i poznania dalszych losów duetu człowiek medium - detektyw duch. Mimo pewnych niedociągnięć i braków, myślę, że należy dać grze szansę, dać okazję rozpocząć się opowieści, by ta mogła się dalej rozwijać, aż do jej finału. 

Moja ocena 7/10.

Grałam w wersję na komputery osobiste PC - Steam.

Zalety:

  • Wciągająca fabuła;
  • Relacja Rosa - Joye;
  • Klimat - zjawiska nadprzyrodzone;
  • Możliwość zapisywania gry ręcznie;
  • Bardzo dobra angielska wersja językowa;
  • Możliwość wydłużenia zabawy osiągnieciami Steam;
  • Niska cena;

Wady:

  • Zbyt krótka;
  • Niedociągnięcia interfejsowe;
  • Brak polskiej wersji językowej;
  • Zbyt łatwa

środa, 22 października 2025

Greta Sees Ghosts!, latarniczka widzi duchy. Demo na Steam

Greta Sees Ghosts!, latarniczka widzi duchy. Demo na Steam

 

Ręcznie rysowana, przytulna i pełna duchów przygodówka point-and-click, w której wcielamy się w latarniczkę o imieniu Greta. Przygodówka Greta Sees Ghosts! swoją premierę ma mieć w przyszłym roku, ale od jakiegoś czasu można testować jej demo.

Z początkiem sierpnia na platformę Steam trafiło demo przygodowej gry "wskaż i kliknij", w kreskówkowym stylu, z zagubionymi duszami i Gretą, młodą latarniczką, która może pomóc im przejść dalej. Gra nosi tytuł Greta Sees Ghosts! i jest dziełem niezależnego studia I Knew It! - Games.

Warto przeczytać także:

Greta Sees Ghosts! to gra, w której przyjdzie nam wcielić się w tytułową Gretę, która wykonuje pracę latarnika na wyspach Morza Północnego. Greta obdarzona jest wyjątkowym darem widzenia i rozmawiania z duchami, którym pomaga odnaleźć spokój. Zbiera je w swojej magicznej lampie naftowej, po drodze z nimi rozmawiając, próbując pomóc duszom, które utknęły pomiędzy życiem, a śmiercią. 

Gra jest klasyczną przygodówką, pozbawioną dialogów mówionych, pełną bardzo osobliwych duchów i zagadek bazujących na kształtach i często zabawnych dialogów i momentów wzruszenia. Przygodówka oferuje ręcznie rysowany, otwarty świat, w którym podróżować będziemy autostopem i pieszo.


Demo pozwala graczom poznać niezwykle zestresowanego biznesmena, który nawet w zaświatach nie umie pożegnać się ze swoją pracą, nie przerywając optymalizacji. Pełna wersja, planowana na pierwszy kwartał przyszłego roku, pozwoli graczom poznać wiele innych postaci, wiele innych duchów, w tym babcie, której piesek biega teraz z wilkami, pewną artystkę, która bardziej zmartwiona jest tym, że jej ostatnie dzieło służy jako drzwi, niż tym, że umarła i wiele innych.

Demo Greta Sees Ghosts! trafiło na Steam 1 sierpnia tego roku. Pełna wersja będzie miała swoją premierę na PC - Steam w pierwszym kwartale 2026 roku. Dokładna data nie jest znana. 

Pobierz demo

Karta Steam






środa, 8 stycznia 2025

Rose Cottage, nowe zaktualizowane demo wróciło na Steam

Rose Cottage, nowe zaktualizowane demo wróciło na Steam

 

Hollow Lane Games, twórcy niezwykle intrygującej gry przygodowej w lekkich, gotyckich klimatach grozy, zatytułowanej Rose Cottage podzielili się z graczami nowym zaktualizowanym demo, które ponownie dostępne jest na Steam. 

Nie byłoby to zapewne nic wyjątkowego, ale w pewnym momencie sytuacja gry i jej dalszego rozwoju wydawała się mocno niepewna. Miałam osobiście obawy, czy przygodówka będzie nadal tworzona, bo jej demo zniknęło ze Steam, a ślad po grze i jej twórcach zniknął także z mediów społecznościowych. Dlatego też gra, której wrażenia z demo oraz poradnik/solucję naprawdę długiego demo znajdziecie na blogu, trafiła do mojego cyklu "zapomniane, porzucone?". Wszystko jednak wskazuje, że jej autorzy nie porzucili projektu, co bardzo mnie cieszy. Wersja demo z powrotem dostępna jest na Steam. 

Warto przeczytać także:

O grze Rose Cottage, przygodówce z duchami miałam okazję pisać już na blogu, a jej nagłe zniknięcie wprawiło mnie w lekki o nią niepokój. Projekt na szczęście nie został porzucony, demo jak wspomniałam wróciło na Steam, i jak twierdzą twórcy uzyskało aktualizację. Twórcy zachęcają do jego sprawdzenia, co osobiście również polecam zrobić i dodania gry do listy życzeń. 



Wspomnę tylko, że w grze wcielamy się w inspektora Edwarda Barringtona, który bada tajemnicze zniknięcie w domu pogrzebowym Hollow Lane Mortuary. Opowieść rozpoczyna się 11 listopada roku 1910, kiedy to Edward na prośbę swojego teścia Thomasa Graya z Hollow Lane Mortuary udaje się na miejsce, by zbadać co się stało z personelem zakładu pogrzebowego. 




Gra jest klasycznym point-and-clickiem, z ręcznie rysowanymi lokacjami, w rozdzielczości 4K, także już w demo, mnóstwem animacji, pełnym udźwiękowieniem postaci i oryginalną ścieżką dźwiękową. 

Rose Cottage nie ma jeszcze daty premiery. Zadebiutuje na Steam, na PC.



wtorek, 29 października 2024

Paranormalne doświadczenia (Hounted) - recenzja. Historie o duchach inspirowane prawdziwymi wydarzeniami

Paranormalne doświadczenia (Hounted) - recenzja. Historie o duchach inspirowane prawdziwymi wydarzeniami

Paranormalne doświadczenia (Hounted), historie o duchach inspirowane prawdziwymi wydarzeniami – recenzja oryginalnego serialu Netflixa. Zapraszam do lektury! 

Kontynuuję październikowy, przed halloweenowy filmowy cykl,  pozostając w klimacie horrorów, które co corocznie wkraczają na Netflixa. Oferta owej platformy streamingowej w kwestii filmów i seriali grozy wciąż się powiększa, wiele filmów niestety niczym dobrym pochwalić się nie może, choć kilka z nich zdecydowanie można polecić. Są wśród nich dwie ekranizacje prozy Kinga  – 1922 i Gra Geralda, klimatyczne i poetyckie  I Am the Pretty Thing That Lives in the House, a serialową ucztę oferuje niedawna premiera Nawiedzonego Domu na Wzgórzu.

Przeczytaj również: 

Dziś jednak pragnę Wam przedstawić nieco inną produkcję Netflixa, utrzymaną w atmosferze grozy, która z różnym skutkiem stara się połączyć dokument z fabularnym obrazem. Paranormalne doświadczenia (Hounted) zabierają widzów w serialową, sześcioodcinkową podróż po rzekomo prawdziwych wspomnieniach związanych z nawiedzeniami, nadprzyrodzonymi istotami świata duchowego i nie tylko.

Każdy odcinek zaczyna się tak samo. Do olbrzymiego, oświetlonego nikłym światłem lamp i świeć pokoju, wchodzi narrator, który zasiadając w przepastnym, skórzanym fotelu opowiada zebranej tu rodzinie, przyjaciołom lub osobom z historią związanym, przerażającą opowieść z dzieciństwa, w której jawią się prześladowania przez demony, okrucieństwo rodziców a nawet porwanie przez UFO. Skrywane przez lata, dramatyczne wydarzenia okraszane są łzami, zarówno naszych bohaterów, jak i zebranych świadków. Narracyjną opowieść przeplatają fragmenty filmu, w którym aktorzy, w mniej lub bardziej wiarygodny sposób próbują przybliżyć wstrząsające wspomnienia. My jako widzowi tego przedziwnego serialowego spektaklu jesteśmy nieco zmuszani w to, by wierzyć iż historie są tu autentyczne, co jest tu w przypadku każdego odcinka bardzo podkreślane.

Problem w tym, że choć wielu z nas wierzy w życie pozagrobowe czy choćby przyjmuje do wiadomości istnienie bytów z nie z tego świata, to w wiarygodność serialowych opowieści uwierzyć jest niezwykle trudno. A to dlatego, że większość z nich jest tak przesadzona, ubarwiona taką ilością absurdu, brutalności i fantasy, że nie wydaje się być prawdziwa.

Dramatyczne życie dzieci żyjących w domu, w którym psychopatyczny ojciec morderca to nawiedzony przez demona oprawca czy ducha z nagrobka pałającego uczuciem do młodej dziewczyny lub historia kobiety, która jako dziecko została porwana i okrutny sposób badana przez UFO,  wydają się być wyssane z palca.

Oryginalna serialowa produkcja Netflixa próbuje straszyć, powielając wszystkie już widziane w horrorach elementy, od demona kobiety pełzającej po podłodze niczym Samara z The Ring, po klasyczne jump scary, także z dziećmi, bowiem te chyba najbardziej wpływają na mniej odpornego emocjonalnie widza.

Prosta horrorowata konstrukcja, wyolbrzymiona i przesadzona, budowana jest bardzo charakterystycznym dla tego gatunku oświetleniem. Większość scen rozgrywa się w półmroku, w świetle świec wydłużających ludzkie cienie do niewiarygodnych, karykaturalnych obrazów. Klimat buduje także udźwiękowienie i przyzwoita linia melodyczna, która jakby na to nie patrzeć jest istotą produkcji grozy, gdyż umiejętnie ów nastrój podkręca.

Serial Paranormalne doświadczenia (Hounted) usiłuje straszyć nie tylko duchami, zjawami, demonami i tym podobnymi istotami, ale wpływać na nasze emocje poprzez smutne, ba…dramatyczne historie z dzieciństwa, obrazując w dość jednoznaczny i dobitny sposób piekło, jakie przechodzili bohaterowie opowieści. Problem w tym, że mimo ciągłego powtarzania nam, iż wydarzenia są prawdziwe, nie jesteśmy w stanie przyjąć tego do wiadomości. Trudno się utożsamić z choćby z jednym z protagonistów opowieści. Niewidzialna ściana blokuje nasze emocje, a średnie aktorstwo nie pozwala je w odpowiednim momencie wyzwolić.

W tych okolicznościach Paranormalne doświadczenia (Hounted) jawi się jako paradokumentalny cykl wpisujący się w nurt produkcji, które serwuje nam telewizja i zdecydowanie nie jest do dobry kierunek, którym Netflix powinien podążać. Ot typowe historie o duchach, które krążą gdzieś wśród nas rozsiewane pocztą pantoflową, opowiadane zwykle wieczorami dla podkręcenia atmosfery. Zdecydowanie nic, co miałoby Was zachwycić. Jednak jeśli lubicie taki rodzaj filmowej rozrywki to czemu nie.

 Moja ocena 5/10.

Serial Paranormalne doświadczenia dostępny jest na Netflix w trzech sezonach.

sobota, 26 października 2024

Nawiedzony Dom na Wzgórzu - recenzja. Serial z duchami i intrygującą fabułą

Nawiedzony Dom na Wzgórzu - recenzja. Serial z duchami i intrygującą fabułą

Nawiedzony Dom na Wzgórzu, seans obowiązkowy dla wszystkich lubiących intrygujące historie z dreszczykiem – recenzja serialu Netflixa. Miłej lektury! 

Październik to miesiąc, w którym najchętniej serwuje się widzom filmowe i serialowe straszydła, bowiem zbliżający się Halloween sprzyja grozie i wszystko co straszne jest w tym okresie mile widziane. Dawkę emocji w takim właśnie klimacie ma do zaoferowania także platforma Netflix, w której znajdziemy dziesięcioodcinkowy serial Nawiedzony Dom na Wzgórzu (The Haunting of Hill House), któremu warto poświęcić swój czas. 

Może zainteresują Cię także recenzje:

Produkcja jest uwspółcześnioną wersją powieści Shirley Jackson pod takim samym tytułem.  Wyreżyserowaniem jej zajął się Mike Flanagan, dla którego ulubionym gatunkiem są właśnie filmy grozy. Miłośnicy straszenia znają zapewne jego filmowe produkcje, jak choćby Grę Geralda i HushOculus, Zanim się Obudzę i Ouija: Narodziny Zła czy Klub północny, który nie doczekał się kontynuacji. Wszystkie wyżej wymienione to mniej lub bardziej  udane produkcje, które miałam przyjemność oglądać, nie wszystkie opisywać. Nawiedzony Dom na Wzgórzu, to zupełnie inna bajka, istna uczta dla mojej spragnionej dobrego horroru filmowej duszy, nie tylko dzięki klimatowi grozy, jaki niewątpliwie w seansie uświadczymy, ale i poprzez niezwykle umiejętnie poprowadzoną narrację, pochłaniającą widza historią rodzinną czy rewelacyjnie wykreowanymi i zagranymi rolami, zarówno tymi dorosłymi, jak i dziecięcymi.

Nawiedzony Dom na Wzgórzu to bowiem opowieść rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach czasowych, w której poznajemy siedmioosobową rodzinę Crain. Pewnego lata wprowadza się ona do przepastnego domostwa, owianego grozą tajemnicy, uznanego za jeden z najbardziej nawiedzonych domów w Ameryce. Plan Hugha (Timothy Hutton) i Olivii (Carla Gugino) Crain jest prosty, zamieszkać w posiadłości przez całe lato, wyremontować ją, a następnie sprzedać z zyskiem. Problem w tym, że dom żyje swoim własnym życiem, wpływając na każdą z osób na swój własny, przerażający sposób, doprowadzając do tragicznego wydarzenia, które kończy się pozostawieniem domostwa w środku nocy, w pośpiechu. Wydarzenie to poprzedza tragiczny ciąg zdarzeń, w którym główną rolę odgrywa Olivia (Liv) Craine. Po latach, wychowywane przez ciotkę rodzeństwo, po samobójczej śmierci najmłodszej siostry wraca do miejsca, w którym zaczęła się ich przerażająca historia, poznawana przez nas w kawałkach. Wraz kolejnymi jej fragmentami, niespiesznie odkrywamy nie tylko zależności fabularne, ale i rodzinne.

To rodzina, a nie jedynie straszny klimat, choć takiego oczywiście tu nie brakuje, stoi w centrum zgrabnie opowiedzianej nam opowieści rozgrywającej się na dwóch płaszczyznach czasowych, w zazębiających się, niezwykle spójnych retrospekcjach. Poznajemy ją od środka, dogłębnie, ale bardzo, bardzo powoli, a bohaterowie są nierozerwalnie związani z przerażającym, skrywającym swoją tajemnicę domem pełnym duchów …..

„Hill House, dom niepoczytalny…..ściany w jego wnętrzu były pionowe, mury – równo ułożone, a podłogi mocne. Drewno i cegły składające się na Hill House były pogrążone w ciszy. Cokolwiek tam bytowało, robiło to samotnie”. Takie wprowadzenie w tę intrygującą, czasami straszną, nierzadko wzruszającą opowieść snuje serialowy narrator, najstarsze dziecko rodziny Crain.

Fabuła prawie dziesięciogodzinnego oryginalnego serialu Netflixa jest niezwykle bogata w treść, bowiem skupia się na wielu postaciach, których istotą jest piątka rodzeństwa, poznawana na przełomie wielu lat, zarówno w Hill House, jak i poza nim, już w dorosłym życiu, na którym dzieciństwo w nawiedzionej posiadłości zostawiło swój niezatarty ślad, z którym każde z nich próbuje sobie jakoś poradzić. A trzeba zaznaczyć, że żaden z bohaterów nie jest tu postacią wiodącą.

Steven Crain, w tej roli Michiel Huisman, którego oglądać mogliśmy między innymi w filmie Wiek Adaline czy serialu HBO Gra o Tron, to najstarsze dziecko w rodzinie i osoba, która najmniej wierzy w nadprzyrodzone siły zamieszkujące Hill House. Choć zyskał sławę i pieniądze dzięki książce, w której opisał wydarzenia z dzieciństwa, czym naraził się części swojego rodzeństwa, to jednak dziecięce wspomnienia zatarł w umyśle chowając je na samym jego dnie.

Postępkom brata nie przyklaskuje druga w kolejności starszeństwa członkini rodzeństwa Crain, Shirley, grana przez Elizabeth Reaser, którą znany z sagi Zmierzch, a także ze wspomnianego tu już horroru Ouija: Narodziny Zła. Shir to bizneswoman, prowadząca zakład pogrzebowy, duma i nieco wyniosła żona i matka dwójki dzieci.

Trzecia z kolei to Theodora, w którą wcieliła się Kate Siegel, znana z poprzednich produkcji Mike’a Flanagana, między innymi z Hush, Gry Gerlada, Oculus. czy innych seriali Netfliksa Zagłada domu Usherów, i Nocna msza. Theo jest doktorem psychologii, zajmującą się problemami dzieci. Choć jest kobietą niezależną, pomieszkuje w domku dla gości, u swej starszej siostry. Los obdarzył ją wyjątkowym darem, odczuwaniem lęków i smutków poprzez dotyk.

Są też i bliźnięta Crain, Nell i Luke, na których dom i wydarzenia w nim się rozgrywające miały największy wpływ. Nell, grana przez Victorie Pedretti, którą możemy oglądać w kryminale Pewnego razu w ... Hollywood jest wrażliwą kobietą, dotkniętą przez los, borykającą się z problemami natury psychicznej i tragiczną ofiarą przeklętej przeszłości w Hill House.

Luke, grany przez Olivera Jackson-Cohena, którego oglądać mogliśmy choćby w Stosunkach między ludzkich, życiowe porażki i demony przeszłości próbuje zatrzeć narkotykami, uzależniając się od nich tak mocno, że w końcu, dzięki funduszom rodziny, trafia do ośrodka leczenia uzależnień, na odwyk.

Rodzinę spajają oczywiście rodzice, matka, Olivia, w którą wcieliła się Carla Gugino czyli filmowa Jessie w Grze Geralda oraz Hugh, grany przez Henry’ego Thomasa, którego grę aktorską mogliśmy śledzić w filmie E.T, Wciąż Cię kocham, Gangach Nowego Yorku, Wichrach Namiętności i horrorze Ouija: Narodziny zła. Kochające się małżeństwo, tak jak każde inne boryka się z chwilami lepszymi i gorszymi. Okazuje się jednak, że kolejne spędzone w Hill House dni coraz bardziej wpływają na Liv, inteligentną, acz kruchą psychicznie, cierpiącą na migreny kobietę. Odpychający od siebie myśl o nawiedzonej przeszłości i teraźniejszości domostwa, Hugh, próbuje za wszelką cenę poskładać to, co się rozsypuje, wiedząc jednocześnie, że nie jest to proste zadanie.

Nawiedzony Dom na Wzgórzu, choć jest horrorem, w którym nie brakuje pojawiających się zjaw, duchów czy upiorów, nie jest li tylko straszydłem, pustym gatunkiem grozy, który powiela schematy. Owszem, znajdziemy tu klasyczne rozwiązania czyli na przykład podkreślającą klimat grozy muzykę, która wskazuje, że zaraz będziemy mieli do czynienia ze zjawą, ale poprzez ciekawy sposób opowiadania, w którym płynnie przeskakujemy z przeszłości w teraźniejszość, układając fabularne puzzle, ani przez chwilę nie czujemy się znudzeni, jednocześnie uświadamiając sobie, że pod płaszczykiem filmu grozy chowa się dramatyczna historia rodziny i zgrabnie poprowadzony wątek obyczajowy.

Otóż okazuje się, że film, który teoretycznie powinien skupiać się na straszeniu,  zyskuje drugą twarz, w której reżyser nie tylko przybliża nam niesamowitą rodzinę w równie niezwykłym domu, ale cudownie nakreśla każdą z postaci, precyzyjnie ją na przestrzeni lat i wydarzeń obrazując. Dzięki temu, mimo ogromu sytuacji i zdarzeń rozgrywających się na ekranie, nie gubimy wątku, rozpoznajemy wszystkie osoby, niezwykle szybko wsiąkamy w klimat i równie prędko stajemy się z naszymi bohaterami związani. Denerwujemy się razem z nimi, śmiejemy, boimy, a nawet wzruszamy, stajemy się częścią dobrze poprowadzonej fabuły, cząstką całości, które zlepiona jest w niesamowicie pomysłowy, intrygujący sposób.

Wszystko, powtarzam wszystko jest w Nawiedzonym Domu na Wzgórzu na miejscu, każdy element jest spójny, mimo początkowego chaosu czasowo – przestrzennego, w którym zgubieni, szybko się odnajdujemy.

Całość niesamowitego odbioru produkcji zamyka doskonała praca aktorów włożona w serial, zarówno tych dorosłych, jak i ich odpowiedników, dzieci. Jestem przekonana, że tym w jaki sposób odkrywają swoje role, ile uczuć, wiary w swoją postać i emocji jakie w nią włożyli, nie raz wywołają w widzach dreszczyk poruszenia a wielu z nas w finale i nie tylko tam, uroni łezkę wzruszenia.

Nawiedziony Dom na Wzgórzu był przeze mnie oczekiwanym serialem, między innymi dlatego, że jestem fankom horrorów. Ponieważ oglądałam ich tak wiele to w cichości serca liczyłam na intrygujący serialowy seans. Ale do głowy by mi nie przyszło, że będę tak nim oczarowana, taka pełna emocji i taka rozczarowana, że to już koniec. I choć historia Hill House wydaje się być już zamknięta, to po cichu liczyłam na kontynuację, może opowiedzianą tym razem z innej perspektywy. The Haunting of Hill House (Nawiedzony Dom na Wzgórzu) do tej pory najlepszy mroczny serial jaki miałam przyjemność oglądać na Netflixie, który bardzo serdecznie Wam wszystkim polecam. Zdecydowanie warto! 

Moja ocena 9/10




piątek, 18 października 2024

Rose Cottage, wrażenia z demo przygodówki z duchami

Rose Cottage, wrażenia z demo przygodówki z duchami

Zapraszam do przeczytania moich wrażeń z demo klasycznej przygodówki o duchach, w wiktoriańskim stylu, gry która po pewnych perturbacjach i zniknięciu demo ze Steam, powróciła w wersji demonstracyjnej, i wciąż można ją sprawdzać 😁

Obiecywałam sobie jakiś czas temu, że będę szerokim łukiem omijać wersje demonstracyjne gier, nie ze względu na to, że nie chce poznawać nowych przygodówek (bo o tym gatunku mówię), ale z powodu braku czasu. Większość wersji demo jest wprawdzie króciutkie i niezbyt wymagające, a i gier, na które warto zwrócić uwagę, przynajmniej przygodowych, nie jest za wiele. Ale na szczęście istnieją odstępstwa od reguły. 

Warto przeczytać:

Klasyczna przygodówka point-and-click, o tytule Rose Cottage, stworzona przez Hollow Lane Games. Odkąd znalazłam ją w morzu banalnych i nieciekawych produkcji z przyszłą premierą na Steam, czekałam na zapowiadane przez twórców demo. Gdy to się pojawiło, nie mogłam przepuścić okazji, by pobrać demko i zagrać w tę nader intrygującą mnie przygodę, a przynajmniej w jej fragment. I wiecie co? Przeczucie, że jest to gra godna mojej uwagi, znowu mnie nie zawiodło. Jestem nią zachwycona, urzeczona, oczarowana i czekam na pełną wersję. Gra ma wszystko to co powinna mieć dobra przygodówka, i to pod wieloma względami. 

Historia, której fragment, i to wcale nie taki krótki, bo obejmujący około godziny rozgrywki, a może i nawet nieco dłużej, toczy się w dość wyjątkowym, i raczej niecodziennym miejscu, jak na przygodówki. Akcja rozgrywa się bowiem w domu pogrzebowym, a raczej w olbrzymiej posiadłości, w której prowadzona jest właśnie taka działalność. Pewnego dnia, dokładnie 11 listopada 1910 roku detektyw Edward Barrington, odbiera od swojej żony telefon, która informuje go, że jego teść Thomas Gray potrzebuje pomocy. W jego zakładzie pogrzebowym doszło do tajemniczych zniknięć, a on sam wyczuwa w tym miejscu działanie sił z nie z tego świata. 

Niewiele myśląc udaje się do posiadłości, która, zgodnie z tym co mówił Thomas jest zamknięta, a on sam wrócić wieczorem nie będzie mógł, by go do niej wpuścić. Ale z pewnością uda się wejść od piwnicy. Detektyw znajduje wejście, wchodzi do domu, który okazuje się być pusty. Tak przynajmniej wydaje się mu na początku. Wkrótce przekonuje się, że miejsce to kryje tajemnicę, a zniknięcia kilku osób to tylko część większej, nieco dziwniejszej całości.

Muszę przyznać, że pomysł na fabułę rozgrywającą się w zakładzie pogrzebowym idealnie wpisuje się w klimat wiktoriańskiej opowieści jaką jest Rose Cottage. Gra przenosi nas bowiem do XIX wieku, do domu z tak wieloma pokojami, i w tak cudownie mrocznym klimacie, że chce się go eksplorować. Tym bardziej, że zdecydowanie jest co. Lokacji w grze jest naprawdę dużo, drzwi do przejścia i pokoi do zwiedzenia cała masa.

Nie wszystko przed nami od razu zostało odsłonięte. W tej klimatycznej opowieści o duchach, która nie zamierza nas straszyć w sposób dosłowny, a jedynie atmosferą, mroczną, wręcz nawiedzającą jak duchy ścieżką dźwiękową, pomału odkrywamy sekrety tego miejsca. W czasie naszej eksploracji, która płynie w intrygujący, ale jednocześnie relaksujący sposób, znajdujemy kolejne klucze, które otwierają niektóre z zamkniętych do tej chwili drzwi. W ten sposób odsłaniamy nowe skrzydła tej olbrzymiej posiadłości, która finalnie w pełnej wersji, nie mającej jeszcze daty premiery, liczyć ma sobie aż czterdzieści lokacji. 

W wędrówce, w tej klasycznej przygodówce z uproszczonym interfejsem, jedynie z dwoma przyciskami i możliwością podświetlania interaktywnych miejsc, pomaga nam mapa, którą znajdujemy na początku naszej opowieści. W niej, gdy tylko trafimy w odpowiednie miejsce, odsłaniają się kolejne pomieszczenia wielkiego domostwa, i terenu go otaczającego, w tym cmentarza, kostnicy, kaplicy i tym podobnych. Na mapce nasza postać, czyli detektyw jest oczywiście oznaczony, co ułatwia orientacje. A wierzcie mi, można się pogubić. 

Wypełniona ciekawym, gęstym klimatem, ale i nutką humoru Rose Cottage została stworzona w stylu typowego „wskaż i kliknij”, w ręcznie rysowanym 2D, ale w nieco trójwymiarowym stylu. Gra wygląda klimatycznie, a na dodatek graficznie cudnie operuje światłem, które rozbłyskuje dzięki blaskowi lamp, księżyca wpadający przez okna, czy świateł oświetlających wiktoriańskie wnętrze domu. Muszę przyznać, że wygląda to niezwykle klimatycznie.

Co ciekawe, twórcy zdecydowali się na zupełnie inny graficznie rodzaj przeplatających rozgrywkę animacji. W ogrywanej przeze mnie wersji demo, miałam przyjemność poznać przedsmak takiej animowanej cut-scenki, która wygląda jak baśniowa animacja. W tym wypadku autorzy skupili się na klasycznym rysunku, który nadaje opowieści zupełnie innego, filmowego uroku. Ślicznie to wygląda, nie powiem. 

Już opisywana przeze mnie wersja demonstracyjna posiada pełny angielski dubbing, który również spisuje się na medal. W grze, a przynajmniej w wersji demonstracyjnej miałam okazję posłuchać głosu protagonisty gry, czyli detektywa  Edwarda Barringtona, jego żony, z którą rozmawiał na początku, teścia Thomasa, który do niego dzwonił i Elizabeth, która odeszła, a której list w pewnym momencie czytamy. Każda, powiadam każda z tych postaci jest ciekawa, a i w każdą, aktorzy głosowi, wkładają serce i emocje. Szczególnie mocno widać to w emocjonalnych chwilach rozgrywki, w których, o dziwo....., nie brakuje także humoru. 

Gra, która opowiada zarówno smutną, jak i nie pozbawioną uroczego luzu i dawki mroku opowieść, oprócz wyżej wymienionych elementów, jest oczywiście przygodówką, z całym jej interfejsowym bagażem. Jak już wspomniałam zabawa jest pod względem sterowania prosta. Używamy myszy i dwóch kliknięć. Ekwipunek, do którego trafiają zebrane podczas rozrywki przedmioty znajduje się na górze ekranu. Przedmioty można oglądać, łączyć i używać w odpowiednich miejscach.

Rose Cottage posiada także coś, za co kocham przygodówki, czyli notatnik. Jako rasowy detektyw, tak i nasz bohater nie może obejść się przez notatnika i pióra. Uroczo wygląda styl prowadzenia tegoż dziennika, w którym pojawiają się nie tylko ważne notatki, ale i rysunki. Wpisy w notatniku są jednocześnie podpowiedzią do zagadek, które w grze także znajdziemy.

W czasie godzinnego demka pojawiło się kilka kluczowych zadań, nie tylko przedmiotowych, ale i mini-gier logicznych. A zdecydowanie będzie ich więcej. W grze znajdzie się także coś dla miłośników zjawisk paranormalnych, ezoteryki, tarota czy sensów spirytystycznych, w tych czasach jakże popularnych, i nader często praktykowanych. 

Podsumowując, muszą jasno powiedzieć, że wersja demonstracyjna przygodówki Rose Cottage uświadomiła mnie, że ja tę grę chce. Chce ograć pełną wersję i zobaczyć jak rozwinie się opowieść, i jaka tajemnica kryje się za zagadkowymi zaginięciami. Świetna fabuła, cudowny klimat, niesamowite miejsce akcji, epoka w jakiej rozgrywa się ta przygodówka, sama postać detektywa Edwarda i ilość rzeczy do zbadania, oraz tajemnic do odkrycia, to coś co nie mogę przegapić. Niestety nie wiem, kiedy i czy w ogóle gierka zadebiutuje na Steam, ale już dodałam ją do swojej listy życzeń i mam cichą nadzieję, że jednak się jej doczekam. Będę oczywiście trzymać rękę na pulsie. 

Rose Cottage nie ma daty premiery. Demo wciąż jest dostępne na Steam. 

Karta Steam - pobierz demo

poniedziałek, 2 września 2024

Nie oddalaj się, horror z Halle Berry pokazany na nowym zwiastunie. Zły duch w natarciu

Nie oddalaj się, horror z Halle Berry pokazany na nowym zwiastunie. Zły duch w natarciu

 

Zdjęcie: fragment oficjalnego plakatu filmu

Horror od producentów serialu Stranger Things, z Halle Berry w roli głównej, zatytułowany Nie oddalaj się swoją kinową premierę będzie miał, jak dziś opisywana przeze mnie Substancja, we wrześniu. Zanim jednak wybierzemy się na niego do kin, Lionsgate dzieli się nowym jego zwiastunem.

Nie oddalaj się to film grozy o demonicznym duchu, przed którym rodzinę chroni jedynie bliska więź, i liny. Horror od twórców hitu Netfliksa, który podniósł ceny wszystkich pakietów, serialu Stranger Things, na którego finał sezonu wciąż czekamy, właśnie zyskał nowy, klimatyczny zwiastun.

Warto także przeczytać: 

Nie oddalaj się przybliża nam historię matki i jej dwóch synów, rodziny mieszkającej w domu na odludziu. Od dawna nękani są przez złego ducha, przed którym chroni ich jedynie bliska więź i liny, którymi są do siebie przywiązani. Pewnego dnia jeden z bliźniaków zaczyna wątpić w istnienie złej mocy, co sprawia, że więź zostaje zerwana, a rodzina zostaje zmuszona walczyć o przetrwanie.

W obsadzie filmu Nie oddalaj się, którego polską dystrybucją zajęło się Monolit Films, znaleźli się: Halle Berry, Matthew Kevin Anderson, Stephanie Lavigne, Mila Morgan, Percy Daggs IV, Anthony B. Jenkins, Cadence Compton.

Reżyserem filmu jest Alexandre Aja, zaś autorami scenariusza Kevin Coughlin i Ryan Grassby.

Polska premiera filmu ustalona została na 27 września 2024 roku. 

niedziela, 11 sierpnia 2024

School Spirits, serial o duchu nastolatki zawieszonej między światami dostępny na SkyShowtime

 School Spirits, serial o duchu nastolatki zawieszonej między światami dostępny na SkyShowtime

 


SkyShowtime wzbogaciło się właśnie o kolejne produkcje, o których nie wspominało się w sierpniowej ofercie platformy, o dramat z elementami fantasy, i przede wszystkim sporą dawką tajemnicy, zatytułowany School Spirits, który na platformie nosi polski tytuł Licealne duchy. 

Serial  School Spirits, który miał swoją premierę w zeszłym roku, i do tej pory nie był dostępny w naszym kraju, to produkcja Paramount+. Produkcja została już zamówiona na sezon drugi, a tymczasem została udostępniona w Polsce, za sprawą SkyShowtime, z którego możemy już korzystać, jak już Wam pisałam na jednej platformie. Przy okazji do oferty SkyShowtime trafił także serial Alienista, który wypadł z biblioteki Netfliksa.

Może zaciekawi Cię także: 


Serial Licealne duchy to historia nastolatki, Maddie Nears, która zostaje uwięziona w zaświatach. Wraz z innymi duchami, znajdującymi się w licealnym czyśćcu, próbuje rozwiązać zagadkę swojego zniknięcia, zajmując się przy okazji zagadkami kryminalnymi.

W obsadzie serialu: Peyton List jako Maddie Nears, Kristian Ventura jako  Simon Elroy, Milo Manheim jako Wally Clark, Spencer Macpherson jako Xavier Baxter, Kiara Pichardo jako Nicole Herrera. A także: Sarah Yarkin, Nick Pugliese, Rainbow Wedell, Josh Zuckerman, Patrick Gilmore, Cihang Ma, Zack Calderon, Miles Elliot, Maria Dizzia, Sheriff Baxter.

Reżyserem serialu jest Brian Dannelly, Hannah Macpherson, Max Winkler, Oran Zegman. Twórcami serialu są Megan Trinrud i Nate Trinrud.

Serial w 8 odcinkach sezonu pierwszego jest dostępny na SkyShowtime.