Morriton Manor Stories: Nordic Whispers, najnowszy projekt studia odpowiedzialnego za Unforeseen Incidents i We Stay Behind zyskał wydawcę. Wydaniem ich kolejnej gry ponownie zajmie się Application Systems Heidelberg.
Backwoods Entertainment, studio odpowiedzialne za powstanie przygodowej gry "wskaż i kliknij" Unforeseen Incidents, którego recenzję oraz poradnik/solucję znajdziecie w dziale "Moja twórczość" i wciąż tworzonego We Stay Behind, z którego wrażenia z demo także znajdziecie w tym dziale, pracuje nad nowym projektem. Ich przygodowa gra detektywistyczna z widokiem z góry, nosząca tytuł Morriton Manor Stories: Nordic Whispers zyskała wydawcą. Ponownie, podobnie jak w przypadku dwóch wcześniejszych tytułów tegoż studia, będzie to niemieckie Application Systems Heidelberg. Wydawca i współtwórca tejże gry ma w swoim portfolio między innymi przygodówkę Prim, której recenzję oraz poradnik/solucję znajdziecie na blogu.
Morriton Manor Stories: Nordic Whispers to już trzecia gra wspomnianego studia, której wydaniem, ale i współtworzeniem zajmie się Application Systems Heidelberg. Twórcy dzielą się również kolejną dobrą dla nich informacją, wspominając od Film- und Medienstiftung NRW i MFG Baden-Württemberg. Do zespołu, jako wydawca i jednocześnie współtwórca dołączy Application Systems Heidelberg, a także Hauke Gerdes, twórca uniwersum Morriton Manor, podobnie jak Rocket Beans TV, który wyemitował popularny serial o czwórce ekscentrycznych śledczych rozwiązujących nadprzyrodzone zagadki.
Morriton Manor to bowiem niezwykle popularna niemiecka seria gier na YouTube i Twitchu. Hauke wymyślił cały świat i od lat prowadzi w tym świecie zabawne, upiorne przygody RPG, tworzone na papierze i długopisem na Rocket Beans TV – dużym, niemieckim kanale na Twitchu i YouTube.
Morriton Manor Stories: Nordic Whispers ma w założeniu być grą przemawiającą zarówno do niemieckich fanów serii, ale także globalnej publiczności. Ma sprawiać wrażenia prawdziwej przygody Rocket Beans, z tym samym rodzajem humoru, urokiem i atmosferą. W grze pojawią się oryginalne postaci z serialu, z aktorami użyczającymi im głosów w serialu. Gracze spoza Niemiec, nie znający serialu nie muszą się jednak martwić. Otrzymają wprowadzenie do świata przedstawionego i jego dziwacznych postaci. W grze wcielimy się w zupełnie nowego bohatera, zaś fani serii będą mogli w grze zobaczyć znajome twarze.
O grze Morriton Manor Stories: Nordic Whisper, przygodowym projekcie z elementami RPG miałam okazję wspominać już na blogu. Przypomnę jedyne, że jest to kryminalne gra detektywistyczna, rozgrywająca się na tajemniczej wyspie, przeklętej przez demoniczne siły. Wcielamy się w niej w Leah Glessner, prywatną detektyw zjawisk nadprzyrodzonych, która wykorzystuje swój wyjątkowy dar fotograficznej pamięci, by stawić czoła złu i rozwiązać sprawę.
Gra dostępna będzie w pełnej angielskiej i pełnej niemieckiej wersji językowej, z kilka lokalizacjami w innych językach. Nie zagramy w nią po polsku.
Gra nie ma jeszcze swojej daty premiery. Przewidziana jest ona na Steam, na PC, Mac oraz Linux.
Na Steam trwa nowa, zewnętrzna, rozgranizowana przez Revolution Software i Application Systems Heidelberg festiwal gier przygodowych z wyprzedażą, pokazami i możliwością sprawdzania wersji demo.
Niedawno zakończył się Steam Next Festiwal, w edycji lutowej, wydarzenie zorganizowane bezpośrednio przez platformę Steam, a tymczasem w tym samym miejscu rozpoczęło się wydarzenie zewnętrzne, kolejny festiwal, wyprzedaż, pokazy i prezentacje wersje demo. Tym razem organizatorem festiwalu Curious Odyssey jest Revolution Software i Application Systems Heidelberg, a wydarzenia dotyczy jedynie gier przygodowych.
Curious Odyssey to kolejny festiwal, jak wspomniałam zewnętrzny, którego tematem są iteligentne gry przygodowe oparte na fabule, z naciskiem na relaksującą rozgrywkę, także typu point-and-click. Podczas wydarzenia będzie można wziąć udział w transmisjach od deweloperów, zagrać w dema, kupić gry na wyprzedaży, a także oglądać materiały wideo związane z grami przygodowymi, czyli wywiady, rozmowy branżowe i wiele innych. Wszystkie zostały przygotowane specjalnie na to wydarzenie.
Podczas wyprzedaży Curious Odyssey można kupić wiele przygodówek w obniżonej cenie, nawet 90%. Gier takowych jest bardzo dużo. Na blogu przytoczę Wam jedynie część przygodówek, które myślę, że warto kupić na tym wydarzeniu, jeśli oczywiście jeszcze nie jesteście ich posiadaczami.
Lista przygodówek, które warto kupić na wyprzedaży. Tytuły pogrubione mają recenzję, poradnik w dziale "Moja twórczość". Jeśli macie ochotę dowiedzieć się o nich więcej, i dowiedzieć się czy warto je kupić, zachęcam do lektury.
Przygodowa gra typu point-and-click, w rysunkowym, czarno-białym stylu, stworzona przez Common Colors, Application Systems Heidelberg, wydana dzięki Application Systems Heidelberg.
PRIM, przygodówka w czarno-białym stylu, stworzona przez Common Colors, Application Systems Heidelberg, wydana dzięki Application Systems Heidelberg ma zadebiutować jeszcze w tym roku, zyskała nowy materiał wideo.
Przygodówka o tytule PRIM, zabierająca nas w opowieść, której bohaterką jest sama córka śmierci ma zadebiutował już za kilka miesięcy. Choć daty gry, której wrażenia z wersji demo pisałam dla serwisu lubiegrac.pl ma nowy zwiastun. Przybliża on wcześniej nie prezentowane sceny. Grę można sprawdzić w wersji demonstracyjnej na Steam.
W grze wcielamy się, jak już wspominałam w córkę Śmierci, która od dawna ma pewne sny i wizje. Widzi w nim ludzkie dziecko, chłopca, który prosi ją o pomoc. Prim postanawia udać się do ludzkiego świata, mimo tego, że ojciec surowo jej tego zabrania. Postanawia, wraz ze swoim małym towarzyszem, pająkiem, uciec ojca, opuszczając Krainę Umarłych.
PRIM to gra przygodowa typu "wskaż i kliknij", w rysunkowym, ręcznie malowanym stylu, w grafice czarno-białej, nastawiona na klasyczne rozwiązania przygodowe, w tym dialogi, zagadki przedmiotowe i humor.
Premiera gry przewidziana jest w trzecim kwartale 2024 roku. Dokładna data nie jest jeszcze podana. Premiera na Steam i GOG.
Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji przygodowego westernu point-and-cllik, autorstwa studia Grundislav Games, gry zatytułowanej Rosewater. Miłej lektury!
Prawie siedem lat po wydaniu detektywistycznej przygodówki "wskaż i kliknij" pod tytułem Lamplight City, Francisco González i jego studio Grundislav Games powrócił do retro przygodowego świata zagadek, tajemnicy i dobrej zabawy. Po raz kolejny z niemieckim wydawcą Application Systems Heidelberg, któremu serdecznie dziękuję za udostępnienie klucza do tej recenzji, oddał w ręce graczy nową przygodówkę. Tym razem jednak nie steampunkową detektywistyczną, a z westernową rozgrywką, którą nie da się poznać w pełni, z całym rozgałęzionym dobytkiem, za jednym do niej podejściem. Jakie jest Rosewater? O tym w mojej recenzji, do której przeczytania serdecznie zapraszam!
Witamy na Dzikim Zachodzie, w Rosewater, w świecie Vespucci
Rosewater jest kolejnym przygodowym projektem Grundislav Games. Poprzednie gra, zatytułowana Lamplight City, której recenzję oraz poradnik/solucję pisałam dla lubiegrac.pl, rozgrywała się w steampunkowym świecie miasta świateł. Nowy projekt o tej tematyce jak najbardziej wspomina, rozgrywając się w podobnej czasowej epoce, ale opowieść przenosząc na Dziki Zachód, skupiając się w dużej mierze na historii zaczerpniętej z klasycznych westernów.
Te jak wiemy wracają do łask, szczególnie w świecie filmów i seriali, takich jak 1883, 1923 czy nieco bardziej współczesnego Yellowestone. Klasyka westernowa, która kilkadziesiąt lat temu królowała w telewizji prawdę powiedziawszy mocno mi się przejadła, i w grach do tej pory nie widziałam dla niej, przynajmniej u siebie, miejsca. Odmieniło to jednak Rosewater, które jest po trosze westernem, jak i przygodówką drogi, a przede wszystkim opowieścią o ludziach i tajemnicy z którą się mierzą.
Historia koncentruje się wokół Harley Lager, niegdyś pięściarki znanej jako "Spitfire" Harley, która postanawia porzucić dawne życie, i zwyczajnie zacząć od nowa. I tak los wiedzie ją do niewielkiego miasteczka, tytułowego Rosewater w Vespucci, gdzie podejmuje się pracy jako dziennikarka. Pierwszym zadaniem w świecie właśnie mianowanej żurnalistki, której towarzyszy notatnik i wola twórczego tworzenia jest napisanie w miarę przychylnego artykułu o przebywającym właśnie w miasteczku znanym artyście/aktorze. Bohaterem tekstu ma być Jack "Gentelman" Ackerman.
Okazuje się, że wywiad i dziennikarski tekst to nie jedyne wyzwania jakie czeka na dziennikarkę. W czasie rozmowy Ackerman proponuje Harley udział w poszukiwaniach skarbów zaginionego naukowca Benneta Clarka, który wykorzystując moc elektryczności, doprowadził do nieoczekiwanych, a wręcz katastrofalnych zmian. Po tym jak zwiał przez inwestorami do Rosewater, ślad po nim jednak zaginął.
To co się z nim stało, ale i wiele pobocznych misji będziemy odkrywać w opisywanej przeze mnie grze, która stawia na bardzo, ale to bardzo rozbudowaną fabułę.
Klasyka przygodowa z mocno rozgałęzionymi ścieżkami fabularnymi
Nie sposób przejść Rosewater w pełni, z wszystkimi ścieżkami fabularnymi, za jednym do niej podejściem. Przygodówka oferuje bowiem tyle możliwości poprowadzenie rozmowy, tyle wyborów i decyzji żywo wpływających w rozgrywkę, że aby poznać jej wszystkie smaczki, i pełną fabułę grę należy przejść kilka razy. Tym sposobem jedno podejście, które zajmie graczowi kilkanaście godzin, może przerodzić się w zabawę na godzin kilkadziesiąt, co jest naprawdę dobrym wynikiem.
Recenzowana przeze mnie gra ma w sobie coś z klasycznej wizualnej powieści, bo niczym ów podgatunek przygodowy oferuje ścieżki fabularne, które napędzane wyborami, tymi mniej istotnymi, ale i tym ważniejszymi kieruje fabułę na różne rozgrywkowe tory.
Grę można prowadzić w bardzo różny sposób, i w zależności od naszych decyzji do wielu zadań podchodzić w przeróżny sposób. To sprawia, że każda nasza gra może znacząco różnić się od poprzedniczki, dając jeszcze więcej fabularnej frajdy.
To jak potoczy się rozgrywka wynika w głównej mierze z dialogów jakie w owej przygodówce prowadzimy, a zdecydowanie jest z o czym gadać, i jest również z kim. Możliwości dialogowych, które finalnie wpływają na to w którą stronę pójdzie ścieżka fabularna, i jak dane wyzwanie przyjdzie nam wykonać, jest w Rosewater sporo, a nasze decyzje podczas gadaniny wpływają w znaczący sposób na to jak dana postać ustosunkuje się do growej protagonistki.
To czy panna Lager, skądinąd siostra Billa Langera z wymienionego już przeze mnie Lamplighy City, będzie dla osoby, z którą rozmawia miła, czy raczej opryskliwa, czy chce jej pomóc, czy też ją zwyczajnie zlekceważy, wpłynie na do niej stosunek. To zaś zaowocuje zupełnie innym podejściem do wielu zadań, innym sposobem rozwiązywania zagadek przedmiotowych i różniącą się od siebie ścieżką fabularną.
Możliwości podejścia do rozgrywki jest tu wiele, a każda z nich sprawia, że zabawa toczy się nieco innym torem, staje się bardziej złożona, bądź zwyczajnie łatwiejsza, bo ten czy ów osobnik będzie chciał nam pomóc.
Żywe i rozwijające się w czasie gry postaci
Wybory i decyzje gracza zmienią także samą Harley, które może złagodnieć i stać się miłą osóbką właśnie wchodzącą w nowy etap w życiu, albo pokazać przysłowiowe różki, i poczuć w sobie dawną hardą wojowniczkę.
Rosewater obfituje w postaci, w tym te, które towarzyszą głównej protagonistce. Z czasem do paczki, która składa się z Harley Lager, showmana Jake'a Akermana i jego asystenta Danny'ego Luo, dołączają także indiańska uzdrowicielka Nadine Redbirg, Filomen „Phil” Marquez, oficer hiszpańskiej Armii Rewolucyjnej oraz właścicielka dyliżansu, niejaka Lola Johson.
Każda postać, choć nie każda od razu, staje się ważnym elementem pełnej przygód wyprawy, zmieniając się, nabierając nowych cech i umiejętności, a przede wszystkim stanowiąc grupową jedność w przygodzie, która potrafi mieć, jak to na Dzikim Zachodzie, różne oblicza.
Godna uwagi ścieżka dźwiękowa i dubbing
Smaczku i klimatu owym charakternym postaciom, wśród których każda ma potrzebne w podróży zdolności, dodaje dobra angielska wersja językowa. Aktorzy postarali się, by postaci, od tych czołowych, po te drugo i trzecioplanowe brzmiały tak, byśmy mieli wrażenie, że nie uczestniczymy w grze klimacie Dzikiego Zachodu, ale w westernowym filmie.
Atmosfery dzikości, i różnorodnego stylu, wynikającego również z licznych zadań pobocznych dodaje świetna ścieżkę dźwiękowa, i to nie tylko ta dotycząca otoczenia, a brzmi ona perfekcyjnie, ale także muzyczna. Klimacik dziewiętnastowiecznej Ameryki, przemierzania krainy Vespucci i samego Rosewater, w otoczeniu ścieżki muzycznej, która pasuje do czasów w jakich toczy się akcja gry, czyni przygodą autentyczną i pełnowymiarową.
W obsadzie głosowej opisywanej przeze mnie gry znalazły się bowiem takie osobistości aktorstwa głosowego jak Cissy Jones znana z Firewatch i Call of the Sea, którego recenzję oraz poradnik/solucję napisałam dla lubiegrac.pl, Dave Fennoy, którego kojarzyć możemy z The Walking Dead oraz Roger Clark znany z Red Dead Redemption 2 i wiele innych.
Niezbyt trudne zagadki, ale nudy nie uświadczysz
Rosewater to klasyczna przygodówka "wskaż i kliknij" obsługiwana za pomocą myszy, jednego jej kliknięcia. Mechanika rozgrywki została w tym wypadku mocno uproszczona. Mamy do czynienia z typowymi ikonami w przygodówkach, czyli "oka", które pozwala obejrzeć, "ust", dzięki którym porozmawiamy czy "ręki" która pozwoli nam działać.
Uproszczeniu uległ także ekwipunek, który podobnie jak menu oraz notatnik, istotny przedmiot dziennikarski, i klasyczny przygodowo, znajdziemy na górze ekranu. Inwentarz nie oferuje nazwy przedmioty, gdy najedziemy na niego myszką, ale dane przedmioty po ich obejrzeniu zostaną przez Harley opisane.
Mechanika gry jest prosta i dość przejrzysta, podobnie jak przedmiotowe, czy logiczne zagadki, które nie wymagają od gracza wielkich umiejętności, i długiego główkowania. Na rozwiązanie zagadki wpadniemy dość szybko, a przedmiot, który w danej chwili potrzebujemy, przynajmniej w większości przypadków, odnajdziemy w pobliżu.
Co się chwali, gra posiada nie tylko autozapis, który sygnalizowany jest dźwiękiem, ale również możliwość zapisywania gry ręcznie, z naszym własnym tego opisem. Pozwala to na powracanie do rozgrywki, jeśli będziemy uważać, że ten czy inny wybór nie był w grze najlepszym.
Ale prosta rozgrywki wcale nie świadczy o tym, że gra jest banalna, i wieje nudą. Nic z tych rzeczy, bo jej twórca Francisco González urozmaicił podstawową ścieżkę fabularną licznymi zadaniami pobocznymi, które również możemy, podobnie jak dialogi, wybierać.
Nuda nie grozi nam także dlatego, że projekt ów obfituje wiele zwrotów akcji i klasycznym momentów wpisujących się w styl westernowy. Są zatem strzelaniny, są pościgi, Indianie i wiele innych. Ale nie obawiajcie się, w grze nie ma zadań klasycznie zręcznościowych, czy tym bardziej momentów akcji. Może niektóre z nich wymagają nieco sprytu i można jest nazwać zadaniami około-zręcznościowymi, ale jestem przekonana, że każdy gracz, nawet ten omijający szerokim łukiem elementy tego rodzaju, spokojnie sobie z nimi poradzi.
Będziemy strzelać do butelek, co ułatwi nam kontakt z pewną postacią gry, polować na króliki, czy inne zwierzęta, bądź łowić ryby, by móc się pożywić, kopać starożytne skarby i wiele innych.
Retro grafika z pazurem
A wszystko w niezwykle urodziwej graficznie przygodówce, która oferuje retro piksele, ale z tak zwanym pazurem. Nie jest to bowiem taka pikseloza, która każe nam w lokacjach dopatrywać się przedmiotów i szukać rozmazanych na ekranie postaci.
Świat Vespucci w retro stylu jest pieczołowicie odtworzony, jest bardzo kolorowy i przede wszystkim miły dla oka. I choć Dziki Zachód jest naprawdę dziki i trąci przysłowiową myszką, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to ma w sobie także coś z klimatu steampunkowego.
Mechanika, elektryczność i rozwój cywilizacyjny wkracza do dziewiętnastowiecznej Ameryki, która staje się graficznie bogatsza, pełniejsza, ale wciąż urokliwa i ciesząca oczy. Mnogość barw i klimat minionych już czasów, w połączeniu z atmosferyczną muzyką i ścieżką dźwiękową daje poczucie pełności i dokładności, no i oczywiście kunsztu twórców, którzy do swojego dzieła włożyli nie tylko czas, ale i serce.
Czego mi w Rosewater brakowało?
I choć Rosewater to gra naprawdę dobra, to są pewne w niej aspekty, których zwyczajnie mi brakuje, a których chciałabym zobaczyć więcej. Miejcie jednak na uwadze, że jest to moje osobiste odczucie, które finalnie nie obniża końcowej jej oceny.
Nie podoba się brak brak nazwania przedmiotów w ekwipunku. Momentami stresowały się zadania, które do typowych zadań gier "wskaż i kliknij" zaliczyć nie można, czyli te na pograniczu zręcznościowych. Zwykle takich gier unikam.
Jednak najbardziej żałuję i ubolewam, że podobnie jak już cytowane Lamplight City, także i ta gra nie otrzymała polskiej wersji językowej. Tak naprawdę zagramy w nią jedynie w dwóch językach, z angielskim dubbingiem, bądź po angielsku z niemieckimi napisami.
Brak rodzimej wersji może być w tej grze sporym problemem, szczególnie dla osób, które wcale nie znają języka angielskiego. Jest to przygodówka z mnóstwem dialogów, notatek, listów i dziennikiem, który Harvey prowadzi regularnie, nie omieszkując dodać swoje, często dość ironiczne, bądź cyniczne uwagi i spostrzeżenia.
W Rosewater zagrać zdecydowanie warto, czyli podsumowanie recenzji
Podsumowując Rosewater to kolejna gra, która udowadnia, że retro, za którym osobiście nie przepadam, nie znaczy źle. Że klasyka przygodowa może mieć westernowy styl i czuć się w nim na tyle dobrze, by móc się nim bawić. Dziki Zachód w wykonaniu Grundislav Games, jest nie tylko dziki i tajemniczy, ale również pełen akcji i nowoczesności, która właśnie puka do drzwi.
Przyjemna dla oka grafika, która oddaje klimat zarówno westernowy, jak i steampunkowy, z charakterystycznymi, malowanymi animacjami, które bawią się mimiką twarzy i nadają grze płynności, a często i humoru. Uproszczona mechanika i w miarę lekkie zagadki, płynność rozgrywki, toczonej wedle własnych zasad, opartych na decyzjach i wyborach, ubarwiona została zadaniami pobocznymi.
Mnogość dialogów i budowanie postaci poprzez wybór opcji dialogowych, dających zielone światło dla różnych ścieżek fabularnych i przechodzenia gry na różne sposoby, kilka razy, sprawia, że nie sposób się na niej nudzić. Przy okazji zabawa z Rosewater mocno się nam wydłuża.
Przyjemność z gry podkręca dobra angielska wersja językowa, świetna, niezwykle wiarygodna ścieżka dźwiękowa, szczególnie ta dotycząca otoczenia, jak i ta typowo muzyczna. Brakuje jak zwykle polskiej wersji językowej, której recenzowana przede mnie gra się nie doczekała, i już się raczej nie doczeka.
Nie mniej jednak Rosewater to bardzo dobra przygodówka, którą warto polecić nie tylko miłośnikom przygodowej klasyki, westernowego stylu, czy tytułów stworzonych przez Francisco Gonzáleza, ale również miłośnikom gier, która mają nam coś do powiedzenia oprócz zagadek i przygodowej zadaniowości. Mają swój styl i swój klimat.
Moja ocena 8/10.
Serdecznie dziękuję Grundislav Games i Application Systems Heidelberg za udostępnienie klucza do gry do recenzji!
PRIM, przygodowa gra "wskaż i kliknij", w bardzo charakterystycznym, czarno-białym stylu. Słodka opowieść o życiu, odpowiedzialności i wielkiej przyjaźni. Zapraszam do jej recenzji!
O przygodówce PRIM usłyszałam po raz pierwszy kilka lat temu, i już wtedy wiedziałam, że jest to gra, w którą zagrać muszę, z kilku względów o których napiszę poniżej, w tej właśnie recenzji. Jakiś czas temu pojawiła się możliwość zagranie w jej demo, a finalnie także w pełną wersję, za co serdecznie dziękuję twórcom gry i wydawcy, Common Colors i Application Systems Heidelberg.
Jak cienka linia dzieli życie od śmierci, wiemy wszyscy. O życiu poza życiem, o jego końcu nie mówni się za wiele, bo wciąż jest to dla nas ludzi temat trudny, temat tabu. Coraz więcej jednak twórców sięga po trudne tematyki, poruszając je w swoich grach w bardzo różny sposób. Niektórzy robią to mrocznie, inni stawiają na emocje, a jeszcze inni, jak choćby wspomniane wyżej studia, postanawiają zabawić się wszystkimi tymi elementami, tworząc opowieść zarówno nieco mroczną, zważywszy na styl graficzny i kolorystykę, jak i pełną humoru, aspektów psychologicznych i mitologii. Taka po krótce jest przygodówka PRIM. Ale jaka jeszcze?
Fabularna opowieść o życiu i śmierci, pełna mrugnięć okiem
Bohaterką PRIMjest tytułowa nastolatka, która w wieku lat szesnastu traci swoją matką, która umiera nagłą śmiercią. Prim z dnia na dzień musi zostawić swojego przyjaciela, Tristana i życia jakie zna i przenieść się w zupełnie inne miejsce. A nie jest to lokum typowe. Urocza protagonistka okazuje się być córką Ponurego Żniwiarza, znanego jako Thanatos, a miejscem, w którym przyjdzie jej teraz żyć, ma stać się Kraina Umarłych.
Wraz z wkroczeniem w portal, trochę od niej niezależnie, zmienia się nie tylko życie Prim, ale i ona sama, począwszy od koloru włosów, po osobowość, a dokładnie pewne jej cechy. Kończąc szesnaście lat, i wkraczając do świata umarłych, staje się kimś w rodzaju półbogini, obdarzonej mocami, które nie należą do ludzkich.
Zbuntowana i chcąca wrócić do dawnego życia, nie godząca się na surowe zasady ojca, którego tak naprawdę nastolatka nie zdołała do tej pory poznać, postanawia uciec. Jej sprzymierzeńcem okazuje się być nietypowy przyjaciel, oko-pająk, którego udaje się jej oswoić, i wkrótce staje się dla niej kolejną, zupełnie nową zdolnością.
I tak, przy pomocy małego przyjaciela, używając także swojego sprytu, Prim ucieka do świata żywych, spotyka Tristana, ale jej inność doprowadza do sytuacji, w której ponownie go traci. Teraz musi zrobić wszystko, by w Krainie Umarłych znaleźć sposób na uratowanie przyjaciela.
Fabuła recenzowanej przeze mnie przygodówki PRIM wydaje się pokręcona i nierealna. I taka jest, ale jedynie z pozoru. Bo choć w grze trafiamy do świata poza światem, czyli do Krainy Umarłych, i choć ten jest mrugnięciem okiem w stronę mitologii i znanych nam z niej postaci, to tak naprawdę opowieść odnieść można do świata ludzi, i życia, sporej części zwykłych obywateli.
Mamy bowiem nastolatkę w wielu młodzieńczego buntu, wychowywaną przez matkę, nie znającą ojca, nawet nigdy o nim nie słyszącą. Mamy tragiczne wydarzenie, które zmienia życie, nie tylko jej, ale i jej ojca, który nie zna swojego dziecka, nie wie co to ojcostwo, a teraz, za wszelką cenę pragnie sprawować nad nią kontrolę. A to się dorastającej pannie nie podoba.
PRIM to tak naprawdę urocza, ale i trochę przerażająca, nieco makabryczna opowieść o życiu i umieraniu, które jest jego częścią. Ale to także historia o odpuszczaniu kontroli i odnajdywania własnego miejsce w świecie, który jest zarazem magiczny, mroczny i nieznany. Ale może być również bliski, dzięki nowo poznanym przyjaciołom, dzięki miłości i przyjaźni.
Klasyka "wskaż i kliknij" z ciekawymi dodatkami
A świat ten stworzony jest w klasycznym stylu jaki kochają miłośnicy przygodówek. PRIM to typowy point-and-click, sterowany za pomocą myszy, jednym jego kliknięciu, wyposażony w bardzo ciekawe, urozmaicające zabawę dodatki.
Prim sterujemy za pomocą myszy, wykonując klasyczne jak na ten gatunek czynności. Oglądamy miejsca i przedmioty, podnosimy je, umieszczamy w dość klasycznym ekwipunku, wyglądającym jak zwój pergaminu, łączymy je, wykorzystujemy, eksplorujemy, czy rozmawiamy. A zdecydowanie mamy z kim.
Ale gra posiada także bardzo ciekawe dodatki i równie pomysłowe ulepszenia. Prim to bowiem nie jedyna postać, nad którą kontrolę przejmujemy. Wspomniałam, że w grze pokierujemy także Tristanem, jej przyjacielem, ale tylko przez chwilę. Sporą część gry spędzimy kierując wyjątkowym pomocnikiem, przyjacielem i zarazem częścią ciała Prim. Oko-pająk, czy pająk-oko, jak wolimy to istota, która pozwoli nam wejść w miejsca, które dla naszej nastolatki są niemożliwe do odwiedzenia. Przejdzie przez przejście dla kota, wespnie się na drzewo, a także stoczy pojedynek z kotem, w otoczeniu gnomów.
Ale nasz towarzysz posiada jeszcze jedną funkcję. Jest okiem Prim, które pozwoli widzieć to co jest przed nami ukryte, to co dotyczy innych postaci tejże gry, widzieć ich marzenia, hobby, działania. Umiejętność ta to zarówno wzbogacenie wielowątkowej zabawy, ale także zadaniowa część rozgrywki.
PRIM będzie nas bawić, będzie także stawiać wyzwania umysłowe
A ta bogata jest w klasyczne rozwiązania point-and-clicków, czyli zagadki przygodowe, których w grze znajdziemy najwięcej. Ponieważ przedmiotów do odszukania w PRIM jest naprawdę sporo, a lista rzeczy w ekwipunku stale rośnie, twórcy wbudowali w rozgrywkę możliwość podświetlania miejsc interaktywnych. Ale jak się okazuje, taka funkcja nie jest nam dostarczona od razu, bez naszego udziału, automatycznie. Musimy sam ją sobie zdobyć, wyciągając świecące punkciki ze słoika.
W ten sposób hotspoty stanowią nie tylko pomoc, ale także część zadania w grze, a co ciekawe, aktywują także inną, niezwykle pomysłową pomoc. Otóż w razie zatknięcia się w zadaniu, którego kolejne etapy systematycznie zapisywane są w notatniku Prim, możemy posłużyć się zakładką w naszym dzienniku, w którym znajduje się Hotspot Queen, czyli Królowa Hotspotów, śmiejąca się, zabawna postać, która po kolei, jeśli tylko klikniemy na zakładkę z podpowiedzią, odsłoni nam nowe etapy pomocy, aż do właściwej odpowiedzi.
Zadania przedmiotowe to oczywiście nie wszystko. Ważnym elementem są dialogi, które przeprowadzimy z licznymi postaciami gry, dla których inspiracją stała się mitologia grecka, ale nie tylko. Poznamy samą Śmierć, czyli Ponurego Żniwiarza, znanego jako Thanatos, jego siostrę Keres, żoną Hadesa znaną jako Persefona, przewoźnika dusz Charona, a także trzy siostry Mojry, w tym wypadku jedną osobą w trzech postaciach - Lachesis Atropos i Clotho, wisielca Hank'a, czy Meddie, która skojarzy się wam z mitologiczną Meduzą, zamieniającą ludzi w kamienie.
Pogawędki, które często przeprowadzimy z postaciami drugo, czy trzecioplanowymi, pchające fabułę do przodu to nie wszystko. Choć nie mamy w grze zagadek logicznych to znajdziemy w niej dwie ważne minigry.
W jednej przejmiemy kontrolę nad okiem-pająkiem i spróbujemy zdobyć duszę, zabrać ją kotu, tocząc rozgrywkę będącą uproszczoną grą na szachownicy, czymś w rodzaju gry w warcaby, zwaną Game of Gnomes, ulubioną grą jednej z postaci opisywanej przygodówki, sympatycznego, romantycznego Echo, zakochanego w jednej z Mojr.
Jest w Krainie Umarłych także gra, w którą grają prawie wszyscy, karcianka - casketball cards, gra w trumny, która stanie się dla nas kolejnym wyzwaniem, kolejną minią grą. Aby w ogóle móc w nią zagrać musimy najpierw odszukać karty porozrzucane po wielu, dość mocno wypełnionych lokacjach. Nie jest to wcale takie łatwe, tym bardziej, że karty nie podświetlają się jak klasyczne hotspoty.
Przyznam się, że karcianki nie są moim ulubionym gatunkiem growym, więc do tego zadania podchodziłam dość sceptycznie, tym bardziej, że jest ono nieliniowe, z różnymi kartami, i indywidualnym sposobem przejścia. Na szczęście zadanie można pominąć. Wystarczy, że z każdą z postaci, z którą zagrać musimy, rozegramy po jednej przegranej turze.
Czarno-biały świat nie musi być bezbarwny
Urokliwa ścieżka dźwiękowa, dobre aktorstwo, fajne, i wcale nie łatwa zagadki i wciągająca fabuła to składowe gry, którą spaja ręcznie rysowana, przepiękna grafika. Rysowanych, kreskówkowych przygodówek nigdy nie będzie mi za dużo, ale PRIM wygląda inaczej niż większość znanych mi tytułów z tegoż gatunku.
Choć jest to przygoda w pełni czarno-biała, ani przez moment nie przełamana kolorami, nawet jednym, wcale nie jest projektem bezbarwnym, i nijakim. Ta gra żyje swoim mrokiem, łagodzonym przez humor, sprawnie, trochę karykaturalnie, komicznie narysowane postaci.
Nie znajdziemy w niej pustki i nudy. I choć lokacje bohaterami i postaciami nie są wypełnione, to ilość szczegółów i szczególików jest iście imponująca, co sprawia, że wspomniane już karty wcale nie jest ta łatwo odnaleźć.
Klimatu dodają rozgrywce i potęgują wrażenia graficzne, równie czarno-białe, nieco ponure, ale niezwykle klimatyczne animacje, które nie tylko rozbudowują fabułę, ale i nawiązują do życia po życiu, do tego co czeka nas po śmierci. Powagę sytuacji i pewien rodzaj zimnej smutnej nostalgii ociepla humor, i cięte riposty inteligentnej Prim.
Chciałoby się zagrać w PRIM po polsku, oj chciało!
PRIM to gra dostępna w pełnej angielskiej i w pełnej niemieckiej wersji językowej. Wprawdzie nie sprawdzałam jeszcze niemieckiej wersji, ale angielska brzmi naprawdę świetnie. Dosłownie każda postać jest głosowo wiarygodna, zabawna, prawdziwa i wyraża tembrem głosu szereg emocji, które im towarzyszą.
Niestety jest to kolejna gra, choć dostępna w wielu językach w formie napisów, bez polskiej lokalizacji. Nie zagramy nią niestety w ojczystym języku, na czym ta gra według mnie traci wielu potencjalnych graczy.
Dialogi i świetna praca aktorska to nie wszystko co dźwiękowo nam w owej przygodówce towarzyszy. Otaczają nas dźwięki otoczenia, które również są bardzo wiarygodne, ale także klimatyczna ścieżka dźwiękowa w wykonaniu orkiestry, nagrana na żywo przez Film Orchestra Babelsberg.
PRIM - podsumowanie recenzji
PRIM to przygoda traktująca o poważnych rzeczach w sposób łagodny, przemyślany i taktowny, ale przede wszystkim zabawny. W niezbyt długiej grze, spakowanej fabularnie w urokliwej, acz bardzo specyficznej graficznie otoczce, rozgrywającej się w świecie umarłych, znajdziemy jakże wiele z naszego codziennego życia, znanych problemów, relacji dziecko-rodzic.
Zbuntowana nastolatka zmagająca się z nagłą śmiercią matki. Ojciec, który nie umie, bądź nie chce by jego dziecko żyło na własnych regułach. Szesnastolatka, która nie zamierza poddać się surowym regułom "tatusia". Odpuszczenie i poluzowanie zasad. Pogodzenie się z nową jakością życia, z nowym miejscem życia. To i wiele więcej!
Poważne tematyka w zdawałoby się mało poważnej przygodówce, kreskówkowej, wielu powiedziałoby karykaturalnej, a z pewnością bardzo charakterystycznej, bo czarno-białej, nadaje opowieści z przesłaniem i pewnym morałem, zupełnie innego wyrazu. Pozbawione kolorów życie po starcia matki, przyjaciela i dawnego życia, okazuje się nie być takie przytłaczające, gdy tylko zechce się zrozumieć, gdy tylko postara się odpuścić, wpuścić do życia nowe, nowe zaakceptować.
To wszystko postarali się nam przekazać twórcy PRIM, oprócz moralizowania niosąc również przygodowe dobro, czyli grywalność swojego projektu. Na plus oczywiście klasyczny typ rozgrywki, pozbawiony udziwnień zręcznościowych, zagadki i mini-gry, które wymagają od graczy sporego zaangażowania, a także możliwość grania więcej niż jedną postacią, między innymi nietypowym, acz bardzo słodkim okiem-pająkiem.
Jednocześnie deweloperzy nie pozostawili graczy samym sobie, wbudowując w rozgrywkę bardzo ciekawie zaprojektowany przygodowy ratunek, którym służy, w kilku etapach "hintów", rozbawiona Hotspot Queen, która nie tylko przynosi pomoc, ale wnosi do samej zabawy wiele radości o uśmiechu, zarażając swoich optymizmem, ale i nieco zastanawiając królewską pyszałkowatością.
Piękna, ręcznie rysowana grafika, w stonowanej, jednolitej czarno-białej grafice, jest jednocześnie pełna życia i niezwykle szczegółowa, co i równie zabawna oraz groteskowo mroczna.
Całość spaja świetna angielska wersja głosowa (wciąż nie sprawdziłam niemieckiej, choć bardzo mnie kusi, i pewnie to zrobię) i równie rewelacyjna oprawa dźwiękowa, która wrażenia czerpane z rozgrywki potęguje ścieżką dźwiękową nagraną na żywo przez Film Orchestra Babelsberg.
Niestety po raz kolejny smuci jedno...., brak polskiej wersji językowej w formie napisów. Przygodówka, która dostępna jest w tak wielu lokalizacjach językowych, czyli po angielsku, niemiecku, włosku, hiszpańsku, francusku i portugalsku, nie posiada naszej ojczystej lokalizacji językowej. Przez to, jak sądzę, i mam pewne potwierdzenia z własnego kręgu znajomych, tytuł traci część polskich graczy, którzy odpuszczają sobie granie, czekając na jej znaczną przecenę.
Szkoda, że tak jest bo PRIM to godna uwagi, przemyślana i wciągająca przygodówka, którą warto sprawdzić, w którą warto zagrać. Jeśli miałabym się jednak do czegoś przyczepić, to jak dla mnie jest nieco krótka, trochę tak, jakby miała mieć ciąg dalszy, a jedna mini-gra nie jest w moim guście. Nie mniej jednak czas spędzony z nastolatką Prim, jej przyjacielem Tristanem, okiem-pająkiem i innymi postaciami uważam za udany i bardzo owocny. Do Krainy Umarłych powrócę, między innymi szukając pozostałych osiągnięć. Wam natomiast polecam sprawdzenia przygodówki PRIM osobiście, bo jest to tytuł tego warty.
Moja ocena 8,5/10.
Serdecznie dziękuję Common Colors i Application Systems Heidelberg za udostępnienie gry do recenzji!
Zalety:
Przemyślania fabuła z przesłaniem;
Przepiękna, choć czarno-biała grafika;
Humor i nawiązania (dość liczne);
Ciekawe postaci, w tym oko-pająk;
Możliwość grania trzema bohaterami;
Zagadki (poza jedną mini grą);
Ciekawy sposób podpowiedzi;
Klasyka przygodowa;
Ścieżka dźwiękowa;
Angielski dubbing
Wady
Jednak zbyt krótka;
Brak polskiej wersji językowej;
Mini gra karciana, ale to dlatego, że nie przepadam za karciankami
Za niecałe dwa tygodnie swoją premierę komputerach będzie mieć przygodówka na którą zapewne czeka wiele zwolenników tegoż gatunku. Przygodowy point-and-click w rysunkowej czarno-białej formie, o tytule PRIM nadchodzi. Kilkadziesiąt minut temu poznaliśmy jej premiery zwiastun.
Jesteśmy coraz bliżej premiery, przyznam się, wyczekiwanego przeze mnie przygodowego tytułu, stworzonego przez Common Colors, Application Systems Heidelberg, który jest także wydawcą owej gry. PRIM debiutuje w tym miesiącu, ale zanim się to stanie twórcy dzielą się świeżutkim, zapowiadającym debiut zwiastunem.
PRIM to gra, o której na blogu wspominałam już wiele razy, więc przypomnę, że wcielamy się w niej w tytułową Prim, nastolatkę, która po śmierci matki dowiaduje się, że jej ojcem jest Śmierć. Szesnastolatka, czy się jej to podoba, czy nie, musi zatem zamieszkać w Krainie Umarłych. Ale pewnego dnia, wiedziona powtarzającymi się snami, postanawia uciec. Problem w tym, że w świecie żywych, w szesnaste urodziny jej moce zaczynają od dawać o sobie znać.
Przygodówka ma do zaoferowania nam zarówno emocjonalną, jak i zabawną opowieść, która porusza temat rodziny, przyjaźni i śmierci. Została stworzona w rysunkowym stylu, zawiera łamigłówki i mini-gry i wiele grywalnych postaci. Będziemy mogli w nią zagrać z pełnym angielskim i niemieckim dubbingiem. Niestety nie z polskimi napisami.
Premiera na Steam i GOG nastąpi 24 października 2024 roku.
A Pretty Broken Adventure, pierwsze demo gry A Pretty Broken Adventure, która jak podkreślają twórcy jest we wczesnej fazie rozwoju, jest już dostępne na Steam.
Na platformie Steam sprawdzać można już wersję demonstracyjną przygodowej gry "wskaż i kliknij", stworzonej przez Christopha Schultza, przygodówki będącej historię przyjaciół, zatytułowanej A Pretty Broken Adventure, rozgrywającej się w latach 90-tych.
Można już sprawdzać wersję demo przygodówki A Pretty Broken Adventure, gry w klasycznym stylu "wskaż i kliknij", w której przyjdzie nam kierować trzema sympatycznymi bohaterami, którzy przy pomocy tajemniczego kartridża w sylwestra roku 1997 przenosi się do innego, dziwacznego świata fantasy. Lani, Collin oraz Tiho witają Nowy Rok w swoim stylu, ale tym razem kartridż, który używają otwiera dziwny portal.
Tym sposobem gra, w którą zawsze grali w Sylwestra staje się ich rzeczywistością, z pokręconymi lokacjami i dziwacznymi postaciami. Część jest im znana, część wydaje się nieznajoma. Rozdzieleni wędrują po dziwnych miejscach, rozwiązuje zagadki, przeżywają przygody, a przede wszystkim starają się znaleźć drogę do siebie i wydostać ze świata do którego trafili.
A Pretty Broken Adventure to gra stworzona przez niezależnego twórcę, ręcznie rysowana z animacjami poklatkowymi, rozgrywką point-and-click i wciągającą fabułą.
Przygodówka nie ma jeszcze swojej daty premiery. Zadebiutuje na PC oraz Mac na Steam.
Koszmar powraca w kolejnym przygodowym horrorze od polskiego twórcy, kolejnej nieszablonowej przygodówce point-and-click, horrorze z cyklu Bad Dream, której tytuł tym razem brzmi Bad Dream: Afterlife.
Po latach koszmar naszego bohatera powraca, a my powracamy do świata wykreowanego przez rodzimego twórcę, znanego jako Desert Fox. Wraca on z kolejną przygodówką point-and-click z serii Bad Dream, grą w podobnym stylu jak poprzednie tytuły, jak choćby Bad Dream: Fever, która jest grą darmową i Bad Dream: Coma, którego recenzje znajdziecie na blogu w dziale "Moja twórczość". Kolejna gra tegoż dewelopera, pod tytułem Bad Dream: Afterlife, nie ma jeszcze daty premiery, ale ma swoje miejsce na Steam, gdzie można dodawać ją do swojej listy życzeń.
Bad Dream: Afterlife to kolejny przedstawiciel mrocznych, surrealistycznych horrorów "wskaż i kliknij", w którym ponownie wracamy do koszmaru, w którym okazuje się, że ludzie boją się i brzydzą bohatera, w którego się wcielamy. Miasto również się zmieniło, gdyż pozostali w nim jedynie starcy i chorzy, którzy nie zdążyli uciec.
Twój świat stał się bardzo dziwny. Choć po mieście kroczą dziwne potwory, to ciebie ludzie unikają, omijają. Dostajesz również wiadomość, z której dowiadujesz się, że nie jesteś tu mile widziany, ale kompletnie nie wiesz dlaczego.
Bad Dream: Afterlife to gra stworzona w stylu znanym już z growych dzieł tegoż twórcy, ręcznie rysowanym, szkicowym stylem, surrealistycznym, z kreatywnym i mimo mroku i klimatu grozy, zabawnymi zagadkami. Są one równie surrealistyczne jak grafika, ale jednocześnie wyróżniają się spójnością i logiką.
Gra nie ma jeszcze swojej daty premiery. Debiut gry przewidziany jest na Steam, na PC.
Próbkę muzycznej ścieżki dźwiękowej serwuje nam twórca nadchodzącej na ten rok klasycznej, wykonanej w czarno-białym stylu graficznym przygodówki point-and-click, o tytule PRIM. Przy okazji możemy zobaczyć jak prezentuje się jedna z lokacji tejże gry.
PRIM swoją premierę ma mieć w tym roku, jak donosi Application Systems Heidelberg, współtwórca i wydawca gry, w trzecim kwartale tego roku. Zanim jednak przygodowy projekt, która tworzy, wraz ze wspomnianym deweloperem studio Common Colors zadebiutuje, co jakiś czas zyskuje nowe informacje na swój temat. Wspominałam już o nowym materiale wideo, a dziś spieszę z krótkim wideo klipem, w którym twórca pokazuje fragment ścieżki muzycznej.
🎶SOUND ON!🎶 PRIM is an #adventuregame about Death's daughter, with an emotional story about loss & family, a cute little spider eye, oh, and background music that changes seamlessly while you're exploring the Realm of the Dead!
PRIMto jedna z wyczekiwanych przeze mnie gier, z której wrażeniami z demo, wciąż dostępnym na Steam dzieliłam się w serwisie lubiegrac.pl. Opowieść, w której gramy córką Śmierci, tytułową Prim, która ucieka z Krainy Umarłych, by ratować ludzkie dziecko, z jej snów, to klasyczna przygodówka.
W grze eksplorujemy, zbieramy i używamy przedmioty, rozwiązujemy zagadki. Naszym towarzyszem jest natomiast, nie kto inny, a pająk 😏
Premiera gry na Steam i GOG ma nastąpić w trzecim kwartale 2024 roku.
Backwoods Entertainment, twórcy ciekawej, pandemicznej przygodówki Unforessen Incidents, pracujący także nad We Stay Behind, tworzą kolejną przygodówką, która tym razem opowie graczom historię ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Gra nosi tytuł Morriton Manor Stories: Nordic Whispers, i póki co nie ma daty premiery.
Tak jak już wspomniałam niezależni twórcy, którzy mają na swoim koncie udaną przygodówkę o tajemniczej zarazie, którejrecenzję, a także szczegółowy poradnik/solucję mojego autorstwa napisałam dla serwisu lubiegrac.pl, a z które let's play zobaczyć możecie także na kanale Przygodomaniak, tworzą kolejne projekty. Przygodowy symulator chodzenia tworzony wraz z Application Systems Heidelberg o tytule We Stay Behind, a także opisywaną w tym artykule Morriton Manor Stories: Nordic Whispers, przygodę ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, z elementami RPG.
Morriton Manor Stories: Nordic Whispers, przygodowa gra detektywistyczna, z tajemnicą i śledztwem to historia rozgrywająca się na wyspie Fortvil, o której nie mówi się najlepiej, a wręcz wspomina o duchach, demonicznych klątwach i przerażających stworzeniach wychodzących z podziemi. Gdy dwoje detektywów z Morriton Manor znika na wyspie, sprawę przejmuje Leah Glessner, prywatna detektyw ds. zjawisk nadprzyrodzonych.
Okazuje się, że wyspa uwięziona jest mroczną klątwą, pod której wpływem znajduje się w niekończącej się pętli czasowej. Leah, kobieta posiadającą niezwykłą, fotograficzną pamięć staje do misji, której celem jest rozwiązanie sprawy, w której czeka ją wiele tajemnic, dziwnych postaci i niewytłumaczalnych, nadprzyrodzonych zjawisk.
Morriton Manor Stories: Nordic Whispers jest kolejną grą studia wykonaną w rysunkowym stylu graficznym, bardzo podobnym do wspomnianego już Unforessen Incidents. Zadaniem gracza jest eksploracja wyspy, zbieranie wskazówek, ale przede wszystkim przywoływanie pamięci fotograficznej, co pozwoli przywołać ważne informacje i kluczowe momenty. Zwiększa to statystyki bohaterki, pozwala również odkrywać najmroczniejsze sekrety wyspy.
Oprócz umiejętności naszej bohaterki, gracz będzie miał okazję także zaryzykować, postawić na los poprzez rzut kostką. Ważnym elementem rozgrywki są decyzje.
Podobnie jak inne gry od tegoż studia, także jak Unforessen Incidents, tak i Morriton Manor Stories: Nordic Whispers dostępna w pełnej angielskiej wersji językowej. Nie zagramy w nią po polsku.
Gra nie ma jeszcze swojej daty premiery. Zadebiutuje na Steam, w wersji na PC.