The Dark Rites of Arkham - recenzja. Lovecratf wciąż na topie

 

Serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji najnowszej produkcji od Postmodern Adventures, niezależnej i klimatycznej, klasycznej i śledczej opowieści w klimacie Lovecrafta, ale nie tylko. Oto co myślę o grze The Dark Rites of Arkham!

Lovecraft i jego mitologia Cthulhu ma się, sądząc po wielu wydanych i zapowiadanych przygodówkach, o których poczytacie na moim blogu, bardzo dobrze, i nic nie wskazuje, by owa tematyka znudziła się twórcom. Po grozę w wydaniu tego pisarza sięgnął również twórca ze studia Postmodern Adventures, odpowiedzialnego za nagradzane przygodówki z elementami thrillera, a nawet horroru, takie jak An English Haunting, Nightmare Frames czy Billy Masters Was Right. Lovecraft w grze The Dark Rites of Arkham, którą miałam przyjemność sprawdzić dzięki uprzejmości twórcy, za co bardzo dziękuję, jest w grze mocno odczuwalny, ale autor zechciał sięgnąć w swoim kolejnym projekcie po coś więcej. W ten sposób powstała wybuchowa fabularnie, klimatyczna i wciągająca opowieść mieszającą mitologię Cthulhu, kryminał z rytualnym mordem oraz magię czarownic z Salem. 

Ine przykładowe recenzje na moim blogu:

Fabuła - spodziewaj się, że będzie klimatycznie

The Dark Rites of Arkham to historia rozgrywająca się w miasteczku Arkham, gdzie mieszka i pracuje detektyw śledczy Jack Foster. Mężczyzna, którego dręczą dramatyczne wydarzenia z przeszłości, związane z jego dawnym policyjnym partnerem, wraca do służby, by zająć się kolejną, z pozoru prostą sprawą. Przydzielone zostaje mu śledztwo, które na pierwszy rzut oka dotyczy politycznego szantażu. Szybko jednak okazuje się, że jest to mocno tajemnicza, i mocno makabryczna historia.

Po dotarciu na miejsce okazuje się, że w pomieszczeniu, które zamknięte zostało od środka, do którego wejść nie można było także przez okno, leży zmasakrowane ciało z rozbitą głową i dziwnymi symbolami namalowanymi na jego plecach. Nieopodal detektyw znajduje również naznaczoną tajemniczymi znakami, odciętą dłoń.

Wydaje się, że morderstwo ma podłoże rytualne, w które wmieszany może być mroczny kult. Do śledztwa włączony zostaje zatem Harvey Whitman, ekspert od sekt, który ma nie tylko pomagać Jack'owi w pracy, ale nieść specjalistyczną pomoc i stanowić moralny kręgosłup tego policyjnego zespołu.

Wkrótce sprawa zaczyna nabierać nieoczekiwanych dla detektywów kształtów i prowadzić tę dwójkę nie tylko w kierunku rytualnych mordów, ale i magii. Wszystko wskazuje bowiem na to, że mord na człowieku odnalezionym w zamkniętym mieszkaniu, w jakiś sposób powiązany jest z czarownicami, którym udało się uciec z procesu w Salem, który odbywał się w roku 1693. Spisek, morderstwo, które ma być ofiarowaniem i wiedźmy z Salem mogą być początkiem końca świata jaki zna ludzkość. Temu kresowo nasi bohaterowie muszą jakoś zapobiec. 

Bezsprzecznie fabuła jest tym co stanowi o wartości tego tytułu, czymś co twórca The Dark Rites of Arkham, i kilku wcześniejszych gier, umie przekazać w taki sposób, by móc opowiadaniem pokręconej, dziwacznej, tajemniczej, a nawet magicznej historii, zaciekawić gracza. To wątek fabularny jest nośnikiem emocji i czymś co pcha ten mocno niezależny projekt ku doskonałości. Mocne wzorowanie się na twórczości Lovecrafta, na jego mitologii, mroku, dziwnych bożkach i równie dziwacznych postaciach, jest zarówno podstawą, jak i tłem opowieści. Twórczość pisarza jest w tej przygodówce na topie, ale autor sięgnął także po zupełnie inne klimaty, po opowieść o wiedźmach, o czarach, o Salem, ale i o własnych demonach, które trawią niejednego policyjnego detekrywa, ale chyba po trochę każdego z nas. Jednocześnie nadał swoim postaciom charakteru i ludzkiej różności. 

Historia jest zwyczajnie ciekawa, wciągająca i tajemnicza, a stopniowo budowana, splatająca opowieść w jedną mroczną całość fabuła, sprawia, że zapominamy o pewnych brakach i growych niedociągnięciach, związanych zapewne z niezależnością tego projektu. Ale o tym za chwilę....

Interfejs i sterowanie - klasyka w uproszczonym stylu

The Dark Rites of Arkham to przygodówka w klasycznym stylu, w rozgrywce "wskaż i kliknij", z mocno uproszczonym sterowaniem. Tak właściwie tytuł ten obsługujemy jedynie jednym kliknięciem myszy. Nie ma tu wymyślnego sterowania, klikania na klawisze, czy zabawy przyciskami myszy. Wszystko odbywa się za pomocą lewego przycisku komputerowego gryzonia. 

To właśnie nim oglądamy przedmioty, miejsca i postaci, czytając o nich stosowny komentarz. To nim podnosimy zebrany przedmiot, który trafia do znajdującego się na górze ekranu ekwipunku, w którym zwykle nie nosimy zbyt wiele, bo rzeczy zebrane najczęściej od razu na tym czy owym miejscu używamy. Niektóre z nich można w inwentarzu ze sobą łączyć. Najechawszy na zebrany inwentarzowy klamot, Jack podzieli się z nami jego opisem. 

Opisywana przeze mnie gra to spora ilość lokacji, które podczas gry odwiedzamy. Do szybkiego przemieszczania się, co liczy się owemu projektowi na plus, służy mapa, do której sukcesywnie dodawana zostają nowe miejscówki. Informacje o nowościach są w grze graczowi wyświetlane. 

The Dark Rites of Arkham to typowa przygodówka point-and-click, w starym stylu, z możliwością zapisywania rozgrywki w dowolnym miejscu, i to ręcznie, z wpisaniem nazwy zapisu, co mnie bardzo, ale to bardzo cieszy. Niczego tak nie lubię w klasycznych przygodówkach, jak brak ręcznego zapisywania rozgrywki. 

Choć do gry wprowadzono dwie postaci, dwóch detektywów, to tak naprawdę rozgrywka koncentruje się jedynie na jednej postaci. Protagonistą jest Jack Foster, nad którym przejmujemy kontrolę, nim wykonujemy wszelakie istotne dla posunięcia fabuły działania. Ale Harvey Whitman, czyli partner Jack'a jest nie tylko tłem fabularnym, ale i pewnym fundamentem rozgrywki. To on czasami zagada do postaci, to z nim konsultować możemy kolejne nasze działania, to on stanowi rodzaj podpowiedzi, których w grze, stawiającej na śledztwo i dialogi, za wiele nie znajdziemy, to on jest moralnym kręgosłupem, tego śledztwa. 

Rozgrywka - śledztwo, eksploracja i zagadki przedmiotowe

The Dark Rites of Arkham jest grą śledczą, kryminałem w mrocznym stylu thrillera, z rozgrywką, która nie stawia na akcję, a na badanie, eksplorację, na mnóstwo dialogów i na zagadki ekwipunkowe. Podczas zwiedzania kolejnych miejsc, w których zbliżamy się do rozwiązania tajemniczej sprawy morderstwa próbujemy odnaleźć przedmioty, które następnie albo łączymy ze sobą, tworząc kolejną rzecz, albo od razu używamy. Zadaniowa część rozgrywki skupia się li tylko na zagadkach przedmiotowych, które wynikają z fabuły, i na których opierają się również pewne szybsze momenty. Nie jest to jednak gra, która w jakiś sposób popędza gracza. Większość działań można wykonywać tu we własnym rytmie, bez pośpiechu, metodycznie, śledczo, czy raczej  detektywistycznie.

Istotą śledztwa są oczywiście rozmowy, przesłuchwania świadków, zwyczajna gadanina. Tej w grze jest sporo, a i postaci do pogadania wiele. Dialogi często pchają fabułę do przodu, są nierozerwalnym aspektem fabularnej całości. Te najbardziej istotne, wnoszące do fabuły najwięcej, nawet gdy już z daną postacią poruszymy dany temat, wciąż są aktywne, nie znikają, dając możliwość ponownego o nich pogadania. 

Istotą rozgrywki jest w The Dark Rites of Arkham uważność i dokładność, no i oczywiście kombinowanie z przedmiotami. Dokładne przeklikanie kolejnych lokacji, celem odnalezienia potrzebnej rzeczy, także dowiedzenie się o niej, jest bardzo ważne. Przygodówka nie oferuje bowiem podświetlania interaktywnych miejsc, więc przegapienie istotnego przedmiotu, jest oczywiście możliwe, tym bardziej, że graficznie tytuł prezentuje retro pixel-art. 

Grafika - pixel-art, który ma prawo się podobać

Tak jak wspomniałam recenzowany przeze mnie przygodowy tytuł jest grą stworzoną w retro pikselowej grafice. Pixel-art jest to jednak bardzo przyjemny dla oka. I choć wciąż nie przekonują mnie tytuły w takim graficznym wykonaniu, przyznać muszę, że The Dark Rites of Arkham prezentuje się pikselowo zacnie.

Lokacje, których jest naprawdę dużo mają pod względem stylu ich narysowania i ich wykonania sporo do zaoferowanie, są mimo pikselowy szczegółowe, i niezwykle klimatyczne. Zwiedzając kolejne miejscówki zanurzamy się w uroczą pikselozę, która zwyczajnie może się podobać, bo jest zarówno ręcznie rysowana, urocza, jak i niezwykle mroczna, niczym z horroru

W grze miasto tętni życiem, mroczne mieszkania, tajemnicze antykwariaty, okultystyczne zakątki, porty czy lasy z mnóstwem tajemnic prezentują się zarówno tajemniczo doskonale, jak i urokliwo graficznie. Na dokładkę rozgrywkę przeplatają pełne akcji animacje, a zbliżenia na postaci, z którymi rozmawiamy, bądź osobę naszego detektywa potrafią swoją szczegółowością i nieco innym graficznym wyrazem, mocno budować klimat, atmosferę rodem z horroru. 

Lubimy czy też nie grową pikselozę, The Dark Rites of Arkham ma prawo się podobać, bo taki styl wyraźnie pasuje do klimatu mroku, tajemnicy i okultyzmu, którym owa gra jest przesiąknięta. 

Udźwiękowienie i strona muzyczna - niezależność na pierwszym planie 

Klimatu, tej i tak już klimatycznej grze dodaje strona muzyczna, która stawia na jazzową muzykę ambientową, której kompozytorem jest Matías J. Olmedo, którego kompozycje muzyczne usłyszeć mogliśmy w poprzednim tytule tegoż studia, w grze An English Haunting, w którą do tej pory jeszcze nie grałam. Muzyczne dźwięki, choć powtarzająca się w danym lokacjach, są przyjemne dla ucha, często bardzo dobrze podbijają klimat i budują napięcie. 

W grze, które pozbawiona jest dialogów mówionych, w przygodówce pod tym względem mocno niezależnej, udźwiękowienie stanowi ważny dodatek do klimatycznej rozgrywki. Właściwie wszystko co związane jest z atmosferą w grze budowane jest muzyką i dźwiękami otoczenia. Te są bardzo realne, co nadaje rozgrywce pewnej dawki autentyczności.

Jak już nadmieniłam The Dark Rites of Arkham to gra dostępna jedynie z napisami, bez pełnej angielskiej wersji językowej. Można w nią zagrać po angielsku oraz po hiszpańsku, bez innych tłumaczeń, więc nie jest to tytuł dla graczy nie mających styczności ze wspomnianymi językami. Bez znajomości języka fabuła straci na znaczeniu, a rozgrywka oparta głównie na dialogach zapewne nie będzie zrozumiała. 

Czego mi w grze brakowało? 

To właśnie brak mówionych dialogów jest największą bolączką tegoż tytułu. Rozumiem, że recenzowana przeze mnie przygodówka jest tytułem niezależnym, a wprowadzenie do gry aktorów głosowych wiązałoby się z dodatkowym kosztem. Mimo tego uważam, że tytuł traci wiele z realnych emocji i realnej atmosfery grozy właśnie przez brak mówionych dialogów.

Braki pod względem aktorstwa głosowego i nie możność zagrania w innych językach, w tym po polsku, jest niestety poważną barierą dla wielu graczy. Tytuł ów dla tych miłośników wideo rozgrywki, którzy bez mówionej gadaniny grać nie lubią, a przygodówki, będące gatunkiem, co tu kryć, niszowym, nawet tak klimatyczne i ciekawe fabularnie jak najnowszy tytuł Postmodern Adventures, może nie być atrakcyjny. Ja sama, miłośniczka i fanka przygodówek, właściwie graczka mierząca się tylko z takim growym gatunkiem, zdecydowanie lepiej czuję się w grach adventure z aktorami głosowymi. Uważam, że taki przygodowy projekt znacznie zyskuje na jakości.

Odkładając na bok dialogi mówione, które jak wspomniałam są dodatkowym, często trudnym do pokonania kosztem dla niezależnego twórcy, jest w tej grze jeszcze kilka elementów, które moim zdaniem powinny się w niej znaleźć.

Brakuje mi, zważywszy, że jest to przygodówka o tematyce detektywistycznej, śledczej i narracyjnej, dziennika z zapisanymi zadaniami, tymi już wykonanymi, czy tymi które na nas czekają. Byłoby miło, gdyby w grze wbudowano system podświetlania hotspotów, a menu gry, które jest mocno okrojone, oferowałoby nieco więcej. 

Podsumowanie recenzji - bardzo niezależny, ciekawy fabularnie projekt 

The Dark Rites of Arkham, kolejne dzieło niezależnego studia, z pewnością spodoba się fanom mrocznych, kryminalnych, nadprzyrodzonych opowieści z kultem, magią i szeroko zakrojoną tajemnicą.

Kolejny przygodowy tytuł, po An English Haunting, którą to grę, wstyd się przyznać, jeszcze nie poznałam (trzeba nadrobić zaległości), który stawia na mrok, na sekrety, na paranormalność i na budowanie mocno angażującej fabuły. To właśnie opowieść, i umiejętność jej przekazania w odpowiednio mroczny, właściwie tajemniczy, a nawet makabryczny i okultystyczny sposób jest wartością nadrzędną recenzowanej przeze mnie produkcji.

Choć tematyka mitologii Cthulhu Lovecrafta jest w przygodówkach mocno eksploatowana, i tak właściwie większość gier z tego gatunku zahaczających o klimat grozy, wałkuje temat aż do znudzenia, nudy w tej grze jednak nie uświadczymy. A to dlatego, że twórca w bardzo umiejętny sposób połączył klimat rodem z kart książek Lovecrafta z magią, legendami i historią czarownic z Salem. 

Klimatycznie, muzycznie i dźwiękowo i mam tu na myśli stronę muzyczną, w  opisywanym przeze mnie projekcie, jest zdecydowanie dobrze, a nawet bardzo dobrze. Pixel-art w szczegółowym, dopracowanym rysunkowo i animacyjnie wydaniu dodaje grze klimatu, a liczne, zmieniające się pod względem stylu lokacje potrafią zmienić atmosferę i nadać rozgrywce poczucia zagadkowej, tajemniczej, okultystycznej grozy. Ta pasuje do pikseli tak idealnie, że miłośnik przygodówek, i gier Postmodern Adventures poczuje się na właściwym miejscu.

Rozgrywka stawia na zadania tylko przedmiotowe oraz dialogowe, bez męczenia umysłu zagadkami logicznymi. Nie jest to gra trudna, ale również nie nazbyt prosta, gdyż kombinowania z przedmiotami i śledczej gadaniny jest tu całkiem sporo. 

Brakuje dialogów mówionych, które moim skromnym zdaniem podbiły by grywalność tego tytułu, i zbudowały większą jego klimatyczność. Brak mi oczywiście także polskiej wersji językowej, która w połączeniu z aktorami głosowymi uczyniłby z tego projektu grę niemal doskonałą, a z pewnością bardzo nastrojową i bardziej realną, wiarygodną.

Nie mniej jednak, mimo tych niegodności językowo-dźwiękowych, The Dark Rites of Arkham to bardzo mocny przygodowy tytuł. Gra spodobać się może miłośnikom przygodówek bez akcji, ale z klimatem i typową, przygodową, wynikającą z fabuły grozą. Polecam serdecznie, zdecydowanie warto w nią zagrać!

Moja ocena 8/10. 

Serdecznie dziękuję studiu Postmodern Adventures za udostępnienie gry do recenzji.

Grałam w wersję na PC - Steam


Zalety:

  • Niezwykle wciągająca fabuła;
  • Klimat grozy, Lovecrafta i czarownic;
  • Prostota rozgrywki;
  • Dobra ścieżka dźwiękowa;
  • Przyjemna dla oka pikselowa grafika;
  • Ręczny zapis gry;
  • Zwroty akcji;
  • Klasyczny point-and-click

Wady:

  • Brak dialogów mówionych;
  • Brak polskiej wersji językowej;
  • Brak podświetlania interaktywnych miejsc;
  • Przydałby się klasyczny dziennik

Komentarze

  1. Od razu widać, że naprawdę wgryzłaś się w każdy aspekt gry – od fabuły, przez mechanikę point-and-click, po pixel-art i muzykę. Fajnie, że podkreśliłaś też mocne strony niezależnego studia, ale przy okazji szczerze napisałaś, czego Ci brakowało – to bardzo pomocne dla kogoś, kto zastanawia się, czy spróbować tej przygodówki.

    Ciekawi mnie szczególnie połączenie mitologii Cthulhu z historią czarownic z Salem – brzmi jak mieszanka, która naprawdę może wciągnąć i zrobić klimat tajemnicy i grozy. Zgadzam się też, że brak dialogów mówionych i polskiej wersji językowej to pewna bariera, ale pixel-art i muzyka chyba potrafią to wynagrodzić.

    Na pewno zapisuję tę grę na listę do ogrania – takich klimatycznych, detektywistycznych przygodówek nie ma zbyt wiele i wygląda, że „The Dark Rites of Arkham” naprawdę ma w sobie coś wyjątkowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fabuła, ten miks mitologii Cthulhu i czarownic z Salem jest właśnie najlepszym elementem tej niezależnej, tak naprawdę stworzonej przez jedną osobę przygodówki. Jest więcej pozytywów. Uważam, że jeśli gra miałaby choć angielską pełną wersję głosową, byłaby o niebo lepsza w odbiorze. Tej gadaniny zwyczajnie brakuje ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Moja twórczość, recenzje, poradniki, wrażenia - przygodówki, filmy i seriale!

Moje TOP 10 przygodówek roku 2025

Syberia 2 - poradnik/solucja, opis przejścia