Na Kickstarterze trwa kampania finansowa przygodowej, komediowej i detektywistycznej gry noir, w której przyjdzie nam wcielić się w detektywa lisa, badającego śmierć pewnego kurczaka. Gra No Stone Unturned ma jeszcze kilka dni do zakończenia zbiórki.
Wczoraj wspominałam Wam o trwającej kampanii klasycznej przygodówki The Adventures of Tango Rio, która ruszyła dopiero z finansową zbiórką, a dziś informuje o trwającej, o powoli kończącej się zbiórce na inną przygodówkę No Stone Unturned, tym razem w klimatach noir, z komediowym zacięciem i detektywistyczną rozgrywką. Gra studia Wise Monkey Entertainment Ltd. jest dostępna także do sprawdzenia w demo na Steam.
No Stone Unturned ma jeszcze dziesięć dni do końca kampanii na Kickstarterze, a oczekiwany cel wciąż jest daleko. Jest to gra, która miesza gatunki, gdyż znajdziemy w niej mechanikę symulacji, elementy RPG i mini-gry, i jak zaznacza twórca, absurdalny humor. Gra ma rozgrywać się w otwartym świecie, która posiadać ma duszę Day of the Tentacles oraz serii Broken Sword, której odnowiona część pierwsza powróciła w Broken Sword - Shadow of the Templars: Reforged, której recenzję i poradnik/solucję znajdziecie na stronie, a która powróci także w kolejnej, szóstej już odsłonie, zatytułowanej Broken Sword - Parzival's Stone.
W No Stone Unturned wcielamy się największego detektywa świata. Detektywa Coxa'a, który w pewien deszczowy, burzowy poranek znajduje ciało martwego kurczaka. Postanawia rozwiązać sprawę, zajmując się przy okazji pięcioma pobocznymi, dowiadując się między innymi dlaczego Zając i Żółw skaczą sobie do gardeł, gdzie zginął język Kota i kto uciszył Sowę.
Dotarcie do prawdy w opisywanej tu przygodówce polegać będzie na mierzeniu się z serią pozornie bezsensownych, ale i zabawnych minigier. Nie zabraknie rozwiązywania zagadek, w czym pomocą detektywowi będą lupa, dyktafon oraz łom. Przyjdzie prowadzić przesłuchania, analizować miejsca zbrodni i rozwiązywać makabryczne zbrodnie, jakie rozegrały się w niewielkiej wiosce.
Dodatkowo nasz detektyw wiewiórka, aspirujący do miana najlepszego detektywa świata będzie zajmował się naprawami mostów, budynków i wielu innych, by kompletując pakiety przedmiotów odblokowywać nowe obszary i odkrywać wskazówki.
Gra swoją premierę ma mieć na PC, na Steam. Data nie została ogłoszona.
Serdecznie zapraszam do przeczytanie recenzji sequela mrocznego Yesterday, udanego przygodowego thrillera od Pendulo Studios. Miłej lektury!
Nie jestem przesadną pedantką, nie układam w szafach ubrań według kolorów, nie nakreślam w głowie planu codziennych obowiązków, działając raczej spontanicznie. Jednak jest w moim niepoukładanym życiu coś, co podlega twardym normom, których się trzymam. Tym czymś jest swoiste katalogowanie gier, w które jako "przygodówkoholiczka" gram namiętnie od lat.
Projekty wszelakiego przygodowego gatunku, upycham (ze względu na ilość) w trzech kategoriach. W pierwszej znajdują się klasyki, do których często wracam, bo zwyczajnie są tego warte. W drugiej te, w które kiedyś zagram, ale szczególnie mi się do nich nie śpieszy. Trzecią zaś zajmują produkcje, których nie mogę się doczekać i z którymi zapoznam się na pewno. Wśród oczekiwanych niegdyś pozycji, zagościły trzy tytuły: trzecia Syberia, która niestety niestety okazała się niewypałem, Kontynuacja The Whispered World, nosząca już tytuł Silence, którego poradnik znajdziecie na blogu, i sequel mrocznego thrillera Yesterday, który chce Wam w tym tekście przybliżyć.
Żeby lepiej zrozumieć Yesteday Origins
Aby dobrze przedstawić dzieło hiszpańskiego dewelopera, Pendulo Studios, muszę cofnąć się do roku 2012, w którym pojawiła się jej poprzedniczka. Ten zupełnie nie wpasowujący się w klimat fabularny wydawcy projekt, zamiast stać się zabawną, pokręconą i pełną żartów słownych komedią, był rozgrywającym się w dość szybkim tempie, wciągającym dreszczowcem. Twórcy z nieskrywaną dla mnie przyjemnością, pozwolili mi wcielić się w Johnego Yesterday'a, mężczyznę niebanalnego, bowiem posiadającego dar nieśmiertelności. Problemem owego jegomościa było to, że każdy powrót z zaświatów, kończył się utratą pamięci. Protagonista nie był wstanie przypomnieć sobie nic ze swego poprzedniego pobytu na ziemi.
Nie wiedział kim jest, jak tu trafił i po co tak naprawdę żyje. W mieście, w którym toczyło się jego pełne niedopowiedzeń istnienie, ktoś dokonywał brutalnych morderstw na bezdomnych, związanych, jak twierdził wybawca Johna, Henry White z okrutną, rozbitą w 1051 roku sektą Cielesności. Protagonista, został wciągnięty w niecną intrygę i tylko fragmenty wspomnień pojawiające się gdy dotknął przedmiotu i tajemnicza litera Y, pozwoliły mi rozwikłać zagadkę i swojego losu oraz owej morderczej grupy.
A wszystko zaczęło się od...
Trzy lata później, nasz bohater wraz ze swoją partnerką Pauline, również nieśmiertelną, żyją w Paryżu, gdzie razem prowadzą odziedziczony po ojcu dziewczyny antykwariat. Niestety wraz z darowizną, otrzymują także długi ojczulka. Szukając jakiegoś wyjścia z trudnej sytuacji, postanawiają skontaktować się z bardzo wpływową i niezwykle bogatą miłośniczką sztuki, z panną Bexter, by zaproponować jej kupno cennej rzeźby. Znajomość ta ma niestety drugie dno, związane nie tylko z artyzmem, ale i z przeszłością oraz przyszłością naszej pary. Stopniowo odkrywane elementy układanki, pozwalają bohaterowi coraz głębiej i dosadniej wnikać we wspomnienia, a nam graczom, przenieść się do rządzonej przez inkwizycję Hiszpanii, by poznać historię Johna, jego przemiany i początków Sekty Ciała.
Pierwsza odsłona tej doskonałej serii wzbudzała we mnie skrajne emocje, bowiem jej scenariusz był fabularnym majstersztykiem, wzmacnianym przez doskonale poprowadzone dialogi i klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Problemem gry była jednak jej długość, a raczej krótkość.
Yesterday Origins zdecydowanie rozbudowano, wydłużono, umiejętnie plącząc teraźniejszość z przeszłością. Gracze mogą delektować się rozgrywką na dwóch płaszczyznach czasowych. W obecnych czasach toczymy walkę z dniem dzisiejszym i z codziennymi problemami, poznając bliżej samego Johna i Pauline oraz dawnego przyjaciela, ekscentrycznego i mającego problemy psychiczne, Borysa. W przeszłości przemieszczamy się między kolejnymi etapami jestestwa protagonisty. Wędrówka ta na początku może wydawać się nieco chaotyczna i zagmatwana, jest jednak kluczem do rozwiązania zagadki naszego bohatera i rewelacyjnym pomysłem na fabułę, która wciąga od początku aż po zaskakujący finał.
Scenariusz, to najmocniejszy atut tej produkcji. Świetnie wypadają też doskonale zarysowane i charyzmatyczne postacie. Każdą z nich cechuje indywidualność i własne poczucie wartości. Muszę przyznać, że uwielbiam przygodówki, które obfitują w wyraziste persony, a takich w Yesterday Origins nie brakuje. Twórcy zdecydowali się na przedstawienie nam nie tylko fizycznej przemiany, ale bardziej niźli w poprzedniej części, skupili się na jego psychicznej i duchowej metamorfozie (John ma w końcu aż 500 lat!). Poznajemy bliżej Pauline, kobietę twardą i pełną temperamentu. Przyglądamy się nieco zbzikowanemu Borysowi, Wydrze, przyjaciółce, feministce a zarazem sprytnej fałszerce oraz pewnej siebie koneserce sztuki, pannie Baxter. Pojawiają się jednak postacie związane z przeszłością Johna, w tym sam założyciel Sekty Cielesności, Gines De Orduna, człowiek świadomy swego celu i osiągający go bez względu na skutki. Wymieniłam jedynie część bogatej palety charakterów, dostępnych w owej produkcji. Wierzcie mi, jest w czym wybierać!
Yesterday Origins, to nie tylko świetnie nakreślone osobowości ale i doskonale napisane dialogi. Choć jest ich w grze bardzo wiele, to nigdy nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, że gra jest przegadana. Część tekstów nawiązuje do poprzedniczki, wyjaśniając wydarzenia, rozgrywające się w „jedynce”. Pojawiają się też pewne dygresje, nie związane z fabułą, ale nadające grze specyficznego i nieodłącznego dla produkcji Pendulo humoru. Deweloperzy nie boją się w projekcie poruszać nietypowych tematów, będących zapewne dla niektórych z nas kontrowersyjnymi. Natkniemy się bowiem na teksty dotyczące męskich, intymnych słabości, seksu, ale także na stwierdzenia będące kwintesencją naszego codziennego życia, nie pozbawionego problemów, ale i wchłoniętego przez internetowe nowinki, takie jak Facebook.
Graficznie nie uświadczymy dużej zmiany względem poprzedniczki, po raz kolejny oglądać będziemy znajomą rysunkową kreskę i przepiękne, wielobarwne, malowane tła. Podobnie jak w jedynce, ekran podczas interakcji został podzielony na części, obrazujące kolejne scenki. Podobnie opisywane są przedmioty i miejsca, które badamy podczas rozgrywki. Aktywny punkt na ekranie zostaje oznaczony błyszczącym, białym znacznikiem. Znów pojawiają się przemyślenia bohatera i tu daje o sobie znać pewien niewielki zgrzyt, a raczej rzekłabym, chrobot. Opisom myśli Johna, czy też Pauline, nie towarzyszą żadne słowne komentarze czy dźwięki. Wszystko odbywa się w całkowitej ciszy, co jest troszeczkę męczące.
Nowością, która pojawiła się w tej odsłonie jest badanie, czy raczej oglądanie kolejnych postaci w grze. Otóż oprócz rozmów z bohaterami, będziemy także dokładnie ich "sprawdzać", jeżdżąc kursorem po postaci i szukając podświetlających się elementów. W niektórych przypadkach będzie to nam potrzebne do rozwiązania zagadki i posunięciu fabuły do przodu, bowiem nasze spostrzeżenie dotyczące stroju, wyglądu, czy innej cechy danej osoby, trafią do ekwipunku jako użyteczne informacje, zlokalizowane w prawym, dolnym rogu. Pomysł fajny, nie innowacyjny, ale urozmaicający rozgrywkę, tym bardziej, że zebraną informację, możemy sobie w każdej chwili odtworzyć.
Skoro jestem już przy inwentarzu, niezbędnym elemencie przygodówek, to czas skupić się na istocie tego gatunku, czyli zagadkach. W Yesterday Origins, nie znajdziemy typowych zadań logicznych, nie ułożymy układanki, nie zbudujemy sobie przejścia, nie będziemy brnąć przez labirynt. Skupimy się za to na wszelakich zadaniach przedmiotowych, polegających na odpowiednim łączeniu rzeczy i wyciąganiu wniosków. Tu należy się twórcom kolejny olbrzymi plus, gdyż sposób łączenia tych elementów, zbudowany jak układanka logiczna, jest genialny. Chcąc wykonać jakąś czynność, będziemy musieli nie tylko połączyć ze sobą przedmioty, ale i wykorzystać je w odpowiedniej i właściwej kolejności. Na ekranie pojawią się wspomniane przeze mnie kwadratowe okna. Kliknąwszy na jakiś przedmiot, zostanie on dołożony, czyli pojawi się na ekranie w kolejnym oknie, a wraz z nim znak zapytania. Wiemy wtedy, że brakuje nam następnego fragmentu przedmiotowej układanki. W ten sposób łączymy nie tylko rzeczy tworząc nową ale i układamy plan działania, który nasza postać ma zamiar wykorzystać i tym samym posuwamy fabułę do przodu.
Ciekawym rozwiązaniem jest to, że większość klamotów można w jakiś sposób ze sobą złączyć, ale nie znaczy to, że można je wykorzystać. Zbieranych obiektów podczas zabawy jest dużo, zadania przedmiotowe wcale nie są takie łatwe i czasami trzeba się nieźle nakombinować, żeby wymyślić co dalej.
Złego słowa nie mogę napisać o udźwiękowieniu gry. Choć muzyka nie jest tak powalająca jak w pierwszej odsłonie, to nie przeszkadza, nie irytuje, a jednocześnie podkreśla tajemniczość rozgrywki i jej wysmakowanie. Dobrze spisują się odgłosy otoczenia, śpiew ptaków, szum wody, warkot motoru itp.
Yesterday Origins w Polsce wydana została w ojczystej wersji językowej, w postaci polskich napisów przez firmę CDP.pl, która poradziła sobie z tym niełatwym zadaniem (tekstów jest mnóstwo), w sposób bardzo dobry. Nie znalazłam żadnych poważnych błędów, poza jedną literówką.
Gra, choć doskonała, nie uniknęła drobnych błędów technicznych, które nie popsuły mi jednak przyjemności z rozgrywki. Otóż w pewnym momencie zniknął kursor, więc nie byłam wstanie poradzić sobie z prowadzeniem mojej postaci. Pomogło wyjście i wejście do gry. Myślę, że kolejne aktualizacje, rozwiążą ten problem i będziemy mogli cieszyć się grą o doskonałej fabule i nienagannej grywalności.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tym przydługim wstępem, ale Yesterday Origins godna jest pochwał, ochów i achów na jej temat. Rewelacyjna, wciągająca i nie pozbawiona zwrotów akcji fabuła, niebanalne postacie, ciekawy sposób łączenie przedmiotów/ No i to zakończenie, którego pewnie niejeden z Was by się nie spodziewał. Wszystko to istota tej doskonałej gry, którą serdecznie Wam polecam, żałując jednocześnie, że to już koniec tej cudownej opowieści.
Zdjęcie: Kard ze zwiastuna Foolish Mortals od Inklingwood Studios
Okultyzm, ezoteryka, wróżbiarstwo, w tym karty tarota znane są nam od wieków. Tematyka wróżenia z tych wyjątkowych kart, a także Tarot sam w sobie znalazł swoje miejsce także w grach przygodowych. Zapraszam zatem do przeczytania mojego tekstu, w którym przybliżę Wam kilka gier, tych już po premierze, a także tych na debiut oczekujących, w których owe karty twórcy postanowili wykorzystać.
Na blogu, oprócz newsów na temat gier przygodowych, recenzji i poradników gier z tegoż właśnie gatunku, nie może zabraknąć tematyki publicystycznej, poświęconej grom przygodowym jako takim. Dlatego też ruszam z cyklem, w którym opisywać będę przygodówki pod kątem fabuły, stylu rozgrywki, klimatu, grafiki, tematyki, ale także elementów, które twórcy w grach wykorzystują. Dziś Tarot, który coraz śmielej wkracza do gier przygodowych, i ma się w nich całkiem dobrze.
Nie bez powodu na przysłowiowy "pierwszy ogień" wybrałam właśnie talię tarota. Tak się składa, że jakiś czas temu te karty, i ich wyjątkowość, pozwalająca rozwijać wyobraźnię i kreatywność, stały się jednym z moich hobby. Karty nie tylko potrafią kształtować wyobrażanie sobie możliwych scenariuszy, ale są również sposobem samorozwoju. Mogą stanowić równie kolekcjonerskie hobby, gdyż ich ilość i różnorodność jest imponująca, a wiele ich to nie tylko unikaty, ale przede wszystkim małe dzieła sztuki.
Tarot ma wielkie znaczenie w ezoteryce, ma także długą historię. Pierwsza talia tarota datowana jest na rok 1425. Powstała we Włoszech, i nie była używana przez wróżki, wiedźmy i tym podobne istoty, a była zwykłą talią do gry w karty.
Zdjęcie: Kadr ze zwiastuna gry Ophelia's Chapter studia Red Tear Games
Dopiero kilka setek lat później, w wieku XVIII zaczęto tarota wykorzystywać w celach okultystycznych, a miało to miejsce po raz pierwszy podobno we Francji oraz w Bolonii. Następnie tarot w takiej formie zaczął być popularny w Anglii, a następnie w kolejnych krajach europejskich, ale i poza Europą.
Pierwszą talią tarota przeznaczoną do celów wróżbiarstwa jest Talia Waite'a, która powstała w 1910 roku. Do tej porty Tarot Ridera Waite'a jest jedną z najbardziej popularnych talii, i taką, na którą wielu początkujących tarocistów uczy się rozumienia i interpretacji kart tarota.
Tarot jako osiągnięcia w grze i dodatek
Tarot to 78 kart, na które składają się z 22 karty Wielkich Arkan i 56 kart Arkan Małych. To właśnie Arkana Wielkie, które mają w tarocie większe znaczenie i mocniej obrazują przeszłość, teraźniejszość i przeszłość, są wykorzystywane w grach przygodowych.
Z racji na ezoteryczną, okultystyczną moc tarota, zwykle siła tych karty obrazowana jest w świecie przygodowm wpisującym się w klimat grozy. I najczęściej stanowią one do growej rozgrywki jedynie dodatek, czego dobrym przykładem jest horror The Quarry.
W tej grze tarot stanowiłdodatek, podpowiedź, sugestię i rodzaj osiągnięcia, działający w podobny sposób jak totemy w Until Dawn, która powróciło w nowej, rozbudowanej wersji na PC i PlayStation 5. Dzięki kartom z Arkan Wielkich mogliśmy obejrzeć w grze krótką scenkę, która sugerowała nadchodzące wydarzenie, które wkrótce miało się wydarzyć. Gracz oglądał je u wiedźmy czytającej tarota na końcu rozdziału. Do zebrania były wszystkie 22 karty w Arkanów Wielkich, stając się dla graczy pewnym wyzwaniem.
Jako dodatek do rozgrywki, uzupełniający fabułę i obrazujący jedną z postaci przygodówki, pokazano także tarot w Rose Cottage, przygodówce, której recenzję z nieistniejącego już demo oraz jego poradnik, znajdziecie na stronie. Mogliśmy w czasie zabawy zobaczyć specjalne miejsce w posiadłości, gdzie na ścianie znajdowała się cała kolekcja talii tarota należących do osoby, która zajmowała się wróżeniem i parapsychologią. Niestety wszystko wskazuje na to, że gra nie doczeka się jednak premiery.
W podobnej formie, jako podpowiedź czy sugestię swoje miejsce w grze znalazły także owe karty w przygodowej grze akcji The Wolf Among Us, na której kontynuację wciąż czekamy. Tym razem w gabinecie burmistrza Ichaboda Crane'a mogliśmy jako Bigby oglądać kilka kart tarota, także z Wielkich Arkanów.
Tarot jako część rozgrywki
Tarot pojawił się także w przygodowym horrorze Martha is Dead, mrocznej opowieści, grze będącej psychologicznym thrillerem o traumie, śmierci i duchach przeszłości. W grze, w której poruszane były trudne tematy morderstwa, wojny, ale i folkloru miało to swoje uzasadnienie. W tym wypadku kartami, które gracz znajdywał można się było w grze posłużyć, losując trzy z nich i odpowiednio je interpretując. W ten sposób wskazywaliśmy wydarzenia jakie wydarzyły się w przeszłości, i mogły przydarzyć się w przyszłości. Dzięki kartom mogliśmy także przywołać ducha.
Karty tarota pojawią się także w nadchodzących grach przygodowych. W Ophelia's Chapter, w której demo miałam przyjemność zagrać i opisać w moich wrażeniach, wcielimy się we współczesną wiedźmę, która posługiwać się będzie tarotem. Ten jednak zdaje się wyglądać nieco inaczej, co zobaczyć możemy już na zwiastunie gry, i w screenie, który ze zwiastuna wykorzystałam.
Tarot obrazowany jest również w klasycznej przygodówce Foolish Mortals, której wrażenia z demo, mojego autorstwa, również znajdziecie na blogu. W tym wypadku niestety nie wiem do końca w jaki sposób karty będą w zabawie wykorzystane, jaki będą i czy w ogóle będą mieć wpływ na rozgrywkę. Nie mniej jednak poszczególne karty z talii tarota, z Wielkich Arkan widoczne są już w zapowiadającym grę zwiastunie.
Tarot a przygodówki - podsumowanie!
Jak widzicie gier przygodowych, których talia tarota stanowi część rozgrywki, albo jedynie dodatek, urozmaicenie, jest sporo, i mam świadomość, że mój tekst to tylko ich uboga część. To, że te akurat te karty mają swoje odbicie w fabule przygodówek nie jest niczym dziwnym. Ich barwność, tajemniczość, zagadkowość i mistycyzm świetnie wpisuje się w klimat gier adventure, które skupiają się na szeroko pojętej sferze duchowego życia i okultyzmu.
Jaką rolę w nadchodzących grach, których dat premier wciąż nie mogę Wam podać, bo nie są znane, będą miały wspomniane karty, tego też nie wiadomo. Liczę jednak, że twórcy mieli na nie kreatywny pomysł, który nie tylko podkręci fabułę, ale da nam nieco rozgrywkowej frajdy.
Jeśli znacie jakieś przygodówki z tarotem, które w tym tekście nie zostały wymienione, to śmiało dopisujcie je w komentarzach. Chętnie o nich poczytam, a kto wie, jeśli nie grałam, to może je ogram.
SkyShowtime ujawnił dzisiaj datą, plakaty oraz zdjęcia pierwszego polskiego serialu oryginalnego, jaki zadebiutuje na platformie w sześciu odcinkach. Śleboda swoją premierę w serwisie będzie mieć już za miesiąc.
SkyShowtime miał w swoich zapowiedziach na rok 2024/2025 także pierwszą polską produkcję SkyShowtime Original, o tytule Śleboda, przenoszącą widza na polskie Podhale, oferującą pełną napięcia historią kryminalną. Dziś SkyShowtime podzieliło się konkretną jego datą premiery, jaka przewidziana jest na dzień 12 grudnia. Wraz z ogłoszeniem daty SkyShowtime, na którym wciąż trwa promocja na plan Premium "Za pół ceny na zawsze", podzieliło się także plakatami z serialu oraz zdjęciami z nadchodzącej produkcji.
Śleboda to serial, jak wspomniałam przenoszący nas na Podhale, gdzie splatają się losy bohaterów, a widzowie poznają wielką, skrywaną w górach tajemnicę. Serial składa się z 6 odcinków, a w dniu premiery na platformie SkyShowtime udostępnione zostaną dwa odcinki.
Serial opowiada historię młodej antropolożki z Krakowa, Anki Serafin (w tej roli Maria Dębska), która w poszukiwaniu samej siebie wyjeżdża w góry. Tam przypadkowo odkrywa zwłoki i szybko zostaje wplątana w rozwiązanie zagadki morderstwa. Jej losy nierozerwalnie splatają się z Bastianem Strzygoniem (Maciej Musiał), zuchwałym dziennikarzem szukającym sensacji, oraz Jędrkiem Chowańcem (Piotr Pacek), miejscowym policjantem, z którym kiedyś łączyła ją nastoletnia miłość.
W serialu SkyShowtime Original Śleboda w głównych rolach zobaczymy Marię Dębską, Macieja Musiała oraz Piotra Packa.
W pozostałych rolach wystąpili Joanna Balasz, Andrzej Chyra, Kuba Dyniewicz, Helena Englert, Jan Englert, Tomasz Karolak, Artur Krajewski, Mateusz Janicki, Mateusz Kmiecik, Magdalena Lamparska, Leszek Lichota, Anna Nehrebecka, Józef Pawłowski oraz Andrzej Zieliński.
Serial oparty został na pierwszej części popularnej serii etno-kryminałów autorstwa Małgorzaty Fugiel-Kuźmińskiej oraz Michała Kuźmińskiego.
Za reżyserię odpowiadają Michał Gazda wspólnie z Bartoszem Blaschke. Autorem zdjęć jest Tomasz Augustynek. Za scenariusz odpowiadają Karolina Frankowska i Katarzyna Golenia. Producentką serialu jest Magdalena Szwedkowicz.
Serial realizowany w Polsce ze wsparciem finansowym na podstawie Ustawy o Finansowym Wspieraniu Produkcji Audiowizualnej, przyznanym przez Polski Instytut Sztuki Filmowej ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Przygodowa gra "wskaż i kliknij", wykonana w ręcznie rysowanym stylu graficznym, z rytuałami przodków, legendami i tajemniczymi watykańskimi przepowiedniami, zatytułowana The Adventures of Tango Rio ma swoją kampanię na Kickstarterze.
The Adventures of Tango Rio to dzieło niezależnego włoskiego studia Bean - Adventure Agency, które pragnie zabrać graczy na przygodę w klasycznym stylu, inspirowaną równie klasycznymi tytułami z lat 90-tych, jak Day of the Tentacle i The Curse of Monkey Island, ale i nowoczesnych produkcji animowanych, takich jak Moana i The Croods. Aktualnie trwa kampania gry na platformie Kicksarter, gdzie twórcy udostępnili także jej demo.
The Adventures of Tango Rio to przygodówka, której bohaterem jest cyniczny i rozczarowany listonosz, ruszający na przygodę na polinezyjskim archipelagu, w poszukiwaniu zaginionego ojca, o którym ślad zaginął dwa lata temu.
Wszystko zaczyna się od rodziców Tango Rio. Mężczyzna jest synem Luigii, mądrej, pracowitej profesor, i Santiago, marzyciela, który kocha podróże i przygody. Gdy matka Tango ciężko pracuje, by odnieść sukces w swojej naukowej karierze, jego ojciec gra na gitarze i ciągle szuka skarbów, co wciąż nie przynosi mu pieniędzy. Sytuacja zmienia się gdy pewnego dnia, wraz ze swoim szwagrem Dente dokonują wielkiego odkrycia w Archipelagu Aloe. Znajdują tam kamień, który może otwierać portale czasu. Problem w tym, że kamień pęka i Santiego zostaje uwięziony w roku 1790, zaś Dante wraca do czasów teraźniejszych, mając pewne ukryte, i niestety nic dobrego nie wróżące plany.
Tymczasem ich syn, Tango, niezawodny listonosz, cieszący się stałą pracą, kochający spokojne i przewidywalne życie, dostaje pewnego dnia list, bardzo dziwny list od swojego ojca. Zmusza on Tango do podróży na odległą Polinezję. Poirytowany takim obrotem spraw, wkrótce zostaje wciągnięty w przygodę z zagadkami, starożytnymi sekretami i knującym coś niedobrego wujem Dante.
Jak wspomniałam twórcy proponując na karcie kampanii gry na Kickstarterze grywalne z niej demo, która dostępne jest na PC, Mac oraz Linux.
Data premiery gry oczywiście jak na razie nie jest znana. Tytuł zadebiutować ma na PC, Max i Linux na Steam oraz GOG.
Ophelia's Chapter, przygodowy horror psychologiczny, ręcznie rysowany i klimatyczny, w darmowej wersji prologu na Steam. Zapraszam do przeczytania moich wrażeń z wersji demo, tej intrygującej przygodówki.
Przygodowe horrory w stylu point-and-click to gry obok których nie mogę przejść obojętnie i jeśli tylko nadąża się okazja by je sprawdzić, nie waham się i testuję. Tak też stało się z przygodówką, na którą prawdę powiedziawszy trafiłam zupełnie przypadkiem, o której z pewnością głośno nie jest, a która moim skromnym zdaniem zasługuje na uwagę.
Mowa tu o przygodowym horrorze psychologicznym, w rysunkowym stylu, zatytułowanym Ophelia's Chapter, który nie ma wprawdzie jeszcze daty premiery, ale już od jakiegoś czasu można grę sprawdzać w darmowej wersji demonstracyjnej.
Ophelia's Chapter – o czym to gra?
Ophelia's Chapter to przygodówka, która zabiera nas w psychologiczną podróż, między innymi po wspomnieniach. Dzieje się tak w wersji demonstracyjnej, którą można przetestować na platformie Steam, a której przejście zajmuje mniej więcej pół godziny. Nie jest to zatem mega króciutkie demo.
Historia skupia się na pewnej wiedźmie, ale żyjącej współcześnie, młodej kobiecie, która obdarzona została zdolnościami parapsychologicznymi. Tytułowa Ofelia pewnego dnia przyjmuje w swoim domu niezwykłego gościa. Pojawia się u niej dawno zaginiona przyjaciółka, Meredith, która jakiś czas temu zniknęła bez śladu. Pojawia się, ale niemal natychmiast znika, jak duch. Co najdziwniejsze, w niemal tym samym czasie Ofelia odbiera telefon od innego przyjaciela, który informuje ją, że jej przyjaciółka znajduje się teraz w szpitalu, na oddziale psychiatrycznym, odurzona silnymi środkami uspokajającymi.
Ofelia nie wiele myśląc, postanawia dowiedzieć się co tak naprawdę stało się z jej dawno nie widzianą przyjaciółką. Przygotowuje miksturę, zbiera przedmioty, także te, jakie dostała od Meredith i postanawia ruszyć jej na ratunek, wracając jednocześnie do wspomnień i jeszcze raz mierząc się z trudną przeszłością. Przy okazji odkrywa sekrety swojej rodziny oraz istot, które wkrótce mogą zmienić świat, i to wcale nie na lepsze.
Ophelia's Chapter – klasyczna rozgrywka, bez udziwniania
Opisywana przeze mnie gra, w wersji demo, to jak wspominają sami twórcy, niezależne studio Red Tear Games, horror, dla którego inspiracją stały się dzieła Neila Gaimana i Stephena Kinga. Klimat tychże twórców jest w przygodówce mocno odczuwalny. Na szczęście nie dotyczy to tak ostatnio często wprowadzanych „ulepszeń rozgrywki”. Nie znajdziemy bowiem tu żadnych elementów akcji, czy momentów zręcznościowych. Nacisk na grozę położono na klimat, styl narysowania owej przygodówki i tajemnicę.
Demo to tak naprawdę prolog do serii dark fantasy, którą twórcy zatytułowali „The Keys to the White Pillar”, czyli wprowadzenie do mrocznej opowieści o tajemnicy i zagrażającym światu kulcie, a także bolesnych wspomnieniach, które zadają pytanie kim właściwie jest nasza bohaterka i jakich elementów układanki tu brakuje. My gracze musimy je oczywiście odnaleźć.
Oprócz wyżej wymienionych elementów, ciekawym rozwiązaniem, widzianym już przeze mnie w kilku przygodowych grach, jest możliwość czytania Tarota. I choć z oryginalnym czytaniem tych kart nie ma to za wiele wspólnego, sam fakt wprowadzenia takiej zabawy, jest nader interesujący. Szczególnie mnie, gdyż osobiście bawię się Tarotem, uważając ten rodzaj rozrywki za świetnie budujący wyobraźnię.
W wypadku opisywanego demo, jak i pewnie całej gry, Tarot stanowi idealne dopełnienie wiedźmy, w jaką w grze się przecież wcielamy. Już w wersji demo zabrać ze sobą do inwentarza, który jak wspomniałam jest w formie dziennika, możemy także tablicę ouija. Można jej używać, ale trzeba się liczyć, że będzie to miało swoje konsekwencje. To na czym zadaniowo skupiamy się podczas ogrywania demo są zagadki przedmiotowe, a także wykonywanie pewnej mikstury. Potrzebne do niej przedmioty i rośliny musimy znaleźć, podobnie jak składniki roślinnego zaklęcia.
Nie mam pojęcia czy w pełnej wersji przygodówki czekać nas będą jakieś bardziej wymagające zadania. Demo zostało przygotowane tak, by większość graczy mogła sobie z grą poradzić, i by móc razem z bohaterką poznać nieco sposób rozgrywki, i zwiedzić kilka naprawdę klimatycznych lokacji.
Eksploracja przygodowego projektu skupia się na zabawie za pomocą myszy, na jednym jej kliknięciu. Gracz może oglądać w niej wiele przedmiotów, które nie tylko podniesie i doda do ekwipunku, ale także obejrzy. Po kliknięciu na przedmiot, który znajdziemy w dzienniku naszej bohaterki, ta opisze go w kilku słowach. Na ten moment, w wersji demonstracyjnej nie możemy cieszyć się pełną angielską wersję głosową. W demko grać będziemy jedynie z pomocą napisów, bez mówionych dialogów. To jednak w pełnej wersji ma ulec zmianie. Tytuł ma bowiem być dostępny z pełnym angielskim dubbingiem.
Ophelia's Chapter – grafika, udźwiękowienie i styl
Jak już nadmieniłam Ophelia's Chapter to gra stworzona w pełni ręcznie, z narysowanymi postaciami, tłami i równie ładnie i często mrocznie wyglądającymi animowanymi przerywnikami, czyli tak zwanymi cut-scenakami. Podczas półgodzinnej zabawy przyjdzie nam zwiedzić trzy lokacje, nie tylko rzeczywiste, ale i surrealistyczne, które poprzez sposób narysowania, nadają przygodówce smak klasycznego horroru, i świetnie podkręcają klimacik.
I choć wiele jeszcze przed twórcami do zrobienia, choćby sposób poruszania się postaci, to ręcznie narysowana i wystylizowana makabra pozwala zapomnieć o niedoróbkach. Wspomnienia okultystycznych scen, również w malowanym ręcznie stylu, sprawiają, że pojawia się także dreszczyk emocji.
Ophelia's Chapter – podsumowanie wrażeń z gry
Wersja demonstracyjna owej przygodówki została skonstruowana w taki sposób, by już wiedzieć co należy się po niej spodziewać. Z pewnością jest to tytuł, który może spodobać się fanom klasyki przygodowej, czyli wszystkim graczom, którzy lubią typowe przygodowe „klikacze” czyli gustują w klasyce point-and-click, obsługiwanej za pomocą jedynie myszki. Jest to także miód na serce dla przygodomaniaków kochających klimat ręcznie rysowanych gierek, w których każda lokacja i każda animacja to malowany obraz w stylu 2D.
Demo, jakie można przetestować na platformie Steam wskazuje, że przygodówka owa nastawiona jest na typowe zadania, skupione raczej na zagadkach przedmiotowych, z uwzględnieniem wczytywania się w notatki zawarte w dzienniku, co również ucieszy fanów klasyki. Te elementy wpisują się bowiem w klimat gier określanych mianem przygodowych. Ale graczy nie znających języka angielskiego lub hiszpańskiego (takie lokalizacje językowe gra otrzyma), może fakt ten do rozgrywki zniechęcić. Twórcy nie przewidują bowiem polskiej wersji językowej.
To czym może się owa gierka może pochwalić, prócz uroczej, acz mrocznej grafiki i spójności przygodowej rozgrywki, jest ogólny jej klimat. Malowany styl w growym horrorze to coś co zawsze się sprawdza, i dzieje się to także w opisywanej przeze mnie przygodówce.
I choć autorzy mają jeszcze do dopracowanie pewne szczegóły, które warto by było poprawić, jak choćby drętwe poruszanie się naszej bohaterki, czy nie znikanie tekstu po zakończonym dialogu, co akurat według mnie bywa irytujące, momentami jakieś dziwne falowanie ekranu, to całość rozgrywki, przynajmniej w ogrywanym demie, sprawia wiele przyjemności. Czekam zatem na ogłoszenie daty premierę, licząc po cichu, że kiedyś zagram w nią także w ojczystym języku.
Wersja demonstracyjna Ophelia's Chapter dostępna jest na platformie Steam.